wtorek, 12 grudnia 2017

Orwellowski ciąg wydarzeń



  Orwell by tego nie wymyślił. Ciąg wydarzeń w telegraficznym skrócie: odrzucenie wotum nieufności wobec rządu B. Szydło, dymisja tejże pani, przepchanie poprawek o SN i KRS, powołanie nowego (sic!) rządu z jedną drobną zamianą stanowisk, kara na TVN 24 i podpalenie Reichstagu, sorry, biura posłanki B. Kempy, oraz ustawa o broni palnej. A tylko jedno wydarzenie jest w ramach domniemań.

  O obronionym wotum nieufności już pisałem, o dymisji B. Szydło też, o Morawieckim również, o ustawach o SN i KRS będzie poniżej. Nowości: „niezależna” KRRiT nakłada na komercyjną stację telewizyjną TVN24 horrendalną karę za to, że ośmieliła się transmitować grudniowe wydarzenia w Sejmie i przed Sejmem (sic!). Przecież to taka zbrodnia (wobec PiS), że to wprost trudno uwierzyć, więc powołano „niezależną” ekspertkę do oceny tych transmisji w osobie Hanny Karp, medioznawczyni wyszkolona (nie mylić z wykształconą) w medialnym imperium dyr. Rydzyka!!! Jeszcze bardziej kuriozalna jest uzasadnienie: „W wypadku, za którą KRRiT postanowiła ukarać TVN24, mamy do czynienia, z sytuacją w której stacja zmieniła się w aktywną stronę sporu politycznego. Część jej przekazów stopniowo w miarę rozwoju wypadków, miało charakter podżegający, bardzo niebezpiecznie eskalujący wywoływany, także przez siebie, spór1. Taaak, te transmisje podżegały do działań, które były transmitowane (sic!) Zapytam: jaki charakter mają prorządowe stacje,  w tym TVP Info? I aby było śmieszniej, owa „niezależna ekspertka” dodaje, że: „Przede wszystkim potrzebny jest drugi krok - zmiany w prawie prasowym i prawie medialnym. (...) Jeśli nie zmieni się, w jakiś realny sposób, dyscyplinowania mediów w kierunku przestrzegania podstawowych norm i zasad pracy dziennikarskiej, to niewiele się w ich pracy zmieni”. Czym to śmierdzi, chyba nie muszę tłumaczyć. Wszystkim mediom opiniotwórczym, których narracja nie będzie zgodna z linią partii, grozi to samo.

  I jak na zamówienie pojawia się news (raczej nie fake) o podpaleniu biura poselskiego posłanki jedynie słusznej partii, Beaty Kempy. W świat pójdzie wieść, że to skutek działalności TVN24, więc karę nałożono słusznie, aczkolwiek przed popełnieniem zbrodni. Nie wiem jak komu, mnie się to kojarzy z podpaleniem Reichstagu. Tam wprawdzie chodziło o pozbycie się parlamentarnej opozycji, za to u nas o pozbycie się medialnej. Napiszę w pełni świadomie, że jeśli sprawcy tego czynu podpalenia się znajdą, a pewnie się znajdą, ja i tak będę miał wątpliwości. Bo my już mamy „niezależną” policję i tak samo „niezależną” prokuraturę, „niezależny” Sąd Powszechny, a teraz będziemy mieli jeszcze bardziej „niezależny” Sąd Najwyższy i KRS. Właśnie nocą przepchnięto ustawy w Senacie. Ja już nie mam wątpliwości na czym polega pisowska niezależność. Jest to niezależność od rozsądku i prawdziwej demokracji, choć hasłami demokracji się podpiera. Już nawet hasła o tej demokracji są hipokryzją, kiedy idzie przekaz, że wolno demonstrować swoje niezadowolenie, ale za które trzeba bezwzględnie płacić mandatami. Demonstracjom prorządowym nie grożą kary nawet za propagowanie faszystowskich i rasistowskich haseł. Dziś jeszcze lecą w stronę limuzyn tylko jajka, ale jak będzie jutro? Pewnie dlatego przepchnięto nową ustawę o broni, zezwalającą (organizacjom proobronnym mającym poparcie PiS, które nazwałbym bojówkami, bo normalnemu obywatelowi nawet się nie marzy) na noszenie broni palnej w czasie pochodu np. Święta Niepodległości. Tylko trzeba pamiętać, że wbrew pozorom, to nie opozycja staje się coraz bardziej agresywna, to ten rząd i ta partia doprowadza ludzi do coraz większej determinacji.

  Wszystko układa się w całkiem logiczny, orwellowski ciąg. Jeszcze rok, może dwa, a będziemy mieli w optymistycznym wariancie drugą Białoruś, w pesymistycznym, drugą Koreę Północną, z jedną małą różnicą. Tam panuje wypaczony komunizm, u nas będzie wypaczony kaczyzm, ale nie należy się spodziewać żadnych różnic w sposobie rządzenia państwem i obywatelami.





niedziela, 10 grudnia 2017

Matka narodu



  Mamy już Królową Polski Maryję, mamy Króla Polski Jezusa Chrystusa, mamy matkę Polkę, nadszedł czas na „Matkę narodu”. W pierwszej chwili skojarzyło mi się z litanią „Maryjo, królowo Polski” jako nowy wers „Maryjo, matko narodu”, ale biję się w pierś, strasznie się pomyliłem. Nie chodziło o wzbogacenie litanii do Matki boskiej, ale o epitet w stosunku do Beaty Szydło, niestety albo i stety, byłej już premier Polski.

  Ta pomyłka sama mnie rozbawiła, uzmysławiając mi jak bardzo jestem już przewrażliwiony na punkcie religii. Sam się opieprzyłem: „Asmo, jak tak można we wszystkim wiedzieć doskonałą rękę Boga?!”. Ale czyż nie można się pomylić, gdy te słowa o matce narodu wypowiada ksiądz? – usprawiedliwiałem sam siebie. Zawsze sam siebie usprawiedliwiam, gdy się pomylę. Na szczęście ta pomyłka tym razem szybko wyszła z worka (nie kojarzyć z szydło, bo matka narodu zobowiązuje). Ja bym nawet nie wierzył, że takie słowa padły, gdybym o niech nie przeczytał na portalu wPilotyce. Chodzi o relacje z „Salonu dziennikarskiego” na antenie TVP Info. Był zaproszony ks. Henryk Zieliński. To on wypowiedział kilka znamiennych zdań: „To ona złożyła dymisję, a nie cofnięto jej wotum zaufania. To podstawowa sprawa. A zmiana jest zmianą na wielu poziomach, zdaje się, że to przeniesienie akcentów z grania na elektorat krajowy. Dla tych wyborców pani premier Szydło jest dużo bliższa. Ten klasyczny rosół jest bliższy wyborcom PiS niż ośmiorniczki. Pani Premier uchodziła za matkę narodu [podkreślenie moje], kobietę, która troszczy się o dom1. Czy można matkę narodu porównać do rosołu, już mnie jakby mniej bulwersuje.

  Powiem szczerze, jak na spowiedzi, ja już byłem przekonany, że PiS mnie niczym nie zaskoczy. Ale sposób w jaki pozbył się Beaty Szydło z funkcji premiera przebił moje najśmielsze oczekiwania, pomimo tego, że to wisiało w powietrzu już od dłuższego czasu. Zaledwie w dwanaście godzin po tym jak dostała kwiaty za to, że obroniła się przed wotum nieufności w Sejmie, decyzją Komitetu Centralnego PZPR, sorry, PiS, sama podała się do dymisja (to wersja oficjalna). U szczytu sławy pozbawiono ją premierostwa, sorry, odeszła na własne żądanie. Jeśli jakikolwiek zwolennik PiS przełknął ten majstersztyk, to ja już mam dla niego tylko wyrazy podziwu, za to, że można być aż tak naiwnym.  Najlepsze nastąpiło jednak w wywiadzie nowego premiera Mateusza Morawieckiego, kiedy ten oznajmił na wizji telewizji Trwam, że on chce teraz chrystianizować Europę (sic!). Otwiera nam się nowy kurs działań Najjaśniejszej. Chwila przerwy dla mnie, bo nie chcę pisać wulgaryzmów. Spaprali Polskę, teraz chcą spaprać Europę! Na szczęście ja wierzę w opatrzność (przez małe „o”, aby źle nie kojarzyć z Bogiem) dlatego jestem pewien, że ten plan Morawieckiemu się nie powiedzie, a matka narodu nigdy nie zostanie matką narodów wespół z ojcem Morawieckim. To nie byłoby dobre małżeństwo, tym bardziej że oboje stałych partnerów już mają.

  Na wiele sposobów sobie tłumaczyłem dymisję pani B. Szydło, ale wyjątkowo celnie ujął to inny uczestnik „Salonu dziennikarskiego”, Piotr Semka: „Okrucieństwo, które zastosowano wobec Beaty szydło, w  pewnym miejscu zwróciło już uwagę elektoratu PiS i były bardzo złe i nerwowe reakcje”. Bez przesady panie Semka, elektorat PiS i to przełknie, wszak nikt jeszcze przywilejów tego elektoratu nie odbiera. Musi teraz li tylko liczyć się z tym, że podobne przywileje czekają wyższe sfery bankowości i przemysłu. Wszak zawsze tak było, że za przemiany polityczno-społeczne najwięcej zapłaci klasa średnia. Ma za dużo, aby liczyć na poparcie dołów społecznych i za mało, aby liczyć na tych, co na świeczniku. Siłą rzeczy pani Beata Szydło ma okazję zasłużyć na miano matki narodu, choćby tego z nizin społecznych.  Mam jednak wrażenie, że KC PiS wciąż nie może przełknąć porażki 1:27 oraz ostracyzmu ze strony państw UE, stąd ta konieczność zmiany. Ale spokojnie panie Jarku, sama zmiana twarzy premiera nic nie zmieni, jeśli za tym nie pójdą znaczne ustępstwa wobec UE, a na to niestety się nie zanosi.

  Nie wiem jak to ująć. Ani mi pani byłej premier żal, ani nie czuję żadnej satysfakcji z jej dymisji. Dopóki za sterami PiS, jako nieformalnym i niekwestionowanym władcą Najjaśniejszej jest J. Kaczyński, nic się nie zmieni. Natomiast coś mi świta, że to nie był tyle awans M. Morawieckiego, ile ucieczka przed odpowiedzialnością za jego działania w sferze gospodarczej. Wszak zbliża się czas zapłaty za niemałe przywileje dla suwerena, a dotacje z UE mogą mocno zmaleć.







czwartek, 7 grudnia 2017

Czarne majteczki



  Nie znam facetów, którym nie podoba się ta część damskiej bielizny, w dodatku w tym kolorze, koniecznie na zgrabny, kobiecym ciele. Mam już swoje lata i wydawałoby się, że żaden fetysz, nawet taki, jak czarne majteczki, nie powinien na mnie działać, a jednak muszę przyznać ze skruchą, że w takich razach wzrok odzyskuje ostrość, a we mnie budzą się demony...

  Mimo to, gdy Rafał Ziemkiewicz pokazując zdjęcie modelki ubranej li tylko w czarną bieliznę stwierdził, że „Gdyby tak wyglądał czarny protest, sam by go poparł” poczułem pewien niesmak. Dla mnie ten fetysz to na tyle intymna sprawa, że w żadnej mierze nie odniósłbym go do polityki. Jak się okazało można. Wspominam o tym nie bez kozery, gdyż ostatnimi dniami zrobiło się głośno wokół dwóch panów, dziennikarzy uznanych za lewicowych, J. Dymka z „Krytyki politycznej” i M. Wybieralskiego z „Wyborczej”. Napiszę, że ów niesławny rozgłos jest słuszny, bez względu na to, jaką opcję reprezentują Ci dziennikarze. Molestowanie kobiet jest rzeczą karygodną, choć cienka jest granica między podrywem w „zbożnym celu” a postawą gloryfikującą uzewnętrznianie erotycznego maniactwa. Tu jednak nie ma żadnych wątpliwości, tu doszło (w odniesieniu do owych lewicowych dziennikarzy) do tego drugiego, tym bardziej ohydnego, że z wykorzystaniem służbowej zależności. Ja jednak nie o tym, choć sprawa warta osobnej notki.

  Wspomniany powyżej R. Ziemkiewicz pisze na łamach DoRzeczy: „Bicie, poniżanie i wykorzystywanie kobiet na prawicy oznacza ostracyzm, na lewicy – jak się okazało – to tajemnica poliszynela i źródło anegdot”1. Czy aby na pewno, panie Ziemkiewicz? Skoro pan wciąż funkcjonuje na tejże prawicy, ba!, uważa pan, że żart z czarnym protestem w czarnej bieliźnie był świetny, to ja twierdzę, że jesteś pan hipokrytą i kłamcą. Aby nie być gołosłowny, posłużę się jeszcze innymi przykładami z prawicowego środowiska, mającego podobno być bez skazy. Jeszcze raz jego słowa ze wspomnianego artykułu: „normalnie kobieta nie dałaby się tak długo traktować w taki sposób i jeszcze śmiać się z tego w towarzystwie. To oznaka chorobliwie zaniżonej samooceny, rozpaczliwego poszukiwania akceptacji za każdą cenę, ucieczki przed niezadowoleniem z siebie w roztopienie się w grupie, w oddanie ideologii, dającej złudzenie, że się jest wśród tych lepszych. Jakub Dymek ma zapewne rację, twierdząc, że oskarżająca go była konkubina ma psychiczny problem”.  Już w tych słowach widać jaki jest jego, Ziemkiewicza, stosunek do kobiet, są głupie, same sobie winne i zdemoralizowane. Skoro poczuły się upokorzone, powinny odejść (sic!) Iście salomonowe rozwiązanie. Uznać, że faceci tak mają i schować swoje, kobiece ambicje.

  Kiedy Ziemkiewicz jest autentyczny? Teraz gdy grzmi na lewicowych dziennikarzy, czy wtedy, gdy pisał: „No cóż, kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech pierwszy rzuci kamieniem”? Bo ja rozumiem, że on za kamień nie chwyci... Czy zaklinaniem rzeczywistości jest tekst: „Gdyby ktoś nie tylko na prawicy, lecz także w ogóle w środowiskach normalnych, nie lewicowych, pobił swoją partnerkę albo poranił, roztrzaskując jej na ręku szklane drzwi, czy publicznie zwróciłby się do kobiety słowami cytowanymi przez autorki – skazałby się na ostracyzm”? Przypomnę, że wciąż jest aktualna sprawa radnego PiS, R. Piaseckiego, który bił, poniżał  i wyzywał swoją żonę, o czym wiedziano w PiS od dawna i dopiero szum medialny poskutkował ostracyzmem. Inny obrońca polskości i chrześcijaństwa, W. Bonkowski, który bił żonę i ją zdradzał, wciąż jest w PiS. Na tym liczba seksistowskich tekstów i zachowań na prawicy się nie kończy. Marian Kowalski o Ewie Kopacz i Joannie Musze: „dostały wścieku dupy, urządziły karczemną awanturę, darły mordę, prowokowały, a straż marszałkowska powinna takie podstarzałe ździry doprowadzić do ładu. Wziąć je do toalety i umieścić pod kranem z zimną wodą i potem z powrotem umalować im brwi markerem”2. B. Wildstein stwierdził „Rubik to z pewnością atrakcyjna kobieta, a więc może posiadać spore doświadczenia seksualne”.

  Ziemkiewicz oskarża lewicę: „lewicowe patologie to margines niemieszczący się w normalnych wzorcach i mechanizmach polskości”. Z całym szacunkiem dla tej polskości, śmiem twierdzić, że te patologie są w niej zakorzenione bardziej niż szacunek dla kobiet. Szarmanckość to mit mający ją tylko zakryć. Posunięta tak daleko, że dziś wciąż prawa kobiet i konwencja antyprzemocowa są uważane za przejaw zamachu na wielowiekową tradycję chrześcijańską, która traktuje kobietę jako jednoznacznie podległą mężczyźnie.




czwartek, 30 listopada 2017

Dusza głęboko socjalistyczna




  Jak to mówił ks. Natanek: „jeśli coś jest czarne jak piekło, to wiedz, że coś się dzieje...” Mieliśmy więc ten black Friday, ale nie chodzi tu bynajmniej o czarny piątek w galeriach handlowych. To był czarny dzień wolności.

  „Tego dnia Sejm głosami PiS poparł aż trzy ustawy, tę wolność, szeroko rozumianą, ograniczające: zakaz handlu w niedzielę, zaostrzenie przepisów antyalkoholowych oraz zniesienie limitu składek na ZUS. Gdy Sejm przyklepał antywolnościowe regulacje wszyscy pasjonowali się zdjęciom Naczelnika, przeglądającego w ławach poselskich „Atlas kotów”, co też jest symptomatyczne1. Ostatnio polubiłem zagadki, więc i tu zgadnij mój Czytelniku, kto to napisał? Nie, to nie była „Wyborcza”, to nie był „Newsweek”. Faktycznie „coś się dzieje”, gdyż ta krytyka poczynań PiS-u pochodzi z propisowskiego „Do Rzeczy”, a autorem jest piewca sukcesów rządu Najjaśniejszej, gnębiciel koalicji PO-PSL, sam Łukasz Warzecha (sic!)

  W dalszej części artykułu jest już tylko posypywanie głowy popiołem, za to, że w 2015 roku uwierzył w PiS, który miał „popuścić gorset” po poprzedniej koalicji  a w zamian zafundował nam „paternalistyczny szał, który opanował partię rządzącą”. W swej krytyce Warzecha posuwa się jeszcze dalej: „PiS dzisiaj nie wydaje się już po prostu niezainteresowane kwestią szeroko pojmowanej wolności, ale wręcz żywo zainteresowane w jej ograniczaniu w jakimś szaleńczym przekonaniu, że tędy właśnie prowadzi droga do naprawy państwa. (...) Oczywiście większość [posłów PiS – dopisek mój] karnie podnoszących rękę za kolejnymi regulacjami posłów partii rządzącej nie widzi poszczególnych głosowań jako części większej całości, z różnych powodów: oportunizmu, słabych zdolności intelektualnych, strachu przed odebraniem miejsca na liście, pogrążenia w bieżączce”.  Warzecha dostrzega jeszcze szereg innych zagrożeń ze strony partii, którą rządzi jednoosobowo poseł J. Kaczyński, ale nie zauważa dwóch, chyba najbardziej istotnych – zawładnięcie Trybunałem Konstytucyjnym oraz ustaw o Sądach. Boleje nad zakazem handlu w niedzielę i zaostrzeniem przepisów antyalkoholowych, ale nie widzi najważniejszych zagrożeń. 

  Strategia PiS jest całkowicie czytelna, gra na tłumionych przez lata zawiściach, żalach, poczuciu odrzucenia i bardzo brzydkich resentymentach części wyborców. Najzacieklejsi zwolennicy PiS to ci, którzy są przekonani, że jeżeli w III RP komuś udało się do czegokolwiek dojść, to jest z pewnością złodziejem, spekulantem i wyzyskiwaczem. Podejrzewają, że ci, którzy coś mają, musieli oszukiwać albo ukraść. To doskonale znany mechanizm: bez tych tłumaczeń nieposiadający musieliby przyznać, że to jednak im coś nie wyszło i choćby w części są winni takiemu stanowi rzeczy. W oczach wyborcy partii Kaczyńskiego wszystko jest zatem proste i ładnie się układa: złodzieje z układu się dorobili, więc trzeba im zabrać, a przy okazji rozbije się układ, stawiając na czele swoich zaufanych towarzyszy.

  Brzmi jak o komunie? Warzecha wcale tego nie ukrywa. Dochodzi do wniosku, że „PiS w takich okolicznościach działa na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”. A dusza jest, niestety, głęboko socjalistyczna”. Szkoda tylko, że do takich wniosków dochodzi dopiero teraz. Sprawdzałem, czy jego artykuł wywołał jakiś skutek na portalu wPolityce. Zero reakcji. Tam jeszcze zagrożenia wolności obywatelskiej nie dostrzegli.