środa, 28 marca 2018

Inflacja


  Ja już pisałem o rewaloryzacji mojej emerytury w wysokości 13 zł polskich netto, która ma wynikać między innymi ze wskaźnika inflacji. Skoro ZUS twierdzi, że była tak niska, znaczy się, ja jestem bardziej rozrzutny, skoro coraz mniej mogę z niej zaoszczędzić. Coraz mniej? Już praktycznie nic nie mogę odłożyć na „czarną godzinę” a mam górniczą emeryturę. Ja naprawdę podziwiam tych, co mają te najniższe. Zastanawiam się na czym mógłby zaoszczędzić? Na pierwszy ogień pójdą książki, na drugi telewizja, albo i odwrotnie. Net sobie zostawię. Jakiś to erzac tego, z czego zrezygnuję.

  ZUS-owi przeczą inne fakty i nie mam tu na myśli karteczek z cenami na produktach żywnościowych. Już praktycznie nie zwracam na nie uwagi. Nawet nie wiedzieć jak bym psioczył, promocyjnej ceny nie wymuszę, chyba że przejdę na produkty przeterminowane. Znamienna scenka z Biedronki, jakiej byłem świadkiem wczoraj. Jakiś facet przebiera w bananach i odkłada te, co bardziej brązowe. Okazał się być Ukraińcem na praktyce. Podchodzi kierowniczka i tłumaczy: „Juri, te mniej brązowe do innej skrzynki. Da się mniejszą, promocyjną cenę”. Ja bym ich za darmo nie wziął, bo moje kury jakoś nie mają upodobania do gnijących bananów. Sam też się ich nie tknę. Ale do rzeczy, czyli do tej inflacji. Nawet nie wiem jaka jest faktycznie, ani tego nie obliczam, ani nie wierzę specom, bo oni wliczają w to nawet taniejące ceny luksusowych samochodów, więc ta średnia to pic na wodę – fotomontaż. Ale jej obraz przedstawia zupełnie inne wydarzenie stricte polityczne. Już wyłuszczam.

  W czasie „afery” z nagrodami dla ministrów i pani premier, wyszło, ze poprzednicy też je sobie przyznawali, i tylko z powodu inflacji, wydają się niższe. To nawet zrozumiałe jeśli przyjrzeć się opowieści ministra Gowina, któremu kilkanaście tysięcy złotych na miesiąc za poprzedniego rządu nie wystarczało na utrzymanie rodziny. Teraz ma lepiej, ale nie dlatego, że ma wyższą pensję, ile dlatego, że nie ma już córek na utrzymaniu. Mniemam, że ten obowiązek wzięli na soje barki zięciowie. Ale to jeszcze nie dowód. Pewien prominent PiS, by udowodnić, że poprzednicy przyznawali sobie więcej, wystosował zapytanie do obecnego rządu, ile było tych nagród i w jakiej wysokości.. I wiecie co? Ja żałuję, że jego miny nie widziałem, gdy odpowiedź otrzymał, przypomnę, od rządzących z ramienia PiS. Nagrody w ciągu pięciu lat, z uzasadnieniem, bo Beta Szydło w to się już nie bawiła, otrzymało trzech ministrów, a kwota tych nagród wyniosła w sumie 38 tys. też złotych polskich (sic!) To połowa tego, co dostał jeden z nagrodzonych ministrów w rządzie Beaty, jej samej nie wyłączając. Jeśli więc wierzyć pisowcom, że te wartości są porównywalne, na przestrzeni ostatnich dwóch lat mamy do czynienia z inflację – nie stu, a rzędu kilkuset procent!

  To oczywiście błędna kalkulacja. Takiej inflacji, nawet ja, Zrzędą do kwadratu, nie udowodnię. Pozostaje zatem inny wniosek, przy którym będę się już upierał: tak pazernej władzy na kasę i władzę nie mieliśmy od ćwierćwiecza, z małym wyjątkiem na dwuletnią kadencję PiS w ubiegłej dekadzie. Gdy przed ostatnimi wyborami panie Beat Szydło mówiła, że chce się pochylić nad biednymi i wykluczonymi, to ja dziś wiem, że miała na myśli tylko siebie i jej współtowarzyszy partyjnych. I niech mi nie próbuje szklić oczu, że program 500 plus, bo to my, wszyscy obywatele tego kraju na to się składamy. Tak samo jak na nagrody ministrów, wiceministrów i całej rzeszy aktywistów partyjnych jedynie słusznej partii. To my składamy się na jacht i wycieczkę po oceanach by zachwalać Polskę..., rybkom, rekinów ludojadów nie wyłączając. Ja już kiedyś pisałem, że my tylko z Bałtykiem nie jesteśmy skłóceni, więc morzom i oceanom musimy się odwdzięczyć, pokazując barwy biało-czerwone.

  Teraz widać jak na dłoni, po co PiS wyciągnął ustawę o zaostrzeniu aborcji. W ten sposób chciał przykryć własną zachłanność i skierować gniew ludu w innym kierunku. I by się wnet udało, gdyby nie podpuszczona przez J. Kaczyńskiego, była pani premier nie wyskoczyła na mównicę sejmową z krzykiem, że jej i ministrom jej rządu nagroda się bezwzględnie należała. Tego nawet prawicowy elektorat nie może przełknąć, bo słupki lecą na łeb, na szyję, nawet jeśli wziąć poprawkę na fakt, że ostatni sondaż przeprowadzono na zlecenie TVN. W Szczecinie kandydat na burmistrza z ramienia PiS, w symulacji wyborów, przegrywa z kretesem. Opozycja, nie ważne czy totalna, ma jedyną szansę. Głośno i stale punktować tę pazerność. Powodów nie braknie, bo PiS robi wszystko, aby nas o tej pazerności przekonywać. Pazerności, która wynika z inflacji zasad moralnych. Już nawet nie będę pisał, skąd oni te zasady czerpią...



niedziela, 25 marca 2018

Obudź się


Popatrz jak piękny jest ten świat,
Każdy z każdym niemal za pan brat.
Ileż w nim miłości, szczęścia i radości.
 
Ileż barw w słonecznym wschodzie,
Ileż dobrej ulgi po słońca zachodzie.
Tak to On ułożył nam, w swej mądrości.

Obudź się – bo to fałszywy jest świat.
Pełen zła, fałszu i gniewnej złości.
Nawet ostrymi cierniami rani nas kwiat,
Dążąc pokracznie ku urojonej świętości.

Czas przeorać go, jak pole orze pług,
Jak ogień wypala na drodze każdy dach.
Bez Niego i Jego pazernych sług,
bez iluzji i pogardy, choć to budzi strach
.

  Ten nieporadny sonecik popełniłem sam, zainspirowany zwiastunem drugiego sezonu „Westworld”. Choć nie tylko nim. Kilka ostatnich miesięcy poświęciłem uważnej lekturze katolickich portali i przyznam, że gorzknieję jak pestka śliwki, choć pewnie ma w tym udział zbliżająca się starość. Coraz bardziej nie rozumiem tej polskiej, katolickiej mentalności, pełnej frazesów o miłości bliźniego, pełnej buńczucznej walki o życie nienarodzonych z jednoczesną ignorancją i pogardą potrzeb żyjących. Bezwarunkowo nakazująca i zakazująca żyjącym wszystkiego, czym jest wolność. Ten Kościół widzi ją tylko jako pełne, niewolnicze poddanie się woli Najwyższego, którego nikt nie widział, nikt nie słyszał, a o którym mówią pełne jedynie metafor starożytne Księgi pasterzy owiec i kóz, dla których jednym szczęściem były pokłony dla władcy, niejednokrotnie bezwzględnego tyrana.

  Uczyniono nas katolikami bez naszej wiedzy i nie pytając o zdanie, od razu stawiając w pozycji posłuszeństwa i pokory. Tu trzeba dodać, że wiążą nas na całe życie z Kościołem, czy tego chcesz, czy nie, i nawet akt apostazji formalnie niczego nie załatwia. Nasza wczesna edukacja to nie tylko przekazywanie wiedzy o świecie i życiu, to również wpajanie bajkowo-mitycznej tradycji. Ze wszystkich bajek w końcu nas wyleczono, poza tą jedną, o dobrej Bozi i szkaradnym, podstępnym Złym, który czyha na nas na każdym kroku, jeśli tylko sprzeciwimy się Dobremu. Bo dobrem jest tylko bezwzględne posłuszeństwo, już nie tylko Jemu, ile rzeszy Jego sług, którzy czasami plotą takie bzdury, jakbyśmy nigdy rozumem z wieku szczenięcego nie wyrośli. Każą nam wierzyć, że kiedyś tam wstaniesz z grobu w nowym, wspaniałym ciele, by wiecznie żyć w cudownym raju, którego nikt nie potrafi sobie wyobrazić, gdzie będziemy Mu bić pokłony całą wieczność. Jakkolwiek niedorzecznie ta perspektywa brzmi, masz wprawdzie prawo w nią nie wierzyć, ale nie wolno jej obrażać ani z niej drwić. Oni mają prawo wyśmiewać niewiarę, ale ich wiara jest świętym, nietykalnym tabu. Moralność bez Boga jest a priori zła, hipokryzja części wiernych i kapłanów jest wręcz świętością.

  To w związku z Czarnym Piątkiem, według narracji konserwatywnej – o prawo do mordowania – co jest ohydną, frazeologiczną  manipulacją. Taką narrację podrzucili katoliccy talibowie i instytucjonalny Kościół chętnie ją podchwycił. Posunął się krok dalej, zaczął oficjalnie, publicznie naciskać na posłów o przyspieszenie prac nad restrykcyjną ustawą, dolewając oliwy do ognia. I chyba czegoś w swej „nieomylności” nie przewidział. Gniew Czarnego Piątku skierował się po raz pierwszy w historii powojennej Polski, już nie tylko przeciw politykom, którzy nie potrafią wstać z kolan przed biskupami, ale również przeciwko tym biskupom. Nie jestem pewien czy to dobrze, bo antyklerykalizm wyszedł na ulice, ale to kler jest sam sobie winien. Właśnie w gruzy obraca się ostatnia instytucja, a raczej mit o niej, że ktoś w tym kraju jest w stanie jeszcze zjednać Polaków. A wystarczyło nie ruszać z trudem wypracowanego kompromisu, który i tak już trudno kompromisem nazwać, skoro coraz bardziej piętrzą się trudności wynikające z oplatania nas siecią klauzuli sumienia. Sumienia tylko tego w wersji katolickiej. Nie o prawo do mordowania tu chodzi, a o sprzeciw wobec katolickiemu obowiązkowi cierpienia.


środa, 14 marca 2018

Prawda nas wyzwoli


  Nie będę udawał, że jestem mocny w historii, ale to mi zostało w pamięci – Polska od 1795 roku do 1918 była pod zaborami. Nie było Polski jako państwa, choć przez krótki czas (1805-1815) trwało marionetkowe Księstwo Warszawskie za sprawą Napoleona. I spokojnie, nie mam zamiaru tu dywagować o przyczynach i skutkach tej 123-letniej niewoli. Niejako dla przypomnienia dodam, że krótki okres II RP skończył się ponad pięcioletnią okupacją Niemiec i blisko półwieczną okupacją sowieckiej Rosji, choć na mapie świata pojawiły się już kontury naszego kraju.

  W wyniku częściowo wolnych wyborów w czerwcu 1989 r., po raz pierwszy w powojennej Polsce staliśmy się znów suwerennym państwem, choć pewnie nie brakuje takich, którzy temu zaprzeczą. Dla nich Polska będzie wolna tylko w tedy, jeśli zamieszkiwać i rządzić nią będą Polacy, dodajmy – prawdziwy Polacy – w dodatku całkowicie uniezależnieni od wpływów zagranicy, liberalnych i lewicowych ideologi, cokolwiek to znaczy. W obliczu istniejącej narracji tych prawdziwych Polaków, sam raczej na takie miano nie zasługuję. Mam dwa prawdziwe felery. Pierwszy to fakt, że urodziłem się, kształciłem i pracowałem przez większą część życia w PRL-u. I choć komunizmu nie cierpię i tak do końca życia będę nazwany postkomunistą z drugiego powodu. A ten to mój kosmopolityzm, liberalizm, niechęć do nienawiści innych, pacyfizm oraz ateizm. Takie cechy w kreowanym modelu prawdziwego Polaka się nie mieszczą.

  Jest jeszcze jeden powód, dla którego prawdziwi Polacy nie do końca czują, że żyją w wolnym kraju. To przez te nierozważne przystąpienie do Unii Europejskiej, która wcieliła się w rolę Rosji, Prus i cesarstwa Austrowęgierskiego. Tak to orzekł autorytatywnie nasz prezydent Andrzej Duda. Idea nie całkiem nowa, już wcześniej Naczelnik państwa i jego świta dawali do zrozumienia, że musimy wstać z kolan by pokazać Unii, gdzie jej miejsce i kto tu rządzi. Poszło o niezgodę tej Unii na rodzący się autokratyzm i łamanie Konstytucji, a to jest dla prawdziwego Polaka nie do przyjęcia. Przy okazji wyszło, ze cały świat zwariował na punkcie pewnej, przecież w pełni suwerennej noweli ustawy o IPN. Czarę goryczy przelała odmowa wydania Polsce jakiegoś zbrodniarza przez Irlandię z powodu insynuacji, że polski wymiar sprawiedliwości nie jest dziś niezależny. Tak jakby nam ktoś w pysk dał! I to kto? Mało liczący się gospodarczo-politycznie wyspiarski kraik.

  Jakże znamiennie zabrzmiały słowa Prezydenta: „Otóż proszę państwa, to niech sobie ci wszyscy [pro-unijni – dopisek mój] przypomną te 123 lata zaborów, jak Polska wtedy pod koniec XVIII wieku swoją niepodległość straciła i zniknęła z mapy. (...) Bo teraz gdzieś daleko, w odległych stolicach, decyduje się o naszych sprawach. To tam zabiera się pieniądze, które my wypracowujemy i tak naprawdę pracujemy na rachunek innych1. Pewnie Pan Prezydent zna za dobrze język polski, tak jak za dobrze zna angielski, jak to tłumaczył ojciec Prezydenta, i nie wszyscy Polacy rozumieją sens tych słów. One pewnie niczego nie sugerują, one są czystą Prawdą. A tylko Prawda nas wyzwoli. Gdzieś mu uciekł fakt, że my wciąż więcej dostajemy niż dajemy, ale to pikuś, tym bardziej, że nam się należy za krzywdy jakie świat nam wyrządził. Jak to pisał pewien poeta: „Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich nie przekreśli” – sorry, wróć, to niewłaściwy poeta, nie do końca prawdziwy Polak, bo gdyby nie to, te wersy byłyby i dziś obowiązkową lekturą szkolną.

  Wróćmy jednak do sedna, czyli wypowiedzi Prezydenta. Okazuje się, że nie tylko ja tę wypowiedź potraktowałem jako krytyczną wobec Unii Europejskiej i związków jakie nas z nią łączą. Tę wypowiedź zacytował również prorządowy portal wPolityce.pl, choć komentarz pojawił się dopiero po licznych krytycznych uwagach na temat tej wypowiedzi2. Ale to utwierdza mnie w przekonaniu, że mój odbiór tych treści nie jest odosobniony. I oto nasz Prezydent błysnął intelektem jednym krótkim zdaniem na twitterze, skierowanym do wszystkich krytykantów: „Ubaw i żenada. 24 godziny potrzebowali żeby to wydumać3 (sic!). Cóż, jak to określił pewien portal, pan Prezydent ma za doradcę Ducha Świętego. Niestety, nie wszyscy na Jego, Ducha, względy i taką błyskotliwość mogą liczyć.




czwartek, 8 marca 2018

Lechogród – czyli jajeczka z katastrofy



  To, że ja nie rozumiem pewnych poczynań partii rządzącej naszą Najjaśniejszą już nawet mnie samego nie dziwi. Mój mózg widocznie działa na zwolnionych obrotach i najnormalniej w świecie nie nadążam. Rzecz w tym, że tu już chyba nikt nie nadąża, nawet zwolennicy PiS, ale to dobrze, nie muszę mieć z tego powodu żadnych kompleksów.

  Oto wczoraj, na portalu wPolityce.pl, przypomnę – stricte prorządowym, czytam artukuł1 i sam nie wierzę własnym oczom: „Zmian planów podkomisji smoleńskiej” (sic!). Wydawało się, że minister Macierewicz, zwolniony z obowiązków dereformowania Armii Wojska Polskiego, teraz już tak skupi się na tej podkomisji, że jak obiecywał nieformalny Naczelnik państwa, w kwietniu już będzie wszystko wiadomo na temat „zamachu”. No, może nie wszystko, może tylko to, że zamach był. Nie pomogły zgniatane puszki po piwie, pękające parówki, nie pomógł eksperymentalny wybuch w blaszanym hangarze, nie pomagają najznakomitsi eksperci Zachodu, nie chce pomóc nawet makieta Tu-154M w bazie wojskowej w Mińsku Mazowieckim. Eksperci, ci najznakomitsi, amerykańscy, pooglądali ją sobie przez tydzień i się rozjechali do swoich krajów, coś się tam tłumacząc, że nie prędzej jak za rok wydadzą może jakąś opinię (sic!). Jaką, tego chyba sam Belzebub, po zaciągnięciu opinii u Macierewicza, nie zgadnie. Od niego, znaczy się Macierewicza, też nic wyciągnąć się nie da, on jakby obraził się na cały świat za to, że pozbawiono go tak intratnej posady i na dodatek wytyka mu się jakieś karty kredytowe.

  Zamiast niego tłumaczy się rzeczniczka podkomisji, zresztą dość enigmatycznie. Podobno są jakieś raporty cząstkowe (chyba bardziej adekwatnym określeniem byłoby „szczątkowe”), ale ich się nie opublikuje, za to na 10 kwietnia przygotowano kolejny film rysunkowy z grupy tych „Wolt Disney przedstawia”, dumnie nazwanym „prezentacją multimedialną”. Coś jak „Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków” w nowoczesnej aranżacji, zatytułowany: „TU 154 i ścigający go na lotni Donald”, choć nie kaczor. A wszystko podobno dlatego, że ekshumacje ofiar katastrofy zakończą się dopiero w maju (sic!). Przyznam szczerze, ze tego ostatniego zabiegu w ogóle nie rozumiem. Fakt jest faktem, pomieszano niektóre członki ciał, tylko jakie to ma znaczenie dla ofiar katastrofy? Mam czcić te rozkładające się zwłoki, czy pomięć o ludziach? Gdyby te szczątki zawierały jakąś tajemnicę, w skali dokonanych już ekshumacji, ta tajemnica została by wyjaśniona. Oni wszyscy zginęli w jednym i tym samym samolocie! I jeszcze jeden „czarny” scenariusz. Niech się okaże, że w ostatniej ekshumowanej trumnie są szczątki kogoś innego, to co? Znów się odkopie właściwą trumnę, by wszystko szczątki należycie poukładać? Przecież to jest chore, czysta paranoja, obłęd nekrofilii w najgorszym wydaniu!.

  Wreszcie ostatni wątek tej informacji z Polityki.pl. Czytam: „(...) części członków zespołu pracującego przy MON skończyły się umowy na pracę w komisji (według niektórych naszych źródeł może nawet chodzić o większość jej członków). Nie przedłużono ich, ani nie poinformowano, czy – a jeśli tak, to kiedy – będą one przedłużone”. Innymi słowy, dziś nikt nic nie wie, nawet rzeczniczka podkomisji do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Umowy mogą być przedłużone albo i nie, Jednym tak, drugim niekoniecznie. A może w takim układzie zaproponować im, jak niedawno rezydentom, by popracowali dla idei? W końcu bardzo szczytnej, mającej ukoić nienawiść Naczelnika Najjaśniejszej do Donalda Tuska. Nic nie ukoi jego żalu po stracie brata, nawet tysiące pomników i nazw ulic jego imienia. 

  W czasach stalinowskich, w 1953 roku dla uczczenia pamięci zmarłego wodza zmieniono nazwę Katowic na Stalinogród, którego byłem mieszkańcem przez trzy lata i... przeżyłem. Może trzeba iść tą drogą i taką Warszawę zmienić na Lechogród? Głowa do góry Warszawiacy-Lechogrodzianie, z takiego powodu się nie umiera. Trzeba by się tylko pospieszyć, póki PiS ma zdecydowaną większość w Sejmie, Senacie i „swojego” prezydenta, a wtedy może wreszcie skończą się te jajeczka.





środa, 7 marca 2018

Burza w nocniku



  I się, kurka wodna, porobiło. Takie tuzy polityki jak w PiS, a dali się wrobić Kukizowi, który ma ledwie garstkę nic nieznaczących posłów. Tak się nieoficjalnie tłumaczą, że na nowelę uchwały o IPN, mocno naciskał Kukiz. Wprawdzie autoryzował niejaki Jaki, ale teraz trudno znaleźć winnego tego gniota ustawodawczego. Miało być dobrze, bo „dobra zmiana” jest dobra we wszystkim, a wyszło jak zwykle. Pełna kompromitacja.

  Wczoraj rano buchnęła wieść, że Stany Zjednoczone wprowadzają restrykcje wobec polityków naszego państwa. Przyznam, że sam wziąłem to za fake news. Później było dementi rzeczniczki rządu, by w południe okazało się, że to nie żaden fake, to prawdziwy news. Dziś znów dementi polityków, ale Onet broni się dzielnie, żądając ujawnienia pewnej notatki Z-99/2018. Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Mazowiecki mają szlaban na Biały Dom, ba, w ogóle na spotkanie i rozmowę z kimś (po)ważnym, o ile Trumpa i jego najbliższe otoczenie można uznać za poważne. Tak a propos, raz w tygodniu w HBO jest program jakiegoś amerykańskiego komentatora wydarzeń politycznych w Stanach Zjednoczonych. Gdyby taki był w Polsce, a „Ucho prezesa” przy nim wysiada, w związku z tą nowelą ustawy o IPN, do końca życia by z pudła nie wyszedł. Krytykuje nie tylko prezydenta Trumpa, nie tylko polityków wszystkich opcji politycznych, ale również samych Amerykanów narażając ich na złą opinię w świeci, i... włos mu z głowy nie spadnie. Ale wiadomo, USA to demokracja, czasami nawet śmieszna, gdzież nam do niej, i nie mam tu na myśli samej Ameryki, a tylko demokrację.

  Ok, właściwie nie ma o co szat rozdzierać. Prezydent Duda już ponad trzydzieści miesięcy czeka na zaproszenie do Białego Domu, może poczekać drugie tyle. Może też nie pojechać w ogóle i świat się nie zawali. Z tymi naszymi stosunkami bywało różnie, ale od czasu uzyskania suwerenności państwowej, i nie mam tu na myśli li tylko rządów PiS, tak źle jeszcze nie było. Byłoby ok, gdyby nie było gorzej. Zapytam sam siebie, czy ktoś kiedyś, poza Polską i Izraelem, wiedział coś o Jedwabnem? Głowy nie dam, mam jedną, ale śmiem wątpić. Pewnie kanadyjscy studenci pytaliby, czy to Jedwabne leży na Filipinach, nad czym trzeba ubolewać. Dziś o tej zbrodni Polaków, sorry, garstki Polaków (żeby nie było, że uogólniam), dokonanej z pobudek antysemitystycznych, pewnie wie cały świat! Za sprawą tej idiotycznej ustawy mamy pierwszy pozew obrońców dobrego imienia Polski, który świadczy o tym, że im się w głowach kompletnie po... mieszało. Teraz już najbardziej dzicy Indianie w dżungli amazońskiej, a kto wie czy nawet nie Papuasi z Nowej Gwinei, wiedzą, co się stało w tym Jedwabnem i kto jest za to odpowiedzialny. A jaki będzie skutek tego pozwu? Oby żaden, bo grozi nam kontrpozew o ograniczenie wolności słowa – na świecie! A wystarczyło drogami dyplomatycznymi, tak jak to robiono do tej pory, zwrócić grzecznie autorom Pagina/12 uwagę, o niestosowności tej fotografii do tematu artykułu, bo sam artykuł podobno nie zawiera żadnych obraźliwych treści. Z tym, że PiS-owscy intelygenci wiedzą lepiej. Oto mamy sytuację, że posłużę się podtytułem felietonu St. Tyma: „Mówiąc najogólniej, w czasie drugiej wojny i po wojnie Polacy i Polska byli zawsze niewinni, a jeśli ktoś ma inne zdanie, można go będzie wsadzić do więzienia”. Inaczej rzecz ujmując, mamy prze…chlapane, ale aż jestem ciekaw jak oni postawią przed sądem tego Argentyńczyka, jaki wydadzą wyrok (zaocznie?), i jak go wyegzekwują?

  I najważniejsze, kto będzie teraz śledził prasę izraelską, ba! światową, bo teraz na pewno nie brakuje artykułów szkalujących dobre imię Polski, i czy wobec braku jakichkolwiek innych możliwości naprawy tego dobrego imienia, wypowiemy Izraelowi wojnę? Tego wprawdzie nowela ustawy o IPN nie przewiduje, ale wystarczy, że Kukiz z Jakim mocno zabalują, kto wie, co się w ich łepetynach urodzi. Wracam pamięcią do czasów dawnych, gdy moje dziecko siadało na nocniku, w celu zrobienia atrakcyjnej kupki. Żartowaliśmy, że będzie burza w nocniku. Może ci politycy PiS i Kukiz’15 na nocnika nie siadają, ale to co z nich się wydala, i nie mam tu na myśli kupki, śmierdzi jeszcze bardziej. Zamiast dobrego imienia Polski mamy obraz Polski antysemickiej. O ile do tej pory można było się tłumaczyć, że to tylko garstka, dziś wszyscy Polacy mamy przypiętą łatkę antysemitów. Na życzenie PiS.