sobota, 12 maja 2018

Twarzą na ryj czy ryjem na twarz?


  Dziś przerywnik od polityki, choć nie tak do końca. Będzie o filmie, choć filmu nie widziałem (na pewno pójdę). Nie będzie to recenzja samego filmu, a raczej recenzja recenzji filmu, który został  nagrodzony na festiwalu w Berlinie Srebrnym Niedźwiedziem. Chodzi o film Małgorzaty Szumowskiej „Twarz”, którego angielskojęzyczny tytuł w dowolnym tłumaczeniu to waśnie ów „Ryj”. Podobno to komedia, krytyczne spojrzenie na rzeczywistość „dobrej zmiany” czasów rządu PiS. Nie wiem czy tam będzie z czego się śmiać, ale już ten temat skłania mnie do tego, by jednak pójść do kina.

  Zderzyłem się z dwiema recenzjami, a nawet trzecią i już mam nastrój na komedię. Najpierw Sobolewski na łamach „Wyborczej”, który stwierdza bez ogródek, że jest to komedia, która pewnych widzów denerwuje: „Widz również jest zdezorientowany. Za sprawą zmiany twarzy zostaje bowiem naruszona kinowa zasada identyfikacji z postacią na ekranie. Przechodzimy ćwiczenia z obcości. (...) paradoksalnie, im bardziej oswajamy w swoich oczach postać wyobcowanego fana Metalliki, tym bardziej postacie z jego otoczenia wydają się zamaskowane1. Dla tych, co niewiedzą nic o fabułę, wyjaśnię, że główny bohater przechodzi operację przeszczepu twarzy, co mocno komplikuje stosunek otoczenia do  niego. Sobolewski rzuca dość mocne słowa. Jako zbiorowość w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, byliśmy w świecie postrzegani optymistycznie i nie bez sympatii – dziś to raczej politowanie i śmieszność. Tak jakby ktoś na tym naszym narodzie dokonał przeszczepu twarzy. Podobno Szumowska nie szczędzi też ironii polskiemu Kościołowi oraz polskiej wsi, gdzie chamstwo ma się doskonale. Jak pisze autor recenzji: „Skarykaturowany kraj na cywilizacyjnym skrzyżowaniu2. Podobno najbardziej oberwało się filmowi ze strony ministra kultury, który film nazwał głupim (widział ktoś mądre komedie?) i przewidywalnym. W ocenie Sobolewskiego, Szumowska nie tyle zaatakował władzę ile suwerena, który ją wybrał, nie tyle władzę Kościoła ile schlebianie „ciemnogrodowi” przez ten Kościół. 

  W jawnym kontraście do Sobolewskiego ocenia film Łukasz Karpiel, nie wiem czy to zawodowy krytyk, ale coś mi się wydaje, że już kiedyś jego postać zawitała na blog Świętoszka. On też film poleca ale po to, „aby przekonać się o głębokim upadku polskojęzycznego kina, którego jedyny cel stanowi pokazanie całemu światu w jak rzekomo strasznym fatalnym kraju i społeczeństwie przyszło żyć3. Oryginalność opinii Karpiela wręcz powala i tym bardziej zachęcam do lektury tej recenzji. Jak dla mnie absolutnym hitem jest kwieciście soczyste zdanie: „Ta antypolska, kinowa rewolucja dawno już zjadła swój ogon, teraz pozostało jej kłapać bezzębnym pyskiem i ewentualnie w rozpaczy strzykać jadem na lewo i prawo4.  I napiszę szczerze, że nie wiem, w którym momencie mam wierzyć albo nie wierzyć Karpielowi, bo pisze również: „Ta pochodząca rodem z najczarniejszych wyobrażeń salonu o polskiej prowincji mozaika odmalowana przez Szumowską oczywiście nie jest w żadnym stopniu zaskakująca5. Bo jeśli nie jest zaskakująca, znaczy się, coś jest na rzeczy. Ostatni cytat z tej recenzji: „(...) widzimy Polaków wyjątkowo brzydkich, spożywających w ilościach przemysłowych alkohol i snujących się od jednej do drugiej kłótni, aby w niedzielę i święta pomaszerować karnie do Kościoła. Całości dopełniają lejące się strumieniem z ust owych brzydkich bohaterów wulgaryzmy i niewybredne żarty z „innych” – imigrantów, muzułmanów, cyganów i żydów6. Nie żeby Karpiel nie miał prawa do własnej oceny filmu, ale według mnie coś mu się wybitnie pomyliło. Komedia, niemal z nazwy, ma prawo wykrzywiać rzeczywistość, szczególnie zaś uwypuklać to, co może naprawdę śmieszyć, nie tyle w sensie komedii sytuacyjnej, ile w piętnowaniu wada, nawet jeśli to wady wręcz narodowe. 

  Nie mogę się oprzeć przed wskazaniem jeszcze jednej recenzji, dla mnie idola takiej formy literackiej, Krzysztofa Vargi pod znamiennym tytułem: „O, w mordę! Czyli Szumowska wali na odlew”.  A ponieważ znalazłem w niej fragment, który w pełni pokrywa się z moją opinią, nie potrafię się oprzeć: „(...) prawem sztuki jest przejaskrawiać, prawem sztuki jest przeginać pałę, prawem sztuki jest kłamać nawet. My od sztuki ostatnio wymagamy wyłącznie prawdy, i to są bardzo niebezpieczne wymagania7. 

  Sparafrazuję aforyzm St. J. Leca „Największe poczucie humoru wśród konserwatystów mają zmarli konserwatyści. Ich wtedy wszystko śmieszyć będzie”. Problem w tym, że ta część narodu, która jest przesiąknięta konserwatyzmem lubi się śmiać z innych, ale w żadnym wypadku z siebie. To, co o Polsce i Polakach, powinno być tylko poważne, święte, majestatyczne i przede wszystkich chwalebne. Kierunek takim trendom nadaje minister Gliński nie szczędząc kasy na takie patriotyczne gnioty jak „Smoleńsk” czy „Wyklęty”. Zastanawiam się, czy ci ludzie kiedykolwiek czytali Fredrę lub Zapolską? Mam poważne wątpliwości, czy oni w ogóle czytają coś poza „działami wybranymi” Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Nie ma takich dzieł?! Spokojnie, jeszcze jedna kadencja PiS, a na pewno powstaną... Tak już na marginesie: co na to IPN? A tak, sami wymyślili, że artyści mają immunitet. Taki Łukasz Karpiel pewnie strasznie żałuje.





11 komentarzy:

  1. Nie mam zaufania do zawodowych krytyków, bo im podoba się zwykle co innego, niż przeciętnemu widzowi,pozostaje zobaczyć na własne oczy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałem, nie wiem, nie wypowiadam się. A już w ogóle absurdem jest robienie recenzji recenzji filmu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak widzę napisane: "Przerywnik od polityki", to wiem, że będzie o polityce. I w istocie Twarz jest filmem stricte politycznym wytykającym obywatelom brak obywatelskości, empatii i przywiązania do, z mlekiem matki (może Polki) wyssanych obyczajów, zachowań. A tak naprawdę, czy tzw. społeczeństwo obywatelskie nie jest politycznym, upolitycznionym?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, zapomniałem dopisać: Zmienione image blogu podoba się!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie się wybiorę na ten film. Zachęciłeś mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie zgadzam sie, ze sztuka ma prawo klamac. Tak kiedys powstal paszkwil na temat Zydow- to bylo przed II wojna swiatowa I on wlasnie umocnil podstawy antysemikcke. Dlugo dochodzono, kto, jak i dlaczego... Poszlo sobie w eter, a odkrecic toto bylo stasznie trudno. Wkrecono Zydow w spiskowa teorie dziejow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem o jakiej sztuce piszesz, ale chyba nie o tej przez duże „S”.
      W spiskową teorię dziejów wkręcili Żydów dużo wcześniej. Właśnie "studiuję" Dzieła Marksa. On też pisze o tej dziejowej teorii a przecież żył na długo przed Księgą Mędrców Syjonu.

      Usuń
    2. "...prawem sztuki jest kłamać ..."
      To jest cytat z recenzji Vargi,fragment zawarty, czy tez przytoczony przez ciebie w twoim poscie.

      Usuń
    3. Z tym stwierdzeniem to ja się zgadzam. Natomiast nie nazwałbym sztuką spiskową teorię dziejów.

      Usuń
    4. A nazywa ktos sztuka spiskowa teorie dziejow? Jak swiat swiatem spiski byly sa i beda.... to mozna nazwac artystyczne czy tez mistrzowskie prowadzenie polityki lub manipulowanie ludzmi, ktorzy o niczym nie maja najmniejszego pojecia, bo przeplyw informacji z gory na dol jest odpowiednio sterowany.

      Usuń
    5. Nawet gdybym się bardzo starał nie potrafię tego nazwać sztuką (w sensie artystycznym) a penie Varga też nie. Już ja go na tyle znam ;)

      Usuń