środa, 30 grudnia 2015

Sztandarowy projekt



  Współczynnik dzietności to ilość nowonarodzonych dzieci przypadających na ilość kobiet w wieku rozrodczym. Za 2014 rok ten współczynnik w Polsce wynosi 1,33 i jest jednym z najniższych w świecie. Wynika z niego, że zdecydowana większość małżeństw w Polsce to rodzina dwa plus jedno dziecko. Jeszcze jedna dana: przeciętny dochód na jednego mieszkańca w Polsce to 920 zł. Te suche fakty niewiele mówią, a już na pewno nie oddają prawdziwej rzeczywistości rodziny w Polsce. Niemniej można ją w jakiś sposób sobie wyobrazić. A jest faktem bezspornym, że w Polsce zdecydowanie przeważają rodziny z jednym dzieckiem o dochodzie przekraczającym te magiczne 800 złotych brutto na osobę, a która to kwota upoważnia jeszcze do otrzymania dodatku w wysokości 500 zł. Mimo to przewiduje się, że koszty tej darowizny będą i tak ogromne.

  My wszyscy składamy się do tej jednej kasy, z której ten dodatek będzie wypłacany. I dobrze, ale zabawne jest to, że tylko jedna osoba, no, może najwyżej kilka, decyduje o tym, co z tą kasą zrobić. Piszę o tym z sarkazmem nie dlatego, że tą osobą jest kobieta i w dodatku z PiS. Tak było zawsze w większości polskich rodzinach, gdyż to podobno kobiety mają lepsze wyczucie w wydawaniu forsy. Mężczyźni bywają bardziej rozrzutni i mniej rozsądni. I tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzebany. Bo choć ten pomysł firmuje Pani Premier, to de facto nie ona decyduje – a jej promotor. Z kolei ten promotor (czytaj – prezes) słynie z tego, że nie przywiązuje żadnej wagi do pieniędzy. Sam mówił, że nawet konta w banku nie ma, nie ma też żadnych oszczędności, więc moje obawy wydają się uzasadnione.

  Wróćmy jednak do sztandarowego projektu. Pani Premier, zawsze z zatroskaną miną i równie zatroskanym głosem podkreśla, że dla niej ważne są wszystkie dzieci i ten pomysł ma im właśnie służyć, poprawić ich byt. A jednak te obostrzenia, których tak po cichutku przybywa, świadczą wręcz o czymś zupełnie innym. Po pierwsze, dzieci pierworodne już takie równe wobec pozostałych nie są. Nie wszystkim się będzie należeć, a kiedyś to właśnie one miały fory. To pewnie z zemsty, teraz są w gorszej sytuacji. Bo ten próg dochodu to jak gilotyna. Będzie 800 zł ok, wystarczy złotówka więcej i po musztardzie. Z jedynakami jeszcze gorzej. Możesz mieć jedynaku/jedynaczko pretensje do starych, że za bardzo się starali i na zbyt intratne posady się załapali. Ambicja zawodowa dziś dla Pani Premier nie jest w cenie. Jest wyjście, musisz zmusić swych starych do jeszcze jednej upojnej nocy, która być może ciążą poskutkuje. Wielodzietni też nie mają najlepiej. Ok, do osiemnastego roku życia. Ale co, gdy te zechcą iść na studia? Prawo alimentacyjne uznaje studia, sztandarowy projekt  już nie. Studia kosztują więcej niż wcześniejsza nauka, ale wtedy, choć wciąż jesteś dzieckiem rodziców i na ich utrzymaniu, Pani Premier ma cię w nosie. Powinieneś zrozumieć, że dla narodowego katolicyzmu, wykształciuchy to wróg, gorszy sort, bo są zbyt mądrzy i może im się coś w tym konserwatyzmie nie podobać. Ale ciekawe jak będzie traktowane młodsze z rodzeństwa, gdy starsze stanie się pełnoletnie? Z automatu stanie się jedynakiem? Jedno jest pewne, jedynak ma przerąbane, staje się gorszym sortem dzieci.

  Sprawa ma jednak i inne oblicze. Przynajmniej ja osobiście mam poważne zastrzeżenia z tą darowizną, jeśli chodzi o patologię. Już się coś kombinuje o kontrolach, o bonach czy jeszcze nie wiadomo co, ale tak naprawdę, obojętnie jakie metody zastosować, ta patologia sobie z nimi poradzi. Wiem z doświadczenia, co jest w stanie wymyślić alkoholik, by na alkohol mieć. Nie chcę być złym prorokiem, ale coś mi się zdaje, że przybędzie nam najwięcej dzieci z takich właśnie rodzin. A już jest ich niemało.  Ale przecież oto chodzi - ma się rodzić dużo dzieci, nieważne w jakich rodzinach, bo dzieci to podobno dobro wspólne. To jest wręcz mus, bo przecież w zanadrzu jest obniżenie wieku emerytalnego i ktoś musi zarobić na te i tak głodowe emerytury (jeśli w ogóle się chwyci roboty, bo z tymi patologicznymi różnie bywa). I to nie tylko moje wątpliwości, nawet pisowski minister finansów widzi to tak samo. Warto przypomnieć, że ów sztandarowy pomysł miał być już przecież dopracowany w szczegółach jeszcze przed wyborami, co okazuje się dziś, było blefem nad blefami. Pewnie z innymi pomysłami podobnie...

  Ja się zastanawiam, po co to wszystko? Czy nie lepiej byłoby się postarać o wzrost wynagrodzenia pracujących? I dziura w budżecie mniejsza, i satysfakcja z wykonywanej pracy, i patologia musiałaby się wziąć do roboty, i nie mam tu na myśli robienie dzieci. Ogólnie byłoby więcej zadowolenia, a tak mamy gniot rodem z komuny. Czym się kończy pseudorówno wszystkim, historia już dawno temu to udowodniła. Jeśli się komuś wydaje, że wdzięczność ludu można kupić, może być pewien, że ta ma krótkie nogi. Ta wdzięczność mas bywa zawodna.

21 komentarzy:

  1. A znasz receptę na wzrost dzietności w rodzinach "niepatologicznych"? Uważam, że Twoja propozycja wzrostu wynagrodzenia nie rozwiąże problemu. Z kilku powodów; bezrobotni z tego nie skorzystają a rodziny na utrzymaniu mają; zatrudnienie zmniejsza ilość czasu dla rodziny [dzieci,] które potem wychowuje ulica. Dowodzą tego wyjazdy do pracy za granicę dla poprawy bytu a nie dla wzrostu dzietności. Myślę, [może się mylę], iż problem tkwi w świadomości ludzi; wygodnictwie i nastawieniu na konsumpcjonizm. Bardziej liczy się "mieć" niż "być". Mniej dzieci, to będą więcej mieć. Za rozdawnictwem w takiej formie, jak to proponuje rząd, także nie jestem, ale...myślę, że życie samo skoryguje błędy w ustawie. W Niemczech socjal jest wysoki, a to i tak nie skłania ich do rozrodczości. Dlaczego? Bo wychowanie dzieci to obowiązek, odpowiedzialność, poświęcenie i wyrzeczenie; lenistwo, wygodnictwo i totalny brak odpowiedzialności nawet o swa przyszłość. Kto się nimi zajmie na starość? czy wszystko da się kupić?
    Zastanawiam się dokąd zmierza ten świat, gdy rządzący liczą na to, że "uchodźcy" stanowić będą siłę roboczą. Ta nadzieja na nową formę "niewolnictwa" jest bardzo złudna. 500,-zł na pewno problemu nie rozwiąże, ale uczciwych, będących w trudnych warunkach finansowych [nie koniecznie z powodu alkoholizmu, a np. utraty pracy] wesprze. A że na tym żerować będzie patologia; to prawda, lecz sam napisałeś, że alkoholik/narkoman zrobi wszystko aby zaspokoić głód, nawet kosztem swych dzieci. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ulega wątpliwości, że to co piszesz faktycznie odpowiada naszej polskiej rzeczywistości. Pisowskie 500 zł na dziecko, to typowa kiełbasa przedwyborcza, która zaczęła się psuć już na starcie… Konsekwencje tegoż pomysłu, wypłyną niebawem, ujrzą światło dzienne.
    Ja optowałabym za podniesieniem płacy minimalnej, ale nie o 100 zł jak proponuje rząd, bo to jest śmieszna podwyżka.. Myślę, że pracodawcy są w stanie wypłacać znacznie wyższe pensje. Znam osobiście rzesze ludzi, którzy na umowie o pracę mają 1750 zł – brutto, a w kopercie dostają dodatkowo 1000 zł – 2000 zł (cudna nieopodatkowana kwotka) Czarna dziura… , ale to tylko czubek góry lodowej... Pozdrawiam 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się z Tobą zgadzam w zupełności, zarówno w temacie kiełbasy wyborczej jak i płacy minimalnej. Przykłady dodatkowej „premii” w kopercie, wolnej od podatku znam z autopsji i znam jej przyczynę. Im większa pensja oficjalnie, tym większa kwota na ZUS, czyli, jeśli pracodawca do Ci tysiąc złotych, dodatkowo musi zapłacić ZUS-owi.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ja osobiście uważam, ze za bardzo chronimy portfele pracodawców, a za mało pracowników...
      Jeszcze jedna sprawa nie daje mi spokoju... Piszesz Asmodeuszu o rodzinach patologicznych z jakąś taką nieukrywaną niechęcią. Ja patrzę na to z nieco innej perspektywy... Wiem, jak bardzo może upodlić się człowiek i do czego jest zdolny, gdy alkoholu brak. Znam przypadki, gdzie ojciec szóstki dzieci, będąc na "głodzie" wynosi z domu ostatnią zimową dziecięcą kurtkę, aby było na kielonek lub dwa... Straszne... bezduszne zachowanie... fakt, ale ludzie Ci nie żyją na pustyni, żyją w społeczeństwie. I zadaniem społeczeństwa jest wspieranie takich rodzin, pomoc terapeutyczna, a także (nie oszukujmy się ) finansowa. Ludzie ci bardzo zbłądzili i w nosie mają swoje rodziny, które przeważnie cierpią z powodu braku żywności, odzienia, przemocy i Bog wie czego jeszcze... Zgadzam się z Tobą, że pomysł obdarowania takowych, bez jakiejkolwiek kontroli ze strony chociażby opieki społecznej, budzi moje najszczersze obawy, bo każe 500 zł będzie przeliczane a butelki z czymś mocniejszym. Nie tędy droga... Ale cóż słowo się rzekło - kobyłka u płotu. Trzeba wypełnić przedwyborcze obietnice, toć rzesze uzależnionych od alkoholu ludzi bądź co bądź oddało na obecnie rządzących swój głos w wyborach... Czarno to widzę i zastanawiam się jak bardzo destrukcyjnie wpłynie to na wielodzietne rodziny z większym czy mniejszym problemem alkoholowym... Pozdrawiam

      Usuń
    3. Moja niechęć do takich rodzin wynika z autopsji, niestety miałem okazję w takiej rodzinie żyć. I nie wierzę w żadną realną pomoc. Bo nawet pomoc terapeutyczna, w ośmiu na dziesięć przypadków, jest zazwyczaj nieskuteczna. Tylko nieliczni, mimo takiej pomocy, potrafią się z uzależnienia wyrwać. I nigdy nie wiadomo na jak długo.
      Piszesz, że ci ludzie nie żyją na pustyni. Niestety, żyją. Nawet sąsiad zza ściany nie zareaguje, gdy w domu jest pijacka awantura, co mnie właściwie nie dziwi, gdyż nigdy nie wiadomo czym się to dla interweniującego skończy. A najbliższa rodzina najwyżej ci powie, aby brudy prać w domu, lub jak to było u mnie, zalecała częste uczestnictwo w mszy świętej w intencji, co ma taki skutek, że przynajmniej tam zaznasz odrobinę spokoju i..., nic więcej.
      Pomoc społeczna? Niewiele mogę powiedzieć, ale z opinii zasłyszanych, oni też raczej sprawę tylko odfajkują. To już częściej kurator sądowy, ale tego przyznaje sąd. A teraz na domiar wszystkiego, pan Ziobro zapowiedział, że nie będzie odbierania dzieci z powodu biedy, nawet tej patologicznej.
      Nie ma dobrego rozwiązania, a obdzielanie tych ludzi dodatkowym „prezentem”, jest najgorszym z możliwych. Bodajże dziś, pan Gowin, co mnie nawet zdziwiło, również negatywnie wypowiedział się o tym pomyśle.
      Mimo wszystko – uśmiech dla Ciebie :)

      Usuń
    4. wspieranie patologii? i co jeszcze? alkoholik musi sięgnąć dna. i albo zdechnie, albo się od niego odbije. ale to on sam musi chcieć. żadne przymusowe odwyki czy terapie nie pomogą. dzieci takim trzeba odbierać, bo szkoda ich. i lepiej, żeby nabywały dobrych wzorców u obcych.
      problem alkoholizmu znam, niestety z domu rodzinnego.

      Usuń
  3. A ja się zastanawiam - gdzie znikł mój komentarz tu zamieszczony? tak się cieszyłam, że jestem pierwsza :( bbbuuu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewnia Cię, że ja komentarzy nie usuwam, sprawdzę na poczcie. I również zapewniam, że nie ma dla mnie żadnego znaczenie, czyj jest pierwszy. Wszystkie czytam z jednakowym zainteresowaniem.
      Głowa do góry :)

      Usuń
    2. OK! nie posądzam Cię o usuwanie moich komentarzy, lecz zastanawiam się - jaki popełniam błąd, że one czasami znikają, bo to już po raz drugi się zdarzyło. A z tym "pierwszeństwem" to sobie zażartowałam ; tak dla osłodzenia mego zawodu z powodu zniknięcia wpisu; czyżby komentarz znikł, bo go wezwał NIK?
      pozdrawiam :)

      Usuń
  4. To komentarz Aisab, który "zaginął", choć nie do końca, bo nic w przyrodzie nie ginie :)

    A znasz receptę na wzrost dzietności w rodzinach "niepatologicznych"? Uważam, że Twoja propozycja wzrostu wynagrodzenia nie rozwiąże problemu. Z kilku powodów; bezrobotni z tego nie skorzystają a rodziny na utrzymaniu mają; zatrudnienie zmniejsza ilość czasu dla rodziny [dzieci,] które potem wychowuje ulica. Dowodzą tego wyjazdy do pracy za granicę dla poprawy bytu a nie dla wzrostu dzietności. Myślę, [może się mylę], iż problem tkwi w świadomości ludzi; wygodnictwie i nastawieniu na konsumpcjonizm. Bardziej liczy się "mieć" niż "być". Mniej dzieci, to będą więcej mieć. Za rozdawnictwem w takiej formie, jak to proponuje rząd, także nie jestem, ale...myślę, że życie samo skoryguje błędy w ustawie. W Niemczech socjal jest wysoki, a to i tak nie skłania ich do rozrodczości. Dlaczego? Bo wychowanie dzieci to obowiązek, odpowiedzialność, poświęcenie i wyrzeczenie; lenistwo, wygodnictwo i totalny brak odpowiedzialności nawet o swa przyszłość. Kto się nimi zajmie na starość? czy wszystko da się kupić?
    Zastanawiam się dokąd zmierza ten świat, gdy rządzący liczą na to, że "uchodźcy" stanowić będą siłę roboczą. Ta nadzieja na nową formę "niewolnictwa" jest bardzo złudna. 500,-zł na pewno problemu nie rozwiąże, ale uczciwych, będących w trudnych warunkach finansowych [nie koniecznie z powodu alkoholizmu, a np. utraty pracy] wesprze. A że na tym żerować będzie patologia; to prawda, lecz sam napisałeś, że alkoholik/narkoman zrobi wszystko aby zaspokoić głód, nawet kosztem swych dzieci. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby prawda z brakiem pomysłu na podwyższenie dzietności, ale tak się jakoś składa, że emigrujący Polacy (rodzinami) bez problemu decydują się na większe potomstwo, jeśli już pracę mają i dodatkowe udogodnienie (żłobki i przedszkola) oraz pewność, że utrata pracy (tymczasowa) nie wróży katastrofy. Nie wiem czy tam dostaje się dodatkowo 100 euro za każde dziecko, przypuszczam, że raczej wątpię, wystarczy, że mimo przebywania w pracy, wychowywanie dziecka nie stanowi problemu. Jeśli są ku temu warunki, dzieci będą się rodzić, choć pewnie nie we wszystkich rodzinach.
      Póki co, w Polsce o takiej stabilności możemy, co najwyżej, pomarzyć. Nie wiem jak Ty, ale ja byłbym bardziej usatysfakcjonowany utrzymaniem rodziny własnym sumptem, niż być dozgonnie wdzięcznym państwu, że mnie wspomaga jałmużną , a tak należy traktować owe 500 zł. Tym bardziej, że jest duża szansa, iż ta jałmużna to państwo zrujnuje i ja będę ją musiał oddać, kilkakroć więcej, w podatkach. Ba!, oddawać ją będą musieli wszyscy, nawet ci, którzy tej jałmużny nie brali. Bo z pustego to nawet Salomon nie naleje.
      Słońce "wali" promieniami, ja takie pozdrowienia posyłam :)

      Usuń
    2. ekhm... to co? zatrudnienie rodziców szkodzi rodzinie? - nieco mylne myślenie, nieprawdaż? ja pracuję, a mojej córki ulica nie wychowywała, choć na "ulicy" (czyt. na dworze z koleżankami przebywała). no chyba że preferować rodzinę w której następuje pełna kontrola dziecka, które chwili bez rodzica nie spędza. (oczywiście przejaskrawiam).

      wg mnie powinny być lepsze wynagrodzenia oraz oddzielne dodatki pieniężne na każde dziecko dla rodziców płacących podatki. bezrobotni musieliby być zarejestrowanie w urzędzie pracy i też takie dodatki mogliby mieć wypłacane. dla rodzin z niebieskimi kartami, bądź o których mopsy mają informacje, że jest tam alkoholizm - powinna być pomoc rzeczowa, głównie dla dzieci: całkowicie darmowe żłobki i przedszkola, materiały szkolne, posiłki w szkołach, ubrania - i wszystko pod wzmożoną kontrolą pracowników mops.

      i jest tak, że ja pracuję, mam córkę i pieniędzy nie dostanę. a patologia z 2 córkami tysiąca dostanie. :/ i nie zdziwiłabym się, gdyby zrobili sobie kolejne dziecko.

      Usuń
    3. Wiele zależy od tego jak się interpretuje cudza wypowiedź. Czy zatrudnienie rodziców szkodzi rodzinie? w niektórych przypadkach tak. Rodzice pracujący na zmiany, a zwłaszcza rodzic samotnie wychowujący dziecko, nie mają możliwości zapewnić dziecku nocą opieki, [żłobki,przedszkola oraz świetlice szkolne są tylko dla "jednozmianowców"]. Opowiadał mi jeden chłopczyk w wieku szkolnym, że gdy jego ojciec jest na "nocce" to on wtedy ogląda w tv wszystkie programy pornograficzne [mieli satelite]. A ile dzieci pracujących rodziców biega z kluczykami na szyi - nie tylko z rodzin patologicznych??? Jeśli rozpatruje się problem li tylko z punktu widzenia swego "ja", to posiada się zawężony obraz.
      Kwestię programu 500,-zł plus powinno się dopracować, a nie negować, bo...mnie to nie dotyczy; niczym pies ogrodnika co to sam nie zeżre, ale innym też nie pozwoli. Mnie, jako emerytki, podatek również dotknie, ale wolę żeby dostały to dzieci, a nie politycy na "ośmiorniczki".

      Usuń
    4. to co? mam porzucić pracę? żeby całodobowo warować przy dziecku?
      i wszyscy pracujący na zmiany też? czy preferujesz model rodziny: mężczyzna pracuje a żona ... fartuszek i przy kuchni? :/ można i tak, ale to niesie sporo innych zagrożeń dla takiej kobiety.

      jeżeli myślisz, że rodzice pracujący 8-16, albo mama siedząca w domu całodobowo ochroni dzieci przed treściami "nieprzyzwoitymi" - to chyba jesteś nie z tej epoki. wybacz. o godzinie 14-tej po lekcjach, gdy rodzice są jeszcze w pracy też można pornosy oglądać (albo i siebie albo u kolegi), też można podkraść rodzicom alkohol albo też można zajść w ciążę.

      można również powiedzieć, że nadopiekuńczy rodzice kontrolujący na każdym kroku dziecko - to też zło. "klucz na szyi" być musi. dzieciaki muszą same pewne rzeczy doświadczyć i na własnej skórze poznać "smaczki" życia.

      ja też chciałabym aby te pieniądze były na dzieci a nie na rodziców rozmnażających się w bezmyślny sposób. albo na imprezki zakrapiane alkoholem.
      i przykro mi, że ja ma 1 córkę i jest mi ciężko finansowo a z również moich podatków będę współfinansowała osoby w zdecydowanie lepszej ode mnie sytuacji finansowej a posiadające np. 2 dzieci.
      i tak - mam zawężony obraz, bo to mi jest ciężko finansowo a nie stać mnie na poświęcanie się dla dobra ogółu. sama nie zeżrę i na rozdawnictwo mnie nie stać.

      Usuń
  5. Znowu zniknęły dwa moje komentarze; przepraszam, ale jestem już zniechęcona tym zjawiskiem dlatego przestanę zabierać głos; obiecuje czytać; pozdrawiam w Sylwestra zycząc DO SIEGO ROKU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, nie potrafię wytłumaczyć co się dzieje. Ja Twoje komentarze mam na poczcie, więc nie ulega wątpliwości, że je wstawiasz. Proponuję najpierw wcisnąć przycisk "Podgląd". Dziś odtwarzam Twoje komentarze.

      Usuń
    2. komentarz jest opublikowany o 11.14. - nic nie znika.

      Usuń
  6. Komentarz Aisab:
    Wiele zależy od tego jak się interpretuje cudza wypowiedź. Czy zatrudnienie rodziców szkodzi rodzinie? w niektórych przypadkach tak. Rodzice pracujący na zmiany, a zwłaszcza rodzic samotnie wychowujący dziecko, nie mają możliwości zapewnić dziecku nocą opieki, [żłobki,przedszkola oraz świetlice szkolne są tylko dla "jednozmianowców"]. Opowiadał mi jeden chłopczyk w wieku szkolnym, że gdy jego ojciec jest na "nocce" to on wtedy ogląda w tv wszystkie programy pornograficzne [mieli satelite]. A ile dzieci pracujących rodziców biega z kluczykami na szyi - nie tylko z rodzin patologicznych??? Jeśli rozpatruje się problem li tylko z punktu widzenia swego "ja", to posiada się zawężony obraz.
    Kwestię programu 500,-zł plus powinno się dopracować, a nie negować, bo...mnie to nie dotyczy; niczym pies ogrodnika co to sam nie zeżre, ale innym też nie pozwoli. Mnie, jako emerytki, podatek również dotknie, ale wolę żeby dostały to dzieci, a nie politycy na "ośmiorniczki".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie odpowiedzieć w ten sposób:
      W czasach komuny biegałem po podwórku z kluczami na szyi i była to sprawa powszechna wśród moich rówieśników i choć to subiektywna ocena, nie mam sobie nic do zarzucenia w wychowaniu, mimo że w pewnym, chyba też niewłaściwym wieku, oglądałem tzw. świerszczyki. Zdecydowanie gorzej wyglądało i wygląda to wśród tych, którzy byli rozpieszczani.
      Moja krytyka tego programu nie wpłynie na to, czy ten zostanie wprowadzony w życie, czy też nie. I nie ma to nic wspólnego z psem ogrodnika, bo mnie dobrodziejstwo tego program też nie dosięgnie, ale coś mi się zdaje, że będę za niego płacił, czy tego chcę czy nie. A prawa do jego oceny nikt mi nie zabierze, chyba, co staje się coraz bardziej prawdopodobne, że za niedługo za krytykę rządu i jego poczynań będą zamykać.
      W obliczu tego, co robi ten rząd, mam coraz większe przekonanie, że przesadzona i drwiąca krytyka, staje się w pełni uzasadniona.
      Jest jednak Sylwester, Nowy rok, więc może teraz, na jakiś czas trzeba odłożyć wieszczy ton, więc pozdrawiam bardzo serdecznie.

      Usuń
    2. Asmodeuszu> w Nowym Roku zjawiam się u Ciebie w szampańskim nastroju i żadne złowieszcze tony nie zburzą mego dobrego samopoczucia. A co mi tam polityka :) dziś ona mnie nie dotyka.
      Zanim ten szczęśliwy dzień przeminie, łap to szczęście za ogon i wyduś jak cytrynę; :) nie będę się zamartwiać na zapas. A jak nam to dzisiejsze szczęście dopisze, to może kiedy " za niedługo za krytykę rządu i jego poczynań będą zamykać" to tam się spotkamy lub posadzą nas razem i wtedy...a co mi tam ?
      P.S.wyjaśnienie; zdanie z mego poprzedniego komentarza "o psu ogrodnika" nie było adresowane do Ciebie.

      Usuń
    3. Witam w Nowym Roku, też w doskonałym nastroju :), ale odmiennie od Ciebie, cieszy mnie, że tak wiele się dzieje, bo to zapowiada, że będę miał o czym pisać.
      I jeśli już miałbym się z Tobą spotkać, to zdecydowanie w bardziej sprzyjających okolicznościach niż aresztancka cela :)))
      Dużo uśmiechu i jak najwięcej dobrych dni :)

      Usuń