czwartek, 24 sierpnia 2017

Konferencja



  Na blogu Świętoszka odniosłem się do spiskowych teorii dziejów. Jak na zawołanie pojawia się informacja, że w Sejmie RP, 26 sierpnia odbędzie się konferencja pod hasłem „Szczepienia XXI wieku”. Niby brzmi niegroźnie, gdyby nie lista nazwisk prelegentów i nazwa organizacji, która jest jej organizatorem – Fundacja QLT, która ma za swój cel „chronienie Matki Ziemi, środowiska naturalnego, polskich interesów i polskiego Narodu”, co też jeszcze nie brzmi sensacyjnie. Jak zwykle, wiedziony ciekawością, postanowiłem sprawdzić.

  Uderza mnie jedno zdanie: „Ze względu na represje, tj. 2-krotne wypowiedzenie sali, dokładny adres urzędu [gdzie ma się odbyć konferencja – dopisek mój] zostanie podany do wiadomości w dniu 25 sierpnia w tym miejscu”1. Koń by się uśmiał, bo miejsce konferencji jest już znane 23 sierpnia, ale nie o to mi chodzi. Ważniejsza jest lista nazwisk prelegentów: Wymienię tylko te najbardziej kontrowersyjne:
- mgr Huppert Lena,
ukończyła Wydział Ogrodnictwa na SGGW w Warszawie oraz psychologię społeczną w KFH-Aachen (Wyższa Szkoła Katolicka w Akwizgranie), zwolenniczka i propagatorka naturalnej profilaktyki i terapii antynowotworowej;
- Jaśkowiak Jerzy, lekarz medycyny, pediatra, który za wypowiedzi na temat szczepień został pozbawiony prawa wykonywania zawodu (sic!);
- Nitecka Ewa, żona, matka i babcia;
- Socha Justyna, aktywistka, matka czwórki dzieci,
za jedną z petycji Stowarzyszenia STOP NOP, żądającej kontroli nad konfliktem interesów pt. Stop lobbystom koncernów farmaceutycznych w administracji publicznej, trafiła do sądu (sprawę umorzono);
- Tomicka Urszula,
psycholog, radiesteta, hipnoterapeuta;
- Zięba Jerzy, przedsiębiorca, znachor, hipnoterapeuta.
Zarzuca mu się m.in. brak warsztatu naukowego, skłonność do nadmiernych uproszczeń, a także powoływanie się na mało wiarygodne badania.
Aby było sprawiedliwie, są też nazwiska poważniejszych naukowców i lekarzy, ale wszystkie te osoby cechuje jedno – są zaciekłymi wrogami szczepień dzieci.

  Problem w Polsce jeszcze nie jest aż tak tragiczny jak w USA, Kanadzie czy Australii, pewnie dlatego, że osobom odmawiającym szczepień swoich dzieci grożą grzywny (nawet do 10 tys. zł). Niemniej już istnieje, gdyż liczba nieszczepionych dzieci stale wzrasta i odnotowuje się wzrost zachorowań dzieci na odrę i krztusiec. Sprawa wygląda dużo gorzej w Stanach Zjednoczonych, gdzie już mówi się o epidemii, i już dochodzi do procesów sądowych, w których rodzice domagają się oddzielnych szkół dzieci nieszczepionych. W Kanadzie rozgorzała walka, by dzieciom nieszczepionym zabronić wychodzenia z domu w ogóle (sic!). Jest wprawdzie jeden aspekt walki antyszczeieńkowców, który w jakiś sensie jest uzasadniony. W takich Niemczech szczepienie niemowląt jest zalecane, a nie wymagane. W efekcie pojawiają się alarmujące dane, o coraz liczniejszych przypadkach zachorowań na odrę, ospę i krztuściec. Ta liczba zatrważająco rośnie, choć to jeszcze nie jest epidemia.

  Grupa przeciwników szczepień w Polsce, opiera swe żądania na konstytucyjnym prawie do wolności. I byłoby to nawet zasadne, gdyby nie fakt, że takie żądania zagrażają innym. Jest w tym pewien paradoks, bo niby jak można zagrozić tym dzieciom, które zostały zaszczepione? A jednak wystarczy przyjrzeć się temu, jak zachowuje się wirus grypy. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo ich nie znam, rzecz w tym, ze ten wirus mutuje i szczepienia przeciw grypie nie są odporne na jego nowe odmiany. Tym samym nie da się przewidzieć czy, przy dużej ilości zachorowań, wirusy odry, ospy i krztuśca nie ulegną podobnej mutacji.

  Antyszczepieńkowscy szafują też drugim argumentem. Za szczepieniami stoi silne lobby przemysłu farmakologicznego (patrz przypadek J. Sochy), co już spełnia warunek spiskowej teorii dziejów. To prawda, że chodzi o duże pieniądze i może być tak, że ów lobbing nie zawsze jest uczciwy. Tylko mnie jakoś specjalnie to nie dziwi. Nikt za darmo nie będzie produkował szczepionek, producentów altruistów nie ma w żadnej gałęzi przemysłu, a i konkurencja jest duża. Nie wolno jednak zapominać, że w tym konkretnym przypadku chodzi o zapobieganie groźnym epidemiom.

Przypisy:
1 -
http://fundacja-qlt.pl/


15 komentarzy:

  1. Ja znam tylko jeden sensowny argument przeciwko szczepieniom. Takie dziurawienie skóry boli bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, jako dzieciak darłem się wniebogłosy przed zastrzykiem, później czyli po, byłem tylko zdumiony, że aż tak bardzo nie bolało.

      Usuń
  2. Wypowiem się jako osoba mająca orientację w przedmiocie, którego dotyczy wpis, a jednocześnie kawał życia za sobą...
    Wystarczy przejrzeć dane statystyczne/epidemiologiczne na temat chorób zakaźnych w Polsce i na świecie, żeby docenić dobrodziejstwo szczepień ochronnych. To nie jest naginanie i zakłamywanie prawdy, ponieważ liczby mówią same za siebie - a publikacje pochodzą z okresu, kiedy jeszcze nie pojawiały się ruchy podważające zasadność szczepień ochronnych.
    Powikłania poszczepienne mogą się oczywiście zdarzyć, takie zjawisko też jest w literaturze opisywane. Najgorszą jednak rzeczą jest obecna tendencja do przypisywania pojawiających się stanów (które nie mają uzasadnienia w badaniach naukowych) następstwa sprawczego łącząc to jedynie ze względu na zbieżność czasowa. To wystarczy przeciwnikom szczepień do bezpośredniego kojarzenia przykrych stanów jako następstwa podanej szczepionki. Przykładem może być tu problem autyzmu...
    Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy połowa młodego pokolenia nie zostanie zaszczepiona "na określoną chorobę zakaźną", ponieważ uzurpuje sobie prawo do wolności decyzji? Narazi w ten sposób na zachorowanie pozostałą część społeczeństwa, która nie będzie mogła się obronić przed infekcją w wyniku różnych zjawisk zachodzących w takich sytuacjach. Drobnoustroje bardzo lubią taką sytuację, kiedy populacja jest podatna na ich wpływy.
    Nie dziwi mnie fakt, że niektóre państwa nakładają kary na swoich obywateli, którzy swoimi egoistycznymi decyzjami skazują innych na czyhające nieszczęście. Uważam, że trzeba jednak więcej uwagi poświęcać jakości szczepionek. Wtedy jest szansa, że społeczeństwo nie będzie obawiało się ewentualnych powikłań poszczepiennych.
    Nie należę do osób bezkrytycznych w odniesieniu do jakości poszczególnych szczepionek, ale na tym rynku możemy już dokonywać wyboru na podstawie badań naukowych nad istniejącymi preparatami, jak to jest już w przypadku szczepień nieobowiązkowych, do których zaliczają się, między innymi: p/grypie...
    Na koniec. Jeżeli szczepienia są zakwalifikowane do grupy obowiązkowych - uważam, że należy im się poddać. Wtedy, kiedy istnieje wybór - nie można nikogo zmuszać do określonych zachowań. Niezależnie od tego, trzeba ciągle dbać o przekazywanie społeczeństwu rzetelnych informacji, żeby można było odnotować wyższy poziom zorientowania w omawianym zakresie. Pozwoli to na nieuleganie intencjonalnym podszeptom różnych znachorów lub grup, które mają swoje niedookreślone interesy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, wypada mi tylko podpisać się pod Twoim komentarzem obiema rękoma i podziękować za treści, których w mojej notce zabrakło.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. I ja jeszcze mogę się podpisać ,ale tylko prawą ręką ,bo lewą coś mi nie wychodzi ;)

      Usuń
    3. To i ja się podpisuję pod tym komentarzem. Powinni jeszcze wprowadzić zakaz przyjmowania niezaszczepionych dzieci do żłobków, przedszkoli i szkół.
      Problem nie leży w szczepionkach, tylko lekarzach którzy szczepią jak popadnie nie zważając np. na ból gardła czy kaszel. Moka córka tak się nabawiła zapalenia oskrzeli. I czyja to wina? Szczepionki? No ale pani doktor musiała zamknąć rocznik...
      Anastazja

      Usuń
    4. Jeszcze ja, ja też się podpisuję. W mojej głowie nie mieszczą sie argumenty przeciwko szczepieniom. Taka ta moja głowa jest i juz.

      Usuń
  3. Swoje dziecko zaszczepiłam na wszystko, sama tez byłam szczepiona. jestem w stanie zrozumieć przeciwników szczepień, choćby dlatego, że dziecko powinno byc DOKŁADNIE ZBADANE przed podaniem szczepionki, a jak wyglądają u nas takie badania, to wiemy. Lekarze epidemiolodzy podkreślają, że powikłania to nikły procent, ale jeśli ten nikły procent trafi akurat na moje dziecko?
    jak wytłumaczyć rodzicom taki zbieg okoliczności, kiedy dziecko zamienia się w roślinę po szczepieni, a urodziło sie zdrowe?
    U nas przed gmachem sądu dziś od rana manifestacja przeciw karaniu rodziców za nie szczepienie dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wsparł tych protestujących, gdyby protestowali z lepsza jakością szczepionek i dokładniejszymi badaniami przed szczepieniem, by jeszcze bardziej zminimalizować powikłania. Podkreślam jak w notce, nieszczepione dzieci są zagrożeniem dla innych.

      Usuń
  4. Ja ogólnie jestem zwolennikiem szczepień. Natomiast sprawa z nimi według mnie nie jest taka prosta i klarowna. W przedostatnim akapicie np. chyba się trochę pogubiłeś, bo mutacje wirusów mogą mieć jednak wiele wspólnego ze szczepionką. Jeżeli wirus grypy zaatakuje organizm, w którym znajdował się szczep wirusa - pochodzący ze szczepionki, może dojść do połączenia ich genów i mutacji. Dlatego między innymi tak ważne jest nie podawanie szczepionki, kiedy ktoś kicha czy kaszle. Ale przecież nie zawsze są takie objawy.

    Natomiast, powtarzam - mimo za i przeciw - ja jednak wolę polegać na szczepionce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba się pogubił, bo coś mi się wydaje, że odpowiedź dla Ciebie podczepił pod moim komentarzem :)...

      Usuń
    2. Faktycznie pomieszałem odpowiedzi pod komentarzami ;) Zaraz to poprawię.

      Usuń
    3. Do Radka:
      Napisałem, że się za bardzo nie znam w temacie mutacji wirusów. Niemniej właśnie o to chodzi, że jeśli pojawią się wirusy wspomnianych chorób, siłą rzeczy napotkają te dzieci, które już są zaszczepione. Stąd konieczność szczepień wszystkich i w możliwie szybko, by taka sytuacja, którą opisujesz nie miała miejsca, gdyż inaczej szczepienia tracą w pewien sposób sens tak jak to ma miejsce w przypadku grypy.

      Usuń
  5. nie wiem, skąd się wziął, od czego się zaczął ten cały zgiełk dookoła szczepień, ale widzę, że mnóstwo ludzi tworzących ten zgiełk nie zawsze ma pojęcie o czym się wypowiada... nie twierdzę, że ja mam pojęcie, ale na pewno umiem odróżnić profilaktyczne szczepienia dzieciaków od szczepień na okoliczność wyjazdów do egzotycznych krajów, czy szczepień przeciwko grypie /sam ich akurat nie praktykuję wierząc w swój system immunologiczny/... nie wspomnę już o "serii bolesnych zastrzyków" w razie ugryzienia przez psa, która zresztą od dawna nie jest serią, a bolesność też jest znikoma... tymczasem wrzuca się to wszystko do jednego wora z napisem "szczepienia" i rośnie gromada mądralińskich... na przykład ktoś miał powikłania po szczepionce antygrypowej, sąsiad się o tym dowiedział, zrobił w portki i nie zaprowadził dzieciaka na szczepienie krztuśca /dawniej "koklusz"/... to tak często właśnie działa...
    ...
    prawo do wolności... pominę już kwestię "wolności" w tym kraju jako taką, bo to osobny temat, ale wolność do chorowania można sobie mieć, gdy choroba nie jest zaraźliwa, ale gdy jest, wtedy pojęcie "wolności" ulega przewartościowaniu...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile jeszcze dobrze pamiętam, afera ze szczepieniami wynikła gdy wystąpiły powikłania u dzieci z autyzmem, gdyż jego łagodne objawy nie są widoczne w wieku niemowlęcym. To jeszcze jeden przyczynek do badań prenatalnych, które w naszym „wolnym” kraju powoli odsuwa się z przyczyn ideologicznych w niebyt.

      Usuń