środa, 27 lutego 2019

Najstarsi górale


  Tego najstarsi górale nie byli w stanie przewidzieć, to znaczy tego, że braknie miejsca na komentarze na jednej stronie notki, drugą trzeba dodatkowo wyświetlić. Wprawdzie mam w tym swój udział, ale chciałem na wstępie podziękować wszystkim bez wyjątku komentującym, nawet zaciekłym oponentom, za taki odzew na prezentowane przeze mnie treści. To się pewnie prędko nie powtórzy, choć do tematu w jakimś sensie niebawem powrócę. Niemniej nie powiem złego słowa, nawet jeśli się w końcu pogubiłem w tych komentarzach.

  Dziś mniej wyzywająco, ale też kontrowersyjnie. Wczoraj miałem okazję zobaczyć w telewizji TVN24 program dokumentalny o Maciealu Dacialu Degollado. Postać i znana już dość powszechnie, nie tylko jako twórca Legionów Chrystusa, nie tylko jako bliski przyjaciel Jana Pawła II, ale i przede wszystkim jako jeden z największych zwyrodnialców pedofilów i zboczeńców w Kościele katolickim. W tym programie bardziej wstrząsające niż sama postać Degollado, był opis tego, jak wobec niego zachowywał się Watykan, z niemal wszystkimi hierarchami Kościoła. Trudno tu mówić o parasolu ochronnym, to był potężny, betonowy schron, pod przykrywką którego Dellagado mógł bezkarnie uprawiać swoje haniebne praktyki. I trzeba było śmierci Jana Pawła II, aby móc go skazać na... odsunięcie od posługi kapłańskiej i modlitwę pokutną (sic!), co zakrawa wręcz na kpinę z jego ofiar. W ciągu kilkudziesięciu lat złożono w Watykanie ponad dwieście raportów oskarżających Dellagado i... nic! Jak miał uznanie papieży, tak miał je do czasu Benedykta XVI. W Polsce krąży dość powszechna opinia, że Jan Paweł II mógł nie wiedzieć, że skutecznie chroniono papieża przed wiedzą o Dellagado. Ale wybuchła sensacja – anegdota papieża Franciszka, że Jan Paweł II jednak jakieś raporty przeczytał.

  W tym miejscu wkracza na scenę kardynał Dziwisz, osobisty sekretarz Jana Pawła II, dziś Jego Eminencja Ksiądz Kardynał. W pewnym wywiadzie udzielonym Paulinie Guzik, kardynał Dziwisz miał powiedzieć, że Jan Paweł II był poruszony i boleśnie dotknięty i smucił się przejawami takiego zła [pedofilii]. Kard. Dziwisz dodał też, że w tamtych czasach w Watykanie nie było żadnego świadomego krycia lub tuszowania nadużyć1. Rodzi się pytanie: skoro nie było, dlaczego tyle dziesięcioleci Dellagado mógł działać bezkarnie, gorzej, mógł się cieszyć splendorem i uznaniem Watykanu? Chciałoby się wiedzieć kto tu (w Polsce również) i po co mataczy, nie tylko w sprawie Dellagado? Śmiem wątpić, czy dowiemy się prawdy w tym i następnym dziesięcioleciu. Polski Kościół na to nie pozwoli. Padły Kościoły w Stanach Zjednoczonych, Australii, Irlandii, Holandii, Chile i wiele innych, właśnie z powodu mataczenia o pedofilii, to że nie padł polski bierze się stąd, ze zarówno hierarchowie nie mają odwagi się przyznać, jak i z powodu obrony ze strony tych wiernych, dla których prawda jest po prostu nie do przyjęcia. Przykładem jest historia ostatnich dni z pomnikiem prałata Jankowskiego. Na nic się zdają świadectwa ofiar pedofila, wprzęgnięto nawet państwową policję w obronę pomnika, bądźmy szczerzy – pomnika hańby Kościoła, który broni zwyrodnialca, Kościoła, który umywa ręce i pozostawia sprawę samą sobie. Zapytam: gdzie jest abp. Głódź? Gdzie jest Episkopat Polski? Dlaczego oni wpisują się w rzesze hierarchów Watykanu, którzy sztukę mataczenia opanowali do perfekcji?

  Że tak jest w rzeczywistości wystarczy zajrzeć w portale katolickie. Echa ostatniego szczytu w Watykanie na temat nadużyć i molestowania przez księży próbuje się zasłonić lobby homoseksualnym, które podobno deprawuje Kościół (sic!). Ale o tym innym razem i na drugim blogu, bo sprawa jest równie ciekawa.






środa, 20 lutego 2019

Kolejny duży sukces polskiej dyplomacji


  Kto by się spodziewał, że pójdzie na noże? A jednak poszło, co nie powinno właściwie dziwić. Przynajmniej nie tych, co próbowali zrozumieć, do czego dąży polityka zagraniczna jedynie słusznej partii. Ona od początku szła na pełny izolacjonizm i tego się właśnie doczekaliśmy. Oczywiście, aż takim filosemitą nie jestem, aby słowa izraelskich polityków o Polsce, jako współwinnej Holokaustu, uznać za celne i w pełni uzasadnione. Nie będę też udawał, że nie są obraźliwe. Bo są, tylko jest jedno ale: Netanjahu i Katz są takimi samymi konserwatystami jak – kaktusowe kwiaty partii PiS. Trafił swój na swego...

  Dostaliśmy już prztyczka w nos (a może i łupnia) za sprawą noweli Ustawy o IPN, która przyczyniała się wzrostu antysemickiego hejtu w naszym kraju. Kulminacją tego zjawiska był marsz antysemitów pod przywództwem Piotra Rybaka 27 stycznia w rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz. Trzeba było protestów, aby policja w końcu wzięła pod lupę to wydarzenie. Kiep ten kto myślał, że konserwatyści Izraela puszczą to płazem. Okazję wymusili Amerykanie organizując szczyt w Warszawie, i nasi ojcowie narodu nawet nie PiSnęli słowem, gdy trzeba było na własny koszt zaprosić Netanjahu, który walczy w wyborach o władzę w Izraelu. Lepszej okazji do pokazania pazurów nikt mu nie mógł stworzyć. Sparafrazuję polskie hasło PiS o Niemcach: nie będzie Polak pluł nam w twarz. Nie będzie, bo polska delegacja na spotkanie grupy V4, które miało się odbyć w Jerozolimie – zrejterowała. Lepiej się obrazić we własnej piaskownicy, niż żądać sprawiedliwości na obcym podwórku. Tymczasem Netanjahu spotyka się z innymi przedstawicielami grupy V4 jak gdyby nic i wraca z tarczą do kraju. Polska dyplomacja nie zrobi mu nic, wszak on ma za sobą wuja Sama, któremu ta sama dyplomacja liże tyłek. Goły!!! Tyle, że z tego lizania nic nie wyjdzie, może poza tym, że Trump dozna orgazmu. Udało mu się za sprawą Polaczków wbić ciernisty kołek w jedność Unii Europejskiej. Jeśli ktoś myśli, że on się będzie przejmował słowami Netanjahu i Katza – krzyżyk mu na drogę.

  Tak się zastanawiam, dlaczego PiS sygnuje do europarlamentu swoje prawdziwe tuzy? Wychodzi mi na to, że mają zamiar z UE zrobić to samo, co z Polską, czyli skłócić wszystkich ze wszystkimi. W tym są przecież mistrzami. Przy okazji, w razie przegranej PiS w jesiennych wyborach, uciekną przed odpowiedzialnością, chowając się pod sukienkę Unii, którą tak zajadle atakują, że tylko wspomnę wyprowadzenie flag Unii przez panią B. Szydło. Po cichu marzy mi się, aby w wyborach do europarlamentu pisowcy kandydaci, a nie tylko pani Szydło, odnieśli taki sukces jak pamiętne 27:1



PS. Kolejne podejście do usunięcia zaćmy skończyło się fiaskiem. Następne w połowie marca. Proszę więc o wybaczenie i cierpliwość. Jak nie lubię obiecywać, tak obiecuję tym razem – zasypię Wasze blogi komentarzami tak, aż będzie tęsknić za moją ślepotą...


wtorek, 5 lutego 2019

Męczennica pańska


  Ma opozycja Adamowicza (co jest określeniem niestosownym, ale dla tego zdania niezbędnym), ma PiS swoją Ogórek. Takiego lamentu nigdy nawet w połowie nie było w prawicowych mediach, jak po ataku na panią Ogórek. Prawdziwym kuriozum jest jednak fakt, że do tego lamentu przyłączyły się tuzy opozycji, no, może poza Tuskiem, ale on tak ma. I napiszę szczerze, nie rozumiem tych tuzów. Kompletnie nie rozumiem, choć rzeczywiście, narracja poprzedzająca ten drobny eksces optowała przeciw „mowie nienawiści”. Bo ja tu mam ogromny problem. Jeśli jedni uzurpują sobie bezwzględne prawo do szerzenia tej nienawiści, dlaczego nie wolno wobec nich protestować? Że za mocno i zbyt dobitnie, bo opluto samochód pani, pożalsięboże dziennikarzyny i naklejono kilka kartek z epitetami? Bardziej obraził ją Palikot, nazywając ją kurwą, choć przeprosił, choć te przeprosiny wydaje mi się tej sytuacji jeszcze większą obelgą, bo jak twierdził jakiś prawicowy Korwin oraz prominentny polityk Samoobrony (kolejność bez znaczeni), kurwy nie da się zgwałcić, co jest równoznaczne z tym, że nie da się jej również obrazić takim epitetem.

  Znów zdobędę się na szczerość, posługując się słowami Beaty Szydło wypowiadane z mównicy sejmowej: jej się należało, solennie sobie na to zasłużyła. Tak, to prawda, solennie sobie na ten eksces zasłużyła. TVPłże (to napis z jeden z kartek na samochodzie pani Ogórek) opublikowała zdjęcia rzekomych napastników wraz z podaniem nazwisk i uważa, że zrobiła dobrze, choć jak na mój gust, tylko sobie. Taka, w pełni medialna masturbacja. Bo takie działanie jest niezgodne z prawem o ochronie danych osobowych. Wyjaśnię, zgody sądu na taką publikację nie ma i nie wiadomo, czy w ogóle będzie. Ale TVPłże jest ponad prawem, jej wolno wszystko i to jest wzór prawdy, rzetelności i pluralizmu – jak określił to Jacek Kurski. Oni drwią z Polaków mając już ich nie za ciemny lud, ale za kompletnych durniów. A prawda jest taka, że dzień przed zajściem, niejaki Mikołaj Andrzej Janusz, pseudonim Jaok, w przebraniu z brodą prowokował protestujących, nawet przez szturchanie, do właśnie takiej agresji. I doczekał się, choć nie on, a pani Ogórek. Z tłumem się nie igra, nawet jeśli to tylko kilkanaście osób.

  Aby było śmieszniej, inny znany prowokator tej gadzinówki rządzących, niejaki Samuel Pereira, równy poziomem dziennikarstwa (a dziennikarstwo jest w tym przypadku przesadą) pani Ogórek, chwali się wprost, że chętnie urządzają nagonkę na... kobietę pracującą w szpitalu (sic!). Oczywiście nie anonimowo. O czym tu mówić? Że pani Ogórek jest słaba psychicznie, bo i tak ją opisuje ów Pereira? Jak Bozię nie kocham, tak chętnie całe to towarzystwo hipokrytów z panem Ziemcem na czele, wsadziłbym do paki, wróć, do jakiej paki? Do kamieniołomów, z jednoczesnym zwrotem wszystkich pieniędzy, jakie w tej gadzinówce zarobili, co najmniej na cztery lata, tyle ile mącili w głowach Polakom i za to, że zeszmacili telewizję publiczną.



poniedziałek, 4 lutego 2019

Usunąć Wiosnę z kalendarza


  No i znów się porobiło. Biedroń zrobił szlify w Słupsku i teraz przymierza się do premierostwa Polski. Konwencja w stylu iście amerykańskim, tak amerykańskim, że aż prawica pisowska pyta, skąd na nią pieniądze, bo przecież Biedroń nie ma żadnej spółki formatu Srebrna. Choć według tych samych pisowców inicjatywa słuszna, Biedroń rozbije opozycję w drobny mak, a wtedy oni znów jesienią zasiądą w ławach rządowych.

  I jest w tym sporo racji, choć myślę, że nie do końca. Może Schetyna zarzucać Biedroniowi, że ten nie chce do Wielkiej Koalicji. Tymczasem, jeśli opozycja pod sztandarami PO nie zakończy rządów kryształowego prezesa jedynie słusznej partii, to będzie to wina Schetyny, i tylko jego. Jest zgrany jak karty do gry w dupka. Kto jeszcze pamięta tę grę? Polegała na tym, że kto wszystkie karty miał w ręku – to dupek. Tak właśnie gra przewodniczący PO. Marzy mu się jedna wielka opozycja pod szyldem PO, choć dla niepoznaki nazywa ją koalicją. Jemu się wydaje, że jeśli zagra jak kryształowy prezes, scali wszystkich pod jednym szyldem, mało że wygra, to jeszcze zastąpi nieformalnego naczelnika państwa i zasiądzie na tronie, choć pewnie nie na Nowogrodzkiej. I to jest największy błąd, jaki można sobie wymyślić, gdyż taki pomysł zaprzecza idei liberalno-demokratycznej, za którą tęskni już znaczna część Polaków. Problem w różnorodności, która stanowi podstawę liberalnej demokracji. To właśnie tu trafił w punkt Biedroń. PO jest mało wyrazista i jednocześnie cechuje ją dziwny marazm niemocy. Biedroń skupia część lewicy i tych demokratów, którym marzą się bardziej radykalne działania: rewizja Konkordatu, świeckość państwa, demokracja z prawdziwego zdarzenia, czy wreszcie zwrot w stronę człowieka jako podstawowej jednostki państwa w miejsce tradycyjnie pojmowanej, chrześcijańsko-narodowej rodziny, której przecież nie zlikwiduje, a tylko usytuują ją we właściwym, drugim miejscu. Bez człowieka nie ma rodziny, bez szczęśliwego i zadowolonego człowieka  nie ma udanej rodziny.

  Biedroń ma jeden poważny problem. To jego orientacja seksualna. Poradził sobie z nią w Słupsku, w skali kraju musi być jeszcze bardziej ostrożny, to znaczy nie może nią za bardzo epatować. Podobnie jak kiedyś Palikot, później Petru, na dzień dobry ma poparcie tych środowisk, które kiedyś wsparły jego poprzedników, a to wcale niemało. Wystarczy by załapać się do Sejmu. Ma szansę przeciągnąć na swoją stronę część elektoratu lewicy, którym bokiem wychodzi siedzenie na ławce rezerwowych, oraz tych niebiorących udziału w wyborach, dla których PiS jest zbyt prawicowy, a PO zbyt ciężka i ociężała, niezdolna do bardziej radykalnych zmian. W takim układzie zachwyt PiS z powodu rozbicia totalnej opozycji jest jakby przedwczesny. Już niektórzy pisowcy rozumieją, że nie tyle Biedroń odbierze elektorat PO, ile zagospodaruje część niezdecydowanych. Dlatego teraz w prawicowych mediach trwa akcja „usunąć Wiosnę z kalendarza (wyborczego)”. Wytoczono najcięższe działa. Zamach na wielką Polskę, na tysiącletnie dzieje chrześcijaństwa, na katolicką rodzinę, na konserwatywną moralność w znaczeniu ogólnym, na klauzulę sumienia, na religię w szkołach, oraz promocja sodomii i lewactwa, a nawet powrót komunizmu. Te trzy ostatnie aspekty to tak na wyrost i spuchliznę, czymś postraszyć, nawet przesadnie trzeba.

  Bo tu jest właśnie przysłowiowy pies pogrzebany. Jeśli popatrzeć na sekularyzację katolickiego przecież społeczeństwa, akurat na tym, temu popierającemu Biedronia elektoratowi zależy. Biedroń konserwy nie przyciągnie, nawet liberalne a niereformowalne centrum. Ale neoliberalni i lewicujący, a pewnie i zieloni wyborcy – jak panny sznurem za ułanem. Dla wyborów do europarlamentu Biedroń nie ma żadnego znaczenia, sam to oznajmił. Ale na jesień ma szansę stać sę trzecią siłą. Nawet jeśli wygra PiS, a to jest możliwe, nie będzie miał większości jak teraz. Kukiz ‘15 się sypie, i jeśli nie wejdzie do Sejmu nie będzie szans na koalicjanta, PSL już się im kupić nie da.

  Nie jestem prorokiem, to są tylko moje osobiste dywagacje. Jak będzie, to się dopiero okaże. Niemniej, choć nie po drodze mi z Biedroniem (zbyt na lewo), będę im kibicował, bo jest największym zagrożeniem dla PiS i paradoksalnie może obudzić z letargu PO. Dodam, że wiecznie uśmiechnięta twarz Biedronia, która znamionuje wprawdzie hura optymizm, może paradoksalnie dodatkowo przysporzyć mu zwolenników. Ludzie naprawdę mają już powyżej uszu obecnych ponuraków. którym marzy się Key-Tower, czy chęć zemsty za trzy lata z hakiem bycia totalną opozycją bez profitów.



piątek, 1 lutego 2019

Stary człowiek i może


  Mam mieszane uczucia w stosunku do pana Niesiołowskiego. Z jednej strony cenię go sobie za wkład wniesiony w obalenie komunizmu i obronę rodzącej się w Polsce demokracji, z drugiej, mierzi mnie czasami jego mało wybredny, wręcz obcesowy język, choć jednocześnie jego riposty, na obłudę przeciwników politycznych budziły mój niekłamany zachwyt. Tego nie sposób się nauczyć, do tego trzeba mieć wrodzony talent. Drobny klasyk: „Wydawałoby się, że z Lechem Kaczyńskim niewiele mnie łączy, ale to nieścisłość. W latach 70-tych zajmowaliśmy się Leninem, tyle że ja wysadzałem w powietrze jego pomniki, a on cytował jego dzieła w swojej pracy doktorskiej”. Wiem, wiem, za ten zachwyt mi się pewnie oberwie, ale co mi tam, przecież nikogo nie namawiam do tego, by moje zdanie podzielał.

  W końcu go dorwali! Jeszcze dokładnie nie wiadomo za co, podobno czerpał korzyści, i napiszę jak na spowiedzi, aż mu zazdroszczę. Nawet w tym 2008 roku miał już ponad sześćdziesiąt lat a temperament jak młody ogier. W 2017 roku, ostatni odnotowany przypadek przez CBA czerpania korzyści majątkowych (sic!), miał już tych lat siedemdziesiąt trzy. Daj mi Boże takie zdrowie, by po spożyciu fasolki po bretońsku chędożyć z kilkoma prostytutkami na raz. Wróć! Asmo wróć na ziemię! Seks uwielbiam, ale z usług prostytutek nie korzystam. Nie te preferencje, choć korzystanie z takich usług na szczęście (dla Niesiołowskiego) jeszcze w tym kraju nie jest karalne. Karze się sutenerów i tych trzech aresztowanych biznesmenów z branży hotelarskiej (to istotne, bo chodzi o przekręty w branży chemicznej), w tej sprawie można śmiało pod ten paragraf podciągnąć. Jak podaje portal wPolityce.pl1, te ekscesy Niesiołowskiego potwierdza aż osiem prostytutek oraz burdelmama. Gdyby mnie teraz naszła logika pisowców, rzekłbym: wystawiono Niesiołowskiemu fantastyczną laurkę supermena. Po spożyciu porcji fasolki po bretońsku, jest w stanie usatysfakcjonować pluton prostytutek w jedną noc...

  Tak sobie myślę (czasami mi się przytrafia), że zeznania tych prostytutek są mało wiarygodne. Nigdy nie słyszałem, aby fasolka po bretońsku była afrodyzjakiem, powoduje raczej nieprzyjemne wzdęcia. Ale nie to jest istotne. Nie jestem idealistą i nie wierzę, że nie sposób przekupić (zmusić) prostytutkę do składania fałszywych zeznań, tym bardziej, że jak wspomniałem wcześniej, korzystanie z ich usług nie jest prawnie zabronione. Tu nie chodzi więc o zarzuty prawne, a raczej o moralne obsmarowanie Niesiołowskiego. Do tej pory nie udawało się go zniszczyć. Dla mnie ta akcja ma zdecydowanie bardziej charakter kontruderzenia po aferze Key-Tower. Cieniutki ten kontratak, nawet jeśli Niesiołowskiego przeciągnie się po kilku sądach. Ta kontrakcja dowodzi jednak czegoś bardzo istotnego – już nie można mieć żadnej wątpliwości, po co partii rządzącej pokorna prokuratura i posłuszne sądy. Wystarczy kilka usłużnych prostytutek, a prostytutki zawsze są usłużne, i już zrobią z każdego przeciwnika moralne dno. Bo jeśli nawet Niesiołowski popełnił coś niezgodnego z KK (powołując się na wpływy), prostytutki są tutaj kompletnie zbyteczne, nawet jeśliby były.

  Jeśli ktoś tu strzelił kapiszonem, to właśnie PiS. Myślę, że po zeznaniach Roberta Nowaczyka na Komisji reprywatyzacyjnej, wielu prominentów PiS ma większe problemy niż Niesiołowski. Może się okazać, że będą musieli szukać alibi u tych samych prostytutek. I ciekawe, co jest bardziej niemoralne, korzystanie z usług prostytutki, czy z usług suczki, którą ktoś całuje na czworakach w pijackim widzie po obślinionej mordzie? Jak to się nazywa? Zoofilia?