niedziela, 19 maja 2019

Lingwistyczny ignorant


  W komentarzu pod moją ostatnią notką, Rademenes II wytknął mi nieznajomość języka angielskiego, nazywając mnie lingwistycznym ignorantem. Trochę mnie to zdumiewa, bo on przecież narodowy patriota jest, a obcych języków się uczył. Pilnie uczył się angielskiego pewnie po to, aby wyłapywać to, co złego o Polakach się mówi w zagranicznej prasie. Szczególnie, gdy to tłumaczenie z języka... jidysz.
Ok, ok, nie jestem taki, niczego mu nie odbieram, Radek zna angielski, ja nie znam i to jest fakt niezaprzeczalny. Miałem to pieskie szczęście, że przez pięć lat uczono mnie tylko rosyjskiego, a dziś przyznać się do znajomości tego języka to wręcz wstyd i hańba. Później sam uczyłem się niemieckiego, ale okazało się, że to z kolei
pachnie posądzeniami o sprzyjanie kanclerz Angeli Merkel. Tusk słono za to zapłacił... Zdrajcą go okrzyknięto.

  Miałem tym razem nie zrzędzić, więc polecam pewien skecz Andrzeja Poniedzielskiego. Mało, że prezentuje mój ulubiony rodzaj humoru, to jeszcze w prosty sposób tłumaczy tę moją lingwistyczną ignorancję:

 

  Aby dać moim czytelnikom jeszcze jedną chwilę wytchnienia, gdyż w zanadrzu mam kolejną notkę – horror, przypomnę inny skecz tego kabaretowego artysty. Skecz jakby o mnie...


 



23 komentarze:

  1. Asmo kochany! Ależ przecież jak tak można? Wszak mienisz się kosmopolitą z tego co pamiętam. Masz wiele do powiedzenia na tematy światowe, wytknąłeś mi że pisząc o sytuacji zagranicznej muszę się w czasach internetu ograniczać do jakiegoś "nawiedzonego Sosnowskiego". I jak Ci wyszło, ten RademenesII o ciasnych zaściankowych poglądach ma szersze horyzonty od takiego oświeconego liberała jak Ty, który nagle jest ograniczony w poznawaniu świata do konsomolskiej prawdy...
    Ale ja mam radę dla Ciebie. Niektóre lektorki języka angielskiego są bardzo atrakcyjne teraz i z pewnością nie byłoby tak jak w przytoczonym skeczu, że unikałbyś kontaktu z wiedzą lingwistyczną jak Poniedzielski. O nie! Łaknąłbyś jej jak kania dżdżu. :D Dziwię się, że nie wpadłeś na to dwie dekady lat temu, kiedy nasz kraj otworzył się na zachód. Ileż byśmy dyskusji zbędnych uniknęli, w których usiłowałeś się ratować tłumaczem googla?
    Doprawdy, zaskoczony jestem Twoją krytyką chęci posiadania wiedzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wręcz cały pierwszy akapit Twojego komentarza jest Twoim gdybaniem. Bo niby gdzie Ci zarzuciłem tę zaściankowość? Raptem odnoszę się li tylko do lingwistycznego ignoranta, który miał mnie rzekomo zaboleć. Wszak taką notkę Ci obiecałem, a Ty wyraziłeś zgodę. To, że odniosłem się do narodowego patriotyzmu nie ma w sobie nic obraźliwego. Może Cię obrazić coś, co uznajesz za wartość nadrzędną? Potraktuj to tak, jak ja potraktowałem lingwistycznego ignoranta – na pełnym luzie...

      To prawda, dziś niektóre lektorki języka angielskiego są bardziej niż urocze, tylko gdzie one były, gdy poznawanie języków obcych było mi jednym z ważniejszych celów? W dzisiejszym układzie wiekowym, można byłoby mnie posądzić o pedofilię, wszak mogłyby być moimi wnuczkami. A i nie sposób ukryć, że dwie dekady temu, to ja już byłem, jak w tym drugim skeczu – ofiarą szkód górniczych i to niemal w sensie dosłownym. Ważniejsze stało się dla mnie to, by wiedzieć gdzie jestem. Gdzie jestem w otaczającej mnie rzeczywistości. I wyszło mi, że jestem w Polsce, więc jakby te obce języki stały się potrzebą mniej ważną. Mniej ważną niż pójście za potrzebą ;)))

      Nie deprecjonuj tak google, mam niezachwiane przeczucie, że też korzystasz.

      Usuń
    2. PS. Coś Ci się chyba miesza z tym kosmopolityzmem. To nie jest chęć podróżowania po całym świecie, czy nawet możliwość gadania z każdym w jego ojczystym języku.

      Usuń
    3. No przecie traktuje to w pełni luzacko, jakbyś nie zauważył i podśmiewam się w podobnym tonie. :)

      Usuń
    4. Nie, żebym się chwalił, ale wydaje mi się, że jeszcze sporo musisz się nauczyć w kwestii luzactwa. Trzeba mieć też luz do siebie. A ponieważ nie jestem młodą i atrakcyjną lektorką, raczej Ci nie pomogę :D

      Usuń
    5. a mnie zaintrygowało, czy kosmopolita musi być poliglotą?... jeśli założymy, że kosmopolita = człowiek bywały wew świecie, to jakiś język obcy, chociaż jeden wypadałoby mu znać... okay, ale kosmopolityzm to jest coś, co siedzi w środku człowieka, to poczucie bycia obywatelem świata, a do tego akurat niekonieczna się wydaje jego znajomość i można być kosmopolitą osiadłym, nie ruszającym tyłka dalej, niż własna wiocha czy osiedle...
      p.jzns :)...

      Usuń
    6. Kosmopolita powinien się orientować o czym mówi. Bez znajomości języka jest skazany na to co się dowie od kogoś. Jaka z tego może wynikać potrzeba, skoro nie wiesz czego to jest potrzeba?

      Usuń
    7. Będę ironiczny ;)
      Znasz języki a nie do końca wiesz, co to jest kosmopolityzm...

      Usuń
    8. Taka utopia trochę... :) Choć rozumiem ludzi, którzy wszędzie czują się dobrze, jako tzw. obywatele świata. Nie wiem jednak, jak można się dobrze czuć gdzieś, gdzie nie wiadomo o czym się mówi naokoło.

      Usuń
    9. Ciekawe, na co Ci się zda angielski w takiej tokijskiej knajpie? Będziesz rozumiał o czym gadają przy sąsiednim stoliku, nawet jeśli nie podsłuchujesz?

      Usuń
    10. Nie uważam się za kosmopolitę. Zresztą prędzej w Tokio dogadasz się po angielsku, niż po polsku, a nawet rosyjsku.
      Co do rozumienia o czym gadają nie interesuje mnie to nawet w Polsce.

      Usuń
  2. A gdzie jest powiedziane i uzasadnione, że wszyscy muszą umieć wszystko? :) Ważne jest, żeby z tego, co się wie, zrobić dobry użytek.

    Poniedzielski, jak zwykle, nie do przebicia. Dzięki notce miło mi się zaczął dzień. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chyba najgorsze jest to, że nie potrafimy się często przyznać do tego, że czegoś nie wiemy.

      Cieszę się, że choć na chwilę poprawiłaś sobie nastrój ;)

      Usuń
  3. Asmo,nie wiem czy Cię to w jakimś stopniu pocieszy, ale ja tez miałam rosyjski a jako
    drugi język- łacinę. Do dziś miewam koszmary senne, czyli muszę zdawać maturę z łaciny.
    Żeby było zabawniej, to język rosyjski przez kilka lat był mi niezbędny w pracy i nawet go polubiłam. Co do języków "zachodnich"- teraz za Chiny Ludowe nie mogę się nauczyć niemieckiego- ja po prostu tego języka nie słyszę- odbieram tak jak chiński, japoński.
    A tłumacz Google nie jest taki znów zły, w końcu w szpitalu jakoś się z personelem medycznym dogadywałam. No i nie da się ukryć, że metryka w nauce języka też mi nie pomaga.
    Doskonale rozumiem Poniedzielskiego- ile razy wsiadam do windy to zawsze jedzie ze mną jakaś stara kobieta i zawsze wysiada z niej tam gdzie ja. Masakra!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc nie mam kompleksów z powodu znajomości rosyjskiego, choć z powodu braków możliwości konwersacji jest to już znajomość, jak to określił Poniedzielski, znajomość umowna. Podobnie z niemieckim.
      A ten chiński czujesz? :D
      W nowym mieszkaniu mam tylko jedno lustro, zresztą małe, takie w sam raz do golenia ;)

      Usuń
    2. Zazdroszczę Ci tego małego lustra- mnie zafundowano w łazience monstrum- lustro 2 na 1,5 metra,z oświetleniem niczym na sali operacyjnej ale i tak już się nauczyłam w nim nie widzieć.

      Usuń
    3. ;) ;) ;)
      Niech Ci się wymsknie z rąk suszarka do włosów ;)

      Usuń
  4. Ja miałam w liceum angielski, ale jako tako nauczyłam sie duuuuzo później, za to z łaciny niewiele pamiętam.
    Poniedzielski prowadził konferansjerkę w czasie koncertu noworocznego w Opera Nova w Bydgoszczy, świetny był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się już marzy Opera Nova w Bydgoszczy (jest szansa), choć niekoniecznie z Poniedzielskim ;)

      Usuń
    2. Polecam, piękny budynek i okolica warta zwiedzenia:-)

      Usuń
    3. Bydgoszcz pamiętam z końca lat 60-tych. Do pewnej uroczej panny jeździłem... Ale ona przesłaniała mi cały urok tego miasta ;)

      Usuń
  5. Według mnie do codziennych dyskusji nie ma palącej potrzeby, by znać języki obce. Co innego, gdy chcemy zagłębiać tajniki jakiejś dziedziny nauki i np. w Polsce nie ma już książek na ten temat.

    Znam najlepiej angielski, o reszcie języków obcych, jakie miałem w swojej karierze szkolnej nie będę wspominał. Próbowałem poznać jeszcze niemiecki i włoski, z obydwu pamiętam bardzo mało, właściwie tylko pojedyncze słowa daję radę zrozumieć.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do codziennej dyskusji z obcokrajowcem nie dojdzie, gdy któryś nie zna języka drugiego :) Chyba, że przejdą na język obrazkowy...

      A co do Twojej znajomości i tak jest lepsza niż moja.

      Odwzajemniam pozdrowienia

      Usuń