piątek, 16 listopada 2018

Na Święto Niepodległości. Po co nam Polska?


  Zadaliście sobie kiedyś takie pytanie? Tak na szybko, można odpowiedzieć, że Polska jest nam potrzebna do swobodnego posługiwania się językiem polskim, bo go znamy i potrzebujemy w relacjach międzyludzkich. Polska jest nam potrzebna, by mielibyśmy komu płacić podatki, a w zamian żądać opieki socjalnej, edukacji i pilnowania porządku prawnego. Można jeszcze powołać się na kultywowanie tradycji. A przecież realnie na problem patrząc, przydałby się jeden uniwersalny język, abyśmy mogli się porozumieć ze wszystkimi ludźmi na świecie. Na dobrą sprawę, właściwie wsio rawno, komu płacimy podatki, jeśliby nam zapewniono tę opiekę socjalną, edukacyjną, porządek publiczny i dodatkowo wolność przemieszczania się. Wreszcie aspekt kultywowania tradycji. Jeśli spojrzeć na molochy typu Stany Zjednoczone czy Unia Europejska, tam nie ma żadnych przeciwskazań do kultywowania swoich tradycji, jeśli nie są zarzewiem konfliktów w przestrzeni publicznej.

  Bądźmy szczerzy, w odniesieniu do tych, w końcu błahych powodów dla naszego osobistego życia, nasza państwowość jest wręcz bezsensowna. Nie daje nam nic innego poza wzajemną, wewnątrznarodową wrogość, czego dziś nie sposób nie zauważyć. A jednak, jakem Asmo, w dodatku ateista i kosmopolita, jest coś, co czyni naszą niepodległą państwowość ważniejszą ponad wszystko. Gdyby ktoś jeszcze się nie domyślił wyjaśnię: za naszą państwowością przemawia chrześcijaństwo ze wskazaniem na katolicyzm. Tak, to nie żarty. Nikt z nas nie jest dziś gotów poddać się idei islamizacji, genderyzmu, seksualizacji i laicyzacji, których źródłem jest Europa Zachodnia, do której zgłosiliśmy nieopatrznie akces, zwabieni pięknymi hasłami Unii Europejskiej. Nikt z nas nie tęskni za putinowkim imperium Wschodu, o komunistach z Chin nie wspomnę. To właśnie katolicyzm spaja nas w obronie istnienia niezależnej Polski. Dążenie do utrzymania państwowości polskiej uchroniło nas i przed bolszewizacją z jednej, i przed protestantyzmem z drugiej, i zezwierzęconym ateizmem z trzeciej strony. Wszystkie te idee, nawet gdyby ociekały złotem, prowadzą li tylko do... piekła, a przecież nadrzędnym dążeniem Polaków jest dążenie do Zbawienia.

  W tym dążeniu do upaństwowienia naszej narodowo-katolickiej tożsamości jest jeszcze jeden ważny wątek, o którym w żadnej mierze nie wolno zapominać. Dziś Kościół katolicki przeżywa jeden z najgłębszych kryzysów w swojej historii, nawiasem mówiąc, z powodu jakiegoś argentyńskiego kardynała, którego nieopatrznie posadzono na Tronie Piotrowym. Mając w pamięci papieża, św. Jana Pawła II mamy jeszcze jeden dowód na to, jak ważna jest Polska. Wystarczy spojrzeć na te społeczeństwa Zachodnie, gdzie kościoły, dziedzictwo wspaniałej kultury chrześcijańskiej, zamienia się na dyskoteki, często zamyka i wyburza. Polska, jako państwo, musi się obronić przed takimi trendami. Czyż nie możemy być dumni z faktu, że na ostatnim synodzie do spraw rodziny, patrzono na naszych biskupów jako na ostatnią nadzieję Kościoła? To polscy katolicy rozniecają po świecie wspaniałą ideę Różańca do Granic. To polscy katolicy zorganizowali Wielką Pokutę na Jasnej Górze, to w końcu polscy katolicy wymyślili bezprecedensową akcję poparcia dla katolickiego nauczania o małżeństwie. Tego wszystkiego nie sposób nie docenić.

  Nie bójmy się słów, Kościół wręcz umocnił nasz naród w przekonaniu o jedynie słusznej drodze, jaką jest zawierzenie się Bożej Opatrzności. Kościół umocnił jeszcze bardziej naszą Chrystusową Owczarnię. Opatrzność wyznaczyła Polsce wyjątkową rolę w historii Kościoła katolickiego. Mamy być przykładem dla innych, wszak to Matka Boża nakazała, by Polskę nazwać Jej Królestwem. W końcu Jezus Chrystus ostatni raz światu objawił się właśnie w Polsce, rozmawiając ze świętą siostrą Faustyną, co ma symptomatyczne znaczenie. To jej przekazał orędzie Bożego Miłosierdzia oraz do niej mówił „Polskę szczególnie umiłowałem. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje”. To nie tylko o czymś świadczy, to ewidentnie do czegoś zobowiązuje. Jeśli pozostaniemy wierni woli Chrystusa – nasza Ojczyzna ma szansę stać się potęgą. Pozwolę sobie przedstawić kolejny dowód wielkości naszej Ojczyzny, cytując wielkiego hierarchę1 polskiego Kościoła, który opracował Dekalog Polaka:
1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mną [Polską – dopisek mój];
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody;
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie;
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną;
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich;
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem;
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego;
8, Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem [katolikiem
– dopisek mój];
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę;
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.

  W tym miejscu zakończę, bo sam sobie nie wierzę. Nie wierzę, że to napisałem w takiej formie. Niech jednak nikt nie myśli, że mi odbiło, że jestem na haju, lub pod wpływem napojów wysoko wyskokowych. De facto jest to streszczenie majaków2 niejakiego Krystiana Kratiuka na portalu Pch24.pl. W tym miejscu aż chce mi się krzyczeć: Boże! Chroń nas przed taką mitomanią, pychą i zarozumialstwem. Ta mitomania o zabarwieniu wielkomocarstwowym, jest dziś dość powszechna w środowiskach prawicowo-konserwatywno-katolickich. Obawiam się, że to już jest groźna pandemia.
A szczepionki jeszcze nie wynaleziono... 


31 komentarzy:

  1. A już myślałam, że coś z Tobą nie tak. Uwielbiam TWOJE felietony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się niebotycznie, że ktoś uwielbia moje felietony. Gdybyż tak jeszcze mnie samego ;)))
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. nie pamiętam, bym sobie kiedykolwiek zadawał takie pytanie, jak w tytule... ale nigdy nie dam sobie wmówić tego, co mnóstwo ludzi dało sobie wdrukować do głów, a mianowicie idiotyzmu, że Polska to państwo, a nie kraj, którym to państwo zarządza... oczywiście, taki skrót myślowy, "metafora taka" funkcjonuje dla czystej wygody, ale brać ją dosłownie to jest kompletna głupota... tą głupotę wmawia obywatelom państwo, manipuluje zaiste skutecznie w wielu przypadkach, zwłaszcza obecne państwo, które przebija intensywnością tej manipulacji państwo czasów PRL...
    co prawda państwo /reżim, system/ jest elementem kraju, pewnym skutkiem mixu czynników wewnętrznych i zewnętrznych, ale... użyję takiej analogii:
    pieprzyk na twarzy kobiety może jej dodać urody, nawet tak skutecznie, że zaliczy ona /kobieta, nie twarz/ więcej facetów (lub pań, zależnie od orientacji) i przeżyje więcej orgazmów, niż gdyby tego pieprzyka nie miała...
    ale gdy zamiast tego pieprzyka jest nowotwór, do tego złośliwy, to mniej lub bardziej upieprzy tej pani życie...
    czyli mamy odpowiedź na pytanie "po co nam Polska?", jeśli uprzemy się, by idiotycznie nazywać tak państwo, które Polską zarządza... a w przypadku obecnego państwa, to bliżej mu do nowotworu, niż do pieprzyka...
    a na pytanie "po co nam Polska?" w prawdziwym znaczeniu słowa "Polska" (czyli kraj) odpowiedzi nie znam, nie wiem, czy istnieje i szczerze mówiąc, nawet nie chce mi się tego pytania rozważać...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trochę przesadziłeś z tym państwem, przyrównując je (metaforycznie?) do nowotworu. Cokolwiek bym o państwowości nie myślał, a nie myślę za dobrze, jestem przekonany, że to jakaś formo ochrony przed anarchizmem, czego ze zrozumiałych względów w notce nie ująłem. To nasze pragnienie wolności, stojące w niejakiej kontrze do państwowości, ma jedną wadę – jest różnie rozumiane przez niemal wszystkich. Państwowość w jakiś sposób musi regulować aspekty prawne współżycia społecznego, ale i w jakieś mierze temperować zapędy wolnościowe jednostek. Oczywiście, to często się nie udaje, często są zachwiane proporcje, szczególnie gdy jakaś grupa rości sobie pretensje do jakieś Prawdy, ale zdrowa demokracja potrafi sobie z tym poradzić.

      Usuń
    2. przecież nie napisałem, że każde państwo jest "be", nawet bardziej się rozpisałem o państwie, które może być "cacy"... czyli nie ma sensu tworzyć z niczego tematu do sporu...

      Usuń
    3. Ok, być może opacznie Cię zrozumiałem. Ale zapytam, jakie to państwo jest „cacy”?

      Usuń
    4. czy wystarczy odpowiedź, że z państw do tej pory zarządzających Polską jeszcze się z takim nie spotkałem?... co bynajmniej zresztą nie znaczy, że mam jakieś utopijne wymagania...

      Usuń
    5. A stosunkowo luźna zależność od UE?

      Usuń
    6. przyznam, że zupełnie nie myślałem o polityce zagranicznej, ale moje myślenie różnymi ścieżkami chadza i pomyślałem sobie teraz o...
      o pszczołach...
      https://audycje.tokfm.pl/podcast/Minister-rolnictwa-kontra-pszczoly/69185
      tedy pomyślałem więc, że przydałaby się większa zależność od UE, niż jest, przynajmniej w tym temacie...

      Usuń

    7. Nie pamiętam już, o co chodziło temu Ardanowskiemu, ale jeśli to ma związek z pszczołami, to go już nie lubię ;)
      Wiesz, można mieć pretensji do UE np. za krzywe ogórki, ale ogólnie to bylibyśmy dziś sto lat za murzynami, a tak jesteśmy tylko pięćdziesiąt dwa, jak obliczyli ekonomiści (w zarobkach). Ja też nie myślę o niej w kategoriach politycznych, mam na myśli świat bez granic.

      Usuń
  3. Kosmopolita to człowiek, który gdzieś tam był, coś widział i stwierdził że się odnajduje w takich warunkach. Istnieją tacy ludzie, adaptujący się do miejsca w którym przebywają. Czemu mienisz się kosmopolitą Ty, doprawdy mnie zastanawia, bo tyle masz z tym wspólnego co Karol May z podróżami. Pisał o nich ładnie, ale to tylko fantazja. :D

    Dekalog Wyszyńskiego powstał, gdyż przeżycia jego autora wiążą się z bardzo trudnymi dla Polski momentami, daleko Mu było do wielkomocarstwowych rojeń. Oczywiście teraz można sobie deprecjonować siłę wiary, która napędzała dążenia niepodległościowe, czy wsparcie duchowe jakiego udzielali kapłani walczącym żołnierzom, AKowcom (sam Wyszyński był kapelanem AK w Puszczy Kampinoskiej, miałem okazję rozmawiać jeszcze z osobą która pamięta jego msze).
    Można sobie zadawać pytania po co są państwa, choć takie rozważania wychodzące poza skalę teoretyzowania to czysty idiotyzm - tam gdzie kończy się państwowość, zaczyna się mafia, nawet, jeżeli założyć, że jedno z drugim ma wiele wspólnego. Czujesz niechęć do dążeń narodowościowych, nie zauważając, że idea globalnej wioski jest utopią jeszcze gorszą. Podajesz przykłady USA i UE, pisząc jakieś brednie, że nie ma przeszkód w kultywowaniu tradycji, choć oba te państwa borykają się z licznymi problemami spowodowanymi właśnie różnicami kulturowymi. Wystarczy wspomnieć błyskawiczny rozpad norm społecznych po przejściu huraganu Katrina, kiedy ratownicy musieli ewakuować poszkodowanych w asyście wojska, bo z dachów podtopoinych domów uzbrojone bandy ostrzeliwały helikoptery z lekarstwami i wysłano aż 300 żołnierzy Gwardii Narodowej z pozwoleniem na użycie w stosunku do nich broni.

    Po prostu nie masz pojęcia o czym piszesz, panie "asmopolito". :)
    Więc tym razem nie dołączę do grona zachwyconych. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz dyskutować o kosmopolityzmie, zajrzyj najpierw do encyklopedii, a nie wymyślaj nowej definicji.

      Aby nie była, w jakimś stopniu (skromnym) doceniam kardynała Wyszyńskiego. Doceniałbym również ów Dekalog Polaka, gdyby był dziś podany wraz z oczywistym kontekstem. Tymczasem stawia się ów Dekalog jak przykazania dla współczesnego Polaka, co nijak ma się do czasów, gdy powstał. Tak się bowiem składa, że to coś kiedyś mogło uchodzić za wspaniałe, na dzisiejsze czasy jest śmiesznym patosem, mogącym być opacznie rozumianym. Weź np. to trzecie przykazanie i zastanów się jak dziś by je potraktował?

      Mafia istnieje w ramach państwowości, czego dowodzą ostatnie wydarzenia (choć nie tylko ostatnie) w naszym kraju. Pisałem Piotrowi, że brak państwowości może doprowadzić do anarchii i tak naprawdę jest to jedyny sensowny aspekt takiej formy geopolitycznej. Czy konieczny – tu mógłbym polemizować. Twoje deprecjonowanie tych molochów mnie zdumiewa. W małym państewku w środkowej Europie nad Wisłą ludzie też skaczą sobie do gardeł z powodów kulturowo-ideologicznych i tu nie widzisz problemu? Czy to będzie jeden światowy moloch, czy setki państewek – problem sam z siebie nie rozwiąże. Dla kontrastu przypomnę powódź we Wrocławiu, gdzie też pojawiły się bandy plądrujących wszystko złodziei. W znaczeniu globalnym to te molochy decydują o świecie, a nie narodowe państewka. To tam emigruje biedota małych państw w poszukiwaniu nie tylko lepszych zarobków ale i większej swobody jednostki.

      A to, że nie wiesz o czym piszę, to już raczej Twój problem. Twój brak zachwytu, akurat mnie nie dziwi ;)

      Usuń
    2. "kosmoplityzm" w znaczeniu słownikowym - pun dla A...
      ale także punkt dla R, z uwagi na popularne rozumienie "kosmopolitą"... to faktycznie może oznaczać osobę nieprzywiązaną do miejsca /czy kraju/, która wszędzie jest, a raczej czuje się "tutejsza"...
      czy można być kosmopolitą w takim rozumieniu, jeśli się tyłka nigdzie nie ruszyło nigdy?... skoro się tego nie sprawdziło, czy potrafi się odnaleźć w innym miejscu, to nie można... ale można tak szacować swoje zdolności i być nieprzywiązanym do miejsca, więc można... czyli tu też macie Panowie remis, choć prywatnie skłonny jestem sympatyzować ze zdaniem R., może dlatego, że swój kosmopolityzm sprawdziłem "w boju"...
      ale ja mam lepsze pytanie: czy można być patriotą i kosmopolitą na raz?... moja teza /a może hipoteza?/ jest taka, że niekoniecznie te pojęcia muszą sobie przeczyć...
      /tu tylko uściślę, że patriotyzm rozumiem jako pozytywne nastawienie do miejsca, kraju, który się uznało za "swój", a nie jako popieranie państwa, które ten kraj mniej lub bardziej niszczy/...
      p.jzns :)...

      Usuń

    3. Sprawdziłem swój kosmopolityzm w skali mikro, zmieniłem miejsce podbytu (środowisko) z wielkomiejskiego na wiejskie (zapadła dziura, gdzie psy dupami szczekają)i stwierdziłem, że odnajduję się w każdym z tych skrajnych środowisk. Miałem okazję przebywać w krajach niemieckojęzycznych i też nie widziałem żadnego problemu, mimo że znajomość języka niemieckiego daleka jest od biegłości, a mimo to nie czułem się wyobcowany, choć to nie był pobyt stały.

      Jeśli brać pod uwagę patriotyzm minimalny, utożsamianie się ze społecznością w której się wychowywało, dla mnie nie ma żadnych przeciwskazań w łączeniu takiego patriotyzmu z kosmopolityzmem. Tu wystarczy świadomość, że fakt, iż urodziłem się tej narodowości, akurat w tym miejscu i kraju jest tylko kwestią przypadku. Wystarczyłoby tylko, żeby mój ojciec nie wrócił z Anglii po wojnie do Polski, a Asmo byłby w jakieś dużej części Szkotem (niewiele brakowało). ;)

      Usuń
    4. Nawet pobyt w Niemczech nie świadczy o kosmopolityzmie, zresztą dlaczego miałbyś się czuć wyobcowany, skoro nie musiałeś tam zostać na stałe, a i krąg kulturowy nie jest jakiś bardzo odmienny od naszego. :)

      Nieprawdą jest, że mafie istnieją w ramach państwowości, bo są takie, których działanie jest internacjonalne, a instytucje państwowe tylko utrudniają ich ekspansję.
      W małym państewku nad Wisłą, powódź w latach 90 nie wywołała ostrych starć z ratownikami i Policją.
      Konstrukcja molochów jest wprawdzie inna niż małych państw, ale zauważ sobie na czym Amerykanie się opierają - czy na jakiejś antypaństwowości?

      I niestety wiem na tyle, żeby wiedzieć że Ty nie wiesz. :D

      @PK
      Z czegoś ten pogląd słownikowy wynika, dajmy na to że ja pstryknę dwa zdjęcia małpą i powiem że jestem fotografem. Teoretycznie będę tym fotografem, ale w praktyce przyciśnięcie spustu migawki mnie nim nie czyni, dlatego też podśmiewam się z aspiracji naszego Asmoplity.

      Usuń
    5. Radku:

      Od kiedy to kosmopolityzm jest stałą banicją? Bycie obywatelem świata nie wyklucza powrotu do miejsc rodzinnych.

      Jeśli uwzględnisz proporcje, wielkiej różnicy nie będzie. Szabrownictwo miało się u nas bardzo dobrze i też miało problem z milicją. Nie neguję istnienia mafii międzynarodowych, ale one zawsze rodzą się w konkretnym kraju, w konkretnych, lokalnych środowiskach. Tyle, że ja miałem bardziej na uwadze mafie państwowe.

      Usuń
  4. Uff, gdyby nie ten ostatni akapit... Na szczęście wszystko z Tobą ok. Przynajmniej na razie, bo jak wiesz takim wpływom,z których czerpałeś, można z czasem ulec, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Uwielbiam zaskakujące puenty. Jakem ateista, wierzę w ludzi i w to, że część z nich jest odporna na takie wpływy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Odpowiedzi

    1. Pięknie witam w swoich blogowych progach :) Masz blog? Nie widzę na Twoim profilu...
      A co do meritum – też uważam, że dobrze, że nie wszyscy takiej mitomanii ulegają.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. ma... pooglądaj profil dokładnie to zobaczysz...

      Usuń
  6. Czytając ów dekalog najpierw zadajmy sobie pytanie, co autor rozumiał przez POLSKA , komu oddać majątek i wszystko inne?
    Po co niektórym Polska - można zapytać tych, co wyjechali za robotą i wracają z tęsknoty, nie tylko za rodziną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wszyscy wracają, są tacy, co nawet nie mają zamiaru. Pozwolę sobie na drobny żarcik. Ta tęsknota jest nad wyraz twórcza, że wspomnę Mickiewicza czy Chopina. Należałby się zastanowić, czy naszych autorów literackich i muzycznych nie skazać na banicję ;)

      Z tym Dekalogiem wyjaśnię. Wyszyński pisał go w czasie wojny i początkach komunizmu, i te treści, w takim aspekcie mają sens. Mnie dziwi, dlaczego dziś się go, taki Dekalog propaguje, kiedy mamy inną rzeczywistość.

      Usuń
    2. Masz rację, niektórzy tworzyli tylko za granica lub w cierpieniu lub jedno i drugie!
      Może niektórzy nie zdają sobie sprawy, że nie ma już powrotu do tego, co było i na szczęście minęło...

      Usuń
  7. Polska jest Nam potrzebna żeby się w niej nie umartwiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umartwiać? Nie bardzo wiem, co masz na myśli?
      - opozycja martwi się, że nie jest u władzy;
      - władza martwi się, że może ją utracić;
      - lewacy martwią się, że narodowcy dojdą do włądzy;
      - narodowcy martwią się, że nie zdołają wszystkich lewaków sierpem i młotem
      - elita martwi się, że ją wymienią na nową;
      - szary obywatel martwi się, że nie starczy mu do wypłaty;
      - niewierzący martwią się, że będzie katoliban;
      - wierzący martwią się zgniłem Zachodem;
      - tylko ja się już nie martwię tym bajzlem, bo mi blisko do końca :D

      Usuń
  8. "Super" lekturę sobie znalazłeś.:-)
    Żartuję oczywiście.
    Ale bardzo dobrze, że o tym napisałeś.
    Szacuneczek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już tak mam lekko zwichrowną naturę. Szukam czegoś, co mi podnosi poziom adrenaliny. W moim wieku, takie teksty, to jej podstawowe źródło ;)))
      Pozdrawiam pięknie.

      Usuń
  9. Fajny dekalog, ale jak w każdym dekalogu brakuje 11 przykazania: Nie wychylaj się!
    Zdaje się, że tylko PKP to rozumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy to jedenaste precyzuje, w którą strone się nie wychylać?

      Usuń
    2. W stronę topora nie wychylaj się!

      Usuń