wtorek, 2 maja 2017

Przy okazji dwóch świąt



  Prezydent Andrzej Duda składając przysięgę mówił: „(...) będę strzegł niezłomnie godności Narodu, (...) pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem. Tak mi dopomóż Bóg”. Zastanawiam się, czy tę przysięgę złamał? Problem w tym, że takie pojęcia jak godność Narodu i pomyślność obywateli są bardzo niejednoznaczne, więc trudno to rozstrzygnąć. Już poza przysięgą dodał też, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. I okazało się, że chcieć a móc, to jednak czasami tak jak niebo i piekło.

  Ja mu w jednym przyznaję rację, prezydent nie jest w stanie spełnić zachcianek wszystkich Polaków, tyle, że tego powinien być świadomy w momencie gdy startował do wyborów i jak ognia unikać takich deklaracji, bo wychodzi na kłamcę. Dobrymi chęciami piekło wybrukowane, a on podobno gorliwy katolik jest. Przypuszczam, że on nie zrozumiał pojęcia „prezydent wszystkich Polaków”. Bo w tym pojęciu nie chodzi o kształtowanie wszystkich Polaków na jedno „kopyto”, Prezydent to rola reprezentanta Polaków, nawet tych, z ideologiami których się nie zgadza, a w takiej wersji zupełnie nie spełnia swego zadania. Ono go po prostu przerosło. Jest jednak gorzej, bo pan prezydent ewidentnie przyczynia się do podziałów, już nie tylko stygmatyzując tych, co nie z PiS-em, ale chce się wcielić w Boga starotestamentowego, który to przeklinał ileś tam pokoleń winowajców. Najczęściej do siódmego pokolenia. Prezydent nie chce być lepszy, więc ogranicza się tylko do trzech, czyli do wnuków. Przy czym popełnia grzech nieprecyzyjności, bo nie precyzuje dość dokładnie tych winowajców, a jednocześnie niektórych gloryfikuje (Piotrowicz, Jackiewicz, Berczyński, a gdyby poszukać, znalazłoby się wielu innych).  Wstyd panie prezydencie, choć z drugiej strony przynajmniej nie mamy już złudzeń, ktoś ty zacz.

  W tę narrację doskonale wpisuje się pani Beta Kempa, warto dodać, że w imieniu innej Beaty, tym razem Szydło. Tego pojąć już kompletnie nie mogę. Wiem, wiem, wiem. Sprawiedliwości (dziejowej) stało się zadość. Odbiera się emerytury (podobno niebotyczne) byłym funkcjonariuszom służ prewencyjnych PRL-u. Mam trzy wątpliwości. Ten precedens może skutkować w przyszłości czymś podobnym. Takiej pani Beacie Kempie następna ekipa też będzie mogła odebrać przywileje emerytalne zasłaniając się sprawiedliwością dziejową. Druga wątpliwość dotyczy formy tego zbójeckiego prawa. Bo nieważne kto jaką kanalią w PRL-u był, a priori przyjmuje się, że wszyscy byli kanaliami, znów z małymi wyjątkami, dotyczącymi ważnych prominentów, dziś na służbie PiS. Wreszcie trzecia wątpliwość. Pani Beata Kempa wybrała na tę deklarację najbardziej nieodpowiednie miejsce do ogłoszenia tego zbójeckiego prawa, czyli kościół, miejsce gdzie teoretycznie powinno być głoszone słowo o bożej miłości, również i tej, o miłości do bliźniego. Nie wiem, czy jestem wyjątkiem, ale mnie się wydaje, że jej słowa akurat nie mają żadnego związku z miłością, wręcz przeciwnie, podsycają nienawiść.

  Pani premier mów dziś: „Budowanie tej polskiej wspólnoty jest naszym obowiązkiem. (...), biało-czerwone barwy, to nasza przyszłość i naszym obowiązkiem.  To jest nasza przyszłość, to jest przyszłość Polski. To przyszłość wspaniała, którą zawsze razem musimy budować. Zadbajmy więc byśmy zawsze byli razem i by biało-czerwone barwy nas łączyły, byśmy budowali wspólną Ojczyznę”, i jak dla mnie trudno o bardziej większe pustosłowie w odniesieniu do jej wcześniejszych wypowiedzi, jak również wypowiedzi wymienionych powyżej, dzielących Polaków. Patetyczność w sam raz dla uczniów szkół podstawowych (oni byli tłem jej przemówienia), i na domiar wszystkiego, wzmacniająca pozycję nacjonalistów, którym daleko do pragnienia jedności Polaków.

  Mnie się te wydarzenia ostatnich dwóch dni, inspirowane przez „bohaterów” tej notki znów dziwnie kojarzą z dwoma totalitaryzmami. Te totalitaryzmy swą niszczycielską siłę budowały na bazie siania nienawiści pod pozorem wyższości Narodu nad wszystkim innym. Jedynym problemem jest tu to, czy w poczynaniach prominentów PiS więcej jest faszyzmu czy bolszewizmu?
Ciekawe, czym mnie zaskoczą dygnitarze PiS-u w święto Konstytucji?

10 komentarzy:

  1. Rzeczywiście, słowa PAD można było odebrać w sposób niebywały.
    Ale nie warto wyjmować z całości jedynie początek - rozwinięcie i koniec, też mają znaczenie. Nie chodziło w tym o odpowiedzialność z tytułu przynależności do jakiejś rodziny, której członkowie zapisali się niechlubnie w naszej historii, tylko o ewentualne obecne postawy dzieci i wnuków w wybielaniu pewnych przejawów... To jednak jest pewna różnica. Pomijając ten fakt, muszę przyznać, że tę wypowiedź zaliczam do kontrowersyjnych - chyba nie jestem w tym osamotniona, co ma też swój wydźwięk w mediach. Gdybym była od PR, to doradzałabym PAD powściągliwość emocjonalną - znacznie lepiej wypada, kiedy mówi tonem zrównoważonym.... Każdy jednak ma swoją osobowość, której powinien być wierny. Poprawność polityczna wciąż ewoluuje!

    Miłego świętowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Ninel, ja mam wciąż przed oczyma jego zachowanie podczas uroczystości na Westerplatte w 2015 roku i jakoś żadna jego osobowość mi nie odpowiada. Nie wiem czy zauważyłaś, ale od jakiegoś czasu jego narracja jest coraz bardziej buńczuczna. Wyraźnie widać, że ma dość określenia „marionetka” i próbuje go zamazać. Problem w tym, że ta zmiana powinna dotyczyć treści a nie formy, gdyż sama forma nic nie zmienia.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Nuudy, zacinasz się jak zdarta płyta.
    Wiadomo jakie poglądy miał Duda przed wyborami, więc niespodzianki nie ma, nie wiem skąd nagle odkrycie, że nie jest prezydentem wymarzonym przez róźne środowiska, skranie poglądowo różne.
    Tymczasem zauważam, że podstawą jego obietnic, były trzy punkty: Obniżenie wieku emerytalnego, dodatek 500+ i podniesienie kwoty wolnej od podatku. Jak dotąd idzie mu całkiem nieźle, lepiej niż poprzednikom.
    Przypomina mi się to co obiecał Komorowski. Twierdził np, że "nie ma potrzeby podnoszenia wieku emerytalnego". Podobno nie miało też być potrzeby zwiększenia podatków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, spełnia trzy obietnice, które "nie leżą w kompetencjach prezydenta" (nie ma na to ani środków, ani możliwości wprowadzenia, co najwyżej może wnieść propozycję). Za to to, co jest jego konstytucyjnym obowiązkiem, tj. być prezydentem Polski jako jednego kraju, a nie tylko tej PIS-iej części, można mu wybaczyć, że "olewa", mimo wyborczych zapowiedzi. Dzisiaj się chyba się nie zachwycę tym komentarzem. :)
      Maria

      Usuń
    2. Dostało mi się po uszach, ale trudno mi polemizować z tym co napisałaś, niestety...

      Usuń
    3. Radku, nie jestem naiwny. Nie oczekiwałem od prezydenta, że będzie mnie uszczęśliwiał, że nie jest tym, jakiego bym sobie wymarzył. Wymagam jedynie by był moim reprezentantem i tylko tyle. Czy jego „obietnice” są aż takim cudem? Obietnice nie ich realizacja. Obniżenie wieku emerytalnego, póki co, powiększy zapaść ZUS, program 500 plus jest tak karykaturalny, że już nawet autorzy przewidują się jego przebudowę, a przy okazji to nie jest podarunek ani rządu ani prezydenta, za to płacimy my, podatnicy. Wreszcie obniżenie podatku – chyba kpisz, bo aby na to się załapać trzeba żyć w skrajnej nędzy.
      Nie zapominaj też, że czasy prezydentury Komorowskiego przypadały na czasy wychodzenia z światowego kryzysu gospodarczego, co nie jest z mej strony jego usprawiedliwianiem, ale nie widzę też powodu, aby go za coś obarczać.
      Pod komentarzem Marii podpisuję się obiema rękoma.

      Usuń
    4. Ok, przyjmuję argumenty. Macie rację, co do reprezentacyjnej roli PADA. Tematu obietnic nie będę ciągnął, bo to inna para kaloszy, natomiast mam wrażenie, że masz troszkę zbyt mało danych, żeby stwierdzić co obciążało tak naprawdę ZUS i powodowało jego zapaść.

      "bul" nie należał tym bardziej do reprezentantów narodu, w ogóle żaden z prezydentów, choć najbliżej tej roli był Kwaśniewski.

      Usuń
    5. Radku, o ZUS piszę w czasie przyszłym.
      Mam swój ranking prezydentów, choć się zgodzę z opinią, że żaden nie był doskonały. Się pochwalę w kolejności od najlepszego do najgorszego:
      - Kwaśniewski;
      - Komorowski:
      - Wałęsa na równi z L. Kaczyńskim;
      - Duda

      Usuń
  3. To, że wymienione przez Ciebie osoby mówią to co mówią, to już dla mnie jakaś norma. Nie spodziewam się po nich niczego innego, może tylko coraz większego obciachu.
    Natomiast trochę mnie zaskakuje nowe określenie polskiego patrioty. "Każdy, kto jest polskim patriotą, musi być przekonany, że warto, by jego (L. Kaczyńskiego oczywiście - przyp. mój) pomniki stały w różnych polskich miastach" - to wczorajsze słowa prezesa. Doprecyzowano, że w każdym mieście powinny stać. Bo ów wielkim, może nawet największym w naszej historii mężem stanu był i w historię się wpisał. A jak już te pomniki staną, to nie po to przecież żeby tylko stały, ale żeby przy nich ten patriotyzm można było manifestować przy każdej patriotycznej okazji. A może nawet się modlić, co nieuchronnie do jakichś cudów doprowadzi i beatyfikacja gotowa.
    Chyba nie mają poczucia, że takie "siłowe" narzucanie tej gloryfikacji L. Kaczyńskiego obróci się w końcu przeciw niemu. Jeszcze żyją ludzie, którzy pamiętają jego działania i widzą ten dysonans między rzeczywistymi a "dorabianymi na siłę" zasługami.
    Pozdrawiam
    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, ja się na taką „normę” nie godzę.
      Też słuchałem całego przemówienia Kaczyńskiego. I też mi ręce opadają. Pomnikomania staje się już naszą przywarą narodową. O prezydenturze L. Kaczyńskiego tez nic dobrego powiedzieć nie mogę, ale naszą tradycją (również narodową) jest podobno nie mówić źle o zmarłych. Oczywiście są wyjątki…, np. Bartoszewski, Geremek, Mazowiecki i im podobni. Nawet pomordowani w Katyniu odchodzą w cień wielkiego Lecha Kaczyńskiego!

      Usuń