poniedziałek, 27 listopada 2017

Znów się odchamiłem



  Piękny dzień spędziłem i to nie z powodu „czarnego piątku”, choć tak naprawdę była to sobota. Pojechaliśmy aż do Poznania, do Teatru Muzycznego,  na premierę operetki „Księżniczka czardasza” Emmericha Kálmána w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza. Niezapomniane przeżycie, tym bardziej, że już właściwie zapomniałem, kiedy ostatni raz w ogóle oglądałem operetkę.


  To historia romansu charyzmatycznej kabaretowej szansonistki (Sylwa w wykonaniu Lucyny Winkiel) i pochodzącego z bogatej rodziny przystojnego arystokraty (Edwin, w którego wcielił się Mikołaj Adamczyk), w najsławniejszym dziele Kálmána pokazany jest zarówno melodramatycznie, jak i przewrotnie. Gwiazdą miała być Lucyna Winkiel, ale w moim odczuciu lepszym był tenor Mikołaj Adamczyk), Reżyseria bez zarzutu, choreografia również. Nawet nie raziła bardziej niż skromna scenografia. Ciekawostką było wplecenie w oryginalną muzykę dwóch współczesnych aranżacji, stylizowanych na muzykę estradową i przyznam, że o ile nie wypadły blado, to jednak wykazały wyższość oryginalnego wykonania.

  Próbowałem znaleźć jakiś dobry wideoklip na YouTube, bo filmowanie było zabronione, ale znalazłem tylko jeden fragment zasługujący na uznanie ze względu na jakość, nawet nie ten najciekawszy duetu M. Adamczyka (z prawej) i Marcin Dudek na zupełnie innym przedstawieniu. Dodaje też jeszcze jeden videoklip, jeden z najładniejszych duetów, choć też nie z przedstawienia.




  Niejako przy okazji zwiedziłem sobie galerię handlową Stary Browar (stojący visa vis Teatru Muzycznego), gdzie mimo obniżki cen rzędu pięćdziesięciu procent związanych z „czarnym piątkiem”, który trwał do niedzieli, tłumów nie było. 





18 komentarzy:

  1. No i nawet zrzędzić przestałeś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już w następnej notce wrócę do klasycznej formy ;)

      Usuń
  2. Takiemu to dobrze! Jakoś u mnie nie ma nadziei, okazji na taki wyjazd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba jej szukać, do mnie też sama nie przyszła. Okazja oczywiście ;)

      Usuń
  3. I od razu humorek Ci się poprawił!
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, jak fajnie, przed świętami jak znalazł. A my z blue raya obejrzeliśmy koncert z okazji 30 lecia Orkiestry Andre Rieu, też się odchamiłam, a nawet wzruszyłam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Księżniczka czardasza jest jest przyjemną operetką,ale -uwaga zrzędzę-zamieszczone wykonanie jakoś nie za bardzo,że tak powiem mi się spodobało
    Znalazłam starusieńkie nagranie Lucyny Szczepańskiej
    https://youtu.be/_JaqD1Q4UUk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to nagranie, dźwięk zdartej płyty też może się podobać ;)

      Usuń
  6. To ten "kwiat", o którym wspominałeś?
    Piszesz w liczbie mnogiej, więc nie byłeś sam.
    A to już odmiana (hm...)
    Rób częściej takie kulturalne wypady,
    może to odmieni Twoje "akcenty"...
    Nie przepadam za operetką, upodobałam operę.
    Dobrego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie imprezy raczej samemu się nie chodzi. Towarzystwo wzmacnia odczucia. Prawdę mówiąc, też lubię opery, ale tu już niejakie obiektywne i nie do końca ode mnie zależne trudności.
      Równie udanego wieczoru

      Usuń
  7. zmiana klimatu - na każdego przychodzi pora - Stary Browar bardzo ładnie się prezentuje od zewnątrz ale w środku, to już całkiem galeria handlowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej galeria handlowa niż nic. Sporo się po niej nachodziłem i przyznam, że bark mi tam było restauracji z prawdziwego zdarzenia oraz jakiegoś multikina (mam porównanie z Silesia Center w Katowicach).

      Usuń
    2. nie znam Poznania na tyle, żeby pomóc, ale wiem, że uliczki sąsiadujące ze starym browarem bogate w są w "paśniki" i można wybrać menu dopasowane do kubków smakowych i portfela.
      w kwestii kina, to już ciemna masa ze mnie - może wujek Gogoool jakoś pomógłby.

      Usuń
  8. Nie jestem ekspertem, wolę inne gatunki muzyczne, choć nie zaprzeczam, że od czasu do czasu lubię sobie posłuchać Mistrzów tzw. muzyki klasycznej. :) Jako statystyczny Polak nie byłem ani w operze ani operetce w życiu (podobno raz na jakieś 180 lat w Polsce chodzi się do takich miejsc), jednak staram się to nadrabiać w czytelnictwie.

    Bo potem można sobie pluć tylko w brodę i szykować do poprawki, zamiast za jednym razem wszystko co najważniejsze przyswoić i zdać. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za chwile wzruszeń, dzięki Tobie powróciłam do wczesnej młodości, gdy jako nastolatka byłam zabierana do operetki i opery wrocławskiej przez rodziców. Wybrane przez Ciebie arie, należą do moich ulubionych. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobiazg ;)
      W przyszłym roku, w lutym i w marcu wybieram się na dwie opery; „Romeo i Julia” w Bytomiu, oraz „Makbet” w Poznaniu. Takie przynajmniej mam marzenia. Z obu zdam relację i na pewno dołączę wideoklipy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń