wtorek, 18 lipca 2017

Wakacyjny Gagarin



  Gagarin uchodzi za pierwszego kosmonautę, a znany jest z tego, że „popatrzył, popatrzył i stwierdził, że tu Boga nie ma”. Ale ja nie o tym, mnie się przypomniało hasełko z lat 60-tych ubiegłego wieku, związane z Gagarinem:
„Tylko mleczna margaryna
Zrobi z ciebie Gagarina”.

  Temat sprowokowany komentarzem o maśle w poprzedniej notce, z którego miało wynikać, że prawdziwe masło jest wyjątkowo niezdrowe. Te tezy pojawiły się w czasach wyjątkowego niedoboru masła na rynku - wczesny Gomułka. Próbowano nam wmówić, że margaryna jest zdecydowanie zdrowsza, a co najważniejsze, dużo trwalsza i tańsza. Ja próbowałem tamtej margaryny i powiem szczerze, miałem wrażenie, że żrę mydło. I choć byłem kilkunastolatkiem, zastrajkowałem. Matka masła nie potrafiła robić, więc pozostało na tym, że jedliśmy smalec. Pychotki! Jeszcze dziś sam sobie zrobię smalec ze słoniny (kupny nie jest tak dobry), smaruję nim chleb,  obkładam rzodkiewką i szczypiorkiem z własnego ogródka. Równie smaczne jest połączenie z ogórkiem małosolnym i cienko skrojonym wędzonym boczkiem. Niebo w gębie.

  Nie przeczę, z czasem jakość margaryn się polepszyła, ale wstręt do tego produktu mi pozostał. Byłem gotów nawet wcześniej umrzeć, bo wciąż mi wciskano kit, że prawdziwe masło jest wyjątkowo niezdrowe. Tak było do czasów emerytury, gdy dla własnego widzimisię zapisałem się na kurs dyplomowanego kucharza. Blisko półroczny kurs z wielu względów, nie tylko kulinarnych, był strzałem w dziesiątkę. Nie będę tu pisał o wszystkich plusach. Wymienię dwa. Nauczyłem się kucharzyć i wyprostowano mi ten mit o szkodliwych właściwościach prawdziwego masła. Ściślej, mieliśmy wykłady z panią profesor dietetyk, której nazwiska już nie pamiętam, być może za sprawą konsumowanego w dużych ilościach masła, ale to skleroza pamięciowa, czasami nawet użyteczna, a nie arteriosklerozis – choroba układu krążenia.

  Okazało się, że ze wszystkich tłuszczów dostępnych na rynku najzdrowsze jest masło i smalec. Wprawdzie zawierają te sławetne tłuszcze trans, ale one nie są szkodliwe, ze względu na inny profil kwasu tłuszczowego, inny niż te produkowane przemysłowo. Innymi słowy, tłuszcze zwierzęce mają właściwości prozdrowotne, czego nie można powiedzieć o tłuszczach roślinnych i ich pochodnych. Aby się o tym przekonać wystarczy się zapoznać z procesem ich wytwarzania. Sedno tego procesu polega na uwodornieniu (utwardzeniu) tłuszczów roślinnych. Z samymi tłuszczami roślinnymi też nie jest dobrze. Jeszcze nie tak dawno olej rzepakowy zawierał duże ilości kwasu erukowego, toksycznego dla organizmu (powoduje zaburzenia funkcjonowania mięśnia sercowego). Wyhodowano nową odmianę rzepaku, gdzie wartość tej szkodliwej substancji spadła do 2 proc., niemniej dalej w nim występuje, na szczęście w bezpiecznych dla zdrowia granicach. A teraz coś ekstra: proces produkcji oleju rzepakowego to łańcuch procesów fizycznych i chemicznych, które mają zmienić olej rzepakowy w bezwonną i bezbarwną tłustą ciecz, która swoim wyglądem i zapachem nie będzie odstraszać konsumentów. Tak, tak, bo ten reklamowany olej z pierwszego tłoczenia, to tak naprawdę ohyda. Najważniejsze punkty to płukanie w rozpuszczalniku pozwalające wydobyć tłuszcz pozostały po tłoczeniu, mycie w wodorotlenku, odwoskowywanie oraz podgrzewanie strumieniem gorącej pary w celu usunięcia smrodu powstałego w procesie produkcji. Występujące w oleju rzepakowym wielonienasycone kwasy tłuszczowe tworzą toksyczne związki, które uszkadzają DNA, utleniają cholesterol (nawet ten dobry), obciążają wątrobę oraz prowadzą do otyłości.

  Już po kursie zwróciłem uwagę na kilka reklam zachwalających margaryny. Przebijało w nich jedno: „ta margaryna ma maślany smak” (sic!) Były też próby podrabiania opakowań tak, aby mylono margarynę z masłem. Na szczęście ten ostatni proceder został zakazany i teraz już nie muszę chodzić do sklepu ze szkłem powiększającym. Ostatnio jest moda na olej kokosowy, mający zastąpić smalec. Przyznam, że spróbowałem, ale on nawet nie stał przy prawdziwym. Okazało się, że olej kokosowy w nadmiernych ilościach może być szkodliwy dla osób... zdrowych, które nie mają żadnych poważnych dolegliwości. Ze względu na to, że zawiera aż 82 proc. roślinnych tłuszczów nasyconych, zdrowy organizm nie jest w stanie w odpowiednio krótkim czasie przetworzyć go na energię, dlatego bardzo szybko przekształca się w dodatkową warstwę tkanki tłuszczowej na naszym ciele. Ale mu nie odbieram, doskonale nadaje się do natłuszczania zbyt suchej skóry.

  Za puentę niech posłuży jeszcze jedno hasełko o margarynie z czasów komunizmu:
„Tylko margaryna mleczna
przeciw ciąży jest skuteczna”.
Ono ma głębszy sens, bo margaryna szkodzi zdrowiu (również rozrodczemu), co łatwo udowodnić porównując statystyki rozrodczości (tendencja malejąca) ze statystykami spożycia olejów roślinnych i margaryn (tendencja wzrastająca). Ale to już proszę traktować z lekkim przymrużeniem oka.


niedziela, 16 lipca 2017

Demokreatura



  Miałem to nieszczęście urodzić się na tyle za wcześnie, by dobrze pamiętać czasy Gomułki i Gierka, i tyle za późno, że dożyłem powrotu tamtych czasów. Fakt, nie jest dokładnie tak samo, bo też nic nigdy nie jest takie same. Bywa, co najwyżej, bardzo podobne. Puki co, istnieją jeszcze niezależne organizacje, jeszcze opozycja ma prawo krzyczeć w proteście, jeszcze nie są zamknięte granice, jeszcze istnieją opozycyjne media, jeszcze... i na tym właściwie koniec.

  Wprawdzie można wciąż manifestować, ale po ilości wezwań do sądów wystawionych tym, którzy manifestowali przeciw z okrzykiem „Lech Wałęsa”, ta możliwość staje się iluzoryczną. Tak na marginesie, to już jakieś novum, że ten okrzyk obraża władzę na równi z obrazą uczuć religijnych i jest na cenzurowanym. Jeszcze bardziej kontrowersyjnym novum jest groźba obciążania kosztami ochrony właściwych, prorządowych manifestacji, tych, którzy są im przeciw. A do tego te barierki, który wyraźnie pokazują jak bardzo władza odgradza się od narodu, sorry, od gorszego sortu. Nie ma nic do śmiechu, bo skoro sądy stają się w pełni własnością rządu, to nie jest to już li tylko czcza gadka. Reżim zacieśnia pętlę wprowadzając nawet tak kuriozalną zasadę, jak odpowiedzialność zbiorowa. Masz na boku trochę odłożonego grosza, ale wystarczy, że ktoś z twojej bliskiej, nawet dalszej rodziny coś „zmajstruje”, ten odłożony grosz już może nie być Twój. Ale spokojnie, te „niedogodności” mogą się okazać mało istotne. Opozycja zostanie zmieciona i nikt do kontrmanifestacji nas namawiać nie będzie. A z oszczędnościami też nie będzie problemu i sprawa faktycznie będzie dotyczyć tylko mafioso, gdyż szarego obywatela nie będzie stać na żadne oszczędzanie.

  Pewnie niewielu zauważyło, że coś się dzieje źle z domowymi budżetami tych, którzy nie mają więcej niż jedno dziecko. Ja zauważyłem. Jeśli przed rokiem starczało mi (i moim zwierzakom) na samo żarcie jakieś dwieście złotych tygodniowo, dziś nie da się utrzymać tego pułapu, mimo że nie mam już psów, a tylko same koty. Wprawdzie zdarzają się „promocje” np. na cukier (biała śmierć), ale jednocześnie wzrastają niezauważalnie ceny innych produktów. Cena takiego masła (prawdziwego) w tym samym czasie wzrosła o sto procent!. I to w Biedronce! Co się będzie działo po wzroście cen benzyny? Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, aby zbyt szybko nie popaść w frustrację lub depresję. W dodatku ja bez samochodu ani rusz, bo wioska mała, sklep jeden, gdzie ceny dużo wyższe niż w marketach, w dodatku nie wszystko nadaje się do konsumpcji. Gdy kupię najdroższą puszkę dla kotów, te przez kilka dni chodzą strasznie obrażone za takie badziewie. A do tego trzeba będzie doliczyć podatek węglowy, choć podobno wydobywanie węgla już się opłaca, wzrost cen za energię elektryczną o dwadzieścia procent plus abonament za telewizję PiS-owską. Kiedyś rzuciłem palenie ze względów ekonomicznych, teraz z tych samych powodów będę musiał zrezygnować z ulubionego piwka. Gdybym był młodszy nawet bym przyklasnął, bo by mi to wyszło na dobre. Dziś to jedna z nielicznych przyjemności, jakie mi pozostały.

  Ktoś powie, że to jeszcze nie komunizm. A ja śmiem twierdzić, że prawie już, tak prawie, że aż strach się bać. W fantastycznym (ze względu na ciekawą fabułę jak i gatunek „fantasy”) serialu „Walka o tron” padło zdanie: „Wiara i władza muszą się wzajemnie wspierać, aby trzymać społeczeństwo za pysk”. W komunizmie wiarę zastępowała ideologia marksistowsko-leninowska, dziś nie trzeba niczego zastępować. Mamy jedynie słuszną wiarę i jedynie praworządny rząd, przy czym ową praworządność proszę kojarzyć z prawicowym konserwatyzmem, któremu coraz bliżej do tytułowej demokreatury. W tym elemencie jest już tak samo jak w komunizmie. Za rok, może za dwa, życie szarego obywatela będzie przypominało szare życie obywateli komuny. Będą nas obdzielać ochłapami, za które sami będziemy płacić, czym zapewnią sobie poparcie tych, którym się nie wiedzie, a których zacznie przybywać. Nawet Unia nie będzie musiała nam wskazywać palcem drzwi, rząd sam zapragnie Polexitu, by przestać się przed nią gimnastykować i móc zamknąć granice. Ten wstrętny imperializm z czasów komuny już zastępuje się formułą „zgniłego Zachodu”, co będzie doskonałym pretekstem do zaciskania pasa. Rolników, którzy są największymi beneficjentami dotacji, a którzy zaczną się buntować, określi się jakimś zamiennikiem dla słowa „kułak”, a istniejąca już ustawa o handlu ziemią, zapewni  możliwość parcelowania większych gospodarstw. Wróci pewnie tradycja wyjeżdżania na wykopki czy walki ze stonką – darmowe wczasy dla młodzieży w celach kształtowania jej patriotycznych postaw.

  Gomułka zaciskał nam pasa przez dekadę, Gierek miał się dobrze za sprawą hasła „pomożecie – pomożemy!” już krócej, bo gdy zabrakło, zaciskaliśmy ten pas tak ze cztery lata, Jaruzelski z zapewnieniem ładu i porządku trzymał się też kilka lat, ile wytrzyma Kaczyński? Szkoda, że nie wierzę wróżbitom...

  Tak a propos barierek - fotka z Facebooka z hasłem:
                                        Miejsce na reklamę.




piątek, 14 lipca 2017

Studium zbrodni, kłamstwa i manipulacji



  Należy mniemać, że niemal wszyscy znamy, nawet jeśli tylko pobieżnie, ten jeden jedyny epizod francuskiej historii, zwany Rewolucją Francuską, a już na pewno kojarzymy z tym wydarzeniem zburzenie Bastylii. To właśnie dziś mija kolejna rocznica tego wydarzenia.

  Bez wątpienia można mieć mieszane uczucia w opisie tych wydarzeń. Da się to streścić bardzo krótkim zdaniem – jedną tyranię zamieniona na inną, choć ta druga, na szczęście nie trwała zbyt długo. Bez wątpienia był to początek końca systemu feudalnego w Europie oraz początek systemu obywatelskiego z różnymi, nie zawsze chwalebnymi epizodami, z którego zrodziła się nowoczesna demokracja. Dla Francji moment przełomowy, z którego do dziś są bardzo dumni. Ale swoim zwyczajem, nie mam zamiaru przynudzać szczegółami historycznymi. Oto bowiem znalazłem „okolicznościowy” artykuł1 na katolickiej stronie Pch24.pl, z którego zapożyczyłem tytuł notki.

  Tradycyjnie posłużę się kilkoma znamiennymi cytatami: „(...) staruszka Bastylia stała się miejscem narodzin mitu – niebezpiecznego, destruktywnego, kłamliwego, ale jakże żywotnego. Kłamstwo Bastylii stanowi akt założycielski Nowego Wspaniałego Świata”. Przyznam, że mnie te dwa zdania zdumiały. Bo można mieć różne zdania na temat tamtych wydarzeń, ale w samym fakcie Rewolucji Francuskiej trudno dopatrywać się jakiegokolwiek mitu, a już tym bardziej destruktywnego. Bowiem ze znaczenia słowa „rewolucja” wynika, że coś się diametralnie zmienia i na pewno nie w sposób pokojowy.

  Dla autora artykułu, Jerzego Wolaka, wszystko jest kłamstwem, zarówno przyczyny jak i skutki Rewolucji Francuskiej. Tymczasem ten bunt klas najniższych wynikał przede wszystkim z przekroczenia granicy wyzysku przez tyranię monarchii, burżuazji i... kleru chrześcijańskiego, który uzasadniał teologicznie ten wyzysk. Pan Wolak pisze: „Osiemnastowieczna Francja była bezsprzecznie największą europejską potęgą. Prężnie działała gospodarka – rosły kopalnie, rozwijał się przemysł metalurgiczny i włókiennictwo. Według wyliczeń ówczesnego ministra skarbu Neckera, w rękach francuskich znajdowała się połowa gotówki będącej wówczas w obiegu w całej Europie2. Jakoś tak przypadkowo zapomina dodać, kto na to bogactwo pracował i kto z niego korzystał. Wprawdzie dodaje, że: „Niestety jednak, przyszedł moment, gdy w państwowym skarbcu błysnęło dno, a władza nie była w stanie nic na to poradzić. Władza w Królestwie Francji nie była bowiem wcale absolutna3 i winę zwala na parlamenty, ale w moim odczuciu (i nie tylko moim) jeśli nie można nazwać Francji królestwem absolutyzmu, to tylko z powodu… Kościoła. Monarchia dzieliła się władzą i zyskami właśnie z Kościołem.

  Jak pisze Adam Zamoyski w obszernym dziele „Święte szaleństwo”: „Była to kulminacja długiego procesu. Religię chrześcijańską, na której opierały się trony Europy, stopniowo podważano, coraz częściej oceniając boskie zasady przez pryzmat ludzkiej logiki i cierpienia2. Według Woltera „(...) cnota była rażąco nieobecna w Kościele katolickim i w szeregach kleru3. Sam Zamoyski zaś dodaje: „Krytykowano poglądy tych, którzy twierdzili, że droga do świętości wiedzie przez wyrzeczenia i poświęcenie [tylko maluczkich – dopisek mój]. Odrzucali kult relikwii, nazywając go bałwochwalstwem i stanowczo potępiali fanatyzm religijny4. Rousseau stwierdził wprost: „(...) człowiek narodził się jako istota pełna cnót, ale został zdemoralizowany przez cywilizację panów usankcjonowaną przez wiarę5. Filozofia połowy XVIII wieku wytworzyła nowe znaczenie słowa „wolność”. To już nie tylko fakt, że nie jest się uwięzionym lub ciemiężonym, to również panowanie nad swoim losem. Pragnienie wolności „uwalnia człowieka od opresyjnego dogmatu chrześcijańskiego, który twierdził, że szczęście na ziemi jest bezprzedmiotowe, gdyż to prawdziwe można znaleźć tylko w Niebie5.

  Oddam jeszcze głos Jerzemu Wolakowi: „Szlachta ogłupiona liberalizmem. (...) 14 lipca 1789 roku motłoch zbrojny w strzelby i piki ze splądrowanych magazynów rusza w kierunku stołecznej fortecy zwanej Bastylią. (...) Motłoch pijany krwią był sprawcą upadku Bastylii [w znaczeniu pejoratywnym – dopisek mój]6. Otóż panie Wolak, gdyby nie ta szlachta ogłupiona liberalizmem, gdyby nie ten motłoch pijany krwią, śmiem twierdzić, że dziś, jeśli nie masz szlacheckiego rodowodu, tkwiłbyś w jakimś śmierdzącym czworaku, zachwycałbyś się ziemniakami, z rzadka okraszonymi słoniną, po ciężkim dniu pracy na polu pana lub plebana, a Twoją jedyną rozrywką byłoby niedzielne kazanie w kościele. Jak amen w pacierzu, byłbyś pewnie analfabetą i nie pisałbyś pan paszkwili na ludzkie dążenie do sprawiedliwości i wolności. Innymi słowy, byłbyś pan niezaprzeczalnie elementem tego motłochu...

Przypisy:
1 - http://www.pch24.pl/mit-bastylii---studium-zbrodni--klamstwa-i-manipulacji-,4252,i.html
2 - ibidem;
3 - ibidem;
4 - „Święta szaleństwo”, Adam Zamoyski, str. 6;
5 - ibidem str. 6;
6 - ibidem str. 7;
7 - ibidem str. 11;
8 - http://www.pch24.pl/mit-bastylii---studium-zbrodni--klamstwa-i-manipulacji-,4252,i.html



środa, 12 lipca 2017

Korytarz humanitarny



  Spokojnie, nie będzie o uchodźcach. Nie będzie też o miesięcznicy, choć to z jej powodu mam skojarzenie z korytarzem humanitarny (ktoś tak nazwał tę przestrzeń ograniczoną barierkami). Pewnie wszyscy widzieli te barierki, które miały rozdzielić lepszy sort (czytaj: prawdziwych Polaków), od gorszego (czytaj: nie Polaków). Ci, co oglądali, widzieli jak na smutnej uroczystości coś rozbawiło żałobników. Tak mnie naszło, że w skali dużej stolicy, dużego kraju, ten korytarz humanitarny dla tych pierwszych był wyjątkowo mały. Ja bym jednak nie rozbierał tych barierek.

  Nie, nie dlatego, że za miesiąc cały ten cyrk może rozpocząć się na nowo, choć nie wiadomo czy korytarz będzie potrzebny, bo Obywatele RP, nie wiedzieć dlaczego odwrócili się do miesiączkujących plecami. Ja bym ten korytarz humanitarny przedłużył aż na Okęcie. I myślę, że nawet policja nie będzie potrzebna. Najwyżej pielęgniarki. Już wyjaśniam. To ma związek z decyzjami ministra Radziwiłła. Otóż pan minister przy wprowadzaniu reformy szpitali stwierdził, wbrew temu o czym zapewniał jeszcze na wiosnę, że oddziały geriatryczne w Polsce są zbędne. Przypomnę, geriatria to dziedzina medycyny zajmująca się schorzeniami wieku podeszłego i obejmuje również inne zagadnienia związane ze schorzeniami wieku podeszłego. Jak wyczytałem w Wikipedii pierwsze oznaki starzenia występują w wieku już 30–40 lat, zaś prawnie granicę dostępu do świadczeń na świecie ustalono na 60 lat, w Polsce na 65. Stąd mój pomysł. Tym korytarzem humanitarnym starzy ludzie będę z uśmiechem na twarzy wyjeżdżać do... Belgii.

  Dlaczego tam? Są dwa powody. Po pierwsze, ilość łóżek dla schorowanych staruszków. W Polsce było ich około pięciuset (i zostaną zlikwidowane), w tej małej Belgii jest ich... siedem i pół tysiąca i są żądania aby tę ilość powiększyć. Może część naszych staruszków się załapie. Po drugie: dla tych, którzy się nie załapią, a którym życie obmierzło, zawsze pozostaje alternatywa eutanazji, bo tam nie ma z nią żadnych problemów. W tym aspekcie (skrócenie czasu wypłat emerytur) państwu na tym korytarzu humanitarnym akurat powinno zależeć. Już za chwilę drastycznie wzrośnie armia emerytów i trzeba będzie dać jej sporo kasy, między innymi dlatego, że najniższe świadczenia trzeba podnieść do tysiąca złotych. Nie bardzo wiadomo skąd ją wziąć, bo te 25 gr na litrze benzyny to ledwie 5 mld. złotych, a potrzeba 15 mld. Dobrze by było tę nadwyżkę emerytów wysłać gdzieś tam, właśnie tym korytarzem humanitarnym, nich się o nich inni martwią, tak jak o uchodźców.

  Tu drobny wtręt. Widziałem w tym tygodniu na własne oczy informację ZUS o wysokości emerytury sąsiadki. Zaczyna się tak: „Ubezpieczenie społeczne daję ochronę, gdy jej potrzebujemy, kiedy jesteśmy chorzy i nie możemy pracować”. Dalej, konkretne cyfry - wiek 61 lat / miesięczna emerytura.
I wariant: pracujesz i zapewniasz wpływ na konto w tej samej wysokości, jak do tej pory: 450,70 zł;
II wariant: W 2017 roku przestajesz pracować: 339,95 zł;
III wariant: masz subkonto i pracujesz: 602,05 zł;
IV wariant: masz subkonto i przestajesz pracować: 491,31 zł (sic!)
Na koniec ważna i optymistyczna informacja: „Po śmierci przysługuje zasiłek pogrzebowy”. Non coments.

  Pan minister jednak uspakaja. Funkcje oddziałów geriatrycznych przejmie lekarz pierwszego kontaktu! To tak proste, że aż dziw, że nikt wcześniej na to nie wpadł. Niemniej mam wrażenie, że ten pan robi sobie z nas jajeczka. Taki kabareciarz (czytaj: jajcarz). Tu też wyjaśnię. Moja lekarka pierwszego kontaktu (dziwne określenie, bo ja przestałem być prawiczkiem z zupełnie inną kobietą) zachorowała. Na domiar wszystkiego – poważnie. Cóż, lekarz też człowiek, nawet jeśli stary, i ma prawo chorować. Próbowałem zapisać się do innego. W przychodni usłyszałem, że owszem, zapisują do jednego z trzech lekarzy, ale tylko... noworodki. Raczej się nie kwalifikuję do tego przedziału wiekowego. W innej usłyszałem, że kadra lekarska też jest stara, tak stara, że w każdej chwili można się spodziewać zejścia. Nie sprecyzowano czyjego zejścia, lekarza czy pacjenta, więc na wszelki wypadek nie nalegałem. Do powiatu mam ponad trzydzieści kilometrów. Tam, w trzeciej przychodni mnie przyjęto, choć nie wiem na jak długo. Mój lekarz ma trochę ponad lat siedemdziesiąt...

  Ponawiam więc prośbę: nie likwidujcie mi tego korytarza humanitarnego!


niedziela, 9 lipca 2017

Jestem Polakiem i jestem z tego Dumny





  Wiem, co ryzykuję, ale naprawdę nie mogę zrozumieć. Jeden z moich znajomych na Facebooku należy do grupy „Jestem Polakiem i jestem z tego Dumny”. Ten pełen patriotyzmu tytuł często pojawia się na mojej stronie głównej, więc chcąc – nie chcąc, czasami mam wgląd na tę stronę. Nie dalej jak kilka dni temu pojawił się tam taki oto mem, kilkadziesiąt razy zalajkowany sławetnym lubię to:

  Cóż, memów ci u nas namnożyło się mnóstwo i już właściwie specjalnie mnie nie „ruszają”. Nawet tekst pod zdjęciem jest trudny do zanegowania, bo faktycznie jest w nim odrobina prawdy. W Polsce też są dzieci potrzebujące pomocy, choć mnie zastanawia, czy to jest dostateczny powód, aby przestać się martwić o dzieci w Syrii, dzieci, którym nie oszczędzono żadnych okrucieństw. Postanowiłem bliżej przyjrzeć się fotografii i... omal nie dostałem białej gorączki. Ta szóstka dzieci doskonale się bawi (w wojnę - wystarczy powiększyć), tak doskonale, że na każdej twarzy widać uśmiech (sic!) Trudno orzec z jakich czasów pochodzi, ale pewne szczegóły wskazują na czasy po transformacji i tylko forma czarnobiałej fotografii nadaje jej pozorny dramatyzm. Jedno jest pewne, ta gromadka nie wygląda na zabiedzonych, schorowanych, ani tym bardziej, dotkniętych skutkami strasznej wojny. Jakem Asmo nie wytrzymałem i dodałem komentarz: „Tak się zastanawiam. Ta fotka przedstawia polskie dzieci lat dziewięćdziesiątych (ubiory mi się kojarzą). Teraz pytanko: Spadają na nie jakieś bomby, a może widać gdzieś krew ich rodziców? Bo ja widzę na ich twarzach uśmiech...

  Na odpowiedź nie czekałem długo: „To symboliczne zdjęcie a co powiesz naszym dzieciom w szpitalach onkologicznym którym brakuje na lekarstwa (pisownia oryginalna)”. Przyznam, że znów powaliło mnie tą, jeszcze bardziej oryginalną argumentacją, więc odpisałem: „Jeśli to miało być symboliczne zdjęcie, to ja się zastanawiam, jaki cymbał je wybrał? Naprawdę nie widać niestosowności? Uśmiech kontra łzy i cierpienie!!! Do kogo to ma przemawiać?! Nie tylko ja płacę składki na NFZ, płacimy wszyscy! Dlaczego brakuje na lekarstwa, zapytaj ministrów zdrowia (nie tylko tej ekipy)”. Nie będę cytował dalszej wymiany zdań wspomnę tylko o jeszcze jednym argumencie mojego oponenta: „(...) u nas jest dużo więcej swoich potrzeb i ludzi którzy też cierpią i potrzebują pomocy niż pompować kasę w obce kraje”. I w tym argumencie jest sporo racji, problem w tym, że komuś coś się kompletnie pomyliło.

  Skoro bowiem nie powinniśmy „pompować” kasy na cierpiące dzieci w Syrii, to po jakie licho pompujemy ją w takie interesy jak: WOT czy Patrioty (około 35 mld. zł)? Ktoś mi powie, że obronność to ważna rzecz, ale ja i tak śmiem twierdzić, że to pieniądze wyrzucone w błoto jeśli do totalnej wojny dojdzie. Może tymi Patriotami strącimy kilkanaście bomb atomowych, ale pozostałe zrównają ten kraj z ziemią tak, że nawet WOT nie będzie miał co zbierać. Swoimi pukawkami będą mogli, co najwyżej, dokonać zbiorowego samobójstwa, aby nie cierpieć na chorobę popromienną. A gdzie jest w tym kraju wojna z kominami płacowymi? Dlaczego tyle kasy pompujemy w imperium Rydzyka i Świątynię Opatrzności Bożej, skoro wciąż jest tak dużo potrzeb i cierpiących ludzi? Mamy potworną dziurę budżetową, ale szastamy pieniędzmi jakby tu było Eldorado, słynna kraina mlekiem i miodem płynąca. Jest jeszcze jeden ważny aspekt tej pomocy dla dzieci syryjskich, cierpiących w wyniku straszliwej i idiotycznej wojny. Jeśli im nie pomożemy (nie tylko my), śmiem twierdzić, że z nich wyrośnie nowe pokolenie bezwzględnych terrorystów, gdyż terroryzm nie rodzi się z niczego. One będą miały pretekst nienawidzić cywilizacji europejskiej, która jest współwinna tej wojny i na dodatek nie udzieliła pomocy, gdy ta była bezwzględnie potrzebna.

  Sympatycy grupy „Jestem Polakiem  i jestem z tego Dumny” jeśli chcecie, aby szanować wasz patriotyzm, trzeba się zdecydowanie bardziej postarać, ale na pewno nie takimi argumentami.

PS. W dniu opublikowania mojej notki opisany post i cała polemika zniknęły jak kamfora z Fecebooka. Mimo to link pozostawiam.