poniedziałek, 25 czerwca 2018

Św. Hubert contra demony?


  NapisaćNic się nie stało, Polacy, nic się nie staaałooo”, to tyle, co nic nie napisać. Normalnie mam nerw, choć akurat nie z powodu przegranej. Jakoś tak emocjonalnie nie potrafię się przejmować porażkami, szachy mnie tego nauczyły. Mój nerw to to całe dmuchanie w balon, nawet jeszcze przed meczem z Kolumbią, kiedy należało być już bardziej niż ostrożnym w ocenie gry Polaków. Tak dmuchali w ten balon, tak dmuchali, że nie dziwota, iż pękł...

  Nie będę się pastwił na naszą drużyną, nad trenerem Nawałką, ani sztabem szkoleniowców. Pewnie mają więcej problemów niż moje ewentualne utyskiwanie, czy szukanie winnych. Ja tak bardziej około tego nadmuchiwania, które gdzieniegdzie przybrało kuriozalne (czytaj: kabaretowe) formy. Jeszcze przed meczem z Senegalem TVN pokazała w Faktach krótki reportaż o senegalskim szamanie, który opowiadał jak czarami pomaga swoim i szkodzi naszym. Jakiś amulet w skarpetki Senegalczyków, inny, dyskretnie wrzucony do naszej bramki. Szczególnie skuteczny okazał się ten drugi, gdyż jeszcze w meczu z Tunezyjczykami jego magia działała. Oczywiście niekorzystnie dla naszych. Ja tam w żadne takie czary-mary nie wierzę, ale kto go tam wie, jaki ten szaman mocny i skuteczny. Wszak ostatecznie przegraliśmy, jak to mówił mój sławetny kolega Jasiu, z... kelnerami, w niczym ani kelnerom, ani Senegalczykom, czy Kolumbijczykom nie uwłaczając.

  Zabawniej było na pewnym portalu, podobno katolickim, gdzie namawiano czytelników do odmawiania litanii do św. Huberta, by wspomógł naszych przed każdym z meczy. Podobno ten święty był bardzo skuteczny w meczu kontrolnym z Litwą. Z kolei na innym portalu, też katolickim, namawiano czytelników do „duchowej adopcji naszych piłkarzy”. To jest pokłosiem podobno skutecznej duchowej adopcji nienarodzonych. Ta adopcja nie wymaga żadnych formalności, wystarczy duchowo jakiegoś piłkarza zaadoptować i codziennie się za niego gorliwie modlić. Coś mi się wydaje, że tu popełniono pewien formalny błąd. Jak amen w pacierzu, pewnie wszyscy adoptowali Lewandowskiego i Glika (aby szybko wyzdrowiał). I tu można mówić o dużej skuteczności. Lewandowskiemu nic się nie stało, a Glik faktycznie szybko do zdrowia powrócił. Pozostałych chyba już nikt nie adoptował, bo grali jak grali, co było widać na załączonym obrazku.

  I co się okazało? Ano ten jeden szaman z Senegalu, ze swymi czarami okazał się być mocniejszy niż rzesze świętych i modlitwy adaptacyjne rzeszy wiernych. Tak mocarny, że z tych portali katolickich zniknęły jak kamfora te artykuły, które agitowały do litanii, jak i do adopcji (sic!) Ciemna Strona Mocy okazała się bezlitośnie mocarna i skuteczna, a przecież Darth Vader już przestał istnieć. Cóż, ten Senegalczyk ma szczęście, że jest daleko, że gdzieś w buszu, bo go nie dorwie duma narodu, nasi kibice, na których żadne zaklęcia, o prawie stanowionym nie wspomnę, nie działają. Zazwyczaj idą jak burza, sorry, jak husaria. Ja tam nie chcę się wymądrzać, ale duma tego narodu często prosi naszą Panienkę Częstochowską o zwycięstwo. Też nie pomogła. Reasumując: w duchach, te pogańskie wyjdą zwycięsko. Nawet jeśli nasi wygrają z Japończykami i tak będzie 2:1 dla nich.

  Gorzej będzie się miała pani Krystyna Janda, która publicznie się wypowiedziała, że nie życzy sobie, aby nasi zdobyli tytuł mistrzów świata. Ja jej teraz nie zazdroszczę, bo pewnie nie tylko kibole, sorry husaria, będą jej mieli za złe to proroctwo, choć bardziej tu pasuje, nomen omen, jej pobożne życzenie. Inną drogą poszła inna Krystyna, Pawłowicz, która ma pretensje do polskiego sędziego, za sędziowanie meczu Niemcy – Szwecja (sic!) No bo jak Polak mógł sędziować mecz takich znienawidzonych nam drużyn? Doradzała też naszym przed meczem z Kolumbią, według mnie całkiem racjonalnie: „powinni skupić się na przeciwniku, a nie na własnym wyglądzie. Przede wszystkim mniej żelu na głowie”. Nie posłuchali, i kto wie czy w tym nie należy upatrywać porażki...

  Mnie krąży (tak mi się czasami przydarza) po głowie jeszcze jedna myśl. Na meczu był prezydent A. Duda. Może powinien skorzystać ze swoich kompetencji i użyć swojego prawa veta? Mecz trzeba by wtedy powtórzyć. Pytanie: czy byłoby po co?


15 komentarzy:

  1. Lekko napisane i nie bez racji.
    A co do Jandy...
    Cóż, Janda po prostu irracjonalnego obłędu dostaje w innych miejscach niż mecze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janda, Janda... Na portalu Salon24 widziałem taki tytuł: Polska-Janda 0:3 ;), ale nie czytałem, na razie mam powyżej uszu wszystkich diagnoz i prac naukowych w sprawie porażki.

      Usuń
  2. Znaczy się, że Twoja wina, Asmodeuszu! Mogłeś nawrócić się na czas mundialu i wesprzeć modlitewnie naszych. Modły takiej zbłąkanej owieczki przemogłyby czary szamana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jakie byłoby larum gdyby wyszło, że modliłem się o zwycięstwo? Moją modlitwę uznano by za bluźnierstwo i przyczynę faktu, że św. Hubert zamiast nam kibicował Panamie...

      Usuń
  3. Prawo weta to dobry pomysł! Ciekawe, co powiedziałaby pani Pawłowicz gdyby naszym sędziował Niemiec lub Rosjanin?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznano by, że taki sędzia należy do kasty, a jego decyzje natychmiast by unieważniono ;)

      Usuń
    2. Mam prośbę. Jeśli się mnie nie boisz, napisz mi przez mój profil swój adres mailowy. Mam pewną sprawę do załatwienia.

      Usuń
  4. Asmodeuszu, proszę Cię, nie rozśmieszaj mnie...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ja piszę przede wszystkim po to aby rozśmieszać.
      Odwzajemniam pozdrowienia ;)

      Usuń
  5. a pewnie że byłoby - drugie lanie, żeby się dłużej pamiętało. bo takie lanie można zapomnieć, a utrwalone zmusi do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To drugie lanie nie byłoby tak złe, może dzięki niemu przyzwyczaimy się do porażek?

      Usuń
  6. zacznijmy od sprawy Jandy, a raczej Tomaszewskiego, który kiedyś powstrzymał Anglię, ale wtedy był twórczy, teraz tylko powiela propagandowe grepsy podłej zmiany na temat "nienawiści do Polski", ale takim tanimi chwytami Jandy nie powstrzyma... nie jestem fanem Jandy, lecz neutralnym, obiektywnym kibicem w tym meczu, więc obiektywnie stwierdzę, że to nie ta już liga dla Jasia...
    ...
    co do reszty... to było tak, że gdy Polacy dostali pozytywnego szału podczas koncertu na którym zagrano "Jożin z Bażin" Ivan Mladek wyszedł za kulisy, złapał się za głowę i powtarzał długo "ne rozumim!"... tak samo ja miałem podczas meczu Polska vs. Kolumbia, gdy uznałem, że "ne rozumim", dlaczego Nawałka nie wystawił do meczu ludzi, którzy mieli strzelać bramki... tak ne rozumiłem, że w przerwie poszedłem dokupić piwa, bo zabrakło...
    dalej ne rozumiłem, bo narkotyki nie są do rozuminia, ale zawsze było jakieś urozmaicenie...
    ...
    aha... a Mundial wygrają Rosjanie... ups!... politpoprawnie narodowo należy ponoć mówić "ruskie", koniecznie z małej litery, bo z dużej to są pierogi w jadłospisie...
    ...
    hm... czy ja na pewno skomentowałem ten post?... a czy to tak naprawdę jest istotne?...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żebym Jandę usprawiedliwiał, wydaje mi się jednak, że ona nie tyle odnosiła się do samych piłkarzy ile do kibiców, szczególnie zaś tych ich części, których określamy mianem kiboli.

      Mecze Polaków oglądałem, choć ze stoickim spokojem. Mówi się, że byli doskonale przygotowani, i ja w to wierzę. Doskonale jak na swoje możliwości, a ponieważ te nie są zbyt imponujące, wyszło jak wyszło. Nie czarujmy się, Nawałka mógł wymienić najwyżej trzech zawodników i gdyby miał do dyspozycji trzech wspaniałych (a nie miał), trzech z jedenastoma i tak nie wygra.

      Rosjanie to już chyba z jakimiś innymi kelnerami przegrali? ;)

      Usuń