poniedziałek, 23 stycznia 2017

Pachnie fiołkami



  To, że swego czasu minister Waszczykowski zabiegał o względy (dyplomatyczne) jakiegoś San Escobar można od biedy nazwać zabawną pomyłka w kategorii przejęzyczenie. Każdemu przytrafić się może, choć od dyplomaty tej rangi wymaga się jakby odrobinę więcej. Niepotrzebnie się przy tym miotał i tłumaczył, co siłą rzeczy tylko wzmogło „sensację”. Niemniej samo wydarzenie jest bez znaczenia.

  Ale ręce naprawdę opadają, gdy w ciągu ostatnich ledwie kilku dni trafiają się naszym prominentnym politykom fatalne wizerunkowo, podłe na płaszczyźnie moralnej, debilne wręcz w sensie historycznym, a nawet  całkowicie kompromitujące w sensie politycznym – idiotyzmy. To przekracza wszelkie dopuszczalne normy, nie bójmy się słów – głupoty, chamstwa i arogancji. W moim odczuciu diagnoza jest prosta – naszym najjaśniejszym władzom nawet lekki mróz nie służy, im krew w mózgach zamarza. Ja się tych słów nie boję, szczególnie po tym jak zwykły poseł, mający się za naczelnika państwa mówi: „(... ) patrząc na twarze tych osób, to tylko domysł, ale obawiam się, niektórzy z nich byli pracownikami dawnych organów bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że widać tam też troszkę twarzy osób specjalnej troski.” On nie tyle obraża swoich przeciwników politycznych bo w tym jest mistrzem, ile tych, którzy nie z własnej winy faktycznie potrzebują tej specjalnej troski. Traktuje ich jak zło konieczne, gorszy gatunek ludzi. To retoryka nazistów panie Kaczyński. Oni też zaczęli od tego, że deprecjonowali chorych, wymagających specjalnej troski. Później szło im już gładko... w obozie zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Jeśli ktoś miał wątpliwości, po co Kaczyński zmarginalizował Trybunał Konstytucyjny, teraz już wie. Chodziło o zmianę ordynacji wyborczej (to przepowiadałem już na samym początku wojny o TK), której to zmiany już nikt mu nie przeszkodzi wprowadzić. Marionetkowy rząd z jeszcze bardziej marionetkowym prezydentem tylko temu przyklaskują. Rośnie szansa, że rządzić będą wiecznie...

Zabawnie” wychodzi z naszym podobno najlepszym sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi. Tyle umizgów do Trumpa, który miał być drugim Kaczyńskim, a tym samym wspomóc „naszych”. Ledwie zaczął prezydenturę a już się wypina na wszelkie sojusze, szczególnie te, które wymagają dużej pomocy ze strony jego kraju. Dał wyraźnie do zrozumienia, że ta pomoc mu zwisa, liczy się tylko wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych. Panie Waszczykowski, kompletna klapa! Na kogo pan wskaże (jako strategicznego sojusznika), na tego benc! Faktycznie pozostaje nam już tylko Białoruś, choć ta raczej mruga w stronę Putina. Węgry jakby też... Polska polityka zagraniczna przestaje istnieć, staje się farsą na miarę dyplomacji trzeciego świata, choć tam prędzej można znaleźć gwiazdy.

  A jak wygląda polityka obronna kraju? Tego nie wie nikt, nawet sam Macierewicz. Prędzej jego pupilek Misiewcz, który baluje z iście burżuazyjną fantazją, ale on tego nie zdradzi. Gdy na pewnym portalu, jako oficjalną fałszywkę przedstawiono rzekomy projekt ministra obrony, o zakupie lotniskowca (sic!), właściwie wydawało mi się to całkiem realne i do niego podobne. Ale on przebił nawet największych fantastów i kpiarzy, gdy w dobie promocji polityki historycznej stwierdza z pełnym przekonaniem i całkiem na trzeźwo, że dla Piłsudskiego powstanie warszawskie było symbolem odbudowy wojska polskiego, a dla Dmowskiego to powstanie było symbolem odbudowy patriotyzmu (sic!). Jak żyję takiej kompromitacji jeszcze nie widziałem i nie słyszałem.

  Doczekaliśmy się sekty o jakiej chyba się nikomu nie śniło, a na pewno nie Piłsudskiemu i Dmowskiemu. Jest gorzej, zdecydowanie gorzej, i tu posłużę się analogią Krystyny Kofty, jak taki jeden prominent z drugim prominentem pierdnie, i to w salonie, ich podopieczni i poplecznicy będą mówić, że... pachnie fiołkami.


sobota, 21 stycznia 2017

Ciary po plecach chodzą



  Dziś najczęściej jest tak, że każdy krytyczny głos wobec rządzących jest przypisywany inspiracjom „Wyborczej” lub „Newsweeka”. A jeśli ów krytycyzm przejawiają przedstawiciele kleru dochodzi do tego „Tygodnik powszechny”. Wiadomo, te media to agentury obcych sił oraz naszych rodzimych postkomunistów, obie opcje określanie mediami wiadomego nurtu – zdrajców narodu, antypolskie z silną tendencją do manipulowania czytelnikiem. Nie, nie czytelnikiem, czytelnik brzmi zbyt dumnie, chodzi oczywiście o leminga, podatnego na taką postkomunistyczną, postliberalną, postprawdziwą papkę nieprawomyślnych informacji.

  Z niejakim zdziwieniem stwierdziłem, że uległem tej opinii, bo choć nie mogę się obejść bez lektury tych pism, nigdy się na te pisma nie powołuję (sic!). Nic innego, dałem się zmanipulować bardziej dziennikarzom niepokornym niż tym z wymienionych na wstępie. W tym miejscu kusi mnie, by opisać fragment występu Jacka Federowicza, który przypomniał słowa Pietrzaka: „Nie mój cyrk, nie mojej małpy”. I masz babo placek, teraz jego (Pietrzaka) jest cyrk i jego są małpy, a Jacek F. rozbrajająco i z wyraźną ulgą odetchnął, bo nie jest już – artystą reżimowym. Tak to się kuźwa porobiło... Jeszcze nie tak dawno obciachem było być czytelnikiem „Wyborczej”, dziś to ona staje po tej stronie, gdzie kiedyś stało, nie, nie ZOMO, ale dziennikarstwo niepokornych. Dziś obciachem staje się oglądanie „Widomości” TVP1 i w całości TVP Info, co mnie nie dziwi, bo poziom manipulanctwa tych ośrodków kształtowania opinii publicznej przerósł rządową telewizję czasu stanu wojennego i nie ma w tym krzty przesady. Czytałem, a jakże, w „Wyborczej”, że J. Kurski, prezes obecnej telewizji, żali się na brak wpływów z abonamentu, i że ta telewizja „robi bokami” – mając monopol na reklamy wszystkich spółek i przedsiębiorstw skarbu państwa. Żąda radykalnych metod ściągania tego abonamentu. Ja nieśmiało proponuję, aby ten abonament płaciły wszystkie platformy nadające sygnał telewizyjny z drobnym zastrzeżeniem. Programy telewizji publicznej będą w dodatkowym jednym pakiecie, z możliwości rezygnacji z ich posiadania.

  Ok, już sobie poironizowałem, teraz czas na poważnie. Odniosę się do wypowiedzi ks. prof. Andrzeja Szostaka, o której dowiedziałem się w „Wyborczej”, ale która w całości jest zaprezentowana na portalu archwwa.pl Rzecz najważniejsza, nie jest to żaden wywiad dla „Wyborczej”, a referat podczas spotkania opłatkowego dla dziennikarzy w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Żadnych powiązań ze wstrętnymi mediami wiadomego nurtu. Ks. prof. Szostak odnosi się do obecnej sytuacji politycznej w tym również do mediów. Przecierałem oczy ze zdumienia, bo aż trudno uwierzyć, że kogoś z takiego grona stać na taką opinię. Opinię druzgocącą, w pełni obnażającą manipulanctwo informacyjne rządu i... dziennikarzy prorządowych (sic!) Ja tylko przytoczę jeden fragment, który odnosi się do paragrafu 9 projektu Kodeksu Zawodowego Dziennikarzy Rzeczypospolitej: „Dziennikarz czyni wszystko, co możliwe, by nie dopuszczać w środkach przekazu do rozpowszechniania haseł dyskryminujących kogokolwiek z przyczyn rasowych, z powodów poglądów politycznych, z powodu odmienności wyznania, pochodzenia lub odmiennych orientacji seksualnych”. Projekt ten (jak i szereg innych dokumentów o podobnym charakterze) mówi sporo o tym, czego dziennikarz czynić nie powinien, ale za tymi normami negatywnymi łatwo wyczytać pozytywną intencję, by przekazywanie informacji raczej pomagało ludziom się jednać, niż ich różnić.” Chętnym polecam cały referat, a przynajmniej jego drugą (o obecnej polityce) i czwartą część (właśnie o mediach).

  Oczywiście, podobne zarzuty można kierować również w stronę „Wyborczej” czy „Tygodnika Powszechnego” („Newsweek-owi” jest bliżej metodom mediów prorządowych). Jest jednak pewien niuans, o który będę się sprzeczał z tymi, którzy z moją oceną nie zechcą się zgodzić. O ile wymienione media bardziej piętnują postawy ksenofobiczne, dążące do podziałów społeczeństwa na lepszych i gorszych, o ile piętnują zamach na instytucje demokratyczne oraz nepotyzm i czysty populizm, o tyle media prorządowe wręcz te postawy propagują, i mam tu na myśli zarówno „Wiadomości” TVP, jak i „wPolityce, „doRzeczy”, „Nasz Dziennik” czy „wSieci”, o peryferyjnych, również zdominowanych przez dziennikarzy niepokornych, nie wspomnę. Smutne jest w tym to, że te media są opanowane przez adeptów Wyższej Szkoły Medialnej w Toruniu, którą prowadzi pierwszy dziennikarz-katolik RP. 

  Nie ma się czemu dziwić, skoro minister spraw wewnętrznych, ten, który ma dbać o nasze bezpieczeństwo, opowiada się za czynnym zakłócaniem manifestacji antyrządowych. To było widać po jego reakcji na zatrzymanie córki A. Kołakowskiej i teraz, gdy pochwala na Twitterze apel o agresję wobec manifestacji. I bez znaczenia jest tu fakt, że powodem tego apelu jest jakiś wyrok sądowy, uniewinniający tych, co manifestację zakłócali. Nie ma się czemu dziwić bo czwarta władza, władza tych niepokornych dziennikarzy, zmanipulowała nawet dwie pierwsze władze, władzę  ustawodawczą i wykonawczą. Jak mówi J. Gajos: ciary po plecach chodzą...

czwartek, 19 stycznia 2017

Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.



  Mam dość poważny dylemat, a nawet dwa. Pierwszy polega na chęci polemiki z pewnymi tezami, przez większość traktowanych jak świętość. Drugi, choć się konsekwencji nie boję, nie chciałbym nikogo frustrować swoją postawą, więc każdy czyta na własną odpowiedzialność.
Poniżej wyjaśni się skąd taki tytuł notki, jednak na wstępie pewna osobista dygresja. Jeśli już pokochałem, mowa o kobiecie, zawsze kochałem ją bardziej niż siebie. To z reguły kończyło się dla mnie fatalnie. W skrajnych przypadkach byłem bezlitośnie wykorzystywany, czasami poniżany i... zdradzany, choć były wyjątki, ale te podobno potwierdzają regułę. Ale ja nie o sobie, choć ten wstęp ma swoje uzasadnienie.

