poniedziałek, 14 września 2015

Lekko i przyjemnie już było



  Mam na myśli kilka moich ostatnich notek, gdzie bez trudu przyszło mi się odnieść z dystansem do poruszanych problemów. Dziś będzie ciężko, bo i temat wciąż bulwersuje, wciąż nie schodzi z czołówek gazet. Nawet konwencje głównych partii politycznych, z licytacją na obietnice, nie są w stanie tego zmienić. Chodzi mi oczywiście o uchodźców i imigrantów. Ale tym razem konkretniej, to znaczy, na podstawie dywagacji niejakiego pana Tomasza p. Terlikowskiego.

  Pierwsze zdanie jego ostatniego artykułu brzmi rozsądnie: „Otóż, Europa nie umiera, dlatego, że obserwujemy właśnie ogromny najazd emigrantów, uchodźców i ukrywających się wśród nich bojowników ISIS”*. Trochę w tym przesady, bo ten ogromny najazd trzeba liczyć w promilach, co nijak ma się do tego przymiotnika „ogromny”. Zdecydowanie więcej od dziesiątków i setek lat jest już takich, od dawno zadomowionych. Może nie do końca zasymilowanych, ale już bardziej czujących się Europejczykami niż rodowitymi Arabami. To, że wciąż wyznają swoją religię nie powinno nikogo bulwersować. Wszak chrześcijaństwo też wywodzi się z Bliskiego Wschodu i zrobiło najazd na Europę, spychając idee starożytne w cień.

  Ale dalsza część wspomnianego artykułu jest już tylko majaczeniem chorobliwego ortodoksa, aby nie było, stricte katolickiego. Stwierdza z pełnym przekonaniem, że stara Europa umiera bo jej mieszkańcy stracili wiarę i wolę życia (sic!). „Europejczycy zamiast modlić się, ciężko pracować, rodzić dzieci, a w niedzielę (albo częściej) chodzić do kościoła (...) uwierzyli, że są w stanie sami zapewnić sobie szczęście, pokój, a na dodatek wieczne zbawienie w konsumpcji”.  W tym miejscu mój mózg osiągnął szczyt rozumowania logicznego. Się po prostu zapętlił – to takie informatyczne określenie. Bo zastanawiam się, co dla mnie  jest lepsze: ciężka praca, ustawiczna modlitwa, stałe chodzenie do kościoła, płodzenie dzieci (jestem mężczyzną, więc rodzić nie mogę), czy może przejście na islamizm, gdzie w końcu będę miał prawo do haremu, gdzie żadna żona mi nie podskoczy, a po śmierci czeka mnie  siedemdziesiąt dziewic?! Mam wątpliwości czy podołam owym dziewicom, ale dlaczego nie spróbować? Może być ciekawie...

   Dalej jest już tylko gorzej, przy czym najbardziej przerażają mnie wnioski końcowe mojego ulubieńca. Stwierdza on, że w walce z napływem islamizmu: „Tu nie starczy konserwatyzm, liberalizm czy przywiązanie do wartości europejskich, bowiem nie są one czymś, co ma znaczenie w walce duchowej”. Trzeba koniecznie: „(...) bronić wiary, a gdy trzeba oddawać życie jako męczennicy (gdy kwestią jest nasze życie) lub jako obrońcy (gdy chodzi o życie innych)”. Tu Terlikowski nie pozostawia mi wyboru. Jako liberał, ateista i zagorzały pacyfista przyjdzie mi emigrować już nie tylko z Polski, ale i z Europy, pewnie w najdziksze rejony dżungli amazońskiej, bo ja nie czuję się komfortowo, ani zależny od islamu, ani od chrześcijaństwa. On nawołuje do wojny, która ma nie tylko uratować chrześcijanizm, ale również: „(...) także życie wieczne wielu muzułmanów, których nawrócić może tylko świadectwo gorącej wiary”(sic!). Czyli stricte to samo czego chcą islamiści. Nie życzę powodzenia Terlikowskiemu, bo ja kompletnie nie jestem zainteresowany wywołaniem wojny religijnej, która zawsze skutkowała niezliczoną ilością śmiertelnych ofiar. Bo Terlikowski bardziej troszczy się o życie nienarodzonych, niż tych już narodzonych.


Przypisy:
* - wszystkie cytaty pochodzą z http://www.fronda.pl/a/terlikowski-tylko-zywa-wiara-moze-postawic-tame-islamowi,56874.html

12 komentarzy:

  1. Wielkie dzięki za motywującego kopa w d... :)))
    W sumie to właśnie najbardziej było mi potrzebne!!! :)
    Taki kop przydałby się też niektórym rządzącym, co by się ogarnęli. W czasach Sobieskiego hordy muzułmańskie mieczami wypędzało się z Europy... teraz daje się im azyl. Tak, postawny tamę naszą wiarą! Nadstawmy drugi policzek ;)))) (to tak ironicznie było).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. A może chrześcijaństwo znajduje się już na etapie schyłkowym.Tak to już jest religie powstają ,żeby po pewnym czasie jedną zastąpiła następna.Chrześcijaństwo też kiedyś wyparło wszystkie religie pogańskie.Nie zawsze odbyło się to pokojowo.Może teraz to islam wyprze chrześcijaństwo.Kto wie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ja nie chcę!!! Żadnej nowej religii, to ja już wolę te zwykłe zabobony z czarnym kotem i kominiarzem :) Może już czas, aby wreszcie ludzkość bardziej uwierzyła w siebie, a nie w jakieś nadopiekuńcze bóstwa. Fakt, może się pomylić w swych rachubach i w tej wierze, tylko co to za różnica? Tyle kasy i energii idzie na budowanie symboli wiary i jej kultywowanie, a może większy pożytek byłby ze spożytkowania tychże na naukę i medycynę, na realną i sensowną pomoc dla krajów trzeciego świata?

      Usuń
  3. Pan Terlikowski powoduje u mnie niezbyt miłe uczucia, po prostu człowieka nie trawię, a jak zaczynam czytać jego artykuły to krew mnie zalewa niemal od razu. Niby zgadzam się z moim Staruszkiem, że należy poznać wroga, albo inaczej mówiąc inne punkty widzenia na daną sprawę. Jednak nie jestem w stanie przebrnąć przez ,,Frondę" jak i ,,Nie: z drugiej strony. Wolę już jak gdzieś widzę kupić ,,Fakty i Mity".

    Prawicowcy (w tym dziennikarze) wkurzają mnie tym, że cały czas grożą nam palcem i straszą grzechami, brakiem zbawienia itp. Chyba na poprzednim blogu zamieściłem notkę, w której zadeklarowałem się jako dość dziwaczny twór, racjonalista z elementem agnostycyzmu religijnego, ale żeby było dziwniej wierzę w swoje wyobrażenie Boga. Bowiem personel naziemny jaki mamy w Polsce powoduje u mnie absolutny odruch rezygnacji z kontaktów.

    Dobrze, rozumiem. :) Nie ma co już się rozwodzić nad tym zwyczajem lotniczym. Ale chyba masz rację (mogę pisać per Ty, będzie łatwiej?) z tym pochodzeniem zjawiska.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wiara to nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych,
    choć nie widzianych."
    Hebr 11, 1
    - Ja niczego się nie spodziewam, a już absolutnie nie jestem pewna otrzymania czegokolwiek, dlatego, że poproszę. Hm..to by znaczyło, że jestem niewierząca.
    "Kto wierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16,16).
    Chrzest hm...narzucono mi ...."póki nie dotknę nie uwierzę"...i jak tu egzystować wśród wierzących? Z drugiej strony jaka to wygoda, mieć nad sobą "parasol" nadczłowieka. Wystarczy poprosić i masz:))) Tylko ja otrzymuję to, o co proszę od innych ludzi, nie od Allacha, Buddy czy Świętowita. Zbawienie czy potępienie, jakoś mnie nie interesuje studiowanie tych pojęć.
    Miłego dnia życzę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dag, niewierzącą będziesz wtedy gdy przestaniesz wierzyć w byt nadprzyrodzony, decydujący o Twoim życiu doczesnym. Oczywiście ryzykujesz wieczne potępienie, ale ze względu na ów charakter wieczności, osobiście nie widzę różnicy między męką a szczęśliwością. Podobno wszystko, co w nadmiarze, szkodzi. Wieczna szczęśliwość też.

      Usuń
  5. Mój komentarz wcale nie zakłada z góry, że kiedyś nie zmienię zdania...być może "coś" lub "ktoś" mnie do tego przekona.:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że u Ciebie na prawdę nie będzie łatwo ;) trudne tematy again. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej "na luzie" jest mój drugi blog, ale i tu czasami zdarzają mi się prześmiewcze tematy :) Wbrew pozorom jestem miłośnikiem uśmiechu.

      Usuń
  7. Ano tak, jednak wydawało mi się, że lepiej się spytam jak wolisz by się do Ciebie zwracać. :)

    Jak na razie to ciśnienie mam wyjątkowo wysokie, więc zrezygnuję z lektury tekstów pana Terlikowskiego. Wydaje mi się, że w ogóle racjonalne podejście do życia jest dużo lepsze niż postawy radykalne.

    Internet jest, tylko ta moja bliska osoba nie ma możliwości korzystania ze Skype`a, zostają raczej portale społecznościowe, które są jednak gorsze od choćby SMS-ów, nie mówiąc już o wideo-konferencji.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli o pana Dudę (ale Piotra) chodzi to jak dla mnie ma życie jak w Madrycie (nomen omen do mojej obecnej lokalizacji). Już myślę, że będzie dobrze, pokój zamieniony, widok niewiele się zmienił (nadal widać morze).

    W sumie to jest jakieś wyjście z sytuacji, choć jak na razie próbuję ten kontakt utrzymywać na mój sposób. :) A potem się zobaczy jeszcze.

    A ja pozdrawiam z nieco pochmurnej Hiszpanii. :D To jest dopiero dziwna sprawa, choć ważne, że jak na razie nie pada.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybacz nie doczytałam postu do końca, bo z poglądami pana Terlikowskiego miałam okazję się zapoznać przy innych okazjach i otwarcie mówiąc nie trawię faceta, a denerwować się jego idiotyzmami nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń