środa, 27 września 2017

Jestem z Polski



Jestem z Polski, ale nie jestem Polakiem w ramach narzuconego formatu” – ten cytat, autorstwa Andrzeja Chyry, ostatnimi dniami robi furorę na prawicowych portalach. Zanim jednak przejdę do sedna, proponuję dla rozluźnienia nastroju pewien stary przebój:

Z kolei dla suspensu jeden, najbardziej chyba znamienny tweet:
Menelo-aktor Chyra nie definiuje siebie jako Polaka, mierzi go przaśność Polaków i zaściankowość. Przejąłem się...

O co więc tak naprawdę chodzi A. Chyrze? Ano tylko o to, że nie utożsamia się z definicją Polaka, jaką narzuca nam PiS i jeszcze bardziej na prawo usytuowane ośrodki narodowo-katolickie. Bo czyż naprawdę, aby zasłużyć sobie na miano „prawdziwego Polaka” trzeba być ksenofobem, zadufanym w sobie zaściankowcem ograniczonym tylko do własnej narodowości, do własnej kultury i historii, gotowym umierać za idee fixe katolickiego, radio maryjnego światopoglądu, opartego na męczeństwie i cierpieniu? Czy bycie Polakiem to mieć pretensje do całego świata, że nie chce uznać wyższości naszego narodu nad innymi oraz konieczność wychwalania „dobrej zmiany”?

W czasach, gdy świat staje się globalną wioską prawdziwym Polakom marzy się wieś jednonarodowa, „wyspa szczęścia” bez kontaktu ze stałym lądem.


piątek, 22 września 2017

Prosta droga do samobójstwa.



  Nie będzie o samobójstwie czternastoletniego geja, choć pewnie temat byłby bardziej atrakcyjny. Mogę jedynie zapewnić, że też będzie seksi. Tak przynajmniej zapewniają uczestnicy debaty o przyszłości polskiego teatru, zorganizowanej przez kancelarię prezydenta Andrzeja Dudy. Teraz teatr ma być polski, narodowy, katolicki i w pełni antyeuropejski.

  Dziwnym zbiegiem okoliczności miałem okazję zobaczyć wreszcie film „Powidoki” w reżyserii A. Wajdy. Gdyby ktoś nie oglądał i nie znał fabuły, w największym skrócie: to przejmująca opowieść o uznanym malarzu Władysławie Strzemińskim, ciężko doświadczonym przez odgórnie narzucony kulturze i sztuce socrealizm w czasach stalinowskich. Jeśli zapoznać się z wnioskami wspomnianej we wstępie debaty, czeka nas powrót do tamtych metod. Gwarantują to uczestnicy debaty: minister Piotr Gliński, wróg publiczny współczesnego teatru; Dariusz Karłowicz, publicysta prawicowych mediów, redaktor naczelny „Teologii Politycznej”; Antoni Buchała, wicedyrektor zespołu szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Libiążu; Jakub Moroz, religioznawca, od niedawna wicedyrektor TVP Kultura; Antoni Libera, tłumacz dramatów Samuela Becketta, sam o sobie mówiący: „Jestem bez przerwy stygmatyzowany jako prawicowiec”, a który twierdzi, że „PRL był jedną z najczarniejszych kart polskiej historii”1. Ten ostatni cytat warto zapamiętać. Szczególnie w kontekście tego, co powiedział w czasie debaty: „Polska znów jest zagrożona i cały konflikt, który najsilniej wyraża się w kulturze, a szczególnie w teatrze, jest funkcją tej sytuacji. Zagrożenie płynie z dwóch stron: ze strony putinowskiej Rosji oraz Unii Europejskiej, do której formalnie należymy i gdzie mamy do czynienia z ideologią, która nie przedstawia się jako ideologia. (...) To pewna koncepcja człowieka, oparta na absolutnej, nieodpowiedzialnej(?) i dowolnej idei wolności, wolności nieograniczonej, która stawia sobie za cel przezwyciężenie myślenia o człowieku w kategoriach sakralnych, religijnych. (…) Człowiek jest twórcą swojego losu. A to prosta droga do samobójstwa cywilizacji2. Gdyby nie fakt, że A. Libera właśnie tak ma, że uwielbia takie czarnowidztwo, mógłbym pomyśleć, że coś mu się pomyliło, bo jeśli jakaś droga dziś prowadzi do samobójstwa (kulturowego), to właśnie droga cywilizacji chrześcijańskiej, która nie ma nic nowego do zaoferowania, no może po za poezją Wencla.

  Wtóruje mu Dariusz Karłowicz: „Teatralne spektakle mają być wydarzeniami narodowo-religijno-państwowymi. Mają dotyczyć jakiejś niesprecyzowanej całości”. Z tej całości  wykluczył od razu ludzi współcześnie tworzących teatr, według niego teatr jest dziś polityczny i ideologiczny” (sic?!), „niemający nic wspólnego z Dionizosem” razem z ich widownię, którą określił jako „zblazowaną garstkę”3. Do tego grona twórców nowego, narodowego teatru dołącza Ewa Millies-Lacroix, szefowa Teatru TVP, stwierdzając, że corocznie teatr TVP będzie produkował 20-30 spektakli polskiej klasyki od Kochanowskiego po romantyzmu, gdyż do tej pory zaniechano „religijnej frazy, co jest niewybaczalnym grzechem”4. Całość podsumowała Wanda Zwinogrodzka, podsekretarz stanu w ministerstwie kultury, przeciwstawiając się „ponadnarodowej komunie artystów”, która podobno od lat opisuje krytycznie silną wspólnotę narodowo-katolicką. Mówi:„Trzeba by się zastanowić, jak na to odpowiedzieć? Jak to zrobić, by wspólnota narodowa stała się atrakcyjna dla młodzieży, żeby to nie był powrót do XIX wieku? Brakuje tekstów czy spektakli, teatralnego krytycyzmu wobec idei czy utopii ponadnarodowej. Trzeba tak zdefiniować wspólnotę narodową, żeby teatr, który się do niej zwraca i przez który emanuje, był artystycznie dziełem XXI wieku, atrakcyjnym, czy jak to mawiają młodzi ludzie – seksi5.  I ja tu czegoś nie rozumiem. Jedna pani chce powrotu do teatru romantyzmu (XVIII – XIX wiek), druga nie chce powrotu do tego czasu?

  I pomyśleć, że minister kultury pogniewał się na polski teatr za to, że był „seksi”, mam na myśli wrocławskie przedstawienie w Teatrze Polskim „Śmierć i dziewczyna”, przedstawienie, którego nawet nie widział. Po tej debacie czarno to widzę, bo właśnie odżyła we mnie miłość do teatru. Tyle, że najmniej mam ochotę na teatr narodowo-patriotyczno-katolicki, tę tendencję oferuje nam życie polityczne i społeczne w takiej ilości, że chce się rzygać. Mało było im burzenia pomników komuny (to akurat miało pozytywny charakter) i tworzenia na ich miejsce setek nowych, wielkich i małych ale szkaradnych, w niczym lepszych od tych zburzonych, teraz czas zabrać się za teatr, bo film jest już w obróbce na ich modłę. Nowa poprawność ideologiczno-patriotyczna wcale nie jest taka nowa, myśmy ją już przerabiali ze straszliwym skutkiem dla kultury i sztuki, a przede wszystkim dla ludzi, zarówno twórców jak i jej odbiorców.




niedziela, 17 września 2017

Afera bilbordowa



  Miałem ten temat pominąć bo budzi mój niesmak. Raz, ze względu na wątpliwości związane z finansowaniem, dwa, bo afera traktowana jest przez rządzących jak gorący kartofel, trzy, akcja sama w sobie jest żałosna. Ale trafiłem na konferencję prasową pani Premier B. Szydło, której towarzyszył minister Ziobro, transmitowanej na TVN24 i tego już pominąć milczeniem się nie da.

  Konferencja dotyczyła tego samego tematu, czyli sądownictwa, ale warto zaznaczyć, że odbyła się tuż po spotkaniu z grupą pokrzywdzonych przez te sądy. Już tak na marginesie, we wszystkich procesach sądowych jedna ze stron uczestniczących w procesie, zawsze będzie się czuć pokrzywdzona. W to spotkanie nie wnikam, relacji nie było. Ze słów pani Premier można było odnieść wrażenie, że te osoby były faktycznie pokrzywdzone. Mnie jednak intrygowało, jak się na tym spotkaniu znalazły? Jakby telepatia zadziałała, bo jeden z dziennikarzy zadał podobne pytanie i... nie otrzymał odpowiedzi. Pani Premier zmieniła temat, coś w stylu: Naszym obowiązkiem jest  zająć się problemami Polaków. Na szczęście następny już nie odpuścił i zmusił do odpowiedzi. Choć też wymijającej. Prawdziwy majstersztyk: „Zaprosiła ich pani Beata Kempa i to proszę ją zapytać jakim kierowała się kluczem” (sic!) Jeszcze lepszy był minister Ziobro. Na pytanie czy prokuratura nie radzi sobie z wyłudzeniami podatku VAT skoro trzeba powołać kolejną komisję, odparł, że jemu podległe służby radzą sobie doskonale, tylko dla dobra śledztwa nie można podać interesujących szczegółów. Te może już przedstawić Sejmowa Komisja Śledcza. Bo sądy sądami, ale Polacy muszą wiedzieć...

  Dziś czytam tweet pani Premier: „Naszym obowiązkiem jest rozwiązywanie problemów Polaków”. Słowa bardzo podobnie do tych jak na tej konferencji. Ktoś jej odpisał: „To proszę rozwiązać PiS. Z góry dziękuję”.
Z kolei na facebooku, niejaki Piotr Kołomycki odpowiedział na akcję bilbordową rządu swoim zestawem bilbordów i niech to posłuży za puentę.



PS. wszystkie fotki pochodzą z profilu Piotra Kołomyckiego

środa, 13 września 2017

Socjalistyczna Republika Niebiańska



  Pewnie są ciekawsze tematy, bo to i „afera bilbordowa” w walce z polskimi sądami, i akcja reparacji od Niemiec, czy wreszcie absolutne novum J. Kaczyńskiego – marzenia o wyspie wolności. To ostatnie szczególnie mnie kusiło w kontekście ostrej odpowiedzi Krystyny Jandy na ten pomysł. Może następnym razem. Postanowiłem w ostateczności skupić na innym, mniej medialnym wydarzeniu, którego skutków jeszcze nie znam.

  Tytuł notki może mylić, bo tym razem nic o „państwie wyznaniowym”, a raczej o tym, co się w naszym, polskim Kościele dzieje. Wprawdzie ostatnie wypowiedzi hierarchów (choć nie wszystkich) stoją w niejakiej kontrze do rządów PiS, ale ja mam wrażenie, że to tylko pic na wodę fotomontaż. Taki sygnał do papieża, że Episkopat stoi za nim murem, choć ten mur de facto bardziej rozdziela niż łączy. Weźmy dwa wydarzenia. Pierwsze, to odstąpienie od postępowania prokuratorskiego wobec byłego już kapłana J. Międlara. Wprawdzie nastąpiło to na osobiste (sic!) polecenie pierwszego wiceszeryfa wymiaru sprawiedliwości, ale tajemnicą poliszynela jest to, jaki wpływ na ten wymiar, jak i na cały polski rząd ma dyr. T. Rydzyk, przypomnę, kandydat na przyszłego papieża z ramienia pewnych fanatycznie ortodoksyjnych środowisk katolickich w Polsce. Tym bardziej znamienne jest rozpoczęcie procedury sprawdzającej wobec dominikanina o. Pawła Gużyńskiego za sprawą donosu innego przedstawiciela tego zakonu, o. prof. Andrzeja Potockiego. Warto przytoczyć fragment tego donosu: „Z rosnącym niepokojem obserwuję od lat medialną aktywność naszego Współbrata o. Pawła Gużyńskiego. Gorszące bywają jego wypowiedzi kontestujące opinie i działania Episkopatu Polski, wypowiedzi obraźliwe wobec wielu Księży Biskupów, zarzuty tępoty u ludzi Kościoła”.

  Fakt, o. P. Gużyński nie zawsze pochlebnie mówił o Episkopacie i działaniach niektórych księży katolickich. Jednak jego największym „grzechem” jest to, że wypowiadał się na antenie TVN24 i publikował na stronach „Wyborczej”, co jest już wręcz niewybaczalne. Wróćmy jednak do owych gorszących wypowiedzi. Weźmy dla przykładu: „Także w Kościele są tacy, którzy zamiast służyć, myśleć o innych, wysługują się nimi. To karierowicze, przywiązani do pieniędzy. Iluż widzieliśmy takich księży, biskupów. To smutne, prawda?”, oraz: „Kiedy Kościół jest zamknięty sam w sobie, kiedy czasem zachowuje się jak aferzysta, nie można powiedzieć, że pełni posługę, że jest na służbie, ale że wysługuje się innymi. Nie można mówić o ubóstwie i żyć jak faraon”. Ja bym się nie dziwił, że takie opinie mogą o. prof. A. Potockiego denerwować i pewnie chętnie zażądałby nie tylko zamknięcia ust je wypowiadającemu, ale i wykluczenia z Kościoła. Tu tylko drobne sprostowanie, te słowa nie wypowiedział „podejrzany”, ale sam... papież Franciszek. Potępiany O. A. Gużyński aż na taką krytykę Kościoła jeszcze się nie zdobył. Równie znamiennym jest fakt, że ów donosiciel, o. prof. A. Potocki swego czasu mocno bronił J. Międlara, kiedy ten był jeszcze duszpasterzem polskich nacjonalistów.

  W tym kontekście nie dziwią słowa publicysty Stanisława Michalkiewicza (cytuję w pewnym skrócie): „Obawiam się, że odtworzy się ruch księży, tym razem już nie patriotów, ale postępowych demokratów, którzy będą krzewić nieubłagany postęp już nie tylko na ziemi, ale będą również lansować przemianę Królestwa Niebeskiego na Socjalistyczną Republikę Niebiańską” (sic!) Zdaniem St. Michalkiewicza obecnie jesteśmy świadkami działań duchownych „zwerbowanych przez Wojskowe Służby Informacyjne już w tzw. wolnej Polsce, którym podoba się demokracja, której „z chrześcijańską ortodoksją pogodzić niepodobna bez potężnego dysonansu poznawczego”. I ja się znów nie dziwię. Jeśli jakieś słowa  prawdy o polskim Kościele bolą, trzeba im nadać koniecznie charakter komunistycznej nagonki sterowanej przez Kreml i Berlin (trudno się zdecydować, gdzie jest więcej komunizmu) na jedynie słuszny kierunek prawicowego, fundamentalistycznego i narodowego Kościoła. To jest wypróbowana metoda w IV RP. 


PS. Część notki jest oparta na blogu Mirosława Makowskiego „Głosisz dobrą nowinę. Milcz!” - http://makowski.blog.polityka.pl/2017/09/11/glosisz-dobra-nowine-milcz/



sobota, 9 września 2017

Masoneria a spiskowa teoria dziejów



  Zacznę od cytatu brata Luisa Constatnt: „Wolnomularze [czytaj: masoneria – dopisek mój] są tak potężną siła dzięki posiadaniu straszliwej tajemnicy, strzeżonej tak troskliwie, że nie znają jej nawet wtajemniczeni najwyższego stopnia”1. Jeszcze jeden cytat, tym razem autorstwa Marka Twaina: „Kłamstwo trzy razy obiegnie ziemię, zanim prawda ubierze buty. Zbieraj fakty, potem możesz je dowolnie przekręcać”2.

  Przytaczam je nie bez przyczyny, gdyż zamierzam się uciec do pewnej mistyfikacji, opartej na tak zwanej spiskowej teorii dziejów, opisanej w notce z dnia 23 sierpnia br. na blogu Świętoszka3. Jedną z organizacyjnych struktur wolnomularstwa jest tak zwana „Loża”, skupiająca masonów o określonej orientacji ekonomicznej, społecznej, politycznej i wyznaniowej. Na jej czele stoi Czcigodny Mistrz oraz grupa oficerów lożowych. Istnienie takiej loży teoretycznie musi być zarejestrowane w Wielkiej Loży Masońskiej inaczej zwanej Wielkim Budowniczym Świata, gdzie określa się zarówno profil podległej Loży jak i jej cele, i status. Zasady są właściwie proste i jasne, ale jak to w życiu bywa i tu zdarzają się „niecne” odstępstwa. W Polsce jest ich zarejestrowanych dwanaście, podległych Wielkiej Loży Narodowej Polski i jeszcze kilkanaście innych.

  Ja jednak o pewnej, jedynej Loży, której nazwa jest nam na początek zupełne nie potrzeba. I zamierzam pisać o niej, bez odniesienia do prawdziwych nazwisk. Ta Loża osiągnęła status państwa w państwie. Jej ściśle strzeżone cele to spiskowanie i intrygowanie przeciw istniejącemu wcześniej państwu, porządkowi konstytucyjnemu, sterowanie prawicowymi ruchami narodowymi, aby destabilizować dotychczasowy ład i porządek, uniemożliwić lewicy i liberałom wywieranie wpływu na politykę wewnętrzną i zewnętrzną, szczególnie zaś na formalny związek państw zwany Unią. Przy okazji, korzystając z tajności, czerpie korzyści ze ścisłej współpracy ze służbami specjalnymi. Do tej Loży przystąpili zwolennicy i przedstawiciele Watykanu, pewne kręgi gospodarcze, część armii, aparatu sprawiedliwości i państwowych sił porządkowych. Przyłączyli się również autorzy i animatorzy kultury wywodzący się ze skrajnej, antykomunistycznej prawicy, nie wyłączając publicystów i dziennikarzy. Bracia z tej Loży mają dobre kontakty z Lożami w USA, z armią amerykańską, a nawet z kręgami zbliżonymi do prezydenta tego kraju i osławioną CIA. Szef tej loży już wcześniej chciał zawładnąć krajem, ale Loża nie była na tyle silna, aby działać w pojedynkę.

  Ta Loża chciała spotęgować strach przed komunistami aby zlikwidować demokratyczne struktury państwa. Jeden z członków Loży powiedział: „Jestem pewien, że struktura Konstytucji musi zostać zmieniona, aby przekształcić parlamentaryzm w republikę prezydencką – zatem trzeba zlikwidować obowiązującą Konstytucję”4. Okazało się również, że Loża finansowała jednostki paramilitarne i przeznaczone dla nich obozy szkoleniowe. Opracowano też plan „Strategia napięcia” mający skutkować poczuciem stałego zagrożenia zarówno ze strony ideologicznych „sił wewnętrznych” jak i realnych zagrożeń ze strony państw ościennych. Podobnemu celowi miało służyć ujawnienia skandali poprzednich rządów oraz próba udowodnienia skutecznego zamachu na ważnego polityka i elitę skupioną wokół niego.

  Moi szanowni Czytelnicy – macie jakieś skojarzenia? Spieszę uspokoić, ja też, rzecz w tym, że ten opis..., zanim jednak, zapytam z przekorą: czy na podstawie pewnych przypuszczeń i faktów, nie można w podobny sposób oskarżyć obecnie nam miłościwie panujących? Przecież w gruncie rzeczy wszystko się zgadza. Ale opis, zawarty w notce dotyczy Loży P2, działającej we Włoszech, w latach siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych. Przekręty tej Loży są niezaprzeczalnym faktem, jest jednak jedno „ale”. Zwolennicy spiskowych teorii dziejów snują przypuszczenia, że tak działają wszyscy masoni.


Przypisy:
1 – za „Czarna Księga Masonerii”, Guido Grant, Wydawnictwo „Wektory”, Kobierzyce 2010, str. 10;
2 – ibidem str. 10;
3 - http://antyfronda.blogspot.com/2017/08/spiskowa-teoria-dziejow.html
4 – „Czarna Księga Masonerii” str. 133 – słowa wypowiedziane przez Ermina Gildo Benedetto;