środa, 12 sierpnia 2015

Rewolucja moralna




Młodzi są dziś we swej zdecydowanej przewadze amoralni, zepsuci i bezideowi, o braku patriotyzmu nie wspominając. Przejawia się to przede wszystkim  w braku szacunku dla autorytetów, kreowaniu postaw snobów i egoistów, w stosowaniu coraz wymyślniejszych używek ze szkodą dla własnego zdrowia i w kompletnym wręcz zepsuciu moralnym. Nawet jeśli nie wszyscy, to ci nie wszyscy stanowi coraz mniej znaczącą garstkę.

Ale spokojnie, ów wstęp ma charakter ironiczny i oparty jest na opinii pewnych środowisk kształtowania moralności jedynie słusznej ideologii i ja się od tej charakterystyki zdecydowanie odcinam, choć jakby na to nie patrzeć, jestem przedstawicielem tzw. pokolenia moherów, z zastrzeżeniem, że łączy mnie z tym pokoleniem tylko wiek a nie przekonania. Bo tak szczerze powiedziawszy ja sam nie wiem dokładnie, co to jest patriotyzm, daleko mi do jakiekolwiek ideowości, zepsuty jestem do cna, a jedyną zasadą moralną, do której się stosuje jest: nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe.

Nie dalej jak przed dwoma dniami znalazłem i przeczytałem artykuł* Kasi i Tomka (tu podejrzewam zabieg marketingowy, mający sugerować, że piszą go młodzi, ale język wskazuje na zawodowego kaznodzieję) sygnowany tajemniczą nazwą Adonai.pl, co jak sprawdziłem, jest portalem stricte katolickim. Jest to krytyka wspólnego mieszkania przed ślubem, praktyka coraz częściej stosowana przez potencjalnych małżonków. Według mojej opinii – wynalazek wręcz rewelacyjny i rewolucyjny, mogący zdecydowanie obniżyć zastraszające statystyki rozwodowe. Problem w tym, że taka metoda prób i błędów, z punktu widzenia tej jedynie słusznej ideologii jest wyjątkowo niemoralna i grzeszna. Tak przynajmniej twierdzi ów kaznodzieja dwojga imion, który ma wyraźną obsesję na punkcie seksu przedmałżeńskiego.

To nawet nie będzie streszczenie, a tylko krótkie nakreślenie wywodów owego kaznodziei dwojga imion. Po pierwsze, on nie wierzy, że to wspólne mieszkanie jest wolne od seksu. Szczerze, ja też nie wierzę, ale dla mnie to nie problem. Gdy sobie przypomnę swoje lata inicjacji seksualnej, pamiętam przede wszystkim stres, jaki temu towarzyszył, gdyż wszystko działo się pokątnie i zupełnie przypadkowo. Jego skutki odczuwam nawet dziś, ale cicho sza, szczegółów nie będzie. Po drugie, on sobie wyobraża, jakie to musi być stresujące, gdy kładą się spać, dając sobie buzi na dobranoc (sic!), idą do wspólnego łóżka i się do siebie przytulają. Ona jak do pluszaka z dzieciństwa a w nim hormony buzują (ciekawe, że tylko w nim?). Wyłem ze śmiechu przez dobry kwadrans nim mogłem dalej kontynuować lekturę. Po trzecie, ludzie którzy żyją pod wspólnym dachem bez ślubu to dla otoczenia oczywisty konkubinat, co siłą rzeczy sieje wokoło zgorszenie (sic!) Po czwarte, żyjąc pod wspólnym dachem młodzi tracą niepowtarzalną okazję odkrywania swoich ciał po ślubie (sic!) Mnie się nasuwa pytanie, dlaczego owo odkrywanie ciał, ma być przyjemne tylko po ślubie?

Tu nie mogę się powstrzymać od złośliwego komentarza. Owszem zdarzają się cnotliwi partnerzy przed ślubem i tych wskazuje się jako przykład. Niestety tych przykładów jest jak na lekarstwo (dlatego tak mocno się je eksponuje). Ale już w czasach mojej młodości krążyło powiedzenie, że cnotliwych należy szukać w przedszkolu, bo później już tylko ze świeczką. Nie, nie potępiam ani nie wyszydzam tych, którzy celebrują czystość przed ślubem. To jest ich indywidualny wybór i nic mi do tego. Tyle, że takim samym wyborem jest utrata dziewictwa przed ślubem i nie mam tu na myśli samych dziewcząt. W mojej opinii, zdecydowanie bardziej bezpieczne dla trwałości samego związku, jest próba sprawdzenia się i na tym polu, aby później nie cierpieć, gdy się okaże, że w żaden sposób sobie nie odpowiadamy. Bo też zawarcie związku małżeńskiego nie jest żadnym gwarantem udanego seksu.

Na koniec zostawiłem sobie najzabawniejszy argument kaznodziei dwojga imion. Sprawa dotyczy oczywiście współżycia młodych, tym razem tych nie mieszkających pod jednym dachem, ale mających jakąś wyjątkową okazję spędzić razem upojną noc. Tym głównym argumentem przeciw oddaniu się cielesnym uciechom, jest fakt, że przecież po takiej nocy nie będziecie wyspani (sic!) i będziecie mieć dylemat, czy z tego się wyspowiadać, czy nie – bez komentarza.

Przypisy:
* - http://www.fronda.pl/a/wspolne-mieszkanie-przed-slubem-porazka,55335.html

1 komentarz:

  1. Podoba mi się Twoja główna zasada moralna, też ją wyznaję. Artykuł owego kaznodziei chyba nie był wart aż takiej rozprawki.

    OdpowiedzUsuń