niedziela, 6 maja 2018

BASem go


  Miałem zamiar pisać o Prezydencie, który kilkanaście razy sponiewierał Konstytucje i teraz chce ja modernizować, korcił mnie temat wizji Polski w zamyśle hierarchów kościelnych, korcił mnie też niejaki Jaki Patryk, ale to chyba wszyscy śledzą na bieżąco. Bardziej zaciekawiło mnie bicie BASem, co nie jest żadną literową pomyłką. Bardziej adekwatnym byłoby określenie „pasem go”, więc trzeba mi wyjaśnić: BAS to nic innego jak Biuro Analiz Sejmowych przy kancelarii Sejmu, którego jednym z zadań jest wsparcie doradztwem naukowym procesów legislacyjnych. Nie mam pojęcia na ile praca tego Biura jest ważna podczas podejmowania uchwał i ustaw Sejmu. Bywało tak, że posłowie działali szybciej, niż BAS mógł się w ogóle zebrać...

  Sprawa dotyczy tematu już tu wielokrotnie poruszanego – zaostrzenia ustawy aborcyjnej, ściślej projektu firmowanego tym razem przez Kaję Godek, choć sygnowanego jako projekt obywatelski, któremu szczególnie kibicuje Kościół. Wyszło tym analitykom BAS, że projekt tej ustawy to, niewiele wart bubel i pewnie najmocniej odetchnęli posłowie PiS, którzy już nie bardzo wiedzieli, co z tym fantem zrobić. Niby chcieli, ale opór suwerena nie wróżył nic dobrego, co w obliczu niezbyt optymistycznie wyglądających słupków poparcia, grozi wręcz klapą. Konkluzji jest kilka i warte są skróconego przytoczenia. I tak:
- skutkiem tej ustawy będzie rozwój podziemia aborcyjnego i turystyki aborcyjnej;
- lekarze, którzy w obawie przed zarzutami o nieuzasadnione działanie w ciąży (mogące być postrzegane jako chęć dokonania aborcji), przez co mogą unikać ryzykownych badań i interwencji medycznych;
- brak poparcia społecznego (tylko 15 procent obywateli popiera zaostrzenie ustawy, a to mniej niż zwolenników PiS);
- autorzy projektu nie przedstawiają skutków finansowych zarówno prowadzenia ciąż trudnych, jak i opieki lekarskiej i rehabilitacyjnej w wyniku wzrostu urodzeń dzieci w różnym stopniu niepełnosprawnych;
- projekt stanowi przyczynek do silnej polaryzacji debaty światopoglądowej, i  mogą na tym zyskać ugrupowania skrajne (a ta polaryzacja jest już silna).
Jest też jedna zaleta tego projektu:
- lepszą ochronę realizacji prawa do życia oraz kształtowanie pozytywnych postaw społecznych promujących równouprawnienie osób ciężko chorych i niepełnosprawnych – w myśl katolickim podejściem do „życia poczętego” (sic!)
Nie będę omawiał poszczególnych punktów. Obszerniejsze wyjaśnienie można znaleźć pod linkami w przypisach, lub opiszę zainteresowanym w komentarzach.

  Jak było do przewidzenia, najgłośniej wobec takiej opinii zaprotestowała pani Kaja Godek. Nazwała ją wręcz skandaliczną! Użyła do tego swojej charakterystycznej narracji: „Opinia została skonstruowana w taki sposób, aby uzasadnić utrzymanie możliwości zabijania dzieci podejrzanych o niepełnosprawność lub chorobę. (...) Aborcja nie jest ofertą dla kobiety, ale korzystną dla budżetu metodą rozwiązywania problemów społecznych [?! – zdumienie moje]. (…) Wydanie takiego dokumentu przez Biuro Analiz Sejmowych jest hańbą dla Rzeczypospolitej Polskiej”. Cóż, trudno było oczekiwać od K. Godek zmiany zdania w tym temacie. Do mnie przemawia najbardziej trudny do oszacowania w tej opinii argument – koszty wprowadzenia w życie tego projektu, co ma kapitalne odniesienie do protestu osób niepełnosprawnych, trwającego już ponad dwa tygodnie, a końca nie bardzo widać. Rząd wije się jak piskorz by uciec od gotówki jakiej żądają niepełnosprawni, bo mimo buńczucznych deklaracji o napływie miliardów złotych do budżetu, de facto pieniędzy nie ma. Jeśli co roku dokonuje się około tysiąca legalnych  aborcji, niepełnosprawnych będzie przybywać wręcz lawinowo. Propozycja, aby przyjmować ich do lekarzy specjalistów bez kolejki, jest tak naprawdę tworzenie nowych, uprzywilejowanych kolejek (skąd my to znamy?). Tylko proszę tej dywagacji nie traktować tak, jakbym stawiał na jednej szali życie dziecka nienarodzonego, na drugiej „opłacalność” jego kalectwa. To są bez wątpienia wartości nieporównywalne, niemniej, jeśli rodzice mają podjąć konkretną decyzję (czytaj: być do niej przymuszeni), warto by ją wesprzeć, nie tyle deklaracjami bez pokrycia lub dodatkową ilością tanich pieluchomajtek, ile usankcjonowaniem realnej pomocy finansowej i opiekuńczej. A tu, ledwie kilka dni temu, premier Morawiecki przypomniał, że kadra lekarzy zamiast rosnąć..., maleje z powodu zbyt niskich zarobków. Mówi wprost niepełnosprawnym, że nie wie jak lekarzy zatrzymać, a pieniędzy na pomoc dla niepełnosprawnych nie ma.

  Promotorzy zaostrzenia ustawy aborcyjnej nie są ekonomistami i trudno się dziwić, skoro to ludzie Kościoła, bardziej zainteresowani zabawieniem i nienarodzonymi, niż opieką niepełnosprawnych. Tym mają się zająć z obowiązku rodzice, często samotne matki, przynajmniej dopóki żyją. Jeszcze bardziej rajcuje ich umierające dziecko, kiedy to mogą wykazać się swoją empatią i modlitwą, bo przecież nie rozsądkiem. Mnie jednak w tym wszystkim najbardziej dziwi fakt, że prawo w Polsce nikogo do aborcji nie zmusza, a Kaja Godek i jej promotorzy zachowują się tak, jakby zmuszało.


PS. Zmiana szaty graficznej jest skutkiem faktu, że dopada mnie ślepota (zaćma?), choć dopóki jeszcze coś widzę, może i uda się napisać parę słów. Kolejki do okulistów wykonujących zabieg, podobno bardzo długie.




44 komentarze:

  1. każdy sposób jest dobry, by zatrzymać Kaję Godek... natomiast na aspekt czysto ekonomiczny zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej zwróciłem już dawno uwagę, tak z czysto neutralnego punktu widzenia... abstrahując od innych argumentów przeciwko temu (zbrodniczego moim zdaniem) projektowi wprowadzenie go w życie musi walnąć w budżet, tak na czystą logikę to już wiadomo, a gdy nie będzie dutków, których zresztą nie ma, zaczną się gry i zabawy uliczne po całości... tak więc ten cały BAS rozpoznał sytuację dość przytomnie, przynajmniej z grubsza...
    ...
    tak na marginesie, to ciekawy jest ten wynik sondażu na temat normalizacji (czytaj: liberalizacji) dotyczący poziomu zarobków i wykształcenia respondentów... zostawiając na boku kwestię konstruowania próbki statystycznej to syndrom "ja sobie poradzę" przejawia się w braku aktywności społecznej, ale wbrew sugestiom autorów nie przekłada się na deklarowane poglądy, w końcu wyrażenie opinii w takim sondażu nie wymaga żadnej aktywności... ja bym z tego sondażu wyciągnął inny wniosek, że wysoki poziom zarobków i wykształcenia nie przekłada się niższy średni poziom idiotyzmu, co zresztą nieraz się obserwuje na co dzień...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą przytomnością mam dziś już problem. Przeczytaj moją odpowiedź na komentarz Jotki.

      Natomiast nie nadążam za drugim wątkiem. Nie znam tezy, że wysokie zarobki mają chronić przed zidioceniem. Ja poruszam problem emigracji rezydentów, który nie wynika z sondaży a z danych statystycznych.

      Usuń
    2. aha... tej drugiej opinii nie czytałem... no, to faktycznie można mówić o pewnym dysonansie poznawczym...
      ...
      odniosłem się do wspomnianego przez Ciebie linku, skoro go podałeś, to jego treść należy do meritum, a tam jest taki fragment:
      "Wyniki wskazują ponadto, że za liberalizacją prawa częściej są osoby z wykształceniem zawodowym i podstawowym oraz osoby mniej zamożne. Prawdopodobnie dlatego, że respondenci z tych grup wiedzą, że opcja „zagranica” lub „drogie podziemie aborcyjne” nie wchodzi dla nich w grę. Osoby z wyższym wykształceniem, zarabiające więcej wiedzą, że w razie „kłopotów” poradzą sobie. Stać ich zatem na konserwatyzm w tej kwestii"

      Usuń
    3. Zgoda, tyle, że nie chciałem dalej gmatwać sprawy związanej li tylko z grupą godzącą się biernie na konserwatyzm. Tyle, że w tej tezie, abstrahując od poziomu idiotyzmu wyjątków, jest rzeczywiście sporo prawdy, szczególnie w kontekście turystyki aborcyjnej. Ktoś, kto m pieniądze, z każdym rygoryzmem moralnym sobie poradzi i nie będzie mu do tego potrzebne wysokie IQ.

      Usuń
    4. chyba rygoryzmem prawnym?... co ma moralność do tego?...zresztą turystyka aborcyjna nie jest nawet bezprawna... co najwyżej inne okoliczności takiego wyjazdu mogą być bezprawne, a nawet niemoralne, np. pozyskanie dutków, ale to już jest osobna sprawa...
      ja po prostu rozumuję tak: istnieje pewna, nawet spora grupa ludzi, która nie angażuje się w żadną aktywność na rzecz wolności, gdyż jest w stanie sobie tą wolność zorganizować we własnym zakresie, np. stać ich na to finansowo i nic ich więcej nie obchodzi /postawa "ja sobie poradzę"/... ale wyrażenie swojej opinii w anonimowej ankiecie to nie jest żadna aktywność, nie wymaga żadnego wysiłku...
      chociaż... faktycznie zdarzało mi się spotykać ptysiów, którzy np. jeździli do Holandii zapalić sobie ziela na legalu, a jednocześnie byli przeciwni tej legalizacji w Polsce, co ja odbieram jako rodzaj hipokryzji... puenta jest taka, że jeśli autorzy ankiety wyciągnęli prawidłowe wnioski, to jest jeszcze tragiczniej, niż mi się wydawało, że jest...

      Usuń
    5. Prawo jest raczej fikcyjne, podziemie i turystyka aborcyjna nie znikną. Z moralnego punktu widzenia antyaborcjiniści mają rację i właśnie tę moralność można przekupić, w dodatku na wszystkie sposoby, nawet w Kościele.

      Nie sądzisz, że każda ankieta, a tym bardziej anonimowa po prostu do niczego nie zobowiązuje?

      Usuń
    6. antyaborcjoniści mają rację jedynie ze swojego moralnego punktu widzenia, bo obiektywny moralny punkt widzenia nie istnieje, są tylko uzurpatorzy do reprezentowania takiego punktu... z mojego punktu widzenia ich punkt widzenia jest chory, aczkolwiek znam przypadki, gdy taka paniusia "anti-choice" zdrowiała, gdy sama miała pecha, jeden przypadek znałem naprawdę blisko na poziomie co najmniej trzeciego stopnia... zaś wyleczenie było dość trwałe...
      ...
      różne bywają motywacje, by głosować w ankiecie wbrew swoim przekonaniom, ale przyznam, że trudno mi sobie wyobrazić, sytuację gdy ktoś będący "za aborcją" wpisuje do do ankiety "przeciw aborcji"... nie, okay, już łapię, już sobie wyobrażam... ginekolog pracujący w podziemiu strzelałby sobie w stopę optując w ankiecie "za aborcją", tak samo zresztą, jak nielegalny sprzedawca ziela głosowałby za legalizacją, bo wtedy jako legalny mniej by zarabiał... niemniej jednak jest to hipokryzja... można by rzec "hipokryzja racjonalna" :)...

      Usuń
    7. Wiesz, pewne wartości moralne są bardziej uniwersalne, inne mniej, ale akurat życie należy do tej pierwszej, oczywiście nie w tak drastycznej formie jak proponują antyaborcjonaliści.

      Przypatrz się ankietom (sondażom) poparcia partii politycznych. Ogólnie PiS ma miażdżącą przewagę, ale gdy przychodzi do konkretów, jak chociażby aborcja, tendencja jest odwrotna.

      Usuń
    8. no weź Asmo, nie rozwalaj mnie tymi gadkami o "źyciu"... właśnie tą metodą jedni upieprzają życie drugim... nie ze mną ta "narracja"... zresztą gdy w poście napisałeś o "dziecku nienarodzonym" bez ironicznego cudzysłowu, to już poczułem drobny smrodek, że być może już Cię ogłupili... oczywiście zinterpretowałem to na Twoją korzyść, że po prostu zapomniało Ci się z rozpędu, tak więc na razie spoko...

      Usuń
    9. A jednak. Mój brak obiekcji i empatii kończy się na zygocie, gdy zlepek komórek nie ma wyspecjalizowanych narządów, w tym nerwowych (około trzeci tydzień ciąży). Stąd nie rozumiem obostrzeń w stosowaniu tabletki „dzień po”. Przy czy jestem za wszystkimi trzema wyjątkami dopuszczającymi aborcję. Mimo wszystko, nawet te trzy wyjątki i tak podlegają jednostkowej ocenie moralnej zes trony matki. Nikt nie powinien mieć prawa czegokolwiek jej narzucać. Tyle, że ja nie mam żadnych możliwość decydowania. Na szczęście.

      Usuń
    10. akurat nie tyle "matki", co "ewentualnej przyszłej matki", jednak "podlega jednostkowej ocenie moralnej" owej pani właśnie i "Nikt nie powinien mieć prawa czegokolwiek jej narzucać"...
      to już brzmi sensowniej /po powyższej korekcie/... można by zapytać, co ja taki czepliwy detali słówek?... ano to, że tymi detalami właśnie zrobiono kiedyś kisiel w głowie wielu ludziom i wprowadzono obecny zakaz... tak właśnie działa "anti-choice", podsuwa i narzuca swój żargon, co owocuje nieraz tym, że skądinąd sensownie myślący ludzie zaczynają pleść farmazony o np. "dziecku nienarodzonym"...

      Usuń
    11. Ok, ze mną jak z dzieckiem – za rękę i do knajpy. Niech będzie „kobieta w ciąży” ma prawo decydować w trzech wyjątkowych przypadkach o swojej ciąży.

      Nie sądzę, że to tylko za sprawą „anti-choice”. Pewne wartości moralne wynikają nie tylko z przekonań religijnych, w pełni laickie skutkują (ewoluują) takimi samymi wartościami. Wiesz, żeby zaakceptować np. pełną dopuszczalność aborcji do pewnego okresu, w naszym kraju wiele musiałoby się zmienić, szczególnie zaś musi przeminąć wiele pokoleń, gdyż raz nabytej moralności nie sposób się pozbyć z dnia na dzień. Przede wszystkim zaś Kościół musiałby się stać tak marginalny jak w wielu innych krajach Zachodniej Europy, a Jego sila dziś to efekt uboczny wyzwolenia się z komunizmu. Trzeba też zmierzyć się populistycznym konserwatyzmem, który ten komunizm paradoksalnie w pełni przypomina. Tak więc, mało że moralność, trzeba by zmienić konserwatyzm na liberalizm, co wcale nie jest takie proste. Na szczęście ten pierwszy kompromituje się sam, ale to dopiero pierwszy krok w kierunku zmian politycznych, dopiero po których można myśleć o ewolucji moralności.

      Usuń
    12. No to ja chyba teraz muszę (no niestety muszę :) ) "dać głos" przeciw określeniu "pleść farmazony o np. "dziecku nienarodzonym"... w odniesieniu do początkowej fazy życia człowieka. Tak, człowieka, bo ta zapłodniona komórka jest początkowym stadium człowieka, niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju, ta zapłodniona komórka ma już swoją płeć (bo za to przecież odpowiada plemnik) i wiele "zadekretowanych genami" cech swoich rodziców.
      To czy tę komórkę na poszczególnych etapach rozwoju nazwiemy takimi czy innymi określeniami (zygota, zarodek, płód, dziecko) jest tylko "umową" i w niczym nie zmienia jej godności jako niepowtarzalnego bytu ludzkiego.

      Uważam, że przyzwoity człowiek nie kładzie wyżej własnej chwilowej przyjemności nad życie swojego potomka w najwcześniejszej fazie jego rozwoju. Przyzwoity człowiek wie co robić, żeby tego życia nie budzić, jeśli nie go chce i potrafi to zrobić, a nie udawać potem (to właśnie jest ten wręcz wzorcowy "kisiel" w głowie), że to tylko jakiś zlepek komórek, które można dla ucieczki przed odpowiedzialnością i dla wygodnego życia unicestwić.

      Usuń
    13. Mario:

      Z pełnym szacunkiem, który przewiduje Twoje prawo do Twojej opinii, możemy się w tej opinii różnić. Idąc tropem Twojego myślenia, można dojść do fałszywego wniosku, że komórki rakowe też powinny mieć swoją „godność”, bo są żywe. A chyba nie będziesz protestować, gdy się je usuwa. One w zasadzie niczym nie różnią się biochemicznie od zygoty. Nie jest też prawdą, że w tym stadium mają płeć (to sprawa drugiego miesiąca ciąży). Nie jest też prawdą, że poszczególne stadia nie mogą mieć swoich określeń. Nazwanie nas ludźmi od dziecka po starość też jest kwestią umowną, bo trudno byłoby mnie nazwać dziś niemowlęciem. Owe określenia mają charakter medyczny i są przez to pełnoprawne.

      Temu przyzwoitemu człowiekowi zdarzają się niestety wpadki, co przy dzisiejszej negacji antykoncepcji jest zjawiskiem dość powszechnym, a przecież trudno nie brać pod uwagę gwałtów, które trudno nazwać, jak to określiłaś, „chwilową przyjemnością”. Ale ja nie chcę rozpatrywać na dziś przypadków aborcji na życzenie, jeszcze raz podkreślam, moralnie nie jesteśmy na to przygotowani. Rzecz dotyczy tylko przypadków wyjątków od zakazu aborcji.

      Usuń
    14. Z tymi komórkami rakowymi to już Asmodeuszu trochę przesadziłeś i pobłądziłeś w tym tropie mojego myślenia. :) Przyznaję, że mnie rozczarowałeś tym komentarzem.
      I niestety "zamulasz" sedno sprawy, bo ani przez moment nie kwestionuję potrzeby nazywania poszczególnych faz rozwoju człowieka, chodzi tylko o to, że to nie nazwa fazy rozwoju istoty ludzkiej powinna decydować o tym, czy to jest człowiek czy nie.

      Co do tej płci, podobno, bo nie jestem genetykiem, za płeć człowieka odpowiada chromosom X albo Y, który pochodzi z plemnika zapładniającego jajeczko. W takim przypadku nieistotny jest już moment, kiedy zaczynają się formować fizycznie zewnętrzne narządy płciowe i można je zobaczyć na usg. Bo one zostały już ustalone "urodą" plemnika w chwili zapłodnienia.

      I jeszcze jedno, mój komentarz nie został sprowokowany tym, że ktoś jest albo nie jest za aborcją. Mój komentarz został wywołany tym "kisielem" w głowach, tymi farmazonami, itp. lekceważącymi określeniami dotyczącymi bądź co bądź bardzo ważnych spraw, bo decydujących o czyimś życiu. Na co się po prostu nie zgadzam.

      Niech ktoś, kto jest za aborcją na życzenie "bo wpadł" ma odwagę cywilną przyznać się po prostu, że skazuje to poczęte przez siebie życie swojego potomka na tym początkowym etapie jego życia na unicestwienie, a nie udawać, że to tylko zlepek jakichś komórek więc nic złego się nie dzieje.
      I nigdzie nie nazywałam gwałtu przyjemnością, ani chwilową ani długofalową.
      Tylko tyle i aż tyle.

      Usuń
    15. tak się chwilowo składa, że nie chce mi się/nie mam czasu (niepotrzebne skreślić) wkręcać się w kolejną debatę o aborcji /a dokładniej: o prawie dotyczącym zabiegu usuwania ciąży/, rozwijać wszelakich wątków, tedy zbriefuję jedynie wybiórczo:
      - ów "kisiel w mózgu" i zdanie o "farmazonach" to tylko riposta /bardzo lajtowa zresztą/ na zarzuty "mordowania życia" pod adresem kobiet usuwających niechcianą ciążę powstałą w wyniku pecha... gdy tak sobie pomyślę, ile tego życia namordowałem dziś pod prysznicem, to... to... na szczęście tak nie myślę...
      - przyzwoity człowiek dba o godność kobiety /człowieka zresztą, jakby ktoś zapomniał/, więc ideologię "anti-choice", zwaną obłudnie "pro-life" nie sposób nazwać ideologią przyzwoitych ludzi...
      - nie ma jednej, jedynej słusznej moralności... niemniej jednak moralność "pro-choice" jest moralniejsza od moralności "anti-choice", bo nikogo do niczego nie zmusza, ani nie zakazuje...
      - to prawda, że nieco musi potrwać, by odkręcić w ludzkich głowach indoktrynację "anti-choice" mającą miejsce od ponad ćwierćwiecza... czy aż kilka pokoleń, to już zależy od owych przyzwoitych ludzi, czy dadzą sobie narzucić ten politpoprawny żargon "anti- choice", czy pozostaną bierni, bo "dadzą sobie radę" albo "ich to nie dotyczy"... oni być może tak... ale ich dzieci, wnuki, czy inni bliscy mogą sobie tej rady nie dać...
      akurat nie mam córki, ale mam taką ulubioną, nieco "przyszywaną" siostrzenicę... za młoda jest, by coś wiedzieć na temat jej gustów seksualnych, ale zakładając, że nie jest "les", to kiedyś pewnie będzie miała chłopaka, może partnera na dłużej... nie chcę jej fundować takiej sytuacji, że gdy oboje będą mieli wspomnianego pecha, to będzie pozbawiona godności, potraktowana jak rzecz i zmuszona do rodzenia w sytuacji, gdy tego nie chce...

      Usuń
    16. aha... pod tym prysznicem nie usuwałem żadnych ciąż, usuwałem tylko nieco mikro-żyjątek, które na każdym człowieku żyją :)...

      Usuń
    17. Naprawdę nic mi do tych Twoich ciąż PKanalio. Możesz je usuwać albo i nie, pod prysznicem lub gdziekolwiek ..... :)

      Zakłamanie, zwłaszcza to świadome nie jest przyzwoite. Udawanie, że zapłodniona ludzka komórka jajowa nie jest początkiem ludzkiego życia jest zakłamaniem i jako takie przyzwoite także nie jest. Nie mówiąc już o niszczeniu tego życia na najwcześniejszym jego etapie z powodów często dość lekkich, np. bo się go akurat nie chce ....
      Usprawiedliwiając dodatkowo, że to przecież tylko zygota .... :(

      Usuń
    18. @Maria...
      żart z prysznicem pokazuje, jak znakomicie można manipulować słowem "życie" i tematem "zabijanie"... zresztą fundamentalni vege "nawracający" też tym "życiem" manipulują... ale mniejsza z tym, to osobna sprawa, choć podobna...
      za to zastanawia mnie, co jest gorsze... czy kłamanie wprost, że kobieta nie jest człowiekiem, czy udawanie, że w ogóle jej w tym całym temacie aborcyjnym nie ma?... to tak, jak odgrzanie obiadu, czy kogoś wtedy interesuje mikrofalówka, w której ten obiad odgrzano?... ważne, by był odgrzany obiad, czyż nie tak?...
      najbardziej tragiczne dla mnie są kobiety wyznające "anti-choice", zaiste przykłady syndromu sztokholmskiego... tak czasem mi przychodzi do głowy, że one po prostu nie chcą być ludźmi... a skoro nie chcą, to na mocy mechanizmu projekcji odmawiają prawa do bycia człowiekiem innym kobietom...

      Usuń
    19. Mario:

      Oczywiście, że przegiąłem z komórkami rakowymi. Masz też rację, kiedy piszesz: „że to nie nazwa fazy rozwoju istoty ludzkiej powinna decydować o tym, czy to jest człowiek czy nie”, ale mam już wątpliwości gdy piszesz: „Niech ktoś, kto jest za aborcją na życzenie "bo wpadł" ma odwagę cywilną przyznać się po prostu, że skazuje to poczęte przez siebie życie swojego potomka na tym początkowym etapie jego życia na unicestwienie”.

      Spójrz na problem z innej strony. Chyba nie muszę przedstawiać i tak szacunkowych danych, dotyczących naturalnych poronień. To około 40% zapłodnień, przy czym liczba jest niedoszacowana, bo na wstępnym etapie, kobieta nawet tego nie zauważy. Zapytam: do kogo odniesiesz apel o odwagę cywilną do przyznania się do unicestwienia życia? Jeśli wierzący jest przekonany, że to Bóg daje i odbiera życie, należałoby je do Niego skierować. Ale nie będę aż tak ironiczny i gotów jestem przyznać, że to „sprawka” natury. Skoro nie mamy do niej pretensji, czasami żal, a człowiek jest elementem tej natury – w czym problem? Powiedzmy szczerze, człowiek, dzięki swojej moralności, ma z tym problem i nie zawsz postępuje (unicestwia) tak jak mu rozum podpowiada, natura w swoich przypadkach nawet nie mrugnie. Dobrze wiesz, ilu rodziców oddałoby majątek, aby przyszła matka donosiła ciążę.

      Muszę jednak podkreślić, ten wywód mnie samego przekonuje, choć i tak mam problem za uznaniem aborcji „na życzenie”.

      Usuń
    20. Nie bardzo rozumiem Asmodeuszu po co wprowadzasz nowy wątek w postaci naturalnych poronień do dyskusji o poronieniach sztucznych wykonywanych przez człowieka. To, że tylko co 3 zapłodnione jajeczko ma szansę przejść w ciążę (tj. zagnieździć się w macicy i rozwijać) nie daje człowiekowi żadnego prawa "podnosić na niego rękę", gdy już "zaciąży", albo w ogóle nie pozwolić mu na zagnieżdżenie, co też w efekcie prowadzi do jego zniszczenia.
      Powody naturalnych samoistnych poronień mogą być różne, zazwyczaj są spowodowane takimi czynnikami jak niezgodność immunologiczna, wady genetyczne i rozwojowe, stany chorobowe organizmu itp.
      Są to jednak czynniki niezależne od woli człowieka, w związku z czym nie ponosi on odpowiedzialności za śmierć tej poczętej istoty ludzkiej.
      Zupełnie inaczej jednak wygląda sprawa, gdy to człowiek decyduje o zabiciu innej żywej istoty ludzkiej z tego tylko powodu, że się w ogóle pojawiła na tym świecie. Dodajmy, pojawiła się zazwyczaj z przyjemności tego człowieka, bo przecież nie z zapylonego powietrza czy ugryzienia komara.

      Usuń
    21. chyba już łapię o co chodzi... o nakaz nadstawiania drugiego policzka, odebranie kobiecie prawa do samoobrony...
      ...
      z tą "przyjemnością" Mario to sprawa jest dyskusyjna... zgodnie z konserwatywną obyczajowością (niekoniecznie tylko katolicką) kobietę się przeważnie kupuje, więc raczej trudno wtedy mówić o przyjemności w wielu przypadkach, jest tylko spełnianie obowiązku wynikłego z zawartej umowy, w niektórych przypadkach jest on egzekwowany siłą, co zwykło się nazywać "gwałt"... owszem, być może zdarzają się kobiety, którym taka sytuacja sprawia przyjemność, ale to nie zmienia istoty rzeczy...
      a zresztą, nawet jakby w każdym przypadku miała miejsce ta (obopólna) przyjemność, to co to w ogóle jest za argument?...

      @Asmo...
      tu akurat zgadzam się z Marią, że spontaniczne, samoistne ("naturalne") poronienia nie mają nic do rzeczy... kwestię błędnego rzeczowo stwierdzenia, jakoby płeć płodu decydowała się w drugim miesiącu ciąży już pominę...

      Usuń
    22. Mario:

      Ale tu ja się z Tobą nie mogę zgodzić. Po to poruszyłem wątek naturalnych poronień, aby zobrazować, że owa moralność, co do sztucznych wcale nie jest taka oczywista.

      Podobno nie wolno nam zabijać, ale nawet kapłani błogosławią tych, którzy idą
      zabijać wroga na foncie. Napisałem wroga z premedytacją, bo w pewnych okolicznościach tak traktuje się niechciane zapłodnienie. Pobłogosławiony żołnierz zabija świadomego człowieka i spotykają go za to awanse i zaszczyty, a taka tabletka EllaOne zabija ledwie zapłodnione jajeczko, z którego może powstać życie, choć jak sama wspomniałaś, wcale nie musi. A mimo to pojawiło się określenie o okrutnym mordowaniu ludzkiego życia, ba!, są tacy, którzy każą nam słyszeć coś o kołderkach w łóżeczku (sic!) Nie sądzisz, że jest to doprowadzenie zagadnienia sztucznego poronienia do absurdu?

      Piotrze:
      Ok, nie będę się już spierał o płeć, choć w moim rozumieniu i tak jest to kwestia przypadku, która nie stanowi żadnego argumentu w dyskusji.

      Usuń
    23. Pozostanę jednak przy swoim zdaniu Asmodeuszu, co do tego wątku naturalnych poronień. Bo to mi trochę przypomina sytuację, że skoro umarł mąż sąsiadce i ona jest już wolna i flirtuje z innymi, to mnie powinno być wolno mojego męża we śnie udusić (bo przykładowo dobrze mu ze mną i nie chce się rozwieść), żeby też podobny stan wolności osiągnąć. :)

      Co do tej płci, oczywiście, że to pewnie jest kwestia przypadku, ale tylko do momentu zapłodnienia, tj. chwili, kiedy ten przypadkowy plemnik zapłodni komórkę jajową.
      No i jest to jednak poważny argument w tej dyskusji, bo pokazuje, że zapłodniona komórka nie jest tylko zlepkiem jakichś przypadkowych komórek, ale zaczątkiem najprawdziwszego, niepowtarzalnego jak każdy z nas człowieka. Człowieka poczętego zazwyczaj z miłości kochanków, jako naturalny owoc tej miłości (czyli ich potomek), a traktowanego często jako ich największego wroga, którego trzeba jak najprędzej unicestwić.

      Oczywiście, że te krzyki mordowanych zarodków czy przechowywanych w ciekłem azocie to jest absurd, ale przyznasz, że mocno sugestywny, w porównaniu do owego zlepku jakichś komórek w niczym nie przypominających dorodnego dziecka. ;)

      Usuń
    24. No jednak chyba nie bardzo "łapiesz" PKanalio (zastanawiam się teraz, trochę późno to prawda, ale podobno lepiej późno niż wcale, czy ja zwracając się do Ciebie powinnam odmieniać Twój nick, czy tylko używać go w mianowniku? W żadnym razie nie chciałabym w niczym uchybić. :) ).

      Otóż tak to jakoś zostało w naturze urządzone, że istoty wyższe, w tym człowiek zostały obdarzone b. silnym instynktem zachowania gatunku, który cechuje się m.in. tym, że prokreacja łączy się z dużą przyjemnością spółkowania. Taki "myk" natury, żeby osobniki zdolne do prokreacji jakoś się odnalazły i ze sobą zeszły.
      Chyba tylko człowiek jest zdolny do zabijania swojego potomstwa będącego jeszcze w łonie matki i traktowania go jako swojego największego wroga. Nazywanie tego prawem do samoobrony kobiety w takim przypadku (tj. przed własnym nienarodzonym potomkiem) jest sprzeczne z tą szeroko pojętą naturą. Mamy prawo być gorsi od zwierząt w tym zakresie? Ba, może nawet się tym chlubić?

      Z tą "przyjemnością" to jest taki argument, że z jednej strony na szali kładzie się przyjemność uprawiania seksu, często dość lekkomyślnie, przypadkowo, bez zabezpieczeń, bez zastanawiania się nad możliwymi, poważnymi skutkami, a z drugiej strony na szali kładzie się życie poczętej istoty ludzkiej, która "zagraża i ogranicza" te i wiele innych przyjemności w przyszłości na wiele lat.

      Usuń
    25. Mario:

      Nie zmuszam do zmiany zdania, tylko kompletnie nie rozumiem przesłania związanego z przykładem męża, który nie chce się rozwieść. Ja stwierdzam, że skoro istnieje naturalne poronienie zarodków (imam na myśli li tylko zarodki - zygoty), sztuczne ma taki sam skutek, choć przyczyny wynikają z naszej chęci, niekoniecznie związanej z tym by się bawić i flirtować. To zbyt daleko posunięte uogólnienie, które ma charakter manipulacji.

      Płeć to żaden argument, z niej bowiem nie wynika większa chęć aborcji czy to żeńskiej, czy to męskiej populacji. O niczym też nie świadczy w tym stadium rozwoju, bo my jej nie odgadniemy bez specjalistycznych badań pozaustrojowych. Czy pleć ma jakiś związek z tym, że mamy do czynienia z życiem? Przecież nikt nie twierdzi, ze zarodek, zygota to coś martwego. O konsekwencja płci możemy dyskutować w dorosłym życiu, kiedy to kobiety skazuje się na inkubatory, a mężczyzn na mięso armatnie (na szczęście nie ma już obowiązkowej służby wojskowej, choć niektórym się marzy).

      Ta sugestywność odbiera powagę polemiki o aborcji.

      W komentarzu do Piotra odnosisz się do silnego instynktu zachowania gatunku, przy czym obarczasz tylko ludzi winą za zabijanie nienarodzonych. Otóż jest w tej winie paradoksalnie pewna wyższość. Zwierzęta zabijają swoje już narodzone młode i nie są to przypadki odosobnione. Miałem wątpliwą „przyjemność” oglądania jak kotka zżera swoje młode zaraz po urodzeniu. Przez wiele lat hodowałem rybki akwariowe i jedyną szansą w przetrwaniu narybku było natychmiastowe odseparowanie je od rodziców.

      Wreszcie, co do formy zwracania się do PKanalia, proponuję przejść na jego imię - Piotr. Zapytaj, pewnie się nie obrazi ;)

      Usuń
    26. No cóż, ja manipuluję, Ty Asmodeuszu manipulujesz , wszyscy trochę manipulujemy, takie życie :)

      Trochę szkoda, że w tej dyskusji jakieś drobne argumenty (jak np. ta "nieszczęsna" płeć zapłodnionej komórki) rozrastają się nam do osobnych wątków, bo w ten sposób gubi się główny temat, tj. prawo do zabijania nienarodzonych jako obrona godności (?) matki tej nienarodzonej istoty, jako jej prawo do samoobrony (?) przed tą nienarodzoną istotą itp. "prawa". Wreszcie godność tej nienarodzonej istoty sprowadzana do zlepku mało znaczących komórek.
      No i "wyższość" prawa ludzkiego do zabijania swoich nienarodzonych potomków nad bardzo sporadycznymi przypadkami zabijania swojego urodzonego potomstwa przez zwierzęta. Tak na marginesie - też wiele razy mieliśmy kocięta, ale ani razu kocica nie zjadła swoich małych. Za to z godnym podziwu poświęceniem opiekowała się nimi aż uzyskania przez nie samodzielności.

      I tak na koniec po przeanalizowaniu Waszych argumentów myślę sobie, dlaczego nie pójść dalej w tym "prawie" do niszczenia ludzkiego życia nie tylko na etapie "nienarodzonym", w końcu jest tyle już narodzonych ludzi, ba czasami mocno dojrzałych, którzy nam jakoś w życiu przeszkadzają, może nawet zagrażają .... (sarkazm zamierzony). :)

      Usuń
    27. @Maria...
      na wypadek wszelkich wątpliwości natury fleksyjnej wymyślono kiedyś i przyjęto jako standard adresowanie jak powyżej /"@" plus nick w mianowniku/, jednak nie widzę powodu, by zawsze sztywno się tego trzymać, poza tym mój nick odmienia się przez przypadki, zaś alternatywne zwracanie się do mnie po imieniu również nie sprawia mi problemu... w necie nie uznaję formułki "per pan/i", za wyjątkiem oficjalnej korespondencji
      ...
      oczywiście znam mechanizm fizjologiczny motywujący do owego spółkowania, co więcej, człowiek jako jedno z kilku zwierząt używa seksu nie tylko w celach prokreacyjnych... pozwoliłem sobie jedynie, jako dygresję niezbyt na temat, poczynić aluzję do pewnych zjawisk natury obyczajowej z których wynika, że z tą przyjemnością nie zawsze bywa tak prosto i oczywisto...
      ...
      natomiast wracając do meritum, to nie rozumiem, dlaczego w przypadku niechcianej ciąży zakłada się, iż powstała w wyniku seksu lekkomyślnego lub wręcz bezmyślnego, przypadkowego i "oczywiście" bez zabezpieczeń... tymczasem prawda jest zupełnie inna... nie ma metody antykoncepcji mającej wskaźnik Pearla równy zero, co więcej pecha można mieć nawet w przypadku takich technik tegoż seksu, które mogą się wydawać stuprocentowo bezpieczne w temacie zajścia w ciążę /daruję sobie detaliczne opisy przykładów/... nie rozumiem wiec, dlaczego karać ludzi za takiego pecha, skoro w zasięgu jest jeszcze furtka awaryjna...
      jestem w stanie zaakceptować prawo zakazujące usuwania wczesnej ciąży na życzenie tylko wtedy i tylko wtedy, gdy prawodawca zapewni wszystkim stuprocentowy, nieszkodliwy, nie powodujący nieodwracalnych lub trudnoodwracalnych następstw i dla wszystkich dostępny sposób na antykoncepcję... jako że taki sposób nie istnieje i obawiam się, że nigdy nie zaistnieje, pozostaję przy swoim zdaniu...

      Usuń
    28. Mario:

      Ale to nie ja ten wątek płci ciągnę. Przypomnę, że uznałem go za mało istotny.

      Trochę to przekorne z tym „prawo do zabijania nienarodzonych jako obrona godności”. Gdybyż o samą godność chodziło, można by dyskutować. Skupmy się więc na tym przypadkach dopuszczającym aborcję. Przedtem jednak najważniejsza sprawa. Do aborcji się nikogo nie przymusza i ani na chwilę nie wolno o tym zapomnieć. Najmniej aborcji dokonuje się z przyczyny gwałtu, co nie powinno dziwić. Dla mnie tu nie może występować argument godności, bo godność kobiety już ktoś podeptał, szczególnie gdy sprawa dotyczy niepełnoletnich. Przyczyna zagrożenia życia matki. Tu też nie ma mowy o godności, bo nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do heroizmu. Pozostaje trzecie, w którym przeciwnikom takiej aborcji umyka fakt, że urodzenie kaleki też wymaga heroizmu, według mnie większego niż zagrożone życie matki. Napiszę brutalnie, umierająca matka ma „problem z głowy” z chwilą własnej śmierci. Kobieta przymuszona do urodzenia niepełnosprawnego na całe swoje życie, musi się heroizmem wykazać przez całe swoje życie, a umierać będzie z niepokojem o dalszy los swego potomka. Zapytam więc przekornie: kto nam dał prawo do skazywania na heroizm?

      Oczywiście, jest problem z aborcją „na życzenie”. Ale ja już we wcześniejszym komentarzu zaznaczyłem, że mimo optowania za swoimi argumentami, takiej aborcji nie popieram w każdym przypadku.

      Do ostatniej Twojej konkluzji. Po pierwsze, jestem zdeklarowanym pacyfistą, zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci, więc ten zarzut powinnaś kierować do tych przeciwników aborcji, którzy jednocześnie zachwycają się wojskiem i chętnie widzieliby powrót kary śmierci. Chyba nie muszę pisać w jakim środowisku jest takich najwięcej.

      Usuń
    29. sensuję ów sarkazm w ostatniej konkluzji Marii, jednak jest to dowcip z tej samej niskiej półki, co nabijanie się z feministek proponując im zgłoszenie postulatu rodzenia dzieci przez mężczyzn... poza tym zawiera w sobie błąd logiczny... na pewno nie można zaprzeczyć, że zawartość kobiecej macicy jest organizmem ludzkim bez względu na fazę ciąży... rzecz jednak w tym, że nie mówimy o człowieku jako gatunku zwierzęcia, lecz o człowieku jako podmiocie... obecne prawo aborcyjne /a tym bardziej jeszcze ostrzejsze/ zaburza zasadniczo równowagę owej podmiotowości, nadaje ją organizmowi bez działającego jeszcze mózgu niewiele różniącego się od rzodkiewki, zabiera zaś ją kobiecie, nosicielce tego organizmu, czyni z niej przedmiot, rzecz... dlatego prawdziwy kompromis prawny będzie wtedy, gdy zezwoli się na usunięcie ciąży przed upłynięciem 12-go tygodnia plus przypadki późniejsze objęte obecnym prawem... oczywiście rozumiem, że nikt nie zapyta dlaczego właśnie 12-go, by nie kompromitować się brakiem wiedzy biologicznej...
      oczywiście to tylko prawo do usunięcia, więc interesy ludzi, którzy uparli się widzieć w zygocie dziecko pozostaną uszanowane i nietknięte...

      Usuń
    30. Dalej obrabiamy ten temat PKanalio? :) Efektu to raczej większego nie przyniesie, bo za bardzo mamy ugruntowane własne opinie w temacie, ale co tam. :)

      Przy okazji dziękuję za objaśnienie w/s możliwości odmiany Twojego nicka przez przypadki, bo przy nim pozostanę, dając tym samym, jak mniemam wyraz szacunku do Twojej wolnej, samorządnej, oryginalnej decyzji w tej sprawie. :)
      Nick jest nieco szokujący, o czym świadczy fakt, że tutejsi komentatorzy wolą go jakoś omijać. :)
      Swoją drogą ciekawe dlaczego tak właśnie się nazwałeś? Prowadzisz na nas jakieś testy? :)

      W kilku obowiązujących dokumentach prawnych pojawia się już "definicja dziecka", np. w ustawie z 2000 roku o rzeczniku praw dziecka, w art. 2 stwierdzono, że „dzieckiem w rozumieniu tej ustawy jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletniości”.
      Zatem upieranie się przy tym, że zygota nie jest dzieckiem jest poglądem niezgodnym z obowiązującym prawem. :)
      Może za poglądy jeszcze nie karzą, ale warto o tym wiedzieć. :)

      Podoba mi się PKanalio w Twoich komentarzach to kilkukrotne nawiązywanie do podmiotowości kobiety i człowieka w ogóle, przy czym jakoś człowiekowi w tej naturalnej, najwcześniejszej fazie jego życia tej podmiotowości odmawiasz. Bo to przecież tylko zygota, coś co nam zagraża, jak nie przymierzając jakiś wrzód, którego trzeba jak najszybciej usunąć.

      Jakże często, zwłaszcza na filmach, albo zwierzeniach pisanych w mediach (bo z autopsji nie wiem) używa się określeń: "trzeba coś z tym (podkreślam t y m) zrobić, trzeba to usunąć, póki jeszcze pora itp." Czy wyobrażasz sobie, że ktoś powie " trzeba to nasze dziecko jak najszybciej zabić, bo jeszcze nie ma 12 tygodni, to prawo nie będzie nas ścigać?" I pójdzie na zabieg?

      W związku z powyższym jedynym logicznym rozwiązaniem, dzięki któremu możliwe będzie zachowanie należnej podmiotowości i kobiety i rosnącego w niej jej potomka jest utrzymanie tej ciąży, zgodnie z naturalnym, odwiecznym porządkiem, a nie jej usuwanie (zwłaszcza z powodu typu, bo ja nie chcę tego dziecka).

      Uprawianie seksu łączy się niestety z ryzykiem "wpadki" i jej konsekwencjami. Jak każde ryzykowne działanie. Ważne, żeby przy usuwaniu tych konsekwencji nie tracić ludzkiej godności. Czy zabójstwo własnego nienarodzonego dziecka jej nie narusza?

      Określenie " nadaje ją organizmowi bez działającego jeszcze mózgu niewiele różniącego się od rzodkiewki," niestety jest także dowcipem z tej samej niskiej półki co mój sarkazm. Tyle, że ja to zaznaczyłam, Ty, obawiam się możesz tak naprawdę uważać.... :(

      Usuń
    31. Asmodeuszu:

      "Przedtem jednak najważniejsza sprawa. Do aborcji się nikogo nie przymusza i ani na chwilę nie wolno o tym zapomnieć. "
      To nie zawsze jest prawda niestety. Owszem, jeszcze na zabiegi siłą nie ciągną, chociaż nie tak dawno było głośno w mediach o nastolatce, która "zaciążyła" (także z młodocianym), i która podobno nawet chciała to dziecko urodzić, ale matka się nie zgodziła i do zabiegu przymusiła, bo chyba go wykonano. Nastolatka, jako osoba niepełnoletnia i będąca na utrzymaniu rodziców nie miała w tej sprawie prawa decyzji.
      Było to przymuszenie czy nie było?

      A czy nie znane są Ci (nawet tylko z opowiadań) przypadki, kiedy to kobieta może nawet by i zdecydowała się na urodzenie tego dziecka, ale partner i sprawca tej ciąży, zamiast jej podać pomocną rękę, to często grozi, że od niej odejdzie, jeśli "kłopotu" nie usunie, ba nawet zabieg zasponsoruje. Czy to nie są przykłady używania siły, nie bezpośredniej co prawda, ale emocjonalnej?

      Ja nie mówiłam o karze śmierci za jakieś przestępstwa, ja mówiłam o zabijaniu tych, którzy nam jakoś zagrażają, jak to poczęte niechciane dziecko. Oczywiście ja tak naprawdę nie myślę, stąd zaznaczyłam, że to zamierzony sarkazm :)

      Usuń
    32. @Maria...
      na tą chwilę historia powstania mojego nicka jest nie do opowiedzenia, zresztą jednym zdaniem się nie da opowiedzieć... nie mam jednak powodów, by robić z niej sekret, więc gdy naprawdę Cię to ciekawi wyślesz mi maila, a ja z pewnością nań odpowiem...
      ...
      natomiast nasza debata dobiega końca i jedyna pokojowa puenta to podpisanie tzw. "protokołu rozbieżności"... wyjaśnię tylko, że podkreślam kwestię podmiotowości, a co za tym idzie godności kobiety tylko jako odpowiedź na konsekwentne, podejrzewam że świadome, ignorowanie jej przez "anti-choice"... jedyny sposób utrzymania równowagi podmiotowościowej to wspomniany przeze mnie kompromis prawny /nie mylić z obecnym "kompromisem"/, który (jak wspomniałem wcześniej innymi słowy) ma też tą zaletę, że gdy kobieta jest dumna z bycia przedmiotem i w tym upatruje bazę swojej godności, to takie prawo wcale jej w tym nie przeszkadza...

      Usuń
    33. Mario:

      Sorry, umknął mi Twój komentarz, więc dopiero dziś. Też słyszałem o sprawie tej nastolatki przymuszonej do aborcji. Jeden na ile? Podobnie było w przeciwnym przypadku. Nastolatka chciała się poddać zabiegowi (zgodnie z prawem) a ruchy antyaborcyjne chciały ją do rodzenia przymusić (z Terlikowskim na czele). Warto dodać, że ta miała chyba dziewięć lat, czyli nawet nastolatką nie była.

      Tak, znam takie przypadki, tylko to nic nie zmienia. Piszę nie o decyzjach osobowych (tu i partnerów) ale formalnym (prawnym) nakazie aborcji. Opisane przez Ciebie zmuszanie do aborcji jest prawnie zakazane i tego się trzymajmy.

      Usuń
  2. Biała czcionka na ciemny tle powoduje, ze za chwilę ja przestanę widzieć, ale trudno.
    Nie wiem po co w ogóle ten BAS, skoro jego opinie są ignorowane przez przewodniczących komisji sejmowych... lub nie zdążą się zebrać na czas, jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem BAS pracuje wyjątkowo szybko i intensywnie. Właśnie wydał drugą opinię, w której dowodzi, że projekt zaostrzenia aborcji jest zgodny z Konstytucją, obalając jednocześnie mit, że kobieta-matka ma prawo do... wolności i godności (sic!) Od teraz jesteście kobiety gatunkiem ludzkim drugiej kategorii ;)

      Usuń
    2. To chyba wybiórczo potraktowali zadanie?

      Usuń
    3. Wybiórczo potraktowali kobiety!

      Usuń
  3. Ja ogólnie zgadzam się z treścią notki. Nie rozumiem tylko skąd ta lawinowo aż zwiększająca się liczba niepełnosprawnych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda lawina zaczyna się niepozornie. Jeśli w ciągu roku przybędzie tysiąc niepełnosprawnych, w następnym będzie to już dwa tysiące, bo poprzednicy wcale nie muszą umrzeć. Problem w tym, że ich potrzeby nie skończą się wraz z osiągnięciem pełnoletności.

      Usuń
    2. Chyba nie będzie ich jednak 2 tys, bo część umrze? Jakby wcale nie wymierali, to może i przybywało ich lawinowo...

      Usuń
    3. Racja, część umrze – i to jest właśnie idea zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, ale jeśli przyjąć, że będzie ich umierać połowę, faktu gwałtownego przyrostu niepełnosprawnych to nie zmieni.

      Usuń
  4. Ja się tak właśnie zastanawiam, dlaczego w katolickim kraju dyskutuje się o aborcji. Przecież katolik wyznaje takie, a nie inne wartości i nawet jeśli aborcja będzie dozwolona, to nie znaczy, że od razu poleci jej dokonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wyjaśnia pewien ksiądz na lamach "Wyborczej". Sprawa jest banalnie prosta. Polski Kościół jest przesiąknięty religią seksu i wszystkim, co się z nim wiąże. I wyjaśnię, katolik/-czka nie potrzebuje dozwolonej aborcji. Wystarczy aborcyjne podziemie i dobrze rozwinięta turystyka aborcyjna...

      Usuń