sobota, 24 czerwca 2017

Władysław Frasyniuk



  Do napisania tej notki skłoniła mnie treść pewnego listu oraz polemika w komentarzach na moim blogu. Nie cierpię słowa „ikona” w odniesieniu do ludzi , którzy przyczynili się do obalenia komunizmu w naszym kraju, ba! w pewnym kontekście wydaje mi się nawet obraźliwe, bo Ci ludzie to żadni święci, nawet w świeckim znaczeniu. Wymaganie od takich ludzi jak Frasyniuk „świętości” jest niczym innym jak odbieranie im prawa do własnej osobowości.

  W sieci krąży list pewnej grupy represjonowanych w czasach komunizmu, którzy dziś są bezrefleksyjnymi zwolennikami rządów Kaczyńskiego (to nie jest nieścisłość, bo i B. Szydło, i A. Duda to tylko oficjalne twarze władzy). Ja odniosę się tylko do wybranych fragmentów tego listu, według mnie najbardziej obrzydliwych, choć lista zarzutów jest długa. „Przeistoczyłeś się w aroganckiego wielkiego biznesmena, mającego za nic ludzi[? - mój wtręt], w tym dawnych kolegów. (...) Z oddanego działacza związkowego przeistoczyłeś się w kumpla postkomunistów, byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych, a przy tym w obrońcę aferzystów i różnego rodzaju ciemnych typków!”. Zastanawiam się w tym miejscu kiedy i gdzie W. Frasyniuk przysięgał, że do końca życia pozostanie „biednym i uciśnionym” i dlaczego się tego od niego wymaga? Bo chyba po to walczył z komuną, by móc wreszcie zadbać również o siebie, by mieć możliwość, skoro ma do tego predyspozycje, stać się biznesmenem. Zarzut o kumplostwo z postkomunistami jest o tyle kuriozalny, że dziś kumplem Kaczyńskiego jest niejaki Piotrowski, prokurator w czasach władzy komuny i nikt z tego problemu nie robi. Ba!, jakiekolwiek insynuacje wobec tego posła (prokuratora) są uznawane za zamach na suwerenną Polskę.

  Powoli jednak rozumiem. Wolno owym „represjonowanym” tworzyć nowe elity, wspierające na ideami komunizmu, ale Frasyniukowi nie wolno było się z komunistami bratać. Skąd się to bierze, wyjaśnia następny fragment: „Stając (czy raczej siadając) razem z byłymi SB-kami, prowokatorami i tzw. pożytecznymi idiotami na ulicy, celem zatrzymania przemarszu pochodu, udowodniłeś, że nie tylko obce Ci są wszelkie ludzkie odruchy, ale także, że kłamstwo smoleńskie jest Ci znacznie bliższe od prawdy o tym, co się tam naprawdę wydarzyło! Zapewnie czujesz wielką dumę z tego, że po ujawnieniu bestialstwa Rosjan (czy raczej post-sowietów), którzy pastwili się na zwłokami Prezydenta RP, polskich generałów, parlamentarzystów i pozostałych uczestników tragicznego lotu do Smoleńska, udowodniłeś, że nie różnisz się niczym od nich!”. W tym momencie wszystko jasne. Cały ten jad ma ścisły związek ze sprzeciwem W. Frasyniuka wobec miesięcznicy i religii smoleńskiej. To jest dla „represjonowanych” po prostu nie do pomyślenia, by ta „nieszczęsna ikona” walki z komunizmem mogła się sprzeciwić woli naczelnika państwa, który przespał moment wprowadzenia stanu wojennego, i który ma pretensje do UB, że go nie internowano. Gdyby nie to siedzenie na ulicy w proteście przeciw miesięcznicom, biznes i bratanie się z postkomunistami byłoby W. Frasyniukowi wybaczone, w najgorszym razie, nigdy nie wytykane.

  W ten sposób dotknąłem największej „winy” Frasyniuka – biznes podobno z UB-ekami, za co nie tylko Frasyniuka, ale i całe elity tworzące się po ustaleniach Okrągłego Stołu nazywa się dziś postkomunistami. Warto się przez chwilę przyjrzeć tamtej rzeczywistości. Cała gospodarka, cały biznes był w rękach komunistów. Nieliczna grupa prywatnych „kapitalistów” też była mniej lub bardziej powiązana z dawną władzą. Aby wejść na ten „teren” były tylko dwie możliwości. Albo biznes z tą grupą i powolne jej zastępowanie, albo... krwawa rewolucja, bo nikt dobrowolnie raz zdobytego majątku nie odda. W tym miejscu zapytam: czy można zastąpić menadżerów, naukowców i fachowców, nawet jeśli byli komunistami, kimś bez przygotowania i praktyki? Warto sobie przypomnieć ilu nuworyszów ledwie biznes otwierało i z miejsca bankrutowało, ilu z nich stało się oszustami niemal światowego formatu. Nawet jeśli uznać, że w tym tworzeniu się nowych elit, również biznesowych, było coś nieetycznego, tak naprawdę trudno sobie wyobrazić inne rozwiązanie. Nie da się ukryć, cierpieli na tym zwykli ludzie, ale śmiem twierdzić, że cierpieli by tak samo, jeśli nie bardziej, przy każdym innym rozwiązaniu, np. przy prawnym „wyeliminowaniu” dotychczasowych posiadaczy, biznesmenów i przemysłowców. Ba, taka próba byłaby niczym innym jak komunistyczną walką klas, gdzie prawo własności  nie jest żadnym prawem.

  Czy protest W. Frasyniuka powinien dziwić? Oto człowiek, który swoją młodość poświęcił walce z przejawami totalitaryzmu i ograniczania wolności człowieka, dostrzega, że tamten system wraca w podstępny i brutalny sposób, czego przejawem jest również miesięcznica (jako uprzywilejowana manifestacja nienawiści pod protektoratem władzy), uznaje że musi  znów wkroczyć na ścieżkę walki. W Sejmie nikt go do głosu nie dopuści, tworzenie nowej partii politycznej nie jest sprawą dwóch, trzech miesięcy, więc wyraża swój sprzeciw w bardziej spektakularny sposób.  W sposób, który jest dziś jeszcze możliwy, choć już teoretycznie bezprawny, gdyż władza nagina, tworzy prawo mające chronić jej autorytaryzm. Spektakularny dlatego, że za ten czyn musi ponieść konsekwencje karne, co tym bardziej uwiarygadnia jego racje. Kijowski był w znacznie lepszej sytuacji, nic mu nie groziło i ta bezkarność go zgubiła. Zaprzepaścił szansę stworzenia na dłużej prawdziwie autentycznego ruchu obywatelskiego. Nawet mój bohater mu uwierzył. Nie mnie prorokować na ile Obywatele RP okaże się bardziej wiarygodni, ale Frasyniuk ma doświadczenie i wie, że żaden przekręt nie wchodzi w rachubę, tak jak i podejrzana przeszłość. Musi też być pewny tej swojej przeszłości, nawet biznesowej, gdyż wie, że jego przeciwnicy go dokładnie prześwietlą i mu wszystko wypomną.

  Jeśli ktoś twierdzi, że działania biznesowe są niemoralne, to znaczy, że wciąż żyje ideami komunizmu, co właściwie nie dziwi, bo ten komunizm spowodował w naszej społecznej świadomości tak wielkie spustoszenie, że jeszcze trzeba kilku pokoleń by się z niego wyleczyć.


środa, 21 czerwca 2017

Jak to jest z tym PiS



  Na zaprzyjaźnionym blogu1 Rademensell (dla bardziej zażyłych – Radka), w komentarzach znalazł się dowcip, w którym, ktoś nie lubiący PiS, nie potrafił uzasadnić swojej negatywnej opinii o tej partii. Jak to bywa w dowcipach, jest w nich trochę racji, ale tylko trochę, bo to tak jakby pytać wiejskiego głupka o wyjaśnienie trzeciej zasady dynamiki Newtona. A przecież wiejskich głupków nie brakuje.

  Tu sprawa jest o tyle prosta, że PiS właściwie wyeliminował z debaty publicznej prawdziwe autorytety i teraz faktycznie przeważają wiejskie głupki. Ja, gdy chcę się dowartościować, słucham czasami wypowiedzi tych nowych „autorytetów”, szczególnie zaś niejakiego europosła Czarneckiego, którego wszędzie pełno, i napiszę szczerze, jestem kontent, że mnie bozia takim rozumem nie pokarała. Takich nowych „autorytetów” jest multum, a cechuje ich jedno. Nikt im nie wmówi, że białe jest białe, czy jakoś tak...

  Zacznę może od tego, że z półtorarocznej perspektywy widać wyraźnie, że kłamstwo jest ulubioną retoryką miłościwie nam panujących. Rzecz dotyczy znamiennych słów z czasów kampanii wyborczej o tym, że teraz władza, w odróżnieniu od poprzedniej, będzie słuchać obywateli, będzie z nim rozmawiać, a rząd i prezydent będzie rządem i prezydentem wszystkich Polaków. W praktyce wygląda to dość kuriozalnie. Przede wszystkim przedefiniowano znaczenie słowa „Polak”. Dziś Polakiem jest tylko ten, kto popiera w pełni linię jedynie słusznej partii, choć jest jeden wyjątek. Polakami są również ci, którzy stoją bardziej na prawo niż PiS, a wydawało się wręcz niemożliwe, że coś może być bardziej w tamtą stronę. Reszta współplemieńców, oczywiście ta gorsza, zasługuje, co najwyżej na miano swołoczy i bydła (to najnowsze epitety odnośnie zdrajców Polski). Smaczku dodaje fakt, że już nawet nie wystarczy być katolikiem, bo wśród elit katolickich też są czarne owce, szczególnie te optujące za Bożym Miłosierdziem.

  Tak ogólnie to ta nowa wersja Ojczyzny stawia wszystko na opak. Elitą narodu stały się przeważnie te środowiska, które nie bardzo sobie radziły w nowej, po okrągłostołowej rzeczywistości. Dla nich pokomunistyczna wolność stała się jak młode wino, które szybko uderza do głowy, ale też kac po nim jest tak straszny, że trudno opisać. Wymiotując tym winem (czytaj: wolnością) poczuli do niego takie obrzydzenie, że teraz nic tylko „komuno wróć”, choć ta nowa komuna ma kolor czarny a nie jak wcześniej – czerwony. PiSowski świat uczynił elitę z drugoligowców zarówno w sferze polityki jak i kultury, którym w nowej rzeczywistości się nie powiodło. Łatwo jest bowiem przypiąć łatkę starej elicie, jako dorobkiewiczów i złodziei (co zawsze było chwytliwe), by móc zająć ich miejsce. To ta nowa elita stała się mitycznym suwerenem, któremu nie wolno się przeciwstawić, a który prześciga teraz stare elity, szczególnie na płaszczyźnie negatywów. Rzucili się z takim impetem na wszystko, że dawny PSL (ten od Pawlaka) mógłby się powstydzić. Ponieważ w kraju zaczyna już brakować przestrzeni, zaczynają się rzucać na Europę i nawołuje ją do powstania z kolan, choć nomen omen, ta postawa jest w naszym katolickim kraju hołubiona.

  Drugie kłamstwo, które mnie razi tak samo jak pierwsze, to obrona obywatelskiej wolności. Też teoretycznie nic nie kosztuje. Słyszałem ostatnio argument, że Polska jest jak najbardziej krajem demokratycznym, a nawet bardziej, bo przecież nikt nie broni oponentom jedynie słusznej partii protestować. Niby tak, gdyby nie pewny drobny niuans. Pewne manifestacje, a szczególnie jedna, jest jakby bardziej demokratyczna. To się szczególnie uwidacznia zakazem jej zakłócania i szczelnym kordonem policji, który ją ochrania, a który liczebnie przewyższa ilość jej uczestników. Tym mniej słusznym manifestacjom też towarzyszy policja, ale ona chroni akurat kontrmanifestantów. Ciekawie jest też ze słuchaniem obywateli. Rząd pochyla się nad głosami organizacji pro-life, choć się ich wystraszył, ale już 900 tys. głosów z żądaniem referendum na temat dereformy oświaty, umieszcza się w zamrażarce sejmowej. Pewnie wyciągnie ją wtedy, gdy to referendum nie będzie już miało sensu. Ten rząd jest dziś w sporze zbiorowym z rodzicami, oświatą, kulturą, z pracownikami służby zdrowia, znaczną częścią dziennikarzy i publicystów, nawet z organizacjami pro-life, powoli rodzi się konflikt na linii Kościół – państwo, a również z kobietami, które niekoniecznie chcą być li tylko matkami Polkami. I to ledwie w półtora roku po objęciu władzy.

  Świat na opak jest też cechą naszej polityki zagranicznej. Najbardziej kompromitujące wyczyny stają się sukcesami, a mrzonki o wielkim Międzymorzu pod przewodnictwem Najjaśniejszej usprawiedliwiają już praktycznie zupełną izolację międzynarodową. Jest sukces, bo tak jak za komuny staliśmy się niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa i przyjedzie do nas sam pan Prezydent Trump, prezydent wielkiego mocarstwa, który nie cierpi Unii Europejskiej. Chyba tylko po to, aby poprawić samopoczucie naszych prominentów – pogłaszcze słowem – bo on nie kwapi się do pomocy gospodarczej a i NATO traktuje jak przysłowiową kulę u nogi.

  Jeśli do tego dodać tworzenie nowej, kuriozalnej religii smoleńskiej, jeśli dodać przymus opłat i kar za to tylko, że telewizja publiczna istnieje, jeśli straszy się nas nowym podatkiem węglowym, koniecznością świętowania po katolicku niedzieli, to dla mnie słowo „wolność” dziś faktycznie brzmi na opak, a proszę zauważyć, że ani słowa w tym felietonie o zawłaszczeniu Trybunału Konstytucyjnego, Prokuratury i Krajowej Rady Sądownictwa.

niedziela, 18 czerwca 2017

Ktoś tu robi z nas idiotów



  Tegoroczna wiosna nas nie rozpieszcza, ledwie jedna burza przejdzie, a już nadciąga druga. Prawdę mówiąc, podobno dla przyrody to dobrze, tylko ja od kosiarki odspawać się nie mogę, bo trawa rośnie jak głupia. Podobnie zdaje się być w polityce, choć tu dla odmiany rośnie tylko zidiocenie. Jeszcze nie minęła burza po słowach pani Premier Beaty Szydło, a już pewnie nadchodzi następna, tym razem wywołana przez pana Prezydenta Andrzeja Dudę.

  Przyznam, że gdy czytałem skróty jego przemówienia, jakie wygłosił na spotkaniu z klubami Gazety Polskiej, targały mną mieszane uczucie, przy czym żadne z nich nie zaliczyłbym do pozytywnych. Przypomnę, te kluby skupione są wokół Gazety Polskiej, której redaktorem naczelnym jest Tomasz Sakiewicz, gazety o profilu prawicowo-konserwatywnym, w jakiś sposób powiązanej z środowiskiem Radia Maryja i Telewizji Trwam, gazety promującą miesięcznice, szczególnie sprzyjającej obecnej ekipie rządzącej, gazety ostatnio skonfliktowanej z portalem braci Karnowskich wPolityce.pl, też prawicowo-konserwatywnym.

  Wróćmy do przemówienia Prezydenta. Zaczyna się mocno: „Jeśli społeczeństwo obywatelskie to są ludzie, którzy gromadzą się po to, żeby myśleć o poważnych sprawach ojczyzny, dyskutować, debatować, to są nim obecni na spotkaniu członkowie Klubów "Gazety Polskiej". (...) Ja nie wiem, czy ci przedstawiciele liberalnej lewicy, którzy do tego nawoływali, chcieli właśnie, żeby tak społeczeństwo obywatelskie w ich rozumieniu wyglądało, ale mam nadzieję, że tak. Bo właśnie tak w moim przekonaniu społeczeństwo obywatelskie powinno wyglądać1. Mamy więc nową narrację. Społeczeństwem obywatelskim jest tylko te, które zrzesza się w klubach GP. Już nie naród, ale prawomyślni obywatele. Od razu przychodzi mi na myśl słowo „obywatel” z czasów Rewolucji Francuskiej, podobnie jak „obywatel towarzysz” w czasach komuny w Polsce powojennej.

  Z kolejną deklaracją nie jest lepiej: „Ja bym chciał i prosił was, żebyście zaczęli też dyskusję na temat tego, jakiego ustroju dla Polski chcielibyście na przyszłość. Państwo powinno być ukształtowane tak, jak wy tego chcecie, bo ono ma być państwem dla was i konstytucja jest dla was”. Tu mowa o nowej Konstytucji jaką szykuje nam PiS. Ale po to podkreśliłem odpowiednie fragmenty, by zwrócić uwagę na fakt, do kogo ta mowa. Reszta obywateli powinna z pokorą przyjąć tę wersję Konstytucji, którą wymyślą i zaaprobują członkowie klubów GP. Prezydent bardzo na to liczy.

  Ostatni fragment, tak kuriozalny, że aż niewiarygodny. „Do Polski – zgodnie z prawem – może przyjechać i przebywać ten, kto będzie chciał i kto będzie pomocy potrzebował i tę pomoc otrzyma” (sic!) Na pewno każdy? Skoro tak, to o co ta wojna w sprawie uchodźców? Wyjaśnia się gdy mówi: „To element ludzkiej wolności i jako prezydent Polski nie zgadzam się na to, żeby w kraju, który jest krajem wolnych ludzi innych - w sposób nieusprawiedliwiony, bo nie spowodowany przez nich żadnym popełnieniem przestępstwa - siłą przetrzymywano, zamykano, więziono”. Właściwie wszystko jasne, nawet jeśli uznać, że z tym zatrzymywaniem, zamykaniem i więzieniem to swoista metafora. Nasz Prezydent nie chce zamykać i więzić uchodźców, czego wymaga od nas Unia, i których nam przyśle wbrew ich woli. Jakież to ludzkie i humanitarne, jakże to po katolicku i w imię Chrystusa, którego stale ma na ustach. Jestem pełen podziwu dla tego ekwilibrystycznego myślenia, z którego ma wynikać, że uchodźcy przybyli do Europy przez pomyłkę, bo nie byli świadomi, że tu będzie się ich więzić. Lepiej byłoby dla nich, aby pozarzynali ich fanatycy państwa ISIS, bo śmierć męczeńska jest najbardziej chwalebną śmiercią, jaką można sobie wyobrazić. Mogliby zostać świętymi męczennikami za wiarę, a tak staną się tylko zhańbionymi więźniami obozów. Polska ręki do tego nie przyłoży...

  Doleję trochę oliwy do ognia, bo też lubię metaforę. Minister Waszczykowski powiedział, że pomoc uchodźcom, tu w Europie, jest nieporozumieniem, pomagać trzeba im na miejscu, przez rozwiązanie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Zaiste mądra to konkluzja, godna dyplomaty światowego formatu. Ja rozumiem, że skoro taki pomysł mu zaświtał, to wie też jak stłumić to ognisko nieustającej, morderczej, ludobójczej wojny. Wprawdzie dyplomacja amerykańska, rosyjska i inne nie dały rady, ale ja teraz oczekuję, że nasz minister spakuje walizki i pojedzie na miejsce, by osobiście wykazać wyższość naszej dyplomacji nad każdą inną. Dodałbym mu kilku polskich hierarchów jako wsparcie, którzy udowodnią islamskim radykalistom wyższość wiary katolickiej na islamską.



piątek, 16 czerwca 2017

Przegląd niekulturalny



  Przyznam się. Miałem już napisany tekst, bardzo krytyczny wobec pani Beaty Szydło w związku z jej kuriozalnymi słowami na temat obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych, ale w tej krytyce wyprzedzili mnie inni, zacni dziennikarze i blogerzy. Postanowiłem, nie tylko na to wydarzenie spojrzeć nieco inaczej, rzekłbym - pozytywnie.

  Przede wszystkim sądzę, że te słowa pani Premier wymsknęły się nieopatrznie, ona tak często o tych uchodźcach, że nawet w sytuacjach nie mających związku, a przynajmniej kiedy nie powinny mieć związku, nadaje w tym temacie jak katarynka. A przecież ona tylko chce uchronić naród przed tym, byśmy się nie stali jak nazistowscy nacjonaliści i nie otwierali dla obcych na nowo obozów koncentracyjnych. Za co ją więc ganić? Popieram redaktora Ziemkiewicza, który kulturalnie napisał1 hajterom, że mają spier...ać od pani Premier, bo powiedziała dobrze.  Najlepiej określiła to zjawisko pani Ogórek, ta od Millera: „Jedyne wyrazy jakie znają [krytycy pani Premier – dopisek mój], to „wstyd, hańba, żenada”. (…) Liczą na tych internautów, którzy nie umieją myśleć samodzielnie i lekturę tekstu kończą na przeczytaniu tytułu”. Ciekawe kiedy ostatni raz pani Ogórek myślała samodzielnie, ale coś w tym jest na rzeczy, bo ja czytam tylko te artykuły na prawicowych portalach, które mają najbardziej obraźliwe tytuły.

  W podobnym stylu, choć już nie wobec pani Premier, a przeciw przedstawicielom Episkopatu Polski wypowiada się nowoutworzony portal skrajnej prawicy. Prawie dosłownie: „Oni zidiocieli bo są za korytarzem humanitarnym”, a to skutkowało by otwarciem obozów dla uchodźców, też kojarzącymi się im z obozami koncentracyjnymi. Jeszcze dobitniej wyraziła to pani poseł (nie posłanka) K. Pawłowicz: „My, Polacy jesteśmy temu wprost histerycznie przeciwni2. I tu ją też pochwalam, że jest przeciw, bo to jest ewidentnie „wymierzone w polski katolicyzm”, a polski to nie to samo, co apostolski (czytaj: wyrażający stanowisko Watykanu). Ale ostatnio najbardziej podobała mi się jej wypowiedź o tym aby opozycjonistów wysyłać do KRLD by tam uczyli się demokracji. Ona wie, bo coś mi się zdaje, że sama brała tam lekcje.

  W innych sprawach też się dzieje dobrze. Niejaki minister Szyszko podsuwa tekściarzom motyw nowego polskiego przeboju zatytułowanego „Córka leśnika”, może coś w stylu disco polo albo hawajski rytmów, które z kolei uwielbia minister Zieliński3, choć to już mniej narodowe. Nieważne, ważne jest to, że ostatnio zmienia się styl owacji. Nawet sam Jarosław Kaczyński ćwiczy ten nowy styl: „Ja-ro-sław! Ja-ro-sław!” Domyślam się, że to robota tych wstrętnych hajterów, których nasyła „Wyborcza”, bo Jarosław Kaczyński na pewno nie ćwiczy, on tylko lubi słuchać tej owacji.

  Skoro już jestem przy  kulturze, tym razem o sportowej. Weźmy taki sukces reprezentacji w meczu z Rumunią. Okazuje się, że był bardziej spektakularny w sensie dumy narodowej. Oto z norweskiego więzienia, z którego jeszcze nikomu nie dało się uciec..., zbiegło dwóch Polaków!4 Ścisła światowa czołówka. Wprawdzie muszą jeszcze poćwiczyć długie dystanse, bo dali się szybko złapać, ale wszystko przed nimi, pewnie ich znów zamkną. Nie chcę kłamać, więc małe sprostowanie. Według  tego artykułu „to może nie jest powód do dumy”, z czym z kolei nie do końca się zgadzam, bo niby dlaczego mamy nie być dumni? Po co nam fałszywa skromność?

  Taki pan minister Waszczykowski zapewnił prezydenta Trumpa, już bez tej fałszywej skromności, że w Polsce będziemy go owacyjnie witać. Wszyscy Polacy i Polki. To odrobinę brzmi groźnie, gdyż nie wiem jak on zapewni, że kontrmanifestacji (to nasza nowa sportowa specjalność) nie będzie? Jest tylko jeden pewny sposób – trzeba na czas tej wizyty zamknąć profilaktycznie obywateli RP. W gruncie rzeczy to też dobry pomysł. Obywatele RP nie narażą się tym samym na mandaty i przetrzymywanie w komisariatach na czas ustalenia ich (znanej już) tożsamości. I wreszcie nikt nie będzie miał okazji określać naszej policji jako brutalną.

  Prawie na koniec jeszcze odrobina dobrego kabaretu kulturalnego. Jacek Kurski w swoim stylu zapewnił, że: „Telewizja publiczna odbudowuje swoją podmiotowość i jest kotwicą pewnej normalności5. Normalnie się uśmiałem, ale co mi tam, ja już telewizji publicznej nie oglądam i niech sobie pan Jacek zakotwicza tę swoją normalność. Problem w tym, że ja będę musiał i tak za to płacić wymuszonym abonamentem, ale jam emeryt i pieniędzy mam jak lodu (który szybko w te upały topnieje), bo potrzeby małe. Trochę przesadziłem z tymi potrzebami. Ostatnio lekarz zaserwował mi receptę, uwaga: nie jestem śmiertelnie chory, na bagatela... prawie trzysta złotych! Mój absolutnie życiowy rekord. Za tydzień znów muszę do lekarza i szukam pilnie taniego kredytu.

  Już naprawdę na koniec, ostatnio znaleziony dowcip:
- Tato, a co to takiego ''niuans''?
- Podam ci przykład. Takiego Jarka Kaczyńskiego teraz otacza kordon policji. Przyjdzie jednak taki czas, że też będzie go otaczać kordon policji, ale w tym jest pewien niuans...