sobota, 29 października 2016

Nieutulona w żalu



  Pisałem ostatnio o oskarżonej, dziś dla odmiany o nieutulonej w żalu po tragicznie zmarłym mężu. Dziwny zbieg okoliczności, losy dwóch kobiet, jakże różne w swej wymowie, które łączą media i śmierć. Obie jednakowo bulwersują, choć ja tu widzę dość sporą różnicę.

  Mam oczywiście na myśli Panią Beatę Gosiewską, wdowę po Przemysławie Gosiewskim, znanym polityku partii PiS, który zginął w katastrofie wraz z byłym Prezydentem Lechem Kaczyńskim. W swoim, już dość długim życiu spotkałem wiele wdów, których mężowie zginęli w tragicznych okolicznościach. Mam tu na myśli wdowy górników, którzy zginęli pod ziemią. Kilka razy sam przynosiłem tragiczną wieść do domu tej wdowy, co było dla mnie równie traumatycznym przeżyciem, ale i chyba najtrudniejszym egzaminem w kontaktach międzyludzkich. Nigdy zachowań tych kobiet nie ośmieliłbym się poddać jakiejkolwiek krytyce. Szczególnie wtedy, gdy wraz z nimi w żałobę popadała liczna gromadka dzieci. Prawo Górnicze zapewniało tym wdowom i tym dzieciom utrzymanie finansowe na tym poziomie, jakie zapewniał im tragicznie zmarły górnik. Nic więcej..., a już na pewno tej pomocy nie dzielona na rekompensatę za straty moralne i straty materialne.

  Gdy media przedstawiły roszczenia pani Beat Gosiewskiej wobec państwa długo nie mogłem uwierzyć, że to prawda. Spodziewałem się jakiegoś dementi, ale w zamian było tylko potwierdzenie samej „bohaterki”. Rodzina Gosiewskiego otrzymała już od MON 250 tys. zł. odszkodowania (w sumie 750 tys.) plus jednorazowo od rządu 40 tys. zł., od Sejmu 100 tys. oraz dla dzieci 2 tys. renty miesięcznie do ukończenia osiemnastego roku życia. Do tego trzeba dodać 2,5 tys. stypendium dla każdego z nich od SKOK-ów, oraz rentę z ZUS też 2,5 tys. złotych. Pani Gosiewska jako parlamentarzystka PE otrzymuje około 400 tys. zł miesięcznego wynagrodzenia, ma oszczędności  w granicach 1,4 mln zł., 107 tys. euro i papiery wartościowe na 290 tys. zł.1 Te kwoty nawet o biedę się nie ocierają. A jednak...

  Pani Gosiewska chce jeszcze pięć milionów złotych polskich plus dodatkową rentę dla dzieci. Uzasadnia to małym mieszkaniem i zajęciami terapeutycznymi dla córki, bo to naprawdę biedna kobieta. Jej po prostu nie stać na takie podstawowe rzeczy, które zapewniłyby jej utrzymanie standardu życia, do którego przywykła, a który zamierzała stale podnosić. A to, co do tej pory otrzymała była tylko rekompensatą za szkody moralne i nie należy tego mylić ze stratami materialnymi, jakie poniosła jej rodzina w związku z tragiczną śmiercią męża. A on rozwojowy był..., tylko z winy Tuska jego kariera została tak tragicznie przerwana. Jej znajomy z Holandii powiedział, że takie traktowanie jej i jej rodziny w Polsce, przez nieprzychylne jej media, to wręcz barbarzyństwo.2 Na szczęście Pani Gosiewska nie ma zamiaru się tym przejmować, ona tej nagonce nie ulegnie, co potwierdza w wywiadzie dla wPolityce.pl, który ją ewidentnie wspiera duchowo. To my, obywatele tego zwariowanego państwa powinniśmy ją ze swoich podatków utulić w żalu, w którym wciąż tkwi od sześciu lat, a nie narażać na ewidentną, barbarzyńską nagonkę.

  Komuś tu się chyba w łbie kompletnie pomieszało, ale przestaje mnie to dziwić. Taki POPiS moralnie wątpliwych postaw może tworzyć tylko woda sodowa oświeconych polityków... Władza demoralizuje, władza obecnie nam miłościwie panujących demoralizuje podwójnie.



czwartek, 27 października 2016

Oskarżona Natalia P.



  Miałem nie pisać bo temat drażliwy, a ja nigdy nie byłem w ciąży i w ciąży nie będę, więc moje zdanie w tym temacie może być tylko subiektywne. Mało tego, nie potrafię ani Natalii Przybysz jednoznacznie potępić, ani tym bardziej równie jednoznacznie ją pochwalić. Mam mętlik w głowie, ale nie będę udawał, że jest inaczej. I nie pisałbym, gdyby mimochodem problem nie został poruszony w komentarzach pod poprzednią notką. Odniosłem wrażenie, że wręcz domagano się ode mnie jednoznacznego określenia.

  Dla mnie jest pierwszą kobietą (drugą jeśli wziąć pod uwagę wyznanie Marii Czubaszek), która się do aborcji „na życzenie” publicznie przyznała. I chyba problem wziął się z tego, że jej słowa zostały potraktowane jak słowa M. Czubaszek, czyli jako próbę wywołania skandalu, jeszcze gorzej, jako atak na moralność środowisk katolickich, nie wyłączając skrajnych antyaborcjonistów. A Natalia P. tłumaczy to w ten sposób: „Nie chcę się z tego tłumaczyć, ale chcę o tym opowiedzieć, bo nikt o tym nie mówi. I ta samotność jest straszna. Czułam się, jakbym była jedyną kobietą w Polsce, która kiedykolwiek to zrobiła. (...) Żyjemy w rzeczywistości, w której wszyscy udają, że to się nie dzieje.1 Ja niemal to samo przeczytałem w swojej opinii, pisanej na gorąco: „Tylko nikt o tym nie chce mówić, bo temat tabu i grozi ostracyzmem. To po prostu chowanie głowy w piasek. Pani Przybysz tę głowę z piasku wyciągnęła i teraz wszyscy na nią. Nawet te, które też aborcji dokonały. (...) Można mieć zastrzeżenia, co do tego, że się „chwali”, ale czy to na pewno jest chwalenie, czy tylko chęć zwrócenia uwagi na problem turystki aborcyjnej, która jest pochodną rygorystycznego prawa?2 Zbieżność jest zupełnie przypadkowa, bo ja do słów Natalii Przybysz dotarłem później.

  Wyznanie Natalii Przybysz spotkało się z zalewem hejtu. Właściwie nie powinien dziwić. Nawet część uczestniczek „czarnego protestu” uznała je za zbyt śmiałe i prowokujące. Nawet u mnie pojawiły się komentarze w rodzaju: „Dałabym jej w pysk”, czy „[o] tej larwie mam takie zdanie jak i Ty.”, „bo niestety niektóre młode dziewczątka traktują seks jak sport”. Natalię P. ukamienowano nawet nie próbując zrozumieć. Bo czy ona na pewno oczekiwała zrozumienia i wybaczenia za ten czyn? Prędzej gotów byłem ją posądzić o chęć wywołania skandalu, który miał ją wynieść na pierwsze strony gazet. Tak jak Nargala czy Korę. Tu jednak też coś nie pasuje. Takie przyznanie się do winy ma daleko większe konsekwencje niż podarcie Biblii, czy obrażanie Jej twórców. Sądzę, że miała też świadomość, jakie to negatywne będzie miało skutki, już nie tylko dla niej samej ale dla jej rodziny i całego „czarnego protestu”. Więc może jednak przede wszystkim chodziło o pokazanie problemu, o którym nikt nie chce mówić? Problemu, który jest wynikiem zbyt restrykcyjnego prawa w sprawie aborcji? Trzeba bowiem sobie uświadomić, że nawet najbardziej represyjne prawo aborcji nie wyeliminuje. Nazwano mnie niepoprawnym idealistą, gdy napomknąłem, że jedynie świadomość tego czym jest aborcja, może ten proceder zmniejszyć, choć nie mam złudzeń, też go do końca nie wyeliminuje.

  Na razie przycichła sprawa antykoncepcji, choć już są próby jej ograniczenia. Wycofano z wolnej sprzedaży tabletkę EllaOne, a tę decyzję tłumaczy się kuriozalną opinią, że zażywa się te tabletki jak dropsy, nie mając na potwierdzenie tego faktu żadnych danych. Nawet minister Radziwiłł takich danych nie ma. Ale może warto dyskutować o antykoncepcji właśnie w kontekście zapobiegania niechcianym ciążom. Wprawdzie nawet ona nie daje stuprocentowej pewności, ale to zjawisko zdecydowanie może ograniczyć, o ile nie będzie tak potraktowana jak w W. Brytanii, gdzie reklamowanie antykoncepcji nie wiąże się z żadną akcją uświadamiającą, czym jest nieodpowiedzialny seks i jakie problemy pociąga za sobą sama aborcja.

  Na katolickim portalu deon.pl jest odpowiedź3 katolickiej mamy na wyznanie Natalii Przybysz. Jedyna rozsądna, jaką udało mi się znaleźć. Jedyna odpowiedź, która choć jest sprzeciwem wobec takiego podejścia do aborcji, jednocześnie nie jest potępieniem, a już na pewno nie hejtem. Przytoczę jedno znamienne zdanie tej katolickiej mamy: „Decyzja takich osób jak pani Natalia jest dla mnie niezrozumiała, natomiast wiem, że od tego mojego niezrozumienia nie zmieni się świat.” Ja też nie rozumiem decyzji Natalii Przybysz, ale jeśli to miało być wyciągnięcie głowy z piasku, to podziwiam jej odwagę przyznania się do winy. Bo przed podobnymi problemami stało i będzie stać wiele kobiet poddających się aborcji lub zamierzających jej dokonać. Może zamiast je bezwzględnie potępiać, trzeba im po prostu i po ludzku (nie przez ostracyzm) pomóc? Metody antyaborcjonistów i chazanów taką pomocą nie są.



poniedziałek, 24 października 2016

Niedźwiedzi przysługa



  Chyba wszyscy wiem, co pod tym pojęciem się kryje. Robimy coś w dobrych intencjach, wychodzi kiepściutko, czasami wręcz fatalnie. Ja o dwóch takich przypadkach z ostatnich dni.

  Pierwszy dotyczy nikogo innego jak samego ministra Macierewicza, tak, tego samego, który otrzymał Nagrodę im. Kazimierza Odnowiciela „Patriota Roku 2016”. Wiadomo było, że on ją dostanie, więc zaskoczenia nie było. Natomiast zaskoczeniem były słowa podziękowania: „Najwyższe wyrazy podziękowania, wdzięczności i podziwu, chciałbym przekazać osobie, która dziś rano witałem i żegnałem, człowieka którego niezmordowana siłą i pasja przekształciły Polskę, dla Ojca Tadeusza Rydzyka.”1 (sic!) Czyżby od teraz była jasna linia tworzenia „nowej” Polski, takiej, jaką widzi ją o. Rydzyk? Ale to tylko moja interpretacja.  W tym jednak jeszcze niedźwiedziej przysługi nie widzę. Bardziej w incydencie z filmikiem o rozmowie Tuska z Putinem po katastrofie smoleńskiej. Miała być sensacja i była, choć nie taka jakiej wszyscy się spodziewali. Po tej prezentacji Macierewicz udzielił wywiadu TVN24, gdzie z beztroską stwierdził: „„W żadnym wymiarze nie chcę twierdzić, że ta wersja, jaką przedstawia pan Putin, jest prawdziwa. My tego nie wiemy i w żadnym wypadku takiej tezy nie stawiamy.2 Miało być dobrze, dyplomatycznie, a tu się okazuje, że sam zaprzecza teorii o spisku Tuska z Putinem, którą tak mocno lansuje prezes J. Kaczyński. A tak ogólnie, to coraz ciszej o zamachu. Jeszcze się tli wątek, że to rosyjskie służby sprowadziły samolot do zderzenia z ziemią, ale i to stoi w sprzeczności do tezy, że „nasi piloci wykazali się niezwykłymi umiejętnościami” (sic!) To też słowa Macierewicza. Rzekłbym: to już nie niedźwiedź, to słoń w składzie porcelany.

  Śmieszniej było w drugim przypadku. Przyznam szczerze, jak na spowiedzi, gdy przeczytałem, że rosną słupki zadowolonych z prezydentury A. Dudy, opadła mi szczęka. Przecież ten człowiek niczym szczególnym się nie wyróżnił, poza kilkoma medialnymi wpadkami, a mimo to popularności mu przybywa. Pomyślałem wręcz, Asmo, jesteś kompletnym ignorantem i zupełnie się mylisz w ocenie tego człowieka. W konsekwencji musiałem przeżyć kilka godzin wisielczego nastroju, bo mi nie łatwo przyznać się do takiej porażki. I stał się cud! Za sprawą uświęconego portalu Fronda.pl, który opublikował artykuł zatytułowany „Patrioci za Dudą. Przeciw lewacy i ateiści.”3 Autor, niejaki ol (nie rozumiem dlaczego oni unikają swoich prawdziwych nazwisk i imion) pokusił się o analizę tego sondażu popularności. Znów cytat: „CBOS wskazuje, że najlepiej prezydenta Dudę oceniają mieszkańcy wsi i małych miast, a także ludzie o wykształceniu podstawowym, gimnazjalnym i zasadniczym zawodowym, a także osoby mniej zarabiające. Dodatkowo Polacy bardziej religijni lepiej oceniają Dudę, zwłaszcza ci, którzy kilka razy w tygodniu chodzą do kościoła. Bardziej niezadowoleni z prezydentury Dudy są mieszkańcy największych miast, osoby po studiach i lepiej zarabiający. Dodatkowo Dudę krytykują też ateiści i lewacy.” (sic!) Toż to klasyczna niedźwiedzia przysługa. Mam propozycję dla ankietujących, następny sondaż niech zrobią tylko na wsiach. Poparcie dla Prezydenta będzie oscylować w okolicach dziewięćdziesiąt procent, a tym z miasta ewentualne oprócz rubryki na ateizm, lewactwo dodać umiłowanie diabła.

  Aby nie było, że ja mam tylko taką ocenę tej analizy, posłużę się komentarzami pod artykulikiem:
Wojtek „Z pewnością w ankiecie była możliwość wyboru "ateista" i "lewak". Wykształcenie ankietowanych wyraźnie pokazuje kto popiera obecną kulawą władzę, ludzie nie rozumiejący nic poza pustymi hasłami i kiełbasą wyborczą.”;
Merida: „tylko usiąść i zapłakać, jak sądzę, autor ( podpisujący się ol ) jest patriotą”;
Zenobiusz: „Patrioci najwyraźniej wykształceniem nie grzeszą, a wśród wykształconych szaleje lewactwo i bezbożność. Morał z tego chyba taki, że należy zlikwidować wszelkie szkolnictwo (za wyjątkiem certyfikowanego przez Kościół Święty).”
Jan: „Wniosek, jaki wyciągnąłem po przeczytaniu tego gniota, jest taki, że wraz z ze wzrostem wykształcenia maleje patriotyzm. Można temu jednak zaradzić. Wystarczy się przenieść np. z Warszawy do Moniek.”

  Kocham ten świat nawet z Frondą. Wprawdzie obecnie mieszkam na wsi, ale pierwsze pół wieku spędziłem w mieście wojewódzkim i teraz już wiem skąd się bierze moja niechęć do Prezydenta. Ona na pewno wynika z miejsca mojego urodzenia i mojego ateizmu. Przeniesienie się na wieś jednak nie poskutkowało wzrostem patriotyzmu. Patriotyzmu w wersji PiS i Kościoła.

Przypisy:
1 -
http://wpolityce.pl/polityka/312836-top-8-cytatow-z-przemowienia-antoniego-macierewicza-na-gali-patriota-roku-2016-patriotyzm-to-sluzba-ojczyznie-to-obrona-wlasnej-ziemi-ale-to-tez-odwaga
2 -
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nagranie-tusk-putin-macierewicz-pokazuje-film,685791.html
3 - http://www.fronda.pl/a/patrioci-za-duda-przeciwko-lewacy-i-atesci,80546.html


piątek, 21 października 2016

Intronizacja



  Na 19 listopada br. przewidziany jest akt intronizacyjny. Sorry, jak to określili biskupi, intronizacja nie wszystkim dobrze się kojarzy, więc będzie to Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana.” Pominięto jeszcze jedno, ostatnie słowo – „Polski”, które istniało w pierwotnej wersji ruchów intronizacyjnych. Sam tytuł jest bez znaczenia, gdyż formuła owej intronizacji jest ta sama i wyraża się już w pierwszym zdaniu: „Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.”

  Właściwie dalsza lektura tego aktu wydaje się zbyteczna. Ten wstęp mówi wyraźnie o władzach kościelnych i świeckich (sic!) oraz o Ojczyźnie i całym Narodzie (sic!) I choć próbuje się wszystkim wmówić, że ten Akt ma wymiar czysto osobisty dla katolików, nawet biskup Andrzej Czaja, przewodniczący Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych, stwierdza jasno: „Gdy ogłosimy, że Jezus jest Królem Polski, to będzie to akt polityczny (...) Uznanie Jezusa moim Królem zmienia moje życia i ma wpływ na życie innych.” Żeby nie być gołosłownym przytoczę kilka cytatów z tego Aktu:
- W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!;
-
W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!;
-
W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!;
-
W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!;
-
W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!
Czy tu trzeba coś wyjaśniać? Jak na mój rozum nic. Ewidentnie Polska ma stać się krajem religijnym, ściślej katolickim. Na razie tylko w formie Aktu, ale po jego przyjęciu już nic nie stanie na przeszkodzie, aby stała się nim konstytucjonalnie. Dlaczego? Bo ja nie mam wątpliwości, że w tej uroczystości weźmie udział Prezydent, Rząd (w komplecie) oraz zdecydowana większość posłów i senatorów. Jeśli ktoś mógłby mieć wątpliwości dlaczego z takim uporem marginalizuje się TK, teraz powinien się ich wyzbyć. To jedyna instancja trójpodziału władzy, która z powodów kadencyjności, może się sprzeciwić próbom zmian w Konstytucji.

  Już dziś któremuś z posłów PiS przeszkadza, że na gmachu Urzędu Rady Ministrów jest tylko napis „Honor, Ojczyzna”, że brakuje słowa „Bóg” (napis pochodzi z czasów międzywojennych), ja wciąż pamiętam „pracę naukową” Krzysztofa Szczerskiego, obecnego doradcy Prezydenta, w której nakreślał wizję państwa kościelnego, jakim miała by się stać Polska, z Senatem opanowanym całkowicie przez biskupów. Wprawdzie w objaśnieniu tego Aktu czytamy: „Tekst może być również wykorzystany duszpastersko w pracy parafialnej i w diecezji. – Chodzi o to, żeby przyjmowanie Jezusa za Pana i Króla, uznawanie Go Panem i Królem, dokonywało się również w mniejszych grupach czy wspólnotach.” (to też słowa bp A. Czai), ale największy niepokój budzi niepozorne „również” Jeśli bowiem również w mniejszych, to znaczy, że najpierw musi zaistnieć w większych, i nie chodzi tu o ilość, ale nadrzędność. Nadrzędność Kościoła nad wszystkim innym.

  W tym miejscu wypada przytoczyć słowa Ewangelii św. Jana: „Królestwo moje nie jest z tego świata.” [J 18, 36], tylko czy to ma sens? Dla inicjatorów intronizacji ten tekst Ewangelii da się pewnie tłumaczyć, a nawet usprawiedliwić, na wiele sposobów. Gdybyż chodziło tylko o wymiar religijny, można by machnąć ręką. Ale skoro to jest akt polityczny, może mieć dyskryminujące konsekwencje dla tych, którzy nie są gotowi uznać, aby katolicyzm królował w szkołach, na uczelniach, w komunikacji, w urzędach i miejscach pracy. A mnie, naiwnemu, wydawało się, że Chrystusowi zależało na zbawieniu ludzkości bez polityki, bez przemocy i bez prawnych nakazów.


poniedziałek, 17 października 2016

Mój idol się myli



  Proszę potraktować słowo „idol” jako lekką przenośnię, choć ja tego Pana cenię jako filozofa. Jedyny człowiek o lewicowych poglądach, który jest w stanie wzbudzić moją sympatię. Sparafrazuję znane powiedzonko: na pewno mądry choć Żyd, na pewno patriota, choć lewicowiec, na pewno Polak bo strasznie pyskaty. Mam na myśli prof. Jana Hartmana.

  Ten mój „idol” często mnie zaskakuje i to in minus. Ale ja lubię ludzi mających konkretne zapatrywania, nie zawsze zgodne z moimi, byle je potrafił logicznie uzasadnić. I właśnie to uzasadnienie ostatnio go chyba zawiodło. Wieszczy bowiem, że koniec PiS jest już bliski. (sic!) Tu należy określić pojęcie bliskości, bo dla jednego będzie to godzina, dla drugiego to miesiąc, jeszcze innego, kilka lat. I tu Hartman zalicza się do ostatniej grupy. Pisze: „Gniew ludu zmiecie PiS ze sceny. Bo PiS jest słaby i tchórzliwy, a przede wszystkim potwornie nieudolny i groteskowo niekompetentny.” On lubi taki patos, rzecz w tym, że tu wyraźnie przesadził. Gniew ludu, co najwyżej osłabi pozycję tej partii, zmieść ze sceny politycznej może tylko śmierć Prezesa, przy czym ja tu mam na myśli śmierć naturalną, a nie żaden zamach. Gdy zabraknie prezesa, PiS rozleci się jak domek z kart. Głęboko skrywane ambicje osobiste jej członków, tu ja posłużę się patosem, wybuchną siłą niszczycielskiego wulkanu. Nie wiem jak to będzie gdy prezes pójdzie na opóźnioną i wyczekiwaną przez wielu emeryturę, ale skoro dziś trzęsie państwem jako szary, zwykły poseł, dlaczego miało by być inaczej w roli emeryta? PiS nie jest też słaby, choć tchórzliwy już tak. Twardy elektorat jest dużo twardszy niż elektorat jakiejkolwiek innej partii. Trudno też pisać, że PiS jest nieudolny. Gdyby był nieudolny, nie zagarnął by tym państwem w tak oczywisty sposób. Za to zgoda, co do określenia „groteskowo niekompetentny”.

  Hartman pisze: „Totalna wyrzynka wszystkiego, co ma jakąkolwiek pensję, i przejmowanie wszystkich możliwych stanowisk przez partię szybko doprowadzą do destrukcji państwa.” Otóż nie tak szybko. To państwo było tak często „wyrzynane”, że przetrwa i tę totalną wyrzynkę, ba! póki co, wszystko się jeszcze ślizga siłą rozpędu, nawet w pewnych dziedzinach rozpędu jeszcze nabiera (spadek bezrobocia), ale do pełnej destrukcji daleko. Wciąż jesteśmy jedną z najtańszych sił roboczych w Europie i nic nie wskazuje na to, aby to się miało zmienić, a to zapewni inwestycje, co śmielszych i ryzykanckich inwestorów.

  Hartman wieszczy również brak poparcia ze strony Kościoła. Tu już pewnie jest już coś na rzeczy, o czym świadczy ostra połajanka za cyrk wokół ustawy antyaborcyjnej. Tyle, że w tym kraju bark jest innej, tak silnej partii, na którą Kościół mógłby postawić w ciemno. Może z tą aborcją za dużo nie wskóra, ale za to PiS zapewnia temu Kościołowi spory napływ świeżej gotówki. Już chociażby za to należy owieczki namawiać na glosowanie na tę partię. Trochę inaczej jest z Unią Europejską. Bo niby PiS chce, choć bardziej nie chce. W tejże Unii już wyraźnie mówi się, że PiS jeszcze nie dorósł do członkostwa. Jeszcze?! PiS ze swymi wielkomocarstwowymi ambicjami nigdy nie zgodzi się na pełne podporządkowanie. Dziś udaje, bo jeszcze z niej więcej kasy przybywa niż się na nią wydaje. Jak tylko proporcje się odwrócą, a PiS będzie u władzy, stanie się Polexit. Za komuny mieliśmy przynajmniej Europę Wschodnią, teraz nie będziemy w żadnej Europie, bo nawet takie Węgry, bratanek, kuma się z Rosją, co PiS zupełnie nie po drodze. Chyba pozostanie nam tylko ewentualny sojusz z Białorusią, bo nawet nie tak dawno eksponowany sojusz z Chinami chwieje się w posadach. Nawet dla komunistów z ChRL poczynania PiS stają powoli niezrozumiałe. Oni chcieli z Polską, bo ta jeszcze jest forpocztą UE, ale jak nie będziemy w Unii lub tylko na jej peryferiach, staniemy się im zupełnie obojętni. Co najwyżej też uznają nas za tanią siłę roboczą. Tańszą niż w samych Chinach.

  Hartman wieszczy również kryzys gospodarczy w naszym kraju. To całkiem możliwe, bo szykują się wszędzie podwyżki cen, obcy kapitał też zacznie odpływać jak zbyt mocno wzrosną podatki, a dług wewnętrzny i zewnętrzny nie zniknie li tylko na życzenie. Repolonizacja banków też zrobi swoje i krach gotowy. Ale, ale. Jest w zanadrzu około dwadzieścia dwa miliardy złotych rocznie. Wystarczy wycofać program 500 plus, co zawsze da się wytłumaczyć tym nadchodzącym kryzysem. Opozycja może zrobić swoje, choć nie musi. Mobilizuje się społeczeństwo, gdy jest jakieś konkretne zagrożenie, ale to nie jest polityczna opozycja. Ta, poza .Nowoczesną, której słupki powoli acz systematycznie rosną, jest tak rozdrobniona i rozbita, że może PiS w najlepszym przypadku naskoczyć. Choć z .Nowoczesną jest też problem. Na razie ten wzrost jest efektem sprzeciwu wobec PiS a na samym sprzeciwie daleko się nie zajedzie, o czym przekonała się PO. Tu trzeba konstruktywnego programu i poparcia. Ale PiS zepsuł suwerena obietnicami, których nikt realny nie przebije, więc na dwoje babka wróżyła.

  W jednym z Hartmanem zgadzam się bez zastrzeżeń. Naprawić to psujące się państwo, wystudzić wrogość i nienawiść społeczną, naprawić stosunki ze światem i przywrócić Polsce wiarygodność – będzie bardzo, ale to bardzo trudno.