piątek, 10 sierpnia 2018

Kocham Melani Rüther


  Od razu wyjaśnię, moja miłość jest w stu procentach platoniczna, nigdy nawet jej nie widziałem na oczy, nigdy wcześniej jej, a ani o niej nie słyszałem. I wiecie za co ją tak kocham? Ona jest podobno ekspertką od trolli, elfów i... moich ulubionych krasnoludków! I choć ją sobie wyobrażam dość strasznie (skudłaczone włosy, kurzajki, nadmiar jaskrawego makijażu, szpony zamiast paznokci, a do tego obwieszona paciorkami i amuletami), te krasnoludki determinują wszystko, łącznie z tym, czym się zajmuje i kim jest narodowościowo. To jest Niemka, a podobno nie ma brzydszych kobiet. Na szczęście platoniczna miłość nie wymaga żadnych, ale to żadnych kontaktów bezpośrednich, są wręcz niewskazane.

  Jak wynika z doniesień prasowych, właściciele niemieckiej autostrady A-2 mocno zaniepokoili się pewnym wypadkiem. Polski kierowca uderzył w tył ciężarówki. On i żona, pasażerka, odnieśli jakieś tam obrażenia, ale najgorsze jest to, że zrobił się straszliwy korek. U nas to wręcz normalka, ale niemiecki właściciel autostrady, w związku z tym korkiem, postanowił temu zaradzić na przyszłość. I tu wkracza do akcji Melani R., która jest właśnie ekspertką od tych dziwnych stworzeń, niewidzialnych a sprawczych. Jakże nie ma być ekspertką skoro podobno ona nawet rozmawia ze zwierzętami? Po wnikliwych badaniach naukowych, sorry, ezoterycznych, odkryła przyczynę tego karambolu. To zdenerwowane siły przyrody wywołały smutną energię z zemsty za to, że autostrada zabrała przyrodzie przestrzeń. Skutkiem działań Melani R., które polegały na prośbie o wybaczenie, elfy obiecały wstrzymać się od dalszej zemsty, dzięki czemu już żaden polski kierowca nie stanie się ofiarą wypadku na tej autostradzie. Tak przynajmniej zapewnia obiekt mojej platonicznej miłości, co może być i prawdą, bo wprawdzie wypadki na tej autostradzie wciąż się zdarzają, ale już bez udziału Polaków. W tym doniesieniu prasowym, jest też wzmianka o tym, że pewnemu ezoterykowi zapłacono sporą kasę za to, że zakorzenił nowy budynek w naturalnym planie Matki Ziemi (sic!) Mnie to coś przypomina, ale na razie nie wnikajmy.

  Tyle ów news, który jako człowiek racjonalny umieszczam w kategorii takich newsów, jak sensacyjne wieści o potworze z Loch Ness. Takie są prawa letniej kanikuły, kiedy to politycy udają się na zasłużony, letni wypoczynek, a przecież tylko oni są w stanie zapewnić nam dostateczną porcję rozrywki. Ale oto czytam jeszcze o ciekawym, wręcz rewelacyjnym wniosku autora tych doniesień. W jego mniemaniu „Tam, gdzie kończy się wiara w Jezusa Chrystusa, mnożą się przesądy”. Jedno zdanie, a mam zabawnej konsternacji na cały weekend, a może i dłużej. Bowiem nie tak dawno czytałem, że pewien proboszcz (w Polsce, w tym roku) opuszczając na żądanie parafian probostwo, mało że zabrał ze sobą cały dobytek plebani, to jeszcze rzucił na parafię klątwę (sic!). Parafianie przyjęli ją z lekkim politowaniem i rozbawieniem, ale nie biskup. Tu dodam, że biskupa nie pokocham nawet platonicznie – on nie wierzy w krasnoludki. Po dwóch dniach zjawił się w tejże parafii, by... odczynić te uroki rzucone przez podwładnego (sic!) Autostrada to nie parafia, Melani R. to nie biskup, ale w tych przypadkach postawiłbym znak równości, z pełną świadomością tego, co ów znak symbolizuje.

  Tak się zastanawiam: czy skoro życie daje w kość i coraz mniej mi do śmiechu z powodu starości, nie lepiej te zabobony kultywować, zamiast je zwalczać? W końcu nie śmieszą mnie już dowcipy o blondynach, ani o babie u lekarza, za to wręcz rechoczę ze śmiechu, gdy czytam takie treści jak powyżej. Moja znajoma powiedziała mi ostatnio, że powinienem chodzić do kościoła by pomodlić się o powagę i stateczność, odpowiednie do mojego wieku. Mam pogodzić się (czytaj: zakorzenić się) w tym naturalnym planie życia Matki Ziemi (czytaj: ...ok, ok, bez insynuacji...), a nie pisać ironizujących treści dotycących doniesień prasowych.





17 komentarzy:

  1. O co, jak o powagę i stateczność modlić się trudno, widocznie ktoś tam na górze takim Cie stworzył, dość mamy poważnych i statecznych w mediach...
    Jeśli elfy i inne takie w Niemczech, to u nas całe ich armie,jak u Tolkiena ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żbyś wiedziała, o te dwa elementy naszej postawy - powaga i stateczność - trudno. Tak trudno, że zrezygnowałem już dawno :D

      Usuń
  2. Witam.
    To prawda.Tam, gdzie kończy się wiara w Jezusa Chrystusa, mnożą się przesądy.
    Najbardziej podatni na wiarę w rzeczy paranormalne i pseudonaukowe są osoby o poglądach ateistycznych.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w swoich skromnych progach.

      Z tymi zabobonami wśród ateistów, rozumiem – to Twoje „pobożne życzenie”? :D

      Usuń
  3. "Z tymi zabobonami wśród ateistów, rozumiem – to Twoje „pobożne życzenie”?"

    Niekoniecznie.

    "Wg raportu The Wall Street Journal "W co wierzą Amerykanie", opartej na sondażu Gallupa, to nie chrześcijanie a ateiści są najbardziej przesądną grupą społeczną w USA. Okazuje się że bycie tradycjonalnym chrześcijaninem zmniejsza prawdopodobieństwo w takie rzeczy jak astrologia, czy chrominacja (wróżenie z linii paplilarnych). Natomiast najbardziej podatni na wiarę w rzeczy paranormalne i pseudonaukowe są osoby o poglądach ateistycznych/agnostycznych. Instytut Gallupa w połączeniu z Baylor's Institute for Studies of Religion zadała dorosłym Amerykanom serię pytań by ocenić ich poziom naiwności. Padały m.in takie pytania jak: "Czy Atlantyda istnieje?", "Czy sny zdradzają nam przyszłość?", "Czy istnieją nawiedzone domy?", "Czy istnieje możliwość komunikowania się ze zmarłymi?" 31% osób, spośród tych, które nigdy nie wierzyły w żadną siłę wyższą, wyraziło silną wiarę w te mity i przesądy. A spośród tych, które więcej niż raz w tygodniu chodziły do kościoła zaledwie 8%. W badaniach można doszukać się pewnej zależności, im bardziej konserwatywne poglądy deklaruje dana osoba tym mniej wierzy w możliwość komunikowania się z duchami."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja mam dość swoisty pogląd na dwie rzeczy. Pierwsza dotyczy definicji: ateista. Otóż jeśli ten niby ateista wierzy w różne czary-mary, hokus-pokus, z kręgu ateistów wyklucza się z automatu. Jeszcze gorszy pogląd mam na temat tzw. „amerykańskich uczonych”, czemu nie raz dałem wyraz w swoich notkach i komentarzach. Natomiast, co do statystyk – dżokej i koń statystycznie mają po trzy nogi.

      Piszesz za tym raportem: „im bardziej konserwatywne poglądy deklaruje dana osoba tym mniej wierzy w możliwość komunikowania się z duchami” i przyznam, że nie rozumiem. Czy konserwatyści to ateiści? Bo mnie się do tej pory wydawało, że wszyscy wierzący korzystają z usług duchów i się z nimi komunikują – tu modlitwa do Anioła Stróża, do różnych duchów osób uznanych za świętych, o Duchu Maryi i Bożym nie już wspomnę.

      „Pobożnym życzeniem” wiernych katolickich jest uznanie osób wierzących w zabobony za ateistów. Ja istnienie takich osób nie neguję, ale one nic wspólnego z ateizmem nie mają. Bardziej jestem skłonny zaliczyć ich do grupy ludzi, którzy mają pewien feler w mózgu. Tym felerem jest wiara w istnienie wszelkich istot niematerialnych a sprawczych. Należałoby się zastanowić, skąd wziął się ten feler? Jak mówi Biblia „Na początku było słowo...”, ok, wróć, nie będę obrażał wierzących. Jak ustalili „amerykańscy uczeni”, choć nie tylko, ustalono ponad wszelką wątpliwość, że od zarania dziejów ludzkości, towarzyszyła nam wiara w różne bóstwa i nadprzyrodzone moce. I można uznać, że mamy to do dziś zakodowane genetycznie. Tylko nieliczni zdołali się z zabobonów wyleczyć.
      Ale bądźmy dobrej myśli...

      Usuń
    2. Jeszcze jedno, a propos nawiedzonych domów przez duchy. Z ciekawości zapytam: a Ty wierzysz w to, że budynku kościoła, w domu każdego katolika mieszka Bóg i dobrzy aniołowie? W jakiej postaci, i czy przypadkiem nie ducha?

      Usuń
  4. "Jak mówi Biblia..."

    Często powołujesz się na znajomość Biblii.
    Biblia pochwala takie praktyki jak m.in.wywoływania duchów, sense w których rzekomo widzimy ducha,jasnowidztwo itp.itd.?

    "a Ty wierzysz w to, że budynku kościoła, w domu każdego katolika mieszka Bóg i dobrzy aniołowie?"

    W każdym kościele katolickim jest tzw tabernakulum,gdzie w których przechowuje się Najświętszy Sakrament.

    "w domu każdego katolika mieszka Bóg i dobrzy aniołowie?"

    O ile pamiętam to pisałeś,że nie wypisałeś się z kościoła,więc teoretycznie jesteś także potencjalnym katolikiem.
    Nie znam Twojego domu,wiec Tobie łatwiej będzie sprawdzić,kto lub co oprócz Ciebie tam mieszka.
    Pozdrawiam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że Biblia nie pochwala. Dlatego dziwi mnie niewymiernie liczny szereg wizji świętych katolickich, którzy przyrzekali, że widzieli duchy zmarłych, w dodatku w takich miejscach jak piekło i czyściec. A co powiesz o pastuszkach w Fatimie, czy świadków w Medjugorje? Św. Faustyna to nawet, wyobraź sobie, Jezusa widziała. Ot szczęśliwcy...

      W tabernakulum jest komunikat, symbol ciała Chrystusa. Miałem na myśli Boga jako istotę najwyższą, choć niewidoczną.

      Oprócz mnie w moim domu mieszkają koty, trafiają się pająki, czasami wpadnie mnie odwiedzić jakaś mucha. Trafiają też ludzkie goście, całkiem namacalne, co da się stwierdzić podaniem ręki w geście powitania. Daję słowo ateisty – innych stworzeń nie widziałem.

      Również pozdrawiam.

      Usuń
    2. Czym innym są objawienia,a czym innym wiara w zabobony.Tu trzeba wykazać chociaż odrobinę dobrej woli,żeby to rozróżnić.
      Pozdrawiam i na tym kończę ten wątek.

      Usuń
    3. W moim uznaniu, człowieka postronnego objawienia i zabobony to to samo. Nie widzę żadnych różnic.
      Miłego niedzielnego wieczoru życzę ;)

      Usuń
    4. Moja babcia Marianna była bardzo religijna, gdyby mogła spędziłaby resztę życia w kościele, a zabobonów pielęgnowała tyle, że głowa mała...i nie ona jedna ;-)

      Usuń
    5. Przypomniałaś mi moją babcie. Ten sam typ ;)

      Usuń
  5. widzę, że od naszej ostatniej dyskusji o krasnoludkach uległy one pewnej... hm... transformacji?... redefinicji?... stały się "NIEWIDZIALNE a sprawcze"... akurat Śnieżka je widziała, Marysia /sierotka zresztą/ też (ich karłowatą wersję)... i co teraz?... no tak, ale skoro "sprawcze", to sprawiły tedy, iż dziewczyny mogły je percepować wzrokiem...
    i wszystko jasne...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchowaj Panie, żadnej transformacji krasnoludków. W notce stanowią przedmiot ulubienia, a nie podmiot traktowania. ;)
      Ale wyobraź sobie jedną sierotkę Marysię znałem osobiście (choć trudno uznać dziś jej sieroctwo, znam ją do dziś). Jej mama, a moja kuzynka zmarła gdy owa Marysia miała lat bodajże siedem, ojca nie (po)znała nigdy, nawet z aktu urodzenia.
      Witam po tak długiej nieobecności. Długo urlopowałeś... ;)

      Usuń
    2. dalej urlopuję... teraz tak tylko zajrzałem na chwilę... taka przerwa w przerwie...

      Usuń
    3. Zmęczyły Cię upały, więc przyszedłeś ochłonąć na blogi ;)

      Usuń