piątek, 13 lipca 2018

Sto dni na stulecie odzyskania niepodległości


  „Uwielbiam” wszystkie inicjatywy mające pozornie poprawić naszą moralność i postawę patriotyczną, nie tylko z takiej okazji. Jedną niedawno opisałem – Słoneczny Patrol ONR. Kiedyś tam pisałem o „Różańcu do granic”, którego sensu nie mogłem dostrzec i nie dostrzegam do dziś. Sarkastycznie podziwiam też inicjatywę „Stop aborcji”, której ewidentnym skutkiem będzie rozrost podziemia aborcyjnego oraz turystyki aborcyjnej.

  I oto jest nowa, niby poważna, inicjowana przez dostojne gremium, czyli biskupów polskich, propagowana na łamach „Naszego Dziennika”. Nosi nazwę „Studniowa abstynencja z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę”1. Prawda, że ładnie? Inauguracja nastąpi 4 sierpnia, dokładnie na sto dni przed 11 listopada. Tu muszę wyjaśnić – jestem za wszystkimi akcjami mającymi na celu likwidację  problemu alkoholizmu w Polsce, choć zdaję sobie sprawę z faktu, że w tym przypadku sytuacja jest bardziej beznadziejna niż przy aborcji. Opierając się na danych z artykułu dowiadujemy się, że w Polsce jest pięć milionów osób nadużywających alkohol, z czego milion w stanie beznadziejnym. Jest gorzej, gdyż około milion dzieci żyje w rodzinach alkoholików. Smutne jest to, że do tej pory nikt jeszcze sobie z tym problemem, w rozumieniu ogólnym, nie poradził. Jedną z najbardziej popularnych akcji propagowanej przez Kościół jest bez wątpienia „Sierpień miesiącem trzeźwości”. O jego skutkach trudno cokolwiek powiedzieć, bo po prostu żadnych nie widać.

  Mam z tą akcją dziwne wspomnienia. Już się moralnością religijną nie przejmując, jeździłem na wieś do dalekich krewnych. Uwielbiałem te wypady, gdyż u wszystkich znajomych obowiązkowo musiałem skosztować ich bimbru, niestety, czasem w nadmiarze. Podobało mi się, gdyż nigdy na drugi dzień nie miałem kaca. Nieświadomy niczego pojechałem kiedyś w sierpniu i nie mogłem uwierzyć... normalnie Sahara, nikt oficjalnie nie pije (sic!) Uratował mnie pewien zaprzyjaźniony gospodarz, który ów szlachetny trunek chował przed żoną w kopczyku zboża, który musiał sprawdzać kilka razy na dzień – czy się myszy nie wdały. Z celnością strzelca wyborowego wkładał rękę w to zboże po samą pachę. Nigdy się nie pomylił. Omal się te myszy wdały, tyle że białe myszki, i nie w kopczyku, ale w mózgu. Mnie ta akcja sierpniowej trzeźwości zadziwiała, gdyż we wrześniu wszyscy nadrabiali tę wstrzemięźliwość z nawiązką, a ksiądz na ambonie złego słowa nie powiedział, choć oddech niemal każdego dorosłego faceta w kościele, był oddechem wskazującym. W powietrzu zamiast aromatu kadzidła unosił całkiem inny zapach.

  Wróćmy do obecnej akcji, choć przecież mnie osobiście nie dotyczy. Tradycyjnie pozwolę sobie na cytat: „Zachęcamy wszystkich, by szczególnie w okresie od 4 sierpnia do 11 listopada zachowali trzeźwość. Jest to tylko 100 dni ofiary dla Polski. Nasi przodkowie ponosili znacznie cięższe trudności dla Ojczyzny. Pokażmy, że nas stać na ten dobrowolny post dla dobra Polski i naszego Narodu2. Normalnie mi szczena opadła i to na dwa razy. Pierwszy raz, gdy pomyślałem sobie o hipotetycznej akcji: „1050 dni trzeźwości na 1050 lecie chrztu Państwa Polskiego”. Nie trzeba by było organizować tegorocznej akcji, a i tak wierny naród trwałby jeszcze przez rok w trzeźwości. Drugi raz, gdy uzmysłowieniu sobie, co znaczą słowa: „Jest to tylko sto dni ofiary” (sic!) Innymi słowy, Polska zasługuje tylko na sto dni trzeźwości na sto lat. Pomijając ów sierpień i dni postu ścisłego – narodzie pij – nikt, a szczególnie Kościół, ci tego mieć za złe mieć nie będzie. I ten, nie bójmy się słów, absurdalny apel o tylko sto dni trzeźwości podpiera tekstem: „Nadużywanie alkoholu niesie wiele łez, cierpienia i bólu rodzinom. Bardzo często doświadczają tego dzieci, bezbronne, niewinne ofiary, które niosą piętno przez całe życie3. Sto dni ma być lekarstwem na cierpienie, łzy, ból rodzin a szczególnie dzieci, na domiar wszystkiego z tak banalnie wzniosłego dla pijaczyny powodu, jak miłość do ojczyzny i pamięć o przodkach (sic!). Jak pragnę zdrowia, jeszcze takiej argumentacji w stosunku do zapijaczonego męża i tatusia nie słyszałem. Strasznie nisko biskupi cenią sobie dobro rodziny, oj bardzo nisko, a tyle na temat ważności rodziny się wypowiadają.

  Aby nie było, doceniam niektóre inicjatywy Kościoła w walce z alkoholizmem, szczególnie zaś tworzenie grup dla tych, którzy chcą się wyzwolić z nałogu. A jednak nie rozumiem tego nurtu, który piętnuje różne zjawiska mające rzekomo tej rodzinie zagrażać, traktując alkoholizm, największy wróg rodzin, wręcz kabaretowo. Bo zarówno ta akcja, jak i sierpień miesiącem trzeźwości, to de facto czysty kabaret. Trafi do tych, co piją okazjonalnie, na pewno nie do nałogowych alkoholików. Ponieważ ten nałóg dotyka ludzi indywidualnie, tak też należy traktować problem trzeźwości, i żadna ogólnopolska święta akcja z alkoholizmem sobie nie poradzi.



środa, 11 lipca 2018

Twierdza


  Znalazłem ostatnio pewien dowcip i niech on posłuży za wstęp:
Na lekcji religii katecheta przyłapał Jasia na przeglądaniu atlasu zamiast modlitewnika, ale zapytał z wyrozumiałością:
- Czego tam szukasz?
- Szukam jakiegoś kraju, gdzie żyłoby się lepiej
Katecheta z lekkim rozbawieniem:
- Przysłowie mówi, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
- Właśnie szukam gdzie was nie ma...

  Już nikt nawet nie próbują udawać. Premier Morawiecki w czasie pielgrzymki słuchaczy Radia Maryja na Jasnej Górze mówi wprost: „Jasna Góra to symbol polskości, symbol obrony i oporu przed złem. (...) do dzisiaj, cały czas różni nasi przeciwnicy ideowi i inni, próbują zrobić podkop, podkop pod Polskę, podkop pod polskość. Pod nasze tradycyjne wartości. Rodziny, patriotyzmu, marzenia o wielkiej wspaniałej Polsce [katolickiej – dopisek mój]. Tam również [w Brukseli] przypomnieliśmy o chrześcijańskich fundamentach, na których cała Europa powinna być budowana. Jasna Góra, czarna madonna, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały1. Jeśli premier polskiego rządu zapomina o konstytucyjnym rozdziale państwa od religii, raczej nie ma nic do śmiechu, to kierunek na państwo wyznaniowe. Inna sprawa, że obecny rząd wolałby konstytucję opartą nawet nie na ewangeliach, ile na katechizmie Kościoła katolickiego.

  Jest gorzej, bo oto głowa tego państwa, w osobie Prezydenta, potwierdza w liście do pielgrzymów te dążenia: „Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie głęboko zakorzeniona w sercach Polaków miłość Boga. (...) rodzina Radia Maryja swoimi dokonaniami dowodzi, że miłość, wiara, patriotyzm zawsze potrafią pokonać materializm, obojętność, niechęć [liberalizm – dopisek mój]”. Panie Prezydencie, wcale nie tak głęboko, wystarczy zapoznać się ze statystykami religijności. Jednocześnie zapomina Pan, że stosunki między państwem a Kościołem mają być kształtowane na zasadzie wzajemnego poszanowania oraz wzajemnej n i e z a l e ż n o ś c i. Nie jest Pan uprawniony narzucać wiary tej części społeczeństwa, która takiego światopoglądu nie podziela, a nawet jeśli, niekoniecznie musi być jej po drodze z Radiem Maryja. Tymczasem nieformalny Naczelnik państwa, J. Kaczyński w swoim liście dał popis lizusostwa i poddaństwa, zaczynając swój list od słów: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica! Eminencjo, najdostojniejszy księże kardynale, eminencje, najdostojniejsi księża arcybiskupi, wielce czcigodny księże dyrektorze, wielce czcigodny księże generale, wielce czcigodny ojcze przeorze, wielebni ojcowie i księża. Szanowna rodzino Radia Maryja. Chciałbym w tym miejscu podziękować wszystkim członkom rodziny Radia Maryja, za wszystko co robicie, by Chrystus triumfował3 (sic!) Aż mnie ciarki po plecach przeszły na myśl, że teraz  trzeba będzie zaczynać wszystkie pisma kierowane do urzędów państwowych od słów: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja, zawsze dziewica", a na zakończenie, zamiast tradycyjnego „z poważaniem” – „Alleluja i do przodu!"

  Tylko ja teraz nie bardzo wiem, czy to cały PiS (czytaj: rząd) zapisał się do Kościoła, nie prywatnie, bo prywatnie to oni byli od zawsze i nie można im tego mieć za złe, ale jako instytucja państwowa, co jest konstytucyjnie zabronione – czy też Kościół zapisał się do PiS, co też w myśl nauk Kościoła jest zakazane. Za to pewne jest, że stajemy się twierdzą katolicyzmu na wzór państw stricte religijnych. Może jeszcze nie jak Iran, ale to już tylko krok. Bp Zawitkowski, choć w innym kontekście stwierdza: „Twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bóg!4 i wtóruje mu bp. Dydycz mówiąc o opozycji: „(...) takie zespoły i grupy, które w historii uderzały w przedstawicieli narodu, były przestępcze, zbrodnicze, to one były pochodzenia faszystowskiego czy komunistycznego5.

  Nie wiem, czy za przykładem Jasia z dowcipu we wstępie, kupię sobie nowy atlas świata. Na pewno pilnie będę śledził dalszy, gorący i gorszący romans rządu z Kościołem, który może skutkować tylko rygoryzmem ewangelicznym i społeczno-politycznym.





piątek, 6 lipca 2018

Słoneczny patrol


  Znacie ten serial? Ja nie oglądam i nie oglądałem poza pierwszym odcinkiem ileś lat temu. Nie lubię głupich seriali, więc spokojnie, nikogo do oglądania nie będę namawiał. Chciałem się tylko podzielić czymś, co ewidentnie poprawiło dziś mój humor, mimo że obudziłem się po sennym koszmarze w ponurym nastroju. A śniło mi się, że PiS wygrywa następne wybory do parlamentu i to z miażdżącą przewagą...

  W ogóle coś mnie ostatnio koszmary prześladują. Przedwczoraj śniłem, że moja dużo ode mnie młodsza znajoma, lat pięćdziesiąt i dwa, do której smolę cholewki, stwierdziła stanowcze i nieodwołalnie, że chce zostać – konsekrowaną dziewicą (sic!) Podobno jest duże zapotrzebowanie. Obudziłem się oblany zimnym potem, bo w realu, to znaczy na jawie, nie znam kobiety w tym wieku, do której smoliłbym te cholewki. Mam ambicje na dużo młodszą i uchowaj Panie przed dziewicą, nawet jeśli tylko konsekrowaną. Dopiero później sobie uświadomiłem, skąd mi się te koszmary biorą. Zbyt często zaglądam na prawicowe i katolickie portale.  W pierwszym odruchu chciałem sobie postanowić, że już nigdy więcej, ale z drugiej strony... Bolał Was kiedyś ząb? Straszne, prawda? Trzeba iść do dentysty, często na resekcję i to po niej pojawia się uczucie błogiej ulgi, ba!, wręcz niebiańskiego szczęścia, prawdziwy błogostan. Ja takich chwil doznaję, gdy po przebudzeniu uzmysławiam sobie, że to był tylko zły koszmar. Miałbym się takich chwil pozbawiać, kiedy na inne orgazmy już raczej nie mam co liczyć? Jeśli się nawet trafią, to nie częściej niż Barbórka.

  Aha, ja miałem o słonecznym patrolu, choć grozi mi koszmar, że jestem u boku pięknej dziewoi z niemal zupełnie gołymi pośladkami, ja za to w kombinezonie nurka w pełnym wyposażeniu, co byłoby w zasadzie wybawieniem przy moim pomarszczonym ciele i obleśnymi fałdami skórnymi po okresie nadmiernego tycia. To było tak, czytam nagłówek: „Słoneczny patrol ONR na plaży w Rimini”1. Ja to kręcę, nie mogłem doczytać treści – strasznie oczy mi łzawiły ze śmiechu. Później nie było lepiej, bo te ONR-owskie mięśniaki prężą ciało tylko po to, aby wystraszyć muzułmańskich najeźdźców!!! Razem z włoskimi neofaszystami, bo wiadomo w grupie groźniej i raźniej. Już mam scenariusz kolejnego, sennego koszmaru. Na plaży owijam głowę ręcznikiem, by nie spalić coraz większych zakoli i w tym momencie pojawia się słoneczny patrol ONR... Polecam ten artykuł, jest na przemian śmiesznie i strasznie – tyle adrenaliny mało gdzie.

  Ja mam zawsze fatalne skojarzenia. Piszę, bo od razu przypomniałem sobie artykuł2 o tym, jak to internauci chcę zabić naszego Naczelnika Państwa, Jarosława I Wielkiego. On jest wprawdzie mały wzrostem, ale ten przydomek „Wielki” jak najbardziej mu się należy. To trzeba geniuszu, aby tak zamącić w jednym większym kraju nad Wisłą i niemal całej Europie – nie ponosząc przy okazji żadnej odpowiedzialności. Otóż ci ONR-owcy już opaleni i doszkoleni przez włoskich neofaszystów mogliby teraz wzmocnić ochronę Naczelnika, która już nas kosztuje 1,6 miliona złotych rocznie! To szukanie sposobów zabicia Naczelnika ma w dodatku charakter jawny na Facebooku, więc większych problemów mieć nie będą, aby wyłapać wszystkich potencjalnych zamachowców. Jak stwierdza autor: „niby to lemingi, a jakie agresywne”, ale wiadomo ONR-owcom nikt się nie oprze. Problem w tym, że policja opieszała, nikogo z tymi pomysłami nie aresztowała, stąd mój pomysł. Słoneczny Patrol ONR zadba, by temu naszemu „Słoneczku” nic się złego nie stało.

  A propos snów. Jak wyjaśnia pewien zakonnik (nazwisko pominę) w cyklicznym wideoklipie, katolik nie powinien wierzyć w sny, tym bardziej ja, człowiek niewierzący i niedowierzający w sny nie wierzę. Nawet te prorocze. Podobno Bóg i tak zrobi jak chce, a nie tak jak nam się śniło. Otóż, trzymam tego zakonnika za słowo i liczę na to, że Bóg nie zrobi tak jak mi się śniło z tymi najbliższymi wyborami do parlamentu...





środa, 4 lipca 2018

Lipiec, to nie jest czas urlopów...


  Nie bardzo chciałem pisać w tym temacie. Ani ze mnie prawnik, ani konstytucjonalista - po prostu laik jestem, który temat próbuje połapać na miarę swoich możliwości i dostępnych materiałów, bo ów temat, jak dla mnie bardzo ciekawy. Mowa oczywiście o niezależności sędziów Sądu Najwyższego, przez zwolenników PiS i narracji rządu, nazwana obroną kasty sędziów, w sensie jak najbardziej pejoratywnym.

  Tego wątku sobie nie daruję. Jeśli sędziowie to kasta, rząd i partia jedynie słuszna (PiS) musi w takim razie uchodzić za mafię, i to w jej najgroźniejszym słowa tego znaczeniu. Rzecz w tym, że w każdej grupie zawodowej tworzą się znajomości, najpierw prywatne, później bardziej zażyłe. Tyle, że to jeszcze nie jest zbrodnią, żaden regulamin pracy nie zakazuje zawierania znajomości poza stosunkami służbowymi w pracy. A jedno jest pewne, żaden układ sędziowski nie zdecyduje się przyjąć do grona sędziów osób po znajomości czy za lojalność, jak to ma miejsce w Spółkach Skarbu Państwa podległych PiS. Obowiązuje kryterium wykształcenia, kompetencji i długoletniej praktyki sędziowskiej. Po co PiS chce mieć nie tylko formalny wpływ na Sąd Najwyższy, chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, więc opór przeciw tym zapędom wydaje się ze wszech miar słuszny i... potrzebny.

  Pani profesor Gersdorf stała się twarzą tego protestu. PiS ustawą niezgodną z Konstytucją RP chce się jej pozbyć, wysyłając ją na emeryturę. Jak stwierdził prezydencki minister Paweł Mucha, skoro pani Gersdorf nie zwróciła się do Prezydenta o przedłużenie kadencji, na mocy ustawy traci status sędziego. Obowiązuje ją ustawa Sejmu (jesli nawet niezgodna z Konstytucją), której zasadność nikt przecież nie podważył, przez oddanie jej do konsultacji w Trybunale Sprawiedliwości. Mnie te słowa przypominają próbę robienia z kogoś idioty. A czyim, jeśli nie organem PiS jest dziś Trybunał Sprawiedliwości, mający być z definicji organem niezależnym od władzy ustawodawczej i wykonawczej? W całej okazałości widać to, o co rząd posądza sędziów – kastowość obecnych władz RP. I choć w pewnym sensie minister P. Mucha ma rację, to jednak Prezydent niejako sam strzelił sobie w stopę. Na spotkaniu z prezes Gersdorf zgodził się na kandydaturę Józefa Iwulskiego jako pełniącego obowiązki, nie pozbawiając funkcji pani Gersdorf. Jak dla mnie to kolejny przejaw niekompetencji Prezydenta. Nie chce mi się bowiem wierzyć, że kierował się przesłanką, że skoro pani prezes pójdzie na urlop (a ma go sporo) sprawa sama się rozwiąże po myśli naszej najjaśniejszej władzy.

  Oto czytam wypowiedź Jacka Żelaka w programie „Minęła dwudziesta” TVP: „Tak jak prezydent wcześniej wręczał sędziom nominacje, tak samo może później zdecydować o jej przedłużeniu”. I w tym momencie już wiadomo, że ów paź z PiS zna Konstytucję mniej niż ja (czyli prawie wcale), ale jemu nawet nie chce się poszukać odpowiedniego artykułu (nawiasem mówiąc takiego, który by potwierdzał ten wymysł,  nie ma). W dodatku nie rozumie, co znaczy słowo „wręczał”, bo według mnie ono nie jest równoznaczne z „wyborem” sędziów. Prezydent powołuje sędziów, choć nie musi, na wniosek innych organów. Gdyby miał prawo decydować o dalszej kadencji lub odwołaniu przed jej upływem, też byłoby to ujęte w Konstytucji. Idąc tropem myślenia Jacka Żelaka można by zapytać: skoro prezydentowi według Konstytucji przysługuje prawo łaski, to dlaczego nie prawo skazania bez procesu? Skoro może nadawać obywatelstwo polskie i wyrazić zgodę na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego, to czemu nie może go pozbawiać, jeśli uzna to za stosowne?1.

  Mnie jednak coś niepokoi w postawie pani prof. Gersdorf, owa zapowiedź udania się na urlop. To taki dość pusty gest – zrobiłam PiS i Prezydenta w siusiu, bo na urlopie nic mi nie zrobią. To też pewien rodzaj naiwności, że do czasu skończenia się tego urlopu, sytuacja się wyjaśni i ktoś ten problem (po jej myśli) rozwiąże. To nie tak pani I-sza Prezes. Jeśli się broni pewnych ideałów, w chwilach najcięższej próby nie idzie się na urlop, nawet jeśli lipiec zapowiada się pogodowo bardzo udanie. Wszyscy ci, którzy za Panią stoją dziś murem, gotowi swoje poparcie publicznie manifestować, będą mieli prawo uznać takie postępowanie za zdradę. Urlop zrobi Pani sobie na emeryturze i to bez względu na to czy Panią do niej zmuszą, czy też, po wypełnieniu misji, po mijającej kadencji, sama Pani się zdecyduje na nią przejść.


PS. Podano, że prof. Gersdorf w najbliższych dniach na urlop się jednak nie wybiera. Tyle, że kilka, kilkanaście dni później też niczego nie zmieni.