  Oto bowiem pewien katolicki portal przypomina, nie bez kozery po kompromitacji opozycji parlamentarnej, w kontekście opublikowanego wtedy dekalogu wolności, „Dekalog Polski” autorstwa samego Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. Przytoczę go w całości, by nie odsyłać do artykułu:
Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.
1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.
Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.

  Piękne, prawda? Ja jednak mam poważne wątpliwości. Począwszy od pierwszego zdania, bom ateista i nie przyjmuję do wiadomości, że cokolwiek Bogu zawdzięczam. Owo mnie, jak rozumiem Ojczyźnie, też jest wątpliwe, gdyż moją ojczyzną przez pół wieku był komunizm, lub jak kto woli - socjalizm. I z tego rodzą się kolejne komplikacje, już bezpośrednio wynikających z przykazań tego dekalogu.
ad.1 – bowiem kocham tę ziemię ponad wszystko, ale nie tylko ten jej kawałek ograniczony wyimaginowanymi granicami na mapie, tym bardziej, że podobno tę ziemię w całości stworzył Bóg.
ad.2 – tu jestem w stanie się dostosować, ba! mierzi mnie jak pewne ugrupowanie polityczne, będące akurat u władzy, to przykazanie łamią nagminnie.
ad.3 – bez przesady! Ta ojczyzna zabiera mi prawie dwadzieścia procent dochodów plus VAT-y i inne podatki, a rozdaje według własnego widzimisię, nie zawsze zgodnego z moimi oczekiwaniami, które wcale nie są wygórowane. Mam oddać życie, które jest podobno największą wartością i podobno tylko Bóg ma je prawo odebrać?
ad.4 – tu też mocno przesadził Autor. To, że moją ojczyzną jest Polska to czysty przypadek. Wystarczyłoby aby moi rodzice po zawierusze wojennej osiedlili się w innym kraju. W dodatku, gdyby nie moja matka rodzona, ojczyzna na pewno by mnie nie urodziła.
ad.5 – narzuca się pytanie, kto jest wrogiem Polski? Dopóki ten wróg nie będzie dokładnie sprecyzowany, to przykazanie nie ma racji bytu. Bo według niejakiego J. Kaczyńskiego, wrogami Polski jest blisko 70 proc. społeczeństwa, które nie głosowało na PiS.
ad.6 – mądre to przykazanie, rzekłbym: wyborne! Wymieniony wyżej poseł rządzącej partii stchórzył wobec „czarnego protestu”. Nie tylko on, całe to jego ugrupowanie, nagle zmieniając zdanie wobec ustawy antyaborcyjnej. A to oni mienią się prawdziwymi Polakami.
ad.7 – tu też mam poważny problem. Co to znaczy być bez litości i czy to postawa godna prawdziwego katolika, bo akurat Jezus mówił wręcz całkiem coś innego.
ad.8 – w tym przypadku nie mam żadnych problemów. Nawet jak mówią o mnie, że jestem zdrajcą ojczyzny (bo nie popieram PiS) to ja śmiało mówię, że jestem Polakiem.
ad.9 – to już raczej nie moje zmartwienie. To przykazanie powinna sobie wziąć do serca pani Premier i jej minister od spraw zagranicznych. Bo już chyba tylko na San Escobar nie wątpią w Polskę.
ad.10 – tu mam prawdziwy dylemat. Bo niby z tym przykazaniem się zgadzam, ale Polska nie zawsze była Wielka, nie zawsze miała tylko Zasługi, a jej Majestat był zazwyczaj na drugim, jeśli nie trzecim miejscu, po Majestacie Maryji, królowej Polski, a ostatnio i po Majestacie Jezusa, królu Polski.

  Najbardziej mierzi mnie ostatni fragment już nie będący przykazaniem. Dlaczego mam miłować Polskę dopiero po umiłowaniu Boga? A co, jeśli Go nie ma, albo nawet jeśli jest, to skąd pewność, że to Ten właściwy? I dlaczego mam Ją miłować bardziej niż siebie samego? Skąd pewność, że ja jestem dla ojczyzny, a nie na odwrót: ojczyzna dla mnie? Ktoś mi kiedyś wmawiał, nawet nie tak dawno, że Ojczyzna dba przede wszystkim o swoich obywateli. Może i dba, ale za wszystko trzeba płacić. Nigdy żadnej kobiecie za miłość nie płaciłem...


wtorek, 17 stycznia 2017

Objawienia



  Tym razem rozczaruję tych, którzy spodziewają się czegoś o mistycznych objawieniach. Mam na uwadze zupełnie inne, realne. Objawiła się nam bowiem nowa gwiazda krytyki kulturalnej. No, nie taka nowa, na pewno nie debiutantka, w dodatku z dużym dorobkiem..., a jakże, kabaretowym. Rzekłbym: doświadczenie w tej dziedzinie kultury, ale również i tej osobistej, ma olbrzymie. Mam na myśli Panią Poseł(łankę?) prof. Krystynę Pawłowicz.

  Ciut wcześniej objawił się nam pan Robert Górski w nowym kabarecie „Ucho Prezesa”, źle, wróć, objawił się nam nowy kabaret, bo pan Roberta zna pewnie cała telewizyjna widownia w Polsce. Nie będę wydawał opinii o samym kabarecie, dla mnie ważne jest, co się dzieje wokół niego. Szczerze mówiąc, podziwiam pana Roberta, bo słynny z trafnych aforyzmów St. J. Lec pisał swego czasu: „Nie wolno rozśmieszać bezzębnych tyranów!” Pan Prezes wprawdzie zęby ma, ale tajemnicą poliszynela jest opinia, że to uzębienie niezbyt efektowne. Pan Prezes podobno dwa odcinki zobaczył i jak stwierdził pan Bielan, właściwie wszystko ok, poza tym, że koty mleka nie piją. Piją, piją, choć to jest niewskazane, ale w takie szczegóły nie warto wnikać. Ta lakoniczna wypowiedź prowadzi do wniosku, że Pan Prezes właściwie wyjścia nie ma, musi robić dobrą minę do złej gry. Skoro Tusk ścierpiał „Posiedzenia rządu”, co mu innego pozostaje? Owo zapewnienie, że Prezes posiada dystans do samego siebie, nie bardzo mnie przekonuje, bo oto...

  Mam wrażenie, że pierwszą próbą zdezawuowania tego kabaretu jest wypuszczenie swojego pierwszego bulteriera, właśnie w osobie pani prof. Krystyny Pawłowicz. I to jest to właściwe objawienie. Ta, skądinąd urocza i kulturalna pani popełniła recenzję tego kabaretu na portalu wPolityce.pl1. W mojej opinii fakt godny odnotowania. Już pierwsze zdanie jest majstersztykiem: „(...) satyra pana Roberta Górskiego pokazuje jak diabolizowanemu przez lata w mediach wizerunkowi prezesa Jarosława Kaczyńskiego uległ sam autor tej satyry.” Później jest już tylko lepiej: „(...) pisowskiego klimatu nie uchwycił. Wygląda też na to, że autor obserwował Prezesa głównie oczami „Gazety Wyborczej” i TVN-u. Przede wszystkim, całkowicie fałszywy, moim zdaniem, jest ponury, „piwniczny” nastrój tych odcinków.” No tak, należy przyjąć (wg recenzentki), że satyra musi bezwzględnie oddać kreowaną przez PiS rzeczywistość i jej klimat. I co najważniejsze: „Nie udało się jednak panu R. Górskiemu pokazanie CHARAKTERU bohatera swych kolejnych programów. Pokazuje postać „ciężką”, bez poczucia humoru, i właściwie złą, budzącą strach.” (sic!) A niby kogo ma pokazać? Ja widziałem ostatni raz uśmiechniętego J. Kaczyńskiego jak spieprzał samochodem spod Sejmu 16 grudnia ub. roku. Pani Krystyna kończy ciekawą puentą: „W sumie, odcinki „Ucha…” nie są śmieszne, (...) „Posiedzenia rządu” były lepsze.” Osobiście nie pojmuję, dlaczego mnie taka opinia, przepraszam - recenzja, nie dziwi?

  Jest jeszcze jedna około tematyczna sprawa. Gruchnęła wieść, że TVPiS jest zainteresowana tym kabaretem (?) Nikt nie chce specjalnie puścić pary z gęby, bo rozmowy zakulisowe i pewnie trwają przetargi, kto da więcej. I znów mnie to nie dziwi, bo bez względu na poziom tego show, istotnym elementem jest tu bezsprzecznie główny bohater, diabolizowany przez GW i TVN - Prezes. Diabły zawsze miały dobrą i liczną widownię. Niemniej ja na miejscu pana Roberta byłbym bardzo ostrożny. Po przeobrażeniu znanego wszystkim redaktora Krzysztofa Ziemca z sympatyka WOŚP, zaledwie w ciągu jednego roku na kogoś, kogo stać dziś tylko na dwa lakoniczne zdania na jej temat, kto wie, co z pana Roberta pozostanie? Tam gotowi z niezależnego satyryka zrobić główną, propagandową tubę „dobrej zmiany”, choć mają już Pietrzaka i Wolskiego. Inna sprawa, że oni już dawno powinni być na emeryturze. Z drugiej strony to byłoby nawet ciekawe. Na przykład taka mowa: „Dobra zmiana przyczyniła się do niespotykanego nigdy wcześniej rozkwitu naszej ojczyzny, itd., itd.” z jego, pana Roberta miną, i nie wiesz człowieku, czy pękać ze śmiechu czy pluć na ekran telewizora?

piątek, 13 stycznia 2017

Pic na wodę, fotomontaż



  Z przyczyn ode mnie niezależnych  nie mogłem na bieżąco odnieść się do ostatnich wydarzeń, a teraz to jakby musztarda po obiedzie. Nawet nie chodziło o relację, bo ta wydaje się była i tak wszystkim znana, raczej o własne refleksje, wnioski podkręcane emocjami, które już dziś, nawet we mnie opadły. Niemniej czułbym niedosyt, gdyby się do ostatnich wydarzeń nie odniósł.

  W większości opiniotwórczych mediów, zarówno z prawa jak i z lewa, króluje opinia, że opozycja poniosła totalną klęskę, do której dołączyła porażka wizerunkowa KOD. Jest w tym sporo racji, gdyż podziały tejże opozycji uwidoczniły się w pełnej krasie, podziały, które są na rękę partii rządzącej. Na domiar wszystkich skompromitowali się niemal wszyscy przywódcy tejże opozycji, a w moim odczuciu najbardziej przywódca ruchu społeczno-obywatelskiego KOD, jakim był i chce być  – M. Kijowski. Obawiam się, że to jego „zagranie” z fakturami da się przyrównać tylko do celowego wykręcenia wentyla z nadmuchanego koła. Teraz mało, że potrzebny jest nowy wentyl, to trzeba to koło napompować. Ręcznie i w dodatku to z większych kół traktora. Oberwało się Petru, już nawet nie tyle za Maderę, ile za brak zdecydowania w sprzeciwie wobec PiS, i jak dla mnie, to on jest główną przyczyną coraz większego rozbicia opozycji. Trochę mnie to dziwi, bo przecież nie jest politycznym debiutantem, choć wciąż jeszcze jak na polityka młody. Najwięcej cięgów zebrał chyba Schetyna, choć w mojej ocenie najmniej na to zasługiwał. Przyłączył się do protestu .Nowoczesnej i mimo poczynań tejże, które można uznać za dziwne, trwa w proteście do dziś, choć sam protest jest zawieszony. Zarzuca mu się, że nie stawił się na rozmowach mających charakter szukania porozumienia, ale znów w mojej opinii, postąpił niezwykle roztropnie, niemal jak „stary wyjadacz sejmowy”. Rzecz w tym, że te rozmowy z inicjatywy PiS od samego początku można było uznać za oszustwo, przysłowiowy: pic na wodę fotomontaż. O tym wszyscy przekonali się już następnego dnia. Kilkanaście godzin, podobno mozolnych i bardzo trudnych negocjacji, skończyło się... zatwierdzeniem w Senacie ustawy budżetowej, bez udziału i chyba nawet bez wiedzy negocjujących przywódców opozycji .

  zagrywką J. Kaczyński bez wątpienia obnażył i ośmieszył opozycję. Dlatego stać go dziś straszyć ją odpowiedzialnością karną, więzienia nie wykluczając. Ale jak dla mnie, ten tryumf wydaje się lekko przedwczesny. Na tym przegrał też PiS, a przede wszystkim jego przywódcy. Począwszy od Pani Premier, która w tym sporze nic nie miała do powiedzenia, a to przecież jej gabinet ten budżet tworzył, poprzez marszałka Kuchcińskiego, który dowiódł, że oprócz destrukcji i umiejętności wywoływania konfliktów nic innego nie potrafi, a już na pewno nie godzić zwaśnione strony, poprzez Prezydenta, który oprócz deklaracji, nie zrobił nic, aby spór wyjaśnić i załagodzić, na J. Kaczyńskim kończąc. Bo to ten szary poseł Sejmu RP udowodnił niezbicie, kto w tym kraju naprawdę rządzi i jakie są jego cele. Wprawdzie jeszcze coś tam plecie o demokracji, ale on o niej nie ma zielonego pojęcia, skoro mu się plącze z autokracją. Panie pośle Kaczyński, jeśli pan nie wie, to ja panu podpowiem. Demokracja jest systemem rządów większości, który ogranicza mniejszość, inaczej mamy do czynienia z autorytarną władzą, której już tylko krok do totalitaryzmu.

  Śmieszy mnie szukanie szansy w tym, że może Prezydent ustawę budżetową odeśle do TK. To jest akurat ustawa, której nie ma prawa zawetować. A nie po to PiS zdeprecjonował TK, by teraz się nim przejmować. Śmieszy mnie również coraz bardziej postawa Prezydenta. Podpisuje wszystko jak leci, jak mu PiS zleci (sorry za rymowankę). Jeden wyjątek potwierdza regułę i coś mi się zdaje, że PiS mu ją specjalnie podsunął, dla urozmaicenia, aby mógł ją odesłać do TK. Doszło do tego, ż teraz Prezydent tłumaczy się jak dzieciak przyłapany na podkradaniu cukierków, tu mam na myśli ustawę o oświacie, kiedy to przez kwadrans lawirował na granicy śmieszności, by w końcu orzec – jak zwykle podpisałem. I oto dziś czytam, że Prezydent dziękuje i gratuluje, szczególnie mocno szaremu posłowi, jakim jest J. Kaczyński, choć ten nawet zaproszenia Prezydenta nie raczył przyjść (sic!) Tu naprawdę nie potrzeba już komentarza.

  Ja bym się już nie łudził. PiS ma władzę ustawodawczą bez żadnej szansy jej się przeciwstawienia. Jeśli dziś pani Premier mówi, że ktoś PiS-owi przeszkadza, to łże w żywe oczy, chyba, że ma na myśli posła J. Kaczyńskiego. Jedyne, co pozostaje opozycji, to pilnować rządzącego ugrupowanie, aby nie zmajstrowało coś przy Konstytucji, bo do tego PiS wymaganej większości nie ma. Ja na miejscu tejże opozycji w ogóle nie brałbym udziału w dyskusji nad projektami ustaw autorstwa PiS. Dałbym tej partii wprowadzić, bez glosowania za lub przeciw, a jedynie przez wstrzymanie się od glosowania, każdy pomysł jaki przyjdzie im do głowy. Za wszystko w przyszłości odpowie.