wtorek, 22 sierpnia 2017

Letnia kanikuła



  Właściwie nic ciekawego na arenie politycznej się nie dzieje, co wprawia mnie w pewne zakłopotanie – nie mam o czym pisać. W związku z tym, postanowiłem uzewnętrznić swoje poczucie humoru, które, jak mniemam, nie wszystkim może się podobać. Ale, co mi tam...

  Na początek ciekawa fotka „roboczy strój Pani Premier”, adekwatny do funkcji jaką sprawuje. Ktoś to nazwał strojem sołtysa i coś w tym jest na rzeczy, bo ona jest podobna w tym stroju do sołtys(ki) z sąsiedniej wsi. Różni je tylko broszka:

  Jako druga: patriotyczne pelerynki na deszczową pogodę. Podobno hit, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki:


  Coś z mojego ulubionego portalu, tym razem fragment wstępu do newsa:
„Prezydent RP spędza wakacje w Juracie. Nie wybiera jednak spokojnego odpoczynku, ale woli rozerwać się [podkreślenie moje] na skuterze wodnym”. Próba rozerwania się (na strzępy) była nieudana, bo wcześniej z tego skutera wypadł do morza.

  Czarny humor. Fascynujący tytuł z tego samego portalu: „Gdyby nie Smoleńsk, Maria Kaczyńska nadal by żyła, a dziś miałaby urodziny”. Gdyby mój dziadek nie umarł na udar, też nadal by żył, choć nie pamiętam, czy to akurat dziś miałby sto dwudzieste siódme urodziny...

  Na konie(c) coś z niezleżnej.pl: „Zawiniła niska jakość oferowanych koni [Pride of Poland – dopisek mój], prawdopodobnie [podkreślenie moje] spowodowana błędnym programem hodowlanym poprzednich kierownictw stadnin”. Ja bym to jaśniej sprecyzował i bez owijania w bawełnę – to ewidentnie wina Tuska!

  Wczorajszy przegląd wiadomości wprawił mnie w doskonały humor.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Fake news w ordynarnym wydaniu



  Do tego, że takie zjawisko jak fake news zaistniało, powoli zaczynam się przyzwyczajać, uznając, że to cena za istnienie serwisów informacyjnych w coraz popularniejszym Internecie. Jak unikać skutków tego zjawiska, opisała dość dokładnie blogerka, redaktora Iwona Kmita1, i pewnie wielu moich Czytelników z tą treścią się zapoznało. Nic właściwie nie mogę dodać, po za uwagą, że poszukiwanie źródeł jakieś informacji jest stosunkowo żmudne i mało atrakcyjne. Najczęściej ograniczamy się do intuicji, bo im wiadomość bardziej sensacyjna, tym prędzej powinna nam się zapalać czerwona lampka ostrzegawcza. Opiszę taki przypadek, zresztą bardzo świeży.

  Istnieje portal, który pisze o sobie tak: „Mały Dziennik to serwis firmowany przez Małgorzatę i Tomasza Terlikowskich, a prowadzony przy wsparciu i zaangażowaniu jeszcze kilku dziennikarzy i publicystów. Ideę serwisu oddają słowa Małgorzaty Terlikowskiej: Chcemy odważnie mówić o rodzinie, chcemy odważnie mówić o małżeństwie. Chcemy bronić życia – nie boimy się tego! Nie będziemy uciekać od problemów religijnych. Chcemy być głosem bardzo dużej, aktywnej grupy środowisk konserwatywnych i chrześcijańskich"2. I brzmi to obiecująco, bo przecież chrześcijaństwo kojarzy nam się z Prawdą, a między wierszami można wyczytać zapewnienie o rzetelności. O tyle wiarygodne, bo gdy Terlikowscy opuścili Frondę.pl, ta zeszła na przysłowiowe psy, i zapewniam, że nie ma w tym krzty przesady. I oto, na nowo narodzonym „dziecku” Terlikowskich (w czym możesz mój Czytelniku doszukiwać się ironii), trafiłem na news, który wstrząsnął mną dogłębnie. Już sam tytuł jest bulwersujący (Terlikowscy mieli tak od zawsze): „Młodociani muzułmanie uprawiali seks z osłem”3 (sic!)

  Dalej jest już tylko gorzej. Pozwolę sobie zacytować krótki fragment: „Piętnaścioro dzieci w wieku od 7(?) [znak zapytania i podkreślenie moje] do 15 lat trafiło do szpitala, bo osioł, którego zgwałcili zarażony był wścieklizną. Gwałt miał miejsce w Maroku, w Gharb-Chrarda-Béni Hssen, a o sprawie informuje brytyjski Mirror za lokalną gazetą Al-Akhbar. (...) Co ciekawe, w trakcie kuracji bandy, mieszkańcy wioski zabili osła, aby zapobiec innych przed zainfekowaniem”4 (pisownia oryginalna). Sensacja tak nieprawdopodobna, gdyż nie wyobrażam sobie siedmioletniego gwałciciela, że postanowiłem sprawdzić. Google wyrzuciło mi trze strony z podobnym tekstem, w wersji angielskiej jest ich więcej, ale wszystkie pochodzą z jakichś niszowych serwisów. Postanowiłem więc sprawdzić czym jest Mirror, źródło na które powołuje się portal Terlikowskich. Okazuje się, że to typowy brukowiec, który w W. Brytanii słynie ze skandali i... publikowania fake newsów. Znamiennym jest, że na portalu małydziennik.pl, autor (dziennikarz?) tej „rewelacji”, nawet nie miał odwagi ujawnić swojego nazwiska, zastępując je symbolem „oa”, można się jednak domyślać, umieścił go na portalu za aprobatą Terlikowskich, wszak bez nich nic o nas.

  Zastanawia mnie, jaki jest cel takiej ordynarnej fałszywki? Coś mi się zdaje, że powoli zaczyna brakować „paliwa” tym środowiskom, które do tej pory skutecznie straszyły nas uchodźcami. Już nas powoli nie kręcą wieści o masowych gwałtach na Europejkach, nawet zamachy trudno utożsamiać z muzułmanami, skoro wiadomo, że za nimi stoją terroryści Państwa Islamskiego i Al Kaidy. Na domiar złego, okazuje się, że Polacy nie są gorsi, też swoich terrorystów mają. Oto w Bytomiu zatrzymano trzeciego ze sprawców podpalenia hotelu przeznaczonego dla uchodźców w Norwegii5 – a to już fake newsem nie jest. Sprawdziłem.




czwartek, 17 sierpnia 2017

Dwie bzdury miesiąca



  Tak się zastanawiam, czy nie wprowadzić na blogu stałego, comiesięcznego cyklu wyłaniania oczywistych lub zakamuflowanych bzdur, jakie wypowiadają politycy i celebryci. Z tym, że poprzeczka powinna być ustawiona stosunkowo wysoko, aby eliminować chamskie epitety typu „zdradzieckie mordy” czy „ciemny lud to kupi”. Dla wprawki zaproponuję dwie, które mieliśmy okazję usłyszeć w sierpniu, związane z obchodami święta Wojska Polskiego i Święta Maryi Zielonej.

  Zacznę od Prezydenta Andrzeja Dudy, który wygłosił patetyczne przemówienie w czasie obchodów święta Wojska Polskiego. Wprawdzie ów patos jest w pewnym sensie uzasadniony, ale chyba w pewnym momencie przesadził, mówiąc: „Nie waham się powiedzieć i myślę, że też taki był zamysł strategów polskiej armii, że ten przełom nastąpił w święto Matki Bożej Zielnej1 (sic!) Rzecz w tym, że zwycięskie natarcie na bolszewicką armię zostało przeprowadzone 16 sierpnia, a nie w święto Matki Bożej Zielonej. To raz, dwa, było one uzależnione od wielu innych czynników strategicznych, a temu świętu trudno przypisać jakiekolwiek znaczenie tego typu. Dodam od siebie i już bez odniesienia do przemówienia Prezydenta: nic mnie tak nie drażni, jak określenie tej bitwy mianem „cudu nad Wisłą” oraz przypisywanie boskim i maryjnym siłom głównej zasługi za zwycięstwo. To zwycięstwo jest tylko zasługą strategii dowódców i waleczności polskiego żołnierz, okupionej śmiercią i krwią wielu z nich. Mitologizacja tego zwycięstwa ewidentnie i niesprawiedliwie umniejsza ich zasługi.

  Druga bzdura, która padła tym razem z ust abp. Jędraszewskiego w wywiadzie o kontrmanifestacjach wobec miesięcznicy: „Polska jest pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, dlatego nie może być traktowana jak ktoś, kto ma być karcony po to, żeby nie miał prawa do swojego głosu, nie miał poczucia swojej tożsamości2. To po pierwsze kłamstwo, bo nikt Polsce nie odbiera prawa głosu (przynajmniej na razie) i nie zabrania kultywować narodowej tożsamości, po drugie, jest w tym stwierdzenie kompletne niezrozumienie problemu. Można by bowiem sądzić, że skoro staliśmy się członkami UE, to – hulaj dusza piekła nie ma – i możemy robić wszystko, nawet jeśli to jest niezgodne z traktatem, który nasze państwo podpisało i zobowiązało się go respektować. Tu aż chce się przypomnieć praktyki naszego Kościoła. Każdy kapłan i zakonnik, który wypowiada się niezgodnie z przyjętą linią tegoż Kościoła, zostaje natychmiast skarcony i często otrzymuje zakaz wypowiadania się publicznie. W odróżnieniu od praktyk UE, Kościół działa autorytarnie, natychmiast, a jakakolwiek krytyka takiego działania jest traktowana jako zamach na bliżej niesprecyzowane wartości. No tak, UE to jednak nie Kościół i abp. Jędraszewski może sobie „jeździć po niej jak po łysej kobyle choć twierdzi, że UE zabrała mu prawo głosu.
A swoją drogą nie mogę wyjść z podziwu, gdy arcybiskupowi kontrmanifestacje kojarzą się z prześladowaniem Kościoła w czasach komunizmu, ale to już mu daruję.

  Przypomnę też pewną starą bzdurę, choć aktualną i dziś: „Premier … zamknięta w swoim gabinecie, a powinna być wśród ludzi, którzy potrzebują pomocy. Dzisiaj miejsce Premiera jest wśród ludzi”. Proszę wstawić właściwe nazwisko w miejsce kropek i zgadnąć kto to powiedział. Dlaczego uważam to za bzdurę? W mojej ocenie, osobista obecność Premier(a) w miejscu katastrofy jest psu na budę albo ma charakter stricte wizerunkowy. Jego/jej działania powinny się ograniczyć do podejmowania sensownych i natychmiastowych decyzji w celu zwalczania skutków tragedii, właśnie w zaciszu swego gabinetu, w oparciu o meldunki obserwatorów na miejscu. Żaden generał nie idzie na pierwszą linię frontu z pistoletem w ręku, bo jest potrzebny do czegoś innego.

  Zachęcam moich czytelników do wyłapywania podobnych perełek, nawet takich, które wypowiada totalna opozycja i podzielenia się nimi w komentarzach. Nie ogarniam już całego netu... Przy okazji rozwiązanie zagadki: to są słowa premier (wtedy posłanki) Beaty Szydło o wtedy aktualnej premier, Ewie Kopacz.




wtorek, 15 sierpnia 2017

Walka o tron



  Oglądam ten serial niemal z zachwytem, choć przyznaję, jeszcze do niedawna nienawidziłem seriali. Pewnie dlatego, że kiedyś nie było możliwości obejrzeć powtórek w dogodnym dla mnie czasie. Czułem się jakbym czytał książkę pomijając co drugi rozdział. Teraz emeryt jestem, czasu mam w brud i pewność, że w razie czego jest HBO GO.

  Ale ja nie o samym serialu. Tytuł jest dość wymowny i adekwatny do tego, co się u nas dzieje, zresztą nie tylko u nas. Ale to, co gdzie indziej jest jakby surrealistyczne, bardziej dotyka nas ta walka o tron na własnym podwórku. Tym bardziej, że podobnie jak we wspomnianym serialu jest wielowątkowa. Rząd kontra totalna opozycja, opozycja kontra opozycja, Prezydent kontra spółka Szydło-Macierewicz, w rządzie frakcja Morawiecki kontra reszta świata (czytaj: rządu), Szyszko kontra ekolodzy, Ziobro kontra sędziowie, Błaszczak kontra... dość, dość, tych wątków jest więcej niż w filmowej „Walce o tron”, zdecydowanie prędzej można się pogubić, choć jedno je na pewno łączy – wszystkie są bezwzględne. Nawet w ogórkowym sezonie, bo mamy sierpień, czas urlopów polityków.

  Można by mnie posądzić o czarnowidztwo, ba, przyznaję się bez bicia, że czasami uwypuklam pewne wątki z premedytacją. Ogólnie jednak mam uzasadnione przypuszczenia, że tak psuto państwo za czasów komuny. Przez pół wieku wmawiano nam, że to dla naszego dobra, dla sprawiedliwości społecznej i dla rozkwitu naszego ukochanego kraju. Wyszło nam bokiem. Bardzo chciałbym się w swej ocenie mylić, tylko nic na to nie wskazuje. Dziś czytam notkę Szostkiewicza1, który sam siebie określa jako emerytowany demokrata. On zdecydowanie bardziej obeznany w politycy niż ja, śledzi ją i pisze o niej latami, choć bez wątpienia jest równie spaczony przez liberalizm jak ja. Czytam i mam wrażenie, że on mnie splagiatował, w bezczelny sposób zerżnął moje oceny politycznej sytuacji. A przecież nie tylko on ma podobne zdanie. I już nie wiem czy się złościć za ów plagiat, czy cieszyć, że podobnie oceniających jest więcej. Coraz więcej. Może się ten naród w końcu obudzi z letargu i powie dość!?

  W „Walce o tron” śledzimy zmagania władców o panowanie w świecie siedmiu królestw. Piękna, bajkowa opowieść z kategorii fantasy. Jedni bohaterowie wzbudzają w nas sympatię, inni wręcz przeciwnie, faktem jest, że ta rywalizacja wciąga choć to już siódmy sezon. Tylko gdzieś w tle są tysiące poległych, bezimiennych poddanych i żołnierzy. Nawet z pozoru sympatyczna władczyni Daeneres, matka smoków, de facto jest okrutna i bezwzględna. Podbitym ludom wmawia, że przynosi im wolność a tych, którzy jej wolności nie chcą, skazuje na śmierć (sic!). Tak jak nieformalny władca naszego kraju, który wprawdzie nie zabija, ale tym, którzy nie chcą jego wolności przykleja zdradzieckie mordy. Można by rzec: na nasze szczęście, bardziej humanitarny jest... Tylko mnie to jakoś ulgi nie przynosi, bo to dopiero drugi sezon władzy J. Kaczyńskiego.



sobota, 12 sierpnia 2017

Wieszczu wróć!



  Jeszcze rok temu mrzonki o Wielkiej Polsce mnie śmieszyły, pół roku temu zdumiewały, dziś mnie przerażają. Nigdy nie ukrywałem, że bliżej mi do kosmopolity niż do narodowca-patrioty. Dla mnie bycie Polakiem to przypadek, równie dobrze mogłem być dwunarodowościowy i to z powodu zawieruchy wojennej, bo mój ojciec przemierzył pół Europy, a do celibatu było mu daleko. Czy bym się wtedy nienawidził? Nie sądzę.

  Aby nie było, za to że jestem Polakiem, też się kocham i to tak, jak prawdziwy sobek. Tylko jakoś nie do końca rozpiera mnie duma i pycha z tego powodu. Nie widzę do tego powodu. I nie bardzo rozumiem, dlaczego Polska musi być Wielka, i co nam z tego przyjdzie? Aby ona była Wielka inni muszą być mali. I po części są, ale nie sądzę by z tego powodu popadali w kompleksy. Napisałem we wstępie, że mrzonki o Wielkiej Polsce dziś mnie przerażają. Te mrzonki inspirują ideolodzy jedynie słusznej partii – PiS. I kit im w oko, gdyby nie fakt, że już blisko połowie moich rodaków to się spodobało. Połowie? W pewnych elementach to nawet dwie trzecie (odszkodowanie od Niemiec). Gorzej, bo z tej Wielkości może wyniknąć izolacja i twór na miarę wschodnich satrapii. Przyznam, że oczom nie wierzę, a mój mózg się lasuje, bo nie potrafię pojąć takich dążeń. Z pomocą przychodzi mi dawno zapomniane fragmenty dwóch wierszy, bajek:

Rzeczpospolita żabska wodami i lądem
Szerzyła się od wieków, a stała nierządem.
Tam każda obywatelka,
Mała, czy wielka,
Gdzie chciała, mogła skakać,
Karmić się i ikrzyć
Ten zbytek swobód w końcu zaczynał się przykrzyć.
Zauważyły, że sąsiednie państwa
Używają pod królmi rządnego poddaństwa,
Że lew panem czworonogów,
Orzeł nad ptaki,
U pszczół jest królowa ula;
A więc w krzyk do Jowisza:
„Królu! ojcze Bogów,
Dajże i nam króla — króla!“
(...)
Bóg, gdy ta nowa skarga żab, niebo przebija,
Zdegradował króla Kija,
A zamianował węża królem żabim.
Ten pełzacz, pływacz i biegacz,
Podsłuchiwacz i dostrzegacz,
Wszędzie wziera pod wodę, pod kamienie, pod pnie,
Wszędzie szuka nadużyć i karze okropnie.
Arystokracja naprzód gryziona jest żabia,
Że się nadyma i zbyt się utłuszcza;
Gryziony potem chudy lud, że nie zarabia
I że się na dno biedy opuszcza;
Gryzione są krzykacze, że wrzeszczą namiętnie,
Gryzieni cisi, że śmią siedzieć obojętnie (...)

Drugi fragment, wydobyty ze środka bajki:

(...) Służba wyśmienita:
Ot jedno z drugiem nic a nic!
Dziedzińca pilnować granic,
Przybycie gości szczekaniem głosić,
Na dziada warknąć, żyda potarmosić,
Panom pochlebiać ukłonem,
Sługom wachlować ogonem.
A za toż, bracie, niczego nie braknie:
Od panów, paniątek, dziewek,
Okruszyn, kostek, polewek,
Słowem, czego dusza łaknie (...)

  I choć za poezją nie przepadam, w szczególności zaś za romantyczną, chce mi się krzyczeć: Wieszczu wróć! Tylko czy on, wieczny tułacz, zechce?


PS. Tytuły wierszy: „Żaby i ich króle”; „Pies i wilk”. Oba fragmenty pochodzą ze strony: https://pl.wikisource.org/wiki/Bajki_(Adam_Mickiewicz,_ca%C5%82o%C5%9B%C4%87)