czwartek, 29 września 2016

Karać, karać i jeszcze raz karać...



  To rozjuszone lewactwo, podszyte liberalizmem przeszło już samo siebie. Protestować się im chce, i to na czarno, w dodatku odrywając się od pracy dla dobra państwa. Toż to woła o pomstę do nieba, choć może przesadziłem, może wystarczy Watykan, może nawet tylko Episkopat, bo tenże ma przecież olbrzymi wpływ na miłościwie nam panujących.

  Istnieje szansa, że tę rozwydrzoną, protestującą gawiedź w jakimś stopniu się utemperuje. Na początek, całkowity i kategoryczny zakaz aborcji z możliwością penalizacji zarówno niedoszłych matek, jak i tych, którzy przed matczynym uczuciem uciec im pozwolili. Wyroki nawet do przyjęcia, bo te trzy, pięć lat to przecież nie wieczność. Szansa na poprawę jest. Trochę mi żal tych kobiet, które pewnie w areszcie i przed prokuratorem będą musiały udowodnić, że poroniły z przyczyn naturalnych, ale gdzie drwa rąbią tam wióry lecą. Nic to, że tych wiórów będzie więcej niż faktycznie winnych, ale przy rżnięciu drewna też tak jest. A jak taka się wytłumaczy, że to niej jej wina, szczęśliwie wolną będzie i już następnym razem tak szybko do łóżka nie pójdzie. Przecież seks to grzech, a seks bez pragnienia potomstwa to grzech podwójny.

  Przy okazji wytępi się to diabelskie in vitro, bo przecież, co wolno Bogu, to nie lekarzom, w dodatku ginekologom. Taki lekarz ginekolog powinien mieć koniecznie ograniczoną wiedzę medyczną, tylko do odbierania porodów. A ponieważ wystarczy do tego akuszerka, to ja bym w ogóle tę specjalizację wykluczył. W końcu jeśli kobieta ma problemy, lepiej niech umrze śmiercią naturalną, po co komu kobieta z problemami!? Taka selekcja naturalna..., wady genetyczne się wykluczy i będziemy mieli zdrowe społeczeństwo, choć nie wiem czy na umyśle. Po co komu mądrzy ludzie? Jeszcze taki jeden z drugim mądrala będzie mieszał innym w głowach.

  Sam sobie napiszę: Asmodeusz, Tobie kompletnie odbiło!!!

  Mnie?! Niedawno czytałem, choć nie pomnę gdzie, ale za to całkiem na poważnie, że przy okazji tej aborcji należy rozprawić się z całą antykoncepcją. Do pierwszego kroku już blisko, bo ktoś tam rozważa możliwość wycofania z wolnej sprzedaży środka EllaOne tzw. tabletki dzień po, chyba jeszcze większe diabelstwo niż to in vitro. Za to dziś czytam kolejną rewelację. Skoro do całkowitego zakazu aborcji już blisko, skoro będzie spokój z in vitro i EllaOne, skoro można karać więzieniem, dlaczego by nie pójść krok dalej? I tu proszę o uwagę. Jeden z portali katolickich proponuje penalizację za... cudzołóstwo. Penalizację?! Ten ktoś proponuje rozpiętość kar od publicznej chłosty do kary śmierci dla recydywistów! Omal z krzesła nie spadłem i chwała Panu, że już jestem w tym wieku, że mnie żadna ponętna laska nie zechce wpuścić do łóżka, choć jeszcze mogę... a pokusie oprzeć mi się było zawsze trudno.

  Ja się mogę śmiać, mnie żadna z tych karalnych ewentualności raczej nie grozi, chyba że jakaś złośliwa zołza naskarży organom ścigania, że za bardzo nacisnąłem w zatłoczonym tramwaju na jej ciężarny brzuch, powodując poronienie. Jak nic pięć lat, ale jak napisałem wcześniej, pięć lat to nie wieczność. Żal mi Was młodych...


sobota, 24 września 2016

Na peryferiach wielkiej polityki



  Mam na myśli ostatnią wizytę Prezydenta A. Dudy w Stanach Zjednoczonych. Coś tam było o przemówieniu na forum ONZ, przyznaję, przemówienie dobre, choć niepotrzebne było to chwalenie się programem 500 plus (pasowało jak pięść do nosa), było coś o przywitaniu Polonii (serdecznym) i amerykańskiej wersji KOD (nieprzychylnym). Nie będę oceniał, sprawy rzekłbym marginalne, raczej wizerunkowe.

  Zdecydowanie bardziej większe znaczenie (w mojej ocenie) miało spotkanie, niejako przy okazji, z Anti-Defamation League (Liga Przeciw Zniesławieniu) – amerykańską organizacją żydowską, najstarszą i najważniejszą na świecie, której statutowym celem jest walka z uprzedzeniami wobec Żydów. Zaś podstawową działalnością jest walka z wszystkimi przejawami antysemityzmu. I tu nasuwa mi się pewna refleksja, skierowana li tylko do siebie: Asmodeusz nie ruszaj gówna, bo śmierdzi, i nie mam tu na myśli samej organizacji, ile mity jakie narosły wokół tejże organizacji. Bo prawda jest taka, że mimo tych szlachetnych, statusowych celów, ta organizacja ma też roszczenia wobec Polski, opiewające, bagatela!, na 65 mld dolarów (sic!) Gdyby Polska miała te zobowiązania spełnić natychmiast i od razu (ten pleonazm jest zamierzony), stalibyśmy się z dnia na dzień bankrutami. Drugie rozwiązanie, oddanie wszystkich nieruchomości Żydom, zagarniętych po wojnie przez państwo polskie skutkowałoby oddaniem przynajmniej czwartej części majątku Polski. Też mało atrakcyjne, bo byłoby to drugie terytorium po Izraelu, którym władaliby Żydzi. No, może przed nami jeszcze Stany Zjednoczone.

  Dziwnym trafem spotkanie Prezydenta z tą organizacją spowiła gęsta mgła tajemnicy, chyba gęstsza niż nad Smoleńskiem. Żadnego oficjalnego komunikatu, żadnych uwaga i komentarzy. Może poza zdawkowym stwierdzeniem dziennikarzy, że wrogowie antysemityzmu i jego tropiciele (czyli ADL) wyszli ze spotkania bardzo zadowoleni. Dla zawodowych tropicieli STD (spiskowej teorii dziejów) przekaz jest jednoznaczny. Prezydent pewnie musiał zapewnić, że walka z antysemityzmem w Polsce będzie kontynuowana, a restytucja mienia pożydowskiego wciąż jest sprawą otwartą. Więc biją na alarm i żądają od Prezydenta jakiegoś wyjaśnienia, a ten dyplomatycznie milczy, tak jakby nie było się czym chwalić.

  Bo też nie ma czym. Według danych Ligi Przeciw Zniesławieniu, Polska w Europie zajmuje zaszczytne drugie miejsce ze swym antysemityzmem (45%). Wyprzedzają nas tylko Grecy (dane z 2014 roku). Jeszcze gorzej z tą restytucją. Na forum ONZ Prezydent A. Duda zaznaczył, że nie może być tak, by okupanci w sprzeczności do prawa międzynarodowego mogli dowolnie dysponować ziemią i majątkiem zaaneksowango terytorium. Wprawdzie Polska nie jest okupantem, ale w myśl tej deklaracji, nie można mieniem żydowskim rozporządzać dowoli, bo inaczej mamy do czynienia z grabieżą cudzego majątku. Prawdziwy impas, bez względu na to, co myśleć o roszczeniach Żydów. I właśnie tu można mieć pretensje za ów brak informacji. Zamiast postawić sprawę jasno i zgodnie z prawdą, co mogłoby podobno podważyć lansowaną ideę wielkiej i niezależnej Polski (nie wiem dlaczego), pozostawia się pole dla szerzenia wszelkich spiskowych teorii dziejów, ze wskazaniem na niecne działania ADL. Już tak na marginesie, warto zaznaczyć, że ADL wspiera polskie starania mające na celu zmianę nazwy „polskie obozy koncentracyjne” na „Niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne”.

  Prawicowo-narodowi dziennikarze już biją na alarm, że owa walka z antysemityzmem to nic innego, jak drastyczne ograniczenie „wolności słowa”. Mnie osobiście te obawy nie dziwią. Dla tych dziennikarzy „żydostwo” jest doskonałą okazją do wykazania się „prawdziwą erudycją” i snucia spiskowych teorii dziejów, mających niejednokrotnie usprawiedliwić własną indolencję.


czwartek, 22 września 2016

Narodowe chrześcijaństwo



  Znakiem chrześcijaństwa jest krzyż, symbol męczeństwa i odkupienia. I tylko krzyż. Na temat chrześcijaństwa każdy pewnie ma swoje zdanie, mnie się przede wszystkim kojarzy z miłością do człowieka, do bliźniego.

  Dziś jednak bywa z tym pojęciami bardzo różnie. Ostatnio miałem okazję zapoznać się częściowo z akcją #jestemchrześcijaninem. Sama nazwa wydaje się być bez zastrzeżeń, problem w tym, że wiąże się z pewną deklaracją. Trzeba umieścić swoją fotografię na pewnym portalu, pozując z kartką na której jest wypisane własnoręcznie i czytelnie „jestem chrześcijaninem” i... koniecznie z bronią palną (sic!) Powiem szczerze, że wcisnęło mnie w krzesło. Zacząłem temat drążyć.

  Jak tłumaczą inicjatorzy, owa broń ma służyć obronie chrześcijaństwa. Innymi słowy, taki chrześcijański dżihad, pewnie wzorowany na islamskim. Kim są inicjatorzy? Znalazłem trzy nazwiska: Marian Janusz Kowalski, Paweł Chojecki i Andrzej Turczyn. Pierwszego chyba nie trzeba mi przedstawiać, wspomnę tylko, że to były kandydat na prezydenta, człowiek bez matury, były wiceprezes Ruchu Narodowego, współorganizator Marszu Niepodległości. Drugi jest pastorem Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie, trzecim, Andrzej Turczyn, szef Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. Z tego konglomeratu inicjatorów trudno wnioskować, czy owi chrześcijanie to katolicy czy protestanci, bo tak naprawdę tak szczegółowa deklaracja wiary nie jest potrzebna. Wystarczy, że członkowie są za posiadaniem broni. Tak tłumaczy tę akcję A. Turczyn: „Możesz nie wierzyć w Boga. Twoja sprawa. Możesz nie chcieć mieć broni. Twój wybór. Ale gdy Cię ktoś napadnie, natychmiast dzwonisz po kogoś uzbrojonego i modlisz się aby przybył jak najszybciej!”. Innymi słowy, obroń się sam, strzelając każdemu napastnikowi prosto w łeb, tak po chrześcijańsku.


  Znamiennym jest fakt, że ci miłośnicy broni, to przede wszystkim narodowcy, ludzie bezwzględni, nie mający żadnych skrupułów. Dla nich naciśnięcie na spust to jak splunąć. Skoro fotografują się z bronią, mniemam, że mają już zezwolenie na jej legalne posiadanie, im widać zależy, aby wszyscy chrześcijanie szli ich śladami. A teraz spróbuj, mój Czytelniku, a może przede wszystkim, moje Czytelniczki, wyobrazić siebie z taką bronią oko w oko z napastnikiem czy obcym agresorem. Zanim przełamiesz strach i moralne obawy, padniesz trupem, bo ten napastnik-agresor jest bardziej bezwzględny i zdeterminowany niż Ty. Pewnie też bardziej obeznany w posługiwaniu się bronią, wyćwiczony i celniejszy. Nawet jeśli jakimś cudem uda Ci się wyjść z tego zdarzenia cało, pomyśl, co będzie się działo z Twoim sumieniem, którego napastnik raczej jest pozbawiony? Zgoda, zakaz posiadania broni palnej nie chroni przed tym, by ją zbój nie zdobył. Ale zawsze to jakaś trudność i powód by napaść potraktować bardziej surowo. Niemniej, powszechny dostęp do broni będzie również dostępny nie tylko zbójów ale i szaleńców, którym przyjdzie ochota, na przykład, postrzelać w szkole do ruchomych celów. Jeszcze  bardziej znamienna wydaje się deklaracja bycia chrześcijaninem. Czyżbym miał rozumieć, że jeśli nim nie jestem, to w myśl idei narodowych, powinienem się z tego kraju wynieść raz na zawsze? To też iście po chrześcijańsku i w myśl nauk Chrystusowych?

  W kontekście poprzedniej notki, o organizacji RAŚ, ta, na tle narodowego chrześcijaństwa, jawi mi się jako oaza spokoju i miłości bliźniego. Tam nikt do zbrojenia się i zabijania nie namawia. To oczywiście sarkazm, ale ja innej formy oceny #jestemchrześcijaninem nie znajduję. Dziś jest tych fanatyków podobno około 10 tys., całkiem liczna, wręcz brunatna armia. Że za daleko się posuwam? A kogo oni mają za śmiertelnych wrogów? Lewactwo i liberałów, którzy podobno zagrażają ich wierze (zastanawiam się jak, skoro na idee lewactwa i liberalizmu są odporni?). Oni są gotowi osobliwie połączyć Chrystusa i przemoc. Oni dla Chrystusa chcą zabijać! I co najbardziej zdumiewa, przedstawiciele polskiego Kościoła nawet nie próbują zająć w tej sprawie stanowiska, nawet jeśli narodowi chrześcijanie nazywają papieża Franciszka „orędownikiem fałszywego miłosierdzia”.



wtorek, 20 września 2016

Zamordyzm - nowa odsłona



  Znów mi podnoszą ciśnienie do granic wytrzymałości. Już nawet nie ten smoleński cyrk, który chyba nigdy się nie skończy, już nawet nie szum wokół reformy oświaty, czy ksenofobiczne nastawienie do wszystkiego, co obce. To da się jeszcze traktować z odpowiednim dystansem, wystarczającym do zachowania zdrowia psychicznego.

  Wspomniałem już, że jestem Ślązakiem-Polakiem, i choć już nie mieszkam w rodzinnych stronach, wciąż mnie interesują sprawy związane z tamtym regionem. Swego czasu wyłuszczyłem swoją dezaprobatę odnośnie organizacji RAŚ (Ruch Autonomii Śląska), ściślej do jej programu. Nie po to moi dziadkowie walczyli w Powstaniach Śląskich, by ich wnukowie mieli jakiekolwiek separatystyczne zapędy, nawet jeśli dążenia do autonomii nie do końca takie są. W pewnym okresie mojego życia usiłowano mi wmówić, że wypracowane dobra Śląska są rozkradane niesłusznie na rzecz reszty kraju, w tym przede wszystkim dla Warszawy. Mało co mnie tak irytowało jak właśnie takie snobistyczne, egoistyczne i regionalne myślenie. Utopijna wersja o regionalnym Eldorado. W końcu i tak dziś Katowice oraz inne śląskie miasta prezentują się całkiem okazale, nikt już nie robi problemów z używaniem śląskiej gwary, kwitnie życie kulturalne i oświatowe w porównywalny sposób do innych ośrodków w kraju.

  Niemniej samo istnienie RAŚ jest mi po części obojętne. Nie tak skrajne organizacje i partyjki w tym kraju istnieją, łącznie z niemal faszyzującymi organizacjami narodowymi. Jeden śmietnik, na szczęście jeszcze rozdrobniony i marginalny. I tu zbliżam się do sedna sprawy. Niejaki Waldemar Anzelm, polityk i poseł partii PiS, absolwent Uniwersytetu Śląskiego (sic!) apeluje do MON o jak najszybsze utworzenie na terenie Śląska uzbrojonych oddziałów Wojsk Obrony Terytorialnej po to, aby chronić Śląsk przed działaniami RAŚ. Dla mnie to już ewidentnie przejaw tytułowego zamordyzmu. Jeśli ktoś kiedyś miał wątpliwości czemu będą służyć oddziały WOT, teraz już nie powinien mieć żadnych. Nie chodzi o żadną obronę wobec wroga zewnętrznego (tu wartość bojowa jest praktycznie równa zeru), tu chodzi o zamordyzm wobec obywateli własnego kraju, którzy nie dość mocno wyrażają swoje uwielbienie dla miłościwie nam panujących. Jak już taki element się wyeliminuje, lub przynajmniej obezwładni, pan poseł W. Anzelm będzie mógł spokojnie, w poczuciu bezpieczeństwa  i dobrze spełnionego obowiązku, iść do kościoła i podziękować za wszystko Bogu i pomysłodawcy WOT, Antoniemu Macierewiczowi.

  Ja mam świadomość tego, że to tylko urojony pomysł szaleńca, być może do realizacji tego szalonego planu nie dojdzie. Tylko tak jakoś dziwnie się składa, że kiedyś takie szalone pomysły stały się rzeczywistością.


sobota, 17 września 2016

Zwierzolub



  Niestety, to nie ja jestem twórcą tego nowego słowa, choć bardzo mi się podoba. Określa człowieka kochającego zwierzęta, czego proszę nie łączyć z zoofilią. Jak przypuszczam, wśród moich Czytelników takich osób nie brakuje, a znaczna ich część jakiegoś zwierzaka posiada. To określenie wymyślono na profilu facebook’owym o dość znamiennej nazwie „Ludzie przeciw myśliwym”. Tyle tytułem wstępu.

  Osobiście mnie kampania wyborcza Andrzeja Dudy nie przekonywała. Nie będę teraz tego rozwijał, napiszę tylko, że w jednym elemencie (szkoda, że tylko w jednym) kandydat mnie ujął. Tym elementem była kontra w stosunku do Prezydenta Bronisława Komorowskiego, który należał do grona myśliwych i ich zwolenników. A. Duda napisał nawet do przyjaciół zwierząt ulotkę, której fragment przepiszę, bo kopia jest mało czytelna:
Andrzej Duda
Kandydat na Prezydenta RP

List do wszystkich tych, którzy są przyjaciółmi zwierząt

  Mahatma Gandhi powiedział, że „wielkość narodów i ich moralny postęp można poznać po stosunku do zwierząt.” W pełni podzielam tę myśl i uważam, że stosunek do zwierząt i wrażliwość na ich krzywdę jest ważną miarą naszego człowieczeństwa. Kto nie jest wrażliwy na krzywdę zwierząt, ten zwyczajnie nie jest wrażliwy na krzywdę ludzi.
   Trudno mi zrozumieć mojego konkurenta do Urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej Pana Bronisława Komorowskiego, który z zabijania zwierząt uczynił sobie hobby i przyjemność. Przykrym dla mnie widokiem są jego zdjęcia z szerokim uśmiechem nad ciałami zabitych zwierząt, traktowanymi jako trofeum. [wyróżnienie moje]
   Uważam, że taka postawa i taki brak elementarnej ludzkiej wrażliwości nie przystoi Prezydentowi Rzeczypospolitej.
   W mojej aktywności publicznej aktywnie uczestniczę na rzecz poprawy losu zwierząt (...)
” itp., itd., (już bez
znaczenia dla meritum).


  Prawda, że pięknie?! Choć mnie by wystarczyło nawet bez oskarżenia B. Komorowskiego, bo i tak myśliwych i myślistwa nie pochwalałem, ale skoro A. Duda uznał, że tak trzeba – to trzeba!
 

  Za to dziś mamy informację z gatunku tych, gdzie „fotografa przy tym nie było”, to znaczy był, ale tego nie rozpowszechniono w mediach publicznych, sorry, narodowych. Wyjaśnię, to są dwa zdjęcia z fotoreportażu, z wizyty myśliwych u Prezydenta, aby nie było pomyłki, u Prezydenta Andrzeja Dudy, a ten kosz jest pełen wędlin i wyrobów z dziczyzny. Na tym nie poprzestano, bo przyjęcie zakończyła uroczysta kolacja z daniem głównym w postaci młodego prosięcia dzika.

Hmm, gdy patrzę na tę roześmianą buzię Prezydenta A. Dudy, od razu mi się to kojarz z fragmentem ulotki przedwyborczej, który wyróżniłem.
 

  Już tylko jako ciekawostkę przytoczę jeszcze jeden cytat (za wyborczą.pl) A. Dudy sprzed trzech lat, kiedy to potrafił być bardziej celny w swych spostrzeżeniach. Napisał na Twiterze: "Stan polskiego sportu, zwłaszcza gier zespołowych, jest smutnym odzwierciedleniem stanu państwa polskiego." (sic!) W kontekście kompromitującej porażki Legii Warszawa na otwarcie Ligi Mistrzów, te słowa brzmią jakoś tak (zło)wieszczo.

PS wszystkie fotografie pochodzą z profilu "Ludzie przeciw myśliwym" na fb