wtorek, 27 października 2015

Poławiacz pereł(ek)



  Znalazłem w necie dwie perełki powyborowe, z którymi pragnę się podzielić.
  
  Pierwsza to reakcja Jacka Karnowskiego z portalu wPolityce, która może sugerować, że wybory zostały sfałszowane. Bowiem większość głosujących to „martwe dusze”. Nie, nie kłamię, przyjrzyjcie się sami:
„Te wybory wygrali żołnierze wojny obronnej 1920 roku.
Te wybory wygrali budowniczowie II Rzeczypospolitej.
Te wybory wygrali żołnierze Września 1939 roku.
Te wybory wygrali żołnierze AK i NSZ.
Te wybory wygrali wywiezieni na Sybir.
Te wybory wygrali żołnierze walczący na wszystkich frontach II wojny światowej.
Te wybory wygrali powstańcy warszawscy.
Te wybory wygrali „żołnierze wyklęci”.
(...)
Te wybory wygrał śp. Lech Kaczyński i członkowie jego delegacji do Katynia.
Oni wszyscy tworzyli i tworzą obóz niepodległościowy. (...)”. Bez komentarza.

  Druga to kwiecisty język mego ulubieńca Tomasz P. Terlikowskiego:
„Od jakiegoś czasu wielu dziennikarzy zmienia zawód. I mnie także może się to przytrafić. Ale tylko w jednym wypadku, gdy Prawo i Sprawiedliwość powoła jakąś formę Centralnego Biura Kontroli Obyczajów i zaproponuje mi szefowanie tej instytucji. Wtedy będę mógł wykorzystać swoje inkwizytorskie zapędy i zająć się śledzeniem, kto z kim sypia, i czy ma do tego stosowne papiery. Ale to przecież nie koniec zmian, jakie trzeba będzie wprowadzić. Gdy tylko powołany zostanie nowy minister edukacji z pewnością wyda on decyzję, by uczyć dzieci matematyki na różańcach. A „zielone szkoły” zostaną zastąpione „szkołami czarnymi” (tydzień w klasztorze o zaostrzonej regule). Nie ulega też wątpliwości, że niezbędne będzie wprowadzenie zasady, że ludzie chodzą spać po dobranocce, żeby ograniczyć prawa tych, co głosują wieczorami i wybierają partie inne niż PiS.” – to oczywiście ma być żart, tak przynajmniej twierdzi on sam. Rzecz w tym, że ja jeszcze do tej pory nie czytałem jego ani jednego żartobliwego artykułu i wcale nie jestem pewien, czy on sam wie, kiedy żartuj...


15 komentarzy:

  1. Pozwolisz, że ja zamieszczę nie tyle perełkę co minę, która mnie dziś poraziła???
    "Mina budżetowa czeka na nowy rząd". Program wyborczy nawet z najlepszymi obietnicami pozostanie bez pokrycia, jeżeli nie będzie na ich realizację pieniędzy. Ustępujący rząd pozostawił po sobie budżet, który balansuje na granicy przywrócenia procedury nadmiernego deficytu. Nominalnie PiS odziedziczył właśnie najwyższy deficyt budżetowy w historii ostatnich 25 lat, a to oznaczać może obietnice odłożone w czasie. W pierwszej kolejności przyjść mogą za to podatki.
    Powiedzenie mówi, że "z pustego to i Salomon nie naleje". Chyba wszystkim nam nie będzie do żartu; pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaprzeczę tej dziurze, bo ona faktycznie jest. Rzecz w tym, że o niej wiedziano nawet w szeregach PiS-u, gdy budżet uchwalano. Tak, oni dokładnie wiedzieli jak budżet wygląda, a mimo to sypali obietnicami jak z rękawa. Ale spokojnie, dziś czytałem wypowiedź potencjalnego ministra finansów w przyszłym rządzie, skąd on kasę na te obietnice znajdzie. I już na marginesie, chyba nikt nie oczekiwał, że wszystkie obietnice zostaną spełnione w dzień po zaprzysiężenia nowego rządu? Nawet ja, opozycyjny wobec tej zwycięskiej partii na to nie liczyłem.
      Miłego wieczoru :)

      Usuń
    2. Szczerze> to ja na żadne obietnice nie liczyłam; no może tylko miałam cichą nadzieje na poprawę stanu służby zdrowia, tylko pytanie- czy ja tej poprawy dożyję?
      a nawiązując do tematu notki, to takich perełek i min może być o wiele więcej.
      Gowin > "Byłem ministrem, wiem, ile trupów w szafie znajdziemy".
      Osobiście, to ja bym nie chciała znajdować trupów w szafie, dlatego nie podjęłabym się takiej roli.
      pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Problem w tym, że wszyscy wyborcy PiS-u mają „cichą nadzieję”. Jedni, tak jak Ty, na poprawę służby zdrowia, inni, szczególnie młodzi na poprawę na rynku pracy, jeszcze inni, potencjalni emeryci, na to, że nie będą na nią czekać zbyt długo, pracujący na podwyżki, jeszcze inni na mieszkania itd. I przywódcy PiS wszystko wszystkim obiecywali. Mnie ich nie żal, że teraz stają przed koniecznością spełnienia tych obietnic. Bo dziś nikt nie poczuje się szczęśliwy dlatego, że katastrofa smoleńska okaże się zamachem. A kto będzie czuł się szczęśliwy, jeśli postawimy się Rosji lub UE, że nie wpuścimy uchodźców? Tymi sprawami PiS się nie wyłga, bo to są sprawy trzeciorzędne.

      Usuń
    4. Pożyjemy, zobaczymy. Podobno Ty jesteś "Zrzęda" a ja wiecznie niezadowolona, więc pora nam zmienić nasze nastawienie do życia, bo większość twierdzi, że zadowolonym i wesołym lżej jest żyć;
      P.S. na moim blogu Alenka zostawiła dla Ciebie komentarz, a ja muszę już wyjeżdżać- komu w drogę temu czas- do obowiązków; pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Uwierz mi, jestem niepoprawnym optymistą i uwielbiam się śmiać pełną gębą. Nawet ów „zrzęda”, czy „świętoszek”, a nawet mój nick wynika li tylko z przekory i niechęci do wszelkiego ponuractwa. Czy mi przez to łatwiej żyć? Nie jestem przekonany, ale stylu życia już nie zmienię.
      Uśmiech posyłam :)

      Usuń
    6. Ooo! to jednak coś nas łączy - także jestem przekorna :) cóż> nie jestem niepoprawną optymistką; wolę nie zapeszać :) niestety, brakuje mi poczucia humoru chociaż bardzo się staram nie być ponurakiem. Troszkę Ci zazdroszczę umiejętności "uwielbiania się śmiania". Ja nie mogę a chciałabym czasami tak pośmiać się od ucha do ucha :)
      pozdrawiam lekko się uśmiechając :)

      Usuń
    7. Myślisz, że nadmierny optymizm może coś zapeszyć? Przyznam, że nigdy tego tak nie traktowałem. Wiem, ów niepoprawny optymizm często przynosi rozczarowanie, ale przecież jest tak, i tu ucieknę się do (nomen omen) „mądrości” życiowych, które skrytykowałem na Twoim blogu, że „nigdy nie jest tak, aby nie mogło być gorzej” :) Nigdy nie przepadałem za ponuractwem, dlatego, gdy coś mnie zezłości lub zdenerwuje, jeśli nie natychmiast, to przynajmniej po chwili staram się w tym znaleźć jakiś zabawny pierwiastek. Nie jest łatwo, ale gdy znajdę, będę się śmiał nawet sam z siebie. Jest jeden warunek, którego nigdy nie przekraczam: nie może być to śmiech szyderczy, bo ten zazwyczaj obraca się przeciw nam. Skąd taka postawa? Myślę, że życie tak mi dokopało, że jedyną możliwą obroną przed zwariowaniem był właśnie śmiech. Wiele mu zawdzięczam.
      I taki uśmiech Ci posyłam :)

      Usuń
  2. Po tych wyborach poczułam się uwolniona od politykowania.
    I przyznam, że ten stan jest podobny do tego, jakiego się doświadcza,
    kiedy przestaje się już myśleć o ukochanym, który odszedł bez pożegnania...
    Spokojnej nocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisane :) Dla mnie polityka to na szczęście nie ukochana, raczej coś, co uatrakcyjnia monotonię życia codziennego.
      Pozdrawiam wieczornie :)

      Usuń
    2. Asmodeuszu, moze nie zauwazysz, stad info - na moim blogu, pod watkiem "Stawiam na nich" ktos wyjatkowy przesyla Ci pozdrowienia :)

      Usuń
  3. Pan Terlikowski jak zwykle poraża swoimi myślami. Chyba powoli też staje się moim ulubieńcem, na pewno jest kopalnią cytatów. ;)

    Cóż każdy człowiek się czasem myli. Ale akurat w tej sprawie zmieniłeś swoim wpisem moje podejście do sprawy, dałem sobie spokój z ,,wewnętrznym nerwem politycznym".

    A proszę uprzejmie i jak mawiam do ważnej dla mnie osoby: ,,Taka prawda" i ,,nie ma tak naprawdę za co dziękować". :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie brzmi ten wewnętrzny nerw polityczny :))) Masz plusik

      Usuń
  4. Dzięki za plus. :) Od razu przyszła mi na myśl piosenka Ady Rusowicz ,,Masz u mnie plus".

    Tak może niestety się zdarzyć w przyszłości, że te 20 minut to będzie żadna strata.

    Ano dobrze. :)

    Tu akurat Twoja prawda okazała się słuszna. A z innymi to mogę podyskutować, jeśli się nie będziemy do końca zgadzać z czymś.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń