piątek, 29 marca 2019

Na ratunek polskiej służbie zdrowia


  Miało być dobrze, a jest gorzej. Minister zdrowia oznajmił na początku roku, że od 1-go kwietnia (prima aprilis) zostanie zniesiony limit zabiegów usunięcia zaćmy. Pewna pani bardzo się ucieszyła, bo już czeka dwa lata. Jeszcze bardziej się ucieszyła, gdy dostała list z kliniki, gdzie miano tego zabiegu dokonać. Szlag ją trafił (na szczęście niegroźnie), gdy ów list otworzyła. Informowano ją, że ze względu na obiektywne trudności zabieg przesunięto o..., kto zgadnie o jaki okres? Odpowiedź na końcu notki w przypisach. Ja mam zaćmę na jeszcze jednym oku, na szczęście trochę młodszy jestem, więc może doczekam.

  Na poprawę stanu Służby Zdrowia nie ma co liczyć. Pan premier już stwierdził, że po piątce Kaczyńskiego, robią finansowo bokami, choć mamy podobno koniunkturę, a my się najlepiej rozwijamy z wszystkich państw Europy. Koniunktura ma się skończyć w tym roku, więc długo, długo już nikt żadnej piątki nam nie obieca. Czy jest na to jakiś ratunek? Jakem ateista powiem, że jest! „Wyborcza” mnie natchnęła pewną informacją2, tak jak tych świętych, co to widzieli piekło i czyściec, a już najbardziej jak tę św. Faustynę Kowalską. W jednej z klinik medycznych w mieście Rzeszów stwierdzono trzy przypadki cudownych uzdrowień! Owa klinika przekształca się i postawiła na nowy rodzaj bezinwazyjnej terapii. Sprowadziła do kaplicy trzy relikwie świętych. Fragment bandaża z kroplą krwi ze stygmatów św. Ojca Pio, fragment kości świętej siostry Faustyny Kowalskiej oraz fragment ciała mało znanego świętego Józefa Moscati.
- pielęgniarka tej kliniki zatruła się jadem kiełbasianym. Nie mrugała nawet powiekami. Ks. kapelan przyniósł relikwie św. Faustyny, dotknął nimi dłoń pielęgniarki i zrobił znak krzyża. W tym samym momencie pacjentka też się przeżegnała, wyzdrowiała, wstała i poszła do swoich obowiązków.
- przywieziono kobietę w stanie agonalnym. Przyniesiono jej relikwie św. Ojca Pio. Nic to, że zmarła, ale podobno ból śmierci minął.
- chłopak z nowotworem w stanie podobno beznadziejnym. Ks. Kapelan z wiernymi modlił się do relikwii św. J. Moscati, chłopak całkowicie wyzdrowiał.
Był jeszcze jeden cud, mniej spektakularny. Złodziej w innym szpitalu (Przemyśl) ukradł relikwię św. Ojca Pio. Za sprawą tych relikwii serce się w nim odmieniło i je, relikwie oddał szpitalowi. Policji powiedział, że po nagłośnieniu sprawy, nikt tych relikwii nie chciał kupić, więc oddał. Pewnie ze strachu, że się pod ich wpływem nawróci.

  A teraz najciekawsze. Oprócz tego księdza i dyrektora kliniki, nikt z lekarzy nic nie wie o tych relikwiach, tym bardziej o cudach. Chciałoby się rzec: oto tajemnica wiary... Ale ja się nie wyśmiewam, ja tylko przytaczam fakty, w dodatku za „Wyborczą”, a jak wszem i wobec wiadomo, „Wyborcza” kłamie. Ów kapelan powiedział tej gazecie, że „O relikwie św. Józefa Moscati poprosiło kilku lekarzy z naszego szpitala”. Więcej nie chciał powiedzieć, bo wiadomo, „Wyborczej” wywiadów się nie udziela, gdy się jest po właściwej stronie. Jak wspomniałem, ten artykuł (nie mylić z relikwiami) mnie natchnął. Gdyby tak do każdej szpitalnej kaplicy sprowadzić jakieś relikwie? Z reguły zawsze jest prosektorium, jaki problem by i w takiej kaplicy szczątki umarłych umieszczać, tym bardziej, że to szczątki świętych. Efekt byłby podwójnie pozytywny. Po pierwsze, wzrosłaby liczba wyleczeń, nawet w przypadkach beznadziejnych, po drugie, wielu już zsekuleryzowanych wiernych wróciłoby na właściwą drogę wiary. Pod warunkiem, że wierzą w cuda.

  Na koniec, tak zapytam z ciekawości: wierzycie w cud uzdrowienia Służby Zdrowia?




Przypisy:
1 – kolejkę wydłużono o sześć lat. Warto dodać, ze pacjentka z zaćmą miał już osiemdziesiąt dwa lata i nie była jedyną, której o taki okres wydłużono oczekiwanie (za Faktami TVN);
2 - http://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,24595136,przychodzi-pacjent-po-relikwie-i-wychodzi-uzdrowiony-czary-mary.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.9-L.1.duzy



sobota, 23 marca 2019

Kropka nad i


  Ostatnio mocno mi się obrywa za to, że skupiam się li tylko na sprawach związanych z polskim Kościołem. A już najbardziej za to, że piętnuję publicystów z Nim związanych. Od razu napiszę, że w ogóle się tym nie przejmuję, de facto trudno w tematyce moralnej znaleźć coś, co nie odnosi się do tej Instytucji. Nawet w bieżącej polityce nie jest lepiej. Gdzie nie kopniesz, w którą stronę nie spojrzysz, tam zza węgła czai się odniesienie do Kościoła, albo sam Kościół. Swego czasu, punktualnie o dwudziestej, by od Kościoła odpocząć, przełączałem telewizję na filmowy kanał HBO. Może ze dwa lata zachwytu, ale dziś już wiem, o dwudziestej w żadnym z trzech kanałów tej stacji nic ciekawego nie zobaczę. Czekam, od 15 kwietnia ostatni sezon „Gry o tron”, w którym..., nie trudno odnaleźć ślady elementów kultury średniowiecza, podparte wiarą.

  I tak, niemal z przymusu, oglądam sobie autorski program TVN24 Moniki Olejnik „Kropka nad i”. Był czas, że ona mnie zachwycała swymi kontrowersyjnymi, celnymi pytaniami i ripostami, skierowanymi do polityków szczególnie prawicowych i konserwatywnych, ale demokratom też nie żałowała. Mój ulubiony cytat to: „To nie jest Radio Wolna Europa. Niech pan nie zagłusza1 – to do Mariusza Błaszczaka. O niej samej też było ciekawie: „Dziennikarka Monika Olejnik stoczyła się poniżej poziomu najbardziej zdemoralizowanych polityków i dziennikarzy. (...) Urban i jego pracownicy zostawiali dzieci polityków w spokoju2 – to Ludwik Dorn. Temu drugiemu po części przyznam rację, choć nie tak ostro i mając na uwadze „dzieło” o resortowych dzieciach. Swoją drogą, Dorn w końcu mówi też o sobie: najbardziej zdemoralizowany polityk, ulubieniec Kaczyńskiego, a dziś wolny strzelec i jego wróg. Wróćmy do pani Olejnik. Oglądam tę jej „kropkę” i stwierdzam, że faktycznie obniża loty. Mocno. Nawet taki niejaki Jaki nie pozwoli sobie w kaszę jej dmuchać, a ona jest wręcz w takich przypadkach nieporadna. Politycy znaleźli na nią prosty sposób. Opowiadają swoje (jacy to są wspaniali), nie bacząc na jej kolejne pytania. Nawet ostre: pan/pani nie odpowiada na moje pytania, nie skutkuje. Jak nie lubię Jakiego, tak mnie rozbawił: „Zaraz pani odpowiem na pytanie, ale najpierw skończę swoją myśl”. I tej swojej myśli nie kończy, bo wie, że następne pytanie jest trudne. Pani Monika zaś czeka, nerwowo potrząsając włosami...

  Zdecydowanie wolę jej artykuły w „Wyborczej”. Przynajmniej nikt jej nie zagłusza, jak ów Błaszczak. Podoba mi się zaś jej ostatni artykuł. Problem w tym, że ona zaczyna od Kaczyńskiego, ale i tak kończy na biskupach. Właściwie na odwrót. Ma tę samą dolegliwość, co ja i pewnie stąd ten mój zachwyt... Dla tych, co nie mają dostępu do „Wyborczej” tytuł już jest doskonały: „Pancerna brzoza, pancerny Episkopat, pancerny prezes”3. Pewien znamienny cytat: „Rafał Trzaskowski, podpisując deklarację LGBT, rozjuszył środowiska prawicowe. Jarosław Kaczyński krzyczy: „Wara od naszych dzieci”, dba o moralność niczym Władysław Gomułka, który według legendy wstrząśnięty był dużym dekoltem Kaliny Jędrusik”. Wyjątkowo celny, bo ja pamiętam tamte czasy (aż mi się nie chce wierzyć, że jestem taki stary). Pani Monika wali w abp Jędraszewskiego i Gądeckiego z ciężkich dział z powodu ostatniej konferencji o pedofilii. Argumentami nie do podważenia. Jeszcze jeden cytat: „Patrząc na tę konferencję, miałam wrażenie, że są bez serca, że bardziej ich interesuje LGBT i rzekoma „seksualizacja dzieci”, choć powinni zacząć od siebie”. Słowa miód na moje serce..., to znaczy, pokrywające się z moim postrzeganiem tej sprawy. No tak, ale to nie bezpośrednia polemika z konserwatywnymi politykami. Nie jestem pewien czy starczyłoby jej czasu dokończyć myśl w programie „Kropka nad i”. Polecam za to rzekomo polemiczny artykuł wPolityce.pl4.

  Już na koniec sprostowanie. Obiecałem. W ostatniej notce niesłusznie przejechałem się po sądach niższej instancji, dziś opanowanych przez ministra Ziobrę. Jak słusznie zauważył Rademenesll, wyrok za moralność wydały sądy w czasach koalicji PO-PSL, czyli pan Ziobro „nie maczał” w tym palców. Nie byłbym sobą gdyż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten wyrok i tak miał ideologiczne podłoże. Przecież i w czasach tamtej koalicji, katolicka moralność, zaś szczególnie katolicki stosunek do cudzołóstwa, też miały się dobrze (to sprostowanie oparte jest na zasadach, jakimi posługują się politycy PiS, które zaobserwowałem w programie Kropka nad i)...




środa, 20 marca 2019

Odszkodowanie za ..., niemoralność


  Niedawno pisałem o pomysłach Salwowskiego, który chce karać za cudzołóstwo, biorąc te jego dywagacje za brednie. Rzeczywistość okazał się brutalniejsza. Pan minister Ziobro chciał zawładnąć sądami w Polsce i nimi zawładnął z wyjątkiem Sądu Najwyższego, i chwała Panu z to. Bo te sądy Ziobry przeżarła katolicka ortodoksja. Dwa sądy niższej instancji, okręgowy i rejonowy orzekły, że za zdradę męża, żona musi zapłacić wysokie odszkodowanie (sic!) Gdyby nie Rzecznik Praw Obywatelskich nie byłoby wątpliwości, a właściwie już nie ma – Polska to katoliban, dorównujący państwom islamskim.

  Zdradzony mężczyzna złożył skargę na żonę, gdy dowiedział się, że żadne z ich czworga dzieci nie jest jego, a ich ojcem jest przyjaciel żony.  W gruncie rzeczy sytuacja tragiczna i ja mu na swój sposób współczuję tej traumy, gdy taka wieść na niego gruchnęła jak grom z jasnego nieba. Tyle, że normalny człowiek w takiej sytuacji idzie do sądu, ale po rozwód, nawet z uznaniem winy żony. Tymczasem on zażądał odszkodowania z powodu naruszenia jego godności osobistej i utratę czci. Mnie się chce w tym miejscu krzyczeć: Facet! Facet, gdzie twoja godność osobista i cześć, skoro dałeś sobie dorobić rogi i to na tak długo?! Ja bym się ze wstydu pod ziemię zapadł, albo udawałby dalej, że o niczym nie wiem. Tymczasem w obu niższych instancjach (tych od Ziobry) uznano, że jemu faktycznie stała się straszna krzywda i skazał żonę na 20 tys. odszkodowania, kochanka zaś na 15 tys., co wydaje się być totalnym pomieszaniem z poplątanie. W końcu to oni oboje ratowali dzietność w tym kraju, bo ten mąż widać nieudacznik był, a 500 plus (w sumie 2 tys.) miesięcznie, jako głowa rodziny pobierał. Powinien tę kasę zwrócić kochankom, bo wyłudził ją niesłusznie od państwa, czyli z naszych podatków. To enigmatyczne coś, co trudno sprecyzować, równie trudno jak uczucia religijne, a co nazwano czcią, wyceniono suma summarum na 35 tys. złotych polskich. W imię czego? Jak Bozię nie kocham, pewnie w imię wartości. Cudzołóstwo trzeba karać, jak twierdzi Salwowski. Dobrze, że nie posunięto się do wymierzenia kary chłosty, bo pieniądze, które mu już przekazano, musi teraz zwrócić. Jak wróciłby tę chłostę?

  Sąd Najwyższy wykazał się rozsądkiem. Uzasadnił unieważnienie poprzednich wyroków tym, że „Nie można stwierdzić, aby w tej sprawie działania tej niewiernej małżonki, tego przyjaciela, były nakierowane na to, żeby wyrządzić krzywdę byłemu już mężowi”. Oni się po prostu kochali, co na szczęście jeszcze nie jest zabronione. Prawo cywilne nakazuje żyć małżonkom w wierności. „Ale wierność jest obowiązkiem, nie jest prawem. Winnego zdrady małżeńskiej można obciążyć alimentami po rozwodzie, ale prawo nie przewiduje za zdradę małżeńską żadnej dodatkowej formy zadośćuczynienia”. Tylko kto wie, co o tym myśli ekipa Ziobry? Obawiam się, że z zemsty za to, że pan Ziobro nie włada SN, jeszcze bardziej podkręci podległe sobie sądy na karanie za niemoralność, tę rozumianą po katolicku.

  Dobrze, że już nie jestem żonaty. Wszystkim kawalerom i pannom, wdowom i wdowcom, rozwódkom i rozwodnikom, polecam się dobrze zastanowić przed podjęciem decyzji o ślubie, nawet tego cywilnego. Słono może was to kosztować. Już wzrosły opłaty za rozwód.






poniedziałek, 18 marca 2019

Krzemowa Dolina Morawieckiego


  Pan Kaczyński krzyczy w Katowicach: „Wara od naszych dzieci!” i jakem Asmo, przyznam mu pełną rację – odwal się pan od dzieci mieszkających na Śląsku. Już raz nazwałeś je ukrytą opcją niemiecką. Ale Kaczyńskiego tu znają, więc na te plewy większość się nie nabierze. Gorzej z tym panem Morawieckim, Doliny Krzemowej mu się kurde zachciało. Pominę fakt, że już mam krzemicę i ciężko mi wejść po schodach wyżej niż na drugie piętro, ale czy on wie, co szykuje Ślązakom, w przewadze gorliwym katolikom, których mimo wszystko szanuję?

  Z mojego punktu widzenia Dolina Krzemowa jest super, ale ja jestem ateista i liberał. Jeśli do tego dodać trochę inne podejście do moralności niż ta jedynie słuszna, co mi tam, niech będzie to San Jose. Tymczasem pan Morawiecki nie wie, albo udaje, że nie wie, iż mieszkańcy, twórcy sukcesu tej Doliny to w przewadze zbieranina z całego świata. Ze świecą szukać tubylców (Indian), a nawet takich Amerykanów, co to kilkanaście pokoleń zaliczyli na tamtym kontynencie. Inna sprawa, że na Śląsku Gierek i tak już pomieszał  tych Ślązaków z gorolami, i właściwie nie byłoby problemu. Ale Dolina Krzemowa to również zmiana obyczajów, która zawsze idzie w parze z nadmiernym bogactwem. Przedstawię chronologicznie pewne znamienne wydarzenia tego na wpół autonomicznego regionu stanu Kalifornia:
1976 – sztuczne, legalne zapłodnienie lesbijek;
2003 – adoptowanie dzieci przez pary LGBT;
2008 – legalizacja małżeństw homoseksualnych;
2011 – edukacja seksualna w przedszkolach (również LGBT);
2015 – obowiązkowe nauczanie seksualne w szkołach z wiedzą o gender, HIV i antykoncepcji;
2016 – legalna marihuana dla celów rekreacyjnych...

  Ktoś zapyta, a jaki to ma związek z sukcesami Doliny Krzemowej? Właściwie nie wiem, ale wiem na pewno, że tam gdzie próbowano zmałpować ten pomysł, bez zmiany obyczajowości i moralności, nic nie wypaliło. Klapa. Bo Dolina to również światowe epicentrum seksualizacji dzieci i krucjaty przeciw tradycyjnej rodzinie. Właściwie nie powinno dziwić. Na potrzeby tego gospodarczego eldorado pracują niewolniczo tysiące dzieci w Chinach i innych krajach południowej Azji, co idealnie wpisuję się w narrację premiera Morawieckiego, który kiedyś coś tam mówił o zapier…niu za miskę ryżu. Aby móc spać spokojnie w luksusowych apartamentach Doliny Krzemowej, trzeba się wyzbyć wszelkich wyrzutów sumienia. Tam rządzi biznes i całkiem wymierny zysk. Oba aspekty wyrzutów sumienia nie mają. Kluczem do sukcesów Doliny Krzemowej jest afirmacja inności, a my tu nie potrafimy sobie poradzić z deklaracją LGBT plus.

  A skoro jestem przy panu Morawieckim, on zabłysnął ostatnio jeszcze jedną mądrą sentencją: „Bruce Lee nie dałby rady polskiemu chłopu”. Też się z nim zgodzę. Żaden Bruce nie dałby rady w jedną chwilę wysypać tony jabłek na warszawskich ulicach. Ale premierowi nie o taką drużynę chłopów chodziło: „Nasza wspaniała drużyna polskich sołtysów też (…) będzie spełniać marzenia, będzie walczyć o Polskę naszych marzeń”. Od razu na myśl przyszedł mi nasz sołtys. Jedynym jego zajęciem jest zbieranie podatku, z czego ma dwadzieścia procent prowizji. A powiedz mu, że dziura na chodniku, odpowie byś wziął łopatę i sam zasypał. Nie tak dawno premier otworzył nowy odcinek S3 w ramach tych marzeń o naszej Polsce. Trzy miesiące i już ją remontują, bo dziury... I jeszcze to: „Polska bez polskiej wsi nie miałaby polskiej duszy. Polska wieś daje nam siłę, charakter, i moc czerpaną z tradycji,  z chrześcijaństwa”. Tak się zastanawiam, jak ta Krzemowa Dolina z międzynarodowym tyglem intelektualistów, z LGBT i zboczeniami, będzie oddziaływać na tę polską, chrześcijańską wieś? Odwrotnej możliwości wędrówki duszy nie widzę... Nawet sołtys nie jest intelektualnie i mentalnie przygotowany na jej wymogi.
 
  Za to pan Premier mile wspomina czasy, gdy w wakacje doił krowy.
Młody Mateusz M., po wydojeniu krów wypatruje myśliwców nowej generacji F-35 Lightning II
 


 

środa, 13 marca 2019

I stał się cud...



  Prawdziwy, nie jakiś tam wydumany czy wymyślony, o biblijnym nie wspomnę. Ludzie! Ja widzę! i obwieszczam to światu. Rozczaruję wiernych, nie modliłem się o niego, nie dałem na Mszę świętą, nie byłem na pielgrzymce, ani nie ściskałem paciorków różańca. Powierzyłem swoje oko okuliście, człowiekowi z krwi i kości, jego zdolnościom oraz zdobyczom techniki medycznej. I tak oto z świata gęstej i nieprzeniknionej mgły, wróciłem do świata widzialnego, co wiązało się z kilkoma zabawnym niespodziankami.

  Sam zabieg usunięcia zaćmy, bo o nim mowa, jest stresujący i nie będę udawał, że nie miałem duszy na ramieniu. Mam na myśli swoją świadomość, a nie to niematerialne coś, które podobno ktoś we mnie wepchnął siłą z chwilą poczęcia. Dwie godziny przygotowań (podawania kropel do oczu) i czekania na sam zabieg, gdy nie ma się zielonego pojęcia, jak to wygląda w praktyce, musi stresować, nawet gdy wszyscy zapewniają, że to nic takiego. Pewna młoda nauczycielka, czekająca ze mną, obgryzła wszystkie paznokcie. Dobrze, że nie tipsy. Sam zabieg trwa może kwadrans, podczas którego trzeba tylko podążać okiem w stronę światełka, które skutecznie uniemożliwia dostrzeżenie jakiegokolwiek instrumentu chirurgicznego na oku. Leją na nie płynem znieczulającym i to wszystkie odczucia, jakie są dostępne. Po zabiegu jeszcze ze dwa kwadranse obserwacji cudownie uzdrowionego i możesz wracać do domu.

  Po powrocie do domu stłukłem dwie szklanki i talerz. Prawa strona świata dla mnie nie istniała z powodu opatrunku. Pierwsze zdziwienie było rano. Opatrunek sam się odkleił i ja przed sobą zobaczyłem jakieś nieznane mi zwierzę z przekrzywioną głową, w geście pilnego zainteresowania. Owszem, miałem młodego kota w domu, który zwie się Zaczepny i śpi ze mną, i tu nie ma zmiłuj się, ale dałbym sobie obciąć paznokcie u nóg, że to był inny kot. Tamten był idealnie szarobury, ten nowy miał różne odcienie brunatnego oraz niezliczoną ilość czarnych pręg od czoła po sam koniuszek ogona. Gdy wstałem, kamień spadł mi z serca. Od kilku dni zamierzałem umyć okna, przez które nic nie było już widać, teraz się okazało, że one są czyste jak łza, no, może tylko odrobinę przesadzam. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy nie musiałem parzyć palca, aby nie przelać wrzątku w filiżance przy parzeniu kawy. To był dobry sposób, choć odrobinę bolesny. Trochę mi ten uśmiech skwaśniał, gdy spojrzałem na podłogę. Przesadnie – tu już było widać jak AIDS chodzi po panelach. Pani pielęgniarka powiedziała, żeby nie za dużo netu ani telewizji, ale nie powiedziała, że wcale, więc odpaliłem laptop do tej kawy. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to że facet, który go używał musiał być kompletnie ślepy. Żadna strona nie mieściła się w całości na monitorze... 

  W czasie wizyty kontrolnej u mojego okulisty okazało się, że wszystko jest w należytym porządeczku. Żadnych nieprzewidzianych komplikacji. Gdy sprawdzał ostrość mojego widzenia, okazało się, że widzę dobrze nawet ten najniższy rządek liter na tablicy. Zabronił mi używać od teraz okularów do czytania, a miałem już plus trzy. Tak dobrze to ja widziałem mając lat trzydzieści parę. Mam teraz obawy, czy jak mi usuną zaćmę z lewego oka, to czy ja nie będę wtedy widział jak rentgen? A może będę widział myśli innych? Spokojnie, aż na takim luksusie mi nie zależy. Trochę mnie przeraża ogrom prac porządkowo czyszczących, ale chyba dam radę. Najbardziej cieszy mnie możliwość powrotu do czytania książek. Niczego mi tak bardzo przez ostatnie pół roku nie brakowało, jak właśnie zanurzenie się w ich treść. Będę miał okazję poprawić sobie poczucie własnego „ego”, bo czytam przede wszystkim to, co odpowiada moim poglądom i mnie w nich utwierdza, he, he, he, ku zgorszeniu moich oponentów...