środa, 29 czerwca 2016

Skandal w czerwcu



  Słabo pamiętam tamten dzień. Jako dzieciak nie miałem zielonego pojęcia czym była polityka, ba!, czym były sprawy gospodarcze, ani tym bardziej, co to w ogóle znaczyło być przeciw władzy. Pamiętam tylko przerażone twarze rodziców wsłuchujących się w radio i kategoryczny nakaz ciszy dla nas, mających w głowie akurat hałaśliwą zabawę.

  Jestem przekonany, że nasi miłościwie nam panujący w ogóle nie mają pojęcia o tym, czego dotyczyły wydarzenia tamtych dni. Wszak ich jeszcze wtedy nie było na świecie. Nic więc dziwnego, skoro są młodzi, oni nie mogą mieć nawet takiej świadomości tamtych wydarzeń jak ja. I tu może warto im przypomnieć, że wtedy nie było walki o te wartości, które mają obecnie wypisane na sztandarach. Wysłuchując przemówień, na ile to było możliwe (ale o tym poniżej) przemówień i Pana Prezydenta, i Pana Glińskiego, który czytał list Pani Premier, można było odnieść wrażenie, że wtedy robotnicy walczyli o... władzę dla PiS (sic!) To ewidentne przekłamanie historii woła o pomstę do nieba. Największym skandalem tegorocznych obchodów było właśnie owo przywłaszczenie tamtych idei. W tym miejscu przypomnę: robotnicy Poznańskiego Czerwca 56’ protestowali nie przeciw ideom socjalizmu, ale przeciw ignorancji władzy komunistycznej, które stanowiąc podobno przewodnią siłę ludu pracującego, ten lud terroryzowała i gnębiła. Podkreślam, nikomu ze strajkujących nawet nie śniła się zmiana ustroju.

  Dziś władza, wprawdzie nie tak drastyczne jak w tamtych czasach, ale też zdaje się kompletnie ignorować społeczeństwo. Już chociażby te słowa apelu o poległych(sic!) pod Smoleńskiem, które mało, że do tych wydarzeń mają się jak przysłowiowa pięść do nosa, to jeszcze na siłę propagują zamach, czego jak do tej pory nie udowodniono. W liście do uczestników uroczystości, Pani Premier pisze: „Poznański Czerwiec był krwawą ofiarą złożoną przez Polaków na drodze do suwerennej Rzeczypospolitej. (...) Marzenie bohaterów poznańskiego Czerwca ziściło się.”, co z historycznego punktu widzenia jest łgarstwem i godną potępienia manipulacją. Podobnie kłamie Pan Prezydent mówiąc: „To właśnie dzięki temu robotniczemu „nie”, dzięki żądaniu sprawiedliwości, uczciwości, a także wolności [podkreślenie moje] odzyskaliśmy tę wolność po ‘89 roku”. A przecież na jedynym transparencie z fotografii tamtych wydarzeń jest napisane wyraźnie: „Żądamy chleba”. Nic więcej!

  Dla prawicowych i prorządowych mediów skandalem były gwizdy, gdy przedstawiano gości i gdy były przemówienia. Tę nową jakość dzisiejszej reakcji społeczeństwa na gadki-szmatki naszych prominentów zapoczątkowali ci sami, którzy dziś tak bardzo się na nie oburzają. A im bardziej będą się oburzać, tym należy się spodziewać jeszcze większego ich nasilenia. Na portalu wPolitycy.pl jest artykuł pełen straszliwego gniewu na takie zachowanie, ale ani słowem nie zająknięto się, gdy dla odmiany prawicowe tłumy gwizdały w czasie przemówienia Lecha Wałęsy na tej samej uroczystości. To taka filozofia Kalego, co mnie już w zasadzie nie dziwi. Jedno wydaje się być oczywiste. Jeśli nasi miłościwie nam panujący nie zmienią stosunku do tej grupy obywateli, która niekoniecznie jest zadowolona z ich decyzji, a co jak żywo zaczyna przypominać atmosferę czasów Czerwca 56’, pewnie eskalacja takich skandalicznych zachowań się nasili, a wtedy coraz rzadziej będziemy oglądać ich twarze z przyklejonym uśmiechem, na oficjalnych uroczystościach z udziałem zwykłych obywateli. Może to i dobrze...


3 komentarze:

  1. Ja już kiedyś pisałem o tym zjawisku. Jest to element szerszej polityki zmiany elit, bo te nowe (właśnie wprowadzane na salony) muszą mieć przecież jakąś bazę. Weź taką rodzinę Kaczyńskich - ojciec i matka patrioci, powstańcy warszawscy (wątpliwi wprawdzie, bo nie bardzo kojarzeni), cała otoczka zamieszania wokół Smoleńska, która ma może na celu nie tyle znalezienia winnych, co wmówienia społeczeństwu że osoby które tam zginęły padły ofiarą zamachu, spisku, czy czego tam jeszcze i skoro POLEGLI, to są BOHATERAMI, zwłaszcza prezydent – przedstawiciel państwa.
    Następnie próby zawłaszczania idei Solidarności znów przez Kaczyńskich, - dyskredytowanie Wałęsy, (słuszne poniekąd, bo był tylko pajacykiem, ale ja akurat jestem za prawdą a nie wymianą jednego słupa na drugi) KOR - tu na pierwszy plan jako ojciec założyciel jest wysuwany ostatnio Macierewicz.
    W końcu wydarzenia czerwca 56, jako początek... no właśnie czego? Tu można dywagować, bo tak nie do końca sprowadzałbym tego do awantury o michę. Według mnie był to początek ogólnej, wyrażanej już po wystąpieniu poznańskim na głos w licznych deklaracjach i manifestach dezaprobaty społeczeństwa (również inteligencji) dla władzy ludowej, niezależnie od intencji robotników Cegielskiego, którym chodziło o warunki bytowe. Te przecież miały być w zapewnieniu komunistów lepsze niż za zgniłego kapitalizmu, tymczasem stało się zupełnie na odwrót.
    Fakt, że te nastroje uwidoczniły się po Czerwcu 56, który był pierwszym tego typu zrywem, jest obierany za jakiś symbol budzenia się idei antykomunistycznych, bo wiązały się z nimi przecież nie tylko warunki bytowe, ale antyklerykalizm, cenzura, zamordyzm, a na zauważenie, że są to jakby cechy władzy ludowej ludzie mieli już całą dekadę. Odwoływanie się do tego PISu jest sprytnym zabiegiem w realizowaniu przyjętej polityki, którą opisałem powyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli coś inteligencji tamtych czasów się nie podobało, po krytyce „kultu jednostki”, po odstąpieniu od metod stalinowskich, po odrobinie swobody w ocenie historii powojennej, raczej trudno mówić o jakimkolwiek bucie tych środowisk. Zresztą, chyba sam przyznasz, że de facto, trudno mówić o jakimikolwiek wpływie tych zdziesiątkowanych środowisk na resztę społeczeństwa. Dla ówczesnej władzy inteligencja nie była żadnym zagrożeniem. Problem w tym, że na fali odwilży nie odstąpiono od planowanej, a już skompromitowanej gospodarki planowej, a w efekcie nie nastąpiła żadna poprawa bytu robotników, mimo że było już ponad dekadę po wojnie. Ba!, w miejsce spodziewanej poprawy następowało pogorszenie tych warunków. O pierwszym zrywie natury politycznej możemy mówić dopiero o Marcu 68’Antykomunizm istniał od początków PRL-u, a nawet i wcześniej, ale w tymże PRL-u nie miał żadnej siły przebicia do 1968 roku.

      Usuń