sobota, 29 kwietnia 2017

Nie chcemy asfaltu!



  I wybuchała prawdziwa bomba! Oto Episkopat Polski odcina się od nacjonalizmu, tłumacząc wiernym, czym patriotyzm nie jest. Ja się nie będę chwalił, jednak kilka uwag z tego dokumentu jakby mi z ust wyjęli, gdy swego czasu mocno protestowałem przeciw fali nacjonalizmu jaka rozlewała się po naszym kraju. Trochę to długo trwało, ale wiadomo, Kościół bardzo powolny w pewnych kwestiach jest.

  Jedno jest pewne –nabił sobie sporo punktów. Chwalą go liberałowie, chwali nawet lewica, a już kuriozum, że i prawica nie może wyjść z zachwytu, choć nacjonalistyczne trendy ewidentnie i jawnie wspierała. Śmiesznie przestało być, przynajmniej w moim odczuciu, gdy ten dokument pochwalili narodowcy spod znaku ONR i Młodzieży Wszechpolskiej (sic!), ci sami, którzy pojęcie patriotyzmu wypaczyli, doprowadzając je do absurdu. Przynajmniej mnie zapaliło się czerwone, ostrzegawcze światełko. Bo ja nie uwierzę, że alkoholik pod wpływem jednego kazania, przestanie pić raz na zawsze. Takiemu nawet gdyby się Chrystus objawił, uzna Go za białą myszkę. Dlaczego więc narodowiec-nacjonalista miałby się w tym temacie nagle stać liberałem? Można by uznać, że taki, podobnie jak alkoholik (nie mylić z uzależnionym od alkoholu), niczego po prostu nie zrozumiał. Próbowałem to rozszyfrować.

  Ja pominę sprawę byłego ks. Międlara, ale w tym roku na Jasnej Górze była już pielgrzymka narodowców spod tych organizacji, o których wspomniałem powyżej. To na niej biskup Kazimierz Górny głosił: „Młodzież Wszechpolska w swoich działaniach i postępowaniu nawiązuje do Szarych Szeregów, do młodzieży walczącej z okupantem”. Był też zjazd kibiców, których trzon stanowią tzw. kibole, na którym ks. Jarosław Wąsowicz poświęcił szaliki z napisem: „śmierć wrogom ojczyzny!”. Już z tych dwóch faktów można wyciągnąć wniosek, że opublikowanie dokumentu o prawdziwym patriotyzmie wcale nie poprzedzały jakieś rozmyślania nad tym problemem. Czyżby stało się coś szczególnego, że tak szybko i radykalnie Kościół w Polsce zmienił zdanie? Właściwie tylko jedna rzecz może to tłumaczyć, ale jest tak niewiarygodna, że aż niemożliwa do przyjęcia. To nagły spadek notowań partii PiS. Mogłoby to wyglądać tak, że Kościół zabezpiecza się na przyszłość, bo ta nie rysuje się już tak optymistycznie jak kilka miesięcy temu. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że papież Franciszek, swoimi kanałami, zmusił Episkopat do napisanie tego dokumentu, widząc jak bardzo obecna postawa kleru szkodzi Kościołowi, a czego ten kler nie chce widzieć.

  Ale nie łudźmy się, przynajmniej ja nie wierzę w tę nagłą przemianę. Być może Kościół już nie będzie tak otwarcie wspierał ruchów nacjonalistyczno-narodowo-katolickich, ale myślenie Jego hierarchów się nie zmieni. Wystarczyło posłuchać ostatniej homilii abp. M. Jędraszewskiego, który mniej więcej w tym samym czasie głosi, że: „(...) należy przede wszystkim nieść pomoc na miejscu konfliktu, a nie wyciągać na zewnątrz zagrożonych, bo grozi to tym, że kraje o najdawniejszych tradycjach chrześcijańskich pozostaną bez chrześcijan1. Ostrzega też przed kulturą multi-kulti, gdyż: „Jest to systematycznie zaprogramowane, i finansowane, odejście od tradycyjnej koncepcji państwa narodowego, by stworzyć mieszankę, ras narodów i wyznań - swoistą wieżę Babel”. Innymi słowy, uchowaj nas Panie przed poluzowaniem tradycyjnie pojmowanego nacjonalizmu narodowo-katolickiego. Czyli jak w „Samych swoich” – sprawiedliwość sprawiedliwością, ale racja musi być po naszej stronie. Abp. M. Jędraszewski wyraził to bardziej dobitnie: „(...) nie możemy zgadzać się jako Kościół, żeby świat wlewał się do nas, i nas - obrazowo mówiąc - czarnym asfaltem zalewał”. Nic dodać, nic ująć, bo choć kontekst był inny, mnie się to kojarzy nie tylko z rasą czarnych, ale z każdą inną rasą, a nawet narodowością, inną niż tradycyjnie biała, polska, słowiańska – choć już po chrzcie Polski, czyli katolicka.

  Swoją drogą, ten dokument Episkopatu Polski musiał zbulwersować prominentów PiS, nie wyłączając prezesa J. Kaczyńskiego, premier B. Szydło i prezydenta A. Dudę. Bo wprawdzie udają aprobatę, uderza przede wszystkim w nich, choć dotyczy każdej ze stron wojny polsko-polskiej. Niemniej tu już nie mam żadnych wątpliwości, co do przyczyn. To zemsta za odrzucenie projektu ustawy o całkowitym zakazie aborcji. W tej kwestii Kościół nie pójdzie na żadne ustępstwa, a na PiS strasznie się w tym temacie zawiódł. Takich spraw się nie daruje... tym bardziej, że na tym dokumencie o patriotyzmie Kościół nic nie stracił.



czwartek, 27 kwietnia 2017

Jakem gaduła - brak mi słów



  Wstęp powinny stanowić same wielokropki w zastępie przekleństw, jakie cisną mi się na usta. Ale choć nie jestem katolikiem, uważam, że taki stek przekleństw jest raczej moralnie niewskazany. „Moralnie” podkreślone, bo też o prawdziwą moralność chodzi. Nic to, że moralność wypaczoną, podniesioną do rangi absurdu. Tylko czego spodziewać się po...1

  Pozwolę sobie zacząć od razu od cytatu:
„Art.1 Udowodniona w postępowaniu sądowym zdrada małżeńska pociąga za sobą postawienie parlamentarzysty przed Trybunałem Stanu i dożywotnie wykluczenie go z Izb Parlamentu.
 
Art.2 Przed zaprzysiężeniem na posła/senatora osoba zobowiązana jest do upublicznienia [wszystkie podkreślenia moje] pisemnej zgody współmałżonka do pełnienia mandatu.
 
Art.3 Prawo zaprzysiężenia na posła/senatora przysługuje jedynie osobom pozostającym w związku małżeńskim. Osoby stanu wolnego są tego prawa pozbawione.
 
Art.4 Poseł/senator kandydując do Sejmu/Senatu podpisuje deklarację, w której zobowiązuje się do zrzeczenia się mandatu w przypadku transgresji zasad wierności małżeńskiej.
 
Art.5 Posłowie i senatorowie RP są w swojej postawie moralnej nieskazitelni dbając w szczególności o swój wizerunek jako mężów i ojców, i dopiero potem jako posłów i senatorów. Taka nieskazitelność zapewni wzór do naśladowania dla całego Narodu2 – koniec cytatu.

  Kogoś tu dokładnie pogięło. Ale to nie jest anonimowa postać. Nazywa się Anna Kamińska, była żona byłego posła PiS Mariusza Antoniego Kamińskiego. Innymi słowy zdradzona żona. A zdradzone żony bywają straszne! Przy okazji dodała: „To smutne, że tolerowaliśmy to jako suweren, jako naród katolicki”. Ja bym od siebie dodał, że to bardzo smutne, do czego doprowadza fałszywa katolicka moralność. Autorce nie przeszkadza nawet fakt, że taka ustawa byłaby sprzeczna z Konstytucją (sic!) Problem w tym, że po uchwale o cudownych objawieniach fatimskich, uchwalenie takiej ustawy o zdrajcach małżeńskich wcale nie jest nierealne. A czym to grozi? Po raz pierwszy chyba w całym świecie, zdrada małżeńska będzie ścigana w majestacie prawa. Po próbach na posłach może się okazać, że to prawo przeniesie się na obywateli, skoro mowa o Narodzie, i na przykład takiego zdrajcy posadzi się w więzieniu, albo w wersji soft, zabroni mu się zajmować stanowiska kierownicze. A wszystko to w myśl poprawnej, katolickiej moralności. Gdy mówi się, że Kościół zagląda nam do łóżek, słychać, że to bluźniercze pomówienia. Kościół tylko dba o naszą moralność i teraz, przez jedną ze swych wiernych orędowniczek, zrobi tylko jeden „mały” krok dalej. Mnie tylko dziwi jedna sprawa. W projekcie tej ustawy nie ma słowa o posłankach – zdrajczyniach i pannach na wydaniu, nawet jeśli w wieku balzakowskim. Cóż, być może feminizm katolicki chce prześcignąć ten laicki, który objawił swą siłę w „czarnym proteście”.

  Najzabawniejsze jest to, że projekt Anny Kamińskiej zakłada jeden, jedyny wyjątek. Chyba nie trudno domyśleć się kogo będzie dotyczył. Mój Czytelniku, nie czytaj dalej, zamknij oczy i spróbuj zgadnąć... Oczywiście, zgadłeś/zgadłaś – tym wyjątkiem jest prezes jedynie słusznej partii. Jak każdy wielki wódz jest poza wszelkimi podejrzeniami. Jego stan wolny wynika z oddania dla ojczyzny. On nawet kota nie zdradzi. To, że zdradzi Naród zapędami do autorytaryzmu, jest tu akurat kompletnie bez znaczenia.

Przypisy:
1 - ten wielokropek ma inne znaczenie. Nie chcę we wstępie afiszować się antyreligijnością;
2 - http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,21703961,sejm-nie-dla-zdrajcow-malzenskich-i-kawalerow-ale-byla-zona.html#Czolka3Img

 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Jest dobrze, a będzie jeszcze... gorzej



  Podczas przeglądu wiadomości w necie przecierałem dziś oczy ze zdumienia. Ledwie kilka dni temu czytałem o tym jak pani minister Anna Zalewska sarkastycznie wyznała, że ona docenia głos Polaków podpisujących się pod żądaniem referendum na temat likwidacji gimnazjów, choć oczywiście ich nie uwzględni. Pomogła jej pani premier Beata Szydło, stwierdzając autorytatywnie, że żadnego referendum nie będzie, bo wnioski obywateli, których obiecała wysłuchać, zostały złożone za późno (sic!)

  Przynajmniej wyzbyła obywateli wszystkich złudzeń. Niemniej owo przedwyborcze pochylanie się nad głosem Polaków wcale nie było kłamstwem. Ona się naprawdę pochyla, tyle że w drugą stronę, to znaczy tłem do obywateli, w geście dość jednoznacznym... Ja już się kiedyś wypowiadałem na temat pomysłu likwidacji gimnazjów i proponowanych zmian programowych. Jednoznacznie przeciw, choć uważam, że pewna korekta wytycznych programów nauczania byłaby wskazana, byle nie przy udziale obecnych „ekspertów” MEN. Stanowczo za dużo tam religijnych ideologów (czytaj: oszołomów). Ale ponieważ już sprawa jest ewidentnie pogrzebana, właściwie nie powinna mnie już interesować. To już przysłowiowa musztarda po obiedzie...

  A jednak dziś odżyło. Wprawdzie zaglądam na wszystkie nie prorządowe portale, ale zdumiał mnie akurat artykuł1 na portalu wPolityce.pl, a takiemu trzeba dziś bezwzględnie wierzyć. Tytuł brzmi dumnie: „Polscy uczniowie w czołówce krajów Unii Europejskiej!”. Czyżby reforma już działała, nim zdołano ją uruchomić? Ogarnęła mnie jeszcze większa konsternacja, gdy okazało się, że to są prezentowane wyniki za rok szkolny2014/2015, czyli nim jeszcze PiS dorwał się do władzy. Przecierałem oczy ze zdumienia, gdy okazało się, że chodzi przede wszystkim o piętnastolatków, czyli uczniów kończących... gimnazjum (sic!). Wyprzedzają naszych gimnazjalistów tylko uczniowie Niemiec, W. Brytanii i Francji! Nie będę przedstawiał liczb, kto chce niech sam zajrzy we wskazany link. Posłużę się tylko jednym cytatem: „Podczas każdego badania PISA  [Programme for International Student Assessment – dopisek mój] badane są umiejętności matematyczne, czytanie i interpretacja, rozumowanie naukowe”. Mnie w tym miejscu nachodzi smutna refleksja, bo właśnie te elementy przyszłej edukacji są spychane na dalszy plan.

  Ale jest coś, co w pełni usprawiedliwia taki artykuł na prawicowym, propisowskim portalu. Okazało się, że polscy uczniowie najbardziej ze wszystkich krajów UE nie lubią... samej szkoły, choć to o tyle dziwne, że czują się w szkole bezpiecznie, a przypomnę, chodzi o czasy koalicji PO-PSL, która chciała wpuścić do kraju islamskich imigrantów, a jak twierdzą poniektórzy, terrorystów. Na szczęście ta niechęć nie przekłada się na poziom zdobywanej wiedzy, sorry, nie przekładała się, bo nie wiadomo jak będzie po reformie. Reformie – podobno szeroko konsultowanej ze społeczeństwem i samorządami.



piątek, 21 kwietnia 2017

Bohater naszych czasów



  Bohater – osoba, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem, pomocą i ofiarnością wobec innych ludzi - tyle definicja. Nasza, polska historia ma wielu takich bohaterów, choć niestety, czasami kontrowersyjnych. Mam tu na myśli tak zwanych „żołnierzy wyklętych”, ale nie będę się o tym rozwodził, zbyt dużo w tym emocji politycznych i ideologicznych. Ja nawet staram się to rozumieć, choć przychodzi mi to z dużym oporem. Ale kreowanie na bohatera pewnej postaci, wydaje mi się nie do strawienia.

  Mam na myśli postać Janusza Walusia, przypomnę, Polaka stale mieszkającego w RPA, który 10 kwietnia (ta data to jakieś fatum) 1993 roku zastrzelił bez skrupułów Chrisa Haniego, lidera partii komunistycznej. Za ten polityczny mord został skazany na karę śmierci, który to wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie. Gdzie w tym mordzie bohaterstwo, naprawdę nie potrafię zrozumieć. Można komunistów nie lubić, sam mam się za nieprzejednanego wroga tej ideologii, ale uciekanie się do takich metod jest w moim odczuciu niedopuszczalne, godne największego potępienia. Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich. Polska prawica, z partią Kukiz ’15 na czele, niektórzy senatorowie PiS wespół z kibolami, chcą nas przekonać, że Janusz Waluś bohaterem polskim był, ba! były czynione starania by go sprowadzić do Polski (i to za czasów koalicji PO-PSL, choć bez zgody polskiego sądu), i teoretycznie mógłby odsiedzieć ten wyrok w polskim więzieniu. I tu nasuwa się dygresja. Bohater w więzieniu (sic?!) Pewnie zaraz by go z więzienia wypuszczono, może jeszcze jakiś order by mu przyznano oraz wikt i opierunek na koszt podatnika.

  Kibole Legii (nie mylić z prawdziwymi kibicami) już sprzedają koszulki z napisem „Uwolnić Janusza Walusia”, na meczu z Lechem był nawet transparent: „Janusz Waluś – czekamy, szybkiego powrotu, bracie”, a białostoccy pobratymcy piszą na stronie Patriotyczna Jagiellonia: „Janusz Waluś powinien wiedzieć, że jego poświęcenie było w naszych oczach bohaterskie” (sic!) W gruncie rzeczy można by się tym jeszcze nie przejmować, choć ja osobiście z takiego patriotyzmu się oficjalnie i dożywotnio wypisuję. Można by, gdyby nie to, że na 5 maja prawica zapowiedziała wiec poparcia dla tego mordercy pod Pałacem Prezydenckim, a niezdrowej pikanterii dodaje fakt, że organizatorem jest – „Centrum Edukacyjne „Powiśle”! Ba! senator PiS, Jan Żyran, też broni honoru zabójcy.

 fotografia z http://fakty.interia.pl/wywiady/news-janusz-walus-z-rpa-czekam-na-decyzje-sadu,nId,2383528

  Jakich to czasów dożyłem, że wciska mi się jako bohatera – postać rasisty i mordercy, którego wina została bezspornie udowodniona, a on sam przyznał się i do tej zbrodni, i do pobudek, jakie nim kierowały?


sobota, 15 kwietnia 2017

Papa subito!



  Tytuł nieprzypadkowy, w moim, dowolnym zresztą tłumaczeniu, znaczy „papież natychmiast”. Kojarzy się z santo subito? I słusznie, bo też będzie o Janie Pawle II, choć uspokajam, nic przeciw niemu. Nie mam zamiaru zaprzeczać faktom, sam oglądałem i słyszałem te okrzyki na placu św. Piotra. I nie ulega żadnej wątpliwości, nawet dla mnie, że to była wybitna postać drugiej połowy XX wieku, szczególnie w wymiarze politycznym. W sferze wiary mam już odmienne zdanie, ale o tym cicho, o tym sza.

  Znalazłem na portalu NaTemat.pl sensacyjny artykuł, a ponieważ nie dowierzam temu portalowi, sięgnąłem do źródeł. Chodzi o „GazetęTrybunalską.pl”, która się reklamuje sloganem „jedynie wiarygodne medium w regionie”, co jest ważne ze względu na ów przymiotnik „wiarygodne”.  A tam jest artykuł: „Ojciec Rydzyk następcą świętego Piotra”1 (sic!) To nie prima aprilis, sprawdzałem, data 13 kwietnia bieżącego roku. Zaczyna się od gloryfikacji właśnie Jana Pawła II, by łagodnie przejść do krytyki jego następców. Benedykt miał ambitne cele ale był za słaby (zdrowotnie) by pozbyć się watykańskich koterii. Natomiast Franciszek zbyt chrystusowy jak na nasze czasy. Chciał się zaprzyjaźnić z całym światem, poczynając od dziennikarzy, by poprzez dzieci, chorych, gejów, lesbijki, liberałów, czarnych, białych, żółtych, brązowych, a na w ogóle wszystkich skończyć. A Kościół nie jest od miłowania wszystkich, ale jak na poważną religię przystało, ma wskazywać, co jest dobre a co złe, kto jest dobrym, a kto złym. Jednoznacznie! Papież nie powinien mówić: „kim ja jestem, by oceniać postępowanie innych?”. Po prostu papieżowi nie przystoi wygadywać takich głupot. Już go ci wstrętni liberałowie obwołali za swojego...

  Jest jednak i dobra wiadomość. Papież Franciszek obiecał, że też abdykuje. Autor, Z. Rutkowski (to chyba nie ten znany detektyw?) pisze: „Polski Kościół i jego hierarchowie już teraz powinni podjąć starania, by następnym papieżem został redemptorysta ojciec dr Tadeusz Rydzyk”. Następnie są wymienione zasługi dr T. Rydzyka dla polskiego Kościoła, a na pierwszym miejscu jego niewątpliwe zdolności gromadzenia wokół siebie wiernych. Dalej dowiadujemy się, że „(...) w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”. Pewnie Autor ma na myśli samego Antoniego Macierewicza i Prezydenta w osobie Andrzeja Dudy, choć jak dobrze rozumiem, doszłoby do tego grana kilku, kilkunastu hierarchów kościelnych. Dalej też jest ciekawie. W uzasadnieniu czytamy:  Silna osobowość redemptorysty dawałaby gwarancję na odzyskanie przez Kościół katolicki należnej w świecie pozycji. Zagrożeń płynących ze strony wojującego islamu nie da się powstrzymać jedynie modlitwą, potrzeba stanowczego działania i osobowości, która swoją odwagą i charyzmą byłaby w stanie zjednoczyć katolików nie tylko w Europie, ale i na całym globie w imię obrony wartości, które leżą u podstaw cywilizacji zachodniej. W czasach, gdy krwawy półksiężyc zagląda do okien milionów bezbronnych istnień, a lewackie i pseudodemokratyczne środowiska usiłują dokonać gwałtu na chrześcijańskiej Europie potrzeba człowieka, który się temu przeciwstawi. Stanowczo i zgodnie z doktryną Kościoła”. 
Jak tu nie wołać Papa subito!...