sobota, 29 grudnia 2018

Już z życzeniami


  Politycznie mnie zamurowało, przynajmniej na jakiś czas, ale zapewniam, że to szaleństwo wróci. Tymczasem, skoro milowymi krokami zbliża się Sylwester – trzy wideoklipy.

  Pierwszy, od którego łza się w oku kręci. To już pół wieku jak mnie ten utwór wciąż jednakowo wzrusza:



Drugi, równie wzruszający, ale i ważny na nasze czasy:

           
                                                     


Teraz już coś w sylwestrowym nastroju:


                                                     


Na wszelki wypadek, gdybym tu zamilkł na dłużej, wszystkim moim Czytelnikom życzę:
                               
                                               Do Siego Roku 

 

czwartek, 29 listopada 2018

Czy to już faszyzm?


  W związku z nagonką na TVN za opublikowanie reportażu o urodzinach Hitlera, co ewidentnie wskazuje na próbę zastraszenia mediów będących w opozycji do rządu PiS, przypomniał mi się zarzut, że większość z nas nie rozumie, że nie ma pojęcia czym jest faszyzm i myli go z nazizmem. Teoretycznie w tym zarzucie jest trochę racji, ale tylko trochę, by nie napisać odrobinę. Nie da się bowiem ukryć, że nazizm, ten niemiecki, zrodził się na bazie włoskiego faszyzmu, dodając do niego elementy rasizmu i czystości razy. Natomiast obłudą jest już twierdzenie, że neofaszyzm jest „elegantszą” formą faszyzmu Mussoliniego. Wystarczy zajrzeć do dokumentu opatrzonego tytułem Nowa Deklaracja Ideowa organizacji ONR. 

  Próbuję zrozumieć opieszałość w ocenie występków ONR-wców, jak chociażby wieszanie portretów europosłów w Katowicach. Jest nagranie, jest paragraf, a minął już rok z okładem i jak oskarżenia nie było, tak nie ma. Widzę dwie przyczyny choć bez wątpienia mają one charakter „spiskowej teorii dziejów”. Konia z rzędem temu, kto tę opieszałość, w tak prostej sprawie potrafi racjonalnie  wyjaśnić. Pierwsza to przeczekanie, przeczekanie do momentu, kiedy sądownictwo będzie w pełni w rękach PiS. Druga, to pełna zbieżność ideologiczna neofaszystów z PiS-em, a nie, jak się próbuje nam wmówić, dbanie o marginalną grupę wyborców. Opanowanie sądownictwa się rypie, sądownictwo nie pozwoli się opanować przez populizm i sprawiedliwość dziejową (która nic wspólnego ze sprawiedliwością nie ma). Druga przyczyna staje się oczywista właśnie w świetle owej Nowej Deklaracji Ideowej ONR. Ja już kiedyś o tym pisałem, tu wybiorę tylko te aspekty, które łączą neofaszyzm, któremu blisko do nazizmu, z ideologią PiS. Pozwolę sobie w punktach: 

1. „Podkreślając ogromną rolę katolicyzmu, będącego ponad tysiącletnim czynnikiem kulturotwórczym, filarem polskości i ostoją tożsamości narodowej, postulujemy wizję Wielkiej Polski jako państwa przenikniętego duchem katolickim” – tu mamy pełną zgodność ONR z polityką PiS i dążeniami Kościoła katolickiego; 
2. „Członkiem Narodu polskiego jest każdy, kto poczuwa się do bycia Polakiem, odczuwa przywiązanie do polskiej tradycji i historii oraz jest uznawany przez wspólnotę narodową za rodaka” – tu też nie ma złudzeń, gdyż ta uznaniowość jest cechą prominentów PiS. Ale w tym punkcie jest też prawdziwy kwiatek: „Potępiając rasizm biologiczny, postulujemy zachowanie stanu homogeniczności etnicznej, który sprzyja utrzymaniu pokoju społecznego i stabilności państwa”. To nie jest rasizm, to jest zakamuflowany rasizm, którego PiS też się nie wstydzi. 
3. „Rodzina, będąc fundamentem i bogactwem Narodu, jego podstawową komórką, rozumianą jako nierozerwalny związek małżeński kobiety i mężczyzny będzie objęta szczególną ochroną, zwłaszcza w obliczu kryzysu demograficznego i szerzącej się cywilizacji śmierci” – pominę oczywisty fakt, że w podobny sposób rodzinę traktował niemiecki nazizm. Mamy tu do czynienia z narzucaniem  pewnej ideologii teologicznej. Poczynania PiS (programy plus) opierają się na propozycji ONR-u, i na szczęście nie przynoszą oczekiwanych efektów, poza zapewnieniem sobie stałego, twardego elektoratu. Deprecjonowanie związków niemałżeńskich i niesakramentalnych jest przejawem rasizmu społecznego;
4. „Państwo jest organizacją polityczną (...) zabezpieczającą interesy narodowe. Będzie jednocześnie pełnić funkcje wychowawcze i będzie zobowiązane do umacniania tożsamości narodowej. Będzie kultywować racjonalną politykę pamięci opartej na prawdzie historycznej, wolnej od zewnętrznych wpływów” – to już idealne połączenie narodowego socjalizmu i komunizmu, dziś wprowadzane w życie przez PiS; 
5. „Ustrój Wielkiej Polski będzie stanowić kompozycję autorytaryzmu, suwerenności i hierarchiczności. Odrzucamy każdą formę totalitaryzmu, w tym liberalną demokrację, jako reżimy polityczne skrajnie szkodliwe dla wspólnoty narodowej”, no, tu już kolejny kwiatek z tym odrzucaniem totalitaryzmu liberalnej demokracji. Ale właśnie taki kit wciska nam również PiS. 
6. „Przyszłość Narodu zależy od stopnia przygotowania i wychowania jego nowych elit, wolnych od wpływów zewnętrznych szkodzących wspólnocie. Edukacja będzie przeniknięta duchem narodowym, będzie kształcić postawy patriotyczne oraz przywiązanie do Narodu i Ojczyzny”. Mnie się ciśnie na usta stwierdzenie: nie wiedza jest ważna, a duch narodowy. PiS już dokładnie realizuje taką doktrynę poprzez reformę edukacji. 

  Ja już zakończę, choć jest jeszcze sześć punktów tej Deklaracji Ideowej ONR, w tym dążenia imperialistyczne, przejawiające się w idei Międzymorza i odzyskania Kresów Wschodnich. Ta Deklaracja mało, że spełnia wszystkie znamiona starego faszyzmu, mało że jest uzupełniona ideami nazizmu, jest jednocześnie realizowana przez obecną partię rządzącą. Tak naprawdę nie ma się czemu dziwić, że PiS nie chce zrobić krzywdy narodowcom. Zdecydowanie chętniej uzależniłby od siebie wszystkie media, które mają odwagę mówić prawdę o faszyzmie w Polsce.




Przypisy:
- opracowanie na podstawie: https://www.onr.com.pl/deklaracja-ideowa/


środa, 21 listopada 2018

Fajny sen miałem


  Nie wiem, co się porobiło, ostatnio mam bardzo realistyczne sny. Byłoby dobrze, gdyby to były sny erotyczne, ale chyba moje libido już niestety słabnie. Śni mi się więc przede wszystkim polityka i Kościół. Też fajnie, zaważywszy na to, że mogłoby mi się nic nie śnić, a wtedy musiałbym się zastanawiać, czy ja jeszcze w ogóle żyję? Te tematy też podnoszą ciśnienie, i tak na wszelki wypadek wybieram się do lekarza, czy przypadkiem nie za bardzo. W moim wieku to podobno groźne.

  Przy porannej kawie, jak zwykle dokonałem przeglądu mediów internetowych. I co ja widzę, bo jeszcze coś tam widzę, gdy tekst powiększę do czcionki rozmiar 24. „Newsweek” w superlatywach donosi za prasą francuską, że wreszcie na mapie Europy pojawiło się państwo, które właściwie rozumie narodowość, i swoje szczytne idee promuje wśród pozostałych krajów UE. Jednocześnie, wskazując na chrześcijańskie korzenie, przyczynia się do odnowy średniowiecznej kultury i moralności. We Francji na nowo otwierane są kościoły, a wierni tłumnie garną się na Msze święte i nabożeństwa. W całej Europie odnotowano masowy ruch konwersji z islamu na chrześcijaństwo. „Polityka” zwraca uwagę na konsolidację idei jankeskiej w USA, szczególnie zaś na pozytywne opinie największych demokratyczno-liberalnych dzienników o udanym Marszu Niepodległości w Warszawie. Chwalą też ideę tworzenia baz rakietowych w Polsce. TVN24 kieruje uwagę na odrodzenie się ruchów narodowego socjalizmu w Niemczech i powrotu bolszewizmu w Rosji. Oba te nurty wyraźnie zostały zainspirowane odrodzeniem ruchu narodowego w Polsce, przy czym, co warte jest odnotowania, istnieje trend porozumienia między tymi ugrupowaniami ponad podziałami. W „Wyborczej” pojawił się obszerny artykuł, analizujący wiadomości z W. Brytanii, gdzie ewidentnie chwalą nasze dążenia do utworzenia monarchii, ze wskazaniem na autokratyzm, i koncepcję Międzymorza. Tyle o tym, co w świecie o nas.

  Ta sama „Wyborcza” zwraca szczególną uwagę na dwóch panów G (ks. Guz i minister Gliński), którzy wreszcie mają odwagę mówić prawdę o problemie żydowskim. Szczególnie dużo uwagi poświęcono mającej mieć miejsce w najbliższych dniach, debacie naukowej z inicjatywy ks. Guza. Dodam, że „Wyborcza” odnosi się do tej debaty z pełna aprobatą. Nie mogę oprzeć się pokusie przedstawić główne tematy tej szczególnej debaty, którą zamierzam z uwagą śledzić:
- „Geneza, natura i finalność narodu jako biblijnej kategorii stworzenia ze szczególnym uwzględnieniem bytowości Narodu polskiego i żydowskiego”;
- „
Historyczność czy ahistoryczność mordu rytualnego?”;
- „Definicje i przyczyny antysemityzmu i antypolonizmu w historycznej i systematycznej perspektywie oraz sposoby ich przezwyciężenia”;
- „
Ekologia a ideologie ekoterroryzmu w aspekcie biblijnego rozumienia przyrody jako dzieła stworzenia dokonanego przez Objawionego Boga”1.
W wPolityce odnotowano zastosowanie się Sejmu do dyrektywy Trybunału Sprawiedliwości UE, co uznano za wielki sukces opcji rządzącej. Do łask wraca Międlar, były ksiądz, a Empik cofa cenzurę jego książki, która teraz rozchodzi się jak ciepłe bułeczki. Sondaże sygnalizują, że po ostatniej aferze w KFN do Sejmu wchodzi już ugrupowanie narodowców, skupionych wokół Wszechpolaków i ONR. Na portalach Sieci i doRzeczy odnotowano z dumą, że rodzi się nowa elita inteligencji, nowe pokolenie „dzieci kwiatów”, będące synami i córkami polityków Zjednoczonej Prawicy. Dobra zmiana ma się coraz lepiej.

  Niestety, ten optymistyczny obraz świata i naszego kraju okazał się tylko snem, i naprawdę nie wiem, dlaczego byłem zlany zimnym potem. Pierwsza trzeźwa myśl po przebudzeniu jaka mnie naszła, było tragiczne, wręcz hamletowskie pytanie: to gdzie ty Asmo będziesz teraz spie…ał? Decyzję trzeba by podjąć szybko, bo czasami moje sny są prorocze. Na szczęście pierwsze łyki prawdziwej, nie wyśnionej kawy, sprawiły, że moje tętno lekko się uspokoiło. To przecież niemożliwe, aby świat aż tak oszalał. Jednak na wszelki wypadek otworzyłem atlas świata. Wyszło mi, że azylu mogę już szukać tylko na Grenlandii i w okolicach przylądka Horn. Nawet dżunglę amazońską opanowała pandemia konserwatywnego populizmu.






poniedziałek, 19 listopada 2018

Moja miłość doskonała


  Czy ktoś z Was wie, jak sprawdzić, czy Wasza miłość do kogoś mieści się w kategoriach najbardziej doskonałej? Odpowiem w ostatnim akapicie, aby dać Wam czas do namysłu i własnych przemyśleń. Jedno jest pewne, tę doskonałość da się sprawdzić tylko w jeden, jedyny sposób. A ponieważ ten bolg jest w założeniu polityczny, pozwolę sobie teraz parę słów o PiS, co wbrew pozorom ma ścisły związek z postawionym powyżej pytaniem.

  Właściwie blog powstał z powody dojścia PiS do władzy, co mnie, liberała z krwi i kości, mocno zaniepokoiło. Ten proroczy niepokój okazał się w pełni zasadny. Ja już pominę szereg działań tego rządu, które należy uznać za destrukcyjne, nie będę się użalał nad nepotyzmem i kolesiostwem, w skali do tej pory niespotykanej, nie będę wykazywał, że populizm w wydaniu tego rządu jest faktycznie o zabarwieniu bolszewickim, na co zwrócił uwagę Tusk. Chciałbym się zastanowić nad ostatnią aferą, wykazującą znamiona struktury państwowo-mafijnej. Żadne tłumaczenia, że rząd zadziałał szybko i sprawnie, oraz że nad wszystkim panuje – nie są w stanie mnie przekonać. Jeśli głównemu podejrzanemu pozwala się po dymisji wejść do swego gabinetu przed agentami ABW, to chyba tylko po to, aby zdążył usunąć kompromitujące go dowody. Jeśli sprawę przejmują minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, który jest zaineresowany trwaniem obecnych układów, a nad wszystkim z ramienia parlamentu sprawuje człowiek, który w tajemniczych okolicznościach wyprowadził sto kilkadziesiąt milionów złotych do Luksemburgu, to mamy klasyczny przykład praktycznego zastosowania powiedzenia: ręka rękę myje. Jeśli szef NBP mówi o szantażyście: moralnie kryształowo czysty człowiek, to znak, że coś się niedobrego dzieje – jak zwykł mawiać ks. Natanek. To „coś”, to prawdziwy układ mafijny, którego od kilkunastu lat szuka tak uporczywie, i jak do tej pory bezskutecznie, prezes Kaczyński.

  A przecież tu w grę wchodzą nasze pieniądze, w różny sposób zainwestowane w polskie banki oraz bezpieczeństwo finansowe państwa. Mam na myśli dwa aspekty. Pierwszy, to fakt, że to grube pieniądze, drugi, tak grube, że można nimi próbować kupić wszystkich. A tych, co się nie da – będzie już można teraz albo zmusić do posłuszeństwa, albo ich ubezwłasnowolnić w majestacie prawa. Gdzieś mi świta przypuszczenie, że na tej zasadzie PiS kupił łaskawość Polsatu. Coś mi mówi, że teraz wreszcie opracowano narzędzia i sposoby na dotąd niezależne od rządu media. Jeśli PiS pozostanie przy władzy na następną kadencję, blado widzę przyszłość Newsweeka, TVN czy Wyborczej. Mafia potrafi nie takie rzeczy robić. A później już tylko mały kroczek do polexitu, aby Niemiec nie pluł nam w twarz (czytaj: aby nikt PiS-owi nie patrzył na ręce). Zastanawiam się, skąd nagle taka nagonka na Tuska i dochodzę do wniosku, że trzeba twardemu elektoratowi PiS zamydlić oczy jakąś nienawiścią. A pomalowany na rudo Tusk, nadaje się do tego najbardziej. Suweren, któremu nienawiść odbiera rozum, nie będzie zwracał uwagi na to, że ktoś tam, coś o pisowskiej mafii mówi.

  Może być tak, że mój stosunek do PiS też będzie malowany nienawiścią i szczerze powiedziawszy, w niektórych momentach balansuję na granicy. Na szczęście poczucie tolerancji mi mówi, że lepiej tę partię pokochać w sposób doskonały. I tu wrócę do pytania o miłość doskonałą ze wstępu. Jak tu pożenić teraz prawdziwą i doskonałą miłość z tym, co wyrabia z tym państwem PiS? Wydawałoby się to niemożliwe i wbrew logice. A jednak robię, co mogę, staram się pokochać tę partię w sposób doskonały, bardziej doskonały, niż Bóg pokochał ludzi. Dlaczego? Tu wyjaśnię w czym się ta doskonałość przejawia najdobitniej. Ona pozwala odejść obiektowi naszych uczuć bez żalu i gniewu, bez oburzenia i sentymentów, bez pretensji i upokorzenia, a co najważniejsze, bez próby zatrzymania przy sobie i odwodzenia od takiej decyzji (a tego katolicki Bóg nie potrafi). Partyjni włodarze PiS – odejdźcie w polityczny niebyt – raz na zawsze, a przekonacie się w jak doskonały sposób was pokochałem...


piątek, 16 listopada 2018

Na Święto Niepodległości. Po co nam Polska?


  Zadaliście sobie kiedyś takie pytanie? Tak na szybko, można odpowiedzieć, że Polska jest nam potrzebna do swobodnego posługiwania się językiem polskim, bo go znamy i potrzebujemy w relacjach międzyludzkich. Polska jest nam potrzebna, by mielibyśmy komu płacić podatki, a w zamian żądać opieki socjalnej, edukacji i pilnowania porządku prawnego. Można jeszcze powołać się na kultywowanie tradycji. A przecież realnie na problem patrząc, przydałby się jeden uniwersalny język, abyśmy mogli się porozumieć ze wszystkimi ludźmi na świecie. Na dobrą sprawę, właściwie wsio rawno, komu płacimy podatki, jeśliby nam zapewniono tę opiekę socjalną, edukacyjną, porządek publiczny i dodatkowo wolność przemieszczania się. Wreszcie aspekt kultywowania tradycji. Jeśli spojrzeć na molochy typu Stany Zjednoczone czy Unia Europejska, tam nie ma żadnych przeciwskazań do kultywowania swoich tradycji, jeśli nie są zarzewiem konfliktów w przestrzeni publicznej.

  Bądźmy szczerzy, w odniesieniu do tych, w końcu błahych powodów dla naszego osobistego życia, nasza państwowość jest wręcz bezsensowna. Nie daje nam nic innego poza wzajemną, wewnątrznarodową wrogość, czego dziś nie sposób nie zauważyć. A jednak, jakem Asmo, w dodatku ateista i kosmopolita, jest coś, co czyni naszą niepodległą państwowość ważniejszą ponad wszystko. Gdyby ktoś jeszcze się nie domyślił wyjaśnię: za naszą państwowością przemawia chrześcijaństwo ze wskazaniem na katolicyzm. Tak, to nie żarty. Nikt z nas nie jest dziś gotów poddać się idei islamizacji, genderyzmu, seksualizacji i laicyzacji, których źródłem jest Europa Zachodnia, do której zgłosiliśmy nieopatrznie akces, zwabieni pięknymi hasłami Unii Europejskiej. Nikt z nas nie tęskni za putinowkim imperium Wschodu, o komunistach z Chin nie wspomnę. To właśnie katolicyzm spaja nas w obronie istnienia niezależnej Polski. Dążenie do utrzymania państwowości polskiej uchroniło nas i przed bolszewizacją z jednej, i przed protestantyzmem z drugiej, i zezwierzęconym ateizmem z trzeciej strony. Wszystkie te idee, nawet gdyby ociekały złotem, prowadzą li tylko do... piekła, a przecież nadrzędnym dążeniem Polaków jest dążenie do Zbawienia.

  W tym dążeniu do upaństwowienia naszej narodowo-katolickiej tożsamości jest jeszcze jeden ważny wątek, o którym w żadnej mierze nie wolno zapominać. Dziś Kościół katolicki przeżywa jeden z najgłębszych kryzysów w swojej historii, nawiasem mówiąc, z powodu jakiegoś argentyńskiego kardynała, którego nieopatrznie posadzono na Tronie Piotrowym. Mając w pamięci papieża, św. Jana Pawła II mamy jeszcze jeden dowód na to, jak ważna jest Polska. Wystarczy spojrzeć na te społeczeństwa Zachodnie, gdzie kościoły, dziedzictwo wspaniałej kultury chrześcijańskiej, zamienia się na dyskoteki, często zamyka i wyburza. Polska, jako państwo, musi się obronić przed takimi trendami. Czyż nie możemy być dumni z faktu, że na ostatnim synodzie do spraw rodziny, patrzono na naszych biskupów jako na ostatnią nadzieję Kościoła? To polscy katolicy rozniecają po świecie wspaniałą ideę Różańca do Granic. To polscy katolicy zorganizowali Wielką Pokutę na Jasnej Górze, to w końcu polscy katolicy wymyślili bezprecedensową akcję poparcia dla katolickiego nauczania o małżeństwie. Tego wszystkiego nie sposób nie docenić.

  Nie bójmy się słów, Kościół wręcz umocnił nasz naród w przekonaniu o jedynie słusznej drodze, jaką jest zawierzenie się Bożej Opatrzności. Kościół umocnił jeszcze bardziej naszą Chrystusową Owczarnię. Opatrzność wyznaczyła Polsce wyjątkową rolę w historii Kościoła katolickiego. Mamy być przykładem dla innych, wszak to Matka Boża nakazała, by Polskę nazwać Jej Królestwem. W końcu Jezus Chrystus ostatni raz światu objawił się właśnie w Polsce, rozmawiając ze świętą siostrą Faustyną, co ma symptomatyczne znaczenie. To jej przekazał orędzie Bożego Miłosierdzia oraz do niej mówił „Polskę szczególnie umiłowałem. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”. To nie tylko o czymś świadczy, to ewidentnie do czegoś zobowiązuje. Jeśli pozostaniemy wierni woli Chrystusa – nasza Ojczyzna ma szansę stać się potęgą. Pozwolę sobie przedstawić kolejny dowód wielkości naszej Ojczyzny, cytując wielkiego hierarchę1 polskiego Kościoła, który opracował Dekalog Polaka:
1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mną [Polską – dopisek mój];
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody;
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie;
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną;
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich;
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem;
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego;
8, Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem [katolikiem
– dopisek mój];
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę;
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.

  W tym miejscu zakończę, bo sam sobie nie wierzę. Nie wierzę, że to napisałem w takiej formie. Niech jednak nikt nie myśli, że mi odbiło, że jestem na haju, lub pod wpływem napojów wysoko wyskokowych. De facto jest to streszczenie majaków2 niejakiego Krystiana Kratiuka na portalu Pch24.pl. W tym miejscu aż chce mi się krzyczeć: Boże! Chroń nas przed taką mitomanią, pychą i zarozumialstwem. Ta mitomania o zabarwieniu wielkomocarstwowym, jest dziś dość powszechna w środowiskach prawicowo-konserwatywno-katolickich. Obawiam się, że to już jest groźna pandemia.
A szczepionki jeszcze nie wynaleziono...