czwartek, 27 września 2018

Najlepszy obywartel Rzeczpospolitej


  Abp Gądecki stwierdził swoim autorytetem: „Nie ma wolności wewnętrznej, która byłaby sprzeczna z wolnością chrześcijańską. Kto jest wolny jako chrześcijanin, (...) ten jest automatycznie najlepszym obywatelem Rzeczpospolitej”. Nie trudno wysnuć wniosek, że jedynie najlepszą Rzeczpospolitą będzie Polska wyznaniowa. To ma przede wszystkim wynikać z naszej tysiącletniej państwowości i chrześcijańsko-katolickiej tradycji, opartej na symbolu krzyża.

  Tu napiszę bez ogródek: arcybiskup bredzi. De facto, owa chrześcijańska wolność, jest tak naprawdę  oddaniem się w osobistą i społeczną niewolę rzekomego Stwórcy, którego ani widać, ani słychać, a którego reprezentują, według własnego powołania (czytaj: widzimisię), wszelkiej maści księża, od hierarchów poczynając. Im się marzy prawdziwa teokracja, która nie ma nic wspólnego z wiarą. To tendencja od trzech lat się nasila. Jeszcze PiS próbuje zachować pozory rozdziału państwa od Kościoła, ale to tylko dlatego, że chce dla siebie zostawić kawałek tortu zwanym dla niepoznaki Rzeczpospolitą Polską. Jeśli się zgodzić z arcybiskupem, że Europa to miękka forma totalitaryzmu, Polska jest dziś jego twardą odmianą, a może być już tylko gorzej. Nic więc dziwnego, że ów Kościół chce kształtować nasze poglądy nie tylko od przedszkola i przez szkołę, ale również w życiu dorosłym. Już ma jedno narzędzie w ręku „obraza uczuć religijnych i przedmiotów kultu”, ale to wydaje się za mało. Przydałaby się jeszcze cenzura.

  Właśnie wchodzi na ekrany film „Kler” i nagle robi się straszny raban. Wszystkich można pokazywać w krzywym zwierciadle, ale nie kler, sól ziemi katolickiej. To, że jest to sól zanieczyszczona niczego nie zmienia. Nie wolno źle mówić o klerze, nwet w filmie fabularnym, który nigdy nie rości sobie pretensji do miana dokumentu, choć czasami przesadnie uwypukla niektóre negatywne przejawy społecznych anomalii. W tej chwili filmu nie oceniam. Warto zwrócić uwagę na to, co się wokół niego dzieje. Już władze dwóch miast w Polsce oznajmiły, dając upust swoim cenzuralnym zapędom, że u nich w kinach filmu nie będzie, co zakrawa na jakiś debilizm. Ten, kto chce i tak zobaczy, a takie postępowanie włodarzy tych miast jest wręcz reklamą filmu. Tylko, co się dziwić, skoro bycie zwolennikiem PiS i Kościoła jednocześnie, to już nie tylko sympatia do tej partii, to już swoisty stan umysłu. Niekoniecznie pozytywny. Jeszcze lepiej popisali się dziennikarze Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Wystosowali apel do wszystkich katolików w Polsce, by film zbojkotowali: „(...) zbojkotujmy ten upokarzający katolików film. Brońmy naszych kapłanów przed odzieraniem ich z godności, poniewieraniem wartości ich posługi1 (sic!) Dlaczego film ma upokarzać katolików – nie wiem, chyba, że i tu wchodzi w grę owa „obraza uczuć religijnych”, ale jakoś nie widać, aby sądy były zalewane pozwami. I nie bójmy się słów – ich, kapłanów posługa jest warta tyle, co sławetne już „co łaska”, a ich moralność w wielu przypadkach pozostawia wiele do życzenia. Całość dość dosadnie prezentuje pewien mem, który sobie pozwolę przedstawić:


  W związku z wypowiedzią arcybiskupa i filmem, tak mi się skojarzyło. Na pewnym portalu katolickim znalazłem artykuł, który mówi o tym, jak się nawrócić na chrześcijaństwo w kontrze do „Kleru”. Zamiast zająć się czymś pożytecznym, lepiej poświęcić czas na oglądanie filmów o Bogu. Po obejrzeniu 65 (słownie: sześćdziesięciu pięciu) filmów fabularnych, dwudziestu pięciu dokumentalnych i dwudziestu kreskówek z kolekcji „Ludzie Boga”, na pewno staniesz się najlepszym obywatelem Rzeczpospolitej. Tak więc zapraszam. Piwko (minimum skrzynka), dobry fotel lub kanapa, skromnie ubrana (aby nie rozpraszała seksapilem) żona do przynoszenia kanapek, a dzieci zamknąć w pokoju z różańcem (niech się uczą), chyba że na te kreskówki dać im wolne. Niech też rosną na najlepszych obywateli...




PS. Uspokoję wszystkich oburzonych moimi notkami. Uspokoję też tych, którzy lubią tu zaglądać. Na dłuższy czas dam wolne od siebie. Jeszcze tylko jedna notka na Świętoszku.... Kiedyś jednak wrócę ;)

 


45 komentarzy:

  1. Dwa lata temu sekretarka w mojej byłej szkole w końcu poczuła, że rządzi właściwy trend i zdarła ogłoszenie o Halloween, gdyż ... jak wszyscy wiemy to powoduje nawiedzenie złymi duchami. Wcześniej nie przyszła jej taka akcja do głowy i to jest pokłosie władzy, która rzekomo jest odseparowana od Krk. Na papierze jest, ale kto w to jeszcze wierzy?

    "Co łaska" jest wręcz przysłowiowe. I jest dobrowolne. Niech będzie jasność: nie mam nic do pieniędzy zdzieranych przez kościół z ludzi, jeśli oni sami do niego idą. A niech dają, niech i nastawiają bobra za bóg zapłać jeśli uznają, że trzeba. Każdy człowiek jest wolny. Ale co mnie obchodzą czyjeś urojenia w miejscu publicznych jakim jest szkoła czy urząd? To są cudze zmyślenia i cudze światy alternatywne. Czy w związku z tym, że ja mam ochotę lecieć na sabat, ktoś tego dnia nie może iść do kościoła? Przecież to byłby szczyt bzdury! A jednak, nie mogę spodziewać podobnej tolerancji w drugą stronę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa Halloween to już prawie klasyka działalności terrorystycznej Kościoła.

      Kościół uważa wprawdzie, że każdy czlowiek jest wolny, ale wolny inaczej niżby na to wskazywała logika. Mne tez nie dziwi fakt, że ktoś chce płacić na tę Instytucję. Moje oburzenie wynika z dodatkowych profitów, wyprowadzanych z budżetu.

      Na tolerancję możesz liczyć pod warunkiem, że ich racje uznasz ża najlepszejsze (błąd zamierzony). Ale i tak by Ci nie pozwolili latać na miotle ;)

      Usuń
    2. Wolność jest tu pojmowana jako poddanie się dogmatom, a w domyśle poddaniu się Bogowi. Przy czym to dogmaty w gruncie rzeczy są Bogiem i pewnie gdyby sam Bóg istniał i zszedł z nieba, aby wytłumaczyć, że niektóre dogmaty są do dupy i nie to miał na myśli, zostałby pouczony przez hierarchów, że w ich rozumieniu nie jest dość wolny :)

      Tak, personalne wpłaty ok, nawet, jeśli kogoś rujnują. Trudno, to jest też efekt wolności, że każdy ma prawo siebie zrujnować. Osobiście nie pojmuję kwękania, że ksiądz wymaga tego czy tamtego - skoro ktoś idzie do szamana, to czemu się dziwi słysząc szamańskie zasady i wymagania? Natomiast pobieranie kasy z budżetu dla jakiegokolwiek kościoła jest oburzające. Oczywiście spoko, niech każdy utrzymuje swój kościół ... moim zdaniem opodatkowanie konkretnie celowane w wybrany kościół to świetna sprawa. I doprawdy nie rozumiem dlaczego wierni, a przede wszystkim duchowieństwo tak się opierają - przecież to doskonale klarowałoby kto jest w kościele, a kto jest poza nim. Prawda nie wyzwala?

      Obok opacznego rozumienia wolności cudnie opaczne jest też rozumienie opresyjności. Pochody gejów i lesbijek to natrętne promowanie homoseksualizmu, natomiast nie są natrętnym promowaniem wyznania pielgrzymki piesze - jest to korzystanie z wolności :). Przykłady podwójnego języka można mnożyć :)

      Usuń
    3. Chyba już coraz więcej osób jest za opodatkowanie wiernych na rzecz Kościoła, choć na pewno jeszcze nie bezpośrednio zainteresowani, czyli Kościół i gorliwi wierni. Kościół zbyt wiele by stracił, a wierzący musieli by podjąć ostateczną decyzję: płacić na ziemi za zbawienie – czy nie? Podobno poza Kościołem nie ma zbawienia, więc decyzja byłaby trudna.

      Pozostałe kwestie ujęłaś w sposób zbyt doskonały, bym mógł do tego coś dodać.

      Usuń
  2. W sumie jak czytam abpa - zastanawiam się czym jest wolność dla Ciebie. Z tego powodu - iż powiedziano na jej temat tyle, że w sumie nie wiadomo do końca czym jest wolność. Nawet natrafiłem na - niegłupi przyznaję - felieton prof. Hartmana na temat wolności, do którego link pozwolę sobie wstawić:

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1755796,1,wolni-i-smutni.read

    Czemu katolicki arcybiskup, upatrujący sobie wolność w chrześcijaństwie - jest zjawiskiem dla Ciebie tak dziwnym, nie pojmuję. Tak naprawdę powinienem się również oburzyć na niego - bo nie pasuje do jego wzorca człowieka wolnego i najlepszego obywatela.

    Co do kleru zaś... Grzmisz jak kaznodzieja, tyle że para idzie w gwizdek. :D
    Tylko dwa kina? Na całą Polskę? Serio? O raju, ależ daleko sięgają te macki kleru.;D. Smarzowski się nie podniesie po takiej akcji... I to w jakich metropoliach potężnych - które mają jedno, podległe pod władze miasta kino...
    A wiesz Asmodeuszku, że we Francji w zeszłym roku WSZYSTKIE sieci kinowe zbojkotowały Wyświetlenie filmu "Azyl". Bo byli tam jacyś Polacy ratujący Żydów... :D I to nic, ze historia była prawdziwa.

    Jak się okazuje - podobną furię budzi ksiądz, który na "Kler" poszedł do kina i przyznał, że w kościele bywają tacy ludzie jak pokazani w obrazie Smarzowskiego:

    https://film.wp.pl/ksiadz-wybral-sie-na-kler-wiele-scen-bawilo-mnie-do-lez-6299536846218881a

    i komentarzyk internautki Ewy:

    "ewa
    wczoraj (19:34)
    on sie ubawił. ciekawe czy molestowane dzieci taż się ubawiły. kościól katolicki w Polsce i na całym swiecie to zgromadzenie wynaturzonych obrzydliwych facetów, zagrażających naszym dzieciom. a możę by tak pozamykać niektóre kościoły, plebanie dla dobra naszych dzieci."

    Krytykują, źle - chodzą do kina, też źle... nie dogodzisz.

    Przykro mi z powodu nieobecności. Nie da się chyba znaleźć drugiego tak rozrywkowego bloga i oponenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo rozumiem, dlaczego karzesz mi czytać recenzję filmu, skoro wiesz, że sam osobiście się na niego wybieram? Ale ok, nie będę się gniewał, tym bardziej, że podoba mi się ten fragment: „Jako ksiądz nie zgadzam się z tym, co widziałem w "Klerze". Nie zgadzam się z tym, że każdy ksiądz to alkoholik, dewiant, pedofil czy hipokryta. Nie zgadzam się z tym, że każdy ksiądz nastawiony jest na kasę, sukces, władzę i wpływy. Nie zgadzam się z tym, że każdy ksiądz jest..., itd.”, by w kolejnym fragmencie: „Zgadzam się z tym, że czasem skandaliczne są niektóre zachowania biskupów. I należało to w filmie pokazać”. (?!) Cóż akurat mnie ta recenzja nie dziwi, skoro pisze to ksiądz. Ma prawo się nie zgadzać, ale to niczego nie zmienia. Księża tak mają, lubią zaklinać rzeczywistość... Tyle, że ja w notce nie odnoszę się do treści tego filmu.

      Cieszy mnie, że czytasz Hartmana, choć smuci, że chyba go jednak nie rozumiesz. Felieton jest ironiczny i drwi z chrześcijańskiego poczucia wolności, wspomaganego mistycznymi filozofami. Dokładnie tak jak ja, choć tego wcześniej nie czytałem. Człowiek nie radzi sobie z prawdziwą wolnością z powodu dwóch tysięcy lat fałszywej łopatologii, a już na pewno nie radzi sobie z nią abp Gądecki. W tym felietonie jest definicja wolności, taka, jak ja ją widzę. Zgaduj, w którym miejscu. ;)

      Piszesz: „Tylko dwa kina?” – nawet gdyby tylko jedno, to i tak o jedno za dużo, bo świadczy o wyjątkowej ciemnocie włodarzy tych miast. Aż wstyd się przyznać, że żyję w kraju takich oszołomów. A ksiądz pisze, że nieźle się na filmie ubawił...

      Usuń
    2. Recenzję Ci kazałem jakąś czytać? Kiedy? Gdzie?
      I jak rozumiem, skoro dla Ciebie słowa księdza - że nie każdy kapłan jest taki, jak pokazano ich w filmie jest "zaklinaniem rzeczywistości", to znaczy, że uważasz, że jednak każdy jest zły?

      Zrozumiałem, ale jakoś umknęło Ci chyba, że nie ograniczył się tylko do chrześcijańskiego poczucia wolności, no ale każdy tam sobie interpretować może po swojemu, a Twoje interpretacje z biegiem czasu, coraz bardziej przypominają polowanie na Czarownice.

      A prowadziłeś rejestr kin odmawiających w dniu premiery wyświetlania filmu? Uważasz że "Kler" jest jedyny? Też oburza Cię ksiądz śmiejący się na "Klerze"? Powinien może po seansie posypać głowę popiołem, to by Cię usatysfakcjonowało? Po co to siać hipokryzją...

      Usuń
    3. Kto mi posunął link i po co?

      Chyba już nigdy nie oduczę Cię polemizować samemu z sobą. Gdzie ja napisałem, że każdy ksiądz, to alkoholik, dewiant, pedofil itd. itp.? Odnoszę się do słów księdza, w których mówi: „Zgadzam się z tym, że czasem skandaliczne są niektóre zachowania biskupów”. Jeśli te patologie dotyczą tylko niektórych biskupów – to znaczy, że ów ksiądz rozjechał się z rzeczywistością.

      Oczywiście, problem w tym, że niezrozumienie pojęcia „wolność” i tak wynika z tradycji chrześcijańskiej, które urabiało cywilizację (i urabia nadal) nie tylko europejską. Ywoje poczucie wolności nie jest czymś „po swojemu”. Moje też. Tylko, że jedni potrafią się wyrwać z chrześcijańskiej logiki (a raczej jej braku), inni nie. I o tym pisze Hartman, a nie o polowaniu na czarownice.

      Nie – nie prowadzę żadnego rejestru, nie jest mi do niczego potrzebny, a księdza śmiejącego się z filmu przedstawiłem jako kontrę wobec cenzorskich oszołomów. Zrozumiałbyś, tylko musiałbyś przestać polemizować z sobą. Mnie ów ksiądz nie oburza (skąd to wytrzasnąłeś?), mni tylko bawi jego reakcja.

      Usuń
    4. Podsuniętego linku w żadnym wypadku nie można nazwać "recenzją"...

      A polemizować dalej dalej nie mam zamiaru, ze względu na to, że jeden z nas nie rozumie co sam pisze i co się do niego pisze. Wybierz sobie tą osobę według uznania, nie będę polemizował. :D

      Usuń
  3. Nie rozumiem takiego pojmowania wolności... w a film tym bardziej obejrzę, bo nie lubię, gdy ktoś mi mówi co mam oglądać i co czytać, a co jest be, wolę sama sprawdzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz z tą wolnością dotyczy definicji. Jaki problem nazwać niewolę wolnością? To pierwsze polega na założeniu, że chętnie w niewolę innych się oddajemy. I to jest nasz wolny wybór, choć tylko w tej jednej, krótkiej chwili.
      Tu mam podobnie, też nie lubię, gdy ktoś za mnie decyduje o tym, co mam oglądać i czytać.

      Usuń
  4. Wolność jak szczęście- niejedno ma imię i dla każdego co innego oznacza. Niewątpliwie dla osób związanych zawodowo z kościołem ( bo powiedzmy sobie prawdę - to jest po prostu zawód, sposób na życie, a nie powołanie) wolnością jest podporządkowanie się wszystkim wymogom kościelnym. Szkoda tylko, że arcybiskup Gądecki nie dostrzega jak naprawdę owi związani zawodowo z tą instytucją ludzie wypełniają swe obowiązki i w jakim stopniu przestrzegają praw boskich.
    Arcybiskupi są świetni w zamiataniu wszelkich niegodziwości pod dywan, ale nawet najgrubszy dywan w pewnym momencie się przetrze i prawda wychodzi na jaw.
    Na całym świecie prawda wychodzi wychodzi na forum publicum i trzeba być niezwykle zakłamanym człowiekiem, by w tej sytuacji reklamować jako wzór cnót instytucję zwaną kościołem.Bo kościół teraz ani wzorem cnót nie jest ani ostoją wolności.
    Zapewne nigdy nie usłyszymy z ust episkopatu polskiego przeprosin, pokajania się ani prośby, by zachowanie kościoła nie przyćmiło ludziom wierzącym boskich nauk i idei.
    A szkoda.
    Miłego;)
    P.S.
    Mam nadzieję, że obejrzę ten film gdy będzie tu wyświetlany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakoś nie do końca mogę się zgodzić z tym, że wolność niejedno ma imię. Podporządkowanie się komuś, czemuś, może pod to podlegać, pod warunkiem, że to ja decyduję, jak daleko ta zależność ma sięgać z możliwością natychmiastowej rezygnacji z tego podporządkowania, nawet w sytuacji, gdy to pociąga za sobą pewne konsekwencje.

      Szczerze wyznam, że nie rozumiem tej reklamy, choć nabrała ona innego znaczenia. Dziś Kościół uznaje, że jest zbiorem ludzi grzesznych, co nie zmienia faktu, że nadal jest święty. Innymi słowy dziś Kościół akceptuje swoją grzeszność, zrozumiawszy, że propagowana moralność to przysłowiowy „kit w oko”. Wszystko wszak załatwia spowiedź i rozgrzeszenie. I nie rozumie ów Kościół, dlaczego ktoś się go czepia.

      Usuń
  5. każda ideologia mniej lub bardziej totalitarna manipuluje słowem "wolność", a państwo wyznaniowe to przecież państwo na takiej ideologii oparte... tak przy okazji, to ciekawe, co pan Gądecki rozumie pod słowem "chrześcijanin", które jest obecnie dość wieloznaczne... z pozycji zaś advocatus diavoli stwierdzę, że użył on frazy "wolność wewnętrzna", która jest mocno enigmatyczna, wręcz koaniczna...
    ...
    co do filmu, to wypowiem się dopiero, gdy go obejrzę, co zresztą nie wiem, kiedy nastąpi, bo nie lubię ścisku i kolejek, poczekam aż się poluzuje ciżba pod kinem... tymczasem jak zwykle niech się wykrzyczą, wypiszczą, wykwiczą krytycy, którzy go nie widzieli... zresztą nudzi mnie ta sytuacja, nie pierwsza, nie ostatnia w temacie ekspresji artystycznych...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to w Tobie cenię, Piotrze... niezależność w myśleniu.

      Usuń
    2. Piotrze:

      Ja Ci nie powiem, co arcybiskup rozumie pod pojęciem wolności wewnętrznej, dla niego ważne jest, aby była chrześcijańska. A to jest już dość jednoznaczne – wiara w Jezusa Chrystusa i Święty Kościół (katolicki), czygo nie dopowiedział, bo mu nie wolno w myśl tej wolności. Idea ekumenizmu JPII jeszcze tak do końca nie umarła.

      Usuń
    3. @Radku...
      afery w związku z ekspresjami artystycznymi nawiązującymi w taki, czy inny sposób do religij i instytucji wyznaniowych istniały chyba od zawsze... pierwsze z brzegu, które mi przychodzą do głowy, to "Monachomachia", "Ostatnie kuszenie Chrystusa" (tu huczało aż w Watykanie), epizod "makulaturowy" podczas koncertu Behemotha, czy "Klątwa"... zawsze jest to samo: najpierw wrzask ze strony nieznających treści, potem podłączają się ci, którzy być może widzieli, ale okazało się to dla nich za trudne, zaś w tym wrzasku gubi się rzeczowa dyskusja na temat samego dzieła, np. próba zrozumienia "o co chodziło artyście?"... a potem wrzawa ucicha, gdy tańce wojenne zostają już odtańczone i ekspresja staje się jedną z wielu innych, mniej lub bardziej pamiętaną... chyba po prostu doszedłem do punktu, w którym te akcje zaczęły mnie nudzić i nużyć...
      co rzecz jasna nie wyklucza, że czasem mogę pogadać o samej ekspresji i być może najdzie mnie pomysł, by coś napisać na temat filmu "Kler" /choć mocno wątpię, bo nader rzadko pisuję recenzje/... ale dopiero gdy sam go zobaczę, to jest warunek konieczny, do tego czasu mogę jedynie pokiwać głową ze zrozumieniem (lub politowaniem) nad samym zgiełkiem...

      @Asmo...
      sam mam drobny kłopot z werbalizacją znaczenia pojęcia "wolność wewnętrzna" /bo intuicyjnie, niedyskursywnie jest dla mnie jasne/, stąd moja próba obrony pana Gądeckiego... ale faktycznie, przegapiłem fakt, że przyrównał ją do wolności "chrześcijańskiej", co już mi się mocno kłóci, ale nadal jeszcze potrafię zrozumieć, że przez niektórych owa wolność (wewnętrzna) może być tak pojmowana... natomiast absolutnie zero zgody na to, iż jest to "jedyne słuszne" pojmowanie owej wolności, co właśnie rzeczony osobnik próbuje wmówić słuchaczom/czytelnikom...
      appendix:
      tu mi się skojarzył /może na temat, może nie/ cytat autorstwa "ojca dyrektora", który prawi:
      "Ludzie nie myślą, nawet jak myślą, że myślą, to nie myślą"
      bardzo mi się ten cytat podoba, nawet czasem jestem bliski zgodzenia się z nim, tylko jest jeden szkopuł... obawiam się, zdecydowanie zresztą, że "ojciec dyrektor" inaczej niż ja rozumie słowo "myśleć" w tej wypowiedzi...

      Usuń
    4. */errata... jest: "przyrównał", ma być: "utożsamił"...

      Usuń
    5. Piotrze:

      Znowu mi małpujesz. Cóż to za szpetny nawyk :D Nawet ewolucyjnie człowiek nie jest małpą, małpa i człowiek mają wspólnego przodka, który nie był małpą. To tak a propos powiedzonka Rydzyka. Tak mi się przypomniało. Na przełomie lat 80/90 nazywaliśmy znak @ apendyks (właściwe znaczenie - załącznik do książki), co miało później swoje uzasadnienie. Mój adres jako załącznik do domeny. Ale nawet w tym znaczeniu, nie bardzo mi się uśmiecha być załącznikiem ;)

      Wolność „wewnętrzna” nawet jeśli nazwać ją chrześcijańską (co jest debilizmem) nie świadczy o chrześcijaństwie. O chrześcijaństwie świadczy postępowanie. Taka wewnętrzna wolność jest abstrakcją, gdyż nie ponosisz z jej tytułu żadnych konsekwencji. Wolno Ci myśleć (wewnętrznie), że dokonujesz gwałtu, ale z tego nic nie wynika, bo ani nie gwałcisz, ani za to kary nie poniesiesz. Nagrody też nie dostaniesz. Może natomiast Cię inspirować do działania o charakterze wolnościowym. Np. wyzwalasz się od religii, ale jednocześnie ten krok niesie ze sobą pewne konsekwencje, tu wykluczenie ze społeczności wierzących. Abp Gądecki proponuje Ci wolność przez pełne uzależnienie nie tylko od niezrozumiałych dogmatów, ale od obrzędowości. Jeszcze raz podkreślę, sam wybór chrześcijaństwa jest wolnym wyborem, o ile nie dokonanym przez niemowlęcy chrzest. W chwili dokonania takiego wyboru tracisz wolność.

      Usuń
    6. @Piotrze, biskup mówi jako katolik i zwraca się do katolików, więc inna wolność nie wchodzi w grę. Zastanawiam się, czemu jego słowa biorą do siebie, ludzie, dla których biskup, jako przedstawiciel ideologii im obcej - w ogóle się pochylają nad jego słowami. Naprawdę czują się zagrożeni?

      Co do "afer" generalnie trudno mi również wyszczególnić pewne rzeczy - bo na mnie nie działa coś takiego jak obraza uczuć religijnych... Choć rozumiem, jak mi się zdaje, interpretację zjawiska.
      I w przypadku wymienionych dzieł, czy happeningów zastanawiam się jednak najpierw faktycznie co artysta miał na myśli. I czasem dochodzę do tego wniosku, że taka antykościelna ekspresja się po prostu sprawdza, jest modna, bez względu na to, czy niesie jakoweś ze sobą treści, czy nie. Z drugiej strony zawsze można się zasłonić tarczą, że ktoś coś źle zrozumiał, albo wcale. Bo co na celu miał taki wybryk Darskiego, że tak się spytam?

      Usuń
    7. Radku:

      Się wtrącę. Nie o zagrożenie tu chodzi a o obelgę. Co ma wiara do narodowości? Jakim prawem, kto upoważnił abp Gądeckiego, do decydowania o tym, kto ma być obywatelem Rzeczpospolitej?

      Usuń
    8. Asmo:
      Cóż, skoro o tym mowa, znalazłyby się pewnie jakieś związki wiary i narodowości. Zaś upoważnia go do swego zdania demokracja, jak mi się wydaje i płynąca z niej wolność słowa. Trudno jest mówić z kolei o decydowaniu, skoro słowa Gądeckiego żadnych skutków wobec obywateli Rzeczpospolitej, którzy się chrześcijanami nie czują, nie pociągają.

      Usuń
    9. Nie ma żadnych związków między wiarą a narodem. Chrześcijaństwo opierało się na wielonarodowości i dzięki temu podbiło świat.

      Jeśli obraza nie wywołuje żadnych skutków, to skąd owo pojęcie obrazy uczuć religijnych i przedmiotów kultu z możliwością karania z taką obrazę? Chyba, że zastosujemy znane powiedzenie: „co wolno wojewodzie...” Ale wtedy zamiast obrazy mamy ZAGROOŻENIE, że on posunie się dalej niż pozwala na ta demokratyczna wolność słowa.

      Usuń
    10. Wiesz co? Przemyśl sobie na spokojnie takie rewelacje. Ja bzdur nie będę komentował.

      A biskupa podaj do sądu, skoro się uważasz za urażony przedmiot kultu.

      Usuń
    11. at Asmo...
      na zarzut "znowu małpowania" odbiję piłeczkę, że: znowu marudzisz, robisz problem z niczego... być może kliknąłem z przyzwyczajenia, być może myślałem, że zakaz "małpowania" Ci dotyczy tylko obszaru forum bloga "Świętoszek"...
      co do człowieka jako małpy, to też trochę jest to zbędne babranie się w niuansach nazewniczych... trochę za to odpowiada język, bo na przykład w angielskim "małpa" to może być "monkey" lub "ape"... to drugie jak najbardziej dotyczy człowieka, szympansa, bonobo i orangutana...
      stop, co ja teraz wyczyniam, sam się wpuszczam w gadanie o bzdetach...
      ...
      co do reszty, to tylko powtórzę w skrócie, może nieco inaczej ujmując, że choć rozumiem intelektualnie ową "wewnętrzną wolność chrześcijańską" /omijając dla uproszczenia rafę definicji "chrześcijaństwa"/, to intuicyjnie, empatycznie jej nie pojmuję, nie czuję tego i to nie moja bajka...
      zaś na temat dziecięcego chrztu mamy zgodność... jest to rytuał magiczny z tego rodzaju magii, która działa tylko wtedy, gdy się wierzy w jej działanie... kiedyś wspominałem o niektórych konwertytach na rodzimowierstwo, którzy potrzebują zabiegu magicznego "odkręcenia chrztu", by uwolnić sobie umysł od wiary w ową magię...

      @Radku...
      szczerze mówiąc, to nie wiem, do kogo zwracał się biskup, w tekście posta nic o tym nie znalazłem, więc przyjąłem ukryte założenie, że do tzw. "wszystkich"...
      ...
      też za bardzo nie chce mi się analizować każdy z tych "aferalnych" przypadków z osobna... poza tym jak wiesz, najpierw "oglądam" sztukę, potem dopiero zaczynam /ewentualnie/ myśleć na temat tego, co "widzę"... inna sprawa, że jest wiele tworów sztuki targetowanych bardziej do intelektu, niż do intuicji, ale to już szerszy temat... być może /chociaż niekoniecznie/ jest tak, że pewne wytwory tej sztuki są reakcją na to, co artystę "uwiera" w jego przestrzeni życiowej?... zauważmy, że jakoś nie ma w polskiej przestrzeni artystycznej nic na temat islamu... niektórzy uważają, że to z braku odwagi, ale ja uważam, że to nie o brak odwagi chodzi, tylko po prostu na polskim terenie islam nie jest jeszcze taką sprawą, by warto było jej poświęcać twórczą uwagę...
      a skoro pytasz o Darskiego /z góry zresztą wartościując jego epizod konferansjerski jako "wybryk"/, to w skrócie tyle powiem, że zgadzam się Anją Orthodox, według której wyraził on po prostu swoją opinię i tyle...

      Usuń
    12. p.s. at Asmo... zapomniałem o gorylu :)...

      Usuń
    13. Radku:

      Bzdury powiadasz? Widać przydałoby Ci się religioznawstwo.

      Wyobraź sobie, że w polskim, już na wskroś katolickim prawie, nie ma pojęcia obrazy uczuć ateisty.

      Piotrze:

      Tylko na nlogu Świętoszka? Chyba mnie za takiego nie uważasz> ;)

      Nie, tej konstrukcji nie sposób zrozumieć intelektualnie. W niej jest zaprzeczenie wolności.

      Usuń
    14. at Asmo...
      można zrozumieć, to jest na podobnej zasadzie, jak u niektórych ludzi wychodzących z pudła w początkowym okresie adaptacji do normalnego świata... wolność na zewnątrz ich przytłacza, nie potrafią się odnaleźć, nie czują się wolni /paradoks, ale tak po prostu jest/, więc chętnie by wrócili, tam skąd wyszli... i faktycznie co poniektórzy wracają, podświadomie do tego dążą...
      /nie mylmy tego z przypadkami bezdomnych, u których jest to racjonalna, świadoma decyzja, bo nie mają gdzie przezimować/...

      Usuń
    15. @Piotrze
      Ale jest bardzo widoczny judaizm. I tak choćby umieszczanie gwiazdy Dawida na szubienicy jest bardzo źle postrzegane - myślę że żadnemu artyście nie uszedł by taki numer na sucho, nawet jako artystyczna awangarda. Facetowi wieszającemu kukłę Żyda zamiast papieża także nie...

      Znaczy zsolidaryzował wraz z fanami z Hitlerjugend? Oni niszczyli książki... Z drugiej strony powinni zgadzając się z jego opinią zeżreć a nie spalić kartki. Swoją drogą ciekaw jestem gdzie są granicę wyrażania opinii Twoim zdaniem, skoro sam niektóre wypowiedzi klasyfikujesz jednak jako chamskie...

      Usuń
    16. Asmo, sam się doucz, zanim zabierzesz głos.

      Justyna Krasowska
      "Religia jako czynnik wpływający na tożsamość narodową Polaków."

      Jest tam cała masa odnośników do literatury potwierdzającej tezę autorki tego tekstu.

      Usuń
    17. @Radku...
      nie załapałem o tej gwieździe Dawida na szubienicy, niech będzie, że czegoś nie doczytałem...
      ...
      ale yooo... "Znaj proporcjum, mociumpanie" /cytat taki, klasyka/... to tak a propos porównania z paleniem książek przez SA /a nie Hitlerjugend, gwoli ścisłości/... to co do cholery, to już żadnego nośnika informacji w postaci produktu zwanego "książka" nie można spalić?... a nawet podrzeć, bo Darski nic nie spalił, tylko podarł, ogień próbowali zaprószyć jacyś pojedynczy widzowie jedynie... zawsze podczas dyskusji na temat tego wydarzenia mam ubaw, bo nikt się nie pofatygował poszukać wśród śmieci przy scenie i zbadać, co tak naprawdę zostało podarte... jakoś mało komu wpadło do głowy, że Darski mógł podrzeć rekwizyt, atrapę, być może książkę telefoniczną lub pusty, niezapisany brulion, nie nazwany zresztą otwarcie "Biblią", pozostawiono to domysłowi widza...
      zaiste Adaś jest godny podziwu, że tak zrobił w wała nawet ludzi, którzy go bronili wtedy... "podarł Biblię", kurwa, ale to brzmi!...
      to jest dokładnie ta sama sytuacja, co z "Dzieckiem Rosemary": istnieją widzowie, którzy zaklinają się, jak widzieli scenę, gdy Szatan rżnie główną bohaterkę, detalicznie zresztą...
      czy pozwolisz, że damy sobie na luz z tą dyskusją?...

      Usuń
    18. @Piotrze

      Zgodnie z życzeniem. Ale jedno muszę jednak sprostować - akcję palenia książek w 1933 zapoczątkował Niemiecki Związek Studentów i NSDAP, robili to z pomocą młodzieżówki Hitlerjugend a nie tylko samego SA.

      Usuń
    19. @R...
      okay, no problem... tu błysnąłem zbyt małą wiedzą w temacie zaistnienia Hitlerjugend, ale to chyba mniej istotny detal?...

      Usuń
    20. Radku:

      Aż zapytam: a kto to jest ta Justyna Krasowska? Sam się zachwycaj narodowo-katolickim, nacjonalistycznym bełkotem. Komuś się kolejność pomyliła, a Ty za tym idziesz, choć znając Twoje upodobania do ruchów narodowych, nawet mnie to nie dziwi.

      Gdyby apostołowie nie ruszyli w świat nawracać wszystkie i RÓŻNE narody, chrześcijaństwo byłoby nikomu nieznaną enklawą heretyckiego judaizmu. Gdyby w Kolegium Kardynalskim zasiadali tylko kardynałowie jednego narodu, cały świat trzeba by uznać za pogański. Dla wiary chrześcijańskiej (w tym katolickiej) naród jest bez znaczenia, istotna jest tylko wiara. Czasami jakiś nawiedzony(a) usiłuje swe narodowo-nacjonalistyczne widzimisię podeprzeć wiarą, co nigdy szczęśliwie się nie kończyło, ale uwierz mi – to się leczy. Te dążenia polskich, narodowo-nacjonalistycznych oszołomów, to próba uczynienia z narodu polskiego nowego narodu wybranego, bo oni są przekonani, że Bóg w tym temacie, z tymi Żydami, się pomylił. Owszem, pewne dążenia narodowe próbuje się podeprzeć wiarą, ale to nie ma nic wspólnego z idę chrześcijaństwa. To są dwie różne płaszczyzny, których nigdy nie da się pożenić bez szkody dla wiary i dla narodu. Czy tego chcesz, czy nie, chrześcijaństwo de facto jest swego rodzaju kosmopolityczne = wielonarodowościowe.

      Usuń
    21. Pracę wydał wydział socjologii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Bełkoczesz to TY, mój drogi o wiele bardziej niż ta pani, a epitety które wydusiłeś z siebie na początku pod Jej adresem świadczą o czystym zaślepieniu i zwykłej ignorancji. Pytanie kto tu jest oszołomem opętanym jednym wielkim nalotem dywanowym na wiarę i kościół pozostawiam bez odpowiedzi, natomiast żebyś pękł na tym blogu, ludzie zawsze będą wierzyć w takiego czy innego boga.

      Gdyż wiara - nawet konkretna katolicka ma swoje własne, ściśle związane z narodem modele - (czego przykładem było np. zjawisko mesjanizmu narodowego w Polsce, nie występujące nigdzie indziej). Ba, nawet często nazwy religii mają swe nazwy od narodów które je wyznają - np. Hinduizm, Anglikanizm w Wielkej Brytanii. Protestantyzm przeniósł cechy narodowe Niemców. A judaizm jest ściśle związany z narodowością żydowską.

      Ale żeby takie rzeczy zrozumieć trzeba coś po prostu więcej sobą prezentować niż zindoktrynowany pseudointelektualizm, którym siejesz na prawo i lewo. Na naukę już jednak za późno, bo zdaje się wszelkimi rozumami już się przejadłeś i tylko pilnuj by ci się nie ulała uszami. Żegnam ostatecznie, zdrówka, przynajmniej fizycznego życzę.

      Usuń
    22. Jeśli już to nawet nie tyle rzeszowski, co studium sandomierskie, jako wydział teologii i filozofii, a to już wystarczy, by nabrać dystansu do treści tej pracy, aby nie było, pracy nienaukowej, rozpowszechnianej darmowo w formacie pdf., więc nawet ja, laik mam pełne prawo ją oceniać w kategorii pseudonaukowej rozprawki.

      Jedynym modelem chrześcijaństwa i katolicyzmu jest wiara, i to wiara w oderwaniu od narodowościowych dążeń. Nie twierdzę, że takich nie było, ale będę się upierał przy tym, że jest to zaprzeczenie wiary chrześcijańskiej sensu stricte. Czym się to kończyło, sam powinieneś wiedzieć dokładnie. Protestantyzm zaowocował rzezią, anglikanizm podobnie, może jedynie prawosławie uniknęło takich skutków. I nie mieszaj do tego judaizmu, czy hinduizmu – bo przypomnę, dyskutujemy o chrześcijaństwie. Takie, narodowe traktowanie wiary skutkowało oderwaniem od Kościoła katolickiego. Nasz, polski Kościół narodowo-katolicki wykazuje wszelki oznaki judaistycznego dążenia do określania się mianem Kościoła wybranego, co już powoduje zgrzyty na linii Watykan – Episkopat Polski .

      Czym jest z założenia chrześcijaństwo „trzeba coś po prostu więcej sobą prezentować niż zindoktrynowany pseudointelektualizm [narodowy – dopisek mój]”.

      Usuń
  6. W trakcie czytania tego tekstu przyszło mi na myśl
    znane powiedzenie:
    "jeżeli chcesz pokonać wroga, najpierw poznaj jego język".
    Z tego można wnioskować, że do umniejszenia znaczenia filmu
    "Kler", należałoby jednak go obejrzeć - tak sądzę.
    Wtedy można zestawiać mity z faktami, zamiast preferowania
    "emocjonalnych pod-drygów". Nie wiem dlaczego, tak często
    - zlewa nam się fikcja literacka z rzeczywistością (?)
    Dlaczego na podstawie jednostkowych zdarzeń, dokonujemy
    uogólnienia? Sądzę, że nikt przy zdrowych zmysłach,
    nie dopuszcza do siebie poglądu o świecie czarno-białym.
    W każdym środowisku jest szarość, są różnego rodzaju kolory.
    Ważne jednak, żeby każde środowisko, każda społeczność,
    zamiast "zakłamywania rzeczywistości, stanęła w prawdzie"
    i potrafiła oczyścić się z "szumowin". Jeżeli piętnujemy
    za nikczemne uczynki lekarzy, prawników, dziennikarzy -
    to nie widzę żadnych przesłanek do wyjątkowego traktowania
    księży, którzy mają "zwierzęce odruchy". To jest wręcz
    chrześcijański obowiązek... Pod jednym wszakże warunkiem,
    nie próbujmy dokonywać nieuprawnionego uogólniania,
    przenoszenia "dokonywanego zła" przez jednostki na całą
    społeczność. W każdym społeczeństwie są ludzie prawi i nieprawi,
    zdrowi i chorzy - w każdej grupie (z powołaniem, czy bez)
    będą "złodzieje i policjanci"... Rozliczać powinniśmy
    wszystkich na równych zasadach, tu na ziemi... zakładając
    lub nie, że każdy z nas kiedyś stanie przed Stwórcą.
    Jestem przekonana, że wobec problemu, który jest zasadniczym
    wątkiem filmu, Kościół Hierarchiczny - w sposób bardziej
    otwarty podejmie wyzwanie do samooczyszczenia się "z zaszłości"
    i baczniejszego "śledzenia" posługi księży. W społeczeństwach
    dojrzałych nie powinno to wpływać na "pomniejszenie wiary".
    Przecież wierzymy lub nie w Boga, a nie w księży - i tak, jak
    w przypadku zmiany lekarza rodzinnego, możemy zmienić naszego
    duszpasterza, kiedy jego zachowania "urąga zasadom..."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ninel

      Dla mnie nie ulega wątpliwości, że film Smarzewskiego wyolbrzymia problemy i przywary Kościoła. Takie jego zbójeckie prawo, nie ma obowiązku tłumaczyć widzowi, że oprócz wynaturzeń w tymże Kościele dzieje się również coś dobrego. Film, jak sama nazwa wskazuje, nie jest żadnym dokumentem, choć przedstawia pewne autentyczne fakty. Ba, ma prawo zmyślać (choć nie sądzę, by cokolwiek było zmyślone poza fabuła), bo taka jest natura filmu fabularnego.

      Nawiążę do owego „oczyszczenie” i uogólnień. Episkopat zapowiedział, że w specjalnym raporcie naświetli zjawisko pedofilii w polskim Kościele . Inicjatywa godna pochwały, gdyby nie pewne „ale”. Bez zewnętrznego audytu, będziemy wiedzieli tylko tyle ile ów Kościół zechce powiedzieć, a możemy być pewni, że nie zechce powiedzieć wszystkiego. Przykład z Niemiec, gdzie niezależni badacze mieli utrudniony dostęp do archiwów, mimo publicznej deklaracji, że nie będzie się czynić nic, co mogłoby mieć wpływ na badanie tej sprawy. Zaś owo uogólnienie, to taki bezzasadny wytrych. Znów nawiążę do Kościoła niemieckiego. Jeśli w świetle tych badań wyszło, że księża pedofile to cztery procent kleru – gdzie tu tp uogólnienie? Sprawa może być traktowana ogólnie tylko wtedy, gdy nie zna się prawdziwych faktów. Jeśli na stu księży nie wskaże się tych czterech, nie będę miał pewności, którzy to są i mam wtedy prawo sądzić, że każdy to potencjalny pedofil.

      Pozdrawiam.pięknie.

      Usuń
  7. Medycy, przykładowo, w swojej praktyce zawodowej stosują zasady postępowania ostrożnościowego, jakby każdy z pacjentów mógł być potencjalnym nosicielem HIV,
    czy innych chorób zakaźnych. Ale to nie wpływa na jakość relacje terapeutycznych. Pacjent również uważnie śledzi każdy ruch medyka, by ten nie naraził jego na niedogodności w konsekwencji nieprzestrzegania zachowań standardowych w określonej
    sytuacji zdrowotnej. W przebiegu pewnych interakcji, osoby zaangażowane mają wobec siebie określone oczekiwania i pewne granice, których nie mogą przekroczyć. Wystarczy
    jedynie ich nie przekraczać, a część zła zostanie wyeliminowana. Zasada "ufaj i kontroluj" może i w przypadku relacji ksiądz - wyznawca, pomocna.
    Nie chodzi mi o tworzenie stanu paranoicznej nieufności, może bardziej o poziom świadomej regulacji emocjonalności w relacjach międzyludzkich. Bezgraniczna ufność rodziców małych dzieci wobec znajomych, krewnych doprowadzała nieraz do sytuacji tragicznych. I nie trzeba tu odniesienia do księży, żeby dostrzec tworzenie warunków sprzyjających dla zachowań przestępczych. Sądzę, że w edukacji "kleryków" też pewnie trzeba byłoby coś poprawić, ale nie mam do tego kompetencji, żeby wypowiadać się
    o granicach ingerencji jednego śmiertelnika w świat uczuć i przeżyć drugiego.
    Ksiądz - to wciąż tylko człowiek (a nie nadczłowiek), granice powściągliwości
    muszą być również w toku edukacji wyznaczone i przez adepta zinternalizowane.
    A rodzice/opiekunowie? Powinni uczyć swoje dzieci asertywności i określania
    granic poufności w relacjach międzyludzkich, nawet kiedy chodzi o księdza.
    Zła (w skali ogólnej) nie da się wyeliminować, ale można zminimalizować...



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod ostatnim zdanie się podpisuję obiema rękamoma. Trzeba być totalnie naiwnym, aby sądzić, że zło da się w stu procentach wyplenić. Problem zaczyna się w momencie, co się z tym złem robi. A najważniejszym jest jego nazwanie i wskazanie. Tego wymagają podstawowe zasady moralne. I oto Kościół, podobny stojący na straży tych zasad, ewidentnie je łamie. Dziś czytam na jednym z portali o apelu jasnogórskim w obronie dobrego imienia kapłanów (w odpowiedzi na „Kler”). Kompletnie nie rozumiem tej hipokryzji. Dobre imię nie uchroni przed złem. Brak zła zasługuje na dobre imię. Komuś się tu totalnie coś pomyliło.

      Usuń
    2. "Dobre imię nie uchroni przed złem.
      Brak zła zasługuje na dobre imię..."

      To genialna myśl!
      Gratuluję.

      Usuń
  8. No mój drogi, z żoną do przynoszenia kanapek to już przesadziłeś... chyba - zastanowię się, czy to czasem mnie nie obraża;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ha..., wiedziałem, że któraś z kobiet w końcu oburzy się na tę propozycję. Mogę jedynie zapewnić, że to nie moja bajka ;)

      Usuń
  9. "Na dłuższy czas dam wolne od siebie. " A ten dłuższy czas to ile? I jak poznamy, że już wróciłeś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wiosny, choć jest szansa, że być może tylko do świąt. Może znajdę sposób na pisanie na ślepo? ;)
      Ci, co mają blogi i mnie zalinkowanego, będą wiedzieć od razu, Niestety, Tobie pozostaje od czasu do czasu sprawdzić.
      Pięknie pozdrawiam :)

      Usuń