środa, 23 września 2020

Czy to już paranoja, czy tylko pomnikomania?

  Chyba mało katolikom obrażania pomników, jak to mówią – przez wrogów chrześcijańskiej tradycji, więc postawili teraz sobie kolejny – pomnik Jana Pawła II przed Muzeum Narodowym w Warszawie autorstwa Jerzego Kaliny. Nie znam się na rzeźbie, nie będę oceniał jej walorów artystycznych, niemniej budzi ona we mnie dziwne skojarzenia. Jak dla mnie, jest tak samo prowokacyjny jak ów Jezus owinięty tęczową flagą. Nie, nie ma skojarzeń z homoseksualizmem, raczej z Mojżeszem tuż przed roztrzaskaniem tablic Dekalogu. W jednym i drugim przypadku „bohater” przeklina swój lud za to, że odstępuje od nakazów jedynie słusznej religii. Ten pomnik ma być odpowiedzią na inny, ten sprzed dwudziestu lat, kiedy to meteoryt przygniótł naszego kochanego papieża, a który to pomnik budził tyle niezdrowych kontrowersji z przewagą oburzenia. 

  Nowy też budzi kontrowersje, choć raczej prześmiewcze: „Różne są metody połowu ryb. Ta wydaje się być szczególnie mało efektywna”, albo to: „No cóż, widać każdy naród ma takie Morze Czerwone, na jakie sobie zasłużył – czy raczej sadzawkę czerwoną. I tylko karpi żal”, bo przypomnę, że woda w sadzawce, gdzie pomnik jest osadzony ma kolor czerwony. Kilka jeszcze bardziej pikantnych, a nawet i poważnych opinii o tym arcydziele:

- „Otwiera się morze interpretacji, choć w ujęciu Kaliny Jan Paweł II nie jest bezsilnym, starym człowiekiem przygniecionym meteorytem, lecz tytanem o nadludzkiej sile”;
- „Papież-morderca, brodzący we krwi swoich ofiar i szukającego kogoś, kogo dobić kamieniem”;
- „Jan Paweł II rzuca węglem, bo już czas ograniczyć emisję CO2”;
- „Czekam na pomnik papieża z karabinem maszynowym i nożem w zębach, walczącego z komunistami”;
- „JP2 ciskający głazem w morze krwi wygląda mi na symbol rozpaczy i klęski. Może to nie jest wcale taka fatalna instalacja, jak odbiera ją większość czytelników?”;
- „Papież stojący w kałuży krwi i rzucający kamieniami mógłby odnosić się do dawniejszej historii Kościoła, ale nie do pontyfikatu JP2”;
- „Rzeźba Kaliny ma treść prostą jak socrealistyczne pomniki: JPII walczy z czerwonym”;
- „Znów się nie udało nic więcej, niż zaliczenie kolejnego państwowego zlecenia za pieniądze podatników. W tym Kalina jest w ostatnich latach mistrzem”.

  Ja bym ten układ przestrzenny wzbogacił czymś na miarę dzisiejszych czasów. Episkopat Polski wystosował pismo z prośbą o podpisywanie przy parafiach petycji Kai Godek „Stop LGBT”. Zamiast czerwonej wody w sadzawce przed świętym papieżem powinna być sześciobarwna, tęczowa mozaika. Znakomita odpowiedź na podświetlony w tych samych kolorach gmach PE, co wstrząsnęło prawicą, bo wszystko ułożone na wzór flagi z orłem pewnego kraju w środkowej Europie.

  Skoro jestem przy głosie w głupich tematach, podoba mi się też akcja naszego fiskusa, anonsowana jako „Z Twoich podatków”. Wystarczy krótki materiał z odpowiednią inwestycją i przesłać. Chyba się jednak takich pomysłów nie spodziewali, bo padają takie propozycje jak:
- „Z moich podatków Sasin wydał 70 mln zł na wybory, które się nie odbyły”;
- „Z naszych podatków finansowane były niezwiązane z pełnieniem funkcji Marszałka Sejmu loty Kuchcińskiego rządowymi samolotami na Podkarpacie”;
- „Z moich podatków utrzymuje się bezstronna i rzetelna telewizja publiczna”;
- „Z moich podatków opłacana jest całodobowa ochrona willi szeregowego posła Kaczyńskiego”.
Ja się przyłączam do akcji hasłem:
- „Z moich podatków policja pilnuje głów kapuścianych przed gmachem Sejmu RP, a każda opisana nazwiskiem i imieniem posła”.


Ma ktoś jeszcze jakieś pomysły?

 

Przypisy:
- wszystkie komentarze o pomniku oraz fotografie za:
https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,26330237,papiez-ciskajacy-glazem-budzi-emocje-internauci-komentuja-dzielo.html#s=BoxWyboImg2:undefined

 

wtorek, 22 września 2020

Jak u Hitchcocka

 

  Cały czas zwlekałem ze swoim komentarzem na temat kryzysu w Zjednoczonej Prawicy. Miało się rozstrzygnąć w poniedziałek, miało być już dziś, a tu jak nie było tak ni ma rozstrzygnięć. Suspens narasta jak u Hitchcocka. Zaczęło się od wysokiego „C” zawieszeniem części posłów w prawach członka PiS, a teraz jest tylko jeszcze bardziej zagadkowo. Niepozorna ustawa, zwana „piątką dla zwierząt” i ta mocniejsza, o braku odpowiedzialności karnej za przewinienia polityków, i oto niby mamy największy kryzys od czasów powstania Zjednoczonej Prawicy. Coś mi się jednak zdaje, że to bajka dla grzecznych dzieci.

  Kością niezgody była zapowiadana od wielu miesięcy rekonstrukcja rządu, mająca polegać na redukcji ministerstw. I choć wszyscy przytakiwali, niejednemu z polityków w rządzie nerwy odmówiły posłuszeństwa, a może i brakło paznokci do nerwowego ich obgryzania. I w to wszystko Jarosław Zbaw Polskę puścił bąka, to znaczy tę „piątkę”. Kto wytrzyma ten smród bez maseczki, ma szansę się ostać. Bo osobiście nie wierzę w rozpad tej koalicji. Jeśli Kaczyński daje kolejną szansę Ziobrze, to znaczy, że i on rozpadu nie chce, choć wszem i wobec ogłosił, że będzie choćby rząd mniejszościowy. W całym tym galimatiasie po raz pierwszy w życiu trzymam stronę szeregowego posła. Nie żebym go nagle polubił, nic z tych rzeczy. W tym sporze między dwoma brzydalami bardziej nie podoba mi się Ziobro. Najlepiej by było, gdyby Kaczyński odsunął go od rządu tak jak Gowina, choć ten drugi podobno sam zrezygnował. Albo chociaż jakieś mniej eksponowane ministerstwo. Proponuję ministerstwo rolnictwa i robienie dobrej miny do złej gry, czyli wprowadzanie w życie, he, he, „piątki dla zwierząt”. Trudno byłoby sobie wyobrazić większe upokorzenie dla tego harcerzyka. Cóż, pomarzyć kilka dnie mi wolno, choć sam nie wierzę w to, że tak się stanie.

  Jakby na to nie patrzeć, gdzieś z boku wyrasta trzeci gracz. Jest nim prezydent Duda, który całkiem śmiało zapowiedział, że w takim kształcie ustawy o hodowli zwierząt nie podpisze. A po drodze jest przecież jeszcze Senat. Nasz najlepszy prezydent od czasu uzyskania niepodległości w 1918 roku chyba poczuł, że już tak do końca nie jest zależny od prezesa, jak w poprzedniej kadencji. Trzeciej mu wszak Kaczyński nie zapewni, zaś na bycie delfinem w PiS nie ma co liczyć. Duda miał być marionetką, i żadnej innej roli dla niego nikt nie przewiduje. To wszystko jednak dowodzi, że ów projekt ustawy to po prostu pic na wodę fotomontaż. Kaczyński zdobył serca miłośników zwierząt, ale ma ich w głębokim poważaniu. Odrzucenie tego projektu na pewno mu nie zaszkodzi, czyli ryzykował niewiele, jeśli nie nic. Zawieszeni posłowie wrócą do prezesa ze spuszczonymi głowami w postawie pełnej pokory, bo tylko taką postawę prezes akceptuje. Koalicyjne przystawki też, gdyż bez PiS de facto nie istnieją w przestrzeni politycznej. Tym bardziej, że ta pokora się opłaci i to w sensie materialnym.

  Wyobraźmy sobie rodzinny obiadek takiego polityka Solidarnej Polski po rozbiciu Zjednoczonej Prawicy. Pan domu w randze ministra musi obwieścić żonie, synom i córkom, że trzeba im się rozglądać za nową pracą, bo w spółkach Skarbu Państwa już nie ma dla niech miejsca. Senior rodu, ojciec ministra na emeryturze też musi szukać posady ciecia na parkingu, bo w zarządzie takiej spółki, gdzie nic nie robił, teraz ktoś inny nic nie będzie robił. Zaś stryj i stryjenka muszą się liczyć z tym, że ktoś inny obejmie prezesurę w lokalnych przedsiębiorstwach. I choćby na ten obiadek podano same frykasy, nikomu nic nie będzie smakować. I choć ten minister ma haki na niedawnych koalicjantów, wie, że musi sobie darować. CBA przyjdzie o szóstej rano i przetrzepie całe mieszkanie oraz mieszkania wszystkich członków rodziny ministra. Mają wprawę i doświadczenie. Haki na ministra i jego rodzinę też. Teraz chyba dla wszystkich jest jasne, że ta Zjednoczona Prawica nie może się rozpaść? Bo, co Bóg złączył świętym węzłem haków, niechaj człowiek nie waży się rozłączyć...

  Jako się kiedyś rzekło, nie jestem wieszczem, ani tym bardziej Kasandrą. Tak sobie tylko gdybam, bo rzeczywistości politycznej Zjednoczonej Prawicy nie zna nikt. Nawet stetryczały Kaczyński, choć nią rządzi i w niej dzieli.