niedziela, 28 maja 2017

Matka Boska w podróży



  Ściślej, chodzi o Matkę Boską Częstochowską i jej wizyty w krajach Ameryki Łacińskiej. Tu proszę już o szczególną uwagę! Organizacją tych wizyt zajmuje się... polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i będą kosztowały 101 tysięcy złotych z kieszeni polskiego podatnika. Nie wnikam w to, czy to dużo, czy mało, Polska to bogaty kraj jest. I katolicki, więc pewnie to żaden problem. Nie wiem też, czy przewidziane jest spotkanie Matki Bożej Częstochowskiej z Matką Bożą z Guadelupy, a uważam, że byłoby bardzo owocne, choć nie wiadomo czy One znają wszystkie języki obce i będą się w stanie porozumieć.

  Wyjaśnię. Wszystko za sprawą jednego z liderów partii Razem, Adriana Zandberga, który w swej ciekawości zechciał sprawdzić wydatki MSZ1. Zawsze twierdziłem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale ponieważ w piekło nie wierzę, w moim mniemaniu ciekawość ma znaczenie pozytywne. Czego się jeszcze dowiedział i z czym podzielił? 216 tys. złotych idzie na fundację księdza Rydzyka, co też nie powinno dziwić, bo ja zawsze twierdziłem, że on nie bardzo Polak, bliżej mu do obywatela Watykanu. To potwierdza zainteresowanie naszego ministra Waszczykowskiego tą enklawą w Toruniu (coraz bardziej podobną do Państwa Apostolskiego). Dziwi już bardziej 212 tys. złotych na Fundację kardynała Adama Kozłowieckiego. Wprawdzie ten prowadził działalność misyjną w Zambii, ale sama Fundacja chce prowadzić działalność misyjną wśród dzieci i młodzieży w... województwie podkarpackim (sic!) Mnie się wydawało, że to województwo leży w granicach Polski i teraz nie bardzo wiem komu i kiedy je oddaliśmy, a widać oddaliśmy jakimś poganom, skoro teraz tam trzeba organizować misje. Wciąż jestem w strasznym szoku, bo przecież tam była wylęgarnia zwolenników PiS.

  Jednak już w żaden sposób nie mogę skojarzyć klasztoru niepokalanego poczęcia NMP zakonu braci mniejszych (pewnie chodzi o ten w Krakowie) z jakąś zagraniczną działalnością, który też jest na liście wydatków MSZ. Nie wiem, przyznaję się bez bicia, po prostu nie wiem. Tak samo jak nie wiem z jakich przyczyn to ministerstwo będzie sponsorować festiwale... muzyki religijnej (sic!) Nie żeby było mi żal tych kilkaset tysięcy, albo żebym nie doceniał mistrzów muzyki religijnej, ale ostatni raz gdy byłem w kościele, musiałem sobie zatkać uszy, bo z powodu choroby organisty, wierni śpiewali a cappella. Tu jednak bardziej odpowiednim byłoby jako sponsor Ministerstwo Kultury. Te i inne wydatki MSZ uzasadnia, i znów proszę o uwagę, w ten sposób, że jest to „zestaw działań o charakterze strategicznym, koncepcyjnym, analitycznym, koordynacyjnym i wykonawczym, które poprzez kształtowanie postaw społecznych i opinii publicznej za granicą wpływają na realizację istotnych interesów Polski w świecie, używając narzędzi i metod spoza obszaru tradycyjnej dyplomacji jako obszaru relacji międzypaństwowych”. To się nazywa język dyplomacji!!! Co się dziwić skoro suma summarum chodzi o blisko 30 milionów złotych.

  Skoro jestem przy głosie, jeszcze o jednym języku obcym. Chyba trudniejszym niż ów dyplomatyczny. Mam na myśli język prawniczy. Zderzył się z nim oskarżony o kradzież motoru. Czynu oczywiście nie pochwalam ale jego oświadczenie to mistrzostwo świata: „Wierzę głęboko, że jestem predystynowany ku instytucji art. 335 k.p.k., któremu z największą radością się poddam w każdym wskazanym mi zakresie. Z wielkiego szacunku do organów ciężko wykonujących swoją pracę, jakże potrzebną społecznie, nie chciałbym nawet nieświadomie wprowadzić w błąd kogokolwiek swoim wątłym rozróżnieniem języka potocznego od języka prawnego, co mogłoby merytorycznie wpłynąć na szerokie spektrum aberracji kognitywnych, do czego może doprowadzić mój obecny bardzo głęboki stres. Nie rozumiem zarzutu i nawet nie chcę wiedzieć o co jestem oskarżony i przyznaję się do wszystkiego co się da. Ja nie zrozumiałem tych pouczeń i co gorsza ich nie zapamiętałem. Ja nie rozumiem tego, co Pani do mnie mówi, ja składam wniosek o przyznanie tłumacza, ale ustawa nie nakłada na mnie obowiązku wskazania z jakiego języka na jaki ma on tłumaczyć, ja nie potrafię wskazać języka, który rozumiem, nie jestem profesjonalnym lingwistą”.



8 komentarzy:

  1. Tak tu cicho i pusto pod tą notką, :), może tutejszy komentariat nie zrozumiał języka, którym ją napisałeś? :)
    Jest "dojna" zmiana, jest ciemny lud (który taki język dyplomacji MSZ rozumieć nie musi, bo on swoim wierzy i rozliczał nie będzie) , są pieniądze, nawet jeśli nie zarobione (Morawiecki mówi, że nie wiadomo jaki w końcu będzie deficyt), więc kto więc "bogatemu a dobremu panu" zabroni wydawać je tak jak ów chce i uważa.
    A Matce Boskiej się też należy jakaś nagroda od rządzących, w końcu nie raz, ani nie dwa razy w tej Częstochowie głowę Jej zawracali, i zapewne w przyszłości nadal zawracać będą. :) Więc to jest jakaś inwestycja na przyszłość ... :)
    No i co to jest te marne 100 tys. zł. W końcu nie za takie pieniądze "wożą" się po świecie nasze VIP-y. Jak przykładowo ostatnio pani Pawłowicz z koleżankami posłankami do Japonii. :)
    Pozdrawiam
    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już powoli przywykam do tej ciszy i pustki. Chyba sam sobie jestem „winien” bo swoich przemyśleń wniosków bronię właśnie jak Matka Boska Częstochowy... :) Z takimi jak ja się ciężko dyskutuje.
      Ja się z Tobą zgodzę, co to jest te marne 100 tysięcy, ale przecież do tego dochodzą inne „imprezy” chyba niewiele mające wspólnego ze sprawami rangi międzypaństwowej.

      Moja matka zwykła mówić, gdy na obiad zwalali się niespodziewani goście – żaden problem, wystarczy do rosołu dolać wody, a do drugie dogotować ziemniaków. Wszyscy byli syci.

      A co do faktu, że Matce Bożej też coś się należy. Widziałaś wota przy jej świętym obrazie? Większość i tak jest gdzieś tam schowana.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Wyprawa Matki Boskiej Częstochowskiej do krajów Ameryki Łacińskiej wydaje się niegłupim pomysłem. Przy okazji tamtejsze mohery sporo dowiedzą się o Polsce. Co w tym złego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Polsce, czy bardziej o kulcie maryjnym? Choć statystycznie(?) rzecz ujmując bliżej nam do tego kultu niż historii (też przesiąkniętej tym kultem).
      Niby nic złego w tym nie ma, ale czy nie lepiej by było, gdyby to tamtejsze mohery przyjeżdżały do nas? Wspomogłyby nasz ubogi Kościół...

      Usuń
  3. Nie będę dociekać jakimi kanałami płyną wspólne pieniądze. Niektórzy nieźle się obłowili na zmianach społeczno-ekonomicznych i politycznych w ostatnich latach. Nowa kasta bogaczy, o majątkach których dowiadujemy się przy okazji - ujawnianych celem przykrycia spraw drażliwych, zaniedbanych. W każdej opcji politycznej znajdzie się jakiś wieloryb/rekin, który bryluje na niezasłużonym wód oceanie - zagarniętym w majestacie bezprawia... Szkoda zdrowia na takie rozważania - stworzone w tym celu spółki, nie znikną po naszym gadaniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio media żyją deklaracjami majątkowymi naszych posłów i posłanek. I przyznam, że mnie to wcale nie rusza, choć niektórym „do pięt nie sięgam”. Nie potrafię wzbudzić w sobie takiej zazdrości. Niemniej, gdy chodzi o publiczne fundusze już nie potrafię być tak obojętny.

      Usuń
  4. Można się domyślać, że w każdym z ministerstw PiSrządu istnieją paragrafy przyznające kasę na religijność, światową też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego nie trzeba się domyślać, tak jest w rzeczywistości. Chyba na portalu Okopress.pl czytałem o następnej inicjatywie - kogo i co należy promować na świecie. Między innymi "dzienniczki" siostry Faustyny. Ręce opadają

      Usuń