poniedziałek, 12 listopada 2018

Piękny marsz wczoraj widziałem



  Choć mi już strasznie trudno pisać, nie mogę zmilczeć, bo zżera mnie sarkazm. Spodziewałem się jakieś zadymy narodowców i trochę się zawiodłem, to już było i to nie jeden raz. Nihil novi. Od razu wyjaśnię – wyczyny narodowców nie sposób uznać za najgorszy element tego spektaklu. Po pierwsze, trudno było się ich nie spodziewać (a byli tacy, których zaskoczyły), po drugie, już dawno przestały być straszne (powoli przywykamy), wreszcie po trzecie, nie zdominowały całego marszu, choć nadały mu pewny koloryt, w znaczeniu ironicznym.

  Na antenie TVN24 wymyślono porównanie do pociągu z dwoma wagonami, od siebie dodam, że był to pociąg pod specjalnym nadzorem. Ta metafora mi się podoba, choć ja widziałem trzy wagony. W pierwszym, klasy pierwszej (luksusowej) byli prominenci PiS, w drugim, drugiej klasy, narodowcy, gdzie było najweselej, i wreszcie trzeci, wagon bydlęcy (nie mylić z pasażerami) dla tych, którzy przyszli faktycznie zamanifestować swoją radość i dumę z tego święta. Znamiennym było to, że ten pierwszy wagon PiS-u na początku odjechał reszcie, co ma symboliczne, ale prawdziwe odniesienie do rzeczywistości. Wprawdzie zaczekali na tę resztę przy moście Poniatowskiego, ale gdy tylko ten wagon  dojechał na miejsce, pasażerowie wręcz w panice przesiedli się do limuzyn i uciekli w popłochu. Drugi wagon trochę zadymił, również w znaczeniu sarkastyczo-metaforycznym,  i to jego obraz poszedł w świat, czego należało się w stu procentach spodziewać.  Dlaczego określiłem trzecią część marszu jako wagon bydlęcy? Jego pasażerowie zostali potraktowani jak bydło, gdyż najdłużej czekali na możliwość marszu, przy czym nimi już się nikt specjalnie nie interesował. A była to najliczniejsza, najbardziej spontaniczna część marszu. To z nich zadrwił prezydent Andrzej Duda, salwując się ucieczką przed kumplami z ONR.

  Lubię oglądać tłum, lubię oglądać fajerwerki i tu się nie zawiodłem. Lubię, ale za Chiny Ludowe nie chciałbym być częścią takiego tłumu. Nie mam żadnych ciągot do utożsamiania się ze sterowaną masą. Ta masa zabija indywidualność. Przeczesałem net w poszukiwaniu fotki, która oddałaby w pełni radość tego święta, i choć mam wrodzoną skłonność do ironizowania, wcale nie szukałem tych, które pokazywałyby  faszyzujących narodowców. Jednak trafiłem na coś, co w mojej ocenie, w pełni oddaje nastrój tegorocznego święta, a jednocześnie przez okrągłą rocznicę wyjątkowego. Symbolika nastróju takich jak ja.

             Foto: Ada Zielińska (za „Wyborczą”)


80 komentarzy:

  1. Zerknęłam dwa razy w telewizor. Za pierwszym razem rzucił mi się w oczy obsrany przez ptaki pomnik Piłsudskiego i pomyślałam, że powinni byli swego ulubieńca nieco odczyścić z okazji święta.
    Potem widziałam kawałeczek prezesa, którego ledwo było widać zza dwóch nieletnich harcerek? i napisu. Na jakimś zbliżeniu dostrzegłam,że oblicze prezesa jest niepokojące gładkie, wiec albo utył albo botoks zadziałał.
    Najzabawniejsze były te przerwy pomiędzy grupami- jeśli dwie grupy idą w odległości 500 m od siebie to chyba trudno uznać, że idą razem.A może po prostu ja mam jakieś wypaczone pojęcie o znaczeniu słowa "razem"???
    Trzeciej kolumny już nie widziałam, zajęłam się czymś innym. Pieczeniem ciasta orzechowego.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to ciasto orzechowe się wproszę. Jak już będę widział poproszę o przepis ;)
      Choć właściwie, coś tam jeszcze widzę, skoro marsz oglądałem. Momentami tylko byłem przerażony jak ekran telewizora robił się różowy. Nie byłem pewien czy to tak naprawdę czy ja już ostatecznie ślepnę :D

      Usuń
  2. To, że zdążyliśmy przywyknąć jest chyba najgorsze, to nie wróży dobrze...
    Pojednania nie było widać, pomimo deklarowanych zaproszeń i przygotowań, nader krótkich.
    Na szczęście w innych miastach było normalnie i można było naprawdę świętować:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też widziałem sporo innych marszów w całej Polsce o zupełnie innym nastroju niż ten w Warzawie czy Wrocławiu. Czyli mozn świętować normalnie.

      Usuń
  3. A dziś miałem okazję pogadać sobie z ludźmi, którzy naprawdę byli na marszu. Było to dla nich niezapomniane przeżycie w sensie pozytywnym, nawet pomimo stania na moście. Ale jak zawsze niektórzy będą mieli ból tyłka tylko z powodu, że taki marsz się odbył - ot taka postmarksistowska natura...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałem podobne „niezapomniane przeżycia” z marszów 1-szo majowych za czasów komuny. Awersji dostałem na całe życie. Za nadmierny patos, wymuszoną podniosłość i radość. I te patriotyczno-robotnicze pieśni. Było odrobinę lepiej bo i kiełbaski na gorąco, i krupnioki, i słodycze (normalnie niedostępne) można było nabyć, a wojsko dawało grochówkę za darmo. Teraz nie chodzę, ale zapytam, czy coś się zmieniło?

      Niemniej ja nie mam nic przeciw, jeśli ktoś lubi, jeśli ma taką potrzebę, złego słowa nie powiem, Ba, cały ten tłum, który szedł po to aby tylko świętować budzi mój podziw (bez ironii) Ale ten podziw byłby jeszcze większy, gdyby z tego marszu wycięli ten nadmuchany PiS i rozwydrzonych narodowców.

      Usuń
    2. Tak, zmieniło się - nikt nikogo nie zmusza by szedł w tym marszu.

      Tak? A to nie oznacza z Twej strony nietolerancji? :P Dyskryminacji?

      Usuń
    3. To prawda, niekt teraz nie zmusza. Wtedy zwykłych obywateli tez nikt nie zmuszał. Poza wojskiem, milicją, harcerzami, uczniami szkół i kadrą kierowniczą zakładów pracy. Czy to nie harcerki i zielone berety otaczały Kaczyńskiego?

      Napisałem z „tego marszu”, a nie, że im zabraniam. Swoją drogą ciekawie by wyglądało rząd PiS z samymi narodowcami. Wiem, wiem, marsz jest narodowców i tego się nie da zmienić. Ciągle jednak nie rozumiem, dlaczego nie ma innego, wolnego od idei neofaszyzmu?

      Usuń
    4. He he, dobre - nie zmuszał "poza". Zapomniałeś jeszcze policję wymienić... Goebbels tygodnia.

      Nie wiem w sumie co wszyscy rozumieją pod "ideą neofaszyzmu". Tak patrzę na ten manifest tego ONRu i ciężko mi doprawdy znaleźć więcej punktów wspólnych z czymś co zawsze rozumiałem pod słowem faszyzm, oprócz nacjonalizmu.

      W sumie oczywiście są pewne podobieństwa, ale nikt jakoś nie odwołuje się w przypadku polityki UE, do marksizmu i komunizmu, choć jest w niej więcej podobieństw niż między ruchem narodowościowym a faszyzmem.

      Amerykanie przypisali w latach 50 Stalinowi taki bon-mot, "Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej."

      Stalin wprawdzie tak nie powiedział nigdy, pomimo iż z pewnością by się pod tymi słowami podpisał, ale właśnie coś takiego widać.

      Określenie "narodowiec" jest takie niejednoznaczne w wymowie... ale faszysta, o - to już coś. Patrzę na wikipedię i czytam że słowo faszyzm zastosowano "później", w odniesieniu do pokrewnych ideologii i z pewnością pokrewną był nazizm. :)

      Usuń
    5. Nie zapomniałem, policji nie było. A co niby groziło zwykłemu obywatelowi za nieobecność na marszu?

      Ruchy skrajnie prawicowe - ich nie sposób jednoznacznie określić, bo też współczesny ONR i Wszechpolacy nie mają spójnego programu. Są tylko hasełka „Polska dla Polaków”, czy „Bóg, Honor, Ojczyzna” przy czy warto zwrócić uwagę na fakt, że ani prawdziwego Boga, ani prawdziwego honoru to oni nie mają. Na domiar wszystkiego szukają poparcie wśród organizacji, które mają jawnie w programie faszyzm, więc tu nie ma mowy o żadnej nadinterpretacji, co do ich ideologii. Czy to jest faszyzm stricte przedwojenny i wojenny jest jakby bez znaczenia. Larwa też przepotwarza się w motyla, co nie zmienia faktu, że to ten sam osobnik.

      Amerykanów sobie daruję, bo mam wrażenie, że już nie wiesz czego się chwytać ;)

      Oczywistym jest, że określenie narodowiec nie jest precyzyjne, bo też skrajna prawica, za którą mają się narodowcy jest daleka od jednorodności. Określenie lewak też nie jest precyzyjne, dziś narodowcy zaliczają do tego grona nawet prawicę liberalną. Zabawne jest to, że ta skrajna prawice ONR i Wszechpolaków nie ma nic przeciwko określeniu narodowiec czy nacjonalista. Dlaczego Ciebie to boli, nie wiem.

      Usuń
    6. A poczytaj sobie:

      http://muzhp.pl/pl/c/1070/1-maja-w-prlw

      choć taki nestor wiekowy to powinien wiedzieć lepiej niż ja.

      Tu akurat muszę przyznać - sporo racji w tym co piszesz. Natomiast moim zdaniem ma znaczenie, jaki to i czy w ogóle faszyzm...

      A ja mam wrażenie, że brak ci na to odpowiedzi. :)

      Ależ nie boli mnie określenie ani narodowiec, ani nacjonalista - jest bardziej trafne niż faszysta - choć i tu jest różnica między jednym a drugim.

      Usuń
    7. W tym artykule znalazłem taki fragment: „Od 1945 aż do 1988 r. masowy udział w święcie władze wymuszały represjami. W 1946 mieszkaniec Łodzi komentował ironicznie: U nas dziś duża i piękna uroczystość. Wszyscy poszli na pochód, a kto został w domu, to ten jutro 2 maja traci od razu pracę i idzie na bruk – bez chleba! Więc entuzjazm szalony i tłumy ludzi”. Nie wiem jak było przed 1960 roku, urodziłem się w 50. Wynikałoby z tego artykułu, że pół Polski zdolnej do pracy, by jej nie miał, a teraz pomnóż to przez 43 lata – w 1988 roku wszyscy byliby bezrobotni poza partyjnymi. Fantazjować każdy może, szczególnie autor tego artykułu. Mój ojciec nie był na żadnym pochodzie 1-szo majowym i nikt nigdy go z pracy nie zwolnił. Mnie się udawało namówić przeciętnie (bo agitacja była, ale nikt nikogo nie straszył zwolnieniem) dwie trzecie podległej mi załogi. Tej jednej trzeciej też nikt nie wyrzucał na bruk. Zapominasz o czymś niezmiernie ważnym – w PRL-u praca była wręcz obowiązkowa. Jeśli nie miałeś pracy mogli Cię zatrzymać na 48 godzin do wyjaśnienia, ze skutkiem „zesłania” do OCHOTNICZYCH hufców pracy. Ale gdy tak czytałem, przypomniało mi się wydarzenie sprzed kilkunastu dni. Wysłałem pilny list polecony piorytetem. I wtedy Prezydent zainicjował akcję rozsyłania flag do gmin, sołectw i urzędów (kilkadziesiąt tysięcy). Zatkał pocztę – list szedł tydzień... Aż jestem ciekaw ile materiału w Polsce poszło w tym roku na flagi? Nie żebym ironizował. Ktoś z tego powodu miał dużo pracy i zapewniony chleb. Tak mi się tylko skojarzyło z tekstem artykułu.

      Tak, brak mi odpowiedzi, bo z tych cytowanych słów nic nie wynika ;)

      Wiesz dlaczego ONR i Wszechpolacy unikają określeń „faszyzm”, choć de facto tę ideologię propagują? Bo przynależność do organizacji faszystowskiej jest w Polsce karana.

      Usuń
    8. Coś was jednym słowem ominęło... nie pierwszy raz.

      Dobre! Wyśmienite! Więc wystarczy tylko unikać nazwy na "f" i wszystko będzie w największym porządeczku. To by nawet potwierdzało tezę, której nie chcesz skomentować - z tym że większość półgłówków nie wie, co oznacza słowo faszyzm i można sobie tym nazwać wiele innych rzeczy. :D

      Usuń
    9. Moja ocena komunizmu, a później socjalizmu jest jednoznaczie naegatywna, ale nie mam zamiaru zmyślać bredni na temat tego okresu, Bo oprócz takich opinii, jak ta z artykuł, funkcjonuje w wielu Polakach wręcz uwielbienie tamtego okresu.

      Przypominasz mi wczorajszy program Kawa na ławę, w której Sasin i ktoś tam z Wszechpolaków czynili zarzut oponentom, że tak naprawdę nie wiedzą czym jest faszyzm. Nie pomagały zarzuty o totalitaryzm, militaryzm, imperializm, terroryzm państwowy czy przymus społecznego solidaryzmu. Oni wciąż twierdzili, że to nie jest pełne znaczenie faszyzmu. Ale gdyby nawet faszyzm niósł ideę pełnej szczęśliwości (niekoniecznie wiecznej) już te aspekty faszyzmu wystarczą, aby go tępić na każdym kroku – jakem liberał pełen tolerancji. Samo słowo faszyzm wielu ludziom kojarzy się negatywnie (i słusznie), ale nie wymagaj od nich aby posługiwali się biegle pełną definicją faszyzmu.. Jest im do niczego potrzebna.

      Usuń
    10. Mam wątpliwości co do tej deklaracji, bo może tak sprytnie się maskujesz jak narodowcy odżegnując się do faszyzmu... ;D

      Co do bredni - artykuł znalazłem na potwierdzenie przypadków o których słyszałem - za nieobecność na pochodzie straciła pracę znajoma nauczycielka.

      Ale zostawię Cię z małym rozdarciem:
      http://plock.wyborcza.pl/plock/7,35681,21744832,tak-sie-swiecil-1-maja-zobaczcie-zdjecia-z-pochodow-z-konca.html
      Po lekturze możesz nadal utrzymywać że nic obywatelom za nie przyjście na pochód się nie działo, albo przyznać że GW kłamie. :)

      Bo i mają rację. Większość nie ma pojęcia z Tobą włącznie. Gdzie ten imperializm, czy militaryzm w ONR? Jakie są objawy tego "przymusu społecznego solidaryzmu"? W końcu trudno z tego ich grochu z kapustą wysnuć wniosek o tym totalitaryzmie, choć tu akurat wynika, że są za rządami autorytarnymi, więc od bidy niech będzie ten totalitaryzm.

      Nie jest, dlatego za parę lat może i Ciebie ktoś nazwie faszystą.

      Usuń
    11. Jeśli gdzieś u mnie znajdziesz notkę gloryfikującą tamte czasy (bez ironii i sarkazmu) – masz u mnie koniak (to nie jest czcza propozycja) Ciekawe, co zaproponujesz jak nie znajdziesz? Mogą być dwa pączki z adwokatem, bo za mocnym alkoholem nie przepadam ;)

      Tym zaś artykułem mnie rozbawiłeś. Ja mam zawsze złe skojarzenia, więc musisz się z tym liczyć. Na początku roku szkolnego było wiele hałasu o wymarsze uczniów na Msze święte. Rozporządzenie ministra edukacji mówi wyraźnie, że nauczyciel ma obowiązek, bez względu na wyznanie czy światopogląd, opiekować się swoimi uczniami, nawet w kościele. Sankcje są takie same jak kiedyś wobec nauczycieli za brak opieki nad uczniami w czasie marszu 1-szo majowego. Nie wydaje Ci się, że w jakimś sensie dziś tamte czasy wracają, choć o innym podłożu ideologicznym?

      Gdzie te wszystkie cechy? Ano dopuść ich do władzy, a się z miejsca przekonasz. Tak jak Hitler obiecywał: „Dajcie mi władzę, a ja was urządzę”. I urządził piekło na ziemi. Jeśli ktoś jest za autorytaryzmem, za jedną ideologią, za jakimś skrajnym pojmowaniem patriotyzmu, to tu nie tylko mowa o totalitaryzmie, ale mając na uwadze sam faszyzm – jest również militaryzm i przymus społecznego solidaryzmu (tego chciał Mussolini). Stąd już tylko krok do imperializmu (przywrócić Europie chrześcijańskie korzenie).

      Za parę lat to ja będę kwiatki od spodu wąchał i ze śmiechem na ustach zostawię wam ten bajzel :D

      Usuń
  4. Marsz to przede wszystkim tysiące ludzi, którzy są dumni ze swojej ojczyzny i chcą uczcić jej Święto. Zupełnie normalnych, zwyczajnych. Rodzin z dziećmi, par, przyjaciół, znajomych z różnych środowisk, a nawet o różnych poglądach. Bardzo krzywdzące i przykre jest ocenianie minimum 200 tysięcznego tłumu tylko przez pryzmat jednak wąskiej grupy osób, która nie potrafi dać sobie na wstrzymanie chociaż w takim dniu.

    Ale właściwie trudno się dziwić. Obecnie jesteśmy tak okropnie podzieleni, że trudno byłoby spodziewać się, że ten dzień będzie od tego wolny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakież to "ekscesy" zanotowano? Zniszczone auta, powybijane szyby?

      Usuń


    2. Nie wątpię w intencje większości uczestników tego marszu i powiem, że było ich więcej niż 200 tysięcy.

      Problem jest inny. Organizatorami byli narodowcy, jak to określiłaś „wąska grupa osób, która nie potrafi dać sobie na wstrzymanie” wspierana przez Prezydenta i władze PiS. Jeśli ktoś nie wiedział, kto ten marsz organizuje, to znaczy, że kiep. Jeśli ktoś liczył na to, że ta garstka zmieni charakter „swojego” marszu, świadczy to bardzo wielkiej naiwności. Ja ich częściowo usprawiedliwiam, wszak PiS i Prezydent zapewniali, że będzie podniośle i bez burd. Ile są warte ich zapewnienia, lepiej zmilczeć.

      Jesteś w błędzie. Większość kraju w wielu rejonach pokazało, że w tym dniu można świętować razem. Poza Warszawą i Wrocławiem nie zanotowano żadnych ekscesów, czyli można świętować uroczyście. Jeszcze raz podkreślę – w tym dniu należy wyłączyć politykę i skrajne ruchy narodowe.

      Usuń
    3. Radku:
      Zapytaj ministra Brudzińskiego. Na konferencji prasowej dziś je wymienił.

      Sorry, że namieszałem z kolejnością. Alesx okazała się być kobietą ;)

      Usuń
    4. Nie wiem co wymienił, bąknął że jakieś były. Jeżeli najgroźniejszym incydentem miało być spalenie flagi UE, to w porównaniu z poprzednimi marszami, to faktycznie, niektórzy mogą rwać włosy z głowy, że nie mogą się za bardzo do czego przypieprzyć.

      Usuń
    5. no, dołóżmy jeszcze atak "granatami": butelkami i racami grupy ludzi (głównie kobiet) manifestujących pokojowo, nieagresywnie swoje odrębne podejście do sytuacji politycznej, które rzucono z "drugiego wagonu"... czy to był eksces, czy "eksces" zaczyna się dopiero wtedy, gdy padnie trup?...
      p.jzns :)...

      Usuń
    6. A gdzie ja mogę się dowiedzieć szczegółów o tym ataku?

      Usuń
    7. np takie, pierwsze z brzegu:
      https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/250-tys-ludzi-na-marszu-w-warszawie-morze-bialo-czerwonych-flag-ale-nie-zabraklo/zgfs645
      https://wiadomosci.onet.pl/kraj/warszawa-incydenty-podczas-swieta-niepodleglosci-w-kierunku-kontrmanifestantow/pls0nqk
      jeszcze mam relację naocznej świadki (świadkini?), ale nie mam upoważnień do podania do niej telefonu...

      Usuń
    8. Radku:

      Widzę, że za wszelką sprawę, chcesz rozmyć znaczenie „ekscesów” ONR-owców i kiboli (też byli, dali znać o sobie śpiewem). Rzecz w tym, że nie mam zamiaru ich wyolbrzymiać, stwierdzam tylko fakt, że były i nic ich nie usprawiedliwia. Chcę za to zwrócić uwagę na trzy fakty. Miał być marsz tylko biało-czerwony, a nie był i to w samej szpicy drugiego marszu. Miał być jeden wspólny, były dwa przy czym pierwszy przypominał obwoźny cyrk, miały być tylko pieśni patriotyczne, były bolszewickie, te gloryfikujące sierp i młot.
      Dopóki taki przekaz marszu się przebija, nigdy mojej aprobaty mieć nie będzie. Jak go traktują inni, już jest jakby mniej interesujące i ważne. Jeszcze raz zwrócę uwagę na to, że praktycznie w całej Polsce dało się uniknąć ekscesów. Tam gdzie pojawia się ONR jest już kiepściutko...

      Usuń
    9. A to ciekawe, bo znajomy (też nie czuję się upoważniony do podawania telefonu, więc jesteśmy kwita), który szedł w trzecim wagonie widział tych z KODu, nadal sobie stali i raczej nie ucierpieli. Z drugiej strony, ciekaw jestem co manifestowali przedstawiciele KODu...
      Jest moim zdaniem różnica w obrzuceniu kogoś i rzuceniu w czyimś kierunku czegoś, choć oczywiście nie popieram ani jednej, ani drugiego sposobu ekspresji - różnią się od siebie znacząco, choćby tym że nikt nie pada trupem przy tym drugim.

      No były, nie chodzi o usprawiedliwianie, tylko gnojenie wszystkich jak leci, bo ktoś rzucił butelką, a ktoś inny puścił bąką.
      Bolszewickie pieśni gloryfikujące sierp i młot? Nie poplątało Ci się coś? 'Raz sierpem raz młotem," nie jest taką pieśnią, jeżeli to masz na myśli.
      Wydaje mi się, że nie tylko ONR, znam bardziej skrajne organizacje...

      Usuń
    10. Radku:

      A co? KOD nie ma prawa brać udziału w marszu, albo mu się przyglądać? Przecież Prezydent zapraszał WSZYSTKICH.
      Popatrz, ja ani słowem o rzucaniu butelkami, a Ty jednak coś tam musiałeś widzieć lub słyszeć, skoro o tym wspominasz ;) I usiłujesz wmówić, że nic się takiego nie stało.

      Gnojenie wszystkich?! Jesteś pewny, że gnoi się wszystkich uczestników marszu? Gdzieś Ty to wyczytał, albo słyszał? Amoże sobie sam domalowałeś? Owszem jest krytyka zarówno marszu ekipy rządzącej, jest też krytyka zachowań ONR, ale przecież to była w końcu garstka. O reszcie (przynajmniej 220 tys.) nikt złego słowa nie powiedział, słyszałem nawet zachwyty, więc nie dorabiaj ideologii.

      Usuń
    11. będąc w trzecim wagonie raczej trudno było dostrzec, co się działo przy rondzie de Gaulle'a, gdy mijał je drugi wagon... a gdy tych ludzi mijał trzeci, to do tego czasu ewentualni poszkodowani zdążyli się pozbierać, albo zniknąć gdzieś na boku...
      moja znajoma nie liczyła tych butelek, ale nie wydaje mi się sensowne wpuszczać się w spór, gdzie się kończy rzucenie, a zaczyna obrzucanie i od ilu butelek nazywa się to "butelki"?...
      chociaż Talmud podobno rozstrzyga tą kwestię precyzyjnie, co prawda gwiazd, nie butelek, ale logika jest identyczna:
      ponoć do wieczerzy szabasowej Pismo każe usiąść, gdy na niebie pojawią się gwiazdy... czyli ile?... gdy pojawi się pierwsza, to jeszcze nie są "gwiazdy", tylko "gwiazda"... ale gdy pojawi się druga, to nadal nie są "gwiazdy", bo pierwsza się nie liczy... dopiero gdy pojawi się trzecia, to są "gwiazdy", bo są dwie :D...
      a wracając do grupy z rejonu de Gaulla, to nie tylko KOD tam stał, tylko jakiś konglomerat ekip, tedy nie pytajmy o KOD, tylko o wspólny mianownik, który ich wszystkich skonglomerował... w zamyśle /jak czytałem w jakiejś deklaracji/ miało to być wyrażenie sprzeciwu wobec antycypowanej akcji "drugiego wagonu", a tak ogólnie to manifestowali jakąś swoją alternatywność w stosunku do całego pociągu /obu wagonów, o trzecim raczej nie mogli wiedzieć/, ale to tylko mój odbiór, moje widzenie tej sytuacji, nic więcej...

      Usuń
    12. Piotrze:

      „Trzeci wagon”, ja się nie chwalę, to mój autorski pomysł, który miał na celu rozróżnić tych, co z narodowcami, od tych, którzy przyszli świętować bez podtekstów ideologicznych. Bądźmy realistami, nikt z maszerujących nie myślał o żadnych wagonach. Miało być autentycznie RAZEM. Ale to nie przypadek sprawił, że tak ten marsz się podzielił.

      Usuń
    13. at Asmo...
      gdybym umiał, to wykonałbym focha, że masz mnie za idiotę... przecież ja to wszystko rozumiem, że to metafora taka i wszedłem w tą narrację, choćby z uwagi na elegancję jej prostoty...

      Usuń
    14. Piotrze:

      Nigdy bym się nie ośmielił Ciebie traktować jako idiotę. Jeśli poczułeś się urażony przepraszam. Chciałem się tylko pochwalić, skąd „trzeci wafon” ;)

      Usuń
  5. A ja nawet jeszcze nie patrzyłam co działo się w Warszawie, raczej omijałam te informacje w wiadomościach. Chyba jeszcze nie jestem gotowa, no ale kiedyś w końcu będę się musiała z tym zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz zainteresowania sporami politycznymi, to tak to zostaw. Zaoszczędzisz dużo nerwów ;)

      Usuń
    2. No chociaż jedna osoba która tak uważa... Ostatnio zostałam zasypana pretensjami, jak mogę nie wiedzieć co się działo 11 listopada...A jak tłumaczę, że ja wolę Polskę pamiętać od strony pięknych gór i tajemniczych lasów, a nie od strony wiecznie wszystkich skłóconych, to tylko wielkie oczy robią :P

      Usuń
  6. Jeśli miał to być marsz spontaniczny, radosny, marsz rodzin z dziećmi i bez dzieci, to dlaczego dopiero o zmroku? Żeby te "fajerwerki" mogły zaistnięc? I dreszcz zagrożenia u jednych, a potęgi u innych się urodzi? Dlaczego nie w pełnym blasku dnia, nawet ciut zamglonego, bo to przecież listopad? A poza tym, czy my muimy wciąż maszerować? Nie moglibyśmy bawić w bardziej statycznych układach, na koncertach, pokazach, w tarkcie spotkań sąsiedzkich? W niektórych miastach tak sie zresztą działo.
    P.S. No i ładnie udało mi sie uniknąć politycznych wydźwięków. Bo to, jakby nie było, wcześniejsze komentarze za mnie załatwiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie potrafię odpowiedzieć dlaczego tak ten marsz zorganizowano. Mnie mierziło to, że grupę ludzi chcących naprawdę świętować, potraktowano jak ostatnie śmiecie, każąc im godzinami czekać na możliwość ruszenia do przodu.
      To prawda, ładnie uniknęłaś politycznego charakteru komentarza. Brawo Ty ;)

      Usuń
  7. odrobinę marszu widziałem w realu z boku, jako gap delegowany, ale to był słaby pomysł, szybko pojąłem, że więcej zobaczę w telewizorni, więc wykorzystałem swoją mobilność /rower to świat/ aby zmienić punkt siedzenia... najbardziej utkwiła mi w pamięci pewna harcerka w wieku "barely legal", ale natychmiast się dowiedziałem od innej harcerki, że "ZHR to nie harcerze!"... no cóż, już dzieciaki mają swoje podziały społeczne, co daje przyczynek do dyskusji, czy uczą się tego od dorosłych, czy dorośli z tego nie wyrastają?...
    no, ale wróćmy do meritum... nie widziałem tego "trzeciego wagonu", o którym wspomniałeś, ale tylko dlatego, że nie obejrzałem show do końca... umęczyło mnie w pewnym momencie, a dodatkowo umęczyła mnie dyskusja tocząca się w gronie siedzącym przed telewizorem, dość chaotyczna zresztą i mało sensowna...
    czyli oprę się na Twojej relacji, założę że ów "trzeci wagon" zaistniał... to faktycznie jest ciekawa sprawa... no, bo tak: najpierw strona partyjno - reżimowa nadstawiła tyłka fashystom, by zyskać ich przychylność, a fashyści zrobili ich w wała: wydymali i nie zapłacili... zamiast robić za tłum zwolenników reżimu zamanifestowali swoją odrębność, wręcz opozycyjność... z mojego punktu widzenia, opozycyjnego do reżimu "po swojemu" postrzegam to jako pewien pozytyw, zapowiedź, że w wyborach do Sejmu fashyści nie zagłosują na PiS, lecz na jakieś swoje ugrupowania, co z pewnością nie wzmocni pozycji partii reżimowej...
    a ów "trzeci wagon"?... można by rzec, że są to sieroty bezprizorne, które chciały poświętować po swojemu, ale na głównej ulicy, nie szwendając się bocznymi uliczkami z Antifą lub jakimś innymi kontrasami... można by rzec, spontaniczne, nielegalne zgromadzenie, z braku zasobów niemożliwe do rozwiązania... to również postrzegam jako pozytywne zjawisko, im więcej ludzi nie chce jechać ani pierwszym, ani drugim wagonem, tym lepiej...
    p.jzns :)...
    p.s. */"fashyści" to moja propozycja zbiorczej nazwy (brunatnych) lewaków: narodowców, nazioli, czy jak tam inaczej ich zwać... pozwala odróżnić ich od dawnych faszystów w sensie historycznym, ale zachowuje w swoim brzmieniu fakt, że w istocie rzeczy to jest jeden ciul...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd - nie zrobili tego bynajmniej by zyskać przychylność, bo widać jak na dłoni, że na żadną przychylność ONRu nie mają co liczyć programowo. "Duda zdejmij jarmułkę". :)
      Zrobili to po prostu ze strachu, co "mogłoby być gdyby".
      Pół biedy gdyby to byli faszyści programowi (czy nikt nie zauważa koniunkturalizmu ONRu?) Bo doktryna faszystowska historyczna miała na ówczesny okres czasu wydajny program gospodarczy chociaż.


      Usuń
    2. okay, pewnie bardziej ze strachu, niż z politycznej kalkulacji, natomiast nie ma jednoznacznej ostrej granicy między "przychylnością" i "brakiem wrogiego nastawienia"... ale niech będzie, że być może to drugie określenie byłoby trafniejsze...
      ...
      popularne słowo "faszysta" nie powstało ze względu na podobieństwo doktryn, większość używających go pojęcia nie ma zresztą zielonego, co np. ówcześni faszyści mieli do zaproponowania w temacie gospodarki... tu chodzi o mentalność i metody działania, dlatego zresztą dla mnie ów "jeden ciul" to także np. komunizm w stalinowskiej czy maoistowskiej /lewactwo "czerwone"/ wersji i radykalny islam...

      Usuń
    3. Piotrze:

      Trzeci wagon to ci maszerujący tuż za narodowcami. O ile między pierwsym a drugim była – he, he, he – strefa buforowa, o tyle między drugim a trzecim nie było żadnej. Kto by się tam „hołotą” przejmował. Choć z drugiej strony mogło być tak, że narodowcami szli najbardziej im sprzyjający a w miarę posuwania się do tyłu przybywało normalnych manifestantów. Nie chcę pisać o tęczy, bo by to zabrzmiało dwuznacznie, ale to było łagodne przejście z brunatnego koloru na biało czerwony bez żadnych domieszek...

      Zgodzę się z Tobą, co do poziomu relacjonowania marszu. Czasami przełączałem na inne stacje, wszędzie było podobnie, czyli dennie. Najładniej marsz wyglądał na TVInfo – tam nawet rac nie pokazywali.

      Fashizm niczego nie zmienia w ideologii nacjonalizmu narodowców. Bardziej adekwatnym wydaje mi się określenie neofaszyzm – nowa odmiana starego faszyzmu.

      Radek ma rację. Narodowcom wcale nie zależy na PiS. Jest odwrotnie, to PiS zależy na narodowcach. Nawet jeśli to mały elektorat, ni jest do pogardzenia.

      Usuń
    4. @Asmo...
      u mnie głównie szedł TVN24, ale to nie był mój dom, ani mój telewizor, nie ja rządziłem pilotem... trochę po macoszemu potraktowano marsz "Antifa i inni", nawet mnie korciło, by wskoczyć na rower i podjechać na chwilę, daleko nie było... mnie generalnie znużyły dłużyzny, monotonność obrazu, kwestia percepcji, a nie samej treści i w sumie głownie dlatego nie dotrwałem do trzeciego wagonu... ale to, co opisujesz przypomina mi sytuację dwa lata temu, gdy obejrzałem cały marsz w realu, stojąc z boku na Brackiej... tu naziole byli lokomotywą, ale potem faktycznie brunatne zmieniało się w białoczerwone, a ludzie również robili wrażenie, jakby niewiele mieli wspólnego z tą lokomotywą...

      Usuń
    5. p.s. określenie "narodowcy" plasuje punkt ciężkości na kwestie narodu /tak, czy inaczej definiowanego/, ale gubi wątek pro-totalitarny, który jest nieodłącznym elementem ideologii narodowców... a to ten wątek właśnie jest wspólnym mianownikiem ideologii i systemów społecznych na niej budowanych, które wymieniam jednym tchem określając je jako "jeden ciul"...
      zresztą islamistów i komunistów też można nazwać "narodowcami", jeśli inaczej zdefiniujemy słowo "naród", w tym pierwszym przypadku "narodem" są wyznawcy islamu, a w drugim tzw. "klasy pracujące", czy coś w tym guście... zawsze są jacyś "nasi", "swoi", a po drugiej stronie jacyś mniej lub bardziej fikcyjni wrogowie, którzy "naszym" /"narodowi"/ chcą zrobić kuku...

      Usuń
    6. Ależ ja też piszę przede wszystkim o TVN24. Gdyby ta relacja była ciekawa, nie sprawdzałbym innych.

      Pojęcie narodowy nacjonalizm już samo w sobie zawiera ciągoty do totalitaryzmu. Nie trzeba żadnego dodatkowego akcentu. Nie wiem czy zauważyłeś, nigdy nie miałem złudzeń, czym jest epatowanie narodem, paradoksalnie owo słowo jest daleko nieprecyzyjne. Pięć punktów i telewizor na raty, temu kto potrafi je sprecyzować, szczególnie w naszych, polskich warunkach, gdzie trudno o jednoznaczne kreteria oceny tej narodowości.

      Usuń
    7. @PK - no, dochodzimy do konsensusu, gdyż masz rację - kult siły jest mianownikiem wspólnym, acz nie właściwym tylko dla skrajnej prawicy. Ja chyba mam jobla na punkcie tej nomenklatury, to pewnie niewybaczalne, ale odkryłem właśnie, że chyba mi się już nie chce...

      Usuń
    8. Asmo

      Określenie "Narodowy nacjonalizm" to zawiera akurat ciągoty to masła maślanego i dziwi mnie, że ktoś posługujący się takimi słowotwórczymi saltami ma problem z pojęciem "naród".

      Był taki antropolog - Gellner się nazywał, który twierdził, że powstanie ośrodków zamieszkałych przez jakieś wspólnoty uwarunkowane było właśnie nacjonalizmem i jest on naturalnym i pierwotnym ludzkim instynktem.


      Usuń
    9. Radku:

      Przyznam Ci rację – to faktycznie masło maślane. Użyłem go celowo, bo historia wspomina tez o nacjonalizmie o podłożu rasowym. Mówi Ci coś określenie o czystości rasy? Swoją drogą na tegorocznym marszu też było coś o białej rasie, więc tych naszych narodowców należałby umieścić tak pośrodku między faszyzmem a nazizmem.

      Znam kilka słownikowych i encyklopedycznych definicji narodu. Żadna mnie nie satysfakcjonuje, choć uczciwie przyznaję, że odrzuca mnie z powodu dawnego hasła „Naród z partią, partia z narodem”. Dzis też mnie odrzuca z powodu sloganów o „prawdziwych Polakach”, czy „Prawdziwy Polak to tylko katolik”.

      Usuń
    10. Historia wspomina, że zanim rasą zajęła się eugenika to pojęcie ukuli antropolodzy, natomiast ideologia faszystowska nie zajmowała się kwestią rasy wcale. Najwięcej zaś w temacie mieli do powiedzenia Żydzi, oni się akurat w sprawach czystości rasy doskonale z Niemieckimi nazistami dogadywali.

      Mnie tam nic nie odrzuca. Prawda jest taka, że jakbyś się teraz znalazł w miejscu gdzie mieszka jakiś inny naród niż polski, bardzo szybko byś się nauczył co to jest, nie mogąc się z nikim dogadać, albo w zależności od miejsca, co gorsza - skończył z dzidą w zadku.

      Usuń
    11. Nie jest ważne kto pojęcie rasy wymyślił, ważne jest to, kto je i w jaki sposób wykorzystał. I proszę Cię, nie mieszaj w to Żydów, to nie oni wymyślili Holokaust.

      Gdybym mieszkał w takim miejscu gdzie jest inny naród niż polski, miałbym się jak pączek w maśle. Wylicz tylko te kraje gdzie Polonia stanowi dość pokaźną grupę narodową. Prędzej u nas narwany narodowwiec obcokrajowcowi zęby wybije, niż jakiś dziki postraszy mnie dzidą w dżungli.

      Usuń
    12. A czemu nie? Syjonizm to nie przypadkiem ich wymysł? Palestyńczycy nie są jego ofiarą?

      Zapitalaj do Czadu, pączusiu. :) Albo do Chin.

      Usuń
    13. Jeśli syjonizm (pragnienie odtworzenia państwa Izrael) jest zbrodniczy, za taki sam można uznać dążenia Polaków odzyskania swojej państwowości w czasie zaborów (nawiasem mówiąc Kościół często tak traktował zrywy powstańcze). Być może Cię zdziwię, uważam antysyjonizm za dopuszczalny i pełnoprawny. Ale bez przesady, postawa wobec Palestyńczyków jest daleko różna od poczynań nazistów. Słyszałeś może o jakichś krematoriach i masowej zagładzie?

      Osobiście w Chinach nie byłem, był moja znajoma i wielce sobie chwaliła gościnność Chińczyków. Niestety w Czadzie też nie byłem, ani nikt z moich znajomych, więc nie mam zdania. Ale już Ci chyba pisałem, najchętniej wybrałbym się do Kanady lub Nowej Zelandii. Uważasz, że mi tam coś grozi? Przypuszczam, że i pączki się tam znajdą. Jeśli nie, sam rozpropaguję te delicje ;) A propos tego Czadu – coś mi się zdaje, że gdyby narodowcy doszli u nas do władzy, nie trzeba by było aż tam szukać podobnych „atrakcji” :D

      Usuń
    14. Buhahaha!!! No teraz to żeś mnie rozbawił setnie... Czemu żeś nie przyrównał do potencjalnego pragnienia Włochów do odtworzenia Imperium Rzymskiego!?
      W wykonaniu faszystów również nie słyszałem o masowej zagładzie. Ba, nawet frankiści się nie umywają, więc czemu nagle syjonizm - czyli ŻYDOWSKI NACJONALIZM jest w Twoich oczach taki pełnoprawny? I nie, nie zdziwiłeś mnie ani trochę, tak właśnie przypuszczałem, że tu z pewnością znajdziesz sobie uzasadnienie...

      W Kanadzie byś gadał po angielsku, czy francusku? A może zaszył w jakimś lokalnym polaczkowie, gdzie nie musiałbyś znać języka, a i kiełbasy byś się najadł?

      Chińczycy są gościnni, ale tylko dla turystów.

      Usuń
    15. staram się unikać słów "prawica" i "lewica", gdyż od dawna już panuje niezłe pomieszanie znaczeń tych słów, a właściwie pustosłowie tychże... choćby rządzące kiedyś "lewicowe" SLD: prowolnorynkowe /do pewnego stopnia/ i kolaborujące z klechami albo obecnie prosocjalny /przynajmniej w teorii/ "prawicowy" PiS...
      ale nawet pomijając już tą kwestię, to im dalej prawica jest na prawo, a lewica na lewo, to kółko się zamyka, mogą sobie podać ręce, kompletnie już nie ma między nimi różnicy... choćby reżimy (prawicowego) Franco i (lewicowego) Ceausescu... nie przypomnę już sobie dokładnie, ale czytałem kiedyś listę identycznych co do tematyki represji stosowanych w obu tych państwach...
      ...
      Chiny to ciekawa koncepcja, Ujgurzy i Tybetańczycy mają tam zaiste świetnie... a jeszcze zabawniej jest w Birmie, wyznaniowym państwie buddyjskim(!), gdzie Rohinjowie to po prostu pączki w maśle... tak swoją drogą, to nie mam pojęcia, czy tam w ogóle ktoś się sili, by jakoś nazywać ideologie mające na celu wytępienie tych ludów...

      Usuń
    16. @PK, kiedyś taki film oglądałem - "Dobry, Zły i Brzydki". Ale też ciężko by było wyczuć o kim mówimy. Faktycznie - nawet ten faszyzm nieszczęsny łączył w sobie elementy prawicowych i lewicowych doktryn.

      Za przykład Chin - gromkie brawa z mojej strony...

      Usuń
    17. Radku:

      A Ty czytasz, to co czytasz, czy to, co chcesz czytać? Więc przeczytaj mój komentarz jeszcze raz – tam piszę jak byk, że ANTYSYJONIZM (krytyka syjonizmu) jest w pełni uprawomocniony, często uzasadniony.

      Ponieważ nic innego w tej Kanadzie nie miałbym do roboty, uczyłbym się obu języków. No może nie jednocześnie, żeby mi się nie pomieszało. A jak je opanyję i będę miał ochotę, wezmę się za chiński. Natomiast w Chinach, ta moja znajoma nie była na wycieczce, a służbowo – półtora roku.

      Usuń
    18. Piotrze:

      Ja się i tu z Tobą zgodzę, właściwie skrajną lewicę i skrajną prawicę praktycznie łączy wiele wspólnego. Ale SLD, właśnie przez bratanie się z Kościołem i liberalizmem do skrajnych ruchów lewicowych bym nie zaliczał.

      Chyba za daleko odchodzimy od tematu z tymi Chinami i Birmą. Ponieważ nie czuję się mocny w polityce tych krajów, ja sobie daruję ten wątek. Co Wy znim zrobcie, Wasza sprawa.

      Usuń
    19. Radku:

      Tu masz coś o tym, za co zwalniają z parcy:
      https://oko.press/wykop-za-przekop-dymisja-dyrektor-rdos-za-krytyke-przekopu-mierzei-wislanej/

      Usuń
    20. Asmo:
      to nie moje nazwy, nie ja je nadaję tym partiom, bo jak wspomniałem już wcześniej, staram się unikać ich używania... to SLD samo się nazywa "lewicą" /zresztą bynajmniej nie skrajną, o tym nie było mowy/, a PiS "prawicą", a mnóstwo ludzi to powtarza, wielu z nich zresztą bez zrozumienia tegoż...
      /a skoro już o SLD mowa i o etykietkach, to kompletnym nieporozumieniem jest nazywanie ich "komunistami", ani nawet "postkomunistami"... zresztą nawet PZPR w okresie późnego PRL nie było żadnym "komunizmem"/...
      ale jeśli ktoś się upiera, by używać słów "lewica" i "prawica", a ja się niechcący w to wkręcę, to opieram się na tzw. "diagramie dwuosiowym Nolana", który wydaje się być dość klarowny, choć też z niektórymi terminami w nim używanymi można by się spierać...
      ...
      co do tych Chin to tak tylko, przy okazji wyszło... nie podejmuję się zresztą klasyfikować i etykietować obecnej ideologii chińskiej partii rządzącej, na pewno jednak jest ona "komunistyczna" już tylko z nazwy...

      Usuń
    21. A ok, faktycznie skupiłem się na pierwszej części - zwracam honor.

      A ta zwolniona dyrektor to odnośnie czego? Nie poszła na marsz?

      Usuń

    22. Radku:

      Ta zwolniona dyrektor to za podważanie świętej prawdy PiS i jej prezesa. W czasach PRL tez można było za to stracić pracę, prędzej niż za nieuczestniczenie w marszu ;)

      Piotrze:

      Każdy z nas ma prawo do własnej oceny tych skrajności, łatwiej odnosić się do ogólnie przyjętych znaczeń. Myślę, że tu nie bardzo jest o co kruszyć kopie. Tym bardziej, że obaj skłaniamy się do twierdzenia, że rzekoma prawicowość PiS to bardziej lewicowość. Potwierdza to sposób w jaki odebrano słowa Tuska o bolszewii. On nie sprecyzował, ale nawet PiS był przekonany, że to o nich. Dla mnie było to słowa o populistach (wspomniał o nich w Estonii) i dziwi mnie, że nie poszedł tą drogą, tylko zasłania się prawdziwymi bolszewikami, których już praktycznie nie ma.

      Usuń
    23. A za czasów poprlowskich rządów uważasz że nie?
      Nie trzeba było nawet podważać żadnego zdania, na takie stanowiska dobierano ludzi z partyjnego klucza. Zresztą popatrz sobie w jakich okolicznościach ta pani objęła stanowisko:

      http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35612,19510154,hanna-dzikowska-odwolana-pis-przejmuje-pomorze.html

      Usuń
    24. A:
      czyli używane przeze mnie czasem żartobliwie określenie "pis-komuszki" jest trafne, bo skoro SLD to mają niby być "komuchy", tylko dlatego, że zaplątało się do niej kilku dinozaurów z PZPR /też "komuchów"/, to jak nazwać partię, która wprowadza system analogiczny do PRL-u, tylko nieco podrasowany?... a to już wprost kojarzy się z jeszcze dawniejszą "bolszewią"... intuicja mi mówi, że Tusk rozumował podobnie...

      Usuń
    25. Radku:

      Za bardzo rozszerzamy problem. Wymiana kadr w związku z wymianą rządu jest czymś (nie)normalnym, ale powszechnie stosowanym na całym świecie. Skup się na karach za niespełnienie obowiązku wobec partii ;)

      Usuń
    26. Piotrze:

      Tak „pis-komuszki” wydaje mi się całkiem poprawne. Spełnia trzy podstawowe cechy partii komunistycznej: jeden wódz, jedna partia, jeden naród. Wiesz, gdyby Tusk poszedł za ciosem i posłużył się takim argumentem, byłby bardziej wyrazisty. A powinien, za zniewagę doznaną przy grobie Nieznanego Żołnierza. Tyle, że kolejność była odwrotna. Ja przypuszczam, że on prawdziwie ironiczne sentence chowa w rękawie na właściwy czas.

      Usuń
    27. Asmo, nie udawaj dziecka. Wymienia się kadry na posłuszne, a nie takie, które stają okoniem.
      Oczywiście - zawsze mnie to doprowadzało do szewskiej pasji, bo rzadko się zdarzało, żeby osobę kompetentną zastępowała druga równie kompetentna i podziwiam tą kobietę, że miała odwagę wyrazić swoje zdanie. Natomiast na tyle miałem okazję się poobijać po budżetówce, żeby wiedzieć jak to działa i Ameryki tu nie odkryłeś, ani nic nowego nie pokazałeś. To jest niestety mentalność postkomunistyczna... garb prawie każdej władzy.

      Usuń
    28. Radku:

      Nie przesadzaj, nawet nie miałem zamiaru odkrywać Ameryki. Widzę problem tak jak Ty i też mnie drażni, że fachowców wymienia się na nieudaczników. Ale mylisz się w tezie, że to tylko przywara postkomunistów. Komuniści, podobnie jak każdy system totalitarny, a nawet autorytarny, kadr specjalnie nie wymieniali, gdyż najpierw wyeliminowali przeciwników, którzy mogliby im władzę odebrać. Więc masz do wyboru, albo eliminacja przeciwników na wstępie, albo wymian kadr – czasami irracjonalna. Jest trzecia droga, na którą u nas długo się nie zanosi. Wypracować taki system demokracji, który wyeliminuje, choć na pewno nie do końca, taki system doboru kadr w gospodarce, który będzie wolny od presji politycznej, a nepotyzm i kolesiostwo zostaną faktycznie uznane za naganne i niedopuszczalne.

      Usuń
    29. Poprawka - mówiąc o postkomunistycznej władzy, miałem na myśli te które rządziły po 90 roku, a nie konkretnie pogrobowców PZPZRu. Ja nawet nie wiem, czy oni się nie hamowali nawet z nepotyzmem trochę...

      No tak by było nalepiej - ale liczba chętnych i znajomych królika jest zawsze tak liczna, że guzik z tego wychodzi...

      Usuń
    30. Radku:

      Według PiS postkomunizm, w znaczeniu potomków PZPR, nie umarł, choć takiej irracjonalnej skali wymiany kadr jak dziś, to chyba nie było nigdy.

      Jeśli pominąć absolutny ideału, to takie demokracje już istnieją – mam na myśli niektóre, te najbardziej rozwinięte kraje zgniłego Zachodu. ;)

      Usuń
    31. No bo nie umarł, tu akurat mają rację. :)

      Tam nie pracowałem, więc nie wiem. Dziwię się skąd Ty masz takie wiadomości?

      Usuń
    32. Bo ja dużo czytam, choć tylko nasze media. Wiesz jakie miałyby używanie prawicowe media, gdyby na tym zgniłym Zachodzie istniała choć odrobina tej skali nepotyzmu i kolesiostwa, co u nas? Tymczasem cicho-sza. Nawet żadnej małej aferki. O rzeczach nieistniejących się nie pisze, no, chyba że o Bogu :D

      Usuń
    33. rozbawiła mnie ta pisowska wykładnia, bo wychodzi na to, że /przykładowo/ gdyby Cech Rzemiosł Skórzanych zamknął działalność ileś tam lat temu, co więcej, wszyscy szewcy zamknęliby warsztaty, to szewstwo i tak by nie umarło, ponieważ ja żyję: wnuk, czyli potomek szewca, co prawda ani nie uprawiam tego zawodu /co najwyżej skleję sobie trampek/, ani do Cechu nigdy nie należałem, to według tej wykładni nie ma to najmniejszego znaczenia... bo a nóż-widelec coś mi nagle odbije, sięgnę po szydło, szpilarczyk i raszplę, by zacząć robić i reperować buty... rotfl...

      Usuń
    34. Kijowo Ci to czytanie idzie, bo w polskich mediach też można takie kwiatki znaleźć. Wyobraź sobie - że przewodniczący komisji budżetowej pewnego niemieckiego landu zatrudnia dwóch swoich synów w biurze, którzy pracują tam kilka lat i zgarniają 45 tys euro. Nie budzi to oburzenia, bo tam podobno to normalka, więc nikt nie trudzi się, żeby to opisywać - problem pana przewodniczącego zaczął się w momencie kiedy wyszło, że chłopaki w chwili zatrudnienia byli nieletni... Ale .... - nawet tyciej aferki. :)

      Usuń
    35. Radku:

      Kijowo, bo teraz jakby ździebko gorzej widzę, ale ok, ok – jest tycia aferka ;))) Nie tak dawno czytałem o niecnym procederze FIKCYJNEGO zatrudniania asystentów przez siedmiu europosłów. Zgadnij z jakiego kraju i jakich ugrupowań politycznych?
      Będziemy się licytować? :D

      Usuń
    36. Możemy, ale co chcesz udowodnić? Że gdzieś istnieje państwo bez afer, że kraje UE są aż tak bardzo lepsze od Polski? To tak jak z mitem dobrych USA i złego ZSRR, wszystko zależy od optyki, bo tak naprawdę wcale nie jestem pewien, że polityka mocarstwowa któregoś z tych państw pochłonęła mniej ofiar - wiesz kto wymyślił obozy koncentracyjne?

      Usuń
    37. Radku:

      Nie jestem pewien, ale chyba Rosjanie w XVIII wieku na terenach zaboru rosyjskiego? Coś mi mówi o Hiszpanii, ale nie jestem pewien kiedy.

      Ja niczego nie udowadniam, ja tylko stwierdzam, że w Polsce mamy pandemię nepotyzmu i kolesiostwa na skalę dotychczas niespotykaną (teraz chyba dogania nas Trump i Putin). Ale to niczego nie zmienia. Jest paskudnie, nawet jeśli gdzieś tego jest tego więcej.

      Usuń
  8. O wszystkim można już zapomnieć!
    Najważniejsze, że nie było ofiar w sensie fizycznym
    - a psychika niejedno już przetwarzała i wytrzymała.
    Następnym razem będzie lepiej - z mistrzowskim rozmachem.
    Trzeba tak myśleć, inaczej będziemy wytracać nadzieję...
    Nie było najgorzej, a to też się liczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninel, było troje rannych we Wrocławiu, to jednak też ofiary. Też chciałbym aby było lepiej, ale nie będzie, jeśli będziemy milczeć o wszystkim tym, co było w tej najważniejszej uroczystości złe.
      Pozdrawiam pięknie.

      Usuń
  9. Tak rzeczywiście było, we Wrocławiu - szkoda.
    Swoją wypowiedź odnosiłam do Warszawy -
    do obchodów centralnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie Ninel, ja wiem, że miałaś na myśli tylko marsz w Warszawie. Tyle, że ci w Wrocławiu to ci sami, co w Warszawie. Za rok mogą zmienić się miastami. Ogólnie rzecz ujmując, i ja widzę pewną poprawę w stosunku do roku ubiegłego. Jest jednak jeszcze jeden smutny aspekt tego marszu. Marsz, który w zamiarze miał być manifestacją radości, był de facto marszem „pod szczególnym nadzorem”.

      Usuń
  10. Świetne to zdjęcie, też je widziałam. Podobno miało ogromną "klikalność". Tyle, że, jak przeczytałam, było aranżowane. Fotografka wybrała się do hotelu dokładnie w tym celu, by zrobić zdjęcie marszu jak najciekawiej. No i jej się udało :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeczę, mogło być aranżowane (nawt sam miałem takie podejrzenia), co według mnie nic nie ujmuje przekazowi. Wcale nie jestem pewien, czy o takim marszu marzyli wszyscy Polacy.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń