piątek, 21 września 2018

Krzyżyk na drogę


  Znów niepolitycznie. Na „moim” portalu Seniorzy24.pl  ogłosiliśmy konkurs na wspomnienie z czasów szkolnych. Wiadomo wszem i wobec, że seniorzy w pewnym wieku dokładniej pamiętają, to co działo się pięćdziesiąt lat temu, niż to, co wczoraj jedli na obiad. Niestety frekwencja beznadziejna, co w kontekście zdania powyżej, nie powinno nikogo dziwić. Ktoś postanowił wziąć udział, ale nazajutrz zapomniał, że taki zamiar powziął. Na moje nieszczęście, sam udziału wziąć nie mogę, taki regulamin, więc dla rekompensaty tu moje wspomnienie poza konkursem.

  Wstyd się przyznać, ale wcale nie należałem do pilnych uczniów. Poza nauką śpiewu, rysunku i języka rosyjskiego, z innymi przedmiotami szło mi wyjątkowo łatwo i być może dlatego się nie przykładałem. Ambicji na najlepsze oceny też u mnie nie było. I w końcu się to zemściło. Moi rodzice pracowali i przed wyjściem z domu mnie budzili, nawet odrobinę wcześniej niż trzeba było. I razu pewnego uznałem, że jeszcze na pięć minut przyłożę głowę do poduszki, bo fajny sen miałem. O dziwo sen wrócił, ale skończył się koszmarem. Podwójnym. Raz, sam sen miał straszny finał, dwa, było już prawie południe. Nazajutrz wychowawczyni zapytała dlaczego nie było mnie w szkole, a ja jak z nut (których nigdy nie mogłem pojąć) skłamałem, że bolała mnie głowa. Przeszło. Ale tylko to usprawiedliwienie, gdyż po kilku dniach też miałem fajny sen. I tak nabawiłem się strasznej przypadłości, która nazywa się wagarowaniem. Po którymś razie wychowawczyni się zaniepokoiła, i zażądała usprawiedliwienia od rodziców. Kumpel przyszedł mi z pomocą i za moją matkę napisał to usprawiedliwienie. Taka dość powszechna, koleżeńska przysługa...

  Właściwie ze stopniami nie było źle (najniższa ze śpiewu i ruskiego), więc tym razem na wywiadówkę wysłałem ojca, by się przekonał jakiego ma zdolnego syna. Witałem go z uśmiechem zadowolenia gdy wrócił, a ten, bez uprzedzenia, jak mnie nie zdzieli w łeb...! Omal się do ściany nie przykleiłem tak, że trzeba by mnie nożem zeskrobać. Wszystko z powodu tego usprawiedliwienia, bo ten mój kumpel z ortografią miał kiepsko i dziś się tak zastanawiam, czy to nie był Komorowski, prezydent (rocznik, prawie że się zgadza). Owo „z bulu głowy” napisał tak jak prezydent. Nie sprawdziłem, bo pisał tuż przed lekcją wychowawczą. Reperkusje były straszne, bo mało, że ojciec się do mnie przez miesiąc nie odzywał, mało że spuchła mi szczęka, to wychowawczyni zmusiła mnie na ochotnika do pielęgnacji klasowych kwiatów, a do kaktusów i innego badziewia w doniczkach miałem wyjątkową awersję. Jednak myliłby się kto, gdyby sądził, że z wagarowania się wyleczyłem. Po tygodniu, nie pomny na konsekwencje, znów nie poszedłem do szkoły. Jakież było moje zdumienie, gdy matka po powrocie z pracy zrobiła mi burę z tego powodu, a przypomnę, wtedy nawet sieć telefonów stacjonarnych nie była dostępna zwykłym śmiertelnikom. Przez kilka dni zachodziłem w głowę jakim cudem matka się zorientowała, gdyż już wtedy, mimo że wciąż wierzący, w cuda nie wierzyłem. Tym bardziej świeckie.

  Tak mnie to dręczyło, ze dla pewności zrobiłem jeszcze jeden eksperyment i znów nie poszedłem do szkoły, bo matka mnie przed ojcem nie zdradziła. I choć wtedy nikt jeszcze nie słyszał o jasnowidzu Jackowskim, nabrałem tego dnia przekonania, że moja matka była jego pierwowzorem. Znów bezbłędnie odgadła moje wagarowanie. Wobec cudów młody człowiek jest bezradny, więc mimo wewnętrznych oporów, z wagarowania raz na zawsze zrezygnowałem. Wyjaśniło się dopiero po ukończeniu szkoły podstawowej, czyli po prawie dwóch latach. W przypływie dobroci serca matka objaśniła mi ów cud, bo przecież cudów nie ma. Ten polegał na tym, że zaznaczała mi na podeszwie butów krzyżyk kredą. Jeśli nie wychodziłem do szkoły, ów tajemniczy znak pozostawał niestarty. I ja wtedy zrozumiałem prawdziwe znaczenie powiedzonka: „Krzyżyk ci na drogę”...

  Jeśli macie podobne, albo nostaligiczne, smutne wspomnienia, gorąco zachęcam do wzięcia udziału w konkursie, i to nie tylko seniorów i seniorki. Wszystkie prace (ha, ha, jeśli bez błęów ortograficznych) są publikowane, a niezależne jury, w mojej osobie i dwóch uroczych pań, wybierze najlepszą i nagrodzi. Wspomnienia mogą być anonimowe, ale w nieprzekraczalnym rozmiarze 4 tys. znaków. Wystarczy je wysłać, najlepiej w formie załącznika, na adres: biuro@seniorzy24.pl z dopiskiem „Konkurs wspomnień”. Termin do końca września, choć jest szansa go wydłużyć. Gdyby ktoś potrzebował więcej szczegółowych informacji – odpowiem.


13 komentarzy:

  1. Znaczy mniemam, że chodziło o buty do chodzenia po szkole?

    Fajne wspomnienie, oprócz chyba tego łomotania w szczękę. Z drugiej strony ja swojego syna nie biję i zachodzę coraz bardziej w głowę, jak pewne rzeczy wyegzekwować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie po szkole a do szkoły. Pomijam pogodę, która do wyjścia z domu nie zachęcała, raczej w godzinach lekcyjnych lepiej było nie szwendać się po ulicy. Sławetne „trójki klasowe” wyłapywały.

      Fakt, ten niespodziewany cios mocno się wrył w moją pamięć, tym bardziej, że innych nie pamiętam, ale będę szczery, nie miał żadnej mocy wychowawczej. To raczej metody matki sprawiły, że straciłem chęć do wagarowania. W moim odczuciu człowiek dorosły, rodzic, jest na tyle inteligentny, że powinien szybko znaleźć słabości swego małolata/-ki i umieć je wykorzystać w celach wychowawczych. Ponieważ nie ma tu żadnej reguły, nikomu nie będę nic podpowiadał, tym bardziej, że pedagogiki też nie kończyłem. Ale bicie nie ma żadnych walorów, jest raczej oznaką słabości rodzica.

      Usuń
    2. A rozumiem… Nie wychodziłeś z domu, nawet jak się obudziłeś. Wagary mi się kojarzą ze szwendaczką z dala od domu i szkoły.

      Ja nie byłem w stanie go bić, nawet jak mi wszystko mówiło, że powinienem, żeby bał się takich konsekwencji, żeby nie stała mu się gorsza krzywda. Po każdym nielicznym zresztą klapsie czułem się gorzej chyba niż on. Na szczęście - posiadł, mam nadzieję że to efekt rozmów a nie bicia właśnie umiejętność samodzielnego myślenia, a natura go wyposażyła w dużą dozę indywidualizmu, co sprawia, że nie imponują mu bzdury, które pociągają jego rówieśników. Przynajmniej jeszcze tak jest... bo najgorszy wychowawczy wysiłek chyba przede mną.

      Usuń
    3. Nie żebym ojca usprawiedliwiał, w jakiś sposób go rozumiem, co nie znaczy, że pochwalam. Okazało się, że na wywiadówce wychowawczyni przy wszystkich zarzuciła mu że wychował oszusta i fałszerza. On ją zbeształ za tę ocenę, bo mogła mu to powiedzieć w cztery oczy, ale to go tylko nakręciło.

      Mam też negatywną opinię o klapsach. Matka mnie nimi nader często raczyła, a ja musiałem udawać, że mnie boli, bo jej ręka to ni to, co ojca. I przyzanm, że skutek tych klapsów był żaden. Mogło boleć gdy miałem kilka lat, ale nie gdy miałem kilkanaście. Zdecydowanie jestem z klarowaniem i to takim, które wzbudzi w dziecku autentyczne poczucie winy. Można też „truć” umoralniające gadki przed, ale czy wszystko da się przewidzieć? Kurcze, w końcu wychowanie byłoby pestką, gdyby nie to, że nie jest.

      Usuń
  2. Matkę masz przebiegłą tak, że klękajcie narody. z taką, to za wiele się nie poknuje, bo w łeb i po temacie. Ciekawe, czy dałaby radę w sejmie (ileż można lać hipokrytów, gotowa z sił opaść)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam na blogu :)
      Kobiety, a matki w szczególności, bywają bardziej sprytne niż nam, facetom się wydaje. Gdybyż w naszym Sejmie chciałoby być ich więcej, to nawet gdyby się trafiło kilka Krysiek P., reszta mogłaby nas wyprowadzić na prostą. Przynajmniej w kwestii likwidacji podziałów.

      Usuń
  3. O matko, zapomniałam, ale chyba czas do końca września? weekend ma być kiepski pogodowo, to może dam radę.
    To Ty wagary w domu spędzałeś? wagaruje się przecież na łonie przyrody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ha... nic się nie martw, też tak mam. Ostatnio zapomniałem, że mam umówioną wizytę u lekarza ;)

      Już ja Cię widzę na tym łonie natury, gdy temperatura w graniaach 0 do plus pięć, leje i wieje.

      Usuń
  4. Jeżeli zdążę coś napisać to wezmę udział w konkursie.
    Mam nadzieję, że będziesz obiektywny i ja wygram?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę bardzo obiektywny, nawet pozostałe panie jury i na pewno wygrasz, jeśli tylko napiszesz najlepiej ;)

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że Regulamin jest opublikowany - inaczej chyba się nie da (?) W tym, sprawa fundamentalna - kryteria oceny nadesłanych prac (ach, to moje "odchylenie zawodowe") Napisałam to tak, jakbym napraszała się być "jurorem" (hm...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje niedopatrzenie. O konkursie jest tu:
      https://seniorzy24.pl/widziane-ze-szkolnej-lawaki/
      Tam też jest link do regulaminu..

      Kryteria oceny, no cóż, tekst literacki raczej nie da się ocenić na podstawie ściśle określonych kryteriów. To zawsze będzie wypadkowa subiektywnych ocen poszczególnych członków jury.

      Pozdrawiam pięknie.

      Usuń
  6. Może napisz pod pseudonimem, tak na zachętę dla innych;-)

    OdpowiedzUsuń