czwartek, 7 stycznia 2016

Folwark zwierzęcy...



  Tytuł odrobinę przewrotny, bo w pierwszej wersji brzmiał „Folwark prywatny”. Ale ta celowa mistyfikacja ma swoje uzasadnienie. A wszystko z powodu jednej prywatnej, podkreślam – prywatnej wizyty dwóch panów w zamku w Niedzicy. Piękny zameczek, wiem, osobiście też tam byłem, choć już spory kawałek czasu wstecz.

   Każdy ma prawo do prywatnych spotkań i nikogo, poza zainteresowanymi, nie powinno interesować, czego to spotkanie dotyczy. A jednak przez ostatnie osiem lat przekonaliśmy się, że prywatne spotkania mogą nieść ze sobą poważne konsekwencje. Mam na myśli spotkania polityków, ze wskazaniem na polityków PO. Sami przekonali się czym to grozi, i nawet jeśli się z tego śmiali, wykazując typową dla nich arogancję, w konsekwencji stracili władzę, a dziś wciąż tracą na słupkach poparcia wyborców. Byli naiwni, nieostrożni i zbyt butni, bo dali się nagrywać. Śmiem przypuszczać, że prezes był jednak w Niedzicy bardziej ostrożny. Już tam jego ochrona dokładnie sprawdziła, czy ktoś nie zechce podłożyć jakieś pluskwy i teraz może spać spokojnie, nikt się nie dowie więcej, niż on sam pozwoli. Chyba jednak nie przewidział kilku innych drobiazgów. Brak jakiejkolwiek informacji o mającym nastąpić spotkaniu i o treści rozmów, jest jak woda na młyn dla wszelkich spekulacji. Ja nie będę spekulował. Sprawa ma jednak jeszcze kilka innych aspektów. Dowiodła ponad wszelką wątpliwość, kto w tym naszym kraju rządzi.

  Według mnie najbardziej zawiedzeni powinni się poczuć wierni wyborcy partii prezesa. Oni patrzą w niego jak w święty obrazek, jak nie przymierzając w prawdziwego guru polskiej prawicy,  są chłonni każdego, nawet spektakularnego sukcesu wodza, a tu nic. Wódz ich po prostu zignorował, nie dał możliwości powitać się przez gęsty szpaler wyznawców, oblepiający wjazd do zamku. Oni by chętnie wiwatowali na jego i jego gościa cześć. W końcu z doświadczeń Orbana czerpią pełnymi garściami.

  Nie mogę pominąć afrontu, jaki doznała nasza premier, skoro pan Orban nie znalazł nawet pięciu minut, aby uścisnąć jej dłoń i wymienić kilka nic nieznaczących komplementów, dać się sfotografować, bo to przecież ona jest szefową państwa, gdzie złożył nieformalną wizytę. Wprawdzie oficjalnie ona sama przyznaje, że nic się nie stało, bo ona już wcześniej dwa razy się z Orbanem spotkała, tylko, co może innego powiedzieć? Pan prezes też się nie popisał, bo skoro uczynił z niej liderkę państwa, mógł ją zaprosić, wszak towarzystwo kobiet zazwyczaj umila każde, nawet prywatne spotkanie. Prywatne nawet bardziej. Równie wielkim kuriozum jest brak kontaktu Orbana z prezydentem, który właśnie wrócił z urlopu na nartach i zdążył wziąć udział w procesji Trzech Króli. Mógłbym powiedzieć, że to w końcu mały, przysłowiowy pikuś, bo, jak wcześnie zaznaczyłem, była to wizyta nieformalna. Mógłbym, ale mam jakieś niejasne przeczucie, że wymienieni mogą się poczuć niekomfortowo, jeśli kiedyś czytali wspomniany przeze mnie w tytule bestseller.

  I tu właśnie owo skojarzenie z „Folwarkiem zwierzęcym” George'a Orwella. Pozwolę sobie przytoczyć krótki opis fabuły tej powieści, jaki znalazłem w necie, a który obecnie jakoś tak dziwnie mi się kojarzy:
„Zachowania, postaci czy aksjomaty zostały tu odniesione do zwierząt, które pewnego dnia postanawiają przejąć gospodarstwo (po namowie przez pewnego bardzo krasomówczego knura Majora, który zapowiadał m.in. lepszą przyszłość, wzrost produkcji, równe prawa). Kiedy zarządca zostaje wygnany, zwierzęta wspólnie tworzą siedem podstawowych zasad, które zapisują na ścianie obory, aby nikt nie zapomniał. Podstawowym było: Wszystkie zwierzęta są równe. Z czasem wszystko zaczyna się zmieniać, a zapowiadana idylla okazuje się utopią. Knur Napoleon za pomocą terroru czyni się przywódcą, wygania swojego byłego współpracownika [podkreślenie moje], z czasem łamie kolejne punkty wcześniej ustalonego prawa, wmawiając zwierzętom, iż czyni wszystko zgodnie z prawem.”*

* – wszelkie podobieństwa i skojarzenia z autentycznymi postaciami naszej, rodzimej polityki są przypadkowe i niewskazane.


8 komentarzy:

  1. Na tym zamku nie ma miejsca na takie spotkanie, więc spotkali się w "zielonej owieczce"- zapewne od tego spotkania miejsce przyjmie nazwę "czarna owca", co będzie adekwatne do sytuacji.
    Niestety, nie da się ukryć, że zawsze i wszędzie najważniejsze decyzje polityczne zapadają w kuluarach lub w trakcie wspólnych posiłków,a większości ludzi majaczy się, że to wszystko zapada na sali oficjalnych obrad.Z punktu widzenia tytułów to nikt spotkał się z oficjalnym premierem , co jest wyraznym sygnałem : patrzcie, ja tu rządzę a nie jakaś premier lub jakiś prezydent. A teraz premierzyca
    pojedzie na spotkanie z premierem Węgier, by oficjalnie podpisać to
    co na tym prywatnym spotkaniu zostało omówione.
    Przy tym co się tu dzieje Folwark Zwierzęcy to dobranocka dla maluchów.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Don Corleone rządzi,rozmawia ,przyjmuje gości.Obecność płotek zbędna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że don Corleone fajny gość był :)))
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ech, Drawsko, Magdalenka czy Niedzica..dla szarego luda przecie to nic nie zmieni, a biednemu wiatr w oczy.
    Ale ja się nie znam...więc tylko zostawiam pozdrowienia.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przypadkowo poruszyliśmy podobne tematy, a więc dodał bym tylko taką myśl, że warto uważać kto z kim i gdzie się spotyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie to tylko kolejny dowód na to, kto naprawdę rządzi Polską. I tyle jeśli o politykę chodzi. ;)

    Coś niecoś pamiętam z operacji zeza jaką miałem w wieku sześciu lat. Pani pielęgniarka powiedziała, bym liczył aż zasnę, Rodzice zastanawiali się pewnie czy znam tyle liczb, ale doszedłem może do dwudziestu i odpłynąłem. :) A potem wróciłem do świata żywych już na sali.

    Już niedługo tego czekania, 15 mam stawić się w szpitalu, bo w piątki i wtorki odbywa się konsylium, a łapię się akurat na piątkowe tylko.

    Ja w sumie też już jestem dobrej myśli. Jeszcze jak zobaczyłem miejsce, gdzie będę miał zabieg. To już w ogóle się uspokoiłem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń