środa, 10 sierpnia 2016

Dziś będę zrzędził naprawdę



  Mam swoje lata i sporo tej naszej, polskiej satyry się napatrzyłem. Można mnie nazwać dziwolągiem, stetryczałym, niereformowalnym (w tej dziedzinie) dziadem, fakt jest faktem, tak naprawdę najbardziej ceniłem sobie tylko kabaret „Dudek” z niezapomnianym Edwardem Dziewońskim w roli głównej, Michnikowskim, Kobuszewskim i Gajosem. Ze współczesnych, fanem Krzysztofa Daukszewicza jestem. Innych form satyry nie będę specjalnie oceniał, w końcu to rzecz osobistych gustów i własnego poczucia humoru.

  Jak zwykle, całkiem przypadkiem, natknąłem się na pseudonowy rodzaj satyry opatrzony ogólnym tytułem: „Roast”. Niewtajemniczonym wyjaśnię: „Roast – gatunek rozrywkowy, komedii scenicznej, przeciwieństwo benefisu. Polega na występie roastowanego oraz zaproszonych gości, którzy wygłaszają obraźliwe monologi, często wulgarne, w kierunku roastowanego, ale i siebie wzajemnie. Pojawił się w latach 20-tych XX wieku. Roastowanymi często są celebryci.”

  Po obejrzeniu kilku odcinków tego spektaklu nasunęły mi się dwie refleksje. Pierwsza, roast to odgrzewane kotlety, w dodatku niesmaczne. Dosadnie, tak jakby ktoś gówno spanierował i podał na talerzu. Panierka przyrumieniana ale zapach smrodu pozostaje. Po drugie, mnie dzisiejszy hajt w necie przestaje dziwić, bo jeśli taki typ satyry pochodzi z lat 20-tych ubiegłego wieku, można by rzec, że hajt ma wiekowe korzenie. Jest w tym roaście pewien symbol upadku. Liczne grono nowych satyryków, promowanych swego czasu w telewizji publicznej chyba się wypaliło. Doszczętnie. Brak pomysłów, strach przed satyrą przez duże „S”, a pewnie i obawa przed satyrą polityczną, spowodowały, że ta nowa fala satyryków przekształciła się w grupę archeologów, dokopując się do takich form rozrywki. Bo ja naprawdę nie rozumiem, co może być zabawnego we wzajemnym obrzucaniem się już nie błotem, a prawdziwym gównem, gdzie „ty pedale” brzmi niemal jak pieszczota.

  Ja dołączam do notki dwa wideoklipy i link po którym można dojść do kolejnych, ale lojalnie uprzedzam wrażliwych na wulgaryzmy i szmirę, lekko nie jest, można się nabawić niestrawności. Przykre jest to, że za tym kryją się ludzie mający aspiracje stać się elitą intelektualną tego kraju. Obawiam się, że staną się tak samo śmieszni jak Makowski i Pietrzak, ale nie z powodu swego poczucia humoru, ile bardziej śmieszności w jaką popadają.


18 komentarzy:

  1. Jan Pietrzak - to nadal bystry umysł, mimo wieku metrykalnego. Wyrazistość poglądów i sposób przekazu nie muszą podobać się wszystkim. Dobrego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninel, jakoś kompletnie nie mogę się zgodzić z Twoją opinią na temat Jana Pietrzaka. Szczególnie jego ostatni, półtoragodzinny występ jakoś nie za bardzo świadczy o bystrości umysłu. Tan de facto niczym nie różni od roastu pokazanych przeze mnie „bohaterów”, choć przyznaję, wulgaryzmów raczej nie używa. O ile jednak obelgi używane przez tych drugich są udawane, o tyle Pietrzak zieje prawdziwą nienawiścią. Prawdziwa nienawiść nie jest śmieszna – jest groźna.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Miałam zamiar napisać notkę o "modzie na wulgaryzmy". Uszy więdną. Nie chcę wnikać w szczegóły- co kto komu "...urwał", ale im więcej wyrazów z charakterystycznym "r", tym mówca się się popularniejszy. Im więcej przekleństw tym blog poczytniejszy, tym gość [w tym młodzież] większym szpanerem i...w moim mniemaniu -wątłym "autorytetem".
    Mnie wyzwiska, przekleństwa i obelgi [hajty] nie bawią;dlatego nie skorzystałam w Twoich linków.
    pozdrawiam jak zwykle serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego tylko miałaś zamiar? Pisz, być może od niepamiętnych czasów będę miał okazję wstawić u Ciebie pochlebny (nie mylić z fałszywym pochlebstwem) komentarz, gdyż sam wulgaryzmów nie cierpię, z małymi wyjątkami, ale o tym może przy okazji.
      Pozdrawiam pięknie :)

      Usuń
  3. Nie oglądam żadnych kabaretów, odkąd niektórzy się zbiesili i przystąpili do zgrai pisowskiej. Ongiś pp.Wolski i Pietrzak byli jeszcze w temacie i potrafili słusznie publikę rozbawić, a teraz - nie da się tego posłuchać. Daukszewicza cenię, ale wolę Go poczytać niż posłuchać. Z tych "do czytania" to lubię jeszcze Stasia Tyma, bo mamy identyczne spojrzenie na rzeczywistość.
    A tak nawiasem- wyśmiać kogoś czy coś można i bez stosowania wulgaryzmów.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że obśmiać można kogoś bez wulgaryzmów, ale do tego potrzeba odrobinę finezji i tyleż inteligencji. Ja lubię oglądać Poniedzielskiego i Daukszewicza, szczególnie jego piosenek, których czytać się nie da. Mam tego drugiego dwie książki. Tyma też czytam i tu możemy sobie podać dłonie :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. No co to powiedzieć... brak wyrafinowania i finezji w dowcipie wiąże się z moją notką o ogólnym ubożeniu kultury, sztuki, edukacji... Ostatnio oglądałem - fragment, bo nie zdzierżyłem całego stand upu o włosach w dupie "artysty" Rafała Rutkowskiego. Ludziom to widocznie odpowiada. Ja podobnie jak ty, lubię "Dudka" płakałem niemal na skeczu p.t "Sęk". W wykonaniu Dziewońskiego, Michnikowskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sęk" - toż to niedościgniony wzór skeczu. Zapomniałem dodać w notce wśród ulubionych kabaret Tey i skeczach "Warzywniak" lub "Wywiad o bombach".

      Owo ubożenie kultury, sztuki i edukacji chyba odczuwamy wszyscy, a to według mnie nie jest tak dokładnie, jak nam się zdaje. Pewne wartości da się docenić dopiero po latach. Niemniej ostatnie próby sterowania tymi dziedzinami budzą prawdziwy niepokój.

      Usuń
    2. Ależ pewnie że nie. Dochodzą do głosu nowe gałęzie sztuki, które są w rozkwicie, jak komiks, czy film. Bardzo słuszne jednak tu słowo padło, - "sterowanie". Moim zdaniem poprzez różne bzdurzenie autorytetów nad treścią i formą, w momencie, gdy ta ostatnia dryfuje ku wzorcom jaskiniowym (np. pan Mark Rothko i jego trzy kolory) niszczy się poczucie estetyki i gust indywidualnego odbiorcy, który gapi się jak cielę na malowane wrota kierowane czystym snobizmem, a nie realnym odczuwaniem artyzmu. Nie ma co u nich liczyć na syndrom Stendhala :).

      Usuń
    3. Przyznaję, mam podobne odczucia w stosunku do malarstwa Mark Rothko. Ale nie szedłbym tą drogą. Picassem (choć był kubistą) też nie potrafię się zachwycać, ale pewne formy abstrakcji coś w sobie mają. Np. tu: http://galerialu.pl/_var/gfx/d7737a3c3379848d34b68e0d7f66605f_34767.jpg Wszystko zdaje się być sprawą osobistego gustu i nie da się ukryć, że najczęściej snobistycznego.
      Mnie w tym sterowaniu dziedzinami kultury i sztuki bardziej denerwuje udział polityki niż snobizmu.

      Usuń
    4. Ja wcale nie idę drogą, obrazy Picassa mogą się podobać lub nie, ale nie sposób powiedzieć że nie budzą emocji. Płótno zamazane w trzech kolorach ich nie budzi, można to uznać za kompozycję mniej lub bardziej udaną, ale jak dla mnie nie sztukę.
      Odnośnie polityki to nie do końca wiem, czy rozumiem co masz na myśli.

      Usuń
    5. Próby decydowania o tym, co jest sztuką poprawną, a co już niekoniecznie i na dotacje nie zasługuje. Mam tu na myśli działania pana Glińskiego czy, na przykład, burza wokół teatru Krystyny Jandy lub dzisiejszy artykuł o cyklu spotkań dotyczących seksu w ogrodzie Teatru Powszechnego (na portalu Onet.pl), co nie tyle ma związek ze sztuką ile z kulturą. Jeśli do tego dodać jakąś na siłę serwowaną poprawność kultury i sztuki patriotycznej (sic!) to mnie to powoli przypomina czasy socrealizmu.

      Usuń
    6. Nihil novi sub sole. Ten kto rozporządza kasą, ma prawo decydować na co wydaje. Gliński nie daje na to, Zdrojewski nie dawał pewnie na co innego. Co do Jandy, to zaangażowanie polityczne ma dwa końce, PO jej nie żałowało kasy, podobnie jak Karolakowi. Mogła sobie odłożyć na PISowskie lata :)
      Nie wiem co spotkania dotyczące seksu mają wspólnego z kulturą i dlaczego akurat odbywały się w Teatrze Powszechnym. Jedni chcą patriotyzm zohydzić, drudzy go gloryfikują, karuzela się kręci. Zaś prawdziwa sztuka winna obronić się sama.

      Usuń
    7. Prawdziwa sztuka obroni się sama tylko krytyce. Niestety, bez mecenatu i dotacji pewnie nie wyszła z szuflady artystów, może poza malarstwem, kiedy to malarz wystawi swe dzieła na chodniku, może na jakimś jarmarku, ale wtedy nie wzniesie się ponad poziom jelenia na rykowisku, bo z reguły tylko landszafty mają wzięcie.
      I to jest właśnie niedobrze, że polityka (zmiana opcji politycznej) decyduje o tym, czy może istnieć dany nurt artystyczny. Pewnie, gdyby pani Janda chwaliła pod niebiosa PiS, dotacje by się znalazły, ale jak dla mnie to promocja hipokryzji.

      Wreszcie ów seks, nie w Teatrze Powszechnym a w ogrodzie, w plenerze. Po pierwsze, seks też jest tematem sztuki i choć nie brałem udziału w tej imprezie, przypuszczam, ze o to chodziło. Po drugie, każda forma propagowania jakieś instytucji kulturalnej, nawet jeśli w jakimś stopniu prowokująca, przynajmniej mnie wydaje się celowa.

      Usuń
    8. Nie jest to do końca prawda. Wielu artystów działało bez wsparcia i odniosło sukces, a mecenat nie musi się ograniczać do dotacji państwowych. Obecnie zwłaszcza są nieograniczone niemal możliwości promocji swoich dzieł, choćby przez kanały YouTube, facebooka itd. itp.

      Pewnie, że niedobrze. Natomiast jak ktoś zajmuje się sztuką i jest osobą publiczną, nie powinien się dziwić, że zaangażowanie polityczne odbije się na prowadzonej przez niego działalności artystycznej, zwłaszcza jak liczy na państwowe dotacje.

      Z tego co czytałem nie chodzi o sztukę tylko jakieś prelekcje, dyskusje na temat cielesności w różnych wydaniach, LGBT, czyli jakieś lewackie bajdy klity. Nie znam formuły tego czegoś i nie interesuje mnie ona, radny zrobił im natomiast taką reklamę, że powinni mu wręczyć kwiaty i nosić na rękach. Żal dupę ściska, że nic innego w to miejsce nie udało się zorganizować, a teraz pretensja że ktoś w ogóle coś zorganizował.

      Usuń
    9. Z tymi „wielu” to miałbym problem, choć nie neguję faktu, że tacy są. Gdyby jednak ograniczyć się tylko sztuki samofinansującej się, chyba się ze mną zgodzisz, że byłaby bardziej niż uboga. Promocja na YouTube czy Facebook’u? Jakoś do mnie to nie przemawia. W zalewie szmiry znaleźć tam perłę graniczy z cudem.

      Nie znam szczegółów dotyczących tematyki, więc się spierać nie będę, ale nigdzie nie znalazłem tekstu, że tam promuje się LGBT, czy seks lewacki :)

      Usuń
  5. Obejrzałem kiedyś fragmenty roastu Wojewódzkiego. To co tam się działo spowodowało u mnie chęć zadania pytania: ,,Za ile?". Bo wierzyć mi się nie chce, by główna postać takiego benefisu oraz goście godzili się na obrażanie siebie za darmo. Żart powinien śmieszyć obie strony, jednak nie da się uznać za żart słów skierowanych do jednej z aktorek będących u pana Wojewódzkiego odnośnie jej narządów rodnych.

    Lepiej sięgnąć do klasyki, do kabaretu Hrabi, Moralnego Niepokoju, Neo-Nówki, Artura Andrusa, to moje takie propozycje na szybko. :)

    Z tego co mówił nam wykładowca na prawie telekomunikacyjnym sprzedaż baz danych od firmy do firmy jest zabroniona. Ale nikt nie chce podać jakie kwoty wchodzą w grę w takich sytuacjach. Poza tym sądzę, że jak się podpisze zgodę na przetwarzanie danych, to firma handlująca nimi nielegalnie i tak spróbuje przynajmniej udowodnić, że z drugą firmą jest w relacji umożliwiającej legalną wymianę tych baz. Jak dla mnie to tylko pokazuje jaki syf jest w naszym prawie w wielu istotnych dla obywateli kwestiach. Bo wypisać się z takiego zakupu na pokazie, to już wyższa szkoła jazdy jest.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz pytania „za ile?” we mnie rodzi się pytanie „po co?”. Niektórym artystom, szczególnie tym na wylocie (czytaj: emeryturze) nawet chałturzyć się opłaci i rozmieniają swoją sławę na drobne. Zazwyczaj wtedy, gdy w momentach prawdziwej sławy nie myśleli o przyszłości.
      Pozdrowienia.

      Usuń