piątek, 1 stycznia 2016

Nie mogłem sobie darować...



  Jak zresztą, co roku, od dobrych dwudziestu lat, nie mogłem sobie darować noworocznego koncertu filharmoników wiedeńskich. To muzyka nie całkiem poważna, ale to właśnie dzięki niej z bezkrytycznego fana muzyki gitarowej mogłem stać się również miłośnikiem tej poważnej. Do tego stopnia mnie ten koncert fascynuje, że sparafrazuję: być na tym koncercie i umrzeć. Sprawa nie jest prosta, by nie rzec, wręcz beznadziejna. Zapisy na rok naprzód, ceny biletów poza zasięgiem, i co gorsza, i tak decyduje losowanie, a chętnych liczy się w setkach tysięcy. W tym to ja nigdy szczęścia nie mam.

  Ten koncert poświęcony jest przede wszystkim muzyce Straussów, a więc walce, polki i marsze. Zawsze odbywa się w gmachu filharmonii wiedeńskiej, i co nie jest bez znaczenia, każdy jest na swój sposób niepowtarzalny. Choć są stałe punkty, bez których by się obejść nie mogło. To przede wszystkim piękny walc „Nad pięknym, modrym Dunajem” i kapitalny „Marsz Radetzky’ego”, w którym  bierze udział również widownia, a który i mnie niesamowicie wzrusza. Wszystkiemu towarzyszy piękny wystrój sali koncertowej, tonącej w kwiatach i balet w plenerach Wiednia. W tym roku orkiestrą dyrygował po raz trzeci Mariss Jansons, był też chłopięcy chór w „Francuskiej polce”. Urzekł mnie wyjątkowo „Walc Hiszpania” i „Kaiser waltz” z pięknym baletem w plenerach pałacowych parków oraz "Polka schnell". I jak zwykle czułem niedosyt, bo zdawało mi się, że koncert trwa zbyt krótko.

  Na koniec anegdotka. Ja bym nigdy nie wpadł na to, żeby oglądać ten koncert. A jednak, któregoś Nowego Roku, byłem tak skacowany, że nie chciało mi się nawet przełączać kanału telewizyjnego. Akurat była to dwójka i ten koncert tam puszczano. Zdziałał cuda, bo kac minął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I choć od dawna już takiego kaca nie mam, i tak ów koncert działa na mnie ożywczo. Gorąco polecam tę doskonałą strawę dla uszu.


3 komentarze:

  1. Kiedyś ta muzyka mnie denerwowała . Dziś mnie zachwyca , pewnie potrzebowałam czasu , aby zauważyć w jej dźwiękach to coś :)Miłego
    wieczorku :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu lubię posłuchać dobrych wykonań muzyki klasycznej, zwłaszcza podobają mi się różne wykonania słynnych arii.

    Dzięki wielkie, otóż to, w moim wypadku różdżką będzie skalpel pani doktor. :) Ale wierzę, że będzie równie skuteczny.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow... taki koncert, to coś dla duszy... Szczerze zazdroszczę... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń