sobota, 9 czerwca 2018

Panie Klaja, uciekajmy!


  W czasach komuny, może już tej nie głębokiej, krążył na mojej kopalni pewien dowcip na temat dwójki nierozłącznych ormowców (komórka ORMO była na kopalni). Ktoś ich podsłuchał podczas patrolu w parku przyległym do tej kopalni, gdy napotkali dwóch lekko zawianych, głośnych, choć nie osiłków, młodszy stopniem do kolegi: Panie Klaja, uciekajmy! Ich jest dwóch, a my jesteśmy sami...
Śmiech śmiechem, ale tak naprawdę z nimi nie było do śmiechu. Wprawdzie tylko w grupie byli mocni, za to w pojedynkę bacznie obserwowali otoczenie, jako prototypy dzisiejszych kamer, ustawionych w różnych miejscach miasta, nawet gorzej, jak mikrofony zainstalowane w restauracji „Sowa”.

  Prawdę powiedziawszy już o tym ORMO zapomniałem, tym bardziej, że pamięć powoli szwankuje. Uwierzycie mi czy nie, przypomniał mi o tym portal wPolityce.pl, który w myśl mojej tezy, że jeśli chcesz wiedzieć, co ciekawego i bulwersującego piszą w „Wyborczej”, na tym portalu dowiesz się najprędzej. Trafiam na optymistyczny i obiecujący tytuł, zaczynający się od słów: „Michnikowszczyzna w natarciu!”1. Treść też jak na reklamę „Wyborczej” – zachęcająca. W. Maziarski ma czelność porównać „dawnych przedstawicieli komunistycznego reżimu, brutalnie tłumiących protestujących studentów, na co dzień „pilnujących” porządku do = przedstawicieli Instytutu Ordo Iuris2. Mało tego, zmienia nazwę na ORMO Iuris (sic!). Tu już nie mogłem się oprzeć tej zachęcie, więc „biegiem” do mej ulubionej „Wyborczej”. Faktycznie, W. Maziarski używa sobie na tym Instytucie ORMO Iuris na całego, bardziej niż ja nie tak dawno w jeden z notek. Pisze: „Dobra zmiana też ma swoich „ormowców”, którzy czuwają, by obywatele zachowywali się właściwie, a różne instytucje przestrzegały zasad ustanowionych przez władze. Czujnie śledzą profile na Facebooku, analizują repertuary teatrów, a nawet oglądają kreskówki dla dzieci, by wyłapać w nich wątki wywrotowe3. Od siebie dodam, że pilnie kontrolują również to, co ukazuje się na YouTube. Później jest już wyliczanka sukcesów nowej formacji strażników poprawności moralnej. A to ktoś udziela porad jak się przygotować do aborcji, a to jakiś kanał promuje w bajce dla dzieci związki homoseksualne, czy to treść jakieś sztuki obraża uczucia religijne tych, którzy tej sztuki nie oglądali. W Maziarski kończy dość mocno: „Powinniśmy być wdzięczni Instytutowi Ordo Iuris. Jego działalność umacnia polski kręgosłup moralny i eliminuje z naszego życia miazmaty cywilizacji śmierci4. Przyznaję skromnie, sam nie mógłbym mocniej..., ale W. Maziarski popełnia zasadniczy błąd. Prędzej można tę instytucję podpiąć pod Kościół, gdyż ORMO Iuris, atakuje i szpieguje również PiS, wytykając rządzącym opieszałość w sprawie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

  Ostatnio jacyś posłowie PiS wystąpili z inicjatywą ograniczenia dostępu do pornografii. Dwie kontrowersje mi się narzuciły. Pierwsza, że za tą inicjatywą też stoi ORMO Iuris, ale dowodów nie mam, więc uczciwie przyznaję, to tylko domniemanie. Druga, to nieco szersze zagadnienie, gdyż inicjatywa z pewnych względów jest na pewno słuszna, szczególnie gdy dotyczy dzieci i młodzieży. Z drugiej strony, gdy za to biorą się posłowie PiS, zaczyna mi cierpnąć skóra na plecach. I nie w tym rzecz, czy ja będę miał dostęp do pornografii, czy nie (wyrosłem z tego już w dobie sprowadzanych masowo z Zachody kaset video), mam obawy czy oni nie wyleją przy okazji dziecka z kąpielą. Bo czy jest szansa wyeliminować samą pornografię z netu? Weźmy tę notkę, gdzie słowo pornografia pojawia się kilka razy – jakiś algorytm wyszukiwania to wyłapie i bez pytania zlikwidują (zablokują) mi blog (sic!) Ja już tak kiedyś miałem na pewnym forum, gdzie automat natychmiast mnie blokował, gdy w tekście były takie słowa jak „abstra-huj-ąc”, „pieprzyć”, itp. Na domiar wszystkiego, jak do tej pory nie znalazłem definicji tego, co jest, a co jeszcze nie jest pornografią, jest więc szansa, że tak jak purytańskie feministki wymyśliły, by teraz wybory miss odbywały się bez pokazu w strojach bikini (sic!), tak w Polsce nawet reklama środków do depilcji może okazać się pornograficzną.

  Jest też problem argumentu o uzależnieniu się od pornografii i wpadaniu w nałóg. Teraz powołam się na pewien reportaż z "Faktów" TVN, więc odnośnika nie będzie, gdzie reporterka zadawała posłom PiS, inicjatorom tej akcji, dwa pytanie. Pierwsze: „Czy oglądał pan/pani filmy porno?”. He, he, he, było widzieć ich miny. Nie mogli zaprzeczyć, skoro występują z inicjatywą przeciw i nawet wymijające odpowiedzi były zabawne, typu: „kiedyś, raz”; „widziałem, ale to było obskurne”; [po długim namyśle] „chyba tak”, natomiast posłanka Sobecka wyłgała się: „Nie mam teraz czasu na takie rozmowy. Jestem zapracowana”. Drugie pytanie było już majstersztykiem: „Czy w związku z tym, pan uzależnił się, wpadł w nałóg oglądania pornografii?”. Konsternacja! Schemat odpowiedzi był u wszystkich taki sam: „Ja nie, ale inni mogą się uzależnić...”. Przy okazji zapytałbym o jeszcze jedno: „skąd wiedzą, że oglądanie pornografii czyni spustoszenia w mózgu?”. Chyba tylko po sobie... Ja się zgodzę, pornografia jest szkodliwa społecznie, ale jeśli ktoś twierdzi, że jest jedną z głównych przyczyn kryzysu rodziny, wnioskować tak może tylko na bazie własnych doświadczeń, w innym przypadku jest to argumentum ad ignorantiam.



4 - ibidem.



34 komentarze:

  1. Głupi ten Maziarski - Ordo Luris nie pilnuje przestrzegania żadnych zasad ustanowionych przez władze, to prędzej władza ma problem, jak zrobić dobrze Ordo Luris i nie podpaść normalnej części społeczeństwa.

    Przypadki od uzależnienia internetową pornografią się normalnie leczy. Jest to bardzo poważna sprawa - równie co alkoholizm, potrafi niszczyć życie, małżeństwo, rujnować finansowo, więc to śmieszkowanie z końca notki jest co najmniej głupkowate i świadczące o niedoinformowaniu zarówno dziennikarki, jak i piszącego felieton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tyle głupi, co się głupio pomylił, a mylić się jest rzeczą ludzką.

      Oczywiście, że takie uzależnienia się leczy (czy skutecznie, tego już nie wiem). Ja bym jednak chciał wiedzieć na czym opierasz twierdzenie, że pornografia „potrafi niszczyć życie, małżeństwo, rujnować finansowo”? Jeśli na tezach „oświeconych” ideologów, to pozwól, że pozostanę ze swoim zdaniem.
      W zalewie artykułów o złych skutkach pornografii (wszystkie wiadomej opcji ideologicznej), trafiłem na jeden, który wydaje się niezależny, w miarę obiektywny: https://charaktery.eu/psychowiesci/4565
      I co ja czytam? Ano moi nie tylko amerykańscy uczeni posługują się takimi sformułowaniami jak: „pornografia MOŻE również”; „Hipotetycznych wyjaśnień tego zjawiska jest kilka”; „przyzwyczajenie do materiałów pornograficznych MOŻE powodować”; „MOŻLIWE więc, że pornografia”; „Badania SUGERUJĄ, że”, itp., itd. A na koniec to: „Badacze nie potrafią z pewnością wyjaśnić tego zjawiska” (sic!). Czyli obracamy się w sferach przypuszczeń i domniemywań, co zakrawa na kpinę, jeśli ktoś z tego typu argumentów próbuje stworzyć pewnik i nim wymachiwać.

      Usuń
    2. Na relacjach uzależnionych i zdaniu psychiatrów. Także na tym, co mają do powiedzenia żony, których mężowie onanizują się przed kompem nie bacząc na obecność członków rodziny domu i nie mają nawet udawać że ich ona interesuje seksualnie. Jednym z zaleceń terapeutycznych jest unikanie jakiegokolwiek kontaktu z pornografią w internecie, więc leczenie nie opiera się na żadnych przypuszczeniach.

      Usuń
    3. Gdybyś mówił o seksoholizmie, którego przyczyną może być pornografia, ale nie musi, to ja bym się z Tobą w pełni zgodził.

      Usuń
    4. Lew Starowicz w telewizji ciekawe dziś rzeczy na ten temat powiedział. On wprawdzie nie uważa, że rozwiązaniem są zakazy, ale uświadomienie, młodym zwłaszcza ludziom, że pornografia jest zła nie tylko przez uzależnienie (tu wymienił kilka punktów). - Wypacza sposób postrzegania kobiety w akcie seksualnym i narzuca pewne mechaniczne podejście do spraw seksu.
      Powiedział jednak wprost, że powszechny dostęp do pornografii jest groźny.

      Usuń
    5. Czy prof. Lew-Starewicz to ten, co leczył homoseksualizm prądem, i który mówił, że: „Ten system normatywny, rodzinno-chrześcijański, trzyma Polaków w ryzach”? Nie wiem czy to prawda, ale gdzieś czytałem, że on dziennie czyta Biblie. W żadnym przypadku nie czynię mu z tego zarzutu, po prostu taka lektura jednoznacznie kształtuje poglądy.

      Chyba jednak przesadzasz, bo mam wrażenie, że bierzesz mnie za obrońcę pornografii. W pełni się zgadzam, że jest szkodliwa dla dzieci i młodzieży, o czym pisze w notce. Stwierdzam tylko, że czynienie z niej głównej przyczyny zagrażającej rodzinie to propaganda. To nie pornografia czyni z normalnego człowieka zwierzę, gdyż normalny człowiek sią nią nie będzie fascynował. To seksoholizm skutkuje potrzebą oglądania pornografii.

      Usuń
    6. Jasne kurwa, czyta biblie i to go dyskwalifikuje.

      Usuń
    7. Weź coś na wstrzymanie i nie przeklinaj. To też szkodzi rodzinie...

      Nie napisałem, że go dyskwalifikuje, tylko że ukierunkowuje jego poglądy.

      Usuń
    8. Nie mam Cię w rodzinie. Ty też czytałeś Biblię i jakoś nie ukierunkowała Twoich poglądów. Ale faktycznie, lepiej wyjaśnić:

      "Jestem nie tylko seksuologiem, ale i psychoterapeutą. Nie jestem misjonarzem religijnym, więc nie leczę religią, ale żeby zrozumieć bardziej problemy Katolika, muszę znać też Biblię. Znam też doskonale Koran i jeśli przyjdzie do mnie wyznawca Islamu, a jego problemy seksualne będą związane z religią, będę się mógł posłużyć cytatami z Koranu."

      Usuń
    9. Jego kolega po fachu: „gdyby nie był katolikiem stracił by większość klienteli”. Pomińmy kwestię jego wiary, nawet ja nie uważam, że bycie katolikiem to zbrodnia, choć zdumiewa mnie opinia, o tym trzymaniu Polaków w ryzach. Stracił wiele za leczenie gejów prądem.

      Ja czytałem Biblię poznawczo, on szuka w niej natchnienia i inspiracji. To drobna, ale istotna różnica.

      Usuń
    10. Nie wiem co to znaczy, że gdyby nie był... Znaczy że jest, by móc leczyć tych ludzi? Poza tym w którym miejscu on się myli mówiąc:

      "Ten system normatywny, rodzinno-chrześcijański, trzyma Polaków w ryzach. To on sprawia również, że ruchy feministyczne nie rozwinęły się u nas tak bardzo jak w innych krajach Zachodu. Filozofia gender, owszem, podoba się elitom, ale to nie przekłada się na praktykę".

      Przecież to jest święta prawda - tylko katolicyzm stoi na przeszkodzie tym ideologiom.

      Stracił wiele czego? Terapię konwersyjną stosowano i stosuje się nadal, w czasach gdy używał jej Starowicz, gejów uważano za chorych, co więcej oni sami się za takich uważali, bo przychodzili do niego się leczyć, a nie łapał ich na ulicy i raził prądem.

      Pleciesz coś i konfabulujesz... On nigdzie nie pisze, że szukał tam jakiejś inspiracji, czytał by zrozumieć problemy katolików. Uważasz, że problemy z seksem nie mogą wynikać z religii?

      Usuń
    11. I tu się z Tobą zgodzę – to jest święta prawda. Tylko środowiska katolickie stoją na straży zacofania i ciemnoty, stąd potrzebny jest ten reżim chrześcijańsko-rodzinny.

      Tą terapię sam uznał za błędną i nie wiem skąd takie dane, że stosuje się ją nadal? Owszem, wciąż próbuje się gejom wmówić, ze są chorzy. Dziwi Cię postawa tych gejów, którzy nie są odporni na oszczerczą kampanię przeciw nim? Ich kompleksy biorą się z tej kampanii, a nie z tego, że mają taką orientację, nic więc dziwnego, że niektórzy wierzą tym „uzdrowicielom”. Wczoraj widziałem takiego nawiedzonego w TVN24 w faktach po faktach w rozmowie o paradzie równości. Żenada.

      Nie, nie uważam, że problemy z seksem mogą wynikać z samej religii. Żadna religia nie zakazuje seksu. Jeśli już tak się dzieje, to za sprawą fanatyków religijnych, którzy seks wypaczają. Skoro Starewicz jest również psychologiem to powinien się zająć tą grupą. W Biblii nic nie znajdzie na temat problemów seksualnych katolików.

      Usuń
  2. nie znam tej obecnej politpoprawnej nowomowy, nie muszę zresztą, więc nie wiem, co to jest "michnikowszczyzna", jeśli chcą w tej całej wPolityce.pl, by ich czytać, niech piszą po ludzku...
    ...
    drugi temat to typowy przykład, gdy ktoś, np. (p)osły chcą brać się za coś, o czym nie mają zielonego pojęcia... przede wszystkim, jak zwykle zero rozróżnienia bazowych pojęć, np. tego, że jakieś zachowania, np. używanie/konsumowanie czegoś to jeszcze NIE jest uzależnienie, zaś aby do tego uzależnienia doszło konieczne jest najpierw NADużywanie... gdy się pojmie te różnice, dopiero można stawiać pytania typu "co może co zniszczyć?"... to pierwsze "co" jest akurat najważniejsze, bo de facto pytań jest kilka... po prostu, trzeba wiedzieć, o co się pyta... czy o skutki /w tym przypadku/ konsumpcji porno, czy o skutki uzależnienia się od tej konsumpcji... tu trzeba też stanowczo podkreślić, że chodzi o MOŻLIWE skutki, bo innych nie ma i być nie może...
    oczywiście na poziomie popularnym, potocznym, można sobie pozwolić na pewne uproszczenia, skróty myślowe, ale też do pewnych granic, jednak podczas tworzenia prawa trzeba gadać i formułować je fachowo... tymczasem, jak wiadomo z wielu innych przykładów, fachowcy nie są dopuszczani do dyskusji...
    tak więc, jeśli nawet do jakichś nowych regulacji prawnych odnośnie dziedziny "porno" dojdzie, to wyjdzie jak zwykle, jakieś kompletne gówno...
    co prawda na poziomie forum blogowego aż takich wymagań nie ma, jednak nawet wtedy trzeba umieć zadać sensowne pytanie, by czegoś sensownego się dowiedzieć, bo inaczej dyskusja zamieni się w takie tam tylko pogaduchy, iskanie się słowami, niczym pawiany, które iskają się dosłownie dla podtrzymania więzi społecznych, a niewykluczone, że z nudów, aby coś się działo...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołożyłbym do Twoich dywagacji, z którymi w zasadzie się zgadzam, jeszcze jedno: eliminując jakieś hipotetyczne zagrożenie, trzeba by eliminować bezwzględnie wszystkie, które, jak w tym przypadku zagrażają rodzinie. Zakaz używania alkoholu, narkotyków, wyzywających strojów, posiadania kochanek i kochanków oraz wykluczenie wszelkich innych sytuacji hipotetycznie tej rodzinie zagrażających. I momentalnie czuję się tak jakbym, oglądał „Opowieści podręcznej” (sic!)

      Usuń
    2. sam skrót myślowy, że coś "zagraża rodzinie" jest nieco idiotyczny, wzięty z nowomowy pisowskiej, która czasem jest wręcz nieprzekładalna na "po ludzku"... ta nowomowa jest zresztą dość ciekawa, bo w gruncie rzeczy używa słów normalnego języka, ale tworzy z nich takie zbitki pojęciowe, że ich sensu ogarnąć nie sposób... oni po prostu tak widzą świat i dyskusja z nimi jest mało możliwa... i teraz tylko od nas już zależy, czy damy sobie narzucić to ich widzenie świata, czy nie... długo by to rozwijać, więc aby się nie zaplątać, pozwolę sobie na większy skok myślowy i stwierdzę, że Twoje skojarzenie z "Historią podręcznej" jest jak najbardziej prawidłowe...

      Usuń
    3. śmiem twierdzić, że rodzinie może zagrażać wszystko, nawet sama sobie. Mnie mierzi slogan: „rodzina podstawową komórką społeczną”, który deprecjonuje każdą indywidualność. Jeśli coś jest podstawowym elementem społecznym to jest nim pojedynczy człowiek. Jeśli o tym zapominamy, to rodzi się pierwszy krok do autorytaryzmu. Wystarczy spróbować zrozumieć dialog pan Beaty Szydło z Góralami na temat negacji ustawy antyprzemocowej.

      Usuń
    4. @Piotr - "michnikowszczyzna" to tytuł książki z 2006 roku, wedle której Adaś swoją gazetą wytworzył rodzaj alternatywnej rzeczywistości, gdzie żyje część Polaków ja czytających. Konkretnie mówiąc GW wmawia pewien sposób myślenia - i faktycznie coś jest na rzeczy, bo czasem widać podczas dyskusji, że ludzie operują argumentami wyjętymi żywcem z GW.
      Za tym słowem idzie inne, pochodzące z języka rosyjskiego - wykształciuchy. Tu posłużę się cytatem uzupełniającym to co powyżej - "Wykształciuch, owszem, uwielbia mieć własne zdanie, ale pod warunkiem, że jest to zdanie podzielane przez wszystkich innych. Z przejęciem powtarza więc obiegowe banały i nawet nie przyjdzie mu do głowy, aby zadać jakieś pytanie. Uwielbia chodzić w nogę, być w masie, po słusznej stronie i śpiewać w chórze."
      Znów pasuje do czytelników GW. :D A ona aspiruje także do gazety kulturalnej, bo wiele tam recenzji książek, filmów itp. Nie dla zwykłego motłochu. :D

      Usuń
    5. Wyjaśnijmy. „Wykształciuchy” to pojęcie wprowadzone do obiegu przez Ludwika Dorna mające deprecjonować tych, którzy nie byli dostatecznie konserwatywni. Sam dziś się do tej grupy zalicza, bo jest wrogiem Kaczyńskiego.

      Natomiast Twój opis: „Z przejęciem powtarza więc obiegowe banały i nawet nie przyjdzie mu do głowy, aby zadać jakieś pytanie. Uwielbia chodzić w nogę, być w masie, po słusznej stronie i śpiewać w chórze” idealnie pasuje do naszych narodowców, tyle, że oni raczej z powodów braku wykształcenia pod pojęcie „wykształciuchów” się nie nadają. :D

      Usuń
    6. Narodowców i czytelników GW :P

      Usuń
    7. Nie wiedziałem, że narodowcy czytają GW? Ty chyba też nie czytasz...?

      Usuń
    8. To słowo wymyślił Sołżenicyn, oznacza osobę której poziom intelektualny nie współgra z osiągniętym wykształceniem, albo z moralnością i tej się definicji trzymajmy, a nie wyskakujesz z jakimiś głodnymi kawałkami o konserwatyzmie. Obecnie tyczy się ludzi wyedukowanych według zasad wbijania do łba prawd objawionych - i tacy żeby wiedzieć co myśleć muszą mieć taką wyborczą, która im tą prawdę objawi.

      Rzadko. A jeszcze rzadziej coś mądrego. Natomiast kiedyś jak szukałem pracy, kupowałem ją dla ogłoszeń. Jak znalazłem pracę, zauważyłem że kolega z działu handlowego podczas dyskusji sypie niemal cytatami z Wyborczej. Wypisz wymaluj wykształciuch.

      Usuń
    9. Ja napisałem, kto to określenie wprowadził do powszechnego użycia w Polsce. Właśnie ze względu na Dorna, który niemal ukręcił bat na siebie ;) Wszystkie definicje (wykształciuch, lewactwo, lemingi) szlag trafił, liczy się tylko po której jesteś stronie. Te wszystkie wyrażenia straciły swoje znaczenie dlatego, że stały się obelgami.

      Na pewno mądre rzeczy znajdziesz w prawicowych i publicznych (rządowych) mediach. Tam „mądrość” się wylewa litrami, problem w tym, że tylko dupą – jak przy biegunce. Jeśli czytasz rzadko (co jest określeniem tak precyzyjnym, że aż niepojętym dla „wykształciucha”), jakim cudem wyrabiasz sobie o „Wyborczej” opinię?

      Usuń
    10. Nie uważam że prawica ma jakiś monopol na prawdę - tak samo równie podli bywają dziennikarze prawicowi, tak samo jak ich gazety równie napastliwe i tendencyjne.

      A ile gówna musisz się nawąchać, żeby wiedzieć że to gówno?

      Usuń
    11. Ja Cię zaskoczę, co jest gównem – oceniam wzrokiem i nie wącham. Nie przepadam z tym aromatem ;)

      Skad więc czerpiesz swoją narodowościową prawdę?

      Usuń
    12. No właśnie, więc wystarczy Ci podać je w kolorowym pudełku, tak jak robi to GW. :)

      Ale co nazywasz "moją narodowościową prawdą"? Jakiś przykład?

      Usuń
    13. @Radku...
      okay, thx za wyjaśnienie... pozostaje tylko jedynie przeczytać samą książkę, by załapać, o co centralnie chodzi...

      @All...
      wrócę jednak do tematu... fraza "zagrażać rodzinie" intuicyjnie wydaje się być jasna, jednak jest upaprana ideologicznie... uczciwy i naukowy wydaje mi się zwrot "zagrażać prawidłowym relacjom międzyludzkim", który pozostawia otwartą kwestię co to są te "prawidłowe relacje"...
      teraz dwa słowa na temat "porno"... oczywiście to wszystko może też dotyczyć innych zachowań, w tym konsumpcji narkotyków /np. alkoholu/, ale skupmy się na tym jednym dla uproszczenia, przy czym pominę z gracją diplodoka rafę definiowania "pornografii", bo niby każdy wie, o co chodzi, ale każdy wie po swojemu... na przykład wg. mnie wczesny "Hustler" NIE był pornografią, późniejszy już jest, podobną przemianę przeszedł też periodyk "Cats"...
      ale zostawmy to... zakładam, że dotarło, iż sama konsumpcja porno to jeszcze nie uzależnienie, że uzależnienie to tylko wynik NADMIERNEJ jej konsumpcji plus innych czynników...
      czy sama konsumpcja może zagrozić relacjom pary dwóch osób tworzących związek, czyli rodzinę lub jej ewentualny zaczątek/?... może... ale może też te relacje wzbogacić... wszystko zależy od podejścia ludzi w tym związku do tych produkcji...
      pora na kwestię uzależnienia /jeśli już do niego doszło/... tu sprawa wygląda gorzej... każde uzależnienie zniekształca wspomniane relacje, gdyż osoba uzależniona ma zmienione priorytety życiowe, jej relacje z innymi ludźmi są ustawione pod kątem zaspokajania jej najważniejszej potrzeby... generalnie kończy się to jakimś konfliktem i w większości przypadków związek się rozpada lub przechodzi w stan chronicznie chory... bywają wyjątki, ale niezmiernie rzadkie...
      na koniec kwestia "porno i dzieciaki"... no cóż, dla dzieciaków porno jest sporą atrakcją, gdyż w pewnym wieku zaczynają szukać źródeł wiedzy na temat seksu... niestety porno dostarcza tej wiedzy na podobnej zasadzie, jak fabularne westerny dostarczają wiedzy na temat Dzikiego Zachodu... gdy potem dochodzi do zetknięcia z realiami, dzieciak może mieć spory kłopot ze sobą, z własną seksualnością i relacjami związanymi z seksem... pytanie teraz brzmi, czy daleko idące ograniczenia w dostępie do porno przez dzieciaki zapobiegną ich ewentualnym problemom w przyszłości?... otóż odpowiedź brzmi: NIE... prawdziwym powodem takich ewentualnych problemów nie jest porno jako takie, lecz brak innych alternatyw zdobycia tej wiedzy... to oczywiście nie oznacza, by zrezygnować z monitorowania ewentualnych kontaktów swojej pociechy z produkcjami porno... chcę tylko wyjaśnić, że to nie porno jest problemem, lecz ludzie z seksu robią problem...
      to tyle na razie, kto się chciał czegoś dowiedzieć, ten się dowiedział, na ewentualne pytania będę próbował odpowiedzieć zależnie od czasu /real rulez/ i poziomu pytania...
      miłej niedzieli :)...

      Usuń
    14. appendix /a propos rodziny/... dla mnie rodzina nie jest celem, lecz jedynie środkiem... jeśli skupiamy się na rodzinie jako celu, to gubimy istotę tego, po co ona ma istnieć... efektem jest wtedy, że rodzina istnieje, owszem, ale to, co się dzieje wewnątrz niej często bywa po prostu zgniłe...

      Usuń
    15. @Radek

      Skoro liberalizm kłamie, skoro prawica kłamie (o lewicy, której nie ma nie wspomnę) widać tylko narodowościowcy mają rację. A do nich się przecież zaliczasz. Nic innego, sam też łykasz gówno w kolorowym pudełku.

      Akurat „Wyborcza” jest mało kolorowa. Bardziej kolorowo i kontrastowo jest na prawicowych portalach. Zaglądałeś ostatnio na wPolityce.pl? Bije czerwonym jak za czasów komuny...

      Usuń
    16. W moim odczuciu sprawa jest zdecydowanie prostsza, niż próbuje się to naświetlić. Pornografii jako takiej kiedyś nie było, a mimo to ludzie i tak mieli problemy z seksualnością i dewiacjami na tle seksu. Czyli to nie pornografia jest przyczyną dewiacji, to dewiacje przyczyniają się do wzrostu zapotrzebowania na pornografię. To od cech osobowych zależy jak kto do niej podchodzi.
      Problem jest zupełnie inny. Przecież już dziś obowiązuje zakaz rozpowszechniania pornografii, z jakim skutkiem nie trzeba nikomu tłumaczyć. Najbardziej restrykcyjne prawo też temu nie zapobiegnie, co najwyżej przyniesie większe zyski producentom. I tu Piotr ma zupełną rację – „brak innych alternatyw zdobycia” wiedzy o seksie. Jeśli ktoś nam nie wytłumaczy czym jest artyzm (nie mam na myśli tylko aktów), każdy kiczowaty bohomaz będziemy uważać za dzieło sztuki.

      Usuń
    17. Ale nadal chyba nie potrafisz podać przykładu jakie to ja niby gówno łykam. :)
      A choć taki tyci, tyci przykładzik bym poprosił, bym mógł się chociaż ustosunkować.
      I skąd pomysł. że się zaliczam do narodowościowców?

      Nie, nie zaglądałem. :)

      Usuń
  3. Proponowałabym wskrzeszenie Świętej Inkwizycji, bo można by przy okazji zaoszczędzić na sądach i więziennictwie, szybko będzie i skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. " Ostatnio jacyś posłowie PiS wystąpili z inicjatywą ograniczenia dostępu do pornografii...... inicjatywa z pewnych względów jest na pewno słuszna, szczególnie gdy dotyczy dzieci i młodzieży. Z drugiej strony, gdy za to biorą się posłowie PiS, zaczyna mi cierpnąć skóra na plecach."

    Witaj.
    Czy dobrze rozumiem że jesteś za ograniczeniem dostępu do pornografii w internecie dla dzieci i młodzieży pod warunkiem żeby za to nie zabierały się "pisiory"?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj również.

      Dokładnie tak – byle nie pisiory!

      Sprawa już jest właściwie do przeprowadzenia, wystarczy świadomość niebezpieczeństw u rodziców i kontrola tego, czym ich dzieci zajmują się w necie. Są narzędzia do blokowania takich stron na urządzeniach obsługiwanych przez ich dzieci.

      Odwzajemniam pozdrowienia.

      Usuń