niedziela, 6 marca 2016

Szeryf



  Nie chcę pisać: „a nie mówiłem!”, bo to żadna satysfakcja, gdy chodzi o zwykłego człowieka, Polaka, nawet jeśli gorszego sortu, cyklisty, czy wegetarianina. Jak zwykle przy porannej kawie, przeglądałem portale w poszukiwaniu ciekawych wiadomości. Ja już kiedyś wspomniałem, ten przegląd dotyczy, i tych prawicowych, i tych liberalnych, by nie dać się zwieść jednej, czy drugiej formie manipulacji. Lewicowe, jako wróg komuny, omijam z daleka. W ostatni piątek, gdzie nie zajrzę, główną postacią jest pan Zbigniew Ziobro, który to obejmuje jedną z najważniejszych funkcji w państwie.

  Tu od razu wyjaśnię. Owo „a nie mówiłem!” dotyczy tylko jednej sprawy. Mam na myśli swoją notkę zatytułowaną „Analogie”1 i piątkowy tytuł wywiadu z prof. Zollem w „Wyborczej” pod znamiennym tytułem: „Przecież to są lata 30 XX wieku w Niemczech”2. Jeszcze groźniejsza w wymowie jest wypowiedź red. Żakowskiego w poranku TOK FM: „Wielki dzień Zbigniewa Ziobry. Od dziś jest królem, rządzi Ziobro jak chce - we wszystkim.” W „Rzeczpospolitej” red. T. Pietryga jest już łagodniejszy, ale to nie znaczy, że zachwycony. Na portalu wPolityce jest wywiad z Panią Premier w tej sprawie i tu już trudno było się spodziewać jakiejkolwiek krytyki, dla niej jest to element „dobrej zmiany”. „wSieci” cisza, „salon24” też milczy w tej sprawie. Za to na katolickiej Frondzie aż dwa artykuły, w których też tylko zachwyt...

  Nie bez znaczenie jest przypomnieć dziś, co działo się wtedy, gdy pan Z. Ziobro szeryfem już był. Może nie o faktach, bo te są ogólnie znane, ile to, że ten pan czuł się bezkarny i omal nie przypłacił tego Trybunałem Sprawiedliwości. Tylko dzięki nieudolności koalicji PO-PSL uniknął pokazowego  i bezprecedensowego procesu, o karze nie wspomnę, bo nie wiem czym by się ten proces skończył. Dziś pan Z. Ziobro lekcję odrobił i starannie się zabezpieczył. Przez „nocną zmianę” prawa, zapewnił sobie nieporównywalnie większe uprawnienia, niż miał wtedy, co ma go chronić przed ewentualną odpowiedzialnością. A te prawa to między innymi możliwość publikowania materiałów dotyczących śledztwa, możliwość inwigilacji społeczeństwa bez konieczności zgody sądu, czy wreszcie możliwość działań prewencyjnych według własnego uznania. Do tego dochodzi możliwość ingerencji Z. Ziobry w każde śledztwo (sic!), co oznacza, ni mniej, ni więcej, jak tylko oddanie temu panu możliwości kierowania każdym z nich według własnego widzimisię. Czysty totalitaryzm, w czym wspomagać go będzie z ław sejmowych, były komunistyczny prokurator, pan St. Piotrowicz, który jest przekonany, że prokuratura w żadnym wypadku nie powinna być niezawisła. Ona ma bezsprzecznie podlegać władzy i kaprysy władzy spełniać.

  Teraz już tylko czekać, aż pozbawi się niezawisłości polskie sądy, co jak przypuszczam, też jest solą w oku pana Z. Ziobry. Wszystko to w „interesie państwa” i „ważnym interesie publicznym”. Konia z rzędem temu, kto te pojęcia potrafi sprecyzować, bo może się okazać, że tym interesem państwa jest na przykład bezwzględne posłuszeństwo obywateli, a „interesem publicznym” może być zakaz publikowania treści krytycznych wobec rządu. Wróci pojęcie „aresztów wydobywczych” czyli takich, które będą polegały na wydobywaniu z obywateli potrzebnych (niekoniecznie prawdziwych) zeznań.  Zeznań obciążających wrogów miłościwie nam panujących.

  W moim odczucie,  władza pana Z. Ziobry jest większa niż Pani Premier i całej reszty Rządu – razem wziętych. Mamy jak w westernie – szeryfa, który trzęsie całym miasteczkiem, choć przecież najważniejszy powinien być burmistrz. I z sarkazmem dodam, że totalnie mi żal bohatera tej notki. Będzie miał teraz pełne ręce roboty, choć to jego żywioł, pasja jego życia. Bo nie ulega wątpliwości, że odnosząc spektakularne sukcesy, pracy będzie mu przybywać. Każde śledztwo będzie rodzić następne, a ponieważ, wg opinii sporej części naszych obywateli, wierzących w spiskową teorię dziejów, układy wciąż istnieją, gorzej, w miejsce zlikwidowanych będą pojawiać się nowe, pan Ziobro już pewnie zakasał rękawy.

  W tym miejscu zastanawiam się czy Europie nie grozi kolejna fala uchodźców politycznych, kto wie czy nie większa niż dziś islamistów? Ja, tak na wszelki wypadek, szukam cierpliwego nauczyciela oryginalnych języków obcych, np. szwedzki, norweski czy islandzki... Byle tanio, bom emeryt.



22 komentarze:

  1. Żadna to przenikliwość, o likwidacji a w zasadzie połączeniu stanowisk prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości mówiono od dawna, była to kwestia czasu. PIS zniszczył ostatecznie pozory niezależności prokuratur i wcale się z takim zamiarem nie krył. Co do efektów, jak zwykle są one tylko formalne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie wywiady jakie ostatnio udziela prof. Zoll w „Wyborczej” pod znamiennym tytułem: „Przecież to są lata 30 XX wieku w Niemczech” tylko ośmieszają całe środowisko profesorów. Człowiek się zaczyna cieszyć, że nie został na uczelni, bo gołym okiem widać, jak szkodliwe dla umysłu panują tam warunki.

    W Polsce największym problemem okazał się brak lustracji oraz wyrok Trybunału, który zamknął całe to środowisko prawnicze przed dopływem świeżej krwi. W tej chwili postępującą zgniliznę, a wręcz postępującą gangrenę toczącą to środowisko widać na każdym kroku, także w osobie prof. Zolla.

    OdpowiedzUsuń
  4. My, ludzie, mylimy się często.

    Za to nigdy nie mylą się nadludzie. Herrenvolk. Rasa panów.

    W 2012 r. prokurator generalny Andrzej Seremet ujawnił, że w Polsce skazuje się 98,25% oskarżonych. Prokuratura kierowała do sądów akty oskarżenia i „przegrała” tylko 1,75% spraw. Seremet: „1,8 proc.! Wiem: o 1,8 za dużo”.[3]

    By pociągnąć do odpowiedzialności karnej prokuratora potrzebna jest zgoda „sądu” dyscyplinarnego przy prokuratorze generalnym Trzeciej Rzeszy Pospolitej. W okresie 2001-2010, na ok. 6,5 tysiąca prokuratorów (obecnie), zgodę taką „sąd” ten wydał razy 5 (pięć).

    Od prokuratury Rzeszy jeszcze lepsze – bo nieomylne nie w ponad 98, a w stu procentach – są jej „sądy”. Z 8619 skarg na działalność „sądów” przesłanych do Krajowej Rady Sądownictwa w okresie 2005-2010 – za słuszną nie uznano ani jednej[4].

    By zapożyczyć frazę Bronisława Komorowskiego, „Państwo polskie zdało egzamin”. 8619 razy.

    Wynik meczu ludzie – nadczłowieki: 8619: 0 (zero).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę Cię podenerwuję. Skoro żadna skarga nie została uznana, wynika z tego, że wyroki sądów były sprawiedliwe!!! :))) Szkoda, że nie podajesz kto jest autorem skarg na wyroki sądów. Ja sobie poczytałem i wyrobiłem na ten temat zdanie. Zdecydowana większość autorów tych skarg to przestępcy i pieniacze, panie SPOKO.
      I siejesz wieści z magla. Oto cytat: „Co do działań Krajowej Rady Sądownictwa w zakresie spraw odpowiedzialności dyscyplinarnej i etyki zawodowej sędziów do KRS w 2014 r. wpłynęły sprawy dyscyplinarne dotyczące 152 sędziów. Jest to prawie 50-procentowy wzrost w stosunku do roku poprzedniego. W 2014 r. zapadły 84 nieprawomocne wyroki sądów dyscyplinarnych. W przypadku wątpliwości czy zastrzeżeń dotyczących rozstrzygnięć sądów I instancji Krajowa Rada Sądownictwa inicjuje postępowania przed Sądem Najwyższym. W tym zakresie w 2014 r. Krajowa Rada Sądownictwa wniosła odwołania od wyroków sądów apelacyjnych do Sądu Najwyższego w 8 sprawach, w jednej sprawie na korzyść sędziego, a w 7 sprawach na niekorzyść sędziego, co pan przewodniczący przed chwilą potwierdził.”*
      za – http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=97&dzien=3&wyp=133

      Usuń
    2. Jak słusznie zauważyłeś, nieprawomocne: a co za tym idzie, nie podlegają udziałowi w statystyce. To ja również Ciebie podenerwuję :)

      W 2012 r. na spotkaniu prokuratorów Wspólnoty Niepodległych Państw prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zapowiedział, że w przeszłość odchodzą czasy, gdy sądy ukraińskie uniewinniały 2-3% oskarżonych. Janukowycz zauważył, że w międzynarodowej praktyce uznaną liczbą jest co najmniej 15% (in international practice the percentage of acquittals was usually at least 15%)

      In the U.S. federal court system, the conviction rose from approximately 75 percent to approximately 85% between 1972 and 1992.[3] For 2012, the US Department of Justice reported a 93% conviction rate.[4] The conviction rate is also high in U.S. state courts. Coughlan writes, "In recent years, the conviction rate has averaged approximately 84% in Texas, 82% in California, 72% in New York, 67% in North Carolina, and 59% in Florida."

      Usuń
    3. Tym razem mnie rozbawiłeś :) Bo rozumiem, że dla wymyślonych statystyk, na które wskazuje Janukowycz, trzeba koniecznie i bezwzględnie 15% oskarżonych i skazanych(?) uwolnić od winy w wyniku zaskarżenia wyroku. Jeśli tego limitu nie ma, sądy są bez wątpienia niesprawiedliwe (sic!). Podziwiam tę logikę :) Tak się już poważnie zastanawiam, gdzie zgubiłeś procedury odwoławcze i apelacyjne?

      Usuń
    4. Bo przykład Janukowicza, był zabawny i miał rozbawić, zaś przykład z USA miał udzielić refleksji. Bo wcześniejsza część tego cytowanego artykułu brzmiała:

      Idzie mi o tezę arcybanalną. Taką oto. Na wakacje jedziemy nad morze, ale bywa że gdy już tam trafimy to wiemy, że lepiej byłoby w Bieszczady. Zupę raz przesolimy, raz nie dosolimy. Na spotkanie idziemy na piątą, a miało być na szóstą. Są oczywiście i poważniejsze pomyłki. Błędy. Ciągle mamy też jakieś wątpliwości i wahania. Homo sapiens sporo czasu poświęca a to na unikanie pomyłek, a to na likwidację ich skutków, a to na wyciąganie z nich wniosków. Pomyłki, proszę państwa, pomyłki! Pomyłki są dobre. Uczą pokory. Są motorem rozwoju. Pomyłki to część kondycji ludzkiej.

      Usuń
    5. Istnieniu pomyłek nie da się zaprzeczyć, ale one nie stanowią sensu działania sądów. To, że się zdarzają nie jest dowodem na to, że sądy to jedna wielka pomyłka. W końcu nie działają na zasadzie linczu. I całe szczęście, dopiero byś narzekał :)

      Usuń
    6. Chodzi o statystykę pomyłek. U nas jest ona znacznie zaniżona, a to zazwyczaj oznacza, nie tyle świetną pracę sądownictwa, ale jej totalitarny charakter.

      Usuń
    7. Totalitarnego charakteru sądownictwa, bez żadnej pomyłki, to my raczej możemy się dopiero spodziewać :)

      Usuń
    8. Niestety, jest takie zagrożenie, ale błagam: umawiamy się bez propagandy. Jak statystyki się polepszą, czyli skuteczność prokuratury będzie lepsza, to ja przyznaję Tobie rację w ocenie Ziobry, czyli uznaję, że zmierzamy w kierunku totalitarnym, a gdy na odwrót, to Ty uznajesz, że Zoll totalnie przegina i powinien leczyć się psychiatrycznie.

      Usuń
    9. SPOKO, w co ty chcesz mnie wciągnąć? Jak statystyki się poprawią to uznamy, że Ziobro jest złym szeryfem? Pominę fakt, że to jakiś absurd, bo odkąd to ocena zależy od statystyk? Już ktoś, może nawet Ty, coś pisał na temat statystyk wykrywalności przestępstw. Te da się dowolnie naginać i zawsze dają wypaczony obraz. To tak jak z tymi dziesięcioma litrami wódki na jednego statystycznego Polaka..., od noworodka począwszy.
      W ocenie czyjejś pracy liczą się fakty, a te już kiedyś, w odniesieniu do pana Ziobry, miały miejsce. Ja zmienię zdanie o panu Ziobrze, jeśli on tamten styl władzy diametralnie zmieni. Bez propagandy.

      Usuń
  5. W sporze "Spoko v.s. Asmodeusz" nie mam wyrobionego zdania (chociaż może powinienem mieć - 27 lat pracy w resorcie sprawiedliwości), bo sprawa jest bardziej złożona niż przytoczone suche liczby.
    Z jednej strony (Spoko) policja i prokuratura najchętniej w statystykach umieszczają sprawy proste i jednoznaczne, gdzie przestępca został złapany na gorącym uczynku (pijacy na rowerach, alimenciarze, zakłócenia spokoju publicznego, chuliganka, kradzieże z gołębnika i hipermaketów, itp.), a nie rejestrują, lub nie rozstrzygają tych, które wymagają długiego śledztwa i procedowania (kradzieże rowerów, kieszonkowcy, włamania do samochodów, agresja w rodzinach, itp.).
    Z drugiej strony (Asmodeusz) statystyki dot. procedur odwoławczych od wyroków sądowych, za cichą zgodą sądów i prokuratur, są przetrzymywane tak, aby nastąpiło przedawnienie, co pozwala np. nie ustalać winnego.
    Z mojego skromnego punktu widzenia nie zauważam żadnych poważnych zmian, poza tym, że to co do tej nielegalnie wyprawiało PO (wywierając naciski na wym. sprawiedliwości) teraz oficjalnie będzie robił Ziobro. Problem w tym, że bez radykalnych zmian w sądownictwie (struktura KRS) wszystko pozostanie po staremu, czyli h... d... i kamienie, a Ziobro będzie mógł robić karierę prezentera w mediach.
    Andrzej Rawicz (Anzai)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie różnica jest dość istotna. Bo o ile, jak sam napisałeś: „... nielegalnie wyprawiało PO (wywierając naciski na wym. sprawiedliwości)”, nielegalne naciski można piętnować, ba, pociągać za nie do odpowiedzialności (nie wnikam w szczegóły z jakim skutkiem), o tyle uzbrojony w prawo, które sam sobie ustanowił pan Ziobro, już żadnymi konsekwencjami (odpowiedzialnością) nie grozi. Oczywiście, że różnicy jeszcze nie widzisz, skoro to funkcjonuje ledwie kilka dni, i mój „bohater” nie miał okazji się wykazać. A że się wykaże, ja nie mam wątpliwości.

      Usuń
    2. A ja przewrotnie, bo sądy również bywają przewrotne, uważam, że sądy wykażą się mniejszą skutecznością skazywania, na złość ministrowi, bo przecież go nie lubią, a z dobroczynnym wpływem dla niewinnych. Tylko Asmodeuszu, za rok nie udowadniaj, że niższy współczynnik skazanych zaświadcza, że prokuratura za czasów Ziobry się popsuła. Nie, to sądy przewrotnie się poprawią.

      No i niepokoi mnie jedno zdanie: "Lewicowe, jako wróg komuny, omijam z daleka". A szkoda, bo Lewica naprawdę nie posiada monopolu na głupotę.

      Usuń
    3. Sądy nie będą działać na niekorzyść pana Ziobry, bo już jest przygotowywana nowa ustawa o ich działaniu. Należy się spodziewać wręcz czegoś odwrotnego.

      Jeśli masz na myśli liberalną lewicę, to ja nawet się z Tobą zgodzę, choć taki pan Miller akurat monopol na głupotę ma, czym się szczególnie wykazał się, wystawiając panią Ogórek na prezydenta (sic!) Skrajna lewica jest już poza zasięgiem mojego zainteresowania, bo to tacy sami oszołomi jak skrajna prawica.

      Usuń
  6. To dopiero byłby precedens jakby Trybunał Stanu by kogoś skazał. Bo jak na razie to tylko jest, bez większych zadań. A kary przezeń nakładane są moim zdaniem dla osób chcących piastować ważne urzędy dotkliwe. Ale tak jak piszesz, nie ma szans na postawienie przed nim nikogo z władzy, co najwyżej pana Donalda T. jak pojawi się w Polsce w jakimś celu.

    Interesy państwa i publiczny to są worki bez dna. Nawet naukowcy na uczelni mojej do końca nie wiedzą co się w nich mieści. Dla władzy to dobrze, dla obywateli pewnie nieco mniej.

    Nudziłem się, bo powtarzały się moje zadania przez te parę dni ostatnich. Ale od poniedziałku mam nadzieję na zmianę. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie pamiętam kto to powiedział: gorsze od kary, jest czekanie na jej wykonanie, więc być może ten Trybunał Stanu to właśnie taki straszak :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Trzeba na sprawę popatrzeć inaczej
    - uwierzyć w prawdziwą przemianę bohatera notki;
    przecież każdy "dobrą zmianę" zaczyna od siebie, czyż nie (?)
    - nauczyć się omijać to, czego nie da się przeskoczyć
    lub złamać; cierpliwie czekać na to, co będzie niebawem (!)
    Może się okazać, że będziemy wszyscy ukontentowani (!?)
    W kraju zapanuje ład i porządek - a w ciemnej uliczce
    nawet jeż będzie spacerował be strachu... Tak to widzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi się właśnie podoba: „Dobrą zmianę” zaczyna się od siebie... W obecnym układzie politycznym, jakby kompletnie o tym zapomniano i kabaret w Sejmie jak był, tak jest nadal.
      Nie mogę uwierzyć w dobrą przemianę mojego bohatera, bo jestem niewierzący. Mnie interesują namacalne dowody, a póki co, takich nie widać.
      Nadzieję, że będzie lepiej zawsze miewam, ale tu też jakby szybko się wypalała. A propos ciemnej uliczki, od kilkunastu lat walczymy o oświetlenie naszej ciemnej uliczki. Jak do tej pory zawsze są ważniejsze sprawy. Dlatego dziś już do tej ciemności przywykłem i nawet tę uliczkę polubiłem. Zero strachu :)

      Usuń
  8. Czasem lubię też coś nagle zrobić, bez planowania. Jednak wydaje mi się, że nawet szkic planu na jakiś czas pozwala nam zachować siły, co bez planu byłyby zmarnowane na inne działania, niezbyt istotne albo coś.

    O nie ma mowy. :) Nie lubię w kurtce jeździć na rowerze. Jeszcze poczekam parę dni.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń