czwartek, 28 kwietnia 2016

Prawda nas wyzwoli



  Jeśli prawda (choć samo pojęcie jest pojęciem względnym) jest niewygodna, należy ją zanegować, ściślej, głosić wszem i wobec, że jest nieprawdą. I choć przed objęciem władzy przez PiS, ta zasada była już znana i stosowana, dziś można by rzec uczeń prześcignął mistrza.

  Mam tu na myśli dwa wątki polityczne, mocno się lansujące w ostatnich dniach. Zacznę od tego mniejszej wagi – oglądalność programów telewizji publicznej, sorry, teraz już narodowej. Wszystkie badania ostatnich trzech miesięcy wskazują na gwałtowny spadek oglądalności  na rzecz programów komercyjno-rozrywkowych, np. TV Puls (sic!) Widać oferowana tam rozrywka jest lepszej jakości niż serwuje nam telewizja narodowa. Pan J. Kurski, szef tej telewizji, mający się za eksperta w tym, co telewidzowie chcą oglądać, kategorycznie zaprzecza. Bo według niego oglądalność takich Wiadomości wzrasta, z czym ja się osobiście, choć tylko po części zgodzę. Wzrasta wśród zwolenników PiS-u, co już niekoniecznie przekłada się na wzrost w oparciu o ogół, bo ilość wiernych zwolenników jest właściwie stała i niezmienna. I ma rację J. Kurski, że gdyby ankietę przeprowadzić tylko wśród nich (czytaj: swoich), wzrost oglądalności TVPiS byłby miażdżący dla konkurencji. Ba!, tenże pan chce kodów adresowych ankietowanych, co sugeruje, że nie należy brać pod uwagę w tych ankietach, tych regionów Polski, gdzie zwolennicy jedynie słusznej partii są w mniejszości. Ale pan J. Kurski powinien być zdecydowanie lepszej myśli. Ja, nie będąc zwolennikiem jego ulubionej partii, też czasami Wiadomości oglądam. Szczególnie wtedy, gdy wydarza się coś ważnego. Oczywiście dopiero po obejrzeniu Faktów, TVN24, czy prześledzeniu wieści z netu. Mam wtedy porównanie. I z reguły wychodzi, jak bardzo jestem zmanipulowany, za co biję się w pierś. Tak bardzo zmanipulowany, że manipulacje Wiadomości już się we mnie nie mieszczą – brak miejsca. Niemniej można uznać, że spodek oglądalności tej narodowej telewizji dzięki mnie jest tylko wyraźny, a nie na przykład katastrofalny.

  Drugim przykładem potwierdzającym tezę, że prawda to pojęcie względne, jest wciąż konflikt o Trybunał Konstytucyjny. Wręcz cały cywilizowany świat jest zdania, że główna wina w zaostrzaniu tego sporu leży po stronie miłościwie nam panujących, zdecydowana większość naszego społeczeństwa twierdzi to samo, niemal wszystkie prawnicze ośrodki w tym kraju stoją po stronie TK. Co nam serwuje PiS? Wszyscy się mylą, PRAWDA jest po stronie tej garstki, a cała ta reszta jest „grupą kolesiów”. Nowa spiskowa teoria dziejów. Już nie Żydzi, a kolesie na całym świecie, są sprzysiężeni przeciw poczynaniom PiS, bo przecież ten nasz grajdołek jest najważniejszym miejscem na tej ziemi. To się zresztą potwierdza, skoro powierzamy go panowaniu Chrystusa, już nie tyle władcy świata, ile Króla Polski, bo cóż wobec tego wybranego kraju, sorry, demokratycznie wybranych przedstawicieli partii PiS, znaczy cały świat? To oni są wybrańcami wśród narodów i nikt tej PRAWDZIE nie ma prawa zaprzeczać.

  Przyznam ze skruchą, że się już w tych prawdach pogubiłem. Tak bardzo, że nawet nie pomoże mi traktat ks. Tischnera o prawdach.


wtorek, 26 kwietnia 2016

Bogu, co boskie



  Jakoś tak jakby lekko temperatura opadła, albo już za bardzo przywykłem do sensacji ostatnich dni. Mam na myśli wydarzenia polityczne. Bo czymże się tu ekscytować? Podróżą Pani Premier, którą nawet na siłę nie sposób uznać za sukces dyplomatyczny? Idącymi w zaparte zapewnieniami Pana Prezydenta, że on samodzielny i niezależny jest?

  Na szczęście ten świat, przynajmniej w naszym, krajowym wymiarze, nudzić się nie pozwala. Mnie ostatnio uderzyły, niemal jak obuchem młota w samo czółko, dwie wiadomości, mające wspólny mianownik. Pierwsza, to wypowiedź1 niejakiego Stanisława Michalkiewicza w jednym z zielonogórskich kościołów. Otóż ten ideolog Radia Maryja uzmysłowił nam, że jesteśmy w trakcie czwartego rozbioru Polski. O tyle ten rozbiór jest oryginalny, że nie dokonują go ani ci wstrętni Niemcy, ani Ruscy, tym bardziej żadna tam Austria, ani inni najbliżsi sąsiedzi. Tym razem rozbierają nas... Żydzi!!! I nie chodzi tu o rozbieranie do rosołu, co ewentualnie mogłoby być ciekawe, ale o polityczny zamach na naszą narodową tożsamość i narodowy majątek. Według Michalkiewicza są na to konkretne dowody. Po pierwsze pomysł odwróconej hipoteki. Wiadomo, to Żydzi są właścicielami banków i w ten sposób powolutku wykupią wszystkie nieruchomości naszych rodaków. To oczywiście tylko jedna z odznak. Druga to fakt, że przy naszych granicach koncentrują się wojska NATO, ba!, my sami nieświadomie chcemy ich zaprosić do siebie. A wiadomo, filarem tej struktury wojskowej są Stany Zjednoczone. A kto rządzi tak naprawdę tym supermocarstwem? To oczywiste, że Żydzi!!! Wreszcie ostatni argument. Żydzi nie są winni tylko wybuchom wulkanów, trzęsieniom ziemi i powodziom. Za całą resztę nieszczęść tego świata już można ich bezapelacyjnie oskarżyć.
Ja rozumiem, skrajnych głupków nie sposób się pozbyć raz na zawsze, mnie w tym wszystkim bardziej zastanawia fakt, że tego pana firmuje nasz Kościół narodowo-katolicki.

  I druga wiadomość, której potwierdzenia jeszcze nigdzie indziej nie znalazłem, bo tylko na portalu Fronda.pl.2 Brzmi tak sensacyjnie, że pozwolę sobie na cytat: „Podczas 372 Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi zatwierdzili treść i tytuł Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Ma on być odczytany w Krakowie-Łagiewnikach, w sobotę przed uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata.” Tę wiadomość miał podać przewodniczący Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych, bp Andrzej Czaja. Mnie się wydawało, że sprawa została już kiedyś przesądzona na nie, co było całkiem rozsądnym rozwiązaniem. Nic z tego, oszołomy spod znaku ojca Rydzyka i ks. Natanka tak łatwo pola nie oddają i ma się stać coś, co uczyni nas pośmiewiskiem całego cywilizowanego świata. Ja bym może nawet przymknął na to oko, wszak już króluje nam, jako państwu demokratycznemu z rozdziałem od religii Matka Boska i nic z tego specjalnie nie wynika. Ale teraz jest się czego bać. By nie być gołosłownym, kilka wersów, które pewnie znajdą się w Konstytucji:
- W naszych sercach – króluj na Chryste.
- W naszych rodzinach – króluj na Chryste.
- W naszych szkołach i uczelniach – króluj na Chryste.
- W środkach społecznej komunikacji – króluj na Chryste.
- W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – króluj na Chryste.
- W naszych miastach i wioskach – króluj na Chryste.
- W całym narodzie i Państwie Polskim – króluj na Chryste.
I jeszcze wybrane treści przysięgi:
Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:
- Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
-
Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
- Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
- Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
- Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!
Dalej jest już tylko gorzej, więc na tym poprzestanę. Kto lubi opowieści z dreszczykiem, niech sam poczyta.

  Ja po tych dwóch sensacyjnych wiadomościach już rozumiem kierunek działań naszych miłościwie nam panujących. Po pierwsze, trzeba zerwać wszystkie sojusze międzynarodowe, aby nikt się w tą intronizację nie wtrącał. Po drugie, trzeba znacznie rozbudować armię (tę w duchu chrześcijańskim i opartą na Dekalogu), wzmocnić uprawnienia policji i służb specjalnych, oraz najpierw zdyskredytować wszelką opozycję, a później się jej definitywnie pozbyć.

  Tyle na dziś, bo mózg mam zmasakrowany po tych dwóch uderzeniach młotem. A musi być sprawny by podjąć w miarę rozsądną i szybką decyzję. Już się pakować i szukać odpowiedniego kraju mojej migracji, czy poczekać aż miłościwie nam panujący jednak się opamiętają?



sobota, 23 kwietnia 2016

Dowcipy Prezesa



  Najzabawniejszym jaki usłyszałem z jego ust w ostatnich dniach to ten, kiedy mówi: „Nie mam najmniejszego wpływu na Pałac Prezydencki.” Bo przecież to najprawdziwsza prawda, przynajmniej po części. Gmachu Pałacu Kaczyński nie ruszy, choć już jego okolice chętnie by zmienił, wzbogacając o kolejny pomnik. Tylko błagam, niech to nie będzie ten z płaskorzeźby, gdzie Lech K. bardziej przypomina Czarneckiego, a już tym bardziej z błędem typu „chołd”. Ale ja się domyślam, że dowcip dotyczył samego Prezydenta i tymi zgrabnymi słowami po prostu Prezes się wyłgał od insynuacji.
  
  Nie wiem czy to żart, ale gdy wspomniał, że gabinet Pani Beaty Szydło to eksperyment, też mi się chciało śmiać. Niestety, wspomnianej Pani Premier chyba do śmiechu nie jest, bo ostatnio zniknął z jej twarzy uśmiech. Może to i dobrze, bo mnie dziwnie kojarzył się ten uśmiech z tym szyderczym, szczególnie wtedy, gdy twierdziła, że guzik ją obchodzą opinie Komisji Weneckiej czy Parlamentu Europejskiego. Ale te opinie nie pochodziły od Prezesa, więc mogła. Pewnie też nie do śmiechu ministrowi Waszczykowskiemu. Wszystko zależy od humoru Prezesa. Skoro zwolniło się miejsce w Europarlamencie po Wojciechowskim, Prezes może go tam zesłać, a jak twierdzi sam zainteresowany, wolałby jednak pozostać w MSZ. Tam jak coś palnie, wie o tym cały świat, w Europarlamencie już niekoniecznie.

  Śmiać już pełną gębą można się z dowcipu Macierewicza, a ten, jak wszystkim wiadomo, jest tubą Prezesa, stąd moje przypuszczenia, że dowcip o armii, stosującej się w pełni do Dekalogu też jest autorstwa Jarosława. Już ja słyszę ten rechot, gdy wojsko będzie recytować na polu walki: „i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy” lub, gdy w czasie porannej przebieżki, będzie skandować: „Pią-te-nie-za-bi-jaj”. Ja bym do tych słów Dekalogu proponował również: „Je-de-na-ste-A-na- drze-wach-za-miast-li-ści-bę-dą-wi-sieć-o-po-zy-cjo-ni-ści.”

  Ale najlepszy (choć może nie najzabawniejszy) dowcip Prezesa z ostatnich dni, to ten o mediach narodowych. Wychwala ponad wszystko i daje za przykład media ojca dyrektora Rydzyka, tak, tego samego, co jego bratową nazwał czarownicą. Rydzyk pewnie kula się ze śmiechu po swoim przetykanym złotymi nitkami dywanie. Mało, że mu sypią kasą ze wszystkich stron, to jeszcze dają jego media za wzór do naśladowania. Pewnie czekają nas teraz we wszystkich programach TVPiS homilie, premiera i stałe powtórki „Smoleńska” (jeśli w końcu się Prezesowi film spodoba), może dopuści się wypowiedzi ks. Międlara, będą też różańce, szturmy modlitewne, koronki i raz na dzień „Wiadomości” TVPiS, odpowiednio zmanipulowane, sorry – zredagowane.

  Teraz rozumiem dlaczego dziś Stańczyk wręcz uchodzi za bohatera narodowego.


środa, 20 kwietnia 2016

Narodowy nacjonalizm



  Swego czasu zwróciłem uwagę na pewne podobieństwa początków rządów naszej konserwatywnej prawicy z rodzącym się w przedwojennych Niemczech narodowym socjalizmem, który przekształcił się w nazizm. Ogólnie reakcja była taka, że mocno przesadzam.

  Dziś mam niejaką satysfakcję, nie w tym, że te podobieństwa okazały się bardziej niż wyraziste, ile w tym, że ta opinia staje się coraz bardziej powszechna wśród tych, którzy zdecydowanie bardziej niż ja, zasługują na miano opiniotwórczych, nawet jeśli to określenie dziś jest bardzo często odbierane w sposób negatywny. Zazwyczaj ta opiniotwórcza „mafia” ma opinię uzależnienia od jakichś bardziej lub mniej określonych, aczkolwiek skutecznych i wrogich ośrodków dyspozycyjnych (michnikowszczyzna, putinofilia czy germanofilia).

  Narodowo-nacjonalistyczny ruch (ucieleśniający się w ONR), tak chętnie wspierany przez narodowo-katolicki konserwatyzm, pokazał swoje prawdziwe, ksenofobiczne i faszystowskie oblicze w Białymstoku. Tu już nie sposób było mydlić oczu, tu wyszło czarno (niebiesko w polskim wydaniu) na białym, że ONR jest niczym NSDAP w początkowej fazie rozwoju. Naprawdę przykre było to, że wspierane było autorytetem Kościoła, przynajmniej do czasu, aż ten ostatni się opamiętał, przynajmniej w tej kwestii. Przez długich kilka, nawet kilkanaście lat Kościół patrzył na działania ONR z pobłażliwością nierozsądnego rodzica pozwalającemu dziecku bawić się zapałkami. Ba!, był mile połechtany, bo tenże narodowo-patriotyczno-katolicki ruch odwoływał się jawnie do wiary, choć przecież wyraźnie przeczył podstawowej idei katolicyzmu, nakazującej traktować bliźniego swego, jak siebie samego. Nie da się bowiem ukryć, że ks. Międlar, jako duszpasterz tego Kościoła, temu faszyzującemu ruchowi błogosławił. Na jednym z blogów (przez grzeczność nie wskażę) miałem okazję przeczytać notkę, wręcz gloryfikującą tę postać. Autorka pisała o wzruszeniach, o patriotyzmie, o spontaniczności, która chwytała za serca, słuchając osobiście płomiennych kazań ks. Międlara. Byłem przerażony.

  Dobrze się stało, że przełożeni zakonu ks. Międlara, w końcu się opamiętali i wspomnianemu księdzu wydano kategoryczny zakaz wystąpień publicznych i organizowania zjazdów, spotkań i pielgrzymek, oraz zakaz aktywności medialnej. Dobrze się stało, że wydarzeniami w Białymstoku ma zamiar zająć się prokuratura, bo faszyzm w Polsce jest prawnie zabroniony. Ale to dowodzi, że ten faszyzm jednak w naszym kraju istnieje i miał (być może wciąż ma) przyzwolenie środowisk konserwatywnej prawicy. Bo się nie oszukujmy. Te ośrodki traktują ten nurt nie jako zagrożenie, ale jako wsparcie specyficznego trybu rządzenia krajem. Charakteryzuje się on autorytaryzmem, walką z trójpodziałem władzy, dążeniem podporządkowania sobie opozycji i stworzeniem bezwzględnej dominacji ideowej. Innymi słowy, to nic innego jak podpieranie się narodem w ustalaniu jedynie słusznej prawdy patriotyzmu w wersji konserwatywno-narodowej. Wprawdzie nie mamy jeszcze do czynienia z przemocą, lecz jeśli ja dziś czytam o nowych uprawnieniach policji i służb antyterrorystycznych (projekt ustawy jest gotowy i będzie teraz rozpatrywany przez rząd), w imię zagrożenia, którego tak naprawdę nie ma (a przynajmniej go nie zaznaliśmy), śmiem twierdzić, że brakuje nam jeszcze tylko małego kroczku, aby tę przemoc państwa wobec swoich obywateli urzeczywistnić na modłę nazizmu. Dość symptomatyczne są w tym te działania rządu, które zmierzają do zerwania wszelkich sojuszów międzynarodowych oraz próby wzmocnienia potencjału militarnego. Nikt mi nie powie, że te zjawiska można beztrosko bagatelizować.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Nie dla baz NATO



  Mam się za pacyfistę, może akurat nie jego skrajny przypadek, ale zawsze. Oto pojawiają się głosy, zupełnie niezależne od mojej opinii, aby jednak tych baz w Polsce nie było, choć jak mniemam, z zupełnie innych pobudek niż moje.

  Uzasadnię dość krótko. Na Bałtyku miał miejsce incydent z amerykańskim okrętem wojennym i jakimś cudem uniknięto rozlewu krwi, który mógł mieć bardzo poważne konsekwencje. Wprawdzie rosyjskie samoloty podobno nie były uzbrojone, ale to pewnie nie tak łatwo od razu i jednoznacznie stwierdzić. Podobno testowali system łączności naszych sojuszników z NATO. I przyznać trzeba, że w ten sposób postąpili nie po raz pierwszy. A teraz wyobraźmy sobie, że na naszej wschodniej granicy powstają bazy wojskowe. Pierwszym krokiem Rosjan, będzie próba rozszyfrowania sposobów łączności i metod reakcji tychże w czasie zagrożenia. Nie ulega bowiem wątpliwości, jak ważne są te elementy taktyki wojennej. Najłatwiejszym sposobem rozpracowania tych elementów są prowokacje. A z kolei prowokacje mają to do siebie, że są dość ryzykowne. O możliwych ich konsekwencjach nawet nie chce mi się myśleć.

  Nie rozumiem więc kompletnie naszych nam miłościwie panujących, nie rozumiem uporu, z jakim nalegają na utworzenie tych baz. Przy dzisiejszych metodach walki, ich bliskość z granicą wrogiego państwa jest bez znaczenia. Jeśli je utworzymy na terenie naszego kraju, staniemy się z automatu pierwszym i najpewniejszym celem. Tylko mnie dziwnym trafem przychodzi na myśl idiotyczna myśl, że być może właśnie o to chodzi? Skoro bowiem takie zagrożenie będzie, jaki problem we wmówieniu nam, że trzeba być stale zmobilizowanym, że nie wolno pozwolić sobie na żaden luz. Trzeba będzie ten nasz naród zmilitaryzować. A w wojsku obowiązuje bezwzględna i żelazna dyscyplina. Kapitalne zagranie..., niczym żywcem ściągnięte z czasów wprowadzenia stanu wojennego.