środa, 8 marca 2017

Obrazić świętość



  Ja świętość rozumiem jako moralną i duchową nieskazitelność i nie jest tu nawet potrzebne odwołanie do religii. Niemniej przyjęto ją rozważać przede wszystkim w kontekście wiary. Podobno, aby ją osiągnąć, potrzebna jest łaska boska. Coś w tym jest na rzeczy, bo porobiło się tak, że bez wiary świętości nikt uznać nie chce, a nawet z wiarą nie jest to takie proste, choć teoretycznie wszyscy są do niej uprawnieni. Nie będę wnikał, nie pretenduję i mi ta świętość do niczego nie jest potrzebna, skoro najczęściej przyznawana jest przez Święte Oficjum dopiero po śmierci.

  Wszystko byłoby w porządku, gdyby ktoś nagle, niemal jak Filip z konopi, wyskoczył z tezą, że świętość można obrazić. Nawet nie tylko świętość ale i uczucia religijne (sic!) Ja bym i tego nie kwestionował, gdyby nie fakt, że już bark uczuć religijnych obrazić można jak najbardziej, a w pewnych kręgach jest to nawet uznawane za konieczne. Ta obraza świętości i uczuć religijnych dziś może skutkować wyrokiem sądu, całe szczęście, że to są kary symboliczne i bardziej niż sporadyczne. Przynajmniej na razie. Przez nasz kraj przetoczyła się batalia o pewne przedstawienie, nazwane bluźnierczym, podobno obrażającym wszystko, co pod świętość da się zaliczyć. I tu być może zaskoczę. Nie byłem, nie widziałem, opieram się tylko na licznych relacjach i z pełnym przekonaniem stwierdzam, że przedstawienie jest na pewno wulgarne. Problem w tym, że tylko wulgarne. I jak to z wulgaryzmami bywa, jeśli je lubisz, stosujesz, jeśli nie, unikasz. Należę do tej drugiej grupy, więc na to przedstawienie na pewno się nie wybiorę. Nikt, nawet końmi mnie tam nie zaciągnie. Jakem Asmodeusz!

  A jednak coś jest nie tak. Oto uznano, że oprócz wulgarnego charakteru tej sztuki, zawiera one elementy obrazy, i świętości, i uczuć religijnych. Z tego, co wiem, jest kilka doniesień do prokuratury, bo skoro paragraf jest, koniecznie trzeba z niego skorzystać. Jak na razie cicho sza, to znaczy, reakcji tej prokuratury nie widać. Jest za to reakcja, z nazwy świeckiej i publicznej telewizji, podobno jakąś aktorkę wywalili na zbity pysk, za to, że w tej sztuce grała. Najzabawniejsze jest  to, że najbardziej obrażeni czują się ci, którzy sztuki nie oglądali. No może ten fragmencik na YouTube, kiedy to aktorka symuluje seks oralny. I tu szpetnie zaklnę: sacreblle (sorry za wyrażenie) – nie bardzo rozumiem. No bo jeśli ta scena kogoś obraża, obraża czyjeś religijne uczucia, ki diabeł ją ogląda? To tak jakby zagorzali przeciwnicy pornografii, byli jednocześnie najliczniejszą grupą oglądającą, co według mnie odpowiada prawdzie, bo oni dokładnie wiedzą, co ta pornografia pokazuje. Ze szczegółami.

  Trochę mi się chce śmiać, bo teraz ta prokuratura ma niezły orzech do zgryzienia. Ja zacytuję ten słynny paragraf: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”. Druga część tego paragrafu pozornie wyklucz jeden element afery – teatr nie jest miejscem wykonywania obrzędów religijnych. Choć tu mam pewne wątpliwości. Pałac prezydencki też nie jest miejscem obrzędów religijnych (poza kaplicą), a jednak jakiś nawiedzony ksiądz już egzorcyzmy odprawiał. Chyba byłego prezydenta, B. Komorowskiego za diabła wziął. Rozumiem, pomylić się może każdy. Pozostaje nieodgadnione pytanie, czym jest przedmiot czci religijnej? Można uznać, że krzyż. Tyle, że ta aktorka symulowała seks oralny z jakimś rekwizytem teatralnym, a nie z krzyżem. Wyjaśnię, ten rekwizyt to na pewno nie był jakiś uświęcony pomnik Jana Pawła II. Te z reguły stoją poza sceną teatralną, w ilościach, których dziś nikt nie zliczy. Nawet trudno uznać, że ów rekwizyt jest przedmiotem kultu religijnego, gdyż JP II jest przecież postacią, nie przedmiotem.

  Byłbym kiep, gdybym nie zauważył, że chodzi tu oczywiście o symbolikę. I zaczyna się wszystko straszliwie gmatwać. Ta teatralna kukła, przez symbolizowanie konkretnego świętego, nagle i z niewiadomych przyczyn, urasta do świętości - przedmiotu kultu religijnego (sic!). Tu już tylko krok do prawdziwej paranoi. Wystarczy sobie postawić na podwórku słomianego chochoła i jeśli ktoś się o nim źle wyrazi, oskarżę go o znieważanie moich uczuć religijnych, bo ten chochoł jest dla mnie symbolem np. ojca Kościoła, św. Tomaszem z Akwinu i aby nie było wątpliwości, ja mu taką małą tabliczkę identyfikacyjną, niewidoczną z daleka, założę. I spróbuj przypadkowy przechodniu się o tym chochole źle wyrazić. Może Cię nie skażą, ale po sądach włóczyć się będziesz. To oczywiście tylko metaforyczny i prześmiewczy przykład, nie będę szpecił w ten sposób własnego podwórka. Faktem jest też, że był nie tak dawno precedensowy wyrok za spalenie kukły Żyda, co też uważam za nadgorliwość, a nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Wciąż mnie jednak dręczy pytanie, jak w ogóle można obrazić świętość i uczucia religijne?

  Cokolwiek obraźliwego na tę świętość złego nie powiem, ta świętość i tak jest ponad to. W najlepszym przypadku wystawię sobie sam świadectwo skretyniałego imbecyla, gdyż tego świętego zazwyczaj nie ma między żywymi. Fakt, durniów nie brakuje i obrażają, rzecz w tym, że tylko tę durność w ten sposób potwierdzają. Karać kogoś za to, że jest durniem (sic?), to ten karzący też z automatu takim się staje. A co to jest, te uczucia religijne? Znalazłem definicję opracowaną przez Sąd Najwyższy RP: „Można je określić jako stan psychiczny, którego istotę stanowi ustosunkowanie się wewnętrzne do przeszłych, obecnych i przyszłych zdarzeń, bezpośrednio lub pośrednio związanych z religią jako formą świadomości społecznej, obejmującej wierzenia dotyczące sensu i celu istnienia człowieka, ludzkości i świata”. Pięknie? „Można”, „stan psychiczny”, „przyszłych zdarzeń”, „obejmujące wierzenia” „sens i cel istnienia” (sic!) Pominę prosty argument, żadne z tych określeń nie jest precyzyjne, ściślej – nie znaczy nic! Ale spójrzmy na tę definicję od strony wierzącego w „wierzenia”. Jeśli wierzy, żadna opinia, nawet najbardziej wulgarna o tej jego wierze nie może, a przynajmniej nie powinna go obrazić. Wierzenia nie podlegają żadnej weryfikacji, nie da się ich określić w kategoriach szacowania wartości (np. mocno – słabo, gorliwie – po łebkach). Nie sposób też rozpatrywać sensu i celu, gdyż te w chrześcijaństwie opierają się tylko na domniemaniach o życiu po życiu, którego jeszcze nikt autorytatywnie nie udowodnił. Gorzej, w ogóle nie udowodnił! Wiara opiera się na chciejstwie. Czy takie chciejstwo można obrazić? Jeśli jesteś wierzącym, wiara powinna być ponad wszystkie obelgi tego świata, tak jak je traktowali pierwsi chrześcijanie – obelgi niewiernych  czyniły ich świętymi.

  Jeden z moich Czytelników napisał „obraża mnie krzyż z przybitymi genitaliami”. Szkoda, że nie sprecyzował, czy krzyż, czy owe genitalia? Przypomnę, krzyż nie jest własnością chrześcijan, to symbol wielu innych religii, w tym takich, które już dawno umarły, a które nic z chrześcijaństwem nie miały wspólnego. Symbol astralny kierunków świata, związany z kultem ziemi, ognia, życia i innych. Jeśli chrześcijanie na tym symbolu pokazują ciało zmordowanego w okrutny sposób Jezusa, obrażają tych, dla których ma on zupełnie inne znaczenie. Pozostaje więc tylko kwestia genitaliów. Pominę fakt, że to nieodłączna część męskiego ciała, spełniająca kilka bardzo ważnych funkcji. Jeśli jednak kogoś obraża ich widok, należałoby, wzorem fanatycznych talibów, zniszczyć wszystkie dzieła sztuki, które ukazują genitalia – nie wyłączając arcydzieł sztuki sakralnej, z Kaplicą Sykstyńską na początek. Oczywistym jest, że takie połączenie krzyża z genitaliami może się komuś nie podobać. To nawet zrozumiałe. Tylko niech nikt mi nie wmawia, że jednocześnie obraża. Ani to jego krzyż, ani jego genitalia, ani nikt nie zmusza go do oglądania, czego już nie można powiedzieć o akcjach grup obrońców życia poczętego, zmuszających zwykłych, niczemu niewinnych przechodniów, w tym i dzieci narodzonych, do oglądanie strzępów ludzkich płodów.

  Już tak na marginesie, był papież, który chciał te freski w Kaplicy Sykstyńskiej zlikwidować. Skończyło się na zamalowaniu. Na szczęście nikt go o obrazę uczuć religijnych i przedmiotu kultu nie oskarżył. Ku chwale Pana.

18 komentarzy:

  1. Od czego tu zacząć...
    Skoro wspomniałeś o mnie jako o czytelniku, nigdy nie napisałem że mnie osobiście obrażają genitalia przybite do krzyża, tylko że połączenie tych dwóch elementów - obu w kontekście symbolicznym - może być dla osoby wierzącej szokujące i obraźliwe, co było z kolei odpowiedzią na Twoje stwierdzenie, że sprawy bluźnierstw i bezczeszczenia symboli religijnych to tylko propaganda.
    W skrócie - dzieło Nieznalskiej przedstawiało chuja na krzyżu... oczywiście narząd mógł być przybity do miliona różnych innych przedmiotów, które nie wzbudziłyby niczyjego zainteresowania, ale autorka z jakichś (oczywistych) przyczyn wybrała symbol wiary większości jej rodaków. Jakbyś nie wiedział, fallus, z pozoru zwykły bądź co bądź narząd męski, w niektórych kontekstach traci swą neutralność i uchodzi w naszej kulturze za symbol obsceniczny i obraźliwy, czego dowodem jest fakt, że większość osób gdy nazwiesz je "chujem", lub jakimś pochodnym tego wyrazu, odpowie wiąchą podobnych wyzwisk, albo da ci w pysk.
    Idąc tym tropem, niezależnie od tego, czy użyte są rekwizyty, przedmioty poświęcone czy atrapy, wszelkie wytwory artystyczne od rzeźby do teatru niosą za sobą przesłanie, które jest lub nie jest czytelne dla odbiorcy. Umieszczenie fiuta na krucyfiksie jest przesłaniem aż nadto czytelnym i dosadnym, tak samo jak robienie laski atrapie Jana Pawła.
    Druga sprawa rozbawiła mnie strasznie. Oto jak na ateistę faktycznie zakląłeś niezwykle szpetnie i z błędem. Poprawne „Sacrebleu” tłumaczy się jako „Święte Nieba!”, lub „O niebiosa!”, od „sacre” – święty i „bleu”, niebieski. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby nie było, oczywiście ten wywód o sacrebleu traktuje jako żart, gdyż jako taki został użyty w felietonie :)

      Usuń
    2. @Radek - "Sacrebleu!Zaklął szpetnie Książę Pan" Znasz ten cytat?Widać nie...
      Anastazja

      Usuń
    3. Aż posłużę się znanym sloganem: Ja jestem za, a nawet przeciw. Wbrew pozorom, już bez narracji felietonistycznej, jestem gotów zrozumieć Twoje stanowisko odnośnie tego krzyża Niznalskiej. A jednak, wciąż nie rozumiem, kto Cię zmusza do oglądania tego „dzieła”? A skoro nikt, to tym bardziej nie może być mowy o obrazie uczuć, religijnych w szczególności. Możesz, co najwyżej, mówić o obrazie Twoich odczuć estetycznych, ale te nie podlegają pod żaden paragraf. A skoro wspomniałem o estetyce, moje poczucie estetyki doznaje bólu na widok pseudoartystycznych bohomazów świętych, ba!, nie czuję żadnych pozytywnych wrażeń patrząc na zwłoki Jezusa rozciągnięte na krzyżu. Nie czułem ich nawet wtedy, gdy byłem wierzącym, więc to nie jest sprawa mojego światopoglądu.

      Usuń
    4. To w takim razie "antysemickie" kazanie Międlara, albo palenie kukły Żyda na happeningu ONR powinny być rozpatrywane na takich samych płaszczyznach - nikt nie każe tego słuchać ani oglądać.

      Oglądałem Rumcajsa, tylko nie pamiętam czy Książe Pan też był ateistą...

      Usuń
    5. O paleniu kukły Żyda piszę w felietonie, natomiast kazania Międlara mają charakter antysemicki i rasistowski, i tego już nie da się w żaden sposób podciągnąć pod obrazę jakichkolwiek uczuć. To są dwie zasadniczo różne sprawy.

      Usuń
    6. No właśnie, znamienne jest, że środowiska które oburzały się na palenie tej kukły, nie mają żadnego problemu z "Klątwą".

      Reasumując - odniesienie do tchórzostwa Żydów wydających Chrystusa, do zbudowania alegorii współczesnego postępowania ma charakter antysemicki i rasistowski, a profanacja krzyża w teatrze absolutnie nie... Oklaski na stojąco dla toku Twojego rozumowania.

      Usuń
    7. Znów jedziesz po przysłowiowej bandzie. Ty kompletnie nie rozumiesz sensu męki Jezusa i chcesz wszystko zwalać na Żydów (sic!) To ja Tobie gratuluję logiki.
      Wyobraź sobie, że Żydzi nie są tchórzami, przyjmują Jezusa z otwartymi rękoma, bronią Go przed Rzymianami (choć właściwie nie ma po co). Gdzie wtedy odkupienie grzechów?! Skoro nikt by Jezusa na drogę krzyżową nie skazał, nikt by Go nie ukrzyżował i nikt na krzyżu mu rany śmiertelnej nie zadał? Nie miałby okazji zmartwychwstać w chwale, nie dokonało by się Słowo o odkupieniu grzechów, chyba, że do Palestyny sprowadziliby Międlara i jego bandę, którzy Żydów nie lubią (bo Jezus był jako człowiek Żydem). Nie obwiniaj Żydów za coś, na co skazał ich Bóg w swej wspaniałomyślności, mądrości i w swoim wielkim miłosierdziu. Nawet Judasz miał swoje ściśle wyznaczone zadanie do wypełnienia (czytaj: do zagrania w teatrze tamtych wydarzeń). Wszystko rozpisał Bóg, w każdym szczególe, a Ty obwiniasz Żydów za to, że dokładnie spełnili to, co On zaplanował. Wiesz, ja to i tak uznaję za bajeczkę dla niegrzecznych dzieci, ale Ty w nią wierzysz i propagujesz brednie nawiedzonych antysemitów. Przecież Ci inteligencji nie brakuje, więc dlaczego w tym temacie tak bardzo ją chowasz?

      Sorry, że ostro, ale jak ja słyszę, że Ci wstrętni i tchórzliwi Żydzi zabili, wydali Jezusa, nie potrafię zdzierżyć. A na dobrą sprawę, jeśli uznać, że za wszystko jest odpowiedzialny Bóg, to nawet ta, jak to nazywasz, profanacja musiałaby mieć jakiś cel. Pozostają tylko dwa wyjścia. Albo uznać, że wszystko to jest zmyśloną bajeczką, albo wszystko jest dokładnie zaplanowane. W obu przypadkach zapomnij o jakiejkolwiek obrazie uczuć religijnych, o jakiejkolwiek profanacji, bo tracą sens.

      Natomiast nie pytaj mnie dlaczego ci, których obrażała palona kukła nie obrażają się na „Klątwę”. Ja wprawdzie mam swoje wytłumaczenie, ale po pierwsze, wcale nie muszę mieć racji, po drugie musiałbym „Klątwę” zobaczyć, a nie zamierzam.

      Usuń
    8. Po pierwsze, nie ja jestem autorem kazania.

      Po drugie:
      Co ma do niego sens męki Jezusa? Słowa Międlara się do tego nie odnosiły. Wyszedł z ogólnego założenia, że narodem żydowskim powodował w pewnych momentach historii (w tym podczas wydania Jezusa), strach i indolencja. Takie podejście wynika z jego nieznajomości judaizmu i pochopnym zestawieniu Żydów z Katolikami, tylko tyle i aż tyle.

      Autor sztuki uderza w kościół, i symbole chrześcijańskie, chcąc rzekomo wskazać uwagę na problemy, które katolicyzm we współczesności dotykają. I ok, tylko środki wyrazu, które zastosował, czyli ścinanie krzyża piłą, czy owo wieszanie podobizny JP, po inscenizacji seksu oralnego, oburzyło wierzących.

      Dla mnie, żeby była jasność - Kanonizacja JP to zabieg czysto pragmatyczny i wcale mnie nie rusza ani przygniatanie go meteorytem, ani wieszanie, czy nawet ten seks oralny. Może mnie napawać niesmakiem i tyle. Natomiast że wierzących to oburza... wcale mnie nie dziwi, w końcu miano Ojciec Święty niektórzy traktują niemal dosłownie.

      Co do świętości papieży, to bliższy jestem natomiast słowom Kochanowskiego we fraszce 'Na Ojca Świętego"

      Świętym cię zwać nie mogę, ojcem się nie wstydzę,
      Kiedy, wielki kapłanie, syny twoje widzę.

      Znak krzyża natomiast jest dla mnie istotny z wielu względów i nie są to jedynie względy religijne, ale też historyczne i kulturowe. Nie będę zresztą tego wyłuszczał, bo zapewne nie spotkam się ze zrozumieniem z Twojej strony.

      W czym innym jednak rzecz. Albo standardy mamy równe dla wszystkich i jedziemy po bandzie, nie uznając nikogo ani niczego za święte krowy, albo zachowujemy dystans i szacunek dla czyichś przekonań, w czym reprezentujesz swoimi wypowiedziami mentalność Kalego.

      Usuń
    9. Nie o autorstwo kazania mam do Ciebie pretensje, a o powielanie pewnego stereotypu – tchórzliwego Żyda. Znasz historię lepiej ode mnie i chyba nie zaprzeczysz, że w naszych dziejach zdarzały się również monety mało chwalebne. Czy w związku z nimi też uznasz bezkrytycznie Polaków za tchórzy i zdrajców? W stosunku do Żydów, moment męki Jezusa nie jest żadnym dowodem na tchórzostwo tego narodu. To mit nie mający nawet teoretycznego uzasadnienia. Ty za każdym razem, gdy poruszmy sprawę Międlara uznajesz, że ma prawo do powielania tej fałszywej przesłanki. I tego nie potrafię zrozumieć. Nie, nie może być równych standardów. Faszyzm, nazizm, antysemityzm zostały uznane za postawy zbrodnicze właściwie przez całą społeczność międzynarodową. Obrazy uczuć religijnych nie sposób tak traktować bo:
      - nie ma dokładnej definicji pojęcia uczuć religijnych (owo wartościowanie, o którym piszę w felietonie), ani czym jest ta obraza;
      - de facto brak jakiejkolwiek realnej szkodliwości (tak samo nie sposób ją wartościować);
      - odnosi się tylko do uczuć religijnych (dlaczego nie innych? Bez problemu przychodzi Ci obrażanie idei feminizmu);
      Gdybyś chciał wszystko traktować tymi samymi standardami, doszło by do paranoi, np. wszystkie przestępstwa, od drobnej kradzieży po ludobójstwo, musiałyby podlegać tej samej karze np. 20 lat więzienia.

      Nie chcę się wypowiadać na temat papieży, byli wśród nich kanalie, byli i prawdziwie święci, o jakimkolwiek uogólnieniu nie może być mowy. Postać JP II jest według mnie na tyle złożona, że trudna do jednoznacznej oceny. Na taką jest zdecydowanie za wcześnie, towarzyszą jej za duże emocje, a wtedy o obiektywizmie trzeba zapomnieć.

      Natomiast sam krzyż, już pisałem w felietonie. Dla jednego symbol Boga, dla drugiego dwa patyki złożone pod kątem prostym i obaj będą mieli rację. Ale aby była jasność, sam krzyż, jako symbol, mnie nie razi przynajmniej do momentu, kiedy mnie się nie zmusza do traktowania go w kategoriach, które nie uznaję za prawdziwe.

      Usuń
    10. Ależ, za przeproszeniem... Czep się płotu! Ja Ci tłumacze o czym było kazanie Międlara, nie wyłuszczam swoje zdanie o Żydach. Napisałem kiedyś i powtarzam teraz, że się nie zgadzam z jego tezą, która i tak wysnuł w odniesieniu do do czasów biblijnych.

      Znieważenie publicznie przedmiotu czci religijnej - krzyż jako symbol męki pańskiej takim przedmiotem jest. Człowiek bezmyślny, może mieć wątpliwości, jakie czynności mogą służyć z obrazę. Człowiek rozumny nie ma wątpliwości czym jest znieważanie, niszczenie i usuwanie.

      Krytykowanie idei współczesnego feminizmu, podobnie jak negacja wiary jest dozwolone. Nikt też nie zabrania Ci twierdzić, że dla Ciebie krzyż to tylko dwa patyki.

      Takie praktyki jak ścinanie krzyży i niszczenie kapliczek stosowali Niemcy podczas okupacji. Ich "happeningi", nie miały znamion artystycznych.

      Usuń
    11. Tak,to istotne czy Książę Pan był ateistą czy nie...Ale chyba pamiętasz za jakich czasów była kręcona ta bajka?Zresztą nieważne,bo na bakier jesteś z francuskim.Błąd słusznie zauważyłeś ale to niejedyne tłumaczenie.
      Anastazja

      Usuń
    12. Istotne, bo szpetność słów odniosłem do ateisty, który zaklina się na Niebiosa, a nie do istotnego znaczenia słów sacrebleu. :P
      A palmę pierwszeństwa we władaniu francuskim oddaję Ci bez dyskusji.

      Usuń
    13. I słusznie.Zdawałam maturę z francuskiego:)Ja zdecydowanie wolę polskie przekleństwa.Przynajmniej nikt nie miałby problemu ze zrozumieniem kontekstu.
      Anastazja

      Usuń
  2. Bo ja wiem czy to nie nadinterpretacja z tym sacreblle? Może to należy tłumaczyć jako "sacre" święty i blle jako skrót od ble ble czyli "święta bzdura" albo "bzdurzenie o świętościach"? :)
    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by miało sens, ale w takim razie myli podwójna litera ll w "blle".

      Usuń
    2. Przyznaję się bez bicia, użycie tego przekleństwa było "spontaniczne" i w ogóle nie zastanawiałem się nad poprawnością pisowni. Błąd pozostawię dla potomnych, aby wiedzieli, że nie jestem idealny ani tym bardziej święty ;))) Nie pretedenduję do tego miana.

      Usuń
  3. Asmodeuszu...dzisiaj takie czasy,że nie ma już świętości,wzajemnego szacunku,moralności i mogłabym tak dalej wymieniać.
    Nie wiem czy zwróciłeś uwagę na to jaka jest różnica między katolikami a muzułmanami kiedy poczują,że ich uczucia religijne zostały obrażone...
    Jeśli chodzi o te przedstawienia - hmmmm wkurza mnie to ale nie obraża to moich uczuć religijnych.A takim artystom to mogę tylko współczuć,że tak nisko upadli.I tym co to oglądają.
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń