wtorek, 5 lutego 2019

Męczennica pańska


  Ma opozycja Adamowicza (co jest określeniem niestosownym, ale dla tego zdania niezbędnym), ma PiS swoją Ogórek. Takiego lamentu nigdy nawet w połowie nie było w prawicowych mediach, jak po ataku na panią Ogórek. Prawdziwym kuriozum jest jednak fakt, że do tego lamentu przyłączyły się tuzy opozycji, no, może poza Tuskiem, ale on tak ma. I napiszę szczerze, nie rozumiem tych tuzów. Kompletnie nie rozumiem, choć rzeczywiście, narracja poprzedzająca ten drobny eksces optowała przeciw „mowie nienawiści”. Bo ja tu mam ogromny problem. Jeśli jedni uzurpują sobie bezwzględne prawo do szerzenia tej nienawiści, dlaczego nie wolno wobec nich protestować? Że za mocno i zbyt dobitnie, bo opluto samochód pani, pożalsięboże dziennikarzyny i naklejono kilka kartek z epitetami? Bardziej obraził ją Palikot, nazywając ją kurwą, choć przeprosił, choć te przeprosiny wydaje mi się tej sytuacji jeszcze większą obelgą, bo jak twierdził jakiś prawicowy Korwin oraz prominentny polityk Samoobrony (kolejność bez znaczeni), kurwy nie da się zgwałcić, co jest równoznaczne z tym, że nie da się jej również obrazić takim epitetem.

  Znów zdobędę się na szczerość, posługując się słowami Beaty Szydło wypowiadane z mównicy sejmowej: jej się należało, solennie sobie na to zasłużyła. Tak, to prawda, solennie sobie na ten eksces zasłużyła. TVPłże (to napis z jeden z kartek na samochodzie pani Ogórek) opublikowała zdjęcia rzekomych napastników wraz z podaniem nazwisk i uważa, że zrobiła dobrze, choć jak na mój gust, tylko sobie. Taka, w pełni medialna masturbacja. Bo takie działanie jest niezgodne z prawem o ochronie danych osobowych. Wyjaśnię, zgody sądu na taką publikację nie ma i nie wiadomo, czy w ogóle będzie. Ale TVPłże jest ponad prawem, jej wolno wszystko i to jest wzór prawdy, rzetelności i pluralizmu – jak określił to Jacek Kurski. Oni drwią z Polaków mając już ich nie za ciemny lud, ale za kompletnych durniów. A prawda jest taka, że dzień przed zajściem, niejaki Mikołaj Andrzej Janusz, pseudonim Jaok, w przebraniu z brodą prowokował protestujących, nawet przez szturchanie, do właśnie takiej agresji. I doczekał się, choć nie on, a pani Ogórek. Z tłumem się nie igra, nawet jeśli to tylko kilkanaście osób.

  Aby było śmieszniej, inny znany prowokator tej gadzinówki rządzących, niejaki Samuel Pereira, równy poziomem dziennikarstwa (a dziennikarstwo jest w tym przypadku przesadą) pani Ogórek, chwali się wprost, że chętnie urządzają nagonkę na... kobietę pracującą w szpitalu (sic!). Oczywiście nie anonimowo. O czym tu mówić? Że pani Ogórek jest słaba psychicznie, bo i tak ją opisuje ów Pereira? Jak Bozię nie kocham, tak chętnie całe to towarzystwo hipokrytów z panem Ziemcem na czele, wsadziłbym do paki, wróć, do jakiej paki? Do kamieniołomów, z jednoczesnym zwrotem wszystkich pieniędzy, jakie w tej gadzinówce zarobili, co najmniej na cztery lata, tyle ile mącili w głowach Polakom i za to, że zeszmacili telewizję publiczną.



poniedziałek, 4 lutego 2019

Usunąć Wiosnę z kalendarza


  No i znów się porobiło. Biedroń zrobił szlify w Słupsku i teraz przymierza się do premierostwa Polski. Konwencja w stylu iście amerykańskim, tak amerykańskim, że aż prawica pisowska pyta, skąd na nią pieniądze, bo przecież Biedroń nie ma żadnej spółki formatu Srebrna. Choć według tych samych pisowców inicjatywa słuszna, Biedroń rozbije opozycję w drobny mak, a wtedy oni znów jesienią zasiądą w ławach rządowych.

  I jest w tym sporo racji, choć myślę, że nie do końca. Może Schetyna zarzucać Biedroniowi, że ten nie chce do Wielkiej Koalicji. Tymczasem, jeśli opozycja pod sztandarami PO nie zakończy rządów kryształowego prezesa jedynie słusznej partii, to będzie to wina Schetyny, i tylko jego. Jest zgrany jak karty do gry w dupka. Kto jeszcze pamięta tę grę? Polegała na tym, że kto wszystkie karty miał w ręku – to dupek. Tak właśnie gra przewodniczący PO. Marzy mu się jedna wielka opozycja pod szyldem PO, choć dla niepoznaki nazywa ją koalicją. Jemu się wydaje, że jeśli zagra jak kryształowy prezes, scali wszystkich pod jednym szyldem, mało że wygra, to jeszcze zastąpi nieformalnego naczelnika państwa i zasiądzie na tronie, choć pewnie nie na Nowogrodzkiej. I to jest największy błąd, jaki można sobie wymyślić, gdyż taki pomysł zaprzecza idei liberalno-demokratycznej, za którą tęskni już znaczna część Polaków. Problem w różnorodności, która stanowi podstawę liberalnej demokracji. To właśnie tu trafił w punkt Biedroń. PO jest mało wyrazista i jednocześnie cechuje ją dziwny marazm niemocy. Biedroń skupia część lewicy i tych demokratów, którym marzą się bardziej radykalne działania: rewizja Konkordatu, świeckość państwa, demokracja z prawdziwego zdarzenia, czy wreszcie zwrot w stronę człowieka jako podstawowej jednostki państwa w miejsce tradycyjnie pojmowanej, chrześcijańsko-narodowej rodziny, której przecież nie zlikwiduje, a tylko usytuują ją we właściwym, drugim miejscu. Bez człowieka nie ma rodziny, bez szczęśliwego i zadowolonego człowieka  nie ma udanej rodziny.

  Biedroń ma jeden poważny problem. To jego orientacja seksualna. Poradził sobie z nią w Słupsku, w skali kraju musi być jeszcze bardziej ostrożny, to znaczy nie może nią za bardzo epatować. Podobnie jak kiedyś Palikot, później Petru, na dzień dobry ma poparcie tych środowisk, które kiedyś wsparły jego poprzedników, a to wcale niemało. Wystarczy by załapać się do Sejmu. Ma szansę przeciągnąć na swoją stronę część elektoratu lewicy, którym bokiem wychodzi siedzenie na ławce rezerwowych, oraz tych niebiorących udziału w wyborach, dla których PiS jest zbyt prawicowy, a PO zbyt ciężka i ociężała, niezdolna do bardziej radykalnych zmian. W takim układzie zachwyt PiS z powodu rozbicia totalnej opozycji jest jakby przedwczesny. Już niektórzy pisowcy rozumieją, że nie tyle Biedroń odbierze elektorat PO, ile zagospodaruje część niezdecydowanych. Dlatego teraz w prawicowych mediach trwa akcja „usunąć Wiosnę z kalendarza (wyborczego)”. Wytoczono najcięższe działa. Zamach na wielką Polskę, na tysiącletnie dzieje chrześcijaństwa, na katolicką rodzinę, na konserwatywną moralność w znaczeniu ogólnym, na klauzulę sumienia, na religię w szkołach, oraz promocja sodomii i lewactwa, a nawet powrót komunizmu. Te trzy ostatnie aspekty to tak na wyrost i spuchliznę, czymś postraszyć, nawet przesadnie trzeba.

  Bo tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzebany. Jeśli popatrzeć na sekularyzację katolickiego przecież społeczeństwa, akurat na tym, temu popierającemu Biedronia elektoratowi zależy. Biedroń konserwy nie przyciągnie, nawet liberalne a niereformowalne centrum. Ale neoliberalni i lewicujący, a pewnie i zieloni wyborcy – jak panny sznurem za ułanem. Dla wyborów do europarlamentu Biedroń nie ma żadnego znaczenia, sam to oznajmił. Ale na jesień ma szansę stać sę trzecią siłą. Nawet jeśli wygra PiS, a to jest możliwe, nie będzie miał większości jak teraz. Kukiz ‘15 się sypie, i jeśli nie wejdzie do Sejmu nie będzie szans na koalicjanta, PSL już się im kupić nie da.

  Nie jestem prorokiem, to są tylko moje osobiste dywagacje. Jak będzie, to się dopiero okaże. Niemniej, choć nie po drodze mi z Biedroniem (zbyt na lewo), będę im kibicował, bo jest największym zagrożeniem dla PiS i paradoksalnie może obudzić z letargu PO. Dodam, że wiecznie uśmiechnięta twarz Biedronia, która znamionuje wprawdzie hura optymizm, może paradoksalnie dodatkowo przysporzyć mu zwolenników. Ludzie naprawdę mają już powyżej uszu obecnych ponuraków. którym marzy się Key-Tower, czy chęć zemsty za trzy lata z hakiem bycia totalną opozycją bez profitów.



piątek, 1 lutego 2019

Stary człowiek i może


  Mam mieszane uczucia w stosunku do pana Niesiołowskiego. Z jednej strony cenię go sobie za wkład wniesiony w obalenie komunizmu i obronę rodzącej się w Polsce demokracji, z drugiej, mierzi mnie czasami jego mało wybredny, wręcz obcesowy język, choć jednocześnie jego riposty, na obłudę przeciwników politycznych budziły mój niekłamany zachwyt. Tego nie sposób się nauczyć, do tego trzeba mieć wrodzony talent. Drobny klasyk: „Wydawałoby się, że z Lechem Kaczyńskim niewiele mnie łączy, ale to nieścisłość. W latach 70-tych zajmowaliśmy się Leninem, tyle że ja wysadzałem w powietrze jego pomniki, a on cytował jego dzieła w swojej pracy doktorskiej”. Wiem, wiem, za ten zachwyt mi się pewnie oberwie, ale co mi tam, przecież nikogo nie namawiam do tego, by moje zdanie podzielał.

  W końcu go dorwali! Jeszcze dokładnie nie wiadomo za co, podobno czerpał korzyści, i napiszę jak na spowiedzi, aż mu zazdroszczę. Nawet w tym 2008 roku miał już ponad sześćdziesiąt lat a temperament jak młody ogier. W 2017 roku, ostatni odnotowany przypadek przez CBA czerpania korzyści majątkowych (sic!), miał już tych lat siedemdziesiąt trzy. Daj mi Boże takie zdrowie, by po spożyciu fasolki po bretońsku chędożyć z kilkoma prostytutkami na raz. Wróć! Asmo wróć na ziemię! Seks uwielbiam, ale z usług prostytutek nie korzystam. Nie te preferencje, choć korzystanie z takich usług na szczęście (dla Niesiołowskiego) jeszcze w tym kraju nie jest karalne. Karze się sutenerów i tych trzech aresztowanych biznesmenów z branży hotelarskiej (to istotne, bo chodzi o przekręty w branży chemicznej), w tej sprawie można śmiało pod ten paragraf podciągnąć. Jak podaje portal wPolityce.pl1, te ekscesy Niesiołowskiego potwierdza aż osiem prostytutek oraz burdelmama. Gdyby mnie teraz naszła logika pisowców, rzekłbym: wystawiono Niesiołowskiemu fantastyczną laurkę supermena. Po spożyciu porcji fasolki po bretońsku, jest w stanie usatysfakcjonować pluton prostytutek w jedną noc...

  Tak sobie myślę (czasami mi się przytrafia), że zeznania tych prostytutek są mało wiarygodne. Nigdy nie słyszałem, aby fasolka po bretońsku była afrodyzjakiem, powoduje raczej nieprzyjemne wzdęcia. Ale nie to jest istotne. Nie jestem idealistą i nie wierzę, że nie sposób przekupić (zmusić) prostytutkę do składania fałszywych zeznań, tym bardziej, że jak wspomniałem wcześniej, korzystanie z ich usług nie jest prawnie zabronione. Tu nie chodzi więc o zarzuty prawne, a raczej o moralne obsmarowanie Niesiołowskiego. Do tej pory nie udawało się go zniszczyć. Dla mnie ta akcja ma zdecydowanie bardziej charakter kontruderzenia po aferze Key-Tower. Cieniutki ten kontratak, nawet jeśli Niesiołowskiego przeciągnie się po kilku sądach. Ta kontrakcja dowodzi jednak czegoś bardzo istotnego – już nie można mieć żadnej wątpliwości, po co partii rządzącej pokorna prokuratura i posłuszne sądy. Wystarczy kilka usłużnych prostytutek, a prostytutki zawsze są usłużne, i już zrobią z każdego przeciwnika moralne dno. Bo jeśli nawet Niesiołowski popełnił coś niezgodnego z KK (powołując się na wpływy), prostytutki są tutaj kompletnie zbyteczne, nawet jeśliby były.

  Jeśli ktoś tu strzelił kapiszonem, to właśnie PiS. Myślę, że po zeznaniach Roberta Nowaczyka na Komisji reprywatyzacyjnej, wielu prominentów PiS ma większe problemy niż Niesiołowski. Może się okazać, że będą musieli szukać alibi u tych samych prostytutek. I ciekawe, co jest bardziej niemoralne, korzystanie z usług prostytutki, czy z usług suczki, którą ktoś całuje na czworakach w pijackim widzie po obślinionej mordzie? Jak to się nazywa? Zoofilia?