sobota, 24 czerwca 2017

Władysław Frasyniuk



  Do napisania tej notki skłoniła mnie treść pewnego listu oraz polemika w komentarzach na moim blogu. Nie cierpię słowa „ikona” w odniesieniu do ludzi , którzy przyczynili się do obalenia komunizmu w naszym kraju, ba! w pewnym kontekście wydaje mi się nawet obraźliwe, bo Ci ludzie to żadni święci, nawet w świeckim znaczeniu. Wymaganie od takich ludzi jak Frasyniuk „świętości” jest niczym innym jak odbieranie im prawa do własnej osobowości.

  W sieci krąży list pewnej grupy represjonowanych w czasach komunizmu, którzy dziś są bezrefleksyjnymi zwolennikami rządów Kaczyńskiego (to nie jest nieścisłość, bo i B. Szydło, i A. Duda to tylko oficjalne twarze władzy). Ja odniosę się tylko do wybranych fragmentów tego listu, według mnie najbardziej obrzydliwych, choć lista zarzutów jest długa. „Przeistoczyłeś się w aroganckiego wielkiego biznesmena, mającego za nic ludzi[? - mój wtręt], w tym dawnych kolegów. (...) Z oddanego działacza związkowego przeistoczyłeś się w kumpla postkomunistów, byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych, a przy tym w obrońcę aferzystów i różnego rodzaju ciemnych typków!”. Zastanawiam się w tym miejscu kiedy i gdzie W. Frasyniuk przysięgał, że do końca życia pozostanie „biednym i uciśnionym” i dlaczego się tego od niego wymaga? Bo chyba po to walczył z komuną, by móc wreszcie zadbać również o siebie, by mieć możliwość, skoro ma do tego predyspozycje, stać się biznesmenem. Zarzut o kumplostwo z postkomunistami jest o tyle kuriozalny, że dziś kumplem Kaczyńskiego jest niejaki Piotrowski, prokurator w czasach władzy komuny i nikt z tego problemu nie robi. Ba!, jakiekolwiek insynuacje wobec tego posła (prokuratora) są uznawane za zamach na suwerenną Polskę.

  Powoli jednak rozumiem. Wolno owym „represjonowanym” tworzyć nowe elity, wspierające na ideami komunizmu, ale Frasyniukowi nie wolno było się z komunistami bratać. Skąd się to bierze, wyjaśnia następny fragment: „Stając (czy raczej siadając) razem z byłymi SB-kami, prowokatorami i tzw. pożytecznymi idiotami na ulicy, celem zatrzymania przemarszu pochodu, udowodniłeś, że nie tylko obce Ci są wszelkie ludzkie odruchy, ale także, że kłamstwo smoleńskie jest Ci znacznie bliższe od prawdy o tym, co się tam naprawdę wydarzyło! Zapewnie czujesz wielką dumę z tego, że po ujawnieniu bestialstwa Rosjan (czy raczej post-sowietów), którzy pastwili się na zwłokami Prezydenta RP, polskich generałów, parlamentarzystów i pozostałych uczestników tragicznego lotu do Smoleńska, udowodniłeś, że nie różnisz się niczym od nich!”. W tym momencie wszystko jasne. Cały ten jad ma ścisły związek ze sprzeciwem W. Frasyniuka wobec miesięcznicy i religii smoleńskiej. To jest dla „represjonowanych” po prostu nie do pomyślenia, by ta „nieszczęsna ikona” walki z komunizmem mogła się sprzeciwić woli naczelnika państwa, który przespał moment wprowadzenia stanu wojennego, i który ma pretensje do UB, że go nie internowano. Gdyby nie to siedzenie na ulicy w proteście przeciw miesięcznicom, biznes i bratanie się z postkomunistami byłoby W. Frasyniukowi wybaczone, w najgorszym razie, nigdy nie wytykane.

  W ten sposób dotknąłem największej „winy” Frasyniuka – biznes podobno z UB-ekami, za co nie tylko Frasyniuka, ale i całe elity tworzące się po ustaleniach Okrągłego Stołu nazywa się dziś postkomunistami. Warto się przez chwilę przyjrzeć tamtej rzeczywistości. Cała gospodarka, cały biznes był w rękach komunistów. Nieliczna grupa prywatnych „kapitalistów” też była mniej lub bardziej powiązana z dawną władzą. Aby wejść na ten „teren” były tylko dwie możliwości. Albo biznes z tą grupą i powolne jej zastępowanie, albo... krwawa rewolucja, bo nikt dobrowolnie raz zdobytego majątku nie odda. W tym miejscu zapytam: czy można zastąpić menadżerów, naukowców i fachowców, nawet jeśli byli komunistami, kimś bez przygotowania i praktyki? Warto sobie przypomnieć ilu nuworyszów ledwie biznes otwierało i z miejsca bankrutowało, ilu z nich stało się oszustami niemal światowego formatu. Nawet jeśli uznać, że w tym tworzeniu się nowych elit, również biznesowych, było coś nieetycznego, tak naprawdę trudno sobie wyobrazić inne rozwiązanie. Nie da się ukryć, cierpieli na tym zwykli ludzie, ale śmiem twierdzić, że cierpieli by tak samo, jeśli nie bardziej, przy każdym innym rozwiązaniu, np. przy prawnym „wyeliminowaniu” dotychczasowych posiadaczy, biznesmenów i przemysłowców. Ba, taka próba byłaby niczym innym jak komunistyczną walką klas, gdzie prawo własności  nie jest żadnym prawem.

  Czy protest W. Frasyniuka powinien dziwić? Oto człowiek, który swoją młodość poświęcił walce z przejawami totalitaryzmu i ograniczania wolności człowieka, dostrzega, że tamten system wraca w podstępny i brutalny sposób, czego przejawem jest również miesięcznica (jako uprzywilejowana manifestacja nienawiści pod protektoratem władzy), uznaje że musi  znów wkroczyć na ścieżkę walki. W Sejmie nikt go do głosu nie dopuści, tworzenie nowej partii politycznej nie jest sprawą dwóch, trzech miesięcy, więc wyraża swój sprzeciw w bardziej spektakularny sposób.  W sposób, który jest dziś jeszcze możliwy, choć już teoretycznie bezprawny, gdyż władza nagina, tworzy prawo mające chronić jej autorytaryzm. Spektakularny dlatego, że za ten czyn musi ponieść konsekwencje karne, co tym bardziej uwiarygadnia jego racje. Kijowski był w znacznie lepszej sytuacji, nic mu nie groziło i ta bezkarność go zgubiła. Zaprzepaścił szansę stworzenia na dłużej prawdziwie autentycznego ruchu obywatelskiego. Nawet mój bohater mu uwierzył. Nie mnie prorokować na ile Obywatele RP okaże się bardziej wiarygodni, ale Frasyniuk ma doświadczenie i wie, że żaden przekręt nie wchodzi w rachubę, tak jak i podejrzana przeszłość. Musi też być pewny tej swojej przeszłości, nawet biznesowej, gdyż wie, że jego przeciwnicy go dokładnie prześwietlą i mu wszystko wypomną.

  Jeśli ktoś twierdzi, że działania biznesowe są niemoralne, to znaczy, że wciąż żyje ideami komunizmu, co właściwie nie dziwi, bo ten komunizm spowodował w naszej społecznej świadomości tak wielkie spustoszenie, że jeszcze trzeba kilku pokoleń by się z niego wyleczyć.


44 komentarze:

  1. No cóż, W. Frasyniuka postrzegałam jako człowieka myślącego. Skupiał na sobie uwagę nie tylko z powodu aparycji... Ale ostatnio coś go poniosło - wtopił się z tłum, w którym mogą rozpuścić się nawet najwspanialsze i najcenniejsze idee. Wszystko to z powodu nieprzygotowania. Tam, gdzie coś się dzieje, ważny jest początek, ale jeszcze bardziej świadomość tego, co dalej. Płomień, który się zapala, a potem raptownie gaśnie - nie doprowadzi do celu. A jeżeli chodzi o cel... dlaczego nie ma go na sztandarach? Przynajmniej ja tego nie widzę - wszystko jest epizodyczne, bez nakreślonej linii ciągłej. Kto dzisiaj będzie zwolennikiem takiego "poszarpania" - na dodatek bez "społecznego wodzireja"? Do pokonania politycznego przeciwnika trzeba czegoś innego, niż to, co pokazuje nam ulica. A dodatkowo słupki poparcia... umacniają rządzących!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam problem z tymi najwspanialszymi i najcenniejszymi ideami, gdyż nie wiem, co one dla Ciebie znaczą. Ruch sprzeciwu wobec próbom autokratyzmu , według mnie, jest właśnie takim, ale jemu potrzeba doświadczonych przywódców. Wystarczy spojrzeć co się stało z KOD-em, gdy stojący na jego czele Kijowski tak się skompromitował. Wątpię czy to się da w pełni odbudować nawet autorytetem Frasyniuka.

      Cel? Cel jest jeden – obrona demokracji przed próbami autokratyzmu. Dziś wprawdzie wielu kojarzy się ona z próbą obalenia rządów PiS, ale dla mnie to jest przesadzona opinia, bo byłaby to walka właśnie z demokracją. PiS powinien rządzić tak długo, jak długo ma zapewnione zwycięstwo w wyborach, pod warunkiem, że demokracji, w tym demokratycznych wyborów, nie zepsuje. Niestety, jest coraz więcej oznak, że dąży wszelkimi siłami władzę zawłaszczyć na zawsze i wtedy nie ma innej możliwości jak ulica, byle tylko bez użycia siły. Słupki sondażowe są zawodne, wystarczy przypomnieć ostatnie wybory prezydenckie.

      Usuń
  2. Sprawa Frasyniuka rozeszła sie szerokim echem w różnych mediach, a każde z nich poruszało inny wątek. Podobne zarzuty kierowano w stronę Wałęsy, ze sie wzbogacił kosztem robotników, że zdradził itd.itp.
    Jeśli oni obaj są be, to jak postrzegać pana prezesa, który żyje w oderwaniu od rzeczywistości, a ochroniarzy ma tylu, że prezydenci amerykańscy to pikuś...
    W mniemaniu niektórych Frasyniuk przesadził, ale jak władza takie manifestacje, przesada jest po obu stronach, a my patrzymy na to jak na cyrk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczucie nie sposób stawiać znak równości między Frasyniukiem a Wałęsą. Prawdziwa natura tego drugiego wyszła gdy objął fotel prezydenta. Ba, sądzę, że bez pomocy grupy intelektualistów, niewiele by zdziałał. To, że się wzbogacił nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Jego „bogactwo” w żaden sposób nie poprawiłoby bytu zwykłych ludzi.

      Podzielam Twoją opinię o Kaczyńskim, żaden polityk nie miał takiej ochrony jaką ma on dziś, a przecież jest podobno tylko szarym posłem. Jednak w moim odczuciu pełna wina za ten cyrk spoczywa właśnie po stronie Kaczyńskiego.

      Usuń
  3. Można się oszukiwać, że się inaczej nie dało, bo to i sro. Można się oszukiwać, że panowie którzy zasiedli przy okrągłym stole dali z siebie wszystko i są ludźmi honoru. Można nawet twierdzić że ziemia jest płaska i zdobyć na to przekonywujące dowody.

    "Zbrodniarze, kanalie i karierowicze z komunistycznych sitw i mafii pozostali
    „właścicielami" III RP, tak jak byli „właścicielami" peerelu. Draństwo nie przestało popłacać, a uczciwość nie przestała być frajerstwem." (R.Ziemkiewicz, "Michnikowszczyzna) Stało się tak dlatego, bo kolesie pokroju pana F. Woleli robić z byłymi komuchami niekończące się geszefty i tak jak niemal miaziali się przyjacielsko przy kieliszkach w Magdalence, miziać się nie przestali przez lata następne. Alternatywą miały być krwawe rozruchy?
    Wytłumacz mi zatem kto i jakimi środkami miał rozpętać tą "krwawą rewolucję?". Szeregowi funkcjonariusze milicji, służb, a może żołnierze, którzy mieli już PRLu po dziurki w nosie? Kogo mieli zresztą bronić ci ludzie? Systemu który po prostu splajtował?

    Zresztą ok, opozycjoniści bali się konfliktu, mogli się obawiać interwencji ze strony Związku Radzieckiego, poszli na komuchami na ugodę. Ugoda polegała na tym, że w rękach tych ostatnich pozostały wszelkie mechanizmy do zatrzymania władzy o robili sobie co chcieli, m.in. mieląc tony dokumentacji i rozkradając co ważniejsze kwity, dzięki którym opozycyjna wierchuszka siedziała z mordą w kuble, będąc niema na alarmy związkowców i działaczy, którzy przecież ślepi nie byli. Pan Mazowiecki premier - patrzył na to i powtarzał tylko że nie należy się spieszyć jego obawa zresztą przed robieniem czegokolwiek była symptomatyczna. Dlaczego jednak po latach demokratycznych rządów nadal się nic nie zmieniło, ekspertami i autorytetami są nadal byli ludzie ze służb różnych, prywatnie bawiący się w prywatyzację? Czy niedemokratyczny i wymuszony kompromis przy okrągłym meblu był tak święty i wiążący, że nie dało się go ruszyć prawie do dziś?

    I wreszcie przyrównajmy tak lubiany przez Ciebie przykład Rumunii, gdzie żadnej rewolucji nie było, tylko inny scenariusz służb, polegajacy na wykolegowaniu "Słońca Karpat". Tam nikogo nie osądzono za 1000 zabitych, tylko naprędce pozbyto się dyktatora. Zresztą - kto miał siłę do podważenia podwalin systemu na Rumunii, skoro tamtejsza opozycja to głównie intelektualiści a nie potężne związki zawodowe i "Solidarność", będące w stanie sparaliżować gospodarkę jak w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od tego, że Okrągły Stół nie jest żadnym wyobrażeniem. To Ty możesz dziś, co najwyżej, sobie wyobrażać, co by było gdyby było, żeby było lepiej. I to właśnie przypomina próbę spłaszczenia Ziemi.
      Jeśli mam wybierać kto z tych dwóch panów Frasyniuk i Ziemkiewicz, tego drugiego uznałbym za pozbawionego piątej klepki, więc jego opinie (polityczne), którego dokonania w czasie transformacji były ledwie zauważalne (kolportaż książek), za co go specjalnie nie oskarżam, bo był za młody, uważam za niemiarodajne. Aby rozpętać krwawą rewolucję wystarczyło kilka głów w gorącej wodzie kąpanych (Kornel Morawiecki), a takich nie brakowało, na szczęście byli w zdecydowanej mniejszości.

      Przypomnę tylko, że gdy powstawała „Solidarność” ludzie mieli w pamięci wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat i czym się takie zrywy kończyły. Wtedy, w stanie wojennym, naprawdę dużo nie brakowało, być może to „zasługa” Jaruzelskiego, bo internował zdecydowaną większość przywódców. Wziął „za pysk” wojsko i milicję, dzięki czemu w tym newralgicznym momencie nie doszło do tego, co później stało się w Rumunii. Ale ja jestem gotów sądzić, ze te skutki jego działań, były de facto niezamierzone, więc mu żadnej chwały ani zasług nie przypisuję.

      Wyjaśnijmy, specjalnych zagrożeń ze strony ZSRR już nie było, oni mieli swoje własne problemy, a tak naprawdę groźna była tylko NRD. Niemniej owa ugoda nie mogła mieć innego charakteru. Kompromis ma to do siebie, że obie strony muszą ustąpić i żadna nie jest z niego zadowolona. A komuniści w pierwszej fazie oddali mniej niż dziś się sądzi, bo to było ograniczenie liczby posłów opozycji do 30 proc. Dopiero pierwsze prawdziwie wolne wybory zmieniły układ sił, ale wtedy już, jak słusznie zauważyłeś, komuniści dokładnie się zadekowali, paląc niewygodne dokumenty. Proces dekomunizacji mógł wtedy doprowadzić do jeszcze większego krachu gospodarczego, a warto pamiętać, że z tą gospodarką było już gorzej niż źle.

      Jak Ty nazwiesz wydarzenia w Rumunii jest tu bez znaczenia, ogólnie przyjęło się je nazywać rewolucją. Ja tylko zwróciłem uwagę, że u nas mogło być podobnie, ale jeśli jesteś zorientowany, to pewnie wiesz, że owa rewolucja i tak nie doprowadziła do pełnej dekomunizacji. Tajne służby PRL równie dobrze mogły wykorzystać zbrojny bunt Polaków do swoich celów i to mam stale na uwadze przywołując wydarzenia w Rumunii. Dwa różne scenariusze wydarzeń a skutek właściwie ten sam, choć w naszym przypadku obyło się bez większych ofiar.

      Usuń
    2. Owacje na stojąco. Zamiast rzeczowego argumentu - brak mu piątej klepki. Cudowna bolszewicka metoda flekowania oponentów.

      Teraz do krachu gospodarczego mógł doprowadzić... Ciekawe jak. Morawiecki nie wiem z czym ten zryw miał robić. Podżynać gardła kantem ulotki? Zresztą ponawiam pytanie - co stanęło na przeszkodzie w dorżnięciu komuny - wykluczając cwaniaków z obiegu, nie mówię o jakichś odwetach czy więzieniach, po tym jak demokratyczne wybory zmieniły układ na dobre?

      Dobrze że ogólnie nie przyjęło się całować w tyłek zamiast w usta, choć niektórzy nie pozbywają się tego zwyczaju do końca życia...
      na czystą logikę - jak mogła doprowadzić do dekomunizacji, skoro nie było żadnej rewolucji? Władzę przejęło securitate, które nadal stosowało metody siłowe.

      Usuń
    3. Ja się tej metody nauczyłem od Kaczyńskiego. Potrzebujesz dowodów na to, że Ziemkiewicz ma coś nie po kolei?
      - Człowiekowi nie można pomóc i chyba nie powinno się próbować. Żadnemu człowiekowi. Bo żeby cokolwiek z tego wyszło, on musi najpierw chcieć pomóc sobie sam, a gdyby chciał pomóc sobie sam, to by mu nie musieli pomagać inni;
      - Dla mnie jest czymś absolutnie oczywistym, że trzeba przeciwdziałać temu bandytyzmowi (…) Sprawa tej koncesji dla TV Trwam to nie jest problem tylko tej telewizji. Jak na to pozwolimy, to nas wszystkich powycinają po plasterku;
      - Kto nie wykorzystał nietrzeźwej niech pierwszy rzuci kamieniem;
      - Właśnie widziałem w tv p. Annę Dryjańską. Ty wyjątkowa czelność że pyskuje pod domem Jaro, sama jest zdeformowana a jednak ją mama urodziła;
      - Wyobraźcie sobie, że te wszystkie sitwy tworzą Żydzi. A jesteście przed Holocaustem i nienawidzenie Żydów nie jest złe. Jest modne. Wszyscy nienawidzą Żydów.

      Polscy robotnicy zawsze rozpoczynali bunt gołymi rękami. Reszta była kwestią prowokacji. Za taką opcją opowiadał się Morawiecki jako przewodniczący Solidarności Walczącej. To ja zapytam, na podstawie jakiej metody miano wyselekcjonować i dorżnąć cwaniaków, jeśli nawet dziś nie do końca wiadomo kto i na jakich zasadach znalazł się w aktach SB?

      To Twoja opinia, że nie było żadnej rewolucji, bo niezależnie od tego kto z kim walczył o władzę, te wewnętrzne wydarzenia miały charakter militarny, były walką o władzę, o zmianę ustroju i niosły za sobą ofiary.

      Usuń
    4. Szkoda że uczysz się najgorszego.

      No popatrz, a u siebie tego typu wypowiedzi nazywasz felietonem. Nie mniej jednak przyznam Ci rację - ostatnio wypowiedzi Ziemkiewicza są dla mnie nie do przyjęcia, natomiast świadczą o zwykłym chamstwie a nie braku piątej klepki.
      Michnikowszczyzna powstała jednak w 2006 roku, kiedy nie można było mu nic zarzucić ani pod względem zdrowia psychicznego, ani kultury osobistej.

      Trzeba było przejąć resort MSW i zablokować niszczenie dokumentów. Mazowiecki miał ku temu okazję, bo Kiszczak nalegał, by na czele resortu stanęli solidarnościowcy. Nalegał oczywiście z innych względów - Kuroń naciskał go mianowicie - jak pisze sam ze swoich wspomnieniach że manifestantów okupujących budynki komitetów partyjnych - którzy domagają się opuszczenia Polski przez wojska radzieckie należy... pałować: -
      „Kiedy naciskałem, że należy ich stamtąd wyrzucić siłą, to się okazało, że minister Kiszczak jest chory, boli go gardło i nie może przyjść na posiedzenie rządu, aby to omówić. A generał Dankowski, jego wiceminister, doradzał cierpliwość"

      A tu Kiszczak, oberoprawca z okresu stanu wojennego bał się pałować, żeby nie wysadzono go z siodła. I żeby nie doszło do sytuacji, że jednak ktoś za jego kadencji zostanie spałowany - domagał się od Mazowieckiego obsadzenia resortu ludźmi Solidarności.
      Sam miał w dupie te papiery, bo z premedytacją wszystko zmikrofilmował, do dziś nie wiadomo, czy kopia tych mikroflmów nie dotarła do Moskwy, gdzie znalazły by się kolejne kwiatki.

      Usuń
    5. A kiedy powiedział to: „Akt wyborczy przestaje być wyrażeniem woli przez społeczeństwo – staje się rozgrywką pomiędzy współczesnymi możnowładcami. Tak jak w dawniejszych czasach wygrywał ten, kto zdołał skrzyknąć więcej zbrojnych lub miał większe stada bydła, tak w schyłkowej demokracji wygrywa ten, kto dzięki zaangażowaniu większych funduszy w kupowanie wyborców i specjalistów od masowej manipulacji zdoła sobie zapewnić więcej głosów”? A to: „Jeżeli chodzi o mnie, mam ambicje równie skromne jak ów ostatni krawiec, i rywalizowanie z twórcą tak ponadczasowej literatury jak Przewodas Tysiąclecia w ogóle mnie nie interesuje.”? I jeszcze: „Który z wybitnych twórców SF miał świra? Lista zaczyna się i kończy na Philipie K. Dicku. Co prawda, manie Dicka należały do wyjątkowo malowniczych, rozbudowanych i barwnych. Ale cóż to jest jeden Dick wobec całych legionów pisarzy – wariatów, samobójców, erotomanów i zboczeńców?”...

      Już ja widzę jak MSW dobrowolnie oddaje papiery. Co zrobił Macierewicz zaraz po 10 – kwietnia- 2010? Czyż nie zamiast zobaczyć miejsce katastrofy wracał szybko do Warszawy zabezpieczyć dokumenty? A przecież to był już właściwy i „prawy” minister... Czego się bał?

      Zupełnie nie rozumiesz kontekstu tych słów, albo przyjąłeś wersję tych, którzy Kuronia nienawidzili. Kuroń opowiadał się za pokojowym przejęciem władzy. W tamtym okresie działało już radykalne młode pokolenie solidarnościowców. Wydawało im się, że można siłą obalić komunizm. Komitety partyjne to jednak nie wojsko i milicja wraz z ZOMO. Być może Solidarność w walce zbrojnej miała szansę, bo komunizm faktycznie chylił się ku upadkowi, tylko to wcale nie było takie pewne i wciąż rodzi się pytanie: za jaką cenę?

      Usuń
    6. A teraz to się mam wrażenie że przypieprzasz, albo w ogóle nie rozumiesz cytatów które przytoczyłeś.

      Co pomylił sie tak bardzo w pierwszym zdaniu? Żeby robić politykę musisz mieć pieniądze na kampanię - jednym słwowem sukces wyborczy nie bierze się z dobrych chęci.

      No i o co chodzi Twoim zdaniem z tym Przewodasem? Bardzom ciekaw?

      Albo z Dickiem, który był uzależniony od psychotropów a książki pisał pod wpływem schizofenicznych urojeń?

      Tu żeś popłynął na falach fantasmagorii.
      A co by zrobili? Rozdarli szaty i położyli się w progu wzorem Rejtana?
      I o jakim przejęciu władzy mówisz? Kuroń był wtedy już ministrem w rządzie, więc tak jakby władza została przejęta.

      Usuń
    7. Aha jeszcze mi się przypomniało. KOmisję Michnika wpuścili jakoś do MSW i nikt się w przejściu nie kładł. Pytanie co tam ta komisja robiła i na jakiej podstawie prawnej.

      Usuń
    8. - jeśli nie akt wyborczy to co! Pan Ziemkiewicz będzie autorytatywnie decydował kto ma mieć władzę w tym kraju, a raz zdobyta będzie dziedziczona? Fakt, wybory są finansowane, ale to nie pieniądze decydują o tym , kto wygra, w naszym kraju prędzej kłamstwo i populizm.
      - otóż to. Jeśli ktoś deprecjonuje osiągnięcia innych, tłumacząc się, że nie ma aż takich ambicji, to albo łże w żywe oczy, albo ma nie po kolei pod sufitem.
      - mowa jest o całych legionach pisarzy (wariatów, samobójców, erotomanów i zboczeńców), tylko pan Ziemkiewicz jest mądry i bez skazy (sic!)

      I co z tego, że był ministrem skoro to wciąż nieformalnie były rządy komuny, mające zagwarantowaną władzę nad resortami siłowymi? To tych resortów obawiał się Kuroń, choć zarówno wtedy, a tym bardziej dziś, trudno ocenić na ile zasadnie. Czy Ty myślisz, że wtedy milicja by się patyczkowała z próbą przejęcia garnizonów? Nie takie rzeczy mieli na sumieniu. Niestety, młodzi gniewni nie zawsze są w stanie realnie ocenić konsekwencje zbyt radykalnych działań. Młodzieżówka Solidarności miała tak nawalone w głowach jak dziś nie przymierzając ONR.

      O ile dobrze pamiętam Michnik kontrolował akta SB (tylko III Departament) by stwierdzić, że akta są niekompletne. Nie bardzo rozumiem po co ktoś tam miał kłaść na podłodze, skoro było do przewidzenia, że tam nic ważnego już się nie znajdzie?

      Usuń
    9. Czyli przyznałeś Ziemkiewiczowi ostatecznie rację...

      Ale temat dotyczy zupełnie czego innego - sposobu przyznawania nominacji do nagród Zajdla, a nie deprecjonowania czegokolwiek. Musiałbyś się wgryźć w ten temat.
      Jak masz ochotę - to tu możesz poczytać o co chodzi:
      http://www.geekozaur.pl/ksiazki/co-wolno-autorowi-czyli-kolejna-afera-przy-nagrodzie-im-zajdla/

      Przecież on nie prównuje ich do siebie, tylko do Dicka. :D
      Może by tak czytać ze zrozumieniem?

      Więc jakie to było obalenie komuny, skoro twierdzisz, że nieoficjalnie nadal rządzili? :D Zatoczyłeś w sym rozumowaniu pełne koło, przecząc samemu sobie. Gratuluję samozaorania. :D
      Zresztą już abstrahując - papierów było na tyle dużo, że można było przynajmniej odciąć służby od gmerania w gospodarce. Oni połozyli łapę na spólkach skarbu państwa, bogacąc się na prywatyzacji.

      Odcięli go od danych wywiadu, departament III to głownie teczki opozycji i UB. Do przewidzenia było że będą niekompletne, ale o tym co jest niekompeletne to wiemy od Michnika i musimy wierzyć mu na słowo, bo nikt nie raczył kwitować tego, co ludkowie z jego komisji pożyczają, badają lub sprawdzają. Innymi słowy hulaj dusza piekła nie ma. I skąd wiesz że tam nic nie było? Byłeś w komisji... Zobaczmy w wikipedii... Nie ma Twojego nazwiska o dziwo. Ale co napisali?

      "Nie zachowały się żadne informacje o tym, kto zażądał jakiej teczki, kiedy ją otrzymał, kiedy zwrócił, co kopiował lub wynotowywał – co nie powinno zachodzić przy korzystaniu z tego typu archiwów."

      Usuń
    10. Normalnie mi ręce opadają. Dyskusja w tym temacie wydaje się bez sensu. Ja Ci tłumaczę jaki idiotyczny jest język Ziemkiewicza a Ty próbujesz mi wmówić, że ja mu przyznaję rację (sic!)

      Chyba chcesz ze mnie zrobić idiotę. Ten tekst to ja czytałem już setki razy. Tylko co z niego ma wynikać. Że wszyscy byli komunistami? Sprawdzałem, w Wikipedii też nie ma Twojego nazwiska…

      Usuń
    11. Wiesz, po pierwsze jak ja czegoś nie rozumiem, to mówię że nie rozumiem, a nie że jest to idiotyczne. Po drugie idiotę to można zrobić z siebie a nie z kogoś.

      Usuń
  4. A i jeszcze ciekawostka dotycząca jednego z Twoich "idoli":

    "W maju 1985 r. Kuroń za pośrednictwem funkcjonariuszy SB zaproponował władzom PRL utworzenie wspólnego „frontu odbudowy gospodarki”, w którym obok ludzi władzy znaleźliby się także włączeni do „samorządów” przedstawiciele umiarkowanej opozycji.(...) Już we wrześniu 1985 (...) mówił, że w dążeniu do „reaktywowania związku zawodowego „Solidarność”(...) „pierwszym krokiem” byłaby „możliwość nieoficjalnego przeprowadzenia rozmów z określoną grupą osób”. (...) Owocem tych „konsultacji” byłoby de facto całkowite podporządkowanie „całego układu organizacyjnego” antykomunistycznej opozycji poza grupami „skrajnymi”, w rodzaju „Solidarności Walczącej”.(...)" źrodło: Zycie Warszawy na podst. doukmentów z IPN

    Nie masz wrażenia, że na ten scenariusz się skuszono ostatecznie?

    "Generał Kiszczak, który był architektem tego porozumienia, nie szukał bynajmniej trudnych rozmówców, lecz raczej obecnych i byłych agentów, ludzi złamanych, na których są kompromitujące papiery. Również takich, którzy w swej bohaterskiej skądinąd biografii mieli tragiczny epizod współpracy ze służbami PRLu" (A. Nowak)

    I faktycznie było sporo starych znajomych. "Orgia obłapek" - tak nazwał niekanciasty mebel Gustaw Herling-Grudziński, skoro mowa o moich autorytetach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapominasz skąd się wzięli moi idole. Trzeba się wrócić do 1968 roku. Ta młoda grupa gniewnych, wbrew pozorom nie walczyła z komunizmem, oni chcieli mu nadać „ludzką twarz” socjalizmu. Nikt nawet nie śnił, że Polska może być inna niż socjalistyczna. Nikt nikogo nie potępiał za to, że ma komunistyczne poglądy, potępiano pomysły, które ów socjalizm zmieniały w reżym komunistyczny, leninowsko-stalinowski bolszewizm oparty na NKWD. Żaden z nich nigdy nie był prawdziwym antykomunistą, więc nie rozumiem, co Cię w ich pomysłach kompromisu dziwi. Też sądzę, że Kiszczak miał wiele „za uszami”, dla mnie był bezsprzecznie winnym wydarzeń na Wujku, ale to jednak nie był człowiek pokroju Berii. Tamta rzeczywistość była diametralnie różna od obecnej, była próba „dogadania się” i naprawdę nie wiem, co w tej próbie było złego?

      Usuń
    2. A dogadanie się z bandytami kosztem wykolegowania kolegów z opozycji Cię nie oburza wcale a wcale? No comment.

      Usuń
    3. Aż zapytam z ciekawości: który to kolega, którego kolegę wykolegował, i dlaczego ten wykolegowany później też wykolegował tego, który go wykolegował?
      Już na poważnie - znane Ci jest pojęcie walki politycznej, wynikającej z różnych wizji przyszłości i różnic światopoglądowych?

      Usuń
    4. Jak również znane jest mi pojęcie że zwycięzcy piszą historię. Zżymasz się, że próbuje ją od nowa pisać PIS, ale tą napisaną po 89 łykasz jak kaczka.

      Usuń
    5. Ja mam wrażenie, ze to Ty łykasz bezkrytycznie tę historię, którą pisze PiS. Rzecz w tym, że ja historię od 1968 roku przeżywałem autentycznie i świadomie, i w odróżnieniu od Ciebie, nikt mi jej nie musi pisać.

      Usuń
    6. Tak się składa że z moimi poglądami PIS nie ma nic wspólnego bo mam niezachwiane zdanie o transformacji od mniej więcej 2005 roku. Ale żeby dojsć do tych wniosków to trzeba zapoznać się paroma rzeczami więcej niż portale internetowe.
      I daruj - żaden dla mnie argument że coś tam przeżywałeś, bo jak sądzę fedrując w kopalni miałeś mierne pojęcie o tym co gadał Kuroń na Ubecji, nieprawdaż?

      Usuń
    7. Źle to ująłem, bo chodziło mi o przeciwników Okrągłego Stołu, a Ci istnieli jeszcze przed powstaniem PiS. PiS tylko przejął tą narrację.
      W tamtych latach, już nie fedorwałem pod ziemią to raz, dwa jeśli myślisz, że praca pod ziemią kogoś hańbiła, to też się mylisz. Trzy, Twoja wiedza o tamtych czasach wynika za to tylko z opinii innych, można więc uznać śmiało, że nie masz w tym temacie własnego zdania. ;)

      Usuń
    8. Ale przecież tez nie masz własnego zdania. Informacje czerpałeś z TV i od znajomych, też od innych, tylko rożnica taka, że na bierząco. Tymczasem podstawą do zrozumienia tego co się wydarzyło są dokumenty, i obserwacja przyczyn.

      Usuń
    9. Z oczywistych względów nie mogłem być we wszystkich miejscach ważnych wydarzeń, co nie znaczy, że na podstawie bieżących informacji z bardzo różnych źródeł nie stać mnie było na ich ocenę. Ty natomiast tę ocenę opierasz li tylko na jednym nurcie, będącym w opozycji do osiągnięć Okrągłego Stołu i usiłujesz mi wmówić, że tylko Ciebie stać na obiektywność.

      Usuń
    10. Po czynach ich poznacie...

      Usuń
  5. Takie skojarzenie mam odnośnie komentarza Rademenesa II, bo cytuje m.in.Herlinga-Grudzińskiego. Moi rodzice żyli w tamtych "komunistycznych czasach, ja je obserwowałam jako nastolatka i potem już dorosła osoba i powiem tyle, że łatwo jest oceniać naszą rzeczywistość ówczesną, gdy spędziło się życie bezpiecznie za granicami kraju. Podobnie wypowiadali się wielcy patrioci mieszkający i robiący fortuny w Ameryce.
    Poza tym , gdy skreśli się Kuronia, Frasyniuka, Wałęsę i im podobnych, to kto zostanie? Wychodzi, że jedyny nieomylny prezes.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc nie zwróciłem uwagi na to nazwisko i należą Ci się gromkie brawa. Faktycznie tak jest, że dzisiaj największymi wrogami ludzi czasów okrągłego stołu są ci, którzy albo siedzieli gdzieś mocno schowani, albo żyli na emigracji.
      Znamiennym jest też nazwisko A. Nowaka, jednego z ideologów ks. Rydzyka i poplecznika obu braci Kaczyńskich. Prawdziwa „konserwa”, dziwnym zbiegiem okoliczności nigdy przez komunę nie represjonowany.

      Usuń
    2. jotka - musicie mieć koniecznie bohatera? Nie było ich. Zresztą jak już zaznaczyłem, pal licho ten mebel, prawdziwy horror pokomunistyczne rządzy zafundowały rodakom później.
      Ludzie którzy spędzili sporą część czasu za granicą mają dostęp do zupełnie innej wiedzy - to raz. Dwa różnią się poziomem edukacji, z tych samych mniej więcej względów.

      Poza tym Herling-Grudziński miał zakaz przyjazdu do kraju, 0d 62 kilkakrotnie starał się o wizę, więc nie do końca jest chyba tak, że sobie spokojnie siedział na emigracji i bimbał.

      Usuń
    3. Nie mówimy o bohaterach, a o autorytetach. To dziś na siłę tworzy się bohaterów wręczając im odznaczenia za nic (Misiewicz, ostatnio Macierewicz).

      Fakt, ktoś na obczyźnie na pewno był lepiej zorientowany w tym, co się dzieje w kraju, a dzięki wykształceniu, oceniał tę sytuację zdecydowanie trafniej. Naprawdę ciekawa teza. Okrągły Stół skończył obrady w kwietniu 1989 r. Herling-Grudziński zmarł w 2000 roku i nie miał okazji przyjechać do kraju, by sprawdzić naocznie jak wygląda sytuacja?

      Usuń
    4. Myślę że jako współpracownik Radia Wolna Europa, KORu i PPN miał bardzo dobre informacje. A do Polski przyjechał w 1994, jakbyś nie wiedział.

      Usuń
    5. Nie chodzi mi o bimbanie, raczej o pewne zależności,o życie tu i wtedy, co wytyka się dzisiejszemu gorszemu sortowi. Mój ojciec też jest be, bo nie należał do Solidarności, tylko do związków branżowych, a żeby dostać mieszkanie trzeba było należeć do PZPR, jak mój teść, a z komuną obaj mieli tyle wspólnego, co ja z zakonem maltańskim.
      Nie chodzi o bohaterów pierwszych stron gazet, raczej o bohaterów dnia codziennego, którzy musieli żyć pomiędzy tymi od wielkiej polityki, a myśleli swoje i jakoś tych walczących z komuną wychowali...
      Takie szukanie wroga na siłę własnie powoduje to, co mamy teraz, każdy chce byc bohaterem tamtych czasów, a kto był naprawdę wiedzą nieliczni.

      Usuń
    6. Ja nie mówię o zwykłych ludziach, nie przeszkadza mi że ktoś tam zapisał się do partii dla świętego spokoju swojego i swojej rodziny, ba nawet że wierzył w komunizm.
      I nie posługuję się przy ocenie sytuacji ani osób pisowską nomenklaturą. Wkurza mnie tworzenie mitologii. Ok, dogadali się z komuchami, ok, bali się potem im podskoczyć, ale każda próba wyjaśnienia czegokolwiek kończy się jazgotem, że się szarga pamięć jakiejś tam legendy. A legendy które spoczęły na cmentarzu? Przecież oni nie walczyli za kolesiowanie się z ich katami?

      Usuń
    7. Przyjechał jak już było po wszystkim i chyba tylko na wakacje bo końca życia dokonał na obczyźnie.

      A jakież to legendy walczące o brak kolesiostwa spoczęły na cmentarzu?

      Usuń
    8. Wiesz mam powoli dość tej durnej dyskusji. Jeśli uważasz, że Ubecja zamordowała za mało opozycjonistów to wspomnę o dwóch, których oprócz tego, że uczczono ich minutą ciszy przy okrągłym meblu - nikogo dalej nie interesowali. Księża – Stefan Niedzielak i Stanisława Suchowolec. Ale skoro to sa księża, uważasz ich pewnie za gorszy sort...

      Usuń
    9. Chcesz mi narzucać autorytety? Jeśli ks. Niedziałek czy ks. Suchowolec są nimi dla Ciebie, ok, ale to, że zostali zamordowani nie znaczy, że walczyli z kolesiostwem. Bezpodstawnie dorabiasz do nich tę legendę, bo o ile pamiętam, pierwszy zginął za prawdę o Katyniu, drugi za odprawianie mszy w intencji Ojczyzny. Pozwól, że ja jednak będę obstawał przy swoich, choć nie dlatego, że nie byli kapłanami.
      I ja bym prosił, abyś mi pewnych, wymyślonych przez Ciebie postaw nie imputował, tylko ze względu na mój światopogląd.

      Usuń
    10. Ależ niczego Ci nie narzucam. Mam kolegę dla którego autorytetami są Hitler i Stalin, ich portrety nawet wiszą u niego w domu. Dla mnie wymienione przez Ciebie typy nie są autorytetami i podałem powody dlaczego.

      Źle też chyba zrozumiałeś to co powiedziałem - miałem na myśli, że średnio to moralne jest - gdy chleje się wódkę i brata z mordercami, a to miało miejsce w Magdalence, chyba widziałeś zdjęcia? Może one też są fotomontarzami, albo fotograf co innego miał na myśli?

      Sam sobie imputujesz poglądy za przewodników łodzi obierając ludzi na podstawie tworzonej na ich temat mitologii. W obronie ich natomiast przypominasz mi mohera od Rydzyka, tylko takiego z drugiej strony barykady. :)

      Usuń
    11. Widzę, że inwektywy to Twoja jedyna broń. Porównanie Kuronia, czy Frasyniuka do Hitlera i Stalina uważam, delikatnie mówiąc za niesmaczne. A może Ci żal, że nie stać Cię na wskazanie własnych autorytetów?

      Często powołujesz się na tradycję. Polską tradycją było (a może i jeszcze jest) to, że każde porozumienie trzeba było sowicie oblać wódą. Tak Radku, pijaństwo to była starożytna polska tradycja... Czasami sobie myślę, że gdyby tak Kaczyński pił, może byłby bardziej strawny.

      Ja Ci już powyżej napisałem skąd się wziął mój stosunek do tych ludzi. To byli zwyczajnie ludzie ze swymi różnymi ułomnościami, przez to autentyczni, którzy w pewnych okolicznościach potrafili się wznieść ponad to, co w nas podłe. Nie sztuka być świętym, gdy świętością się jest namaszczony niemal od urodzenia.

      Tego Rydzyka Ci daruję, bo polemika na takim poziomie raczej mnie nie interesuje ;)

      Usuń
    12. Myślę że faktycznie kolega by się obraził. :D
      Nikt nie jest doskonały. Jeszcze kilka lat temu bym Ci wskazał kilka nazwisk. Wprawdzie nadal mogę - Józefa Mackiewicza, czy Herberta, ale jak gdyby nie dotyczą te nazwiska bajki o której mówimy.

      O to chodzi, że koniec końców nad te ułomności się nie potrafili wznieść. To że byli elementem układu, można by od biedy darować, ale tego, że tworzyli później gigantyczne kłamstwo o obaleniu komuny, w którym żyje połowa Polaków do dziś już nie. Powtarzam, układ okragłostołowy, nie jest zjawiskiem prostym do oceny, ale rządy późniejsze już nie niosą ze sobą brzemienia ryzyka jakiejś krwawej rewolucji. Kraj po prostu sprzedano przy wydatnej pomocy Wałęsów, Geremków, Mazowieckich... I tak mamy jak mamy.

      Usuń
    13. To zapytaj się mnie o autorytety w dziedzinie kultury. No właśnie, mówimy o autorytetach polityczno-społecznych.

      Piszesz: „układ okragłostołowy, nie jest zjawiskiem prostym do oceny” ale Ty masz tę prostą, ze wszech miar negatywną i bezrefleksyjną ocenę. Wpojono Ci nienawiść do tych, którzy przyczynili się do obalenia komuny, przez tych, którym zazdrość odebrała rozum.

      Usuń
    14. Ja widzę efekty "obalenia komuny". Pan Kiszczak trzyma ćwierć wieku w domu tajne akta i nikt go nie niepokoi do spokojnej śmierci. Panowie generałowie pod płaszczykami firm takich jak TFS wyprzedają pół Polski, w tym te które sa monopolistami na rynku usług (TPSA) lub znajdujące się w sektorze bankowym poniżej ceny ich wartości i też nikt ich nie niepokoi. A w IPN do dziś znajduje się zbiór zastrzeżony dla świętych krów, które miały wpływ na ostatnie 25 lat transformacji.
      A dla Twoich idoli ujawnienie tych nazwisk do dziś zło największe. Co boją się że naród ich wywiesza na latarniach? A włos spadł z głowy Kiszczakowi czy JAruzelowi? Patrz jakoś nie. Bo przecież Twoi idole uznawali ich za ludzi honoru. Podzielasz ich zdanie?

      Usuń
    15. A co niby wynikało z tych „tajnych akt” Kiszczaka? Nagle nastąpiły masowe aresztowania były komunistów a dziś postkomunistów? Już blisko dwa lata ci praworządni wrogowie Okrągłego Stołu mają dostęp do WSZYSTKICH akt i gdyby było w nich coś sensownego, postkomuniści powinni siedzieć w kiciu. Wszyscy bez wyjątku, nawet ci, co podobno za bezcen sprzedali polskie firmy. Ja nie wierzę, że Kaczyński by z takiej możliwości nie skorzystał. Wielkie G jest w tych aktach, a jeszcze większe we wszystkich mitach o postkomunie. Nawet za Tuskową aferą Amber Gold stoją jego przeciwnicy.

      Usuń
    16. No tak... A świstak siedzi i zawija w te sreberka. Dobrej nocy.

      Usuń