środa, 7 października 2015

A świstak siedzi i zawija je w sreberka



  Dziś ani o polityce, ani o społecznych kryzysach, dziś o nonsensologii stosowanej. Bo mnie się wydawało, o naiwności(!), że my już żyjemy w miarę normalnym kraju, no może poza polityką, bo tam na normalność przyjdzie nam poczekać jeszcze pewnie bardzo długo.

  Ja się zapytam, drogi czytelniku, czy może być coś bardziej normalnego niż nadanie paczki pocztą? W dobie, gdzie poczta musi bić się z konkurencją, która chce jej odebrać ten lukratywny monopol? Otóż okazuje się, że ta prosta usługa wcale taka prosta nie jest. Bo mnie dopadł kaprys uszczęśliwienia znajomych orzeszkami laskowymi, które wyjątkowo w tym roku obrodziły. Obrodziły też wisienki, z których najchętniej wytwarzam wiśnióweczkę na chłodne, zimowe wieczory. Doskonała na wszelkie przeziębienia, które najczęściej dopadają miastowych. Na nostalgię też. Obmyśliłem sobie, że połączę owe orzeszki z tym lekarstwem w jednej paczce. Nawet spora mi ta paczka wyszła, bo to z pięć kilogramów orzeszków i dwie półlitrówki z lekarstwem (zima długa, ich dwoje). Paczkę starannie ofoliowałem i okleiłem. Tak wizualnie – wzorcowa.

  Na poczcie, przy pierwszym podejściu, mieli odmienne zdanie. Bo ja sobie zażyczyłem, aby paczką nie rzucać, co było ściśle związane z niebezpieczeństwem stłuczenia półlitrówek. I nie wiem jak smakują orzeszki zalane wiśniówką. Ściślej, poprosiłem o naklejkę „Ostrożnie – szkło”. Nawet urocza, pani z okienka, z miłym uśmiechem na twarzy, mocno potrząsnęła paczką, choć przecież prosiłem aby ostrożnie i oznajmiła mi, że niestety, z paczki dochodzą jakieś odgłosy i ona naklejki nie przyklei. Wyjaśniłem jej więc, jeszcze grzecznie, że orzeszki laskowe mają to do siebie, że jak się nimi potrząśnie w zamkniętym pudełku to one wydają dźwięk podobny do grzechotki. Uparła się, że mam paczkę przepakować tak, aby tego dźwięku nie było.

  Co miałem robić? Przepakowałem, to znaczy dołożyłem jeszcze kilogram orzeszków, tak aby do paczki nawet mucha się nie wśliznęła. Tym razem paczkę mocno ścisnąłem, nawet ją deformując, aby pod żadnym  pozorem nie zrobiło się odrobiny luzu. Rzecz w tym, że ja na tę pocztę mam tak z piętnaście kilometrów wyboistej drogi, i mimo że resory są w dobrym stanie... Na poczcie ta sama pani znów energicznie potrząsnęła paczką, choć kolejny raz prosiłem, aby ostrożnie. Diabli nadali, bo słuch miała idealny. „Panie, teraz mało, że grzechocze to i bulgocze.” – Oznajmiła z tym samym czarującym uśmiechem. Tym razem już się uparłem. Po pierwsze, choćbym nie wiem jak się starał, te cholerne orzeszki i tak po pewnym czasie będą  grzechotać, a butelki z alkoholem mają to do siebie, że nigdy nie są pełne po sam korek i jak się taką butelką potrzęsie, musi być słychać bulgot. Też z uśmiechem na twarzy, choć na pewno nie czarującym, w końcu wezwałem kierowniczkę. Po kilkunastu minutach perswazji i ożywionej dyskusji, nikt już nie wiedział, czy to orzeszki bulgoczą, czy też naleweczka grzechocze...

  Nic z tego, na nic moje apele, że ja chcę tylko, aby paczką nie rzucano i za tę drobną usługą chcę zapłacić nie tylko drobnymi. Zniknę na kilka dni, bo teraz jak ten świstak, zawijam w sreberka laskowe orzeszki. Tak ze sześć kilo... ale może przy okazji wymyślę sposób by naleweczka nie bulgotała.


13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Teraz to i ja się śmieję, inaczej notki by nie było. Na poczcie mi tak do śmiechu nie było :)
      Dzięki za odwiedziny

      Usuń
  2. Raz dla wyjątku się z Tobą zgodzę (i wpiszę komentarz), bo wysyłałem kiedyś wino własnej roboty, najpierw zapytałem, czy szkło można nadać, odowiedź była, że tak ale nic mi nie gwarantują. Zapakowałem więc na szczęście w styropian i bąbelkową folię i dopiero do kartonu. Przesyłka oberwała pieczątką, niczym przestępca od "strażnika teksasu", Po czym Pani wstała rzuciła ją na wagę z wysokości 1,5 m. Nie wiem tylko jakim cudem przy takim "delikatnym" podejściu P-P dotarła cała :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Bartku :)
      Pod Twoim ostatnim komentarzem Cię przeprosiłem, jeśli nie sprawdziłeś. Bo u mnie jest tak, że nie potrzeba się ze mną zgadzać, nawet wyjątkowo. Lubię polemizować, nic poza tym.
      A co do poczty, miałeś szczęście, ciekawe jak będzie wyglądało moje trzecie podejście :) Ale już postanowiłem, jak nie wyjdzie, sam paczkę na drugi koniec kraju zawiozę. Mniej nerwów :)
      Pozdrowienia

      Usuń
  3. Zacytuję pana Drzewieckiego: ,,Polska to dziki kraj". Po prostu monopol wypacza spojrzenie na świat, poczta nasza nie umie chyba działać w warunkach konkurencji. Na przyszłość by zaoszczędzić nerwy i pewnie też nieco gotówki pomyśl nad kurierem co do domu przyjedzie po paczkę, a potem od razu ruszy z nią w świat.

    Może tak z kilogram tych orzechów zapakuj w malutkie woreczki, opatrz adresem i żądaj wysyłki (i aby żadna paczuszka nie zaginęła po drodze, pod karą wielkiej awantury). ;) Może to jest sposób, by na absurd odpowiadać absurdem.

    Ano ja tak właśnie mam, że pewne rzeczy opisuje może z nadmierną precyzją i emocjami. Akurat te badania nie należą do ulubionych u wszystkich znanych mi osób, po prostu nieprzyjemne i już.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Polak zawsze Polakiem zostanie; TYM Polakiem - niezaleznie od ustroju i nastroju :))))
    Kiedy bedzie mi deczko smutniej, przeczytam Twoja opowiesc o usmiechnietej pani z Poczty Polskiej :)))
    Serdecznie Cie pozdrawiam Asmodeuszu :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz smieszniej, ale trzecie podejscie z przesylka pewnie sie nie uda, bo Cie zapamietaly. Doradzam zmiane placowki, albo wysylke kurierem, bo te 7-8 kg to spora paka, a kurier nawet moze do domu przyjedzie; stawki podobne jak na poczcie. Mieszkajac w Bieszczadach, czesto stosowalem to rozwiazanie. Trzymam kciuki za powodzenie wysylki. A nie zapomnij, ze wisnioweczka to zacne lekarstwo, nawet na frasunek z poczta polska. Pozdrawiam, Jędruś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je sobie też zapamiętałem i nie odpuszczę :)))

      Usuń
  6. Część z wymienionych przez Ciebie rzeczy wraca. Pojawia się pytanie odnośnie sensu powrotu winyli, w większości nabywcami stają się hipsterzy, co chcą imponować innym czego to oni nie mają w swoim muzycznym ,,kąciku". A płyty nawet nie muszą raz wysłuchać. Poza tym odstrasza cena, widuję płyty winylowe po 100 PLN/sztuka. A do tego jeszcze parę tysięcy nawet trzeba wydać na sprzęt do słuchania.

    Wciągnąłem się w kupowanie płyt, bowiem przestało mi odpowiadać słuchanie muzyki w Sieci. Owszem jest wielki wybór wszelakich utworów, niemal każdego zespołu jaki istniał/eje, z każdej możliwej imprezy, wydarzenia itp. Tylko poza tym nie ma jakiejś otoczki tajemnicy, elementu sztuki, może nawet quasi misterium. A przy płycie są te książeczki z tekstami, jakimiś innymi sytuacjami od zespołu, można zebrać na okładce autografy, a jakość dźwięku z CD jest lepsza niż z MP3 (choć jednocześnie gorsza niż z winylu).

    Dobrze, że powstał taki mały sklep niedaleko mnie, gdzie się zaopatruję właśnie w w/w artefakty. Można tam zamówić sobie prawie każdą płytę, rozszerzoną o konkretny utwór, wydaną w konkretnym miejscu na świecie itp. A w sieciówkach czy wielkich sklepach nie ma takiej możliwości, można tylko kupić to co mają wyłożone, może potem jeszcze z magazynu jak doniosą.

    W radiu Wawa słuchałem swojego czasu audycji ,,Wielka Płyta", gdzie można było usłyszeć całe płyty polskich zespołów, raz starsze, raz nowsze, ale zawsze zacne. Jednym słowem coś na kształt dawnego słuchania muzyki z radia.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzeba było na poczcie paczkę rozpakować wyjąć nalewkę i orzeszki.Potem upierdliwa panią plus kierowniczkę poczęstować.Po kilku kieliszeczkach zagryzionych orzechami było by miło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Brawo Pani Baggins-też tak bym zrobiła, zamiast jechać do domu przepakowywać. A tej wiśnióweczki, to Ci zazdroszczę, bo obok koniaku, ajerkoniaku jest to mój ulubiony alkohol.Kiedy opisujesz takie zdarzenia jak dzisiejsze(społeczne), wyczuwa się i humor i lekką ironię. Natomiast posty dotyczące polityki są ciężkie i nie widać wyraźnie Twojej dezaprobaty.

    OdpowiedzUsuń