czwartek, 21 stycznia 2016

Julcia



  Julcia ma dziewięć lat i zasłynęła z tego, że napisała list do Pani Premier, w którym naiwnie stwierdza, że czuje się pokrzywdzona, bo jako pierworodna kasy nie dostanie, a jej młodsza siostrzyczka już tak. Naiwność tej skargi polega na tym, że to nie jej siostrzyczka dostanie a rodzice obu dziewczynek. Jak dla mnie sprawa jest szyta grubymi nićmi. Są trzy ewentualności. Albo inteligentni rodzice, nieprzyjaźni obecnym rządom list córce podyktowali, chcąc mieć nie 500 zł a okrągły tysiąc, albo jakiś zły na PiS redaktor mainstreamowych mediów chciał sobie zakpić z naszej Pani Premier, albo  jakiś spec od PR właśnie Pani Premier, wpadł na genialny pomysł, by w ten sposób naszą Panią Premier wypromować, jako wrażliwą na krzywdę innych i gotową o tym porozmawiać. W mojej ocenia ta trzecia możliwość jest najbardziej prawdopodobna, bo Pani Premier na list Julki natychmiast odpowiedziała, co odbiło się głośniejszym echem w mediach niż sam list. Ale zakładam, że mogę się mylić, bo Fronda już znalazła prawdziwego autora listu – jest nim A. Michnik. Osobiście.

  Mnie chodzi o fakt, że ten sztandarowy pomysł, który nota bene miał być zrealizowany w ciągu pierwszych stu dni rządów, a de facto nie ma na to szans, faktycznie zamiast być sprawiedliwy i prawy, co wynika z nazwy partii, która go promuje, takim niestety nie jest. Bo Julcia (nawet jeśli nie jest dziewięcioletnią dziewczynką), mimo zapewnień Pani Premier, że wszystko jest ok, ma stuprocentową rację.

  Gdzie są te wszystkie jedynaki (i pierworodne) w całej tej wrzawie o 500, w końcu też dzieci? Ano, to są dzieci, nie z własnej winy, gorszego sortu. Ja już pominę skrajne przypadki, kiedy z to z powodów natury zdrowotnej, rodzice nie mogą pozwolić sobie na więcej. Ja pominę te przypadki, kiedy rozsądek ekonomiczny rodziców nakazuje im wstrzymać się od bezmyślnego płodzenia potomków. Tu zachodzi ewidentnie przypadek tak zwanej zbiorowej odpowiedzialności! Skoro rodzice, na których dziecko nie ma żadnego wpływu, dla własnego widzimisię nie chcą mieć więcej dzieci, jedynaki ponoszą za to karę – karę wykluczenia. Mogą, dożywszy lat kilkunastu np. dziurawić kondomy, bo będą wiedzieć gdzie przyczyna braku rodzeństwa, ale to im sytuacji specjalnie nie poprawi, najwyżej rodzice już nie tylko jedynaka, będą mocno zdumieni, że na ten sztandarowy pomysł Pani Premier się załapali.

  Ostatnimi dniami wiele się mówi, aby zamiast pieniędzy będą bony, choć nie bardzo rozumiem dlaczego w wybranych sklepach i tylko na wybrane towary. Pewnie zaczyna działać jakieś lobby, ale to nawet nieistotne. Mnie martwi  naiwność pomysłodawców. Bo pomysł jest zwrócony przeciw rodzicom tworzącym patologię. Jak bardzo trzeba być naiwnym, by sądzić, że to pomysł skuteczny? Bo ja oczyma wyobraźni widzę już drugi obieg tych bonów. Spragniony, nie tyle mocnych wrażeń, a bardziej płynów wysokoprocentowych odsprzedaje bon za pół ceny. Chętni zawsze się znajdą. Pamiętam czasy PRL-u kiedy oficjalna wartość dolara była rzędu dwudziestu paru złotych, w drugim obiegu kosztował cztery razy tyle. Z bonami na drugie i kolejne dziecko będzie odwrotnie. W końcu handlowano nawet starannie rejestrowanymi kartkami w czasach stanu wojennego i później.

32 komentarze:

  1. Trochę sam sobie przeczysz, pisząc że jedynaki i pierworodni są dziećmi gorszego sortu, a wpierw zauważając, że pieniądze są tak naprawdę dla rodziców, którzy chcieliby drugiego dziecka, nie dla samych dzieci.
    Ale to szczegół. Projekt jest zły z wielu innych powodów.

    Sam pomysł w założeniu może nienajgorszy w takiej formie, jak teraz się go lansuje wygeneruje masę patologii, z czym ten podany przez Ciebie przykład jest dość łagodny. Śmiem twierdzić, że niektórzy zabiorą się wręcz za produkcję potomków, tylko po to, by wyszarpnąć te 500 zł. Projekt powinien być realizowany w ramach wspierania rodzin wielodzietnych, przyznanie dopłaty powinno zależeć od sytuacji majątkowej rodziców i ludzi powyżej pewnego progu dochodowego po prostu nie dotyczyć. I w końcu najważniejsze: Komu buchną kasę, żeby opłacić pomysł, który nie wygeneruje żadnego zysku?
    PIS chlapnął straszną demagogią, którą da się streścić "Zrób dzieciaka, damy Ci kasę" (i nie głosuj na opozycję bo ci zabiorą zanim gówniarz podrośnie).

    A Julcia to taka sama lipa, jak liścik synka sfrustrowanej kobity do Komorowskiego,( 100% man, czy jakoś) i nie wykluczone, że odpowiedź w miediach, jest przypetowaniem prowokacji w zarodku. Albo sprytny PR. W każdym razie temat do piaskownicy, a nie dyskusji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W znacznej części zgadzam się z Twoim komentarzem, poza jednym stwierdzeniem: „nienajgorszy w takiej formie”. Ten pomysł jest zły w każdej formie, jaką by nie przyjął. Jedynym sensownym wyjściem jest urealnić zarobki i ewentualnie rozwijać socjal w formie realnej, niematerialnej pomocy (np. tanie, ogólnodostępne żłobki i przedszkola). Nie byłoby najmniejszych podejrzeń o wspieranie patologii a beneficjenci, czyli rodzice, byliby bardziej usatysfakcjonowani świadomością, że utrzymanie nawet licznego potomstwa leży w ich mocy.

      Usuń
    2. Przecinek nie w tym miejscu...
      Sam pomysł w założeniu może nienajgorszy, w takiej formie jak teraz się go lansuje...

      Usuń
    3. Zgadzam się z Asmodeuszem.To pachnie tak znajomo, sprzed lat.Dla mnie to miły zapach.

      Usuń
  2. Michnik? Nie , ja myślę, że raczej Tusk z Putinem. Oni zawsze ręka w rękę, no nie? Proponuję powołanie komisji śledczej w tej sprawie, byłoby przynajmniej wesoło. Nie wiem co za debil wymyślił te dopłaty z tytułu posiadania dziecka. Becikowe, które PiS dawał kiedyś też jakoś nie zaowocowało wzrostem dzietności. Niemcy też usiłowali zachęcić kobiety do rodzenia dzieci, ale mimo względnie dobrego projektu też wyniki nie były spektakularne. Zamiast dawać cokolwiek "na oślep", należy wpierw przeprowadzić gruntowną analizę przyczyn spadku dzietności.Te 500 zł to tak jak ochrona życia poczętego- ochrońmy zygotę, a jak już się urodzi człowieczek, to niech sobie dalej daje radę. Podejrzewam, że sama obsługa tych wypłat pochłonie więcej forsy niż same wypłaty, no ale będzie przy czym zatrudnić
    krewnych i znajomych jedynie słusznej partii.
    Miłego, ;)
    P.S.
    Jeśli któryś z facetów sądzi, że ciąża i poród to sama radość dla kobiety to niech sam spróbuje , a potem niech zwiększa dzietność.

    OdpowiedzUsuń
  3. To teraz się wywleka sprawę patologii i tego ,że dzieci będą "robione '" dla kasy. A nie można było ,zanim się obiecało ,przewidzieć tego scenariusza, jasnego przeciez dla jako tako myslącego człowieka? Bony do określonych sklepów i na określone produkty to nic innego ,jak czasy stanu wojennego.
    Powiedziało się a to trzeba powiedziec i b.,bo inaczej to obiecanki cacanki ,a głupiemu ...wiemy co. Rakiem się Pis wycofuje i utrudnia ,a tym ,którzy głosowali w swojej bezmyślności i naiwności i czasami dobrej wierze ,czas ,by spadły łuski z oczu.
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że „twardy” elektorat PiS-u znajdzie dostateczne wytłumaczenie, jeśli ta „dobra zmiana” przyniesie nawet kataklizm gospodarczo-społeczny. Najczęściej skutecznym sposobem w takich razach jest szukanie winnych, oczywiście nie w gronie PiS-u. W wyszukiwaniu wrogów ten twardy elektorat nie znajduje sobie równych.

      Usuń
  4. Nie spadną im z oczu łuski, nie spadną- są chyba przyszyte.Zresztą, jak pewien pan pisowiec zdiagnozował tych co za nimi głosowali- "lud ciemny wszystko kupi". No i lud uwierzył,że teraz nastąpi samo dobro i złota manna będzie spadać z nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jestem ciekaw, na co głosuje lud olśniony?

      Usuń
    2. Jeśli wolno odpowiem za Anabell. „Lud olśniony” głosuje za racjonalnością. Między chcieć a móc czasami istnieje przepaść. Problem w tym, że tych racjonalnych jest zdecydowana mniejszość.

      Usuń
    3. Śliczna formułka. Tylko dlaczego w praktyce oznacza wybór między mniejszą a większą zarazą? Bo jakoś zabrakło konkretu w Twojej odpowiedzi.

      Usuń
    4. @Rademensell
      Czy racjonalnością można nazwać obiecywanie gruszek na wierzbie? Inaczej, opierając się na SPODZIEWANYM wzroście dochodów, czy można uchwalać ustawy, które w razie niepowodzenia mogą zrujnować budżet? Konkret: „Rodzina 500 plus” oparto na wzroście mającym wynikać między innymi z uszczelnienia podatku VAT. Już dziś wiadomo, że ten wzrost, jeśli w ogóle będzie, nie pokryje nawet w kilku procentach potrzeb związanych z tym programem. I tak jest ze wszystkimi socjalnymi obietnicami obecnego rządu. Miały też być olbrzymie wpływy z podatku od powierzchni marketów. Dziś wiadomo, że ten podatek uderzy w polską przedsiębiorczość i w polskich producentów żywności i nie będzie tak wielki jak chciała Pani Premier. A Pani Szydło szumnie zapowiadała, że wie gdzie są pieniądze. Dziś prosi Zachód o wsparcie polskiego węgla (sic!) Ja Tobie dziś też mogę wszystko obiecać i choć wiem, że to są mrzonki, do tego się nie przyznam. Czy to można nazwać racjonalnością?

      Usuń
    5. No ok, ale nadal nie widzę gdzie był racjonalny wybór.

      Usuń
    6. Na wczoraj wyboru racjonalnego nie było, była szansa wyboru mniejszego zła. Dziś jest nadzieja na wyklucie się czegoś nowego. Tego sobie życzę :)

      Usuń
    7. Masz rację, "nikt nie da nam zbawienia... ". Dokonałem wyboru w oparciu o inne przesłanki, być może jedyne, które mnie do jakiegokolwiek skłoniły i nie była to wiara w obietnice. Mam wrażenie, że nie w wyborze rządu dla naszego biednego kraju tkwi klucz, tylko w zmianie układu sił, które działają poza nim.

      Usuń
  5. A ja moze deczko odskocze od glownego tematu i wyraze swoj niepokoj dot. wychowania dzieci. Kiedy mialam 9 lat ani przez mysl mi nie przyszlo, aby mowic o pieniadzach. Kiedy moja corka miala te lata tez nie przywiazywala wagi do pieniedzy. Obie w tym wieku myslalysmy o swoim dziecinstwie i zabawkach. Rodzice czasami powiedzieli nam, ze nie moga nam czegos tam kupic, bo teraz nie maja pieniedzy i oboje z bratem zamykalismy temat. Podobnie bylo z moja corka. Asmodeo, co sie teraz dzieje??!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem retorycznym pytaniem: A kto te dzisiejsze dzieci wychowuje? Ulica? Problem jest bardziej niż złożony. Bo z jednej strony postęp niesie ze sobą ułatwienia, z drugiej niebezpieczeństwa. Nie jest łatwo wyrobić sobie właściwy dystans do nowoczesności, którą ja w żadnym wypadku nie ganię. Winę za konsumpcjonizm w wersji negatywnej ponosimy my sami, bo kto w dziecku wpaja chęć posiadania? Jeśli nawet inni, to rolą rodziców jest wyrobić w dziecku ten dystans.

      Usuń
  6. Obojętnie kto za listem Julci stoi jestem przeciwna wprzęganiu dzieci w brudny świat dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do tego, że 500+ miało być tylko kiełbasą wyborczą, to nie było chyba wątpliwości. Gorzej, że jest to projekt moralnie żenujący.
    Już gdzieś pisałem, że sens ma tylko pomoc dedykowana, a do tego potrzeba ludzi z sercem, a nie złodziei.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odnośnie Twojego komentarza u Alenki. Nie jest tak żle ,ludzie czytają ,ze mna mozesz podyskutować o scjentologii i ksiazce " Droga do wyzwolenia " Przy okazji .

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm, a ja się zastanawiam czy w tych sławnych 500 zł nie chodzi o to aby dzietnść w Polsce wzrosła... ? Ale to takie moje prywatne przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chodzi, tyle, że nie tędy droga.
      Witam na tym blogu i pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Czemu nie na pierwsze? Ano prosta sprawa, na jedno dziecko rodziców stać. Tak wynika ze średniej zarobków i kosztów utrzymania jednego dziecka. Dlaczego kwota 500 zł, a nie wyższa? Bo tyle wynoszą dokładnie podatki pośrednie, które pobiera państwo od owych kosztów utrzymania dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt się właściwie o kwotę nie spiera. Nawet nie o to, czy rodziców stać, czy nie, bo przecież wielu tych, którzy dodatek dostaną na drugie i następne, też sami by te dzieci utrzymali. Chyba jedyny problem tego programu jest właśnie ten, że ktoś niby coś daje, a już na pewno nie rząd Pani Kopacz, bo pieniądze idą z budżetu, na który składamy się wszyscy. I daje za nic – czysty, nieekonomiczny populizm, który nawet nie ociera się o jakiś ułamek sprawiedliwości. Jeszcze raz podkreślam, rodzice powinni po prostu zarabiać tyle, aby nie musieli się oglądać na pomoc ze strony państwa.

      Usuń
  11. Nie daje za NIC, bo dziecko to nie jest NIC, tylko zwraca podatek, to chyba czytelnie napisałem. Stąd do kwoty 660 z miesięcznie, bo tyle wynoszą wszystkie podatki pobierane od niemowlaka począwszy za pośrednictwem rodziców. Po drugie, to nie są Twoje pieniądze, tylko pieniądze rodziców, jak wielokrotnie już wspominałem, po trzecie, zasadnym jest pytanie czy moralne jest pobieranie jakichkolwiek podatków od niemowlaków. Po czwarte, Twoje zmartwienie na temat stanu budżetu państwa chyba nie jest szczere, skoro nie znalazłem żadnego Twojego ubolewania nad faktem, że przekręty w podatku VAT każdą rodzinę kosztują 820 zł miesięcznie, a to już rzeczywiście Twoje pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez dodatku te dzieci i tak by się urodziły, więc daje za NIC. I nie ma tu nic do rzeczy podatek, bo zapytam: czy z powodu posiadania dzieci płacisz dodatkowy podatek – od niemowlęctwa? Czy może to sam niemowlak płaci podatek, np. od mleka pobieranego z piersi matki? Coś tu strasznie manipulujesz..., bo skąd nagle kryterium dochodów rodziców i dlaczego to ja muszę płacić podatki do budżetu? Chyba, że masz na myśli koszty utrzymania dziecka, a te są jednakowe dla rodzica, który ma dochód poniżej progu, jak i tego powyżej.
      Rzecz w tym, że jeśli zechcę to napiszę o przekrętach związanych z podatkiem VAT. Na razie nie mam ochoty, ale podejmę się, jeśli tylko mi taki temat zlecisz. Ba, napiszę w takim kontekście w jakim zechcesz. Mam podać konto mego rachunku bankowego?

      Usuń
  12. No niezupełnie. Pojawienie się dziecka w domu uruchamia oszczędności. Te oszczędności idą na podatki. Wyobraź sobie, że pieniądze leżące w skarpecie nie chcą do budżetu państwa trafiać, no same nie potrafią. Ponadto, dodatkowe dziecko zmusza do podjęcia dodatkowej pracy i stąd dodatkowe pieniądze do budżetu. Już wielokrotnie to pisałem, ludzie biedni płacą 52% (80%) podatków, zaś bogacze 30% (50%). Liczby bez nawiasu, to podatki bezpośrednio płacone, zaś w nawiasie efektywna stopa podatkowa. Efekt posiadania dzieci świetnie można wyłapać na podatkach w USA. Nazywa się to cyklem ojcowskim. Po prostu, wraz z liczbą dzieci szybko rosną wpływy podatkowe do budżetu. Proces jest zresztą bardziej skomplikowany, bo również w krajach dobrobytu, liczba dzieci nakręca gospodarkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zacząłem Asmodeuszu dyskusję z Tobą, ale dopiero teraz załapałem, jak widzisz mało bystry jestem. Nie sądziłem bowiem, że ktoś zacznie pisanie artykułu, bez odrobiny chociażby powierzchownej znajomości tematu. Zacznijmy zatem od początku i do podstaw: https://pl.wikipedia.org/wiki/Polityka_podatkowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakże zajrzałem – problem w tym, że ta nie ma nic o opodatkowaniu niemowlaków, chyba że coś przeoczyłem. Proponuję Ci w zamian zajrzeć na stronę bardziej poważną niż wikiedia: http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000613
      i jeśli tam znajdziesz coś o obowiązku płacenia podatków, już nie tylko przez niemowlaki, ale również przez dzieci i osoby nie posiadające dochodów – zapraszam do dalszej dyskusji.
      Coś sobie wyjaśnijmy. To, że dzieciak lub osoba bez dochodu kupuje coś w sklepie, płaci podatek VAT, czy jakikolwiek inny podatek, to o niczym nie świadczy, bo kupuje, korzysta z usług, płaci składki ZUS itp., za nie własne pieniądze.

      Usuń
    2. Muszę Ci też zwrócić uwagę na pewien drobiazg. Ta notka nie jest w formie artykułu a raczej felietonu. Jeśli znasz różnicę między jednym gatunkiem a drugim, ok, jeśli nie radzę to sprawdzić, może być nawet w wikipedii

      Usuń
    3. Funkcje polityki fiskalnej:

      regulacyjna (alokacyjna) – kształtowanie wielkości dochodu i majątku będących w dyspozycji podatników, redystrybucja dochodu i majątku
      narodowego między podatnikami;

      Cele:
      społeczne – zapewnienie społeczeństwu odpowiednich warunków bytowych przy zachowaniu określonych wpływów podatkowych do budżetu państwa.

      Usuń
    4. Pozwoliłem sobie skasować jeden z dublujących się komentarzy.
      Wracając do sedna. Przyznaję, że mam teraz mieszane uczucia. Albo ze mnie drwisz, albo kompletnie straciłeś orientację o czym ta dyskusja? W obu przypadkach jej kontynuowanie staje się bezsensowne. Jest jeszcze trzecia możliwość – kluczysz. Zadam konkretne pytanie: czy celem polityki fiskalnej jest rozdawnictwo i proszę nie myl tego z opieką socjalną dla dzieci – dzieci w zdecydowanej większości mają opiekę rodziców. Rozdawnictwo na bezsensownych zasadach, generujących nierówność społeczną i dziurę budżetową, a co zostało przez innych sprawdzone – nie mających żadnego odzwierciedlenia rzeczywistości do oczekiwań i zamiarów, jakim to rozdawnictwo miało służyć.
      A teraz do przemyśleń: przeczytaj sobie uważnie to, co przepisałeś na temat funkcji, a szczególnie kilka razy fragment: „i majątku będących w dyspozycji podatników”. A później sprawdź gdzie chcesz, co znaczy słowo deficyt i jakie konsekwencje ma jego bezzasadne powiększanie.

      Usuń