poniedziałek, 18 listopada 2019

Logika dla ubogich alkoholików


  Nasz po raz drugi premier, pan Mateusz Morawiecki zabłysnął w kwestii uzasadnienia podniesienia cen za alkohol i papierosy. Zacznę od końca, czyli od zapewnienia, że: „Nie chodzi nam o dodatkowe wpływy dla budżetu1 (sic!) Ja to kręcę, największy łgarz w randze premiera od czasu transformacji chce mi wmówić, że nie o wpływy do budżetu tu chodzi!!! On ma mnie za głupszego od tych, co owe pięćset plus na gorzałę przeznaczają.

  A teraz to: „Alkohol jest dla wielu ludzi ucieczką od problemów dnia codziennego. Chcemy budować społeczeństwo, w którym tych problemów będzie jak najmniej, a ludzie nie będą pozostawieni sami sobie. Chcemy budować państwo dobrobytu, a dobrobyt to coś więcej niż tylko wysokie dochody. To również zdrowie, wolność od stresu, pewność jutra”. Zwrócę uwagę na ten argument, że dobrobyt to nie tylko wysokie dochody, nie pominę też owego chciejstwa, które zawsze chciejstwem pozostanie, a które już teraz nawet alkoholików nie wzrusza, bo wiedzą, że to niskoprocentowa kiełbasa wyborcza. Przecież przed wyborami trąbiłeś premierze, że już mamy państwo dobrobytu, bo ludzie żyją dostatnio, kolejki do lekarzy się skracają, gospodarka kwitnie najlepiej na świecie, tak że nam się budżet domyka. Skoro, jak zapewniałeś, nie ma już problemów, to po co ludzie mieliby uciekać w alkohol? Zamiast na zakrapianą imprezkę pójdą teraz do kościółka się pomodlić, szczęśliwi, wdzięczni Bogu i władzy ziemskiej z ramienia PiS. Nie wolno zapomnieć również o Matce Bożej, Królowej Polski, o postach i sierpniu, jako miesiącu trzeźwości. Przecież i bez tej podwyżki czeka nas czas bezalkoholowej prosperity, choć przypomnę nieśmiało, że alkohol to jedna z najbardziej dochodowych branż gospodarki.

  Na koniec jeszcze to: „Alkoholizm to poważny problem, który dotyka ludzi w całym kraju i z każdej grupy społecznej. Razem możemy mu się przeciwstawić. Nie można udawać, że problemu nie ma. Przez alkohol co roku w Polsce umiera 10 tys. osób. To tak, jakby zniknęło z mapy Polski miasteczko wielkości Władysławowa, Bystrzycy Kłodzkiej czy Włoszczowej”. Diagnoza słuszna, często o niej alarmowałem, tylko zabiera się nasz umiłowany premier za ten problem od strony odbytu. Jeśli komuś zatka się odbyt, nie spowoduje to, że przestanie się chcieć jeść. Pić też. Skutki będą tylko bardziej opłakane. To, że wzrośnie cena alkoholu, nie spowoduje, że alkoholik, albo nawet uzależniony od gorzały, przestanie pić. To już dowiedziono kilka razy w świetlanym socjalizmie, jak i po nim. Spożycie alkoholu nie zmalało ani na jotę, wręcz przeciwnie, za to proporcjonalnie rośnie obszar nędzy i ubóstwa. Bo żeby ktoś się mógł napić, ktoś inny musi mniej jeść, najczęściej z rodziny (a rodzina, z lekkim sarkazmem – to przecież najważniejsza komórka społeczna). Innymi słowy, ta podwyżka nie dotknie pijaków, nie oduczy ich pić, odbije się wyłącznie na jego najbliższym otoczeniu i tę najprostszą w życiu prawdę zna każdy członek rodziny alkoholika.

  Sam sobie zapytam: no dobrze Asmo, skoroś zjadł wszystkie rozumy, to co z tym fantem zrobić? Mógłbym ironicznie: wymażcie z Ewangelii tę przypowieść o pięknym cudzie w Kanie Galilejskiej. Będzie można gadać, że Jezus potępiał alkohol, tak jak sodomię. Aż tak złośliwy nie będę. Pozwolę sobie za to na ranking Europy znaleziony w sieci. Od największych pijaków do najmniejszych: Litwini (15 litrów na łebka), Czesi (14,4), Polacy na dwunastym miejscu (11,6). Najmniej przypada na Włochów i Norwegów (7,5)2. Może to wśród ostatnich dwóch trzeba poszukać wzorców kultury picia i przenosić je na nasze podwórko? Proces będzie długi, jeśli nie bardzo długi, ale gwarantuję, że bardziej skuteczny niż podwyżka cen alkoholi. Aby to sobie uzmysłowić wystarczy prześledzić pewne zjawisko w Europie północno-wschodniej. Otóż w Estonii alkohol chętnie kupują Finowie, jest tańszy. Estończycy zaś w Łotwie z tych samych powodów. I dalej: Łotysze do Litwy, Litwini do Polski, a my do Czech albo na Ukrainę. Kupowaliśmy też chętnie w Słowacji, ale tam wprowadzono euro i..., i już się nie opłaca.

  Bądźmy szczerzy, taki sposób zaopatrywania się w alkohol to margines. Pijemy, bo jako naród tradycyjnie lubimy pić, choć nie mamy zielonego pojęcia o tym, jak trzeba pić. Nikt nam nie mówi, że kieliszeczek dobrego alkoholu wystarczy by poczuć się dobrze, czasami z dobrym skutkiem dla zdrowia. My wolimy tradycyjnie staropolskie: „Pije Kuba do Jakuba, Jakub do Michała”, lub równie popularne: „Pij, pij bracie, pij, na starość torba i kij...”.
Cóż, chyba sobie zrobię mocno rozcieńczonego drinka. Póki mnie jeszcze stać. Bo gdy tak sobie pomyślę, że oprócz wszystkich nieszczęść, jakie mnie w życiu spotkały, mógłbym mieć jeszcze alergię na alkohol...





piątek, 15 listopada 2019

Janosikowa logika


  Podobno Janosik szlachetny był, bo zabierał bogatym i rozdawał biednym. Tylko mnie od samego początku znajomości tej historii, jedno nie pasowało. Jakoś nikt nie wspomniał dlaczego Janosik zajął się zbójectwem, a nie uczciwą pracą jak wszyscy inni? Pewnie sprzeciwił się woli Pana, co brzmi dziwnie, nawet w takim układzie, gdy ten Pan był człowiekiem. Fakt, wtedy inne, ciężkie czasy były, choć przecie chrześcijańskie...

  Natrafiłem na kolejne wynaturzenia Matki Kurka1, i pewnie bym nie zwrócił uwagi, gdyby nie intrygujący tytuł: „Nikt nikomu niczego nie zabiera i nikogo nie represjonuje”. W dzisiejszych czasach brzmi to nieco podejrzanie. Szybko się wyjaśniło, chodzi o zniesienie zapisu o ograniczeniu składki na ZUS w przypadku przekroczenia dochodów 30-krotności płacy minimalnej. Ów zapis zabezpiecza tę instytucję przed płaceniem wręcz horrendalnych emerytur, wyliczanych na podstawie odprowadzonych składek. Proste jak amen w pacierzu, w dodatku logiczne, biorąc pod uwagę zapaść tej instytucji. Niestety, ta prosta logika nie dociera do tuza popleczników jedynie słusznej, janosikowej partii, która chętnie rozdaje nie swoje pieniądze. Wielgucki uważa bowiem, że to jest nieuczciwie by ktoś, kto dziś nie zarabia rocznie 142,9 tysiąca złotych, musiał odprowadzać całą składkę. Jak nietrudno się domyślić, kto zarabia powyżej tej kwoty, juści musi być wstrętnym burżujem, balcerowiczowską elitą prezesów banków, prawników i lekarzy. A to się przecież w pale nie mieści, żeby ich teraz jeszcze zwalniać ze składek ZUS. Nam potrzebna jest sprawiedliwość społeczna, w imię której, takim ludziom trzeba zabierać to, czego mają za dużo. Jakbym słyszał hasełko: „Komuno wróć!”, albo pisowskie i bogoojczyźniane: „Po nas choćby Potop!”.

  To, że Wielgucki jest ciemny jak tabaka w rogu, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. On tak ma, tego się nie da wyleczyć. Tymczasem posłowie PiS też nie odpuszczają. W dobie prosperity, która jest ich zasługą, podobno najwyższego wzrostu PKB, po prostu nie ma kasy, a przecież już w przyszłym roku wybory prezydenckie. Tych balcerowiczowskich elit przekupić się nie da, więc trzeba je ukarać, a przy okazji natchnąć wielgucki elektorat sprawiedliwością społeczną, z której nic nie będą mieli, a którą da się zrealizować przez zbójeckie prawo Janosika. Oczywiście nikt nie wspomni o negatywnych skutkach tego rozboju, o horrendalnych emeryturach, które trzeba będzie wypłacać w czasach, kiedy zostanie jeszcze mniej pracujących zawodowo, na rzecz coraz większej liczby emerytów. A pięćset plus, jak nie działało, tak nie działa i nigdy nie zadziała. Trzeba będzie wpuszczać do kraju rzesze uchodźców (muzułmanów?), co mi osobiście nie przeszkadza, ale czego ja już na pewno nie dożyję, więc i tak nikt nie będzie mnie nawracał na islam. Biedne dzieci Matki Kurka będą się musiały pogodzić z widokiem licznych meczetów, przerobionych z pustoszejących kościołów.

  Najśmieszniejsze jest to, że ci bogaci ponad trzydziestokrotność, nawet jeśli zmusi się ich do płacenia składek – dalej będą bogaci, że aż hej! Do samej śmierci będą dostawać niebotycznie wysoką emeryturę, co zapewni im szansę na lepszą, prywatną opiekę medyczną. Nawet na wczasy na Kanarach wystarczy. A wątpię czy Wielgucki i jemu podobni, będą mieli jeszcze zęby, by dalej zgrzytać z bezsilnej złości. Ale jest też dobra wiadomość. Skoro PiS idzie dziś po bolszewicku i jeśli utrzyma się przy władzy, ma szansę kontynuować tę linię. Wystarczy wprowadzić zbójeckie prawo, gdzie emerytura nie może przekroczyć np. dwu i pół krotności minimalnej emerytury. Że to niesprawiedliwe? Cóż, w 1998 roku wprowadzono ustawę, z której wynikało, że emerytura górnicza nie może przekroczyć 2,5 krotności średniej krajowej (nie mam pojęcia jak ją wyliczano), przez co, tak na wstępie, zabrano mi w majestacie prawa (janosikowego) 20 procent wypracowanej emerytury. Może to dziwne, ale jakoś to przeżyłem, choć im tego nie zapomnę.

  Jest jeszcze lepszy sposób na janosikową sprawiedliwość. Pewnie już mało kto pamięta, że w 1950 roku, przy okazji denominacji złotego zabrano Polakom dwie trzecie ich oszczędności, wprowadzając limity wymiany pieniędzy. Biedny nic nie stracił, bo nie miał co, a kto by tam żałował bogatych. To chyba nawet tak po chrześcijańsku dzielić się z biednymi, a że siłą... Ja bym radził Matce Kurka na wszelki wypadek nie gromadzić oszczędności, bo to kiedyś musi pierdyknąć!

PS. Czepiam się Wielguckiego, ale spokojnie, podobne tezy snują prominentni politycy PiS we wszystkich prawicowych mediach. Aha, by było jasne, nie łapię się do tej 30-krotności.






poniedziałek, 11 listopada 2019

A ja wolę orła z czekolady


  Wiem, wiem, wcale nie zdobędę popularności stwierdzeniem, że tak jak nie lubię świąt katolickich, tak nie cierpię świąt narodowych. A może nawet bardziej. Za dużo różnych, różnistych się w swoim długim życiu naoglądałem. Począwszy od Narodowego Święta Odrodzenia Polski. Zawsze z orłem, zawsze z biało-czerwoną, zawsze patetycznie i zawsze sztywnie i sztucznie... Ów tytuł z czekoladowym orłem jest też sarkazmem, bo mam na myśli rzeczywisty tort czekoladowy, od nadmiaru którego chce się wymiotować. Komorowski tym tortem wystrzeli jak przysłowiowy Filip z konopi, ale paradoksalnie trafił w sedno, bowiem turbopatriotyzm prawicy opiera się na tym, że zamiast tortu woli łykać piołun. Niespożyte ilości piołunu.

  Czytam o wartościach patriotyzmu (w punktach):
- Miłość Ojczyzny stanowi przedłużenie szacunku do rodziców, dziadków i innych przodków. Nieprzypadkowo słowo ojczyzna pochodzi od słowa ojciec;
- Tym samym patriotyzm wynika z IV przykazania Dekalogu;
- Patriotyzm to skromny wyraz wdzięczności przodkom;
- Patriotyzm to remedium na multi-kulti;
- Patriotyzm jest szczególny dla Polaków, ponieważ Polska stanowi ostoję katolicyzmu;
- Patriotyzm to obrona wiary.
Ci, co mnie znają, już wiedzą, że ja się w żadnej mierze nie nadaję na patriotę. Takiego aś w szczególności. I tak mógłbym zakończyć tę notkę dodając foto na temat intencji dzisiejszego Marszu Niepodległości.

  Ok, teoretycznie i symbolicznie 11 listopada odzyskaliśmy niepodległość, ale tak się dziwnie składa, że de facto zawsze jakaś grupa społeczna nie za bardzo miała się z czego cieszyć. Tymczasem dziś, czciciele tego święta unikają uśmiechu jak ognia (piekielnego). Czujecie bluesa? Zamiast się autentycznie cieszyć, słyszymy ciągle śpiew kruków o zagrożeniu i utopijnym nawoływaniu do jedności i do walki o zawsze lepsze jutro. Mrzonki o polskim Raju, Raju którego obraz maluje aktualnie rządząca Władza. Władza, która w niepisanym statucie ma wyryte na dożywocie, że będzie restrykcyjna. Tak było przed II wojną światową, tak było za komuny i za radosnego socjalizmu, tak jest i teraz. Tymczasem jedynie, co nam naprawdę daje ta niepodległość, to szansę być dumnym, czemu blisko do bycia durnym. No dobrze, nie jest do końca tak, że mi zupełnie nie zależy na niepodległości Polski, choć w mózgu mam wyryty kosmopolityzm (też na dożywocie). Kocham mowę polską, choć czasami ją nieświadomie kaleczę, gdyż nie byłem w szkole zbyt pilnym uczniem. Pewnie bez niepodległości nie byłaby mi dana ta miłość, a jednak są tacy, którzy paradoksalnie mają mi za złe, że nie znam języków obcych. Z sarkazmem: tak jakby zdrada tej jedynej miłości ojczyźnianej była koniecznością.

  Ale do rzeczy. Lubimy widzieć nasz kraj w barwach biało-czerwonych. Gdy ktoś mówi o tych barwach z niekłamaną dumą, mnie zapala się już tylko czerwona, migająca lampka ostrzegawcza. Co to jest, i dlaczego akurat z tych barw mam być dumny, skoro mnie bardziej podoba się zieleń, błękit czy bordo? Gdzieś, kiedyś, ktoś mi tłumaczył: biel – nieskazitelna czystość, czerwień – krew męczeńska. Kolejna bzdura na resorach. Nie ma nieskazitelnej czystości, tak jak nie ma stricte męczeńskiej śmierci dla ojczyzny, gdyż większość tych męczenników przelewała krew za sprawą rozkazów. Znów zapytam: czujecie bluesa? W naturze człowieka nie leży męczeństwo, chyba, że ktoś jest do niego siłą zmuszony, albo... ma nierówno pod kopuła. A propos śmiechu, w tym dniu całkowicie zakazanym, Lotne Brygady Opozycji zrobiły sobie happening z tekturowym czołgiem w pewnej odległości od Grobu Nieznanego Żołnierza. Blisko ich nie dopuszczono. Niedouczeni, bo to chyba już St. J. Lec mówił, że nie rozśmiesza się bezzębnych tyranów. A tak Brudziński, a ma przecież zęby, chciałby ich wybatożyć. Na wszelki wypadek, na czas Marszu Niepodległości powołano Zespoły Negocjacyjne. Ta nazwa mnie powala, więc pozwolę sobie na foto z tych negocjacji:

  Nie znam jeszcze całej relacji z samego Marszu Niepodległości, ale nawet gdym znał, pewnie i tak bym go nie opisał. Mam w zamiarze pisanie o sobotnio-niedzielnych przedstawieniach operowych. Przynajmniej się pośmiałem...


czwartek, 7 listopada 2019

Pasmo sukcesów


  Nie będzie chronologicznie, bo już się gubię w powodzi sukcesów jakimi chwali się PiS. Będzie też wybiórczo, aby nie robić grochu z kapustą w jednej notce, więc tylko te sprawy, które, i tu trudno orzec: szokują, zniesmaczają czy rozśmieszają?

  Zacznę od zabawnej. 11 listopada zniesiony będzie obowiązek wizowy, co prawicowe media okrzyknęły prawdziwym, osobistym sukcesem Prezydenta. Znalazłem nawet takie słowa: „Panie Prezydencie Rzeczypospolitej! Niech Bóg Pana prowadzi a Królowa Polski ma w swojej opiece”, co mi się od razu skojarzyło ze sławnym, błogosławionym łonem, które Prezydenta nosiło i równie błogosławionymi piersiami, które go karmiły. Za to wylano wiadra pomyj na tych, którzy sukces naszego Prezydenta chcieli umniejszyć stwierdzeniem, że zniesienie wizy wynikało z prostego rachunku – ilość odmówionych wiz zmalała poniżej trzech procent, na co ani Trump, ani Duda nie mieli wpływu. Ale gdyby się tak zastanowić, tę decyzję władz Stanów Zjednoczonych trudno nawet traktować w kategoriach sukcesu. Zniesienie wiz nie zmieni z automatu urzędników migracyjnych w Stanach, a to od nich zależy, czy można opuścić lotnisko by wsiąść do taksówki, czy też wracać samolotem do kraju z powrotem. I najważniejsze, można lecieć tylko w celach turystycznych i biznesowych, i tylko na 90 dni. Będziesz chciał dorobić – krecha. Jadąc do krajów grupy Schengen, nikt Cię nie sprawdza, ani nie pyta o cel przekroczenia granicy. I w dodatku dużo bliżej.

  Kolejnym sukcesem jest nominacja nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Ja już pominę owe nazwiska, które budzą mój niekłamany podziw. Podziw w rozumieniu sarkastycznym. Bardziej Jarosław Zbaw Polskę nie mógł zagrać Polakom na nosie (w innym wariancie, wskazać środkowy palec), dowodząc, że owa instytucja jest nam kompletnie niepotrzebna w okresie rządów PiS. Aferzyści podniesieni do  roli najbardziej sprawiedliwych Rzeczpospolitej. Chyba nawet Putin by tego nie wymyślił. Podobnie jak wybór Macierewicza na marszałka seniora. Tak się zastanawiam, czy oni mają już nas za kompletnych idiotów? Doszedłem do wniosku, że jak najbardziej, choć paradoksalnie przede wszystkim własny elektorat.


  Wreszcie ostatni sukces PiS-u. Donald Tusk tak się ich przestraszył, że oficjalnie zrezygnował z wyścigu do fotela prezydenckiego i nie przyjedzie na białym koniu. I tu ja po części podzielam ten pogląd. Tusk swoją kandydaturą zmobilizowałby... elektorat prawicowy. Tak go nienawidzą, że jak jeden mąż i jedna niewiasta, stanęliby do urn wyborczych tylko po to, aby zrobić mu na złość. Choć tak naprawdę to Tusk zagrał im na nosie, choć nie w ten sposób, co Kaczyński. Oni chcieli Tuska za kontrkandydata. Z Tuskiem być może by sobie poradzili, ale z innym kandydatem, to już nie jest takie oczywiste. Najbliższy czas, to będzie trudny czas. Prosperita się kończy, nie ma już czego rozdawać i żaden Prezydent tego nie zmieni. A Tusk ma wybór – intratna posadka w europejskich strukturach partyjnych. I już żadna pisowska komisja mu nic nie zrobi, paliwo się wyczerpało, tak jak po katastrofie smoleńskiej. Opozycja zaś ma pełne pole do nomen omen, popisu, byle tylko tego nie zaprzepaściła. Trzeba pamiętać, że PiS wygrał wybory parlamentarne, ale w liczbach bezwzględnych nie zdominował kraju, ba, w ostatnich sondażach nawet mu ubywa. Fakt PO (KO) też traci, ale zyskuje lewica, co dla PiS jest bardziej upokarzające.

  Już za cztery dni czeka nas Święto Niepodległości i coś mi się wydaje, że sytuacja w społeczeństwie i polityce jeszcze bardziej się zaogni, choć w założeniu ten dzień powinien nas łączyć. Nawet jeśli tacy jak ja, mają problem z tak rozumianym patriotyzmem. Nie wszystkich rajcuje „Bóg, Honor, Ojczyzna”, jeśli to hasło zamiast dawać poczucie wolności, ma w założeniu zniewolić.