czwartek, 22 września 2016

Narodowe chrześcijaństwo



  Znakiem chrześcijaństwa jest krzyż, symbol męczeństwa i odkupienia. I tylko krzyż. Na temat chrześcijaństwa każdy pewnie ma swoje zdanie, mnie się przede wszystkim kojarzy z miłością do człowieka, do bliźniego.

  Dziś jednak bywa z tym pojęciami bardzo różnie. Ostatnio miałem okazję zapoznać się częściowo z akcją #jestemchrześcijaninem. Sama nazwa wydaje się być bez zastrzeżeń, problem w tym, że wiąże się z pewną deklaracją. Trzeba umieścić swoją fotografię na pewnym portalu, pozując z kartką na której jest wypisane własnoręcznie i czytelnie „jestem chrześcijaninem” i... koniecznie z bronią palną (sic!) Powiem szczerze, że wcisnęło mnie w krzesło. Zacząłem temat drążyć.

  Jak tłumaczą inicjatorzy, owa broń ma służyć obronie chrześcijaństwa. Innymi słowy, taki chrześcijański dżihad, pewnie wzorowany na islamskim. Kim są inicjatorzy? Znalazłem trzy nazwiska: Marian Janusz Kowalski, Paweł Chojecki i Andrzej Turczyn. Pierwszego chyba nie trzeba mi przedstawiać, wspomnę tylko, że to były kandydat na prezydenta, człowiek bez matury, były wiceprezes Ruchu Narodowego, współorganizator Marszu Niepodległości. Drugi jest pastorem Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie, trzecim, Andrzej Turczyn, szef Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni. Z tego konglomeratu inicjatorów trudno wnioskować, czy owi chrześcijanie to katolicy czy protestanci, bo tak naprawdę tak szczegółowa deklaracja wiary nie jest potrzebna. Wystarczy, że członkowie są za posiadaniem broni. Tak tłumaczy tę akcję A. Turczyn: „Możesz nie wierzyć w Boga. Twoja sprawa. Możesz nie chcieć mieć broni. Twój wybór. Ale gdy Cię ktoś napadnie, natychmiast dzwonisz po kogoś uzbrojonego i modlisz się aby przybył jak najszybciej!”. Innymi słowy, obroń się sam, strzelając każdemu napastnikowi prosto w łeb, tak po chrześcijańsku.


  Znamiennym jest fakt, że ci miłośnicy broni, to przede wszystkim narodowcy, ludzie bezwzględni, nie mający żadnych skrupułów. Dla nich naciśnięcie na spust to jak splunąć. Skoro fotografują się z bronią, mniemam, że mają już zezwolenie na jej legalne posiadanie, im widać zależy, aby wszyscy chrześcijanie szli ich śladami. A teraz spróbuj, mój Czytelniku, a może przede wszystkim, moje Czytelniczki, wyobrazić siebie z taką bronią oko w oko z napastnikiem czy obcym agresorem. Zanim przełamiesz strach i moralne obawy, padniesz trupem, bo ten napastnik-agresor jest bardziej bezwzględny i zdeterminowany niż Ty. Pewnie też bardziej obeznany w posługiwaniu się bronią, wyćwiczony i celniejszy. Nawet jeśli jakimś cudem uda Ci się wyjść z tego zdarzenia cało, pomyśl, co będzie się działo z Twoim sumieniem, którego napastnik raczej jest pozbawiony? Zgoda, zakaz posiadania broni palnej nie chroni przed tym, by ją zbój nie zdobył. Ale zawsze to jakaś trudność i powód by napaść potraktować bardziej surowo. Niemniej, powszechny dostęp do broni będzie również dostępny nie tylko zbójów ale i szaleńców, którym przyjdzie ochota, na przykład, postrzelać w szkole do ruchomych celów. Jeszcze  bardziej znamienna wydaje się deklaracja bycia chrześcijaninem. Czyżbym miał rozumieć, że jeśli nim nie jestem, to w myśl idei narodowych, powinienem się z tego kraju wynieść raz na zawsze? To też iście po chrześcijańsku i w myśl nauk Chrystusowych?

  W kontekście poprzedniej notki, o organizacji RAŚ, ta, na tle narodowego chrześcijaństwa, jawi mi się jako oaza spokoju i miłości bliźniego. Tam nikt do zbrojenia się i zabijania nie namawia. To oczywiście sarkazm, ale ja innej formy oceny #jestemchrześcijaninem nie znajduję. Dziś jest tych fanatyków podobno około 10 tys., całkiem liczna, wręcz brunatna armia. Że za daleko się posuwam? A kogo oni mają za śmiertelnych wrogów? Lewactwo i liberałów, którzy podobno zagrażają ich wierze (zastanawiam się jak, skoro na idee lewactwa i liberalizmu są odporni?). Oni są gotowi osobliwie połączyć Chrystusa i przemoc. Oni dla Chrystusa chcą zabijać! I co najbardziej zdumiewa, przedstawiciele polskiego Kościoła nawet nie próbują zająć w tej sprawie stanowiska, nawet jeśli narodowi chrześcijanie nazywają papieża Franciszka „orędownikiem fałszywego miłosierdzia”.



14 komentarzy:

  1. Za kałacha i hajda na koń, na Turczyna. Durni ci ludzie i niczego oprócz głupoty nie należy się w tym dopatrywać, ta deklaracja chrześcijaństwa z bronią w drugiej ręce jest niesmaczna. Takie happeningi to modne ostatnio, a im bardziej głupi przekaz tym lepiej. Można sobie wylać wiadro wody na łeb, rozbić jajko, albo zapozować ze spluwą i tabliczką z napisem chrześcijanin.

    ... Ale z drugiej strony...

    "Znamiennym jest fakt, że ci miłośnicy broni, to przede wszystkim narodowcy, ludzie bezwzględni, nie mający żadnych skrupułów. Dla nich naciśnięcie na spust to jak splunąć."

    Ale żeś palnął... Ciekaw czasem skąd Ci takie rzeczy do głowy przychodzą. Tak jakby fotografowanie się ze spluwą czyniło kogoś od razu krwiożerczym zabójcą... a jak narodowiec to już w ogóle potwór nie z tej ziemi.

    Ja sobie natomiast wyobrażam agresora, któremu na sam widok broni mięknie rura i daje nogę. Człowiek który umie się z nią obchodzić, nie musi napastnika zresztą od razu kłaść trupem, postrzał w nogę jest równie skuteczny i nie obciąża sumienia.
    A zamordować można praktycznie wszystkim, nie jest tu przeszkodą brak broni, ani jej posiadanie samo w sobie zachętą jak ktoś jest umotywowany by zabijać - zabije.
    Mam kolegów, którzy zbierają różne noże, bagnety itp. jakoś nie biegają po ulicach i nie zabijają ludzi. A tym też można równie dobrze i zbieranie jest całkowicie legalne, nie wymaga nawet badań psychologa, jak w wypadku pozwolenia na posiadanie broni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radku, po raz kolejny muszę Ci przypomnieć czym charakteryzuje felieton: „krótki utwór dziennikarski utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający - często skrajnie złośliwie - osobisty punkt widzenia autora.” Nic na to nie poradzę, że taka forma wypowiedzi odpowiada mi najbardziej. ;) Ale jestem w każdej chwili odpowiedzieć na stawiane zarzuty wobec treści, już całkiem na poważnie.

      Oczywiście, masz rację, zabić można niemal wszystkim, nawet gołymi rękoma. Tyle, że to zdecydowanie trudniejsze. Gdyby broń, a szczególnie ta palna, była w pełni bezpieczna, bez względu na to w jakich rękach się znajduje, pewnie nie byłoby o co kopii kruszyć. A jednak coś musi być z nią na rzeczy, skoro dostęp do niej nie jest wcale prosty.

      A co do fotografowania się z bronią. Można by uznać teoretycznie, że to nic zdrożnego, ot jakiś tam emblemat. Ale tu też rodzi się problem, bo przeznaczeniem broni jest zabijać. Innego zastosowania nie znam. Skoro ktoś się z bronią fotografuje (pomijam żołnierzy), coś chce przekazać. I znów przejaskrawię, dla mnie to jednoznaczny przekaz mówiący: „ja potrafię jej użyć”. I tu rodzi się problem narodowców. Ich zachowanie, uwielbienie wręcz wojskowego rygoru, zamiłowanie do wszystkiego, co wiąże się z siłą, daje jednoznaczny przekaz: oprócz idei, gloryfikują tę siłę, gotowi jej użyć w obronie tychże idei.

      Jeśli zaś chodzi o kolekcjonerstwo broni. Wbrew pozorom, nie do końca da się je dowolnie interpretować. Właściwie potrzebne jest oficjalne zezwolenie na takie hobby. Ja, nomen omen, jestem w posiadaniu białej broni, szpady, która zdobi ścianę. I choć jest tępa jak obuch siekiery, mam oficjalne zezwolenie na jej posiadanie, świstek papieru upamiętniający moment jej mi nadania.

      I na koniec o agresorze. Ja takiej wersji, kiedy mu miękną nogi, raczej sobie nie wyobrażam. Przypuszczam, że gdybym tylko nieopatrznie zrobił ruch sugerujący użycia jakiegokolwiek narzędzia w obronie własnej, od razu byłbym posiekany na miazgę serią z pistoletu maszynowego, nim nawet zdążyłbym cokolwiek wyjaśnić.

      Usuń
  2. Ja wiem, że to felieton, ale akurat w tym miejscu nie zauważyłem tego żartobliwego tonu.

    Nie wiem czy trudniejsze, nie próbowałem nikogo zabić. Natomiast w stosunku do nieuzbrojonej ofiary atak maczetą lub siekiera jest według mnie równie zabójczy, rzekłbym że nawet bardziej, bo celować i strzelać trzeba umieć.

    Nie tylko narodowcy mają jakieś fiksacje w kierunku broni, ma ich wielu "samców". Takiego znajomego mam, który marzy o posiadaniu broni, ale że ma rodzinę, zgody nie chce mu podpisać małżonka. Podobno trzymanie w ręku "gnata:" daje poczucie jakiejś siły. Mnie nic takiego nie nachodzi, nie lubię trzymać w ręku broni, więc nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Nadal jednak twierdzę, fascynacja bronią nie jest równoznaczna z chęcią mordu i może tego się trzymajmy.

    Na broń białą, tą najbardziej zabójczą nie trzeba żadnych świstków, co jest nawet dziwne, zważywszy na jakie rzeczy trzeba go mieć. Definiuje to ustawa:

    a) broń białą w postaci:
    – ostrzy ukrytych w przedmiotach niemających wyglądu broni,
    – kastetów i nunczaków,
    – pałek posiadających zakończenie z ciężkiego i twardego materiału lub zawierających wkładki z takiego materiału,
    – pałek wykonanych z drewna lub innego ciężkiego i twardego materiału, imitujących kij bejsbolowy,

    A gdyby ktoś szedł do Ciebie z pałą albo z nożem, a nie z pistoletem maszynowym to co by go zniechęciło bardziej, broń w Twojej ręce, czy maślane oczy w słup, bo zakładam że ze sprintem w Twoim wieku też byś nie podołał?




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W temacie, przeze mnie poruszanym, trudno odnaleźć jakieś elementy nadające się na żartobliwy ton, pozostał mi więc tylko złośliwy. Mógłby się skupić na tych trzech panach, ale ja kiedyś im już „dołożyłem”. ;)

      Oczywiście, i tu się z Tobą w pełni zgadzam, że nie tylko narodowcy mają inklinacje do broni, ale z notki wyraźnie wynika, że o tę grupę mi chodzi, bo to z nich tworzy się grupa #jestemchrześcijaninem.

      Nie wiem jak jest teraz z tymi przepisami, ba!, nigdy dokładnie nie wiedziałem, bo tematem nie byłem zainteresowany. Dopiero owa szpada i pisemko do niej dołączone uświadomiło mi (w tamtych czasach), że jakieś zezwolenie na białą broń jest potrzebne. To przepisy, które przedstawiłeś, są jak na mój rozum kuriozalne, choć z drugiej strony, duży nóż kuchenny też mógłby być uznany za broń ;)

      Jak znam życie, nawet posiadanie broni palnej przez zwykłego, normalnego śmiertelnika, nie uczyni z niego bohatera na widok bandyty li tylko uzbrojonego w pałę. Ale nawet gdyby, Istnieje obawa, że ów bandyta w danej chwili się wycofa, ale nie omieszka się upomnieć o „swoje” w bardziej odpowiednich dla siebie okolicznościach. Oni zniewagi nie darują. Więc grożąc bandycie bronią, nie pozostaje nic innego jak go zastrzelić bez względu na to, co ów zrobi. Tu oczywiście można dywagować, jak się w ogóle zachować w razie napaści.

      Usuń
  3. Z tym chrześcijaństwem to jak ze wszystkim - ma różne oblicza, a każdy dopasowuje chrześcijaństwo do własnych upodobań i poglądów. Chrześcijaństwo, miłość blizniego, wiara - w Polsce każdy dopasowuje te pojęcia do siebie, a nie do podstawowej definicji tychże pojęć.
    Taki to urok naszego "wspaniałego narodu", z którym jakoś coraz trudniej mi się utożsamiać.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już gdzieś napisałem (chyba w komentarzu we wcześniejszej notce o RAŚ), że to pojęcie „naród” jest bardzo nieprecyzyjne, więc mnie nie dziwi, że komuś trudno się z nim utożsamiać. Utożsamianie się z chrześcijaństwem, a nawet li tylko z katolicyzmem, staje się jeszcze bardziej skomplikowane w dobie dzisiejszych, coraz bardziej widocznych rozłamów. I choć to drugie mnie nie martwi, bo i nie dotyczy, to jednak zdumiewa.
      Pozdrowienia.

      Usuń
  4. wiesz co - to jest chore, zwyczajnie chore

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś się Pan tych Narodowców czepił? Problem w tym, że czasy się zmieniają. Czołgów porządnych nie mamy, bomb atomowych nie mamy, nowoczesnych samolotów i śmigłowców nie mamy, zaś osobistej broni palnej mamy bodajże najniższy współczynnik w Europie. Dobrze zatem, że są ludzie w tym kraju, którzy w ferworze totalnej beztroski, troszczą się chociaż na tyle, na ile im finanse i możliwości pozwalają. Osobiście, jestem zwolennikiem modelu Szwajcarskiego, czyli karabin w każdym domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, tylko zapomniałeś dodać, że broń w domu ma szwajcarska armia. Nawiasem mówiąc, Szwajcaria też nie posiada ani broni atomowej, ani czołgów w wystarczającej ilości do obrony kraju, górzystego, gdzie tego typu broń na niewiele się zda. Jako kraj niemal zawsze neutralny, może sobie na to pozwolić. Ale czy to wystarczy prze agresją? My od osiemdziesięciu lat, też nie mając broni atomowej, szczęśliwie wojen unikamy. Zresztą, to posiadanie broni w Szwajcarii jest obwarowane wieloma przepisami, w tym dwoma dość istotnymi – nie wolno być karanym i pozwolenie na broń (z wyjątkiem myśliwskiej) jest ważne przez pięć lat. Zapomniałeś też dodać, że w Szwajcarii jest największa ilość samobójców z użyciem broni palnej i w tym bije rekordy świata! Rokrocznie z broni palnej ginie w napadach z użyciem broni około trzysta osób (na 8 mln mieszkańców) xi to zjawisko wskazuje tendencję zwyżkową. Takiej chcesz Polski?
      Ja się nie czepiam narodowców jako takich (choć ujmując rzecz ogólnie: i owszem), w tym felietonie, tych spod znaku #jestemchrześcijaninem. Potrafisz chrześcijanizm logicznie połączyć z chęcią posiadania broni?

      Usuń
  6. OWSZEM, odkąd regularnie odwiedzam strony rabiniczne, wiele mi się na temat chrześcijaństwa wyklarowało. Ale, ponieważ żonglujesz statystykami, to ja sobie również nimi pożongluję. Jesteśmy na 11 miejscu na świecie w ilości posiadanej broni na mieszkańca, oczywiście licząc od końca. To prawda, że Szwajcaria słynie z liczby samobójstw popełnianych za pomocą broni palnej, ale wybacz, mimo wszystko to sposób bezpieczniejszy dla otoczenia, niż przykładowy skok z 10 piętra na chodnik pełen przechodniów. Po drugie, Szwajcaria ma jeden z najniższych wskaźników przestępstw, z użyciem broni palnej. Nie wspomnę o Finlandii, która jest na 3 miejscu w liczbie posiadanej broni i ma jedne z najniższych współczynników przestępczości z użyciem broni palnej.

    Na tym tle ciekawie wypada Wielka Brytania, która po wprowadzeniu zakazu posiadania broni palnej, ale zacytuję:"Ironicznie i odwrotnie do zamierzonych celów, ilość przestępstw z bronią w Anglii podwoiła się w ciągu 10 lat od zakazu posiadania broni krótkiej! Natomiast skala przestępczości z bronią wymusiła na policji w Londynie konieczność powołania pierwszych specjalistycznych oddziałów wyposażonych broń automatyczną która miała poradzić sobie ze .. strzelaninami których poprzednio nie było."

    Natomiast, wybacz, ale nie lubię się powtarzać, już raz napisałem i powinieneś ten mój pogląd zapamiętać: religia to najpotężniejsza broń na świecie, przy niej karabin to tyko skromny straszak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, pełna zgoda, co do statystyk w Szwajcarii, ale te same statystyki mówią, że ta przestępczość z użyciem broni rośnie. Natomiast, co do W. Brytanii, trudno orzec czy ów wzrost przestępczości wiąże się z zakazem posiadania broni, wg mnie, bardziej przyczynia się do tego znaczny wzrost imigrantów.

      Zapamiętam sobie już na zawsze ten Twój pogląd, choć wydaje mi się, że u mnie przedstawiasz go po raz pierwszy. Jestem w wieku gdzie skleroza ma prawo istnieć, więc o niczym nie przesądzam i upierać się nie będę ;) Natomiast nasuwa mi się pewna dygresja. Skoro religia to najpotężniejsza broń na świecie, po co jej jeszcze karabiny?

      Usuń
    2. Po co karabiny? Bo zawsze znajdą się jakieś niedowiarki. To żartobliwie. Poważnie zaś, jeśli miałeś kiedykolwiek karabin w ręku, to Wiesz, że sam w sobie jest niewiele wart, jeśli magazynek jest pusty. Owszem, możesz użyć kolby i przywalić kolbą, ale generalnie ważnym aspektem owej broni jest amunicja. Bez amunicji nie wystrzelisz. Ale mając karabin, amunicję wcale nie oznacza, że owej broni użyjesz, bowiem potrzebna jest motywacja. Owej motywacji dostarcza religia bądź ideologia. Ale również, ta sama religia powstrzymuje przed użyciem owej broni. A ponieważ Islamiści już Ciebie chyba przekonali, że nie trzeba mieć karabinu, by zabić, wystarczą do tego niewinne przedmioty, jak samolot, ciężarówka, scyzoryk, pas szahida, więc najsilniejszą bronią jest motywacja. Nawet stojąc z karabinem, pistoletem w ręku i do tego naładowanym oraz odbezpieczonym, nadal jesteś bezbronny, o ile brakuje w Tobie motywacji. Stąd najwięcej osób ginie od własnej broni. Brakuje im motywacji by użyć jej właściwie przeciwko przestępcy.

      Usuń
  7. Wracając do statystyk. Nie pokazują one żadnego związku pomiędzy ilością posiadanej przez obywateli broni, a użyciem jej w celach przestępczych. Jest tylko jeden powód, dla którego jestem przeciwnikiem posiadania broni, tym powodem są dzieci. Nie ma sposobu, żeby zabezpieczyć dostęp do broni dla sprytnych dzieci, a stąd o wypadek nietrudno. Ponadto, samo posiadanie broni daje złudne poczucie bezpieczeństwa, a złudzenia bywają najgorszym naszym wrogiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Twój przedostatni komentarz niejako umacnia mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że powszechne posiadanie broni palnej jest bezsensowne. Otóż, ja się z Tobą w pełni zgadzam, że narzędziem zbrodni nie musi być sam karabin (z amunicją), pod ręką mamy cały arsenał innych narzędzi zbrodni, tym samym jakakolwiek argumentacja za posiadaniem broni palnej przez zwykłego obywatela jest kompletnie bezprzedmiotowa.

      I tu też w pełni Cię popieram, ważnym argumentem przeciw, jest bezpieczeństwo dzieci. Wystarczy, aby miłośników posiadania broni uznać za nieodpowiedzialnych. O złudnym bezpieczeństwie pisałem w notce.

      Usuń