wtorek, 22 maja 2018

Niestety mamy demokrację


  Ledwie w niedzielę, na blogu Świętoszka pisałem o zapędach pewnego nawiedzonego katolika, który chce przymusić do rechrystianizacji mieszkańców Ziem Zachodnich, a tu wykluła się kolejna perełka, tym razem, co do przekonań politycznych. To podobno miał być żart, ale raz, nie wiadomo kiedy się śmiać, dwa, ta wypowiedź zrobiła się żartobliwa dopiero wtedy, gdy ją nagłośniono. A za żartowanie z żartów władzy idzie się siedzieć, co już grozi pewnemu kabareciarzowi, a czym teraz grozi posłanka Lichocka tym, którzy jej wypowiedź nagłośnili.

  Hello, panie Józefie! Widzi pan teraz ograniczanie wolności? Mamy teraz cykliczny objazd pisowskiej władzy po Polsce, mających Polaków przekonać do dobrej zmiany, choć jeszcze oficjalnie kampania wyborcza do wyborów samorządowych się nie rozpoczęła. Wszystko po to, aby udowodnić, że władza PiS jest blisko ludzi, choć tylko tych zdrowych i tylko tych popierających. Niepełnosprawni i nie przekonani do PiS są niemile widziani. A mimo to, już nawet system pytań na karteczkach się nie do końca sprawdza, nawet weryfikacja ludzi wyrażających chęć uczestniczenia w tych spotkaniach. Premier Morawiecki nie mógł przekonać do nowej wersji historii, że Wałęsy w Solidarności nigdy nie było, marszałek Karczewski musiał uchodzić tylnymi drzwiami, a gdzie indziej, nawet jeśli uniknie się ekscesów, zawsze znajdzie się życzliwy, który doniesie wrogim mediom, o czym była mowa, i co się działo.

  Pomysł posłanki Lichockiej nie jest nowy, już wcześniej posłanka Pawłowicz chciała poddać reedukacji polskich sędziów na wzór północnokoreańskich metod kształtowania jedynie słusznych wartości. Warto przytoczyć cały fragment tej bulwersującej części jej, Lichockiej, wypowiedzi: „To są niebywałe rzeczy, ale my troszeczkę jesteśmy bezradni, ponieważ jest państwo demokratyczne. Wiem, że to państwu się nie podoba. Ja też najchętniej bym wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek raz, dwa, trzy i wprowadziła najlepiej jednowładztwo Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy byłabym spokojna, że jest dobrze. Ale niestety [podkreślenie moje] nie możemy sobie na to pozwolić, bo jesteśmy krajem demokratycznym i obowiązują nas prawa i zasady państw demokratycznych1. Owo słówko „niestety” determinuje całą wypowiedź i choćby ktoś chciał, nie nosi w sobie żadnych znamion formy żartu, który miałby się odnosić do propozycji programu „cela plus”, w dodatku propozycji całkiem na serio. Tak minister Adamczyk mówił o projekcie „cela plus”: „A jeżeli sądy będą działały też bez opóźnienia, to faktycznie potrzebne będą nowe miejsca odosobnienia dla skazanych2. Mam coraz słabszą pamięć, ale przypomniano mi się słowa marszałka Kuchcińskiego: „My odbudowujemy dom – Polskę, w którym mieszka 38 milionów ludzi, prawda, a więc nie możemy odgrzybić, odszczurzyć, prawda, zastosować środków chemicznych, żeby raz dwa wyremontować, tylko musimy, prawda jeszcze dbać o zdrowie obywateli”. Współczuć mu i rządom PiS? Nie wiem jak komu, mnie te niby osobiste refleksje polityków PiS (podobnie jak Kuchciński wypowiada się Piotrowicz), dziwnie kojarzą się z sondowaniem reakcji opinii publicznej na taką, nie bójmy się słów – eugeniczną – w stosunku do totalnych, propozycję. Gdyby okazała się być, nawet niekoniecznie entuzjastyczna, znów można by mówić wszem i wobec, że rząd  Prawa i Sprawiedliwości spełnia oczekiwania suwerena...

  A że wypowiedź posłanki Lichockiej była w całej swej okazałości na serio świadczy jej atak na niezależne od rządu media. Dla niej ewidentnie to są media niemieckie, jakby zupełnie zapominając, że całe zespoły redakcyjne są obsadzone Polakami, choć przyznaję, Polakami drugiego sortu. Zapomniała też, że całe lata była dziennikarką takich tytułów jak „Fakt” czy „Newsweek”, gdzie nikt jej nie bronił pisać pozytywnie o Kaczyńskich. Dziś te media są solą w oku PiS, gdyż burzą idylliczność, jaką ta partia próbuje wmówić suwerenowi poprzez media publiczno-narodowe. I choć pani Lichocka zasłania się demokracją, która niestety jest, tak naprawdę chodzi o to, że to nie demokracja stoi na przeszkodzie jednowładztwa J. Kaczyńskiego, ale zależność ekonomiczna od krajów tego zgniłego Zachodu. Z samą demokracją PiS sobie by poradził, czego daje niejednokrotnie dowody.






czwartek, 17 maja 2018

Jak się robi z nas idiotów…


  Rośnie nam w kraju nowa siła o charakterze moralno-prawno-restrykcyjnym, coraz silniej oddziaływająca na nasze elity rządowe, rzekłbym, wręcz silniej niż rodzimy Kościół. A wszystko pod przykrywką Instytutu na rzecz Kultury Prawnej – mowa o Ordo Iuris. Nawet oficjalnie jest uznawany za podmiot wspierający działania partii Prawo i Sprawiedliwość.

  Już pominę jej wpływ na działalność na rzecz zaostrzenia obowiązującej ustawy antyaborcyjnej. Tajemnicą poliszynela jest to, że ludzie tej Instytucji mieli również wpływ na nowy program edukacyjny, choć pani minister Zalewska pilnie strzeże listę autorów tego programu. Oficjalnie ta Instytucja nie ma też związku z Kościołem katolickim, choć dziwnym zbiegiem okoliczności wspiera wszystkie moralno-prawne dążenia tegoż Kościoła. Tak było w przypadku klauzuli sumienia lekarzy i aptekarzy, tak było też z porzuceniem programu in vitro, czy wycofaniem ze sprzedaży bez recepty tabletki EllaOne. I w ten sposób zbliżam się do sedna sprawy.

  Niejaki Rafał Trzaskowski, oficjalny kandydat z ramienia opozycji na prezydenta Warszawy, w ramach kampanii wyborczej (choć jeszcze oficjalnie zabronionej) obiecuje Warszawiankom specjalne pogotowia do wypisywania recept na tę tabletkę awaryjną, jak i popiera program wsparcia in vitro. To nie mogło ujść uwadze Ordo Iuris. I ta organizacja powołuje się w proteście przeciw tym propozycjom na jawne łamanie i ograniczenie wolności, zagwarantowanej przez – Konstytucję RP (sic!) „Zbrodnia” Trzaskowskiego ma polegać na tym, że chce „oznakować” te przychodnie i szpitale, gdzie pacjentki bez problemów receptę na wczesnoporonny środek zabójczy dostaną, dodajmy, środek, który nie jest zabroniony, jedynie obostrzony receptą. Tym samym będzie to stygmatyzowanie tych lekarzy, którzy w swej praktyce stosują się do klauzuli sumienia! Jak twierdzą prawnicy Ordo Iuris, jest to działanie sprzeczne z prawem, bo nie wolno dzielić szpitali i przychodni na takie, gdzie obowiązuje Konstytucja, czyli z klauzulą sumienia i takie, gdzie nie obowiązuje Konstytucja czyli bez klauzuli sumienia. I tak, nie wiedząc kiedy, okazało się, że lekarz, który nie stosuje tej nieszczęsnej klauzuli sumienia, lub ma inne sumienie niż jego gorliwie wierzący kolega po fachu – działa niezgodnie z Konstytucją (sic!) Teraz wystarczy już tylko uruchomić prokuraturę...

  Rafał Trzaskowski, według Ordo Iuris, popełnia przestępstwo dyskryminacji lekarzy z sumieniem (ortodoksyjno-katolickim), a jego propozycje mają wprost uderzać w gwarantowane konstytucyjne wolności obywatelskie. Ta propozycja ma mieć w rzeczywistości charakter przymusu ekonomicznego. Bo lekarze i apteki stosujące klauzulę sumienia będą mieli mniej pacjentów i klientów. Tak jakby ta klauzula, sama z siebie, nie generowała dokładnie tego samego. Jeśli lekarz odmówi pewnych badań i jakieś formy leczenia – bo mu sumienie nie pozwala, a apteka nie sprzeda leków z tego samego powodu, to nawet Rafał Trzaskowski nie jest potrzebny. Ale jest zdecydowanie gorzej. Ów pan zaproponował wydłużenie czasu pracy żłobków do godziny osiemnastej. Trudno bowiem wyobrazić sobie większą zbrodnię. Jak stwierdza Ordo Iuris, miejsce matki jest przy dziecku, a nie w pracy. Samo wydłużenie czasu pobytu dziecka poza domem nie rozwiąże problemów aktywnych zawodowo matek, z pewnością natomiast mocno uderzy w życie rodzinne Polaków. Aż nie mogę się powstrzymać: życie w biedzie też mocno uderza w życie rodzinne.

  I już ostatnia kwestia. Trzaskowski wspomniał coś o wprowadzania do szkół lekcji edukacji seksualnej. Bardziej narazić Ordo Iuris się nie mógł. Bo prawdopodobnym jest, że Rafał Trzaskowski zechce zaprosić do szkół „eksedukatorów z organizacji pozarządowych, którzy w praktyce propagują rozwiązłość i prowadzą do seksoholizacji dzieci”. On tego jeszcze nie sprecyzował, ale wiadomo to lewak, a po takich nie można niczego dobrego się spodziewać. Przypomnę, to Ordo Iuris sporządziła czarną listę organizacji, których szkoły powinny się wystrzegać

  Jeden z moich Czytelników, p. Józef, zapytał mnie, gdzie ja widzę ten brak wolności, skoro wolno manifestować. Ja mu w tym miejscu proponuję jeszcze raz przeczytać tekst tej notki. To wprawdzie jeszcze oficjalnie nie działa, ale znając potęgę Ordo Iuris i wręcz mafijne powiązania tej Organizacji z tym rządem, nie można wykluczyć kolejnego kroku ograniczania naszej wolności. Jeśli będziemy czekać cicho, aż to się stanie, mało że obudzimy się z ręką w nocniku, to już tego tak łatwo odkręcić się nie da.






poniedziałek, 14 maja 2018

Niby nic, a boli...


  Nie ukrywam, że zainspirowała mnie notka Radomenes II, ale tylko w części odnoszącej się do Marszu Wolności. Mogę zapewnić, że nie będę tu piał peonów na cześć tego Marszu, choć nie dlatego, że jest mi w pełni obojętny, ani dlatego, że do takiej formy manifestacji w tym temacie mam dość ambiwalentny stosunek. Bardziej emocjonalnie podchodzę do Czarnych Marszów, gdyż z nimi w pełni się solidaryzuję.

Dzień po Marszu Wolności postanowiłem przejrzeć, co na jego temat mówią inni, bo w takiej „Wyborczej” znalazłem tylko jeden artykuł. Już sam wybór tytułów po prawej stronie mediów normalnie zachwyca. Dlaczego wyjaśnię na koniec. Pozwolę sobie na małą wyliczankę samych tytułów:

wPolityce.pl”
- „Marsz opozycji wykazał jedno. W Polsce nie ma żadnych problemów z praworządności”. (sic!) – co ma piernik do wiatraka?;
- „Miało być miło, wyszło jak zwykle. Groźby na Marszu Wolności. Powiesiłabym Szydło, Dudę, Kaczyńskiego” – długo szukano, aż znaleziono jedną (słownie: jedną) radykalistkę, bez obrazy, w wieku pobalzakowskim. Do tego „strasznie groźny” plakat (foto z tego artykułu):


- „Można mieć nadzieję, że klęska tego marszu to ostateczne bankructwo wyjątkowo zakłamanej tezy o zagrożeniu wolności w Polsce” – na pewno klęska? Radziłbym przyjrzeć się marszowi poparcia dla radia Rydzyka;
- „Opozycja się kurczy. Marsz Wolności pokazał, że nie tylko PO i N. totalnie skarłowaciały, intelektualnie, moralnie i ideowo”; - pożyjemy, zobaczymy. Słupki, poza propagandowymi z TVPiS, raczej tej tendencji nie pokazują;
- „Balon opowieści o kończeniu się PiS i rosnącej sile opozycji właśnie pękł. Ta porażka PO i N. ma duże znaczenie” – to M. Karnowski więc jakby nie dziwi;
- „Żałosny marsz nie wierzących w siebie
Zwrócę uwagę na jedno, te wszystkie tytułu ukazały się jednego dnia na jednym portalu!

Niezależna.pl:
- „Najlepsze podsumowanie tzw. Marszu Wolności. Wielki dzień tryumfu Jarosława Kaczyńskiego” – (sic!) uważam, że temu tytułowi należy się złota palma;
-
Neuman i Halicki odpalili race na Marszu Wolności. Zapomnieli, co kilka dni temu pisał Trzaskowski?
TVP Info:
-
W Marszu Wolności wzięło udział 11 200 osób”.
Dla TVP „Wiadomości” Marszu nie było, przynajmniej na stronie internetowej, za to wizualnie wieszano psy na Wandzie Traczyk-Stawskiej - uczestniczce Powstania Warszawskiego, która miała czelność palnąć mowę na estradzie do żałosnych resztek manifestacji...

  Teksty w tych artykułach bywają jeszcze bardziej zabawne, ale wtedy bym Was zanudził, jak noc kabaretowa na ostatnim Festiwalu Opolski z Janem Pietrzakiem w roli głównej. Mnie osobiście ta wrzawa dziwi i śmieszy. Jeśli bowiem było tak źle z tym Marszem, to dlaczego tak usilnie próbuje się go zdyskredytować? Jeśli było tam nawet tylko 11 tys. manifestujących, czego ta prawicowa konserwa się obawia? Mają przecież rzesze wielbicieli wspartych nową armią Macierewicza. Na koniec coś zabawnego, choć autorstwa T. Lisa: „Prawica mówi o niskiej frekwencji Marszu Wolności. To logiczne. Jeśli dla nich Kaczyński jest Wielki, to frekwencja musi być niska”.




sobota, 12 maja 2018

Twarzą na ryj czy ryjem na twarz?


  Dziś przerywnik od polityki, choć nie tak do końca. Będzie o filmie, choć filmu nie widziałem (na pewno pójdę). Nie będzie to recenzja samego filmu, a raczej recenzja recenzji filmu, który został  nagrodzony na festiwalu w Berlinie Srebrnym Niedźwiedziem. Chodzi o film Małgorzaty Szumowskiej „Twarz”, którego angielskojęzyczny tytuł w dowolnym tłumaczeniu to waśnie ów „Ryj”. Podobno to komedia, krytyczne spojrzenie na rzeczywistość „dobrej zmiany” czasów rządu PiS. Nie wiem czy tam będzie z czego się śmiać, ale już ten temat skłania mnie do tego, by jednak pójść do kina.

  Zderzyłem się z dwiema recenzjami, a nawet trzecią i już mam nastrój na komedię. Najpierw Sobolewski na łamach „Wyborczej”, który stwierdza bez ogródek, że jest to komedia, która pewnych widzów denerwuje: „Widz również jest zdezorientowany. Za sprawą zmiany twarzy zostaje bowiem naruszona kinowa zasada identyfikacji z postacią na ekranie. Przechodzimy ćwiczenia z obcości. (...) paradoksalnie, im bardziej oswajamy w swoich oczach postać wyobcowanego fana Metalliki, tym bardziej postacie z jego otoczenia wydają się zamaskowane1. Dla tych, co niewiedzą nic o fabułę, wyjaśnię, że główny bohater przechodzi operację przeszczepu twarzy, co mocno komplikuje stosunek otoczenia do  niego. Sobolewski rzuca dość mocne słowa. Jako zbiorowość w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, byliśmy w świecie postrzegani optymistycznie i nie bez sympatii – dziś to raczej politowanie i śmieszność. Tak jakby ktoś na tym naszym narodzie dokonał przeszczepu twarzy. Podobno Szumowska nie szczędzi też ironii polskiemu Kościołowi oraz polskiej wsi, gdzie chamstwo ma się doskonale. Jak pisze autor recenzji: „Skarykaturowany kraj na cywilizacyjnym skrzyżowaniu2. Podobno najbardziej oberwało się filmowi ze strony ministra kultury, który film nazwał głupim (widział ktoś mądre komedie?) i przewidywalnym. W ocenie Sobolewskiego, Szumowska nie tyle zaatakował władzę ile suwerena, który ją wybrał, nie tyle władzę Kościoła ile schlebianie „ciemnogrodowi” przez ten Kościół. 

  W jawnym kontraście do Sobolewskiego ocenia film Łukasz Karpiel, nie wiem czy to zawodowy krytyk, ale coś mi się wydaje, że już kiedyś jego postać zawitała na blog Świętoszka. On też film poleca ale po to, „aby przekonać się o głębokim upadku polskojęzycznego kina, którego jedyny cel stanowi pokazanie całemu światu w jak rzekomo strasznym fatalnym kraju i społeczeństwie przyszło żyć3. Oryginalność opinii Karpiela wręcz powala i tym bardziej zachęcam do lektury tej recenzji. Jak dla mnie absolutnym hitem jest kwieciście soczyste zdanie: „Ta antypolska, kinowa rewolucja dawno już zjadła swój ogon, teraz pozostało jej kłapać bezzębnym pyskiem i ewentualnie w rozpaczy strzykać jadem na lewo i prawo4.  I napiszę szczerze, że nie wiem, w którym momencie mam wierzyć albo nie wierzyć Karpielowi, bo pisze również: „Ta pochodząca rodem z najczarniejszych wyobrażeń salonu o polskiej prowincji mozaika odmalowana przez Szumowską oczywiście nie jest w żadnym stopniu zaskakująca5. Bo jeśli nie jest zaskakująca, znaczy się, coś jest na rzeczy. Ostatni cytat z tej recenzji: „(...) widzimy Polaków wyjątkowo brzydkich, spożywających w ilościach przemysłowych alkohol i snujących się od jednej do drugiej kłótni, aby w niedzielę i święta pomaszerować karnie do Kościoła. Całości dopełniają lejące się strumieniem z ust owych brzydkich bohaterów wulgaryzmy i niewybredne żarty z „innych” – imigrantów, muzułmanów, cyganów i żydów6. Nie żeby Karpiel nie miał prawa do własnej oceny filmu, ale według mnie coś mu się wybitnie pomyliło. Komedia, niemal z nazwy, ma prawo wykrzywiać rzeczywistość, szczególnie zaś uwypuklać to, co może naprawdę śmieszyć, nie tyle w sensie komedii sytuacyjnej, ile w piętnowaniu wada, nawet jeśli to wady wręcz narodowe. 

  Nie mogę się oprzeć przed wskazaniem jeszcze jednej recenzji, dla mnie idola takiej formy literackiej, Krzysztofa Vargi pod znamiennym tytułem: „O, w mordę! Czyli Szumowska wali na odlew”.  A ponieważ znalazłem w niej fragment, który w pełni pokrywa się z moją opinią, nie potrafię się oprzeć: „(...) prawem sztuki jest przejaskrawiać, prawem sztuki jest przeginać pałę, prawem sztuki jest kłamać nawet. My od sztuki ostatnio wymagamy wyłącznie prawdy, i to są bardzo niebezpieczne wymagania7. 

  Sparafrazuję aforyzm St. J. Leca „Największe poczucie humoru wśród konserwatystów mają zmarli konserwatyści. Ich wtedy wszystko śmieszyć będzie”. Problem w tym, że ta część narodu, która jest przesiąknięta konserwatyzmem lubi się śmiać z innych, ale w żadnym wypadku z siebie. To, co o Polsce i Polakach, powinno być tylko poważne, święte, majestatyczne i przede wszystkich chwalebne. Kierunek takim trendom nadaje minister Gliński nie szczędząc kasy na takie patriotyczne gnioty jak „Smoleńsk” czy „Wyklęty”. Zastanawiam się, czy ci ludzie kiedykolwiek czytali Fredrę lub Zapolską? Mam poważne wątpliwości, czy oni w ogóle czytają coś poza „działami wybranymi” Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Nie ma takich dzieł?! Spokojnie, jeszcze jedna kadencja PiS, a na pewno powstaną... Tak już na marginesie: co na to IPN? A tak, sami wymyślili, że artyści mają immunitet. Taki Łukasz Karpiel pewnie strasznie żałuje.