poniedziałek, 21 grudnia 2015

Wreszcie dał głos



  Mam na myśli wypowiedź kardynała Dziwisza, jako przedstawiciela Episkopatu Polski, na temat coraz bardziej zaogniającej się wojenki polsko-polskiej. Sytuacja o tyle kuriozalna, bo jak sobie przypominam czasy rządów koalicji PO-PSL, swoją, z reguły negatywną opinię, wypowiadał dość często i chętnie, najczęściej z pozycji surowego i karcącego ojca. Teraz PiS zawłaszcza wszystko, co może, najczęściej pod osłoną nocy, tworzy niemal nową religię, opozycja krzyczy, w to wszystko włączają się owieczki Kościoła i nie tylko Kościoła, manifestując na ulicach niemal jak w Boże Ciało i... cisza. Zero reakcji, tak jakby hierarchom odebrało mowę na temat tego, co się w tym podobno stricte katolickim kraju dzieje. Siłą rzeczy wierni się pogubili. Znajdziesz ich i po stronie miłościwie na panujących jak i po stronie im przeciwnych. To ewidentnie wina hierarchów, nie wytyczyli na czas świetlanej drogi dla swych owieczek. Pewnie dlatego, że usatysfakcjonowało ich zwycięstwo tych, na których nakazywali  głosować w kampanii wyborczej, kompletnie zapominając o oczywistym fakcie, że wygrana bitwa nigdy nie jest ostatecznym zwycięstwem.

  Pierwszy obudził się kardynał Dziwisz. Choć mi się coś wydaje, że nie do końca, bo jego nieformalne stanowisko (sorry – orędzie) jest dość mętne, jakby z pierwszej fazy przebudzenia. Okazję też wybrał nieszczególną, bo w czasie Wieczerzy Wigilijnej dla bezdomnych w Krakowie. Z pozoru ok, bo to i Kraków, i okazja czynienia dobra, i nastrój przedświąteczny, kiedy wszyscy wokoło chętnie deklarują pojednanie z okazji zbliżających się świąt, i kiedy ledwie rozpoczął się rok Bożego Miłosierdzia, a zachwyceni darmowym poczęstunkiem łaskawym okiem patrzą na darczyńców. Z pozoru, gdyż sytuacja zaszła już za daleko, a przekaz kardynała nie był zbyt oświecający.

  Najsamprzód zauważa z wielkim niepokojem, że niepokojąca sytuacja ma miejsce. Kilka tygodni po fakcie. Później się modli poczynając od słów: „Boże przodków i Panie miłosierdzia (...)” Tu moja pierwsza konsternacja, bo nie wiem o kogo chodzi, bo na tej ziemi bogiem przodków był niejaki Światowid i wcale nie jestem pewien czy był miłosierny. Kończy prośbą: „(...) dajże mi Mądrość.” Coś mi się zdaje, bez obrazy, że to prośba jest jak najbardziej uzasadniona, nawet jeśli skierowana już do właściwego Boga. Ale najważniejszy przekaz mamy w słowach: „Sprawowanie władzy w świętości i sprawiedliwości to służba wymagająca pokory, ofiarności, bezinteresowności. Sprawowanie sądów w prawości serca domaga się bezstronności, uczciwości, wsłuchania się w głosy wszystkich, także inaczej myślących.” Aż trudno było mi uwierzyć, że wypowiada je kardynał Dziwisz i przywiodło mi to na myśl próbę symbolicznego samobójstwa, bo jakże tak napominać rządzących, których się protegowało?

  O naiwności moja!!! Te zdania są po prostu wyrwane z kontekstu i de facto, są upomnieniem dla poprzedniej ekipy, nakazem uznania nieomylności obecnego Rządu i Prezydenta. Bo już w następnym zdaniu upomina, że : „nie powinno się przeżywać zbyt głęboko goryczy przegranych wyborów i nie powinno się przeszkadzać tym, którzy realizują nowe.” (sic!) W tym miejscu, po prostu, ręce opadają. Dziś nie wolno przeszkadzać, ale jak rządzili tamci, dziś przegrani, kto jak nie hierarchowie grozili wykluczeniem, odmową komunii św., gdy wprowadzano nowe? Wiem, wiem, wtedy to nowe nie było zgodne z doktryną i w tym szkopuł. Tyle, że teraz nie tyle wprowadza się nowe ile przywraca stare, panie kardynale Dziwisz. Szczegół drobny ale dość istotny.

  Wreszcie ostatnia sprawa. Kardynał napomina tych, co chcą prowadzić dialog na ulicy. Szczególnie tych i tylko tych, pod auspicjami KOD. Jakoś to dziwne, bo ulubionym miejscem dialogu dla nieformalnego przywódcy tego kraju, Jarosława Kaczyńskiego, jest właśnie ulica, gdzie w płomiennych wystąpieniach (sorry – w ekscytującym dialogu) znieważa i dyskredytuje w niewybredny sposób, publicznie, tę część narodu, która nie zgadza się z jego poglądami i ideałami. A opluwanie innych to podobno grzech. Tak więc, mimo że, jak sam zauważa, żyjemy od ćwierć wieku w wolnej Polsce, nie wolno nam się przeciwstawiać rządzącym, bo ci są przecież namaszczeni przez hierarchów.


12 komentarzy:

  1. Żaden przedstawiciel Kościoła Hierarchicznego nie jest zupełnie wolny w kazaniach głoszonych do wiernych - poglądy prywatne na ten moment, na ten czas - zatrzymuje dla siebie. Nie oznacza to ślepego poddaństwa, ale przypomina strategię wojskową. Ale są hierarchowie wyższego i niższego szczebla, którzy się "wychylili" spoza poprawności ustalonej strukturą władzy - a jak skończyli, też wiemy... Przytoczona wypowiedź Kardynała jest dość wypośrodkowana, znam bardziej radykalne, które oceniam jako jątrzące społeczeństwo i siejące nienawiść.
    Cieszmy się, więc z rozważnych stanowisk, jakkolwiek byśmy je prywatnie nie oceniali(!)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiedzi naszych władców niejednokrotnie świadczą o "ślepym poddaństwie", wystarczy sobie przypomnieć uroczystości z okazji rocznicy Radia Maryja. I to zaczyna mieć przełożenie na zwykłych obywateli, tu wspomnę jakże znamienny transparent podczas wizyty Prezydenta w Szczecinie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ja z życzeniami .I nie będę ich psuć swoim zdaniem o kardynale ,które nie jest dobre.
    Asmodeuszu ,podziwiam lekkosc pióra i trafnosć spostrzeżeń. Z przyjemnościa czytam Twoje małe felietony .Nadają blogspotowi soczystości .Więc życze ,aby nie opuszczała Cię wena.A ponadto spokoju w swojej samotni ,ludzkiej życzliwości ,wewnętrznej pogody ,która ,zdaje się jest Twoją siostrą. Stół niech będzie obfity ,pełen jadła i szlachetnych trunków.
    Wesołych Świąt , Asmodeuszu !

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze do niedawna mówiono, że gdzie Polaków dwóch, tam trzy opinie. Teraz wypada dodać, że to samo odnosi się do wojenek polsko-polskich. Nie wiem, czy już została zakończona religijna wojna pomiędzy Krakowem i Toruniem, ale myślę, że lepiej by było, aby panowie w sukienkach zajęli się sobą. Z tych powodów nie bardzo interesuję się wypowiedziami płynącymi z tego środowiska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś wypowiedzi tego środowiska zaczynają mieć coraz większy wpływ na nasze życie, niezależnie od tego czy chcemy, czy nie. Wystarczy przypomnieć sobie uroczystości Radia Maryja i służalcze pokłony naszych rządzących.

      Usuń
  4. Zaraz spróbuję opisać wszystko co i jak się wydarzyło u mnie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziwisz nie jest dla mnie autorytetem,wiec napominanie jego na mnie nie działa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, gdy jego napominanie będzie działać na tych, którzy w jakimś stopniu decydują o naszym życiu, a to teraz wydaje się całkiem realne.

      Usuń
  6. Troszkę już wiem o mojej przypadłości, faktem jest dobra wizja przyszłości. Chyba sobie daruję karierę solisty. :) Wymyślę sobie inne formy wyrażania siebie.

    No ja w sumie też do tej pory nie przywiązywałem większej wagi do tego typu schorzeń, może poza przypadkami w rodzinie czy pokazanymi w TV.

    E, moim zdaniem nie ma co zbytnio dramatyzować czy roztkliwiać się. Teraz najważniejsze jest leczenie, poprzedzone potwierdzeniem diagnozy i tyle. Cały czas do przodu i już.

    Dzięki wielkie, przyda się powodzenie teraz.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłemu Zrzędzie...Wspaniałych, Radosnych i Śnieżnych Świąt, Stołu Frykasów pełnego i Udanego Roczku Nowego życzy Daglezja.:)

      Usuń
  7. I najgorsze, że nawet zapewnienie ze strony lekarza mało zmieni w moim nastawieniu. Nie jest to naturalne, by tak człowieka usypiać i nic się w tym aspekcie nie zmieni. Pewnie wszystko będzie jak należy, ale w sumie to nikt tego nie wie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń