poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Przykład?


  Polak, Węgier dwa bratanki, ale tak naprawdę tylko nieliczni potrafią się dogadać w swoich ojczystych językach. Miałem okazję kiedyś spędzić piękne dwa tygodnie na Węgrzech, ale pewnie tylko za sprawą prostego języka migowego, nie zdechłem z głodu. No, może miał na to wpływ kelner, który znał z doświadczenia kulinarne preferencje zwykłych bratanków z Polski. To on, za sprawą napiwków, decydował, co będę jadł na obiad.

  Fidisz zwyciężył i to w takim rozmiarze, że będzie miał konstytucyjną przewagę w parlamencie. Zupełnie nie znam realiów tego kraju i nie mam najmniejszego zamiaru oceniać przyczyn tego stanu rzeczy. Bardziej interesująca wydaje się reakcja naszej, prawicowo-konserwatywnej strony mediów. Po pierwsze odtrąbiono sukces niemal taki, jakby to PiS odniósł to zwycięstwo. Wiadomo wszem i wobec, że Kaczyński i Orban to przyjaciele, choć dziwna to przyjaźń, skoro ten drugi łaskawym okiem spogląda również na Putina. To przecież nasz wróg numer jeden a powiedzenie mówi: twój wróg jest moim wrogiem. Widocznie na migi się nie dogadali w tej kwestii. Po drugie, i to wydaje mi się ciekawsze, prawicowe media widzą w zwycięstwie Fidisz wskazówkę, jak taką przewagę w polskim parlamencie ma zdobyć PiS. Czytam: „Fidisz nie zabiega o poparcie elit postkomunistyczno-liberalnych. Nie przeszkadza mu stałe napięcie wewnętrzne. Można nawet sądzić, ze owo napięcie, konflikt, jest tym motorem, który gwarantuje partii Orbana tak wielkie powodzenie1. (sic!) Czy nie wydaje się Wam, że to dość znamienna ocena? Wynika z niej, że sukces można osiągnąć tylko wtedy, jeśli doprowadzi się społeczeństwo do „białej gorączki”. Wbrew pozorom, to żadne nihil novi. Tak postępowali naziści i bolszewicy. Trzeba wywołać konflikt interesów, pobudzić najniższe instynkty ludu i odpowiednio je ukierunkować, a wtedy hulaj dusza, piekła nie ma. Niemal w każdym społeczeństwie ilość czujących się jako pokrzywdzonych przerasta liczbę tych, którym jest dobrze. A ci pokrzywdzeni niewiele mają do stracenia.

  Dość znajomo brzmią słowa Orban, gdy już było wiadomo jakie rozmiary przyjmie jego zwycięstwo: „Nasza ojczyzna jeszcze nie jest tam, gdzie chcielibyśmy, żeby była, ale ruszyła już tą drogą (...)2. Jakbym słuchał Kaczyńskiego na mieięcznicy, albo naszych partyjnych przywódców z czasów komuny. Trzeba kroczyć do zwycięstwa, bo jeszcze nie zwyciężyliśmy. Tylko drobiazg, bo nie wiadomo kogo mamy zwyciężyć. Zachodnich sojuszników nie za bardzo, bo ktoś nas musi dofinansowywać i bronić przed Putinem. Wydaje mi się, że chodzi tylko o tych rodaków, którzy jeszcze w pełni nie popierają partii Kaczyńskiego. Do wyborów parlamentarnych jeszcze sporo czasu, wszystko przed nami, choć Kaczyński nie będzie miał tak łatwo jak Orban. Raz za razem ktoś mu rzuca kłody pod nogi, nawet jego własny, by nie napisać: prywatny rząd. Nawet populistyczne żądanie obniżenia pensji posłom i samorządowcom trudno ocenić jako majstersztyk. Na domiar złego, na horyzoncie pojawił się Donald Tusk, który jest przez Jarosława Kaczyńskiego bardziej znienawidzony niż Putin.

  Osobiście jakoś tak nie bardzo widzę spektakularnego sukcesu powracającego na białym koniu Tuska, ale sądzę, że PiS może zapomnieć o konstytucyjnej większości w Sejmie. I dobrze... W najgorszej pozycji jest chyba teraz nasz Prezydent. Jeśli zawetuje ustawę o zapowiadanej obniżce pensji, co jest bardzo prawdopodobne, straci resztę zaufania Kaczyńskiego, jeśli takie istniej. Wprawdzie póki co, nie widać na prawicy kogoś, kto mógłby go zastąpić w starciu np. z Tuskiem, ale jak uczy doświadczenie, nawet kandydat wyciągnięty z przysłowiowego kapelusza ma w tym kraju wielką szansę. A odpowiednio poinstruowany, może być jeszcze większą pacynką.






14 komentarzy:

  1. Zwycięstwo Orbana wiele daje do myślenia. Co do PISu... W sumie może i nie powinni mieć tej większości. Od jakiegoś czasu ciekaw jestem co powinno się stać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Według mnie, to wszystko najlepiej rozpędzić i zaorać, żaden język się nie sprawdzi, nawet migowy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie takie proste. Przyjdą nowi i też najpierw będą chcieli sią „nagrodzić” ;)

      Usuń
  3. Liczyłam na to, że duża frekwencja zadziała przeciwko panu O. A jednak... Strach się bać, co się stanie u nas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdania, że tam opozycja jest jeszcze bardziej rozdrobniona niż u nas. W dodatku Kaczyński popełnia zdecydowanie więcej błędów by mieć aż takie zaplecze.

      Usuń
  4. Odetchnąłem z ulgą po tych wyborach. Polska nie straciła ostatniego sojusznika w UE. Kto wie? Może po wyborach w innych krajach, liczba sojuszników wzrośnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się okazać, że wzrost sojuszników (PiS) zbiegnie się w czasie z przejściem tej partii do opozycji?

      Usuń
  5. A ja kiedyś spędziłam wspaniałe 3 tygodnie w mieście Szekesfehervar, nie znając ani słowa po węgiersku.Ale bardzo dużo rozmawiałam z panią u której mieszkaliśmy.Nabrałam wtedy niesamowitej wprawy w przewracaniu kartek słownika, ale najlepiej miała moja 3-letnia wówczas córka, która cały czas z ta panią rozmawiała- one się po prostu ubóstwiały, choć jedna ćwierkała po polsku, druga po węgiersku.
    Asmo, powiedzmy sobie szczerze- to naprawdę nieistotne ani jaka była frekwencja ani jak kto głosował- jedyna istotna sprawa to jest to, kto i jak te głosy liczył. W takich systemach tylko to jest ważne.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nawet słownik nie ratował, ale ogólnie mi się na Węgrzech podobało. Mógłbym wiele anegdotek opowiedzieć, choć to było bardzo dawno temu.

      Usuń
  6. Zmienna ta nasza polityka;) Nigdy nie można się nudzić;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piszesz: "W najgorszej pozycji jest chyba teraz nasz Prezydent". Nieprawda. W najgorszej sytuacji jest Polska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się z Tobą nie zgodzić, choć tu jest też ważny punkt widzenia.

      Usuń