niedziela, 31 grudnia 2017

Odliczanie



  Dziś odliczamy ostatnie godziny starego roku. Większość z nas to lubi, gdyż towarzyszy temu dreszcz emocji, szampańska zabawa i dużo nadziei. Cóż, ja tegoroczny Sylwester w domowych pieleszach, przy butelce dobrego wina przed telewizorem. Relacje z zabaw na świeżym i mroźnym powietrzu nastrajają mnie optymistycznie. W wygodnym fotelu cieszę się, że nie muszę marznąć, nie boję się, że mnie ktoś rozdepcze, i nie daj Boże – zgwałci...

  Tę radochę z nieszczęść innych1 będzie potęgowało jeszcze jedno odliczanie, choć bardziej adekwatnym określeniem jest tu jednak liczenie. Otóż, podobno nasza światowej sławy dyplomacja liczy sprzymierzeńców. Z dwudziestu ośmiu państw Unii Europejskiej potrzebuje sześciu (słownie sześć) państw, dzięki którym będzie można ukręcić łeb w sprawie wprowadzenia sankcji z artykułu 7 wobec naszego państwa. Sprawę przybliża artykuł2 wPolityce.pl, z którego dowiadujemy się, że choć sankcje nam nie grożą, bo wesprze na Orban Wielki, to jednak sprawa jest poważna, bo jeśli tych sześciu sprzymierzeńców się nie znajdzie, sprawa będzie się ciągnąć miesiącami, a Polska w tym czasie zawiśnie w niebycie debatowania o ważnych sprawach Unii. Można by rzec, że sześć to niewiele, a jednak patrząc na sprawę realnie, to jednak liczba niebotyczna i nieosiągalna. Publicysta, Grzegorz Górny widzi oprócz Viktora Orbana jeszcze rząd... Bułgarii (sic!) a dalej już nic. Kompletna pustka. Problemy są dwa z tymi dwoma państwami. Orban już raz pokazał środkowy palec polskiej dyplomacji, a w tej Bułgarii sprzyja PiSowi tylko minister sprawiedliwości!

  Napiszę tak, wcale mnie nie cieszą poczynania UE wobec Polski, ale jak, dzięki naszym ministrom i włodarzom, żałośnie wygląda, jak nisko upadła polska dyplomacja, że realnie znajduje się ledwie dwóch, w pewien sposób wątpliwych sprzymierzeńców i to z obrzeża UE?! Buta i zapędy na wielkomocarstwowość uczyniły z nas wrzód na ciele tejże Unii. A mieliśmy się stać trzonem Międzymorza, alternatywy dla osi Berlin – Bruksela – Paryż. Chęć rzekomej suwerenności uczyni z nas zadupie już nie tylko Europy, ale i świata. Jeszcze trwamy dzięki światowej prospericie gospodarczej, jeszcze ktoś próbuje się z nami dogadać, ale to nie może trwać wiecznie.

  Ale jest jaskółka. W mijającym roku uciekło do Polski z tego zgniłego Zachodu, nomen omen, sześć osób! Jedna Norweżka, jedna Szwedka, obie z dwójką dzieci. Tylko nasi emigranci jakoś nie chcą wracać do tej naszej krainy mlekiem i miodem płynącej.

To ostatnia notka w tym roku, więc przy okazji życzę wszystkim moim Czytelnikom samych pomyślnych i radosnych chwil w 2018 roku.


Przypisy:
1 - tego zwrotu użyłem w formie sarkastycznej na potrzeby tego felietonu. Mnie nigdy nie cieszą nieszczęście innych.
2 - https://wpolityce.pl/polityka/374259-czy-w-unii-europejskiej-znajdzie-sie-szesc-krajow-ktore-stana-po-stronie-polski

sobota, 30 grudnia 2017

Hokus-pokus, czary-mary



  Ja się wprost nadziwić nie mogę. Mnie jest bardzo daleko do oszołomów, choć ustawowy wiek już mam. Tak daleko jak stąd na Wenus i jeszcze... w pisdu. Sorry za to wyrażenie, ale ono ma swoje znaczenie, o czym poniżej. Nie tak dawno pisałem o problemach służby zdrowia i oto już dziś się dowiaduję, że Ministerstwo Zdrowia szuka sposobów na swoje bolączki. Sposobów rodem z science-fiction.

  Owo Ministerstwo spotkało się z... uzdrowicielami duchowymi w celu zapoznania się pani minister Szczurek-Żelazko z metodą duchowego uzdrawiania oraz omówienia możliwości wprowadzenia tej metody do publicznej służby zdrowia [wszystkie podkreślenia moje](sic!) Była już kiedyś próba utworzenia wydziału homeopatii na uniwersytecie medycznym w Katowicach i wydawało mi się, że to już prawdziwy szczyt głupoty. Teraz będą nas leczyć znachorzy, dla niepoznaki i zatarcia śladów nazwani uzdrowicielami, takimi metodami leczenia jak: modlitwa, medytacja oraz nakładanie rąk. Czytam na stronie PSDU: „Pierwsze kroki już mamy za sobą, przełamujemy lody, okazuje się, że wiele osób w Ministerstwie i Rządzie nie wie na czym ta metoda polega i potrzeba więcej rozmów i prezentacji, aby oswoić Ministerstwo z dobrodziejstwami tej formy terapii1 i włos mi dęba staje ze strachu, bo ja niestety coraz częściej choruję.

  Przedstawię wybrane fragmenty aktualnego programu duchowego uzdrawiania:
- czakry;
- pole Energetyczne Człowieka oraz Ćwiczenia Widzenia Aury;
- uzdrawianie na odległość;
- uzdrawianie przed śmiercią i umierających;
- karma i reinkarnacja;
- kroki w kierunku Zdrowia Holistycznego (...)
I jeszcze to:
Nasza metoda to forma modlitwy, zwracamy się do Stwórcy, Istoty Najwyższej, która kreuje cały wszechświat. Pobieramy energię z góry i ta energia przechodzi do naszego serca, rąk i poprzez te ręce przesyłamy energię pacjentowi”. Innymi słowy, tytułowy hokus-pokus, czary-mary. A kim są ci Wybitni Specjaliści od duchowego uzdrawiania? Są to ludzie, którzy z powyższych metod stworzyli sposób zarabiania na życie. Należy podkreślić, że są bez wykształcenia medycznego, bez konieczności udowodnienia skuteczności swoich metod „leczniczych” i bez prawnej odpowiedzialności za swoje działanie (sic!) Jak twierdzą, uzdrowienie osiąga się poprzez indywidualne konsultacje i sesje uzdrawiania, pomagające w rozwiązywaniu problemów natury emocjonalnej i psychicznej, duchowej a także fizycznej. Udzielają porad dotyczących problemów życiowych. Inspirują i wspierają w rozwoju osobowości i budowaniu korzystnego światopogląduI właśnie tego korzystnego światopoglądu boję się najbardziej.

  Jeszcze bardziej zbulwersował mnie tekst: „Polskie Stowarzyszenie Duchowych Uzdrowicieli ma już ponad 10 lat i jego członkowie – terapeuci pomogli już tysiącom osób, również w chorobach, w których wydawało się, że nie ma już ratunku. Dowody naukowe potwierdzają skuteczność tej formy terapii w wielu schorzeniach, stanach emocjonalnych i poprawiając samopoczucie”. Ja bym chciał zobaczyć choć jednego z tych tysięcy uzdrowionych z nieuleczalnych chorób i jeden prawdziwy dowód naukowy potwierdzający skuteczność takiej terapii, bo w mojej ocenie jest to mieszanka parapsychologii, medycyny alternatywnej i ordynarnego oszustwa. Dodam – mieszanka wybuchowa!

  Aby nieco rozluźnić atmosferę, dwa drobiazgi. We wstępie użyłem określenia „w pisdu”, które dziwnie mi się kojarzy ze skrótem tej organizacji: PSDU, a założycielem tej organizacji jest niejaki pan Antoni Przechrzta, i choć nigdy z nazwisk nie drwię, tym razem mam wrażenie, że on się przechrzcił na zabobon. I spieszę uspokoić, na szczęście Ministerstwo Zdrowia na razie nie podziela entuzjazmu PSDU i żąda sprostowania informacji o rozmowach z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia na stronie tego stowarzyszenia znachorów. A przecież rozmowy się odbyły?!


Przypisy:
1 – cytaty z artykułów umieszczonego na portalu: http://psdu.pl/aktualnosci/


środa, 27 grudnia 2017

Poświąteczno - erotycznie



  Mieszka w mojej okolicy facet, którego widzę dziennie dwa razy przez okno. Rano przy pierwszej kawie, gdy jedzie na rowerze w stronę wsi i to bez względu na pogodę, oraz późnym popołudniem, gdy ten rower zygzakiem prowadzi w stronę kolonii, gdzie mieszka wraz z matką. Prowadzi, to raczej zbyt optymistycznie powiedziane, bo właściwie trudno rozeznać, kto kogo prowadzi. Ja go podziwiam. Na tej drodze jedzie tak przeciętnie jeden samochód na trzy kwadranse i on się w tych trzech kwadransach mieści, bo jeszcze go żaden nie potrącił...

  Facet w sile wieku, tak przed czterdziestką i... kawaler. W drugi dzień świąt zdarzyło mu się chcieć odpocząć w tej drodze powrotnej i oparł się o mój płot w miejscu gdzie jest dzwonek. Wyszedłem żeby go ździebko przesunąć, bo nie mam nic przeciw, aby sobie odpoczywał strudzony walką z rowerem, tylko ten dzwonek mnie denerwował. Ponieważ trafiła się okazja, wiedziony ludzką ciekawością zapytałem, dlaczego się nie ustatkuje i nie ożeni? Odparł, że próbował, ale żadna z nim dłużej niż tydzień nie wytrzymała. Inna sprawa, że on bez wódki dłużej jak jeden dzień też nie wytrzymuje. Kobiety są zazdrosne i z wódką facetami nie chcą się dzielić. Stąd statystycznie taka liczba rozwodów, większa niż z powodu prawdziwej zdrady. Wiem, czytałem te statystyki. Wódka na drugim miejscu, zdrada na piątym. Zapytałem jeszcze, jak on tak wytrzymuje bez kobiety, bo na impotenta nie wyglądał, choć z ręką na sercu, nie wiem jak można by rozpoznać impotenta nie będąc kobietą. A on mi na to, że ma w sypialni na okoliczność erotycznego wzbudzenia, fotkę posłanki Sobeckiej. Spojrzy i mu przechodzi... Gdy chce mieć spokój na dłużej, ogląda filmik ściągnięty z YouTube, jak z kolei posłanka Pawłowicz je sałatkę z majonezem na sali obrad. Nie chodzi o to, że ta posłanka niezbyt apetycznie wygląda, ile on jest na sałatkę uczulony. Nazywa to terapią wstrząsową.

  Coś w tym jest na rzeczy. Moja żona na święta robiła karpia w galarecie (z głów tych ryb, to jej rodzinna tradycja), a ponieważ nikt tego oprócz niej nie chciał jeść, więc sama pałaszowała tę potrawę od wigilii do drugiego dnia świąt, a ja przez ten czas żyłem jak w celibacie. Bo ja wprawdzie z natury nie jestem obrzydliwy, lecz te karpiowe głowy w galarecie były prawdziwie niechlubnym wyjątkiem. Rybie oczy mnie przerażały. Kiedyś tę moją małżonkę naszła w święta chcica a u mnie trup mogiła. Co jest? zapytała. Odparłem spokojnie: jak chcesz się kochać w święta, na wigilię tylko nóżki w galarecie.

  Skoro jestem przy świętach. Dzwoni do mnie w pierwszy dzień świąt, późnym popołudniem mój siostrzeniec, też czterdziestoletni singiel, alkoholik, mieszkający przy mamusi, czyli mojej siostrze. Żebym zadzwonił na pogotowie, bo mama się przejadła i strasznie przeklina w łazience. Zapytałem go, dlaczego sam nie dzwoni, ale on wystraszony i nietrzeźwy nie zawsze potrafi się wysłowić poprawnie po polsku. Jak mi się udało w końcu dodzwonić na właściwe pogotowie nie wiem, bo wiadomo teraz jest jeden numer 112 i oni sami, dzięki tej powszechnej inwigilacji wiedzą skąd człowiek dzwoni. Najlepsze było, gdy ten dyżurny pyta, gdzie mają przyjechać, bo teraz, po tej dekomunizacji ulic w Katowicach nie bardzo potrafią się połapać. Więc tłumaczę: dziś to ulica św. Matki Teresy, wcześniej Jerzgo Ziętka, dawniej Armii Ludowej, w czasie wojny Mariahilfestrasse, przed wojną ul. Wniebowzięcia, a jeszcze wcześniej królowej Jadwigi dwanaście mieszkania trzy.

PS. Jak na spowiedzi - tylko jedna historyjka nie jest autentyczna

sobota, 23 grudnia 2017

Święta, święta



Osobiście nie świętuję, nie obchodzę, ale nie wszyscy tak mają. Ja to szanuję i dlatego:


Wszystkim moim Czytelnikom życzę zdrowych
i wesołych świąt
.



środa, 20 grudnia 2017

A słowo procedurą się stało



  Najbardziej kuriozalna wypowiedź na temat uruchomienia procedury z art. 7 traktatu o UE to pewnie opinia prof. Mieczysława Ryby: „To cios wymierzony państwu, które próbuje tworzyć alternatywną dla Brukseli siłę w Europie i reformować samą UE wedle zasad innych niż życzyłyby sobie tego Berlin i Paryż1. Jeśli prof. M. Ryba zna się choć trochę na boksie, powinien napisać, że to raczej wyprzedzająca kontra na cios ze strony Polski, który miał upokorzyć i zniszczyć struktury UE. Pan profesor zapomniał, że to Polska chciała się w strukturach UE znaleźć, ale nie po to by ją „reformować” czy rechrystianizować”, lecz by uzyskać od niej pomoc, by cywilizacyjnie i gospodarczo Europę Zachodnią dogonić.

  Miałem już przed świętami nie pisać, aby dać od siebie odpocząć moim Czytelnikom, ale wydarzenie jest zbyt dużej wagi, aby pominąć je milczeniem. A prawa strona Internetu aż kipi z oburzenia: „Mamy tu więc do czynienia z kolejnym pokazem arogancji Komisji wobec Polski. (..) Polska nie jest ciałem poddanym KE, w konstytucji polskiej Komisja nie pojawia się jako ciało nadrzędne, które może decydować i które mówi parlamentowi, co mu wolno przegłosować, a czego nie wolno przegłosować2 (prof. Legutko); „Polska zawsze prowadziła dialog z KE. Tak, jak każdy suwerenny kraj członkowski UE, mamy prawo do przeprowadzenia reformy sądownictwa zgodnie z naszą konstytucją. Obowiązkiem KE jest szanowanie praworządności państw członkowskich UE, otwartość i dialog3 (pani B. Szydło – już nie premier); „Polska jest krajem niepodległym, suwerennym i decyduje o swojej przyszłości. Wymiar sprawiedliwości musiał być zmieniony, takie było oczekiwanie milionów Polaków4 (minister Błaszczak). Ok, dość już cytatów, bo wszystkie w podobnym tonie. Nie wiedzieć dlaczego, z niejakim sarkazmem skojarzyłem te przekazy z wypowiedzią Jacka Kurskiego, który beztrosko stwierdził wprost, że „Wiadomości” nie są ideałem prawdy5 i muszą kłamać w drugą stronę niż TVN i Polsat (sic!) Ja bym to przeniósł na wszystkich pisowskich aparatczyków. Wszystko, co mówią o decyzji PE i wprowadzanych zmianach w sadownictwie, też nie jest ideałem prawdy.

  Rodzi się pytanie, czy UE ma prawo wtrącać się w nasze wewnętrzne sprawy? Otóż moim skromnym zdaniem – nie, ale tylko do czasu. Jeśli bowiem rząd łamie ewidentnie zasady UE, gdy Polska jest jej członkiem, która zgodziła się te zasady przyjąć i respektować, PE ma prawo po pierwsze, domagać się wyjaśnień, po drugie, zwrócić uwagę, że te działania nie są zgodne z wytycznymi Unii i naszą własną Konstytucją. A ponieważ PiS oba te działania zbagatelizował, by nie napisać, że wyśmiał, efekt jest taki jak „na załączonym obrazku”. MSZ tłumaczy dziś, chyba tylko zwolennikom PiS, że przecież „rząd prowadzi dialog z Komisją Europejską w dobrej wierze i podtrzymuje wcześniejsze deklaracje o gotowości zapoznania przedstawicieli Komisji Europejskiej ze wszystkimi aspektami procesu legislacyjnego, zmierzającego do reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości6. Ja mam wrażenie, że ten „dialog w dobrej wierze” to nic innego, jak cały czas pokazywanie środkowego palca. Ten rząd (Prezydent również) jest kompletnie głuchy na argumenty nie tylko „totalnej opozycji”, nie tylko na prawdziwych znawców Konstytucji, nie tylko na głosy prawników, w tym UE czy Stanów Zjednoczonych, jest również głuchy na własne sumienie. Gdybyż jeszcze owa pożądana przez suwerena reforma sądownictwa odnosiła się do takich zmian, które by to sądownictwa faktycznie usprawniło i naprawiło, pewnie nikt by palcem nie kiwnął. Ale ten rząd okłamuje nawet już sam siebie udając, że nie wie, iż te zmiany prowadzą li tylko do podporządkowania sobie organu, który wg zasad Konstytucji powinien być niezależny od polityków. Żaden z punktów wprowadzanych zmian nie służy poprawie działań sądowniczych, wszystkie zaś mają służyć zmianie ustroju na autorytarny. PiS nawet się nie zastanawia, czym to się skończy, gdy dojdzie do zmiany politycznego nurtu. Tak bezprecedensowa obrona wprowadzenia zależnego sądownictwa obróci się przeciw PiS.

  Uchwała PE o uruchomieniu procedury z art.7 jeszcze nie jest równoznaczna z sankcjami. Do tych daleka droga. Jeszcze można by ich uniknąć, ale PiS musiałby zrobić krok w tył. Mam wątpliwości, prędzej zrobi krok w przepaść i doprowadzi do Polexitu, choć się zastrzega, że tego nie zrobi. Ale to też wydaje się „prawdą” w wersji, którą propaguje J. Kurski. Na jednym z portali już znalazłem tytuł: „Unijne dotacje. Czy naprawdę nie możemy bez nich żyć?”. Możemy, tylko co to będzie za życie...