niedziela, 12 czerwca 2016

Kamuflaż



  Żale i pretensje zostały wylane pod poprzednią notką (dziękuję wszystkim Komentującym) i powinienem o sprawie transparentów, ściślej, wojnie na transparenty – zapomnieć. Chyba jednak mam coś z wieszcza (nie mylić z wieszczami literackimi), lub dokładniej złowieszcza, bo oto jak na zawołanie temat pojawia się w prasie. I napawa faktycznie grozą. Chodzi mianowicie o ten jeden szczególny, chyba najbardziej agresywny ze wszystkich jakie opisałem w notce i jakie przedstawili mi moi Czytelnicy: „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice.

  Prokuratura Okręgowa w Warszawie uznała, że właśnie ten, wywieszony na stadionie podczas meczu Legii nie zawiera w sobie żadnej groźby karalnej. Ot, taka sobie dozwolona, dopuszczalna polemika w odpowiedzi na gwizdy wobec Prezydenta na stadionie narodowym podczas Pucharu Polski. Właściwie trudno było się spodziewać innej decyzji, skoro owa prokuratura podlega już jawnie jednemu z najbardziej wyrazistych ministrów w rządzie obecnie nam miłościwie panujących. Coś w stylu: obrażać my, ale nie nas. Choć gwizdów nie lubię, trudno je uznać za groźbę utraty zdrowia lub życia, raczej za przejaw dezaprobaty, zwyczaj wywodzący się przecież właśnie ze stadionów. Na owym transparencie mało, że jest mowa wyraźnie o szubienicy, która przecież nie jest symbolem umiłowania życia, to jeszcze bardziej wyraźnie napisane, nawet z nazwiska, kogo ona czeka. Ktoś powie, że to nic takiego, taki sobie żarcik naszych patriotycznych kibiców. Już nigdy nie napiszę kiboli, bo ja, choć nie z tych zestrachanych, zaczynam się jednak obawiać, wszak anonimowość w necie, jest szczególnie teraz tylko iluzoryczna. Aby ją ujawnić nie trzeba zgody sądu, wystarczy kaprys ministra i podległej karnie (w sensie karności) mu prokuratury.

  Mam też inne obawy. Skoro treść tego transparentu jest według prokuratury „dopuszczalną formą polemiki”, to teraz każdy zbój, któremu się nie spodoba moja fizjonomia, albo i moje poglądy, może bez obawy podejść do mnie z kijem bejsbolowym i wymachując mi nim przed oczami wyprosi mnie np. z knajpki czy imprezy gdzie spędzam urocze do tego momentu chwile. Zawsze może się wytłumaczyć, że on chciał ze mną tylko patriotycznie  polemizować, a tym kijem po prostu odganiał jakąś natrętną muchę, która mu w tej polemice przeszkadzała. Jest jednak gorzej, zdecydowanie gorzej, choć miłościwie nam panujący akurat twierdzą, że to dobra zmiana. Niechbym tak dla przykładu poprosił policjanta o pomoc, może się zdarzyć, że ów kij bejsbolowy się temu polemizującemu patriocie wymsknie, bo gładki, a on nie ma dobrego ścisku w dłoni i trafi tegoż policjanta w samo czółko, tak dokładnie w sam środeczek. Po ostatnich interwencjach naszego ukochanego ministra od sprawiedliwości, winien będzie oczywiście sam policjant. Nie wolno przeszkadzać prawdziwym patriotom w uprawianiu kulturalnej polemiki, bo to jest oburzające i godzi w dobre imię naszego kraju. Wszak jest tu pełna demokracja, co usiłują bezczelnie podważyć kodziarze.

  Tak się zastanawiam, czy nie zmienić teraz fryzurę na irokeza, o co byłoby raczej trudno i mało atrakcyjne, albo zgolić czuprynę na łysą pałę, a do tego stale nosić na szyi czerwony szalik z pięknie wyhaftowanym, białym napisem POLSKA. Wszak w przyrodzie nie brakuje przykładów dobrego kamuflażu.


27 komentarzy:

  1. Czy Ty nie popadasz w paranoję?

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam szalik-nie za bardzo drogi a i w zimie może się przydać.
    Golenie głowy możesz pominąć, zapewne niebawem nie będziesz nikogo nęcił gęstą czupryną. I wcale nie wpadasz w paranoję, wbrew temu o co
    Cię posądza Rademenes II. My po prostu mamy już za sobą wiele doświadczeń życiowych, zapewne znacznie więcej niż On.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, może w takim razie czas kopać schrony podziemne i przygotowywać zaplecze pod działalność konspiracyjną, bo już niedługo bojówki kibiców do spółki z ZOMO (może PISOMO)będą prać opozycję, homoseksualistów lewaków i na wszelki wypadek cyklistów. Powrócimy do czasów drukowania tajnej prasy, a za karykaturę Kaczyńskiego na murze będzie groził obóz w Berezie Kartuskiej. Na bank przyda się doświadczenie życiowe.

      Sorry za złośliwość, ale ośmielam się jednak stwierdzić, mimo szacunku dla osób ode mnie starszych, że czasy stalinowskie i genezę totalitaryzmu w Polsce wszyscy znamy z opowiadań i lektury, a nie autopsji.

      Usuń
    2. Anabell
      Póki jeszcze co, raz w miesiącu muszę iść do fryzjera, co faktycznie w moim wieku wydaje się dziwne. Może kiedyś nieświadomie zjadłem coś na porost włosów, szkoda tylko, że bez barwnika, bo są przeraźliwie siwe.
      Pozdrowienia :)

      Usuń
    3. Radku
      Odpowiem za siebie. Na kopanie schronów to ja już raczej sił nie mam. Jest lepsze wyjście – emigracja, na szczęście nie zarobkowa, bo nawet konspiracja mi nie pasuje. Czy myślisz, że kilka lat nieświadome (wczesne dzieciństwo) i czterdzieści świadome życie w totalitaryzmie to wystarczająco dużo, aby nie mieć ochoty na powtórkę z rozrywki? Nie będę się upierał – ujmę sobie niespełna dekadę gierkowizny. To był totalitaryzm połowiczny.

      Usuń
    4. No ale co z tego wynika? Możesz z czystym sumieniem stwierdzić, że wtedy tak samo się zaczynało?

      Usuń
    5. Radku
      Z czystym sumieniem to aż boję Ci się powiedzieć kiedy zaczynało się tak jak dziś. Nie chciałbym wywoływać wilka z lasu.

      Usuń
  3. Wiele lat temu (około 18)moja znajoma zadzwoniła w bardzo ważnej społecznie sprawie na numer policyjny. Rozmowa była krótka, zwięzła i nic nie wskazywało, że będą tego dalsze konsekwencje. (Była w sprawie, a nie przeciwko komuś konkretnemu). Dzwoniła z telefonu stacjonarnego i po trzech dniach na jej numer zadzwonił mężczyzna. Powiedział tylko jedno zdanie: "Wiem, że pani dzwoniła na komisariat w sprawie... ja tylko chcę powiedzieć, że wiem" - po czym się rozłączył. Nietrudno było zrozumieć, że swoim telefonem naruszyła czyjś spokój, jak również i to, że osoba, z którą się łączyła była w jakiejś grupie interesów, skoro przekazała treść komuś innemu. Po tej informacji, a nie miałam powodu wątpić w nieprawdziwość przekazu zastraszonej kobiety, straciłam na długo zaufanie do służb mundurowych. A wracając do treści wpisu - oczywiście jest to nieprzyjemne w odbiorze, ale nie każda werbalizacja agresji jest bezpośrednim przełożeniem na czyny - i tego sobie życzmy, żeby na tym poprzestano, a nienawiść przejawianą w różnych formach zredukowano. Patriotyzm, to również szacunek do własnego języka, nie warto go plamić wulgaryzmami i groźbami. Kultura słowa mówionego i pisanego świadczy o kulturze danego/każdego narodu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdyby chodziło tylko o werbalizację haseł, to ja pewnie nie byłbym aż tak ironiczny. Mnie bardziej niepokoi interwencjonizm pana ministra, który to werbalizuje pewne zachowania i to wobec służb odpowiedzialnych za porządek w tym kraju.
      Pozdrawiam.

      PS. Próbowałem się dostać na Twój blog, a może tylko Twoje konto, ale jest zahasłowane. Pytam z ciekawości, nie żebym się domagał dostępu.

      Usuń
    2. Pisałam wcześniej, że wrócę na blog dopiero w październiku - do tego czasu pozostanie zamknięty (nic nie piszę, przygotowuję stary materiał do druku - może się uda, chociaż mam wątpliwości, czy pokonam słabości) - tzn. niedoskonałości...

      Usuń
    3. Zatem powodzenie z drukowaniem...

      Usuń
  4. Gdyby cała policja, wojsko, i spec służby były "pisowate" to Twoje obawy by były jak najbardziej słuszne. Ale, na szczęście, mundurowi, prokuratury i sądy są jeszcze tak samo podzieleni jak Polacy, więc chyba można jeszcze chodzić spokojnie po ulicach. To się jednak może zmienić. ;)
    Czasów stalinowskich nie pamiętam, ale jeszcze w epoce "późnego Gomułki" po ulicach chodziły t.zw. "trójki" (np. 2 ORMOwców i 1 milicjant) od których można było dostać niezły łomot za sam wygląd, gdy ktoś nosił np. długie włosy. Sprawę ratowało wylegitymowanie się jakąś przynależnością do ZMS, albo PZPR. Nie wiem, czy Polska dobrnie do systemu jednopartyjnego, więc na razie nie musisz się kamuflować, ale temat jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W marcu 68 dostałem prawdziwy łomot za to, że znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze i z niestosowną fryzurą (grzywka a’la The Beatles). Omal mnie do matury nie dopuszczono, choć mnie Dejmkowska inscenizacja „Dziadów” zupełnie nie interesowała. Ale ja akurat w felietonie nie obawiam się policji, zdecydowanie bardziej tych, którzy policji jeszcze mniej się boją, a których można, nomen omen, rozpoznać po kamuflażu na patriotów.

      Usuń
    2. Dobrze, że mi przypomniałeś! To prawda, za "bitelsówę", czyli czapkę, grzywkę, buty z czubkami, albo spodnie dzwony, też można było dostać za Gomułki. Jednak takiego dziadostwa jak dzisiaj nie było, "aktywiści" partyjni musieli mieć zgodę władz i dopiero wtedy dostawali białe szturmowe pałki do nakładania wiedzy do łbów. Teraz nie trzeba takich argumentów, przedłużone w nieskończoność areszty wydobywcze wystarczą, nie ma też symbolicznych "48 godzin", czy godzin nocnych, gdzie między 22-6 można było się wyspać. No i muszę Ci zdradzić, że właśnie od dzisiaj zauważyłem ostrą cenzurę na blogach, już nie mogę się dostać do anonimowego politycznego bloga na "Blogspocie", a w "psychiatryku" żądają zdjęcia i nazwiska.

      Usuń
    3. Ale to też żadna nowość. Że tak przypomnę wjazd do chłopaka, który zrobił "antykomora".

      Usuń
    4. Ale wtedy można było pisać i komentować bez ograniczeń.

      Usuń
    5. No ale uważasz że kto cenzuruje inernet? Na blogach mogą cenzurować chyba sami ich właściciele, tak samo jak hasłować lub żądać nazwiska.

      Usuń
    6. Robią to administratorzy internetu dostarczanego twardym łączem, i administratorzy witryn. To może być jakieś 40-60%

      Usuń
    7. Administratorzy witryn to zrozumiałe, tak samo jak moderatorzy portali. Ci kierują się swoim widzimisię przy moderowaniem treściach na zarządzanych przed siebie witrynach, ale i tak jest to cenzura wewnetrzna.

      Natomiast zagadką dla mnie jest jaka to grupa administratorów "administratorzy internetu dostarczanego twardym łączem"?

      Usuń
    8. Z reguły na "twardym łączu" dostawca netu dodaje 1 router stacjonarny, 1 zdalny, 1 serwer na hubie, i 1 serwer proxy. Do tej pory można było korzystać z dowolnego sprzętu, wystarczyło tylko podać login i hasło. Teraz zamiast loginu jest to obraz kontrolny (login plus ID sprzętu), i do tego trzeba na każdym sprzęcie założyć konto. To jest uciążliwe, bo ogranicza mobilność i likwiduje anonimowość, dlatego nie mogę się dostać na swoje dwa blogi. Nie podaję szczegółów, bo nie chcę reklamować firmy, która nie jest moim marzeniem.

      Usuń
    9. Jak zrozumiałem, masz na myśli łącze statyczne, którego prowider zablokował dostęp do domen na których są Twoje blogi. Tyż nic nowego, ale nie wiąże się z cenzurowaniem netu. W sumie nawet nie wiem jakimi się oni kierują wytycznymi, za czasów mojej pierwszej pracy nieustannie mieliśmy z tym problem w naszej firmie, blokowane były nawet protokoły i porty na których wisiały różne serwisy i usługi.
      Z anonimowości rezygnujesz w momencie wpięcia sprzętu jakiekolwiek do sieci, oprócz adresu ip, który może być zmienny zdradzają się macadresy sprzętu, od kompa do hardware'u sieciowego.
      Jeżeli nie zarządzasz prywatnym serwerem, olałbym tego dostawcę.

      Usuń
    10. Nie chodzi mi o anonimowość całkowitą, bo z tą już się pożegnaliśmy kilkanaście lat temu (do netu można jeszcze wejść anonimowym "składakiem", ale teraz traci się interaktywność). Problem jest w tym, że prawie na każdym kroku (poza PC-tem na twardym łączu) poza IP, i ID, wymagana jest weryfikacja sprzętowa, i ... lokalizacyjna, czyli wysyłasz SMS-a, i czekasz do 14 dni (!) na e-maila z kodem. Nie da się też odpalić sprzętu z nośników zewnętrznych, ani z miejsca oddalonego poza zasięgiem własnego routera, bo znowu ... weryfikacja sprzętowo lokalizacyjna. Oczywiście to odnosi się głównie do witryn rządowych, opozycyjnych redakcji, i tp., na blogi o kwiatkach i rabatkach można wejść bez problemu. Mnie to się nawet podoba, tyle tylko, że chyba powinno się o tym uprzedzać użytkowników.

      Usuń
  5. za szalik też można oberwać... kiedyś był mecz na Legii, podczas którego kibole ruszyli do ataku na policję... po ich rozproszeniu rozpoczęto przeczesywanie okolicy i każdy w szaliku wyłapywał porządny łomot... na ów łomot załapał się też pewien starszy pan, który wyszedł z psem na spacer... otóż stało się tak, gdyż miał szalik, który córka mu kiedyś przywiozła z Węgier... zaś z natury szalika wynika, że nie za bardzo wiadomo, kiedy ten detal ubioru jest noszony "do góry kolami", kiedy nie...
    tak mi się skojarzyło, trochę nie na temat...
    natomiast rzeczywiście bardzo mnie ciekawi, co musiałoby być napisane na transparencie, by zakwalifikowano to jako groźbę karalną?... może "... - dla was /.../, będą krzyże?"... jak wiemy z historii, krzyż to okrutniejsze narzędzie egzekucji, niż szubienica...
    ale słyszałem też o odwrotnym przypadku, gdy jeden pan zaprosił drugiego "na męską rozmowę"... dopiero po apelacji sąd uznał, że "męska rozmowa" niekoniecznie musi oznaczać danie komuś po mordzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @pkanalia
      Piotrze, ta propozycja "męskiej rozmowy" jest całkiem niezła, warto by zobaczyć jak kaczki dają sobie po dziobach. Problem tylko w tym, że jak znam życie to jeden by przyszedł z ochroniarzami. ;)

      Usuń
    2. U mnie wszystkie skojarzenia są dopuszczalne.
      Dobrze, że mi zwróciłeś uwagę na ten szalik, zawsze starannie będę go wygładzał tam gdzie napis :)
      Ja przypuszczam, że bez wątpienia karalne byłyby treści ubliżające Kościołowi.
      Pozdrawiam.

      Usuń