poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Dajmy dzieciom broń



  Najlepiej palną. Kije bejsbolowe z powstańczym emblematem to raczej archaizm, choć w pewnych, młodzieżowych ośrodkach kultury narodowej (o kibolach już nie wypada pisać) ma powodzenie. Tyle, że sport bejsbolowy w naszym kraju jakoś mało popularny, więc te kije od razu źle się kojarzą. Nawet jeśli z tym powstańczym emblematem.

  Pamiętam jak w szkole średniej (technikum górnicze w czasach komuny) mieliśmy zajęcia z przysposobienia wojskowego. Miały inne podłoże niż te na uczelniach. Nam oferowano zwolnienie ze służby wojskowej z racji wykonywanego zawodu, ale nie chciano nas pozbawić zabawy w wojsko. Ta zabawa polegała przede wszystkim na musztrze. Szlifowaliśmy raz w tygodniu betonową płytę boiska do piłki ręcznej. Jeden, jedyny raz zaprowadzono nas na strzelnicę i wręczono prawdziwy karabin do ręki (to był chyba KBKS). Pozwolono oddać trzy strzały do tarczy. To była frajda, powąchać zapach prochu (sic!) Ale od tego czasu poczułem w sobie niechęć do jakiejkolwiek broni. Palnej w szczególności, choć oko miałem dobre. Najlepsze w klasie. Bo strzelać do tarczy to przysłowiowy pikuś, ale jak na niej jest namalowana sylwetka człowieka, to już nie bardzo. Moja wyobraźnia widziała prawdziwego „ludzia”.

  Nie wiem jak jest teraz w szkołach średnich z takimi zajęciami. Ale musi takich zajęć brakować, skoro jakiś oświecony dyrektor-patriota wymyślił klasę o profilu matematyczno-narodowym. Choć bardzo się staram, nie mogę w żaden sposób znaleźć relacji tej matematyki do narodowości. Już bardziej takie powiązanie: polonistyczno-narodowa, historyczno-narodowa, bo wiadomo – Polacy to naród bitny. Ale matematyka?! Chyba najbardziej humanistyczna z nauk ścisłych, wolna od ksenofobi,  narodowego socjalizmu czy w ogóle od agresji. Widać dla chcącego nic trudnego, a takim chcącym jest dyrektor Liceum nr 1 w Milanówku. Po dość ostrej reakcji, zmieniono tę nazwę na "klasę mundurową". To nic wprawdzie nie zmienia, ale nie brzmi tak idiotycznie jak wcześniej. Przy okazji wyszło szydło z worka (proszę źle nie kojarzyć), bo okazało się, że ten profil i zajęcia z bronią palną mają silny związek z pobliskim ośrodkiem dla uchodźców, wprawdzie nie radykalnych islamistów, bo takowych w naszym kraju nie ma, ale zawsze to uchodźcy. Element zdecydowanie podejrzany i groźny, i młodzież się boi. A strach najlepiej zabić bronią palną. Sorry, źle mi się napisało, to taki skrót myślowy. Chodzi  oczywiście o zabicie strachu wewnętrznego. Człowiek, szczególnie ten młody, nie odczuwa strachu, gdy ma na podorędziu karabin. Najlepiej taki wielostrzałowy. Ja bym w tej szkole otworzył również wypożyczalnię tej broni, zamiast bibliotek. Te ostatnie są coraz mnie popularne.

  Bać się nie ma czego, bo temu doskonaleniu umiejętności posługiwania się bronią będzie towarzyszyć wychowanie patriotyczne. Chodzi oczywiście o ten model patriotyzmu, który się ostatnio lansuje, czyli bić tych, co nie Polacy, co o innym zabarwieniu skóry i innej ideologii niż katolicko-narodowa. To ich pobłogosławi ks. Międlar i wleje w ich serca prawdziwie bohaterstwo. Ja nawet sądzę, że powinniśmy iść krok naprzód. Tworzyć takie klasy już w szkołach podstawowych, najlepiej pod okiem księży kapelanów. Tej młodszej młodzieży łatwiej wpoić właściwy (czytaj: wrogi) stosunek do obcych wszelkiej nacji. I łatwiej nauczyć posługiwać się bronią. To się sprawdziło i w Afryce, i w ISIS. Zabijanie wrogów stało się tam jak kromka chleba. Czytałem na ten temat sporo i swoje wiem. Taki dwunastolatek pociąga za spust bez mrugnięcia powieką, często z okrzykiem "Allah Akbar!". Zawleczki z granatów też wyciąga w podobny sposób. I co najważniejsze, jako małoletniemu nie grożą tak surowe kary, jak dorosłym, gdy skieruje swój gniew nie tam gdzie trzeba. Że będą ofiary? A kto się dziś ofiarami przejmuje, jeśli to obcy.


37 komentarzy:

  1. Też czytałem dziś o tym pomyśle takiego profilu. Muszę powiedzieć, że moje mniej czy bardziej lewicowe poglądy na różne sprawy nie pozwoliły tak jak i Tobie wyobrazić sobie jak to ma wyglądać w praktyce. Są przecież klasy dla przyszłych żołnierzy, są nawet specjalne szkoły z wieloma profilami wojskowo-patriotycznymi jak chce obecny rząd nazywać takie twory. Problem wiąże się z szerszym pojęciem czyli z patriotyzmem. Może mój umysł działa na innej płaszczyźnie, ale nie wiem jak można nauczyć kogoś patriotyzmu, można nauczyć zrozumienia pewnych zdarzeń historycznych, wyciągania wniosków itp. Natomiast miłość do ojczyzny, szacunek dla niej wynosi się raczej z domu. Ogólnie powiem Ci, jak patrzę na narodowców to widzę w nich jakichś kosmitów. Bo mój umysł nie ogarnia ich sposobu myślenia i działania.

    Fraszka bardzo mi się podoba. :) W sumie fajnie się złożyło z tymi medalami, Majka-Majka. ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi te obecne przyzwolenie na działalność nacjonalistyczną przypomina treści książek, które opisywały to, co działo się przed ludobójstwem w Rwandzie. Oczywiście nie ma tu dokładnej analogii, ale i tak mnie to trochę przeraża, że na prymitywną agresję w imię chorych ideologii obecnie się nie tylko toleruje, ale wręcz promuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc o przykładzie Afryki, to miałem na myśli, choć książki nie czytałem. Widziałem kilka reportaży i dokumentów pokazujących jak się szkoliło dzieci do zabijania w Ruandzie. Pranie mózgu i kompletna znieczulica. Ja tego nie mogłem pojąć.

      Usuń
    2. Jak się chce, można do wszystkiego znaleźć analogie. Ja widzę analogię między gruszą a jabłonią - jedno i drugie jest drzewem. Tylko z pestek gruszki normalnie jabłoń nie wyrośnie...

      Usuń
    3. Radku:
      Aż mi się chce napisać: niejaki Miczurin (być może źle napisałem nazwisko), rosyjski sadownik, załatwiłby ci z pestek gruszki jabłoń :)

      Rzecz jednak w czym innym. Pewnie słyszałeś o różnych metodach prania mózgu? Jestem przekonany, że żadna nacja, bez względu na kolor skóry, takim metodom się nie oprze. Wychowywałem się i uczyłem w szkole realizmu socjalistycznego i nie ośmieliłbym się twierdzić, że przynajmniej na jakiś czas, to wychowanie i ta edukacja nie miały wpływu na postrzeganie przeze mnie świata. Nie tylko moje ale i moich kolegów.

      Usuń
    4. a ja użyłem magicznego słowa normalnie, nie zakładającego ingerencji pana Miczurina.

      Słyszałem o różnych metodach, np nachalnych ideologiach medialnych, które mi mówią co mam lubić a czego nie. Asmodeuszu, kij ma dwa końce i każdego można zmanipulować, gazetą, radiem telewizorem. Czy to oznacza, że mamy wszystko wrzucić do jednego wora?

      Usuń
    5. Radku:

      Niekoniecznie każdego można zmanipulować za pomocą „nachalnych ideologii medialnych”. Chyba sam się do zmanipulowanych nie zaliczasz, a przecież mediów nie unikasz? Ale pranie mózgów w organizacja młodzieżowych, paramilitarnych już jak najbardziej. Tak działa rygor, dryl i bezwzględne posłuszeństwo jakieś idei, dlatego ja nie wrzucam wszystkich do jednego kosza.

      Usuń
    6. Trochę się zagalopowałeś z drylem, bezwzględnym posłuszeństwem itd. Czy znasz program tej klasy, że takie już wyciągnąłeś wnioski, czy nabawiłeś się ich po lekturze lisweeka?

      Usuń
    7. Nie tylko po lekturze Newsweeka, ale zauważ, że prawicowe media nabrały w tej sprawie wody w usta i nie bardzo jest gdzie te informacje zweryfikować. Ba! sam dyrektor teraz od sprawy się odcina. Wnioski wyciągam na bazie własnych doświadczeń. W technikum już nie jedną klasę, a całą szkołę ubrano w mundury, wprawdzie nie wojskowe, ale i tak z dnia na dzień zaostrzono rygor w szkole.

      Usuń
  3. Ofiarami nie muszą być tylko obcy.Może być też i swój jeżeli młodzianowi trzymającemu w ręce kij bejsbolowy z powstańczym emblematem ktoś się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się ktoś temu młodzianowi z kijem bejsbolowym nie spodoba, to on siłą rzeczy nie będzie już swój, bez względu na to jakim językiem włada, ani jakie obywatelstwo ma wpisane w dowodzie.
      Pozdrowienia :)

      Usuń
    2. Wróg może być swój i obcy.Teraz u nas wróg obcy bardziej działa na młodzianów z bejsbolem

      Usuń
    3. Czytałaś dzisiejszy news o zabiciu dziewiętnastolatka w Katowicach? Piłkarz, a zabili go kibole, sorry, kibice.

      Usuń
  4. Gdyby wszyscy Polacy mieli Twój stosunek do broni i paramilitarnych organizacji, dziś wyrażałbyś się pewnie w języku wschodu lub zachodu, zakładając, że nie padłbyś ofiarą "ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej".
    Z treści notki wynika, że osoby o umyśle ścisłym nie powinny się w ogóle interesować pojęciami związanymi z ze swoim narodem, ani patriotyzmem.
    Z przedwojennych organizacji tego typu, takich jak "Sokół", czy "Strzelec", wyrósł kwiat młodzieży polskiej, a ich członkowie nie byli dzieleni na matematyków i humanistów.
    Wcale mnie nie dziwi że larum największe podniósł lisweek i zrobił to we właściwy dla siebie histeryczny sposób (miała ruszyć - cóż za szczyt rzetelności dziennikarskiej!), ale dziwię się pani Starczewskiej, że odniesienia dla pomysłu znalazła w PRLu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba popełniasz pewien błąd językowo-logiczny. Gdyby „wszyscy” myśleli tak jak ja, to któż by do nas z broni celował? Wszyscy to wszyscy, nawet Chińczycy. Ale masz rację, ktoś tego skrawka ziemi powinien pilnować. Od tego są żołnierze i najlepiej jeśli z powołania, pełnoletni czyli dorośli, po odpowiednim przeszkoleniu. Mnie tacy nie przeszkadzają, a ponieważ sumiennie płacę podatki (rodzaj patriotyzmu), jest za co taką armię utrzymywać. Byle z rozsądkiem.

      Jeśli patriotyzm ma przyjmować taką formę jak propaguje się dziś, to proszę o wybaczenie, ja pod tym się nie podpisuję, bo to pojęcie zostało dokładnie wypaczone.

      Czy z tych organizacji wyrósł sam kwiat młodzieży polskiej, mam też poważne wątpliwości. Znałem kilku takich osobiście. Tłukli przede wszystkim żony i dzieci. Choć nie będę się upierał, że wszyscy.

      A któż miał podnieś to histeryczne larum, Macierewicz?! Bracia Karnawscy, małżeństwo Terlikowskich, Rydzyki i im podobni? Nie wiem czy masz na myśli K. Starczewską, ale ja jej się nie dziwię, patrząc na jej dokonania. Choć mnie osobiście bardziej się to kojarzy z jeszcze wcześniejszymi czasami i u sąsiada zza Odry, wtedy zza Warty.

      Usuń
    2. Mój drogi, żołnierze to nie tylko trepy ganiający z karabinem po poligonie. Jakieś podstawy obrony powinien mieć każdy, żeby w razie czego była z niego większa wartość niż mięso armatnie - w przypadku chociażby skażenia gazowego - ja nauki o mokrym kocu pamiętam do dziś. Zaletą takich zajęć jest przede wszystkim wykształcenie w młodzieży umiejętności zorganizowania się i zdecydowanego działania w grupie - niekoniecznie w konflikcie zbrojnym - ale także podczas np. powodzi, bo nie zawsze można liczyć na pomoc dorosłych żołnierzy z karabinami.
      Taką formę to znaczy jaką? Bo ja np. uważam, że tworzenie klas o profilu patriotycznym, czy przysposobienie obronne nijak się ma do bejsbola z orłem w koronie.

      Mój dziadek należał do "Sokoła". Nie tłukł żony ani dzieci. Za to krył w swojej placówce - Banku Spółdzielczym radiostację AK. Jeżeli od przynależności do organizacji patriotycznych uzależniasz tłuczenie żony i dzieci, znak to nieomylny czegoś co dziadek nazywał fiksum dyrdum.

      To bardzo źle Ci się kojarzy. To nawet przykre, bo jednostki obrony terytorialnej kojarzyły Ci się podobnie. Nie wiem skąd takie jednostronne skojarzenia, bo podobne ugrupowania istniały w całej Europie, mając bardzo długoletnie tradycje. Czy harcerzy też już widzisz na brunatno?
      Pewnie lepiej jak młodzież przywdzieje rurki i zacznie się uganiać za pokemonami, a w razie kryzysu zorientuje się że najwyżej będzie umiała narysować kredkami tęczę.

      Usuń
    3. Chyba nigdzie nie napisałem, że żołnierze to trepy, ba! uznałem, że powinni być przeszkoleni, dodam teraz, że doskonale. Jeśli zaś chodzi o umiejętność organizowanie się i pomocy to w notce też o tym pisałem. Mieliśmy przeszkolenie wojskowe (no, pseudowojskowe). Byłem też w harcerstwie i te wspomina są właściwie miłe, choć z jednym wyjątkiem, ale to dłuższa historia. Skończyło się na tym, że nasz zastęp z Katowic został opluty przez inny zastęp, z Sosnowca.

      A co do mięsa armatniego. Facet mający za sobą jakieś tam cywilno-wojskowe przysposobienie, bez względu na okoliczności tylko do tego się nadaje. To im da się karabiny do ręki i wyśle na pierwszą linię, aby rozpoznali wroga. Tak przynajmniej działo się w nie tak odległych wojnach.

      Ja właśnie pisałem o członkach organizacji „Sokół” i dodałem, że pewnie nie wszyscy tacy byli. Miałeś po prostu więcej szczęścia.

      Tak, takie organizacje istniały i nigdy to się dobrze nie kończyło. Stąd moje skojarzenia. Wiesz, dopóki harcerstwo ćwiczy sprawność fizyczną, manualną i zaradność życiową, ja nigdy o tej organizacji nic złego nie powiem. Ale jeśli się harcerzom wpaja patriotyzm narodowo-nacjonalistyczno-katolicki, to już budzi mój sprzeciw. Bo taki patriotyzm mi się nie podoba. Czy akurat młodzież powinna zajmować się bronią, szkoleniem w jej obsłudze oraz manewrów wojskowych, to ja i tu mam poważne wątpliwości. Czy my na pewno rodzimy się po to, aby chwytać za broń i iść na wojnę? Czy młodość to powinien być strach przed wyimaginowanym wrogiem, wojskowy dryl i taka sama karność? Gdzie w tym wszystkim radość z życia? No, chyba że tą radością ma być pójście na wojaczkę, bo to przecież piękna sprawa...

      Usuń
  5. Miałem co innego na myśli, mianowicie oficerów w sztabach i służby informatyczne. Teraz nie ma przeszkolenia wojskowego, ba nawet powszechnej służby woskowej.

    Znów przeinaczasz. Ja nie mówię o użyciu takich ludzi w bezpośrednich starciach, ale choćby na zapleczach walk. I niekoniecznie w warunkach wojny.

    Może to nie szczęście, tylko Twoje okolice jakieś patogenne?

    Nigdy nie kończyło dobrze... może jakiś przykład tego "nigdy" inny niż Hitlerjugend?

    Odpowiem Ci tak, że wieloletnie dzieje ludzkości wskazują, że lubimy chwytać za broń i iść na wojnę, jeśli nie Ty, to kto inny. Zresztą to o czym piszesz, nie tłumaczy się chęcią pójścia na wojnę, tylko pragmatyczną umiejętnością obrony. Co uważasz, że Ci, którzy wyruszyli we wrześniu na front o niczym innym nie marzyli, tylko zostawić rodziny i naparzać się z Niemcem?

    Nie znam programu klasy mundurowej, Ty go znasz, że już wiesz że chodzi o wojskowy dryl i strzelanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być "tylko" wojskowy dryl i strzelanie.

      Usuń
    2. Zacznę od przykładów innych niż Hitlerjugend. Piagnoni – armia chłopców w służbie Girolamo Savonarola; Rewolucja Kulturalna w Chinach – Czerwona Gwardia to 12-14 latki; Balilla – sześciolatki w służbie Mussoliniego; Komsomoł i pionierzy – po części zaplecze NKWD; Młodzieżowa, faszystowska organizacja Bajter (notabene – żydowska). Wiem, że podobne młodzieżówki były w Hiszpanii i Francji – ktoś to nazwał młodzieżowym hunwejbinizmem, ale o nazwę nie będę się spierał.

      Wydawało mi się, że prawdziwe kadry sztabowców i służb informatycznych szkolą Wyższe Szkoły Wojskowe.

      O tych patogennych okolicach w osobnym komentarzu.

      Od zaplecza wg mnie powinna być policja, straż i służba zdrowia. Oczywiście pomoc ludności też, ale czy do tego potrzeba szkoleń wojskowych, nie jestem przekonany.

      Pragmatyczna umiejętność obrony w przy dzisiejszych technikach prowadzenia wojen? Przecież to nawet piwnice okażą się mało skuteczne.

      Ja też nie znam dokładnie programu klasy mundurowej, ale skoro zrobił się wokół niej taki szum, coś jest na rzeczy. A jak wskazuje sama nazwa chodzi o mundury wojskowe, przysposobienie do broni, ćwiczenia na strzelnicy itp. umiejętności praktyczne (sic!)

      Usuń
    3. O patogennej okolicy.

      Mój ojciec (Ślązak) miał jeszcze trzech starszych braci, którzy dożyli czasów wojny. Wszyscy byli w „Sokołach”. Według starszeństwa: pierwszy ułan WP, wojnę spędził w oflagu; drugi zmobilizowany w sierpniu 39 przepadł w Rosji bez śladu; trzeci został powieszony przez Gestapo w Katowickim więzieniu za działalność wywrotową. Wreszcie ojciec, w 40 roku wcielony do Wermachtu, zbiegł do armii gen. Maczka, wrócił do kraju w 47 roku. Stryj (ułan), ojciec i jego dwaj znajomi, też sokolnicy charakteryzowali się jednakowym, okrutnym despotyzmem i brutalnością w swoich rodzinach.

      Oczywiście, trudno tu znaleźć jednoznaczny związek przyczynowo skutkowy, dlatego nie napisałem, że tak mieli wszyscy. Tylko ja nie potrafię zapomnieć jak się tym „Sokołem” chełpili.

      Usuń
    4. Trochę naciągane te przykłady, bo fakt, że do wymienianych p. Ciebie organizacji wcielano tez dzieci, nie czyni z nich organizacji młodzieżowych. Nie bierzesz też pod uwagę, że powołano je w celu przymusowej indoktrynacji wide Komsomoł. Jedyny odnośnik, który pasuje do wzorca to ci chłopcy Mussoliniego. Zarówno jednak w przypadku III Rzeszy, jak i Włoch z tamtego okresu, nie mówiąc już o ZSRR mamy do czynienia z systemami totalitarnymi, niestety w takich warunkach każda organizacja, czy to młodzieżowa czy inna będzie podporządkowana takim celom.

      Nie wydawało Ci się, ale co to ma do rzeczy? Ja mówię o czyichś zainteresowaniach. Nabór do klasy jest dobrowolny, więc chyba ta młodzież się tym interesuje, a co szkodzi, żeby to zainteresowanie przeciągnąć na kształcenie się na uczelniach wojskowych?

      Asmodeuszu, czasem możesz się tej policji straży is służby zdrowia nie doczekać.b Trudno oceniać przydatność takiej klasy jak ktoś z jej programu wyciągnął tylko strzelanie i bieg szlakiem Żołnierzy Wyklętych (choć pytanie dla czego akurat ich, a nie szlakiem dajmy na to Jagiełły?).

      Nie każdy konflikt to totalna wojna, jak widzisz, trwa ona w kilku punktach na świecie, jedna całkiem obok na Ukrainie i śmiem twierdzić, że tam piwnice się przydają.

      Ale uważasz, że gdyby nie należeli do Sokoła byliby inni? Przecież nie stamtąd wynieśli okrucieństwo i despotyzm.

      Usuń
    5. Naciągane czy nie, świadczą dobitnie o tym, że to jest najlepszy wiek do manipulowania świadomością człowieka. O totalitaryzmie piszę następną notkę, i jak sądzę, uda mi się znaleźć związek militaryzacji (również młodzieży) z tym systemem rządzenia.

      Gdzie ja twierdzę, że takich zainteresowań młodzieży nie ma? Jako pacyfista uważam, że w okresie dziecięcym i dojrzewania należy do takich zainteresowań podchodzić bardziej niż ostrożnie, a już na pewno nie w formie zbliżonej do paramilitarnych organizacji.

      Oczywiście, że mogę się pomocy wymienionych służb nie doczekać. Ale wolałbym, aby akcją pomocy kierowali dorośli ludzie, nie dzieci.

      Będąc już członkami NATO, nie możemy liczyć na to, że wojna w naszym kraju będzie lokalną wojenką, ba!, patrząc na działania w walce z Państwem Islamskim, można dojść do wniosku, że samo wojsko jest tylko celem dla lotnictwa, rakiet i dronów. Bezradnym celem, zdolnym tylko kamuflować się wśród cywilów, zdolnym tylko tych cywilów mordować.

      Radku, ja wyraźnie napisałem, że trudno tu znaleźć jednoznaczny związek przyczynowo skutkowy. Ale niejednokrotnie jest tak, że wpojona w młodości karność i posłuszeństwo owocuje w dorosłości jeszcze bardziej zwiększonymi oczekiwaniami wobec innych. A ponieważ kiedyś taki młody i karny nie ma w dorosłym życiu do dyspozycji drużyny – ćwiczy na rodzinie. Niemniej jeszcze raz podkreślam, nie czuję się uprawniony do tego, by twierdzić, że tak mają wszyscy i tylko członkowie „Sokoła”.

      Usuń
    6. No cóż. Zawsze gadało się o indoktrynacji itd, jaka ona szkodliwa i w ogóle, nie zwracając uwagi, że druga strona medalu to głupie zabawy z nudów, przypalanie skrętów po krzakach i w końcu przestępczość. Ktoś musi nadawać jakiś tor młodym umysłom, bo same z siebie to nic dobrego nie wymyślą, zwłaszcza w epoce pokemonów.

      Odnośnie doczekania służb - Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał.

      Przedziwna teoria. Ja jakoś nie zauważyłem, żeby patologia znęcająca się na rodziną rekrutowała się głownie z byłych wojskowych i członków organizacji paramilitarnych, którą poza tym "Sokół" tak na dobrą sprawę nie był. Owszem, mówi się że trepy mają "zryte łby", z pewnością są bardziej apodyktyczni, ale i tak wg mnie twierdzenie jest kolejnym nadużyciem.

      Usuń
    7. Taaa, najlepiej skoszarować młodych od przedszkola, codzienna musztra i gimnastyka, paciorek i pielgrzymki, piesze wycieczki do muzeów wojskowych, rajdy rowerowe do miejsc słynnych bitew, zajęcia na strzelnicy, kółka różańcowe i zespoły śpiewacze typu „Arka” z uwzględnieniem pieśni patriotycznych. Tacy nawet na głupstwa nie będą mieli czasu. Wprawdzie o prawdziwym dzieciństwie zapomnij, ale jakich za to będziemy mieli obywateli! Radku! Gdzie w tym miejsce na wolność, na rozwój osobowy, na bycie sobą?!

      Ten Jaś to jakiś chory mit. Naprawdę kształciłem się dopiero wtedy, gdy uwolniłem się od „opiekuńczych” skrzydeł rodziny i obowiązujących nakazów edukacji.

      A dlaczego niby miałbyś zauważyć tę zależność, skoro, jak napisałem w pierwszym komentarzu na ten temat, miałeś więcej szczęścia niż ja?

      Usuń
    8. Lepiej niech się sami zorganizują, widząc jakim autem jeździ okoliczny oprych. Prawdziwe dzieciństwo... A co ono dziś oznacza? Ślepianie w TV, komputer i telefon na przemian i wychwytywanie z tych mediów wszystkiego co najgłupsze. I to nie jest indoktrynacja? Dorasta taki młodzieniec i byle jaki slogan decyduje o jego światopoglądzie - zero własnych refleksji.
      Wolność i bycie sobą... faktycznie wychowanie stoi im na przeszkodzie :). Twój bratanek pozbawiony karbów w domu rodzinnym był sobą, tylko że z prawdziwą ulgą witałeś moment, kiedy mogłeś się uwolnić od jego towarzystwa. Nic by tak mu nie pomogło, jak zapisanie na jakieś zajęcia w grupie rówieśników.

      Usuń
    9. Za bardzo generalizujesz. Akurat mam do czynienia z młodzieżą, choć stary jestem. Pozalekcyjne i dobrowolne zajęcia z literatury i kółka szachowe – to moja działka, ale widzę również zajęcia sportowe, turnieje piłkarskie a nawet tenis czy... jeździectwo. Zespół tańca, kółko teatralne też są. I co najważniejsze, nie ma w tym żadnej ideologii! To, że istnieje pewna patologiczna grupa nie zmienia w niczym tego obrazu. Jak świat światem , patologia istniała i nie był jej w stanie zlikwidować żaden ruch paramilitarny, a już na pewno nie narodowo-nacjonalistyczny. Żadna ideologia, nawet lewicowa i liberalna jej nie wyeliminuje.

      Radku, sam przecież piszesz o manipulowaniu jako zjawisku groźnym. Dlaczego uważasz, że takie poczynania jak w liceum w Milanówku już groźne nie są, choć też mają manipulować?

      Paradoksalnie mój siostrzeniec był wychowywany przez mojego ojca. Nie umiał sobie z tym poradzić więc popadł (uciekł) w alkoholizm. Zbyt szybko, by dostać się pod „opiekuńcze” skrzydła obowiązkowej służby wojskowej. A i tak nie jestem pewien, czy tam zdołano by go wyprostować.

      Usuń
  6. Ty też przecież generalizujesz, tylko w drugą stronę.

    Nie wiem, czy poczynania w Milanówku nie są groźne. Żeby to stwierdzić, trzeba by było poznać program, jakim będą się kierować, a nie walić od razu gromy.
    Tymczasem wszystko się rozbija o to strzelanie i słowo narodowy (nawet nie narodowościowy). To ostatnie nie wiem czemu ma mieć wydźwięk wyłącznie pejoratywny. Bo wrzucono pod tą etykietę ONR, który ze wszech miar usiłuje się zdyskredytować zrzucając na nich wszelakie zło płynące z łysych niedouczonych pał?

    Nie o tym mówię, pierwsze o nim słyszę, pisałeś wcześniej o jakimś dzieciaku, który darł się i oglądał tv a jak zwróciłeś uwagę zostałeś zwyzywany od ramoli co się nie znają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby sprawa profilu tej klasy była czysta, jej twórca dziś nie wykręcałby się sianem, nie zmieniłby nazwy na klasę mundurową. Oczywiście, ja też generalizuję ale nie w stosunku do całej młodzieży, jedynie do tej jej części, której marzyłaby się wojaczka. Aby nie było, też jako dzieciak takie zabawy lubiłem. Tyle, że mnie przeszło, choć, już jako dorosły, grywałem w Panzer General :) ze względu na strategię i możliwość oszustwa (potrafiłem grzebać w plikach źródłowych i zwiększać siłę swoich jednostek)

      Dzieciak, którego miałeś na myśli, to mój przyszywany wnuk, w dodatku jeszcze nawet nie przedszkolak. Dziś nie mam z nim kontaktu, więc nie wiem, co z niego wyrosło. :)

      Usuń
  7. Ze szkoły średniej [technikum chemiczne] też wspominam przedmiot PO [Przysposobienie Obronne]. W pierwszym roku dostaliśmy taki wycisk [same dziewczyny] zarówno z wiedzy teoretycznej jak i praktycznej, że do dziś śni mi się po nocach a było to w PRL-u. Uczono nas nie tylko musztry, strzelania [KBKS- za użycie słowa "cyngiel" dostawało się cyngiel czyli dwóję - jedynek wtedy nie było]] ale także pierwszej pomocy. A stopnie wojskowe, to nawet wyrwana z głębokiego snu recytowałam śpiewająco.Jaka byłam z tego dumna :) Myślę, że to powinno nadal obowiązywać w szkole średniej, m.in. po to, aby młodzież nie była "sflaczała", bo z tego ślęczenia przy komputerze bądź z szukania pokemonów pożytku nie ma. Sprawność fizyczna + wiedza mogą być przydatne w wielu sytuacjach w życiu- nie wolno na wojnie. Skojarzyło mi się, że mój kolega w pracy [jakieś 20 lat temu] domagał się dostępu do broni dla każdego obywatela. Zatem to żadna nowość, że ktoś chce oswajać młodzież z bronią.
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. P.S; przepraszam - powinno być;
    Sprawność fizyczna + wiedza mogą być przydatne w wielu sytuacjach w życiu- nie TYLKO na wojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aby młodzież nie była sflaczała wystarczy jedna godzina wf więcej (np. zamiast lekcji religii, które i tak są traktowane po macoszemu). Musztra sprawności fizycznej nie podniesie, podobnie jak wiedza o stopniach wojskowych nie podniesie poziomu inteligencji. Zresztą nie bardzo rozumiem, bo po Twoim komentarzu odniosłem wrażenie, że do dziś masz z tymi lekcjami pewne koszmary i chcesz ich dostarczyć dzisiejszym pokoleniom?

      Powiedz mi do czego dziś potrzebna Ci była musztra i wiedza o stopniach wojskowych? Masz jakiś pożytek z tego, że nauczyłaś się pociągać za spust KBKS? Jeśli przydaje się umiejętność udzielania pierwszej pomocy, to czy trzeba to wiązać z wojskowością?

      Ja jakoś nie potrafię zrozumieć tych, co chcieliby dostępu do broni. Nie znajduję ani jednego plusa takiej możliwości, natomiast same minusy. Nawet wiatrówka powinna być objęta tym zakazem, Podeśle tylko dwa linki:
      http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/brat-postrzelil-siostre,63943.html
      http://bydgoszcz.tvp.pl/15901144/brat-postrzelil-siostre-podczas-zabawy-z-wiatrowki-dziadka
      choć zapewniam, takich przypadków jest mnóstwo.

      Odwzajemniam pozdrowienia :)

      Usuń
    2. Asmodeuszu> ongiś prowadząc biznes [jak to dumnie brzmi "biznes" a była to byle jaka działalność gospodarcza] miałam do dyspozycji broń, dla obrony. Po tym jak zaczajono się na mnie i planowano napad przy zamykaniu lokalu. Uniknęłam tego dzięki cudowi, a ja jestem przekonana, że dzięki Opatrzności Bożej, bo tyle było zbiegów okoliczności, których racjonalnie wytłumaczyć nie potrafimy.
      A co do tego; "odniosłem wrażenie, że do dziś masz z tymi lekcjami pewne koszmary ..." dlatego mnie one męczą, że nauczyciel miał bzika na punkcie wykładanego przedmiotu. Koszmary, to nie wina przedmiotu lecz nauczyciela choleryka.

      Usuń
    3. P.S po co jedna godzina więcej w-fu, skoro większość młodzieży ma zwolnienia lekarskie z zajęć na tej lekcji? ćwiczą tylko nieliczni;

      Usuń