środa, 25 kwietnia 2018

Czy to jest życie?


  Ja chyba już tracę poczucie hierarchii wartości. Gdy obserwuję obecne wydarzenia społeczno-polityczne, mam wrażenie, że w tym naszym świecie coś się kompletnie rozjeżdża i już się nie nadaję do ocen moralno-etycznych. Ale nawet gdyby, mam na szczęście swoje prywatne poletko i mogę się dziwić nie przestawać.

  Wydawałoby się najważniejszym wydarzeniem w kraju na płaszczyźnie społecznej jest okupacja Sejmu przez rodziców osób niepełnosprawnych. Tak jak i poprzednim razem, za rządów PO-PSL, mam wątpliwości, czy narażanie niepełnosprawnych na mało komfortowy pobyt w gmachu Sejmu to najlepszy pomysł, ale okazuje się, że innego sposobu nie ma. Rząd i Prezydent początkowo chcieli się na tym proteście wylansować – obietnicami – dziś lansuje się opozycja, protest wspierając, bo jest okazja  uszczknąć PiS kilka kolejnych punktów procentowych w słupkach poparcia. Tenże Rząd powoli ustępuje. Aczkolwiek nie bez oporów i prób zagrywek poniżej pasa, jak podpisanie porozumienia samemu z sobą. Protestujący też ustępują, dziś żądania stałego dodatku spadły do 300 zł. I niby ok, bo rodzi się kompromis, co zawsze uważałem za najbardziej rozsądne wyjście w sytuacji konfliktów. Tyle, ze to tylko moja osobista ocena, bo śledząc portale, szczególnie te prawicowe, można dojść do wniosku, że ta sprawa praktycznie nie zasługuje na żadną uwagę.

  Pominę zachowanie Pani wicepremier od Spraw Społecznych, byłej premier Beaty Szydło, która powinna temu poświęcić swój czas, a która wybrała się na spływ Dunajcem, pokazując na ile to ją obchodzi, skoro dobierają jej nagrodę, która się jej słusznie należała. Ale już zachowania Prezydenta nie rozumiem. Dostał prztyczka w nos w czasie odwiedzin protestujących, więc poświęcił się innej sprawie, medialnie bardziej bezpiecznej, o czym za chwilę. Nie rozumiem mediów, które więcej uwagi poświęcają ustawie 447 Kongresu Stanów Zjednoczonych, której skutki nie sposób przewidzieć, ale która jest efektem nieudolnej polityki zagranicznej pisowskich dyplomatołków i tej samej nacji  polityków, bo według mnie wystarczył tylko nie drażnić wilka. Jeszcze bardziej zdumiewa mnie rozdmuchiwanie sytuacji Alfiego Evansa, również przez Prezydenta. Pisze na twitterze: „Alfie Evans musi zostać uratowany! Jego małe ciało znów udowodniło, że cud życia może być silniejszy niż śmierć. Może wystarczy tylko dobra wola decydujących o tym osób. Alfie, modlimy się za Ciebie i za Twoje wyzdrowienie!”1. Pozwolę sobie na osobiste pytanie: panie Prezydencie, czy modli się Pan za poprawę życia niepełnosprawnych Polaków, skazanych na samych siebie i dobrą wolę najbliższych? Ich życie też jest cudem, a chęć życia silniejsza niż pragnienie śmierci. Gdzie jest dobra wola rządzących i Pana?

  Owe prawicowe media prześcigają się w oburzającym tonie na temat tego, co dzieje się w W. Brytanii wokół jednego śmiertelnie chorego dziecka, wspierając się opiniami i troską papieża. Podkreślam to jednego, bo w Polsce jest około  250 tys. niepełnosprawnych, uzależnionych od opieki bliskich. Na takim katolickim portalu Pch24.pl ani jeden artykuł nie dotyczy tych niepełnosprawnych, jest natomiast  aż siedem na stronie głównej, dotyczących Alfiego (sic!). Na portalu wPolityce.pl obrywa się nawet Unii Europejskiej: „Czy tropiąca praworządność Komisja Europejska zabierze wreszcie głos w tej sprawie? Czy wreszcie unijni komisarze, którzy z taką troską walczą z wycinką chorych drzew w Puszczy Białowieskiej, zawalczą o życie chorego chłopca?2, w czasie, kiedy procedury brexitu już są zatwierdzone.

  Z medycznego punktu widzenia życie Alfiego jest przegrane. W mojej ocenie mieliśmy tu ewidentnie do czynienia z uporczywą terapią, której sens trudno mi zrozumieć. Na nieszczęście sędzia, który tej uporczywej terapii zakazał, okazał się być gejem i dopiero się porobiło. Na dobrą sprawę niemal każdego umierającego można w ten sposób utrzymywać przy życiu. Dojdzie do paradoksu, że w szpitalach będzie więcej takich, których życie sztucznie się podtrzymuje, niż tych, którym doraźna pomoc może życie uratować, ale zabraknie dla nich łóżek. I kto za to będzie płacił? Konsekwencją życia, gorzej, zapłodnienia, jest śmierć i tego nie zmienią nawet największe zdobycze medycyny. Oczywiście, trudno jest się z nią pogodzić, szczególnie gdy dotyczy własnego dziecka, ale... Jednym z argumentów „obrońców życia” Alfiego ma być fakt, że jest własnością rodziców i to do nich należy decyzja. I tu mam największe wątpliwości. Pamiętacie matkę Madzi z Sosnowca, lub Fritzla, również tego polskiego? W myśl prawa własności do własnych dzieci ona miałaby prawo zabić swoje dziecko, on gwałcić córki przez kilkanaście lat w piwnicy. Dlaczego więc ich skazano?





piątek, 20 kwietnia 2018

Dezynfekcja i deratyzacja


  Znaczenia tych słów nie potrzeba nikomu tłumaczyć. To w związku z nimi śmiem twierdzić, że język nowych elit politycznych jest przebogaty i urozmaicony. Prym wiodą takie postaci jak Jarosław Kaczyński, Krystyna Pawłowicz, a wśród celebrytów Rafał Ziemkiewicz. Przykre, że do tego grona dołączył marszałek Sejmu – Marek Kuchciński. Ale w tym wszystkim może nie kwiecisty język jest tak ważny, ile jego przekaz.

  Pamiętamy pewnie słowa pewnej radnej PiS o „goleniu tego czegoś na łyso”, czy propozycję pani Krystyny by zamykać opozycjonistów w specjalnych obozach, gdzie będą poddawani praniu mózgów. Pominę stosowane już w praktyce podwójne standardy prawne wobec swoich i naszych, ale żeby żałować, że tej opozycji nie można zagazować i wytruć – przyznam, że to przeszło moje najkoszmarniejsze wizje, że się nie spodziewałem. Przytoczę fragment wypowiedzi marszałka Kuchcińskiego na spotkaniu 15 kwietnia z wyborcami w Janowie Podlaskim: „My odbudowujemy dom – Polskę, w którym mieszka 38 milionów ludzi, prawda, a więc nie możemy odgrzybić, odszczurzyć, prawda, zastosować środków chemicznych [podkreślenia moje], żeby raz dwa wyremontować, tylko musimy, prawda, jeszcze dbać o zdrowie obywateli1 (sic!) Aż mi żal tych pisowskich elit, że muszą dbać o nasze zdrowie. Tyle kasy się marnuje, którą można by przeznaczyć na nagrody. Warto nadmienić, że na tego Pana z naszych podatków poszło nie tak dawno 60 tysięcy złotych polskich na szkolenie medialne! Efekty widać, efekty wprost ze szkoły Goebbelsa. Przypomnę niezorientowanym, że w ten sam sposób niemiecki nazizm rozniecał nienawiść do Żydów.

  Pan marszałek Kuchciński przeprosił(?) dość kuriozalnie, o ile ubolewanie można uznać za przeprosiny: „Szanowni Państwo, posłużyłem się przenośnią, która nie miała na celu nikogo obrazić. Rozmowa o przyszłości i reformowaniu Polski jest często bardzo długa i wielowątkowa - tak też było na spotkaniu w Janowie Lubelskim. Ubolewam, jeżeli ktoś nietrafnie zinterpretował moje słowa2. O jakiej tu nietrafności mowa?! Goebbels nie ubolewał, używał tej samej przenośni z premedytacją, taką samą jak marszałek Kuchciński na spotkaniu w Janowie Podlaskim. Więc może jednak są jakieś granice stosowania metafor? Na innym portalu, rzekomo katolickim, znalazłem takie stwierdzenie: „Cóż, takie wymogi dnia dzisiejszego, że nawet za metafory się przeprasza. A że Polskę trzeba ,,odszczurzyć'' i ,,odgrzybić'' z rozmaitych wpływów czerwonej mafii i nielegalnych układów, chyba nikt nie ma wątpliwości3. Cóż, owa przenośnia poszła w świat, żyje własnym życiem i zyskuje zwolenników. To tak samo działało w przedwojennych Niemczech, rozbudzając antysemityzm.

  Szanowni Czytelnicy, wobec tego ja też posłużę się przenośnią, a ponieważ uprzedzam, że to metafora, przepraszać nie będę: 
„Obudźcie mnie jak przyjdzie czas na odszczurzanie, odgrzybienie, gazowanie i dezynfekcję pisowskiej Polski, oplecionej siecią pazernych aparatczyków partyjnych i amoralną częścią kleru.
PS. Gdyby ktoś nietrafnie zrozumiał – ubolewam”.




poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Drobiażdżek


  Ten drobiazg to 8 (słownie: osiem) milionów złotych polskich. Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia, że na pewien projekt dało 1 653 940 zł, tymczasem z informacji na stronie internetowej tegoż Ministerstwa wynika, że ta kwota to 9 655 796 zł. Cóż, rzeczą ludzką jest się pomylić, pytanie: który z tych dwóch wariantów jest pomyłką? Myślę, że i to nieważne biorąc pod uwagę fakt, na co poszła ta kasa.

  I zacznę z wysokiego „C” cytując pewien krótki tekst, objaśniający przyczynę zmiany obyczajów młodzieży na gorsze (gorszące?):
1. Masowy rozwój prostytucji wynikający ze zmiany osobowości seksualnej i podejścia kobiet nastawionych na szybkie osiągnięcia wysokich dochodów [podkreślenie moje];
2. Wzrost spożycia alkoholu, używania narkotyków ułatwia podjęcie ryzykownych kontaktów płciowych, szczególnie u młodzieży
”.
Podoba mi się szczególnie to ryzykownych kontaktów", bo prawdę mówiąc, nawet te niepłciowe też bywają często ryzykowne. Niby wszystko w porządeczku, niby ocena słuszna, tym bardziej, że chodzi również o rozprzestrzenianie się wirusa HIV. A jednak, insynuacje niejakiego dr Marka Ślusarskiego są, w mojej ocenie, daleko idącym, wręcz prostackim uproszczeniem. To tak jakbym ja napisał, że za wszystkie nieszczęścia Polski pod rządami PiS, odpowiedzialni są wieśniacy z Podkarpacia (z całym szacunkiem dla mieszkańców tamtych rejonów i ich nie obrażając). Ale nie tylko takie „rewelacje” powstały w wyniku tego zastrzyku pieniędzy z kieszeni podatników. Pozwolę sobie na jeszcze kilka:
- „w prezerwatywach występują mikropory – otwory o dziwnie brzmiącej mierze 5 mikronów – przez które przenikać mają choroby zakaźne, a także plemniki” - pomyśleć ile tych chorób zakaźnych (plemników nie wyłączając) przenika bez prezerwatywy. Strach się bać;
- „stosowanie prezerwatyw jest rakotwórcze
ciekawe, czy wszyscy chorzy na raka stosowali prezerwatywy?;
- „antykoncepcja – ogólnie – może prowadzić do depresji, chorób wątroby, a nawet zgonów”
cóż, ci, którzy antykoncepcji nie stosują, też doczekają się zgonów, chyba, że się mylę;
- „zapłodniona komórka ma zdolności komunikacji ze swoją „matką” i może do niej powiedzieć: „jestem, przyjmij mnie, przygotuj dla mnie swoją podusię, kołderkę, pulchną kołyseczkę”
to oczywiste, skoro zamrożone zarodki krzyczą, że im zimno;
- „mówienie o „ciąży” a nie „dziecku” prowadzi do ignorowania ze strony partnera i może powodować „sieroctwo prenatalne””
(sic!) – bez komentarza.
Przypomnę, bo przy takich rewelacyjnych tezach można zapomnieć – mamy XXI wiek!!!

  Pominę kwestię, czy to blisko dwa miliony czy dziesięć. Każdy z tych kwot jest i tak wyrzucona w błoto, i nie mam tu na myśli prostego faktu, że z tych pseudonaukowych dywagacji można się tylko śmiać. Rzecz w tym, że to samo Ministerstwo Zdrowia, po ostrej krytyce niektórych mediów, wspartych opiniami rozsądnych naukowców (bez względu na to, co się pod tym pojęciem kryje), wycofało wszystkie te materiały, za które zapłaciło. Autorzy tych materiałów pewnie kasy nie oddadzą. Ja bym też nie oddał, bo niby z jakiej racji? Za powieści science fiction też honorarium się należy. Najbardziej jednak kuriozalne jest tłumaczenie Ministerstwa: filmy produkowane przez firmę „Lechaa Consulting” nie były... oceniane merytorycznie (sic!). Smaczku dodaje fakt, że ta firma w tajemniczych okolicznościach..., zapadła się pod ziemię. W tej sytuacji jeszcze bardziej zabawnie niż te filmy „szkoleniowe o zdrowiu prokreacyjnym”, brzmi oficjalne stanowisko Ministerstwa: „Ministerstwo Zdrowia podjęło stosowne kroki w stosunku do firmy [Lechaa Consulting], która była odpowiedzialna za przygotowanie i produkcję materiałów wideo. Została zobowiązana do usunięcia filmów ze strony internetowej oraz poddania weryfikacji merytorycznej i akceptacji przez ekspertów [podkreślenie moje] Ministerstwa Zdrowia”.

  Aby była jasność, program „W stronę dojrzałości” jest skierowany do szkół średnich (ponadgimnazjalnych). Jako puenta niech posłuży jeszcze jeden cytat (wniosek): „Młodzież nie będzie uprawiała mniej seksu [po tym programie - dpisek mój]. Będzie jedynie mniej na ten temat wiedziała”. Od siebie dodam, że nie tylko mniej, ale to, co się jej serwuje, ma wszelkie znamiona purytańskiej dulszczyzny i ciemnoty.





piątek, 13 kwietnia 2018

Nowa rzeczywistość


  Naprawdę nie wiem jak zacząć, bo najprościej byłoby od wulgaryzmów. Ale spokojnie, ja sobie daruję. Jedno jest pewne – Polska to bardzo ciekawa kraj – jak to określił jakiś mieszkaniec afrykańskiego buszu, Zulu-Gula. I ja tę jego opinię w pełni popieram. Ostatnio było dość głośno o ministrze Jarosławie Gowinie, szczególnie w związku z wypowiedzią, że mu do pierwszego nie starczało. Teraz ma problem z Konstytucją dla szkół wyższych, a ja Wam napiszę, że to przysłowiowy pikuś, przy tym, co teraz wymyślił1.

  Otóż ten minister troszczy się o swoją karierę polityczną, ale również o... własne zbawienie. Nawet nie w tym rzecz, że deklaruje publicznie swoją wiarę, ma do tego pełne prawo. Pewnie dla tego zbawienia zorganizował konferencję pod dumnie brzmiącym tytułem: „Praca – przedsiębiorczość – społeczna gospodarka rynkowa”. Wydawałoby się, że wszystko jest w należytym porządeczku, nauka ma prawo zajmować się takimi problemami. Jest jednak pewien problem. Komuś pomyliła się nauka z wiarą. Wystarczy poczytać program konferencji2. Może nie wszystkim się będzie chciało (ze względu na kiepską jakość kopii dokumentu), więc go Wam przybliżę w pewnym skrócie:
– Msza święta w intencji Kościoła i ojczyzny;
– Otwarcie Konferencji i wystąpienie otwierające: Praca i przedsiębiorczość w świetle Katolickiej Nauki Społecznej. Prelegent: abp prof. dr hab. Grzegorz Ryś;
– Panel pierwszy, moderator Bogumił Łoziński z „Gościa niedzielnego”, prelegenci:  abp prof. dr hab. Grzegorz Ryś; bp Marek Izdebski; prof. dr hab. Jan Grosfeld (Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego, autor książek teologicznych);
– Wprowadzenie do panelu trzeciego, prelegent: O. dr Maciej Zięba OP (teolog, filozof, publicysta)
– Na zakończenie: Quo vadis  - bilans i perspektywy, prelegent: Ks. dr hab. Tomasz Homa SJ (humanista w dziedzinie filozofii).
Tu dodam, będą też świeccy naukowcy w innych panelach, przy czym domniemywam, że będą to świeccy katolicy, co już nie stanowi żadnego problemu.

  Tak między Bogiem a prawdą, to właściwie nie ma się czemu dziwić. To, że nie tylko konferencja rozpoczyna się Mszą św. stało się w tym kraju tradycją ledwie wyzbyliśmy się komunizmu tradycją za sprawą postkomunistów. Nawet nazwiska i funkcje prelegentów też nie powinny dziwić, bo już minister prezydenta, pan Szczerski, widział swego czasu w Senacie samych biskupów. Jaki problem umieścić ich w radach nadzorczych Spółek Skarbu Państwa? To, że biskupi wypowiadają się o pracy i przedsiębiorczości też nie dziwi. Każde nowe stanowisko pracy, każda nowa linia produkcyjna, każdy nowy, nawet najmniejszy zakład pracy muszą być obowiązkowo pokropione wodą święconą, w najgorszym razie przez proboszcza. A jednak jakoś tak nie mogę się nadziwić. Odkąd to problematyka ekonomiczna ze wskazaniem na społeczną gospodarkę rynkową jest domeną religii, opartej na Nowym Testamencie?

  Ów Zulu-Gula ze wstępu notki opisał proroczo ten nasz kraj w dość ciekawy sposób i pozwolę sobie zakończyć parafrazą tego opisu: „Murarz też jest bardzo delikatna człowiek. Jemu się zawsze myli zaprawa z zakąską, więc woli od razu się zaprawić i zakąsić. Polska ma szczęście, że nowy ustrój nie buduje murarz, tylko inna fachowiec. W Polska jest bardzo dużo zdolna człowiek w sutannach. Jakie są polskie droga do Wielka Polska Katolicka? Poświęcony rząd, poświęcona uczelnia i... wysoki podatek. Krzywa wieża w Pizie jest też budowana przez jakaś Polak, bo nikt inny takiego skosu by nie osiągnął”.