sobota, 31 października 2015

Dziś się we mnie zagotowało...



  Rzadko trafiają mi się momenty, abym (jak to się potocznie mówi) wyszedł z siebie i stanął obok. Mnie naprawdę trudno wyprowadzić z równowagi, co nawet nie udaje się najzacieklejszym hajterom pod moim felietonami (na innym portalu). A jednak dziś tak się właśnie stało.

  Pewien polityk, którego nazwisko dla suspensu w tej chwili pominę, orzekł autorytatywnie, że: „Wyłom został zrobiony, bo to że Bronisław Komorowski przegrywa  wybory, to jest jasny dowód na to, że jego zaplecze, jego zasoby nie były wystarczająco mocne, aby zapobiec początkowi zmiany, tym pierwszym kamieniem z lawiny. Niedługo będzie można rzucić Bronisława Komorowskiego na pożarcie opinii publicznej”. I dalej czytam: „Czy nowej władzy wystarczy motywacji do sprawdzenie wszystkich niewyjaśnionych spraw i nadużyć do jakich doszło w ostatnich latach? Polityk odpowiedział, że w jego odczuciu będą to ludzie dobrze przygotowani do tego zadania”.

  Czy Wam nie kojarzy się to z wendettą? Mnie jak najbardziej, choć sam prezes J. Kaczyński zapewniał, że zemsty nie będzie. Ja zapytam przekornie, a za co ta zemsta miałaby być? Za to, że PiS do władzy nie mógł się dorwać przez osiem długich lat, bo nie miał wśród społeczeństwa dostatecznego poparcia? A może za to, że rządząca partia przeprowadzała swoje reformy, którym PiS się sprzeciwiał? Idąc tym tokiem myślenia, panowie z PiS-u, musicie już dziś spodziewać się zemsty i ją zaakceptować, gdy któreś tam wybory przegracie.

  Ja bym te wynaturzenia dziennikarzyny czy normalnego posła jeszcze wytrzymał. Wzruszyłbym ramionami, i co najwyżej skwitował uśmieszkiem politowania. Ale owym posłem (byłym posłem, panie dziennikarzu KJ) jest Adam Hoffman, człowiek kompletnie skompromitowany i to na własne życzenie. Oszust, kłamca i pijaczyna, który na czworakach w Madrycie dawał haniebny obraz polskiej sceny politycznej. I taki człowiek zapowiada zemstę! Jeśli takie miernoty moralne już dziś stawia się na świeczniku, czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie?


czwartek, 29 października 2015

Punk widzenia zależy od...



  Swego czasu bardzo popularne były program prezentujące krótkie filmiki z komicznymi gagami, jakie co niektórym się przytrafiały. Nawet Drozda przez jakiś czas się tego trzymał. Powiem szczerze, że choć uważam się za człowieka z poczuciem humoru, większość tych filmików była w moim odczuciu żenująca. Bo nie bardzo rozumiem, z czego się śmiać, gdy ktoś się potknął lub z własnej głupoty wywinął przysłowiowego orła, wpadł do kałuży, czy opadły komuś spodnie lub spódnica.

  Pewnie większość widziała wpadkę pani Ewy Kopacz, kiedy to w Berlinie, zapatrzona na flagi, pomyliła drogę i tylko dzięki Angeli Merkel znalazła właściwą. Wszystkie prawicowe media rżały ze śmiechu, a drwinom nie było końca. Teraz im pewnie opadła szczęka, gdy światły nasz Prezydent popełnił tę samą gafę i tylko dzięki Gerardowi Larcher znalazł właściwą drogę. Nic z tych rzeczy. Nie ma rżenia ze śmiechu, jest za to próba udowodnienia, że pan Prezydent... został zatrzymany do zdjęcia(!?) Aby nie było, posłużę się faktem. Na moim ulubionym portalu, który kiedyś rżał ze śmiechu najbardziej, dziś próbuje się to udowodnić, tu proszę o uwagę, przedstawiając filmik z Ewą Kopacz i... opisując własnymi słowami zdarzenie pana Prezydenta(sic!)* już bez filmiku, bo tępy naród mógłby zobaczyć coś, czego nie powinien był widzieć. A ja widziałem i wątpliwości nie mam.

  Właściwie mnie to nie dziwi. Bulwersuje mnie jeszcze coś. Otóż autor tego artykułu wspomina coś o reżimowych mediach, które teraz mają pretensje do prawicowych mediów, że się nie śmieją. To już kuriozum. Bo mnie się wydawało, że reżimowe media to te, które wysługują się władzy i są jej całkowicie podległe. A jakby na to nie patrzeć, dziś, choć jeszcze nieoficjalnie i połowicznie, pełnia władzy należy do PiS(sic!). A trudno mi sobie wyobrazić, że takie pisma jak „Wyborcza”, „Newsweek”, „Polityka” tą obecną, a pewnie w jakimś sensie już reżimową, władzą się zachwycały.


* – http://www.fronda.pl/a/media-kpia-z-prezydenta-zagubil-sie-w-paryzu,59448.html

wtorek, 27 października 2015

Poławiacz pereł(ek)



  Znalazłem w necie dwie perełki powyborowe, z którymi pragnę się podzielić.
  
  Pierwsza to reakcja Jacka Karnowskiego z portalu wPolityce, która może sugerować, że wybory zostały sfałszowane. Bowiem większość głosujących to „martwe dusze”. Nie, nie kłamię, przyjrzyjcie się sami:
„Te wybory wygrali żołnierze wojny obronnej 1920 roku.
Te wybory wygrali budowniczowie II Rzeczypospolitej.
Te wybory wygrali żołnierze Września 1939 roku.
Te wybory wygrali żołnierze AK i NSZ.
Te wybory wygrali wywiezieni na Sybir.
Te wybory wygrali żołnierze walczący na wszystkich frontach II wojny światowej.
Te wybory wygrali powstańcy warszawscy.
Te wybory wygrali „żołnierze wyklęci”.
(...)
Te wybory wygrał śp. Lech Kaczyński i członkowie jego delegacji do Katynia.
Oni wszyscy tworzyli i tworzą obóz niepodległościowy. (...)”. Bez komentarza.

  Druga to kwiecisty język mego ulubieńca Tomasz P. Terlikowskiego:
„Od jakiegoś czasu wielu dziennikarzy zmienia zawód. I mnie także może się to przytrafić. Ale tylko w jednym wypadku, gdy Prawo i Sprawiedliwość powoła jakąś formę Centralnego Biura Kontroli Obyczajów i zaproponuje mi szefowanie tej instytucji. Wtedy będę mógł wykorzystać swoje inkwizytorskie zapędy i zająć się śledzeniem, kto z kim sypia, i czy ma do tego stosowne papiery. Ale to przecież nie koniec zmian, jakie trzeba będzie wprowadzić. Gdy tylko powołany zostanie nowy minister edukacji z pewnością wyda on decyzję, by uczyć dzieci matematyki na różańcach. A „zielone szkoły” zostaną zastąpione „szkołami czarnymi” (tydzień w klasztorze o zaostrzonej regule). Nie ulega też wątpliwości, że niezbędne będzie wprowadzenie zasady, że ludzie chodzą spać po dobranocce, żeby ograniczyć prawa tych, co głosują wieczorami i wybierają partie inne niż PiS.” – to oczywiście ma być żart, tak przynajmniej twierdzi on sam. Rzecz w tym, że ja jeszcze do tej pory nie czytałem jego ani jednego żartobliwego artykułu i wcale nie jestem pewien, czy on sam wie, kiedy żartuj...


poniedziałek, 26 października 2015

Co dalej?



  Czas by się odnieść do wyborów, choć mówiąc szczerze tak nie bardzo mam ochotę. Jestem zawiedziony. Nie, nie tym, że PO przegrała, bo to jej się zdecydowanie należało. Bardziej tym, że zwycięstwo PiS, o czym wszyscy wieszczyli (łącznie ze mną), a co wcale nie było takie trudne do przewidzenia na podstawie sondaży, ma aż takie rozmiary. Istnieje realna groźba mieszania w Konstytucji, a co za tym idzie, bliżej nieokreślone zmiany w swobodach obywatelskich. Obym się mylił.

  Prezes zarzekał się wczoraj, że zemsty nie będzie, tak jakby to było najważniejsze. Pytaniem jest: co dalej? Ponieważ futurologiem nie jestem, żadnego tam snucia, co to będzie. Ja sobie tylko zapisałem wszystkie obietnice, jakie złożyli przywódcy PiS-u. Start w końcu mają przygotowany. Wprawdzie nie jest tu raj, ale też nie ruina. I bezrobocie poniżej dziesięciu procent. Śmiem twierdzić, że pojedynczy obywatel nie poczuje różnicy, ale coś mi się zdaje, że ani na minus, ani na plus. Pożyjemy, zobaczymy.

  Jest też pozytywny efekt tych wyborów, choć jego rozmiar jeszcze mizerny. Brak skompromitowanej personalnie lewicy i dwie nowe partie.

  Dziś krótko, tak na szybko i mam zamiar śledzić opinie innych na temat wyników tych wyborów.