sobota, 12 sierpnia 2017

Wieszczu wróć!



  Jeszcze rok temu mrzonki o Wielkiej Polsce mnie śmieszyły, pół roku temu zdumiewały, dziś mnie przerażają. Nigdy nie ukrywałem, że bliżej mi do kosmopolity niż do narodowca-patrioty. Dla mnie bycie Polakiem to przypadek, równie dobrze mogłem być dwunarodowościowy i to z powodu zawieruchy wojennej, bo mój ojciec przemierzył pół Europy, a do celibatu było mu daleko. Czy bym się wtedy nienawidził? Nie sądzę.

  Aby nie było, za to że jestem Polakiem, też się kocham i to tak, jak prawdziwy sobek. Tylko jakoś nie do końca rozpiera mnie duma i pycha z tego powodu. Nie widzę do tego powodu. I nie bardzo rozumiem, dlaczego Polska musi być Wielka, i co nam z tego przyjdzie? Aby ona była Wielka inni muszą być mali. I po części są, ale nie sądzę by z tego powodu popadali w kompleksy. Napisałem we wstępie, że mrzonki o Wielkiej Polsce dziś mnie przerażają. Te mrzonki inspirują ideolodzy jedynie słusznej partii – PiS. I kit im w oko, gdyby nie fakt, że już blisko połowie moich rodaków to się spodobało. Połowie? W pewnych elementach to nawet dwie trzecie (odszkodowanie od Niemiec). Gorzej, bo z tej Wielkości może wyniknąć izolacja i twór na miarę wschodnich satrapii. Przyznam, że oczom nie wierzę, a mój mózg się lasuje, bo nie potrafię pojąć takich dążeń. Z pomocą przychodzi mi dawno zapomniane fragmenty dwóch wierszy, bajek:

Rzeczpospolita żabska wodami i lądem
Szerzyła się od wieków, a stała nierządem.
Tam każda obywatelka,
Mała, czy wielka,
Gdzie chciała, mogła skakać,
Karmić się i ikrzyć
Ten zbytek swobód w końcu zaczynał się przykrzyć.
Zauważyły, że sąsiednie państwa
Używają pod królmi rządnego poddaństwa,
Że lew panem czworonogów,
Orzeł nad ptaki,
U pszczół jest królowa ula;
A więc w krzyk do Jowisza:
„Królu! ojcze Bogów,
Dajże i nam króla — króla!“
(...)
Bóg, gdy ta nowa skarga żab, niebo przebija,
Zdegradował króla Kija,
A zamianował węża królem żabim.
Ten pełzacz, pływacz i biegacz,
Podsłuchiwacz i dostrzegacz,
Wszędzie wziera pod wodę, pod kamienie, pod pnie,
Wszędzie szuka nadużyć i karze okropnie.
Arystokracja naprzód gryziona jest żabia,
Że się nadyma i zbyt się utłuszcza;
Gryziony potem chudy lud, że nie zarabia
I że się na dno biedy opuszcza;
Gryzione są krzykacze, że wrzeszczą namiętnie,
Gryzieni cisi, że śmią siedzieć obojętnie (...)

Drugi fragment, wydobyty ze środka bajki:

(...) Służba wyśmienita:
Ot jedno z drugiem nic a nic!
Dziedzińca pilnować granic,
Przybycie gości szczekaniem głosić,
Na dziada warknąć, żyda potarmosić,
Panom pochlebiać ukłonem,
Sługom wachlować ogonem.
A za toż, bracie, niczego nie braknie:
Od panów, paniątek, dziewek,
Okruszyn, kostek, polewek,
Słowem, czego dusza łaknie (...)

  I choć za poezją nie przepadam, w szczególności zaś za romantyczną, chce mi się krzyczeć: Wieszczu wróć! Tylko czy on, wieczny tułacz, zechce?


PS. Tytuły wierszy: „Żaby i ich króle”; „Pies i wilk”. Oba fragmenty pochodzą ze strony: https://pl.wikisource.org/wiki/Bajki_(Adam_Mickiewicz,_ca%C5%82o%C5%9B%C4%87)


26 komentarzy:

  1. Tak to jest, gdy rozwój społeczeństwa nie jest równomierny i wprost z epoki feudalnej wpada się w epokę zaawansowanego kapitalizmu.
    Przypatrz się historii rozwoju innych krajów- w czasie gdy inne kraje pomału i dość boleśnie przechodziły wczesne stadia kapitalizmu,my ćwiczyliśmy zabory.A do tego wszystkiego większość kraju była pod zaborem rosyjskim, który, jak wiadomo, kolebką nowoczesności to nie był.
    Już raz nam , jako Polsce, wielkość uszami wyszła, bo Unia Polski z Litwą była kiepskim pomysłem, a ci wszyscy dokooptowani wielmoże kresowi w głębi duszy ciągnęli w stronę wschodu, a nie zachodu.
    Przypomnij sobie, kto organizował postania? Komu one były potrzebne? "Ludowi?" Ludowi był potrzebny tylko "ludzki pan", żeby za mocno nie poganiał i batem po plecach zbyt często nie jezdził i czasem coś pozwolił ukradkiem chłopu zagarnąć.
    Czy ludowi PRL przeszkadzał? A skąd, ludowi było dobrze. Mało tego było bardzo dobrze, bo jako bonus miał świadomość,że świat do nich należy, a nie do garstki "panów".No i było sprawiedliwie, wszyscy mieli tak samo zle.
    Więc wcale mnie nie dziwi, że to wszystko co teraz się dzieje bardzo podoba się tym wszystkim, którzy nadal mentalnie tkwią epokach- feudalizmu i "władzy ludu".
    Miłego weekendu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję zapoznać się choćby z książką Twerdochliba "Najdłuższa Wojna". jest to dobry punkt wyjścia do rozważań w co wpadła Polska po zaborach i w jakim kierunku zmierzała, które warto rozwinąć o nowocześniejsze jeszcze źródła, a nie powtarzać postsocjalistyczną wersję historii.

      Usuń
    2. Anabell:
      Mam inną teorię na temat tego co się stało i dzieje. To nie jest tęsknota za feudalizmem czy PRL. Część Polaków najzwyczajniej w świecie dała się oszukać wyborczym obietnicom. Przypomnij sobie, PiS tak naprawdę nie mówił, że chce zmiany systemu, który w jakiś sposób gwarantował egzystencjonalne bezpieczeństwo. Owszem, był przeciw uchodźcom, obiecywał poprawę najbiedniejszych, ale twierdził też, że władza będzie otwarta dla obywateli. Rodzi się pytanie, skąd więc wciąż rosnące poparcie, skoro nastąpił taki gwałtowny zwrot na prawo? Dla mnie to ewidentnie efekt kupowania suwerena. Kosztów tego kupowania jeszcze nie widać, to przysłowiowa bomba z opóźnionym zapłonem. Czy wybuchnie przed kolejnymi wyborami?

      Usuń
    3. Radku:
      Nie twierdzę, że czytałem tę książkę, film oglądałem fragmentarycznie, ale przyznam, że nie bardzo jestem skłonny opierać na powieści swoich analiz historycznych, tym bardziej, że Twerdochlib nawet nie próbuje udawać, ze jest historykiem.

      Usuń
    4. Dlatego napisałem że to punkt wyjścia, a nie źródło historyczne.

      Usuń
  2. Chyba jesteśmy takim narodem, który lubi być trzymany za pysk, w takiej lub innej formie, a tęsknotę za monarchią widać nawet w kościele - koronuje się obrazy, śpiewa o Królowej Polski itd.
    Tylko w momentach dziejowej zawieruchy lub katastrof solidarnie czujemy to samo lub podobnie. Zwykła codzienność nie dla nas, musi się coś dziać, wolimy romantyzm od pozytywizmu.
    Słuchając wypowiedzi jedynie słusznych też się zastanawiam, co to znaczy, że mamy być wielcy, powinniśmy wstać z kolan, żądać szacunku itp.
    To wszystko raczej zależy od nas, a nie od sąsiadów...dziwi sie także młode pokolenie otwarte na inne kultury i podróżujące po świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o bardzo religijną część naszego społeczeństwa, pewnie monarchia by im nie przeszkadzała, ale należy mieć pewność, że większość jednak jej nie chce. Ja już w komentarzu dla Anabell przedstawiłem swoją hipotezę wciąż rosnącego poparcia partii, która ewidentnie dąży do zmiany ustroju. Owo kupowanie suwerena podpierane jest właśnie mirażem Wielkiej Polski, by móc uzasadnić ideowo te poczynania polityczne, które mają zapewnić zwycięstwo w kolejnych wyborach oraz restrykcje wobec samego suwerena, które rzekomo jemu mają służyć.
      Pozdrawiam;)

      Usuń
  3. A mnie już nic nie dziwi!
    Na przeciw siebie w okopach... ciągle się ważą - kto w danym momencie ważniejszy. Rozwarstwienie społeczne jest motorem ruchów oddolnych...
    Dopóki egoizm, zazdrość i nienawiść będą napędzać polityków, dopóty będą dziać się rzeczy niepojęte. Wystarczy popatrzeć, w jaki sposób na przestrzeni wielu lat wydawało się nasze wspólne pieniądze... Nie ma funduszy na uzdrowienie opieki zdrowotnej, ale miliardy lokowane są w chmurach. Nie wiem, czy pod ciężarem tych dóbr te chmury kiedyś nie runą (?) Ustalane priorytety nie opierają się na wnikliwej diagnozie społecznej - zwykły obserwator to widzi, ale już nie ma woli reagowania. Każda władza na przestrzeni lat robiła z takich ludzi "pieniaczy" lub "psychicznych". W tej chwili dochodzą do głosu różnego rodzaju metody zastraszania przez podmioty/grupy nieformalne, niezależne od władzy... Ciężkie ma życie obywatel, niełatwe władza - trudne czasy. Obywatel zawsze jest od zarabiania pieniędzy, a władza od ich wydawania (hm...) Mimo wszystko, bądźmy dumni z naszego Kraju, jeżeli nie będziemy się sami szanować, nie będą szanować nas inni.
    W tym momencie przypomniałam słowa starszej pani, która kiedyś powiedziała mi: nigdy nie mów o sobie źle, ponieważ w ten sposób otwierasz innym drogę do negatywnych ocen. To była bardzo dobra i trafna rada, która nie ma nic wspólnego z brakiem krytycyzmu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niedobrze, że Cię już nie dziwi, bo to grozi zobojętnieniem. A w tym przypadku rozwarstwienie służy rządzącym, stąd tak jawna eskalacja konfliktów i przyzwolenie na nie. Ba, jestem przekonany, że rząd ma bardzo dogłębną analizę nastrojów społecznych, bo zauważ, że jego działania raz przyspieszają, raz zwalniają w zależności od tych nastrojów. W pośpiechu tworzy się buble legislacyjne, a te najbardziej kontrowersyjne się wycofuje, by inne przepchać.
      Ninel, nie można być dumnym z kraju, który popada w jakąś paranoję, a ta paranoja wynika z działań prominentów i coraz bardziej rosnącego poparcia. Dostrzegasz groźby tej paranoi, ale jej skutki odbiją się tylko na obywatelach.
      Natomiast nie bardzo wiem do czego odnieść ostatni wątek Twojego komentarza?
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że prawda tkwi w słowach, że w sytuacji, gdy na jednej ulicy mieszka trzech złodziei i dwóch policjantów - demokacja oznacza rządy złodziei.

    Nie mówi się też głośno o tym, że Polacy nie mają biernego prawa wyborczego, bez którego konstytucyjne prawo do kandydowania każdego to kpina. Oznacza to w praktyce rządy mniej lub bardziej jadowitych "wężowych królów" w różnych barwach.

    Wieszcz, wieczny tułacz? A nie Żyd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli na jednej ulicy mieszkają policjanci i złodziej trudno mówić o demokracji. Mnie to bardziej przypomina dziecięcą zabawę z takimi bohaterami.

      A mnie się wydawało, że mamy bierne prawo wyborcze. Jedynym jego ograniczeniem jest wiek, zależny od instytucji do której się kandyduje. Inna sprawa, że członkowie partii politycznych mają zdecydowanie większe szanse, wynikające zarówno z dotacji państwowych jak i zaplecza jakim dysponują.

      Czyżby Mickiewicz nie tułał się po świecie? I skąd pomysł, że Żyd?

      Usuń
    2. No właśnie tak się wydaje, :)

      W Polsce obywatel, który chce zostać posłem, musi być zgłoszony na partyjną listę wyborczą. I to takiej partii, która w skali kraju uzyska co najmniej 5 proc. ważnie oddanych głosów. Nawet gdyby stworzył własną listę wyborczą wraz z kilkunastoma innymi chętnymi, zdobył 3 tys. podpisów poparcia i głosowaliby na niego wszyscy wyborcy przy 100-procentowej frekwencji, nie zostałby posłem. W praktyce nasz obywatel musi się znaleźć na liście wyborczej którejś z ogólnopolskich partii. Zatem jego kandydaturę musi zaakceptować kierownictwo danej partii.

      Ahaswerus, Żyd wieczny tułacz. Nie znasz tej legendy?

      Usuń
    3. Czyżby już nie obowiązywała Ustawa z 5.01.2011 roku, dotyczącego kodeksu prawa wyborczego? Art. 100: 1. Kandydatów na posłów i senatorów mogą zgłaszać partie polityczne oraz wyborcy. Praktyka wskazuje, że posłami i senatorami są członkowie partii, ale na niższych szczeblach, sejmiki, samorządy już znajdziesz wielu bezpartyjnych.

      Legendę znam, tylko nie widzę związku – nie napisał żadnego wierszyka, proroczej bajki. ;)

      Usuń
  5. Na niższych szczeblach? I z tego wysnułeś że Polacy jednak mają bierne prawa wyborcze? Byłby to dobry żart, gdyby nie świadczył o świadomości politycznej Polaków.

    Pytanie pomocnicze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilu posłów dostało się do sejmu nie startując z list którejś z partii?

      Usuń
    2. Nie chodzi o świadomość polityczną obywateli. Potencjalny kandydat na posła/senatora najpierw utożsamia się z jakimś nurtem politycznym i zazwyczaj wstępuje do jednej z już istniejących partii lub tworzy nową. Tak jest po prostu łatwiej i paradoksalnie daje większe szanse zaistnieć, być rozpoznawalnym. Samotny strzelec ma zdecydowanie trudniej.

      W Sejmie jest chyba ich ze sześciu (niezależnych) choć głowy nie dam, że znaleźli się na listach partyjnych. Natomiast nie wiem, czy owych dwóch posłów reprezentujących mniejszość niemiecką należy do jakieś partii, tyle że oni są posłami na szczególnych warunkach.

      Ahaswerus był wiecznym tułaczem za karę i nie ma nic wspólnego z naszym krajem.

      Usuń
    3. Nadal nie rozumiesz. Mówiąc o świadomości - mam na myśli że Polacy nie wiedzą, że nie mają biernych praw wyborczych, tak jak dajmy na to obywatele Anglii.
      Samotny strzelec nie dostanie się do sejmu, nawet jakby ludzie na niego głosowali bo 1. - musi być zgloszony przez partyjną listę wyborczą. 2. Partia musi mieć 5 % głosów w skali kraju. Koniec kropka. Przy systemie dwupartyjnym o listach decydują liderzy, ewentualnie ich zaufani ludzie z regionów.

      Ale do czego ja tu zmierzam... Aha, do tego że taki wybór nie ma nic wspólnego z demokracją?

      Usuń
    4. Ja bym Cię rozumiał, gdybyś napisał, że Polacy nie wiedzą, że mają oprócz czynnego również bierne prawo wyborcze. Ten zapis istniej i w Konstytucji, i w Ustawie o wyborach. Jedyny problem to realne możliwości wykorzystania tego biernego prawa wyborczego. Potencjalny kandydat, bez umieszczenia go na liści partyjnej ma niewielkie szanse zdobyć taką ilość głosów, aby przebić tych z list partyjnych i uzyskać 5 procent poparcia w skali kraju. Warunkiem umieszczenia kandydata na liście wyborców jest zdobycie minimum 5 tys. głosów poparci z danego okręgu (3 tys. na senatora), a to przecież wcale nie jest takie nierealne.
      Należało by się zastanowić czy tzw. klauzula zaporowa jest formą demokracji czy nie. Otóż nie ma chyba kraju w Europie, gdzie by jej nie stosowano, choć progi są różne. Bez tych progów mógłby zaistnieć problem utworzenia rządu, bo przy dużej grupie kandydatów niezależnych trudniej byłoby o taką większość parlamentarną, która ma istotnie znaczenie przy powoływaniu kandydata na premiera. Bez tego kryterium trudno byłoby również mówić o możliwości porozumienia, które by zapewniło względną stabilność rządu, a bez tej stabilności jeszcze trudniej mówić o racjonalnym rządzeniu krajem, gdyż koalicja z wieloma ugrupowaniami politycznymi jej nie zapewnia. W końcu demokracja nie oznacza bezrządu.

      Usuń
    5. Ale nie chodzi o progi żadne, tylko o to, że o lisatch wyborczych w praktyce decydują partyjni bonzowie.

      Dla przykładu w Anglii wygląda to tak:
      trzeba mieć podpisy poparcia 10 obywateli ze swojego okręgu i wpłacić zwrotną kaucję 500 funtów, która jest zwracana, jeśli kandydat uzyska co najmniej 5 proc. ważnie oddanych głosów. Jego nazwisko umieszczane jest na ułożonej alfabetycznie liście, gdzie nie podaje się nazwy partii politycznej kandydata. Może on wystartować jako kandydat niezależny. Wygrywa ten, kto uzyska najwięcej ważnie oddanych głosów.

      Nadal nie widzisz różnicy w głosowaniu na kandydata, a głosowania na partię?
      Czy to naprawdę jest takie trudne do pojęcia?

      Usuń
    6. Chyba masz mnie za naiwnego i niepoprawnego idealistę ;)
      Ja wiem jaka jest praktyka, jak to wygląda w rzeczywistości i przykład Anglii nie ma tu nic do rzeczy, to raptem jeden z wielu sposobów wyłaniania kandydatów na parlamentarzystów. Otóż, jeszcze raz tłumaczę, formalnie i prawnie bierne prawo wyborcze w Polsce istnieje, niemniej obostrzenia, czyli nic innego jak owe progi wyborcze, a w szczególności klauzula zaporowa jest dla kandydata niezależnego progiem wręcz nie do przekroczenia ale nie niemożliwym do zrobienia. Jest gorzej, jeśli nawet kandydat niezależny pokona te progi, jego możliwości w tak licznym parlamencie są praktycznie żadne. Będzie jak brat mojego dziadka w przedwojennym Sejmiku Śląskim. W czasie całej kadencji tylko raz zabrał głos z wnioskiem o otwarcie okien, bo w sali obrad było... duszno.
      ;)

      Usuń
    7. Wszystko zależy od podejścia wyborcy. Są tacy, którzy głosują na dane nazwisko, są i tacy, dla których nazwiska nie odgrywają żadnej roli – głosują na partię. Wbrew pozorom bardziej sensownym wydaje się drugie podejście, mając na uwadze szpetną praktykę głosowania na zasadzie dyscypliny partyjnej.

      Usuń
    8. Śmieszna ta dyskusja. Formalnie prawo istnieje, ale praktycznie nie istnieje, tak? Ja ci tłumaczę, że kandydat musi być zgłoszony z listy PARTYJNEJ, ale Ty nadal uważasz, że nie jest to próg niemożliwy do przejścia dla kandydatów indywidulanych, czym udowandniasz że jednak nie rozumiesz istoty problemu.

      Ciekawe, skoro nie ma to znaczenia, dlaczego partie stoją okoniem przeciwko wprowadzeniu JOWów.

      Usuń
    9. W pewien sposób i śmieszna, choć mnie to nie przeszkadza. Ostatnio włączyłem mocno na luz. ;)

      Ale do rzeczy. Przeinaczasz. Praktycznie nie tyle nie istnieje, ile trudne jest w realizacji. Różnica jest istotna, choć de facto skutek właściwie ten sam. Rzecz ma się tak, że jeśli potencjalnego kandydata stać , może sobie utworzyć swój własny komitet wyborczy*, swoją własną listę kandydatów niezależnych, co w moim mniemaniu, tworzy koszty powstania i utrzymania takiego komitetu, które znacznie przekroczyłoby sumę wynagrodzenia posła w czasie całej kadencji. A przecież założenie takiej komisji wyborczej nie gwarantuje wyboru.

      Pytanie nie do mnie, choć w moim odczuciu JOW-y też wypaczają wybory. Chodzi o różnice (ilościową) wyborców w poszczególnych okręgach wyborczych.

      * - Uprawnionymi do zgłaszania list kandydatów na posłów są komitety wyborcze, które uzyskały od Państwowej Komisji Wyborczej postanowienie (uchwałę) o przyjęciu zawiadomienia o utworzeniu komitetu wyborczego (art. 98 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. — Kodeks wyborczy – Dz. U. Nr 21, poz. 112, z późn. zm.).

      Usuń
  6. Ostatnio czytam książkę jaką dostałem na urodziny od pewnego zwolennika partii rządzącej. Autor, pan Janusz Bieszk snuje w niej domysły poparte między innymi Kroniką Prokosza o tym, że Polska tak naprawdę sięga przed naszą erę. Według niego jesteśmy potomkami Hunów, Gotów, pra Hindusów i dodatkowo pra Irańczyków. Do tego królowie z dynastii Piastów (ci pierwsi rzecz jasna, nie opisani właściwie nigdzie poza tą książką) walczyli z Aleksandrem Macedońskim, Juliuszem Cezarem itp. No jak dla mnie wypisz, wymaluj zwolennik teorii Wielkiej Polski. Ja czytając raczej się śmieje z tych rewelacji, są jednak ludzie, którzy święcie wierzą w takie historyczne opowiastki. I to jest według mnie najstraszniejsze.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie Jesteś usprawiedliwiony, skoro dostałeś tę książkę w prezencie ;)))
      Ja o niej słyszałem. Wiesz, każdy ma prawo snuć banialuki, nawet wydać na ten temat książkę, każdy też ma prawo ją przeczytać. Istota zagadnienia polega na posiadania odpowiedniego dystansu do takich teorii. I to Ci się chwali.

      Usuń
  7. :). To fakt, sam próbuję dla wyrównania sobie poglądu na świat czytać w Internecie różne wrzutki z tygodników, od lewicy do prawicy. Czasem ciężko idzie, jednak nie jest to takie do końca pozbawione sensu.

    Miałem w gimnazjum całkiem dobrą nauczycielkę historii, często przynosiła na lekcje różne przedmioty powiązane z tematem zajęć, aby lepiej je zrozumieć. Dzięki niej także wiem, że nie warto łykać wszystkich wiadomości jakie tylko się nam nawiną. Trzeba zawsze się zastanawiać, a najlepiej konfrontować dane źródło z innymi.

    Cóż, co do spraw poruszanych na drugim Twoim blogu, teraz już rozumiem czemu tak napisałeś o relacji Bóg-człowiek. W sumie jest w tym sporo sensu. A tak na poważnie już, to wydaje mi się, że nawet jakby wiek cały poświęcić na takie dywagacje, raczej do niczego konkretnego się nie dojdzie. Po prostu ta materia jest zbyt mocno oparta na domysłach, wierze, a tego nie sposób w pełni poznać.

    No może jest to podobne do placka jaki jadłem. Nie wiem do końca, choć w sumie żyjemy w podobnym społeczeństwie jak Gruzini, w sensie bardziej możliwości rozumienia się (słynna ich gościnność).

    A mnie jak jakaś piosenka męczy to słucham jej tyle razy, aż mi się znudzi. Wiem, zakrawa to nieco na sado-maso. :D Ale działa.

    :) No też znam ,,Hotel California" i faktycznie się może przyczepić równie mocno jak kawałek The Kinks.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń