czwartek, 8 września 2016

To idzie młodość



  Byłem sceptyczny wobec wszystkich obietnic jakie składali pretendent na stanowisko Prezydenta oraz pretendentka na stanowisko Premiera – oboje z ramienia PiS. Ale przyznaje, liczyłem na jedno. W poprzednim rządzie najbardziej drażniło mnie kolesiostwo, które uzewnętrzniła afera o pieszczotliwej nazwie „ośmiorniczki”. Więc, gdy mówiono, obiecywano, że owo kolesiostwo się skończy, że nastanie czas ludzi kompetentnych, choć bez entuzjazmu, uznałem, że być może w tej dziedzinie coś się zmieni na lepsze. To przecież nic nie kosztuje, a już na pewno, jak pozostałe populistyczne hasła, budżetu nie naruszy.

  Błąd, bo nikt nie pytał na jakich zasadach będą dobierane nowe kadry władzy. Miało być jawnie i kompetentnie, i nawet gdyby w jakieś mierze liczyło się poparcie do jedynie słusznej partii, owa kompetencja jawiła mi się jako warunek nadrzędny. O naiwności ty moja! De facto porobiło się gorzej jak za czasów konsumpcji ośmiorniczek (swoją drogą, nie wiem czy byłbym w stanie wetknąć je sobie do ust). Mam wrażenie, że nowej władzy kompletnie nieznane jest znaczenie słowa kompetencje. A wystarczyło sprawdzić choćby tylko Wikipedię: „Kompetencja – połączenie trzech atrybutów: wiedzy, umiejętności i postawy. Wyróżniają one daną osobę łatwością sprawnej, skutecznej, odpowiadającej oczekiwaniom jakościowym, realizacji danych zadań. Działania osoby kompetentnej, w danej dziedzinie, winny spełniać obowiązujące w danej społeczności/organizacji kryteria.” Z tej definicji rządzący zrozumieli tylko słowa: (właściwej) „postawy” i „kryteria organizacji”. Wiedza i umiejętności zostały przeoczone.

  Ja już pominę nowego dyrektora stadniny, którego wiedza o koniach kończyła się na stwierdzeniu: „Ja bardzo lubię konie”, czy ministra od spraw kultury, speca od wszystkiego (co jest równoznaczne  niewiedzy o niczym), mnie ostatnio rozbawiła postać Bartłomieja Misiewicza. Rozbawiła, bo już sił na oburzenie mi brak. Nie wiem jakie układy koleżeńskie łączą go z Antonim Macierewiczem, dość, że pod skrzydłami tego drugiego już w wieku dwudziestu dwóch lat stał się członkiem Rady Politycznej PiS. W wieku lat dwudziestu sześciu zostaje rzecznikiem MON (tu chyba prawdziwych kompetencji nie potrzeba – wystarczy gadana) i pełnomocnikiem ds. Centrum Eksperckiego kontrwywiadu NATO. Jak sama nazwa wskazuje, ta druga fucha wymaga jakieś wiedzy eksperckiej. A na pytanie o wykształcenie, po długich i upartych naleganiach, B. Misiewicz odpowiedział, że kończy studia licencjackie – nie wiadomo w jakiej dziedzinie, ani kiedy i czy w ogóle skończy. Aby było śmieszniej, gdy jego patron, wspomniany A. Macierewicz, wręczył mu złoty medal „Za zasługi dla obronności kraju” (sic!), mój „bohater” umieścił swój życiorys w Wikipedii, tej samej, której PiS nie czyta. Widać jednak, to nie do końca pewne wykształcenie razi, skoro koniec końców swoją sylwetkę, nawet z tak lekceważonej (nie tylko przez PiS) witryny, usunął.

  Chciałoby się w tym miejscu głośno zaśpiewać dawną, socjalistyczną pieśń: „To idzie młodość, młodość, młodość...”


3 komentarze:

  1. Ojej, taki doświadczony facet a taki naiwny!!!!Za pół roku nie będzie na nieco wyższych szczeblach władzy ani jednej osoby, która nie jest kolesiem, pociotkiem lub dzieckiem pisowca. W tej materii są jeszcze bardziej bezczelni niż było PSL.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta naiwność była mi potrzebna do nadania ekspresji felietonu :)
      Pozdrowienia ;)

      Usuń
  2. mam nadzieję, że znajdzie się jakiś dziennikarz śledczy, który podrąży sprawę co łączy tych dwóch panów.

    OdpowiedzUsuń