wtorek, 31 stycznia 2017

Good job!



  Tytuł felietonu zaczerpnięty z Twittera „Good job Pani Premier”.
Dla niewtajemniczonych, ów zwrot znaczy tyle, co „dobra robota”. To określenie bardziej pasuje do „Wiadomości” TVPiS, które nadały reportaż z otwarcia żłobka w Stalowej Woli, oczywiście w świetle jupiterów. Nie żebym miał coś przeciw otwieraniu nowych żłobków, mnie osobiście bardziej podoba się ta inicjatywa niż sztandarowy program 500 plus. Ale to otwarcie zapowiada kolejny program, tym razem „Maluch plus”, a mnie to „plus” przyprawia już o dreszcze.

  I tu zaczynają się schody, i to schody w stylu wczesnego Gierka, czyli tzw. propaganda sukcesu, gorzej, zdecydowanie gorzej, bo jest dodatkowo przywłaszczeniem. Telewizjarepublika.pl opublikowała artykuł zatytułowany „Polski rząd uruchamia nowy Program dla Polaków!” Lubicie zabawę w odnajdywaniu różnic na obrazkach? Nawet jeśli nie, i tak zaproponuję – znajdź pięć różnic między dwoma obrazkami:


„Ciemny lud to kupi”, bo „ciemny lud” nie pamięta takich spraw, tym bardziej, że już kupił slogan „tamta Polska była w ruinie”. Posłużę się jeszcze jednym rysunkiem:

Chciałbym wiedzieć, bo nie znalazłem, jak ten wzrost kształtował się w 2016 roku, a jaki jest przewidywany na 2017.

  Jeszcze jeden rodzynek związany z „Wiadomościami” TVPiS. Podano z wielką wrzawą, że w Kanadzie doszło do zamachu na meczet, a sprawcą jest jakiś Marokańczyk, co miało podkreślić słuszność decyzji Trumpa o zamknięciu granic dla obywateli kilku krajów muzułmańskich. Wprawdzie dementi tego newsa opublikowano na godzinę przed rozpoczęciem „Wiadomości”, ale redaktor Ziemiec nawet się nie zająknął. Bo ów Marokańczyk okazał się być tylko świadkiem, a prawdziwym zamachowcem jest jakiś prawicowy (biały) fanatyk. A ja nie wierzę, aby redaktorzy działu informacji TVPiS nie śledzili na bieżąco wieści z świata. Jeśli nawet nie śledzili, to tym gorzej świadczy o ich profesjonalizmie, jeśli w ogóle o czymś takim można mówić w odniesieniu do nich.
  Good job „Wiadomości” TVPiS.

piątek, 27 stycznia 2017

Wolność niejedno ma imię



  Z filozoficznego punktu widzenia jest z tą wolnością spory problem. Nie bardzo wiadomo gdzie się zaczyna i gdzie się kończy. Jedno jest pewne, samo słowo było wielokrotnie wykorzystywane nie zawsze zgodnie z myślą wolnościową. Prawdę powiedziawszy tak było od dawna, choć obecnie przyjmuje to coraz bardziej monstrualny charakter. Tak naprawdę wolność w jej pełnej definicji nie istnieje. Zawsze będzie nas coś ograniczać, nawet na bezludnej wyspie, gdzie pozornie z nikim ani z niczym nie musimy się liczyć, a gdzie i tak ograniczać nas będzie ocean wokół tejże wyspy i niemożliwość posiadania wszystkiego, co byśmy zapragnęli.

  Mimo to wciąż istnieje w nas pragnienie wolności, przynajmniej takiej jaka jest możliwa i każda próba jej ograniczenia będzie w nas wywoływać bunt. Jeszcze znaczna część z nas pamięta czasy komunizmu, gdy wolno było mówić wszystko, byle było zgodne z linia partii, gdy było wolno jeździć wszędzie byle w granicach państwa (dla nielicznych były wyjątki), gdy mogliśmy kupić czego tylko dusza zapragnie o ile było dostępne w sklepie. Był też jeszcze jeden rodzaj wolności. Pewnym grupom wolno było jakby więcej. I oto nadszedł czas kiedy tej wolności przynajmniej w znacznej mierze przywrócono właściwe oblicze, choć jednocześnie jej wartość jakby zdecydowanie spowszedniała. Nie wszystkich, nie we wszystkim, stać było na poczucie wolności. Idylla, jeśli tak sarkastyczny sposób ten czas można nazwać, nie trwała długo. Coraz częściej ktoś próbował po nią sięgać, tylko po to, by innym ją ograniczyć, najczęściej ze względów ideologicznych. Nie wiem jak dla kogo, w moim odczuciu, pierwszym udanym zamachem na wolność po reformacji było wprowadzenie pojęcia obrazy uczuć religijnych. Ten bliżej nieokreślony twór dawał przywileje jednym, innych ograniczając. Nie będę roztrząsał, w końcu dało się z tym żyć, nie słyszałem by ktoś kogoś oskarżył o tę obrazę za samo myślenie.

  Ale nastały czasy, gdy próbuje się słowem wolność na dobre manipulować. Dziś bowiem, przez dodanie odpowiedniego przymiotnika, pojęcie wolności zostaje mocno okrojone. Na przykład wolność narodowa. Pozornie daje wolność narodowi, jednocześnie ogranicza wolność ponadnarodową. Że pozornie, wystarczy zrozumieć, że w imię tej narodowej wolności, ogranicza się wolność obywatelską a przede wszystkim wolność jednostki. Jeśli stajesz po niewłaściwej stronie ruchów obywatelskich, masz jak w banku – staniesz się zdrajcą narodu. Jeśli nie utożsamiasz się z wartościami i tradycją tego narodu – bez wątpienia jesteś lewakiem. Ale bądźmy szczerzy, nawet prawomyślność wobec wolności narodowej nie chroni nas przed ograniczeniami. Oto w obronie tejże wolności narodowej wprowadza się rozporządzenia o inwigilacji, wydłuża się czas aresztu tymczasowego, zezwala się na podsłuch bez zgody sądu, a władza ma uprawnienia, jakie powinno jej przysługiwać najwyżej w... stanie wyjątkowym. A wszystko to podobno uzasadnia ochrona przed terroryzmem islamskim, którego przejawów jeszcze u nas nie było.

  Pan Jarosław Kaczyński, który bezprawnie rządzi tym krajem jednoosobowo stwierdza, że nie ma lepszej wolności niż właśnie wolność narodowa. Mając pełnię władzy straszy nas, że wciąż jest zagrożona wolność słowa, wolność sumienia i ja się z tym w zupełności zgodzę, bo tym wolnościowym atrybutom zagraża właśnie wolność narodowa. Człowiek, który uczynił bezwolnymi Prezydenta i panią Premier, który podporządkował sobie bezwzględnie wszystkich ministrów, w tym przede wszystkim ministerstw siłowych, otrzymał tytuł „Człowieka Wolności”. Przyznam, że trudno o większe szyderstwo wobec wolności niż ten tytuł dla takiego człowieka. Człowieka, który na każdym kroku, każdego dnia obraża i poniża rodaków, tylko dlatego, że nie podzielają jego wizji, że nie godzą się na tak instrumentalne traktowanie zasad demokracji i wolności. Człowieka zaślepionego nienawiścią do wszystkich innych z powodu paranoicznej wiary w zamach smoleński, którego nie potrafią udowodnić nawet jego najwierniejsi towarzysze. Człowieka, który z osobistej tragedii uczynił religię z obrzędami o jakich żadna inna religia nie mogłaby nawet pomyśleć.

  chce się krzyczeć: wolności jakżeś ty dziś chora!


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Pachnie fiołkami



  To, że swego czasu minister Waszczykowski zabiegał o względy (dyplomatyczne) jakiegoś San Escobar można od biedy nazwać zabawną pomyłka w kategorii przejęzyczenie. Każdemu przytrafić się może, choć od dyplomaty tej rangi wymaga się jakby odrobinę więcej. Niepotrzebnie się przy tym miotał i tłumaczył, co siłą rzeczy tylko wzmogło „sensację”. Niemniej samo wydarzenie jest bez znaczenia.

  Ale ręce naprawdę opadają, gdy w ciągu ostatnich ledwie kilku dni trafiają się naszym prominentnym politykom fatalne wizerunkowo, podłe na płaszczyźnie moralnej, debilne wręcz w sensie historycznym, a nawet  całkowicie kompromitujące w sensie politycznym – idiotyzmy. To przekracza wszelkie dopuszczalne normy, nie bójmy się słów – głupoty, chamstwa i arogancji. W moim odczuciu diagnoza jest prosta – naszym najjaśniejszym władzom nawet lekki mróz nie służy, im krew w mózgach zamarza. Ja się tych słów nie boję, szczególnie po tym jak zwykły poseł, mający się za naczelnika państwa mówi: „(... ) patrząc na twarze tych osób, to tylko domysł, ale obawiam się, niektórzy z nich byli pracownikami dawnych organów bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że widać tam też troszkę twarzy osób specjalnej troski.” On nie tyle obraża swoich przeciwników politycznych bo w tym jest mistrzem, ile tych, którzy nie z własnej winy faktycznie potrzebują tej specjalnej troski. Traktuje ich jak zło konieczne, gorszy gatunek ludzi. To retoryka nazistów panie Kaczyński. Oni też zaczęli od tego, że deprecjonowali chorych, wymagających specjalnej troski. Później szło im już gładko... w obozie zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Jeśli ktoś miał wątpliwości, po co Kaczyński zmarginalizował Trybunał Konstytucyjny, teraz już wie. Chodziło o zmianę ordynacji wyborczej (to przepowiadałem już na samym początku wojny o TK), której to zmiany już nikt mu nie przeszkodzi wprowadzić. Marionetkowy rząd z jeszcze bardziej marionetkowym prezydentem tylko temu przyklaskują. Rośnie szansa, że rządzić będą wiecznie...

Zabawnie” wychodzi z naszym podobno najlepszym sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi. Tyle umizgów do Trumpa, który miał być drugim Kaczyńskim, a tym samym wspomóc „naszych”. Ledwie zaczął prezydenturę a już się wypina na wszelkie sojusze, szczególnie te, które wymagają dużej pomocy ze strony jego kraju. Dał wyraźnie do zrozumienia, że ta pomoc mu zwisa, liczy się tylko wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych. Panie Waszczykowski, kompletna klapa! Na kogo pan wskaże (jako strategicznego sojusznika), na tego benc! Faktycznie pozostaje nam już tylko Białoruś, choć ta raczej mruga w stronę Putina. Węgry jakby też... Polska polityka zagraniczna przestaje istnieć, staje się farsą na miarę dyplomacji trzeciego świata, choć tam prędzej można znaleźć gwiazdy.

  A jak wygląda polityka obronna kraju? Tego nie wie nikt, nawet sam Macierewicz. Prędzej jego pupilek Misiewcz, który baluje z iście burżuazyjną fantazją, ale on tego nie zdradzi. Gdy na pewnym portalu, jako oficjalną fałszywkę przedstawiono rzekomy projekt ministra obrony, o zakupie lotniskowca (sic!), właściwie wydawało mi się to całkiem realne i do niego podobne. Ale on przebił nawet największych fantastów i kpiarzy, gdy w dobie promocji polityki historycznej stwierdza z pełnym przekonaniem i całkiem na trzeźwo, że dla Piłsudskiego powstanie warszawskie było symbolem odbudowy wojska polskiego, a dla Dmowskiego to powstanie było symbolem odbudowy patriotyzmu (sic!). Jak żyję takiej kompromitacji jeszcze nie widziałem i nie słyszałem.

  Doczekaliśmy się sekty o jakiej chyba się nikomu nie śniło, a na pewno nie Piłsudskiemu i Dmowskiemu. Jest gorzej, zdecydowanie gorzej, i tu posłużę się analogią Krystyny Kofty, jak taki jeden prominent z drugim prominentem pierdnie, i to w salonie, ich podopieczni i poplecznicy będą mówić, że... pachnie fiołkami.


sobota, 21 stycznia 2017

Ciary po plecach chodzą



  Dziś najczęściej jest tak, że każdy krytyczny głos wobec rządzących jest przypisywany inspiracjom „Wyborczej” lub „Newsweeka”. A jeśli ów krytycyzm przejawiają przedstawiciele kleru dochodzi do tego „Tygodnik powszechny”. Wiadomo, te media to agentury obcych sił oraz naszych rodzimych postkomunistów, obie opcje określanie mediami wiadomego nurtu – zdrajców narodu, antypolskie z silną tendencją do manipulowania czytelnikiem. Nie, nie czytelnikiem, czytelnik brzmi zbyt dumnie, chodzi oczywiście o leminga, podatnego na taką postkomunistyczną, postliberalną, postprawdziwą papkę nieprawomyślnych informacji.

  Z niejakim zdziwieniem stwierdziłem, że uległem tej opinii, bo choć nie mogę się obejść bez lektury tych pism, nigdy się na te pisma nie powołuję (sic!). Nic innego, dałem się zmanipulować bardziej dziennikarzom niepokornym niż tym z wymienionych na wstępie. W tym miejscu kusi mnie, by opisać fragment występu Jacka Federowicza, który przypomniał słowa Pietrzaka: „Nie mój cyrk, nie mojej małpy”. I masz babo placek, teraz jego (Pietrzaka) jest cyrk i jego są małpy, a Jacek F. rozbrajająco i z wyraźną ulgą odetchnął, bo nie jest już – artystą reżimowym. Tak to się kuźwa porobiło... Jeszcze nie tak dawno obciachem było być czytelnikiem „Wyborczej”, dziś to ona staje po tej stronie, gdzie kiedyś stało, nie, nie ZOMO, ale dziennikarstwo niepokornych. Dziś obciachem staje się oglądanie „Widomości” TVP1 i w całości TVP Info, co mnie nie dziwi, bo poziom manipulanctwa tych ośrodków kształtowania opinii publicznej przerósł rządową telewizję czasu stanu wojennego i nie ma w tym krzty przesady. Czytałem, a jakże, w „Wyborczej”, że J. Kurski, prezes obecnej telewizji, żali się na brak wpływów z abonamentu, i że ta telewizja „robi bokami” – mając monopol na reklamy wszystkich spółek i przedsiębiorstw skarbu państwa. Żąda radykalnych metod ściągania tego abonamentu. Ja nieśmiało proponuję, aby ten abonament płaciły wszystkie platformy nadające sygnał telewizyjny z drobnym zastrzeżeniem. Programy telewizji publicznej będą w dodatkowym jednym pakiecie, z możliwości rezygnacji z ich posiadania.

  Ok, już sobie poironizowałem, teraz czas na poważnie. Odniosę się do wypowiedzi ks. prof. Andrzeja Szostaka, o której dowiedziałem się w „Wyborczej”, ale która w całości jest zaprezentowana na portalu archwwa.pl Rzecz najważniejsza, nie jest to żaden wywiad dla „Wyborczej”, a referat podczas spotkania opłatkowego dla dziennikarzy w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Żadnych powiązań ze wstrętnymi mediami wiadomego nurtu. Ks. prof. Szostak odnosi się do obecnej sytuacji politycznej w tym również do mediów. Przecierałem oczy ze zdumienia, bo aż trudno uwierzyć, że kogoś z takiego grona stać na taką opinię. Opinię druzgocącą, w pełni obnażającą manipulanctwo informacyjne rządu i... dziennikarzy prorządowych (sic!) Ja tylko przytoczę jeden fragment, który odnosi się do paragrafu 9 projektu Kodeksu Zawodowego Dziennikarzy Rzeczypospolitej: „Dziennikarz czyni wszystko, co możliwe, by nie dopuszczać w środkach przekazu do rozpowszechniania haseł dyskryminujących kogokolwiek z przyczyn rasowych, z powodów poglądów politycznych, z powodu odmienności wyznania, pochodzenia lub odmiennych orientacji seksualnych”. Projekt ten (jak i szereg innych dokumentów o podobnym charakterze) mówi sporo o tym, czego dziennikarz czynić nie powinien, ale za tymi normami negatywnymi łatwo wyczytać pozytywną intencję, by przekazywanie informacji raczej pomagało ludziom się jednać, niż ich różnić.” Chętnym polecam cały referat, a przynajmniej jego drugą (o obecnej polityce) i czwartą część (właśnie o mediach).

  Oczywiście, podobne zarzuty można kierować również w stronę „Wyborczej” czy „Tygodnika Powszechnego” („Newsweek-owi” jest bliżej metodom mediów prorządowych). Jest jednak pewien niuans, o który będę się sprzeczał z tymi, którzy z moją oceną nie zechcą się zgodzić. O ile wymienione media bardziej piętnują postawy ksenofobiczne, dążące do podziałów społeczeństwa na lepszych i gorszych, o ile piętnują zamach na instytucje demokratyczne oraz nepotyzm i czysty populizm, o tyle media prorządowe wręcz te postawy propagują, i mam tu na myśli zarówno „Wiadomości” TVP, jak i „wPolityce, „doRzeczy”, „Nasz Dziennik” czy „wSieci”, o peryferyjnych, również zdominowanych przez dziennikarzy niepokornych, nie wspomnę. Smutne jest w tym to, że te media są opanowane przez adeptów Wyższej Szkoły Medialnej w Toruniu, którą prowadzi pierwszy dziennikarz-katolik RP. 

  Nie ma się czemu dziwić, skoro minister spraw wewnętrznych, ten, który ma dbać o nasze bezpieczeństwo, opowiada się za czynnym zakłócaniem manifestacji antyrządowych. To było widać po jego reakcji na zatrzymanie córki A. Kołakowskiej i teraz, gdy pochwala na Twitterze apel o agresję wobec manifestacji. I bez znaczenia jest tu fakt, że powodem tego apelu jest jakiś wyrok sądowy, uniewinniający tych, co manifestację zakłócali. Nie ma się czemu dziwić bo czwarta władza, władza tych niepokornych dziennikarzy, zmanipulowała nawet dwie pierwsze władze, władzę  ustawodawczą i wykonawczą. Jak mówi J. Gajos: ciary po plecach chodzą...

czwartek, 19 stycznia 2017

Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.



  Mam dość poważny dylemat, a nawet dwa. Pierwszy polega na chęci polemiki z pewnymi tezami, przez większość traktowanych jak świętość. Drugi, choć się konsekwencji nie boję, nie chciałbym nikogo frustrować swoją postawą, więc każdy czyta na własną odpowiedzialność.
Poniżej wyjaśni się skąd taki tytuł notki, jednak na wstępie pewna osobista dygresja. Jeśli już pokochałem, mowa o kobiecie, zawsze kochałem ją bardziej niż siebie. To z reguły kończyło się dla mnie fatalnie. W skrajnych przypadkach byłem bezlitośnie wykorzystywany, czasami poniżany i... zdradzany, choć były wyjątki, ale te podobno potwierdzają regułę. Ale ja nie o sobie, choć ten wstęp ma swoje uzasadnienie.

  Oto bowiem pewien katolicki portal przypomina, nie bez kozery po kompromitacji opozycji parlamentarnej, w kontekście opublikowanego wtedy dekalogu wolności, „Dekalog Polski” autorstwa samego Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego. Przytoczę go w całości, by nie odsyłać do artykułu:
Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.
1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.
Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.

  Piękne, prawda? Ja jednak mam poważne wątpliwości. Począwszy od pierwszego zdania, bom ateista i nie przyjmuję do wiadomości, że cokolwiek Bogu zawdzięczam. Owo mnie, jak rozumiem Ojczyźnie, też jest wątpliwe, gdyż moją ojczyzną przez pół wieku był komunizm, lub jak kto woli - socjalizm. I z tego rodzą się kolejne komplikacje, już bezpośrednio wynikających z przykazań tego dekalogu.
ad.1 – bowiem kocham tę ziemię ponad wszystko, ale nie tylko ten jej kawałek ograniczony wyimaginowanymi granicami na mapie, tym bardziej, że podobno tę ziemię w całości stworzył Bóg.
ad.2 – tu jestem w stanie się dostosować, ba! mierzi mnie jak pewne ugrupowanie polityczne, będące akurat u władzy, to przykazanie łamią nagminnie.
ad.3 – bez przesady! Ta ojczyzna zabiera mi prawie dwadzieścia procent dochodów plus VAT-y i inne podatki, a rozdaje według własnego widzimisię, nie zawsze zgodnego z moimi oczekiwaniami, które wcale nie są wygórowane. Mam oddać życie, które jest podobno największą wartością i podobno tylko Bóg ma je prawo odebrać?
ad.4 – tu też mocno przesadził Autor. To, że moją ojczyzną jest Polska to czysty przypadek. Wystarczyłoby aby moi rodzice po zawierusze wojennej osiedlili się w innym kraju. W dodatku, gdyby nie moja matka rodzona, ojczyzna na pewno by mnie nie urodziła.
ad.5 – narzuca się pytanie, kto jest wrogiem Polski? Dopóki ten wróg nie będzie dokładnie sprecyzowany, to przykazanie nie ma racji bytu. Bo według niejakiego J. Kaczyńskiego, wrogami Polski jest blisko 70 proc. społeczeństwa, które nie głosowało na PiS.
ad.6 – mądre to przykazanie, rzekłbym: wyborne! Wymieniony wyżej poseł rządzącej partii stchórzył wobec „czarnego protestu”. Nie tylko on, całe to jego ugrupowanie, nagle zmieniając zdanie wobec ustawy antyaborcyjnej. A to oni mienią się prawdziwymi Polakami.
ad.7 – tu też mam poważny problem. Co to znaczy być bez litości i czy to postawa godna prawdziwego katolika, bo akurat Jezus mówił wręcz całkiem coś innego.
ad.8 – w tym przypadku nie mam żadnych problemów. Nawet jak mówią o mnie, że jestem zdrajcą ojczyzny (bo nie popieram PiS) to ja śmiało mówię, że jestem Polakiem.
ad.9 – to już raczej nie moje zmartwienie. To przykazanie powinna sobie wziąć do serca pani Premier i jej minister od spraw zagranicznych. Bo już chyba tylko na San Escobar nie wątpią w Polskę.
ad.10 – tu mam prawdziwy dylemat. Bo niby z tym przykazaniem się zgadzam, ale Polska nie zawsze była Wielka, nie zawsze miała tylko Zasługi, a jej Majestat był zazwyczaj na drugim, jeśli nie trzecim miejscu, po Majestacie Maryji, królowej Polski, a ostatnio i po Majestacie Jezusa, królu Polski.

  Najbardziej mierzi mnie ostatni fragment już nie będący przykazaniem. Dlaczego mam miłować Polskę dopiero po umiłowaniu Boga? A co, jeśli Go nie ma, albo nawet jeśli jest, to skąd pewność, że to Ten właściwy? I dlaczego mam Ją miłować bardziej niż siebie samego? Skąd pewność, że ja jestem dla ojczyzny, a nie na odwrót: ojczyzna dla mnie? Ktoś mi kiedyś wmawiał, nawet nie tak dawno, że Ojczyzna dba przede wszystkim o swoich obywateli. Może i dba, ale za wszystko trzeba płacić. Nigdy żadnej kobiecie za miłość nie płaciłem...