wtorek, 30 stycznia 2018

Szmalcownicy



  Za wstęp niech posłużą słowa europosła, pana Czarneckiego: „Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję”. Nie mam zamiaru odnosić się do właściwego kontekstu tych słów. Chodzi mi tylko o jeden zwrot „tradycja szmalcowników”.

  Przypomnę, szmalcownik to w czasie okupacji niemieckiej osoba wymuszająca okup na ukrywających się Żydach lub szantażując tych, którzy im  pomagali. Nie wiem jak dla kogo, w moim mniemaniu osoba ewidentnie podła i zasługująca na wyjątkową pogardę. Nigdy nie dowiemy się ilu takich było, a nie ulega wątpliwości, że jednak byli, kładąc się cieniem na tym, co dziś rozumiemy przez określenie Polak. Na wszelki wypadek już na początku wyjaśnię – nie neguję istnienia sporej grupy Polaków, którzy z narażeniem życia Żydom pomagali, za co groziła śmierć i to całych rodzin. Niestety, ta druga grupa – ratujących – nie zatuszuje faktu istnienia szmalcowników.

  Do tej pory tylko dwa państwa ścigają za pomawianie o popełnienie i współudział w zbrodni na narodzie. To Turcja i Rosja. Teraz do tego grona dołącza Polska. Obecna nowelizacja Ustawy o IPN z 2016 roku w art. 55a1 przewiduje ściganie osób, które „wbrew faktom” przypisują Polsce i Polakom „odpowiedzialność lub współodpowiedzialność” za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni. W Izraelu odczytano ten punkt jako zakaz np. publikowania świadectw ofiar Zagłady, którzy ucierpieli z rąk Polaków. Pikanterii dodaje fakt, że tę Ustawę przyjęto w przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiar Holokaustu. Niech więc nikogo nie dziwi ostry sprzeciw Izraela wobec tej nowelizacji.

  Tu warto przytoczyć wyjaśnienie polskiego MSZ: „Przewidziana w poprawkach kara będzie dotyczyć precyzyjnie określonych sytuacji i ma służyć zapobieganiu świadomego szkalowania Polski. Ostateczna ocena danego przypadku będzie zależała od sądu [podkreślenie moje]. Zapisy nowelizacji nie ograniczają wolności badań, swobody dyskusji historycznych oraz działalności artystyczne”. Ale we mnie rodzi się pytanie, dlaczego tego zapisu nie ma w Ustawie i dlaczego nie sprecyzowano, co jest swobodą dyskusji, badań naukowych czy działalności artystycznej, skoro z tej Ustawy wynika, że nawet zwykłemu nauczycielowi historii grozi kara za podjęcie problematyki zbrodni w Jedwabnem z insynuacją, że brali w niej udział Polacy? (sic!) Już na zasadzie dowolnego (mojego) skojarzenia, można wysnuć wniosek o kolejnym argumencie za podporządkowaniem sobie sądów, bo i w tej sprawie, orzekać się bezie politycznie. Okazuje się, że oprócz IPN organizacje pozarządowe też mają prawo do wniesienia oskarżenia z tytułu „szkalowania narodu polskiego”. Wynika z tego, że każdy może się liczyć z aresztowaniem jeśli tylko w rozmowie wspomni, że wśród Polaków w czasie okupacji byli szmalcownicy. Czyżby pan Czarnecki też? Niebawem ma się ukazać opracowanie „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” wydane przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów. I czytam w tym temacie: „Wymowa liczb jest nieubłagana: dwóch spośród każdych trzech Żydów poszukujących ratunku – zginęło. Zamieszczone w tomach opracowania dostarczają dowodów wskazujących na znaczną – i większą, aniżeli się to dotychczas wydawało – skalę uczestnictwa Polaków w wyniszczeniu żydowskich współobywateli”. Czy autorów tego opracowania czeka kara więzienia?

  Wreszcie trzeba zwrócić uwagę na znamienne określenie „polskie obozy zgłady”. Wyjaśnię niezorientowanym, że pierwszym, który użyl tego określenia był... Jan Karski, który alarmował aliantów o zbrodniach na Żydach. W moim rozumieniu to jest skrót myślowy, który w żaden sposób nie sugeruje, że to Polacy są odpowiedzialni za Holokaust. Nie znam języka angielskiego by uchodzić za eksperta, ale pozwolę sobie na wyjaśnienie zwrotu polish death camps”. Podobno równie dobrze możne znaczyć „polskie obozy zagłady” jak i „obozy zagłady na terenie Polski”. Sens obu tłumaczeń jest bardziej niż różny. Kto zatem będzie decydował o tym, który jest użyty? To nawet nie jest tak istotne, ile fakt, że za sprawą owej nieszczęsnej ustawy na świecie w sieci pojawiło się w ostatnich dniach około... 25 milionów tych sformułowań w języku angielskim, wspomaganych zdjęciami z marszów ONR! PiS powołał przecież Fundację do promowania Dobrego Imienia Polski – mamy efekt diametralnie odwrotny.

  Jesteśmy skłóceni już cała Europą poza Węgrami, okazuje się, że to za mało. Dziś do naszych wrogów zaliczymy Izrael i tylko czekać, kiedy przeniesie się to do USA, gdzie lobby żydowskie ma silne wpływy. Jak tak dalej pójdzie, będziemy prosić muzułmanów o wsparcie polityczne, bo innych sojuszników trudno gdziekolwiek znaleźć. Czy raban wokół sprawy Holokaustu, którego największe nasilenie miało miejsce na terenach Polski pod okupacją niemiecką jest skuteczną metodą promowania naszego kraju? W gruncie rzeczy sytuacja do „wczoraj” była unormowana i rokowała nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Niestety, nadgorliwi ideolodzy jedynie słusznej partii nie znoszą spokoju. Zawsze znajdą coś, co przykrywa ich niecne gierki na arenie wewnętrznej kraju. Mnie ich działania przypominają działania szmalcowników, którzy poprzez szantaż wymuszają takie a nie inne zachowania, na dziś to budzenie demona antysemityzmu.


PS. Nie podaję linków. Notka jest opracowana na podstawie dużej ilości artykułów umieszczonych na portalu oko.press.pl


sobota, 27 stycznia 2018

Deklaracja ideowa

  W ostatniej notce ledwie napomknąłem o pikniku wielbicieli Hitlera,sorry, tortu z czekoladowymi wafelkami, i zrobiła się mała burza. Bo przecież w Polsce nie ma ruchów o nacjonalistyczno-nazistowskim charakterze. Najwyżej jest margines marginesu. Dla zaspokojenia własnej ciekawości postanowiłem sprawdzić sam, bo wiadomo „Wyborcza” zawsze kłamie. Ja nie będę kłamał, że mam zmysł detektywa. Na kilku portalach polecano mi Deklarację ideową ONR, choć to podobno partia bez jakichkolwiek aspiracji do nazizmu czy faszyzmu. I równie szczerze napiszę: ciarki mi po plecach przeszły... Postaram się w telegraficznym skrócie.

1. Zbawienie w Bogu ostatecznym celem człowieka
Bóg jest Dobrem Najwyższym, a zbawienie najważniejszym i ostatecznym celem życia człowieka.(...) Podkreślając ogromną rolę katolicyzmu, będącego ponad tysiącletnim czynnikiem kulturotwórczym, filarem polskości i ostoją tożsamości narodowej, postulujemy wizję Wielkiej Polski jako państwa przenikniętego duchem katolickim.
Religia, a katolicyzm w szczególności to jeszcze nie nazizm. Niemniej wizja Wielkiej Polski Katolickiej jakoś tak dziwnie współbrzmi z faszyzmem Franco w Hiszpanii.

2. Naród najwyższą wartością ziemską
Naród, rozumiany jako trwała, organiczna wspólnota kulturowa pokoleń przeszłych, obecnych i przyszłych, stanowi dla nas najwyższą wartość doczesną. Członkiem Narodu polskiego jest każdy (...) [kto] jest uznawany przez wspólnotę narodową za rodaka. Potępiając rasizm biologiczny, postulujemy zachowanie stanu homogeniczności etnicznej.
A co to jest ta homogeniczność etniczna? Nie wiem jak komu, mnie się kojarzy z czystością rasy aryjskiej, w naszych warunkach rasy słowiańskiej (polskiej). Ciekawe kto będzie decydował o tej czystości? Wspólnota narodowa – czyli nasi?

3. Rodzina fundamentem Narodu
Rodzina, będąc fundamentem i bogactwem Narodu, jego podstawową komórką, rozumianą jako nierozerwalny związek małżeński kobiety i mężczyzny będzie objęta szczególną ochroną, zwłaszcza w obliczu kryzysu demograficznego.
Można wnioskować, że zostanie zlikwidowana instytucja rozwodów. Gorzej, życie bez rodziną będzie zakazane(?) Kawalerstwo czy panieństwo tylko na ściśle określonych czas. Czy jeśli nie znajdę małżonki dostanę ją z przydziału?

5. Ustrój gwarantem sprawiedliwości i solidaryzmu narodowego
Ustrój Wielkiej Polski będzie opierać się na autorytecie, zawierać suwerenność, hierarchiczność, organicyzm. Czynnikami decydującymi o miejscu w hierarchii będzie osiągnięty poziom moralny, zasługi na rzecz służby Ojczyźnie. Ograniczona zostanie rola partii politycznych jako instytucji szkodliwych. (...) Odrzucamy każdą formę totalitaryzmu, w tym liberalną demokrację, jako reżimy polityczne skrajnie szkodliwe dla wspólnoty narodowej.
To jest żywcem zerżnięte z faszystowskich Włoch i nazistowskich Niemiec, gdzie po dojściu do władzy faszystów i nazistów zlikwidowano wszystkie partie opozycyjne.

7. Wojsko Polskie na straży interesów Narodu
Hierarchia, porządek i dyscyplina wojskowa będą promieniować na resztę Narodu, wyrabiając wśród Polaków, poprzez obowiązkowe powszechne przeszkolenie wojskowe, postawy patriotyczne i cechy obywatelskie. Wojsko Polskie będzie służyć (...) zabezpieczeniu istotnych polskich interesów poza granicami państwa. Tu dodam od razu punkt 10: Dawne Kresy Wschodnie Rzeczpospolitej (...) Oderwanie tych ziem od Macierzy (...) było komunistyczną zbrodnią, która nie może ulec przedawnieniu. Nie zgadzamy się na bezwarunkowe wyrzeczenie się przez Polskę jej dziedzictwa na Wschodzie.
Polska wersja doktryny Drang nach Osten (
sic!) Czy tu można mieć jakiekolwiek wątpliwości? Naród, ten właściwy, będzie szkolony na wzór wojskowy. Coś jak WOT, tyle że obowiązkowy dla wszystkich. Aha, oczywiście powrót od obowiązkowej służby wojskowej.

  Skończę bardzo fragmentaryczną wyliczankę, choć jeszcze jest o Gospodarce w służbie Całego Narodu, taki narodowo-nacjonalistyczny komunizm, co uwypukla fragment: Nie ma naszej zgody na oddzielenie zysków od pracy. Własność prywatna i system nie będą źródłami umacniania wyzysku i niesprawiedliwości społeczne.
Nie, to nie jest koszmarny sen, to jest Deklaracja ideowa ONR. Ci ludzie to nie jakaś grupka hajlujących przebierańców w lesie pod Wodzisławiem Śląskim.  W naszym kraju naprawdę rodzi się nazizm. Kto nie wierzy nie zajrzy na stronę ONR-u1.


PS. Wszystkie cytaty z Deklaracji są pisane kursywą.



piątek, 26 stycznia 2018

Jak Reksio szynkę...



  Miałem się wykłócać z Radkiem, ale sobie daruję, dla mojego i jego spokoju oraz naszego wspólnego zdrowia. Tym bardziej, że minister Brudziński przekonał mnie w sejmowym wystąpieniu, że włoski faszyzm i niemiecki nazizm nie mają nic wspólnego z polskim ruchem katolicko-narodowym. Ten nasz ruch ma zupełnie inne korzenie, bo – korzenie lewicowe. Cytuję: „NSDAP miało lewicowe korzenie: to ruch narodowy, z naciskiem na socjalistyczny”. Chyba bardziej nie można polskim narodowcom zaszkodzić i ich ośmieszyć. Od dziś będę na nich inaczej patrzył.

  Prawdziwie na poprawę mojego nastroju wpłynął inny program telewizyjny, znacznie ciekawszy niż relacja z obrad Sejmu, czy nawet nowy odcinek „Ojca Mateusza”. Chodzi o program „Przy kawie o sprawie” na modłę „Kawy na ławę” TVN24. Warto zaznaczyć, że wzięły w nim udział same kobety dyskutując o sztucznie wywołanej erekcji u mężczyzn. Chodzi o negatywne skutki viagry na męską kondycję. Ja się odniosę do kilku wniosków jakie owe panie wyciągnęły. Okazało się, że viagra oprócz tej fatalnej kondycji może mieć wpływ również na tradycyjne wartości moralne i religijne. Źle wpływa na spójność rodziny. Jeśli dodać do tego niedojrzałość mężczyzn, którzy zażywają tego środka potencji, siłą rzeczy wymagają oni szczególnej opieki, gdyż noszą w spodniach narzędzie zbrodni, jaką jest gwałt. Lekarze, szczególnie ci, za klauzulą sumienia, powinni jednak być znacznie bardziej powściągliwi w przepisywaniu recept, a już na pewno należy go wycofać ze sprzedaży bez recepty, podobnie jak „EllaOne”.

  Jedna z uczestniczek programu posunęła się nawet do stwierdzenia, że erekcja jest darem bożym, a spożywanie viagry jest sprzeczne z prawem naturalnym i działaniem wbrew naszej polskiej, katolickiej moralności. Inna z prelegentek dodała, że naturalnym sposobem na podniecenie jest modlitwa. Socjolożka, dr Elżbieta Korolczuk wyjaśniła sprawę naukowo: „Mamy też do czynienia z syndromem posterekcyjnym, którego efekty to: smutek, zagubienie, poczucie braku sensu życia, ale też ciężkie depresje”. I tu pojawia się fragment tytułu mojej notki: „Mężczyźni pożerają viagrę, jak Reksio szynkę”. Z kolei jeszcze inna już wyraźnie przesadziła, choć kto ją tam wie: „Erekcja to nie tylko sprawa mężczyzny. To sprawa całej rodziny, a może nawet narodu. Tu chodzi o los nas wszystkich, o los ojczyzny”. Ja nie przepadam aż za takim patosem. Był też niesmaczny incydent, gdy usługujący paniom facet przyniósł kawę, a jedna pani do niego zbyt poufale: „Dziękuję ci kotku”.

  Równie ciekawe były reakcje widzów. Zacytuję kilka: „Co za nawiedzone mohery……… To już nawet nie jest Średniowiecze. To co najmniej kamień łupany………….. Skąd bierze się taka ciemnota?”; „co to jest? Jest piąta minuta i ja nie ogarniam czy to jakiś żart czy to wszystko jest gadane na prawdę? ….. przecież Agata Szczęśniak to lewica” i „jeśli te panie tak na serio to masakra”. Na szczęście wszystko się wyjaśniło. Ten program był parodią debat facetów na tematy kobiet, a w szczególności debat na temat aborcji, gdzie kobiet, no może z wyjątkiem pani Kaji Godek, nie uświadczysz. Feministki po prostu sobie zrobiły jajeczka, bo de facto viagra jest wręcz przez Kościół zalecana w przypadkach stanów impotencji. Wszak wszystko dobre, co służy zapłodnieniu. Są już zapowiedzi takich tematów jak „o męskiej masturbacji” i „jak nieść męski krzyż przez życie”. Nie mogę się doczekać. Zainteresowanych tym programem odsyłam do wideo na YouTube – zapewniam dobrą zabawę.





środa, 24 stycznia 2018

Ojciec Mateusz na tropie



  Jakby mało było afer, wybuchła kolejna i to w związku z pewnym popularnym, choć lekko naiwnym serialem. Owej naiwności nie potępiam, w końcu pomysł dość oryginalny ksiądz –detektyw, zdecydowanie sprawniejszy niż nasza policja dochodzeniowa. Czy to by się sprawdziło w praktyce? Nie wiem, wprawdzie ksiądz ma do dyspozycji konfesjonał, urządzenie, które by się bardzo policji przydało, ale bądźmy szczerzy, mało który złoczyńca się spowiada, a księdza i tak obowiązuje tajemnica spowiedzi.

  Oto dziś czytam ze zdumieniem, że jeden z odcinków będzie poświęcony podłożonej bombie na placu zabaw dla małych dzieci przez... muzułmanina (sic!) Zdziwienie nie trwało długo, gdy zdałem sobie sprawę, że fani tego serialu to kolejna potencjalna grupa, którą można zarazić strachem przed muzułmanami, a tego naszym miłościwie nam panującym potrzeba, jak spragnionemu wody. Choć tu bardziej adekwatnym byłoby określenie „potrzeba paliwa”. Autor tego odcinka tłumaczy się, że to nie ma nic wspólnego z nagonką na muzułmanów, a tylko chodzi o jakiś spór o dziecko. Wnet bym mu uwierzył, gdyby nie forma tego sporu, czyli podłożona bomba i wplątanie w niego muzułmanów. Tak jakbyśmy nie mieli rodzimych „bombowców”, podkładających bomby w różnych miejscach, nawet autobusach.

  Pan Żakowski, do którego można mieć wiele zastrzeżeń natury publicystyczno-politycznej, wymyślił odrobinę inny scenariusz. Oto ojciec Mateusz jedzie rowerem przez las i napotyka grupę nazioli świętujących urodziny Adolfa Hitlera. Sam w pojedynkę nic nie jest w stanie zdziałać, więc pędzi tym rowerem na złamanie karku, na posterunek, gdzie komendant mu tłumaczy, że w naszym kraju nazioli nie ma. Są tylko dobrzy narodowcy patrioci, a tych ścigać przecież nie wolno. A nawet gdyby, prokuratora i tak umorzy... Na szczęści dzięki opatrzności bożej i modlitwie ojca Mateusza, nad las nadchodzi burza i rozpędza to patriotyczne towarzystwo. Następna okazja dopiero za rok, a jeśli ksiądz Mateusz nie wsiądzie na rower, co jest mało prawdopodobne, to może i burzy nie będzie.

  I mnie natchnęło na scenariusz, może nie tak dramatyczny jak dwa poprzednie, ale ze suspensem. W miasteczku, parafii księdza Mateusza, dochodzi do coraz ostrzejszych sporów pomiędzy zwolennikami polowań i ich przeciwnikami. Policjantów jest stanowczo za mało aby, ochronić manifestację myśliwych z transparentami „Uwaga polowanie, wstęp miłośnikom lasu wzbroniony!”, przed kontrmanifestacją z innym transparentem „Jeśli polować to tylko na myśliwych”. Umundurowani myśliwi są uzbrojeni w strzelby i towarzyszą im psy, choć tylko tropiące, kontrmanifestacja to zbieranina zielonych, ekologów i obrońców przyrody, uzbrojona w pasy, którymi zamierzają się przypiąć do myśliwych. Na szczęście między tymi grupami pojawia się ksiądz Mateusz i rozkłada ręce, jakby chciał ich w ostatnim momencie rozdzielić. Znakiem krzyża rozpoczyna cytat z Biblii, w którym mowa o czynieniu sobie ziemi poddanej. Proponuje jednorazowo wystrzelać cała zwierzynę w okolicy, tym samym przedmiot sporu na jakiś czas przestanie istnieć. Mięso przeznaczy się dla poszkodowanych w wyniku podłożenia bomby na placu zabaw. Pozostaną najwyżej myszy i szczury, więc myśliwi będą mieli do czego strzelać, a takiemu strzelaniu ekolodzy na pewno nie będą mieli nic przeciw. Za to swój gniew niech skierują na patriotów obchodzących rocznicę urodzin Adolfa Hitlera. Już się władza o to postara, aby ciągać ich (ekologów) po sądach, bo przecież o to w tym wszystkim chodzi.


niedziela, 21 stycznia 2018

Wołanie o pluralizm



  „W Polsce, także za rządów Prawa i Sprawiedliwości na uniwersytetach medycznych, jeśli zajmujesz się bioetyką możesz mieć każde poglądy, pod warunkiem, że jesteś za zabijaniem nienarodzonych. Bycie przeciwko sprawia, że jesteś na wylocie. A najlepszym tego przykładem jest to, co mnie [podkreślenie moje] spotkało”. Gdyby ktoś nie był zorientowany, to jest fragment oświadczenia pana P. T. Terlikowskiego, opublikowane na jego własnym portalu Malydziennik.pl1.

  deklarację z oskarżeniami w stosunku do Warszawskiego Uniwersytetu  Medycznego podchwyciły niemal wszystkie portale prawicowe, starając się udowodnić, że pluralizmu na takich uniwersytetach nie ma, gdyż tam wykładają takie tuzy lewackie jak Jan Hartman i Magdalena Środa. Przyznam szczerze, że byłem zaskoczony, a nawet lekko zbulwersowany. Wprawdzie wszyscy wiemy kim jest „poszkodowany” i jakoś tak nie za bardzo jest mi go żal, ale skoro mu obiecano słownie (co wynika z jego oświadczenia), skąd ta nagła zmiana decyzji? A tak, w sprawę podobno wtrąciła się pani Wanda Nowicka, znana działaczka ruchu feministycznego, wiadomo – czyste lewactwo. Pan Terlikowski niczego nie insynuuje, a tylko publicznie nadmienia, bo to ona pierwsza zwróciła uwagę na fakt, że mu odmówiono.

  Z kolei pan Łukasz Adamski pisze w artykule opisującym całe zdarzenie tak: „Wolność słowa jest dla mnie wartością nadrzędną. To elementarne prawo człowieka. Nikt nie ma prawa zabraniać drugiej osoby głosić własnych poglądów. Nawet najbardziej skrajnych i szokujących2, choć jednocześnie często odmawia "Wyborczej" prawa do własnych poglądów. I tu już budzą się moje demony (czytaj: wątpliwości). Załóżmy hipotetycznie, że taki prof. Jan Hartman (wspomniałem o nim nie bez przyczyny – patrz poniżej) chciałby wygłaszać swoje wykłady na takich uczelniach jak KUL czy WSKSiM (wyższa szkoła medialna Rydzyka), choć wątpię czy taka myśl w ogóle przyszłaby mu do głowy. Ponieważ nie wierzę w to, aby mu to umożliwiono, ciekawe czy pan Adamski pisałby tak samo? Tu mnie zastanawia jeszcze jedno, dlaczego pan Terlikowski nie chciał wykładać na KUL (na WSKSiM – nie ma wydziału bioetyki)? Rodzi się też pytanie, kto obiecywał panu Terlikowskiemu te wykłady. Otóż podobno prof. Marek Wichrowski, który zmarł w Wigilię. Nie chcę negować zapewnień Terlikowskiego, ale ukazało się oświadczenie WUM:
Szanowni Państwo,
odnosząc się do informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej informuję, że:
1. Do władz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zarówno rektorskich, jak i dziekańskich, nie wpłynął żaden wniosek o zatrudnienie p. Tomasza Terlikowskiego.
2. Władze WUM nie wyrażały zgody, aby p. Tomasz Terlikowski miał prawo w jakichkolwiek sytuacjach przedstawiać się jako wykładowca WUM, gdyż nie jest związany z Uczelnią.
3. Kwestie światopoglądowe i polityczne nie są brane pod uwagę przy rozpatrywaniu wniosków o zatrudnienie w WUM.
Marta Wojtach rzecznik prasowy WUM
”.

  Znamiennym jest tu pomówienie, jakie pada w oświadczeniu T. P. Terlikowskiego: „Tyle, że jeśli silne proaborcyjne poglądy (a takie ma niemała część wykładowców bioetyki na wydziałach medycznych, by przypomnieć tylko prof. Jana Hartmana) nie są przeszkodą, to dlaczego są nią poglądy antyaborcyjne?”. Pomówienie, bo choć prof. Hartman ma faktycznie kontrowersyjne poglądy, akurat nigdy nie był proaborcjony, wręcz przeciwnie niejednokrotnie pisał, że aborcja jest zła, choć jest za poważną dyskusją o niej. Dyskusją, a nie zaślepioną walką z każdym jej przejawem, w formie nie do przyjęcia na wyższej uczelni. Już sam fakt mówienia, by nie napisać wrzasku, o silnej ideologii proaborcyjnej bez uwzględnienie faktów, norm społecznych i prawnych oraz stanu świadomości społecznej, z bioetyki, rozumianej jako naukowej dyskusji, pana T. P. Terlikowskiego wyklucza. Pluralizm owszem, ale na odpowiednim poziome. Poglądy i poziom argumentów, które on prezentuje, wystarczą na takie portale jak Fronda.pl czy MalyDziennik.pl. I choć ja mu nie odbieram tytułu doktora filozofii, jakoś nie widzę go w debacie naukowej o bioetyce. Zbyt jest zaślepiony ideologią chrześcijańską, która nie uwzględnia żadnych głosów przeciwnych